Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chleby na drożdżach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chleby na drożdżach. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 grudnia 2017

Chlebek z łososiem wędzonym

Długo wzbraniałam się przed kontem na twarzoksiążce, ale... I na mnie przyszedł ten czas. W końcu dobrze jest być na czasie i trzymać rękę na pulsie, a z fb można dowiedzieć się naprawdę wielu zaskakujących rzeczy. 

Ostatnio przeczytałam dość długi post o tym, jak najlepiej sprawdzić, kto jest twoim prawdziwym przyjacielem. Otóż należy odciąć się od świata, zrezygnować z jakiegokolwiek kontaktu poprzez social media czy telefon, nie odzywać się do nikogo - jednym słowem zamknąć się w domu i nie wyściubiać z niego nosa. I czekać. Na tych, którzy się zainteresują, stęsknią i staną u drzwi, pukając i i prosząc o uwagę. 
Przeczytałam raz i drugi, doszukując się choćby najmniejszego znaku ironii - i nic. Bo wiecie co? Tacy, co tylko czekają, aż inni się nimi zainteresują, a sami nie robią nic, żeby znajomości podtrzymywać, zupełnie mnie jako ludzie nie interesują. Jeśli coś ci leży na sercu - przyjdź z tym do mnie, powiedz, o co chodzi, a ja spróbuję ci pomóc. Ale nie mam zamiaru w wolnym czasie (którego nie mam zbyt dużo) siedzieć i głowić się nad tym, czy przypadkiem nic ci się złego nie przytrafiło. Jeśli nagle przestałeś się do mnie odzywać, nie odpowiadasz na smsy i zamykasz się w swoim świecie, to znaczy, że tego właśnie potrzebujesz - chwili oddechu i samotności. I masz do tego prawo. Ale nie oczekuj, że będę chodzić za tobą dzień u dnia i pytać w kółko, czy aby nie potrzebujesz pomocy. W dzisiejszym zabieganym świecie - stety-niestety - nikt nie ma czasu na takie podchody. 
A jeśli zapomniałam o twoich urodzinach, to znaczy... Że zapomniałam. Nic więcej i nic mniej; nadal cię lubię, nadal mi na tobie zależy, ale... Zapomniałam. Jeśli dam ci prezent spóźniony o tydzień, nadal będzie to prezent od serca. Więc nie rozpaczaj i nie rób wideł z igły; nie ma to najmniejszego sensu.

Być może brzmi to dość wyrachowanie, ale nauczyłam się unikać egoistów szukających zainteresowania za wszelką cenę. 
A jaki jest Wasz sposób na sprawdzenie, komu tak naprawdę na Was zależy?
I czy uważacie, że w ogóle trzeba to sprawdzać...?

Dzisiaj mam dla Was przepis, który powstał przypadkiem, a udał się tak dobrze, że nie mogę o nim nie wspomnieć.
C. wyciągnął z zamrażarki łososia z jakimś zmyślnym planem, o którym, oczywiście, zapomniał. Rybka więc leżała, a wiadomo, że zbyt długie leżenie rybkom nie służy. Zakasałam więc rękawy, zagniotłam drożdżowe (no dobrze - Walle zagniótł), przygotowałam krem serowy, zapakowałam go w ciasto razem z łososiem - i upiekłam. Wyszło pysznie! Co prawda najlepszy jest w dniu pieczenia (następnego warto lekko go podgrzać), ale znika niesamowicie szybko. Idealny jako dodatek do zupy kremu, na szybkie śniadanie (nie trzeba robić kanapek), czy na kolację. 
Spróbujecie...?

Drożdżowy warkocz z wędzonym łososiem


Składniki:
(na 2 chlebki)
  • 600 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 150 ml letniego mleka
  • 150 ml letniej wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 jajko
  • 55 g masła
nadzienie:
  • 200 g serka kremowego
  • 1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • 1 białko
  • 300 g wędzonego łososia z koperkiem
dodatkowo:
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki mleka
  • 1 łyżeczka płatków woli morskiej
Masło rozpuścić, przestudzić.
Mąkę przesiać, po środku zrobić wgłębienie. Wkruszyć drożdże, zasypać cukrem i zalać mlekiem. Odstawić na 10-15 minut.
Do zaczynu dodać wodę i jajko, zagnieść. Dodać masło i sól, wyrobić. 
Odstawić ciasto na 45-60 minut do wyrośnięcia w ciepłe miejsce.

W tym czasie zmiksować serek z pieprzem, papryką i białkiem.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na kwadrat o boku 40 cm, przekroić na pół. Każdą część złożyć wzdłuż na pół, brzegi naciąć po skosie na głębokość 2 cm, znów rozłożyć. Środek każdego paska posmarować serkiem, równomiernie rozłożyć łososia. Zawinąć nadzienie w ciasto, zaplatając ze sobą nacięte kawałki ciasta.
Przełożyć na blachę, odstawić do napuszenia na 20-25 minut.

Wyrośnięte ciasto posmarować żółtkiem roztrzepanym z jajkiem, posypać solą.

Piec w 180 st. C. przez 30-40 minut.
Podawać na ciepło lub zimno.

Smacznego!


Następnym razem dodałabym do nadzienia świeżego koperku; świetnie się bowiem komponuje z łososiem. A może odrobinę musztardy, żeby całość zyskała nieco ostrości...?
Możliwości jest dużo, a każda warta wypróbowania.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Sztuka wyrastania i chlebek z zieloną wkładką

Ostatnio nabrałam znów ochoty na pieczenie drożdżowych ciast. Może dlatego, że niby jest lato, ale jednak chłodno i drożdżowe wydaje się takie... Pocieszające. Kiedy zapach słodkich bułeczek roznosi się po domu, deszcz i wiatr tracą na znaczeniu. I nie ważne, że tylko na chwilę...

Problem jednak jest taki, że kaloryfery oczywiście nie grzeją, w kominku w środku lipca palić nie będę (swoją drogą, w kominku nie palę w ogóle, bo nie umiem; to zadanie C. A on by mnie tak wyśmiał, gdybym wyszła z tak niedorzeczną propozycją, że wolę sobie temat odpuścić), a jakby nie patrzeć, osiemnaście stopni to nie jest optymalna temperatura wyrastania. Co robić...?
Wiedziona piekarniczym instynktem, przystąpiłam do szczegółowej inspekcji jednego z piekarników. Tego z funkcją parowania. I wiecie, co odkryłam...? Że ma specjalny program do wyrastania! Przetestowałam go najpierw na słodkich bułeczkach z porzeczkami, następnie na chlebie, na który przepis znajdziecie poniżej - i jestem zachwycona! Nie dość, że można ustawić idealną dla danego rodzaju ciasta temperaturę, to jeszcze piekarnik sam z siebie utrzymuje odpowiednią wilgotność tak, że powierzchnia ciasta nie ma nawet szansy pomarzyć o wysuszeniu. W dodatku przyspiesza cały proces, i w najwyżej czterdzieści pięć minut mam idealnie wyrośnięte, cudownie puszyste ciasto. No żyć, nie umierać! Jestem zachwycona i jednocześnie zdegustowana samą sobą, że wcześniej tego nie odkryłam. Teraz, skoro coraz lepiej rozumiem mój piekarnik (a nie jest to łatwe, zważywszy na fakt, że rozmawia ze mną po duńsku), możecie spodziewać się kolejnych drożdżowych wypieków. Z tego co wiem, nie zanosi się bowiem na zmianę aury, i lody póki co schodzą na dalszy plan...

Ten chlebek upiekłam z myślą o wspólnym gotowaniu, gdzie miałyśmy przygotować danie z trzech produktów: bobu, czosnku i pomidorów. I muszę przyznać, że trochę naoszukiwałam...
W Danii świeży bób jest nieosiągalny, sięgnęłam więc po mrożony. Bardzo chciałam coś przygotować, myślałam długo, aż w końcu wpadłam na pomysł upieczenia chleba. Tylko te pomidory... Nie bardzo pasowały do mojej wizji. W końcu wykombinowałam, że użyję suszonych; i choć wiem, że sezon na świeże, dorodne jest teraz w pełni, mam nadzieję, że wybaczycie mi to lekkie nadużycie. Na usprawiedliwienie dodam, że chlebek podałam jako dodatek do roladek z kurczaka z mozzarellą i pieczonych pomidorków koktajlowych. Może być...?

Pasta z bobu jest wyborna; śmiało można jej używać jako smarowidło do kanapek, albo nawet wymieszać z ugotowanym makaronem. Sok z cytryny i olej najlepiej dodawać po trochu, do osiągnięcia odpowiedniej konsystencji i smaku. W końcu nie wszyscy lubimy to samo...
Chlebek jest mięciutki, delikatny i puszysty; świetnie nadaje się jako dodatek do zup, ale również do kanapek. Naprawdę warto sobie taki upiec.

Po inne przepisy na inne dania z bobem, czosnkiem i pomidorami koniecznie zajrzyjcie do Ani, Malwinny, Shinju i Martynosi.

Chleb z pastą z bobu i suszonymi pomidorami


Składniki:
(na keksówkę o wymiarach 27x15 cm)
  • 350 g mąki pszennej
  • 200 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 23 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 350 ml letniej wody
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 2 łyżki oliwy
pasta z bobu:
  • 350 g ugotowanego, wyłuskanego bobu
  • 2 ząbki czosnku
  • 10 gałązek mięty imbirowej
  • sok z 1 cytryny
  • 100 ml oleju pistacjowego
  • sól
  • pieprz
dodatkowo:
  • 75 g suszonych pomidorów w oleju
  • 2 łyżki oleju od pomidorów
Mąki wymieszać, po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać cukier, wlać 150 ml wody, odstawić na 15 minut.
Po tym czasie dodać do ciasta pozostałą wodę, zagnieść. Pod koniec wyrabiania dodać sól i oliwę.
Ciasto odstawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.

W tym czasie przygotować pastę z bobu.
Bób, przeciśnięty przez praskę czosnek, oberwane listki mięty, sok z cytryny i olej zmiksować blenderem. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Odstawić.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, a następnie rozwałkować na prostokąt o wymiarach 35x40 cm, delikatnie podsypując mąką. Posmarować równomiernie pastą z bobu, posypać pokrojonymi na mniejsze kawałki pomidorami odsączonymi z zalewy. Zawinąć ciasno w rulon wzdłuż dłuższego boku, złożyć na pół i włożyć do wyłożonej papierem do pieczenia formy.
Odstawić do wyrośnięcia na 20-25 minut.

Posmarować ciasto olejem z pomidorów.

Piec w 180 st. C. przez 40 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


Ja tymczasem jutro wybieram się do fryzjera na ułożenie próbnej fryzury i zrobienie makijażu ślubnego. Jestem nawet lekko podekscytowana, muszę przyznać.

piątek, 11 marca 2016

Pachnący bochenek na każdą porę roku

Gdy w wolny dzień otwieram oczy tuż po słonku, wita mnie wiosna. Błękitne niebo bez ani jednej chmurki, ciepłe światło wlewające się przez okna i uczucie gdzieś głęboko w środku, że to będzie dobry dzień. 
Po południu wychodzę z Ptysią na jesienny już świat. Słoneczna kula jakby zamglona, znużona swoimi obowiązkami. Chłodny wiatr od czasu do czasu szarpie za mój szalik i Ptysi uszy, wywołując uczucie niewytłumaczalnego niepokoju. 
Wieczorem szyby pokrywa lód, malując na nich fantazyjne wzory. Zima śmieje mi się prosto w nos. O naiwna, myślałaś, że tak łatwo dałam za wygraną...? - szepcze, mrożąc mi twarz zimnym oddechem.

Cóż, czekam na kolejny wiosenny poranek i zastanawiam się, gdzie w tym cyklu zapodziało się lato...?

Znalazłam na dysku przepis na chleb. Najprostszy, najzwyklejszy. Na drożdżach. Z chrupiącą skórką, ziemniakami, dzięki którym długo zachowuje świeżość, oraz dodatkiem kolendry. Może więc choć trochę niezwykły...? Ma chrupiącą skórkę i zwarty miąższ, pięknie pachnie - jeśli oczywiście lubicie kolendrę. Możecie ją pominąć, ale mi pasuje tutaj jak ulał.

Prosty chleb z ziemniakami i kolendrą


Składniki:
(na 1 bochenek)
  • 120 g ugotowanych ziemniaków
  • 500 g mąki pszennej
  • 300 ml letniej wody
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry

dodatkowo:
  • 2 łyżki wody

Ziemniaki rozgnieść widelcem lub przecisnąć przez praskę. Mąkę przesiać, wymieszać z solą, kolendrą i ziemniakami. 
Drożdże wymieszać z cukrem i wodą. Wlać do mąki, zagnieść, wyrobić gładkie ciasto.
Odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.

Po tym czasie jeszcze raz szybko zagnieść, uformować z ciasta podłużny bochenek, odstawić na 40 minut do wyrośnięcia.

Wyrośnięty bochenek skropić wodą, naciąć po skosie w trzech miejscach. Na blasze z chlebem ustawić małe naczynie z wodą.

Piec w 225 st. C. przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 200 st. C. i piec jeszcze 30-35 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

A w domu pachnie pomarańczami. I rabarbarem
Czyste szaleństwo!

piątek, 16 października 2015

Chlebek z dynią na Światowy Dzień Chleba

Wiedzieliście, że dzisiaj mamy Światowy Dzień Chleba? Nie? Nic nie szkodzi. Ja, szczerze mówiąc, też do niedawna nie wiedziałam. Aż tu nagle pojawiła się propozycja wspólnego pieczenia; nie mogłam sobie tej przyjemności odmówić. Szczególnie, że ostatnio mocno na bakier jestem z domowym wypiekiem pieczywa; szkoła mnie pod tym względem mocno rozleniwiła, i jakoś nie mogę się zebrać do stanu sprzed. Cóż... Może w końcu się uda. Póki co jednak prym na śniadanie wiodą u mnie owsianki, domowa granola, naleśniki i wszelkiej maści placuszki. Takie typowo jesienne śniadanka. Chleb zszedł na dalszy plan, i muszę przyznać, że nawet specjalnie mi go nie brakuje. Ale skoro trafiła się okazja (i to nie byle jaka!), zakasałam rękawy i zabrałam się do dzieła.

Jako, że sezon dyniowy w pełni, nie byłabym sobą, gdybym dyni nie wykorzystała. U Doroty znalazłam wypiek, który świetnie się nadawał: prosty i stosunkowo szybki (a przynajmniej nie zajmuje więcej czasu niż inne chleby pieczone na drożdżach), w dodatku prezentuje się bardzo efektownie. Lubię chlebki odrywane nie tylko za ich uroczy wygląd, ale też za łatwość jedzenia - świetnie nadają się jako dodatek do zup, gdzie każdy może sobie oderwać kawałek. A potem jeszcze jeden, nawet, gdy miska już pusta. Tak niezobowiązująco.

Tym razem delikatny smak dyni został doprawiony czosnkiem i sporą ilością ziół; w połączeniu ze słonawym kozim serkiem i mięciutkim ciastem całość po prostu zachwyca. Oczywiście, zamiast mąki orkiszowej można użyć pszennej, a dobór ziół pozostawiam Waszym indywidualnym gustom.

Chleby piekły dzisiaj również Mopsik, Mirabelka, LejdiEmilia i Martynosia.

Orkiszowy chlebek do odrywania z dynią i kozim serem


Składniki:
(na keksówkę o wymiarach 30x11 cm)
  • 500 g mąki orkiszowej
  • 30 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniej wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 50 g masła
nadzienie:
  • 250 g musu z dyni
  • 35 g masła
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano
  • 1/2 łyżeczki suszonej bazylii
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 100 g koziego sera
  • 3 łyżki świeżych ziół (bazylia, oregano, melisa, szałwia, tymianek)
dodatkowo:
  • 10 g ziaren dyni
  • 20 g ziaren słonecznika
Mąkę przesiać do dużej miski. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać cukier, wlać 100 ml wody i odstawić na 15 minut.
Masło rozpuścić i przestudzić.

Do wyrośniętego zaczynu dodać resztę wody i sól, zagnieść ciasto. Wlać masło, wyrobić gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, włożyć do miski i odstawić przykryte ściereczką na 1 godzinę.

W tym czasie masło na nadzienie rozpuścić i przestudzić. Wymieszać z musem z dyni, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, solą i suszonymi ziołami.
Serek pokroić w kosteczkę, świeże zioła porwać na mniejsze kawałki.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, a następnie rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x50 cm. Posmarować musem dyniowym, posypać kozim serem i ziołami. Przeciąć wzdłuż na 3 paski, ułożyć jeden na drugim. Złożone ciasto pokroić na 5 kawałków.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Złożone kawałki ciasta układać pionowo w formie. Wierzch posypać ziarnami dyni i słonecznika.
Odstawić do wyrośnięcia na 30 minut.

Piec w 180 st. C. przez 45 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


A Wy? Upiekliście dzisiaj chleb...?

World Bread Day 2015 (October 16)

piątek, 23 stycznia 2015

Chleb jak z duńskiej piekarni

Zimno.
Może nie jest to zimno arktyczne, jednak mi te minus trzy stopnie doskwierają. Dłonie marzną nawet w rękawiczkach, czapka, mimo że naciągnięta niemal na oczy, grzeje jakoś słabo, a pod płaszcz muszę wkładać trzy swetry, co zdecydowanie utrudnia mi ruchy i upodabnia mnie do bliżej nieokreślonego gatunku czerwonego potwora ze sporą nadwagą.

Śnieżnie.
Moje miasteczko zamieniło się w krainę z bajki. Gdy patrzę przez okno, widzę pokryte śniegiem dachy domów i aut, całe wielkie połacie bieli na polach. Drzewa i krzewy w parku są oszronione, przez co nie wyglądają już tak nago i smutno. Pod stopami skrzypi świeży śnieg, gdy zapuszczamy się na dalsze, mniej uczęszczane ścieżki. 

Mgliście.
Od trzech dni nie widziałam w moim mieście słońca. Co zabawne, kilkadziesiąt kilometrów dalej, gdzie chodzę do szkoły, świeci słonko, temperatura jest wyraźnie na plusie, a krajobraz już niemal wiosenny. Tymczasem tutaj wszystko otulone jest grubą warstwą mlecznej mgły, która wszystko wycisza i sprawia, że nawet główna ulica wygląda tajemniczo. Z nadzieją wypatruję pana Holmes'a, w swym sherlockowym kapeluszu, podążającego tropem kolejnej zagadki.

Co, biorąc pod uwagę trzy powyższe czynniki, jest najlepszym sposobem na spędzenie kilku wolnych godzin? Owszem, książka brzmi ciekawie. Ale ona rozgrzeje raczej duszę niż ciało, a to ostatnie właśnie rozgrzania się domaga. Odpowiedź jest prosta - trzeba włączyć piekarnik. Żeby nie działał bezproduktywnie, tylko dla kaprysu, najlepiej wypełnić go drożdżowym ciastem, które swym ciepłem zamieni w aromatyczny bochenek, który będzie można, jeszcze ciepły, zjeść na kolację z masłem i ewentualnie odrobiną dżemu.

Mam dla Was przepis idealny. Ja co prawda mój bochenek upiekłam w wielkim, szkolnym piekarniku, razem z dwudziestoma pięcioma innymi, jednak w domowym zaciszu również uda się bez problemu. Jest to zwykły chleb na drożdżach, wyróżnia go dodatek mąki graham, przez co jest, podobno, nieco zdrowszy. Odpowiednie złożenie zapewni mu idealny kształt, a pieczenie z parą cudownie chrupiącą skórkę. Mięciutki w środku, smakuje naprawdę wyśmienicie.

Proporcje mogą się wydawać nieco dziwne, ale przeliczałam je z dwóch kilogramów mąki. Na domowe potrzeby aż takie ilości wydają mi się niepotrzebne, ale jeśli ktoś ma ochotę, może sobie ilość wszystkich składników pomnożyć razy trzy. 

Chleb pszenny z mąką graham

Składniki:
(na 2 bochenki)
  • 430 g mąki pszennej
  • 230 g mąki graham
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 35 g oleju
  • 385 ml letniej wody

Mąki przesiać, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże, wsypać cukier i wlać 100 ml wody. Odstawić na 15 minut.
Po tym czasie dolać resztę wody i olej, zagnieść ciasto. Gdy zacznie odchodzić od ręki, uformować z ciasta kulę, odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto podzielić na pół. Z każdej części uformować kulę, ułożyć na blacie oprószonym mąką, przykryć ściereczką i zostawić na 15 minut.

Kulę ciasta ułożyć złączeniem do góry, kantem dłoni spłaszczyć na okrągły placek. Złożyć do środka 1/3, przygnieść, znów złożyć i przygnieść. Następnie zwinąć ciasto w rulon, podwinąć boki i ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia łączeniem do dołu.
Tak samo przygotować drugi bochenek.
Odstawić do wyrośnięcia na 45 minut.

Bochenki dowolnie naciąć.

Włożyć blachę do naparowanego piekarnika nagrzanego do 240 st. C. Od razu zmniejszyć temperaturę do 200 st. C. i piec 30-40 minut.

Wystudzić na kratce.

Smacznego!

Proces przygotowania bochenka nieco uprościłam na domowe potrzeby, ale jeśli ktoś ma ochotę poznać wzór na obliczanie temperatury wody, z przyjemnością podzielę się wiedzą w kolenym chlebowym wpisie.

sobota, 15 listopada 2014

Chleb na maślance. Najprostszy

Pisałam już o tym, jak ostatnio polubiłam ciasta na maślance. Są niesamowicie wilgotne i mięciutkie, mają konsystencję po prostu idealną. Kupuję więc maślankę często, i piekę kolejne z nią ciasta. Ostatnio tak się jednak złożyło, że w domu była i maślanka, i ciasto. Nie mogłam upiec kolejnego, bo nie było komu jeść. Pomyślałam więc sobie, że skoro ciasta z jej dodatkiem takie są dobre, to może i chleb by się udał...?
Na blogu Rogalik znalazłam dokładnie to, czego szukałam. Chleb jest bardzo prosty w przygotowaniu; jedyne, co zmieniłam, to dodatek mozzarelli. Akurat leżała kuleczka w lodówce czekając, aż ktoś się nią zainteresuje... To się zainteresowałam, i dorzuciłam ją do ciasta.
Wyszło pysznie. Chleb jest miękki i wilgotny, choć odrobinę się kruszy. Kawałki roztopionego sera dodają mu smaczku.

Nawet, jeśli nie pieczecie chleba w domu na co dzień, może skusicie się na taki weekendowy wypiek...? Jest łatwy, dość szybki, i jestem pewna, że każdy sobie z nim poradzi. A zapach świeżego pieczywa w sobotni lub niedzielny poranek to zdecydowanie coś, co Tygryski lubią najbardziej...

Chleb na maślance z mozzarellą

Składniki:
(na keksówkę 30x10cm)
  • 500 g mąki pszennej
  • 500 ml maślanki
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 125 g mozzarelli w kulce

dodatkowo:
  • 15 g ziaren słonecznika
  • 2 łyżki wody

Mąkę przesiać do miski, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać cukier, wlać 100 ml maślanki i odstawić na 15 minut.

Po tym czasie wlać resztę maślanki, wyrobić ciasto - będzie się mocno lepiło. Odstawić je na 1-1,5 godziny do wyrośnięcia.

Po tym czasie ciasto jeszcze raz szybko zagnieść. Mozzarellę pokroić w kostkę, równomiernie rozprowadzić w cieście. Przełożyć je do formy wysmarowanej masłem.
Odstawić na 30 minut do ponownego wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto skropić wodą, posypać słonecznikiem. 

Piec w 200 st. C. przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 180 st. C. i piec jeszcze 25-30 minut.
Chleb przestudzić w formie 10 minut, następnie wyjąć na kratkę do całkowitego ostudzenia.

Smacznego!

A ja się zastanawiam, co by tu zrobić z tak pięknie rozpoczętą sobotą...

niedziela, 26 października 2014

Chleb z kakao. I pierwsze objawy jesiennej depresji

Wczoraj miałam jakiś dziwny dzień. C. poszedł do pracy, a ja nie byłam się w stanie zabrać dosłownie za nic. W sumie, nie miałam nawet nic pilnego do zrobienia - pranie zrobiłam dwa dni wcześniej, mieszkanie jest czyściutkie, lekcje do wtorku przecież zdążę odrobić... Jedyne co wisiało mi nad głową, to obiad, ale na to też miałam jeszcze mnóstwo czasu. Nie mogłam się skupić na czytaniu - po kilku linijkach myśli zaczynały błądzić jakimiś sobie tylko znanymi ścieżkami, i przy przewracaniu kartki zdawałam sobie sprawę, że kompletnie nie wiem, o czym czytałam. Komputer i telewizja mnie nudziły (w przypadku tego drugiego to niemal standard, ale laptopek zazwyczaj jest źródłem mniej lub bardziej wymyślnych rozrywek. Wczoraj - nic). Snułam się więc po mieszkaniu z kąta w kąt, niczym dusza czekająca na Halloween. Dawno już mnie takie totalne odrętwienie nie dopadło. 
W końcu jednak stwierdziłam - dość! No bo ile można...?
Ubrałam się i poszłam do sklepu. Wróciłam, zamieniłam siatkę z zakupami na Ptysię, i poszłyśmy zwiedzać okolicę. Co prawda trochę zmarłam, bo psa wymyśliła sobie, że to idealna pora na godzinny spacer. Niemniej, wróciło mi to nieco energii. Ukręciłam lody, przygotowałam obiad, wykąpałam się i usadowiłam się wygodnie pod kocem. Z kubkiem gorącej (gorzkiej, o ironio!) herbaty i książką, która w końcu mnie wciągnęła. Ani się obejrzałam, kiedy C. wrócił z pracy. A że dzisiaj ma wolne i jedziemy do jego rodziców, nie muszę się martwić o brak bodźców i wrażeń.

Też Wam się zdarzają takie dni totalnego rozstrojenia i dezorganizacji...? Mi naprawdę rzadko, nie wiem, co wczoraj mnie dopadło. Na szczęście minęło, i mam nadzieję, że szybko nie wróci.

Zanim mój umysł odmówił współpracy, zdążyłam jednak upiec chleb. Zupełnie wyjątkowy! Na drożdżach, więc banalnie prosty i stosunkowo szybki. Za to wygląd... Robi niesamowite wrażenie.
Gdy tylko zobaczyłam go na blogu Smakowity chleb wiedziałam, że też muszę taki mieć. I nie czekałam długo, bo naprawdę przygotowuje się go szybko, bez dodatku żadnych wymyślnych składników. Jedyne co, to do połowy ciasta dodaje się kakao, a później całość razem zwija. Efekt - rewelacja. Świetnie wygląda taki czarno-biały chleb.
Kakao jest lekko wyczuwalne w smaku, ale chleb nie jest słodki. Wszak porządne, gorzkie kakao jest... Gorzkie. Chleb jest pyszny z dżemem czy nutellą, ale z wędliną czy serem również smakuje wyśmienicie. Polecam szczególnie mamom - gwarantuję, że największy niejadek skusi się na kromkę takiego chleba.

Zakręcony chleb z kakao

Składniki:
(na keksówkę 11x30 cm)
  • 500 g mąki pszennej
  • 20 g świeżych drożdży
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 350 ml letniej wody
  • 2 łyżki mleka w proszku 
  • 3 łyżki kakao
  • 2 łyżki oliwy

Mąkę przesiać, podzielić na pół. Do połowy dodać 1/2 łyżeczki soli i 1 łyżkę mleka w proszku, wymieszać. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć 10 g drożdży, wsypać 1 łyżeczkę cukru. Zalać 100 ml wody i odstawić na 15 minut.

Do pozostałej mąki dodać 1/2 łyżeczki soli, 1 łyżkę mleka w proszku i kakao, wymieszać. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże, wsypać 1 łyżeczkę cukru i wlać 100 ml wody. Odstawić.

Po 15 minutach do pierwszej miski (bez kakao) wlać 75 ml wody i 1 łyżkę oliwy. Wyrobić gładkie ciasto, uformować z niego kulę, włożyć do miski i odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.

Do drugiej miski (z kakao) dodać resztę wody i 1 łyżkę oliwy, zagnieść i dobrze wyrobić. Odstawić do wyrośnięcia.

Oba ciasta rozwałkować na niezbyt grube prostokąty o długości 30 cm. Ułożyć na blacie białe ciasto, na nim ciemne, dopasowując wielkość. Zwinąć w niezbyt ciasny rulon, przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Odstawić na 30-40 minut do wyrośnięcia.

Wyrośnięty chleb naciąć 3 razy po skosie.

Piec w 200 st. C. przez 20 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 180 st. C. i piec jeszcze 15-20 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Jak już wspominałam - zaraz wychodzimy. I pewnie wrócimy późno. Ale może to i lepiej - w poniedziałek, jak znów zostanę sama w domu, może będę się bardziej cieszyć ciszą i spokojem.

piątek, 10 października 2014

O urodzie słów kilka. I chleb na mące orkiszowej

Jestem sztandarowym przykładem niewdzięcznika. Wiem o tym. Ale nawet nie jest mi z tym źle. 

Krótkie włosy mają prawie same zalety. (Tak wiem, pozornie jedno z drugim nie ma związku, ale zaraz do tego dojdziemy. Mam nadzieję.) Szybko się je myje, szybko suszy, łatwo układa. Człowiek (ja) wstaje o świcie, niewyspany, idzie do łazienki. Robi siusiu, myje zęby, przeczesuje włosy szczotką, mazia je lekko woskiem i już. Gotowe; można wyjść i nie straszyć przechodniów. Bardzo mi się to podoba. Muszę zaznaczyć, że miałam w swoim życiu włosy całkiem długie, takie prawie do pasa. Na co dzień męczyłam się z nimi okrutnie, a ciekawe fryzury robiłam raz do roku, na Boże Narodzenie. I to tylko, jeśli mi się chciało. W końcu uznałam, że generalnie są bezużyteczne. Mój Tato zawsze powtarzał, że kobiety w krótkich włosach są atrakcyjniejsze (to moja interpretacja jego no chodź, Tatuś cię obetnie maszynką, zobacz, jak praktycznie); C. się z nim zgodził tylko w moim przypadku (nie jestem pewna, czy to komplement, ale skoro akurat wpasował się w moją teorię, to czemu nie); rezultat jednak był taki, że włosy ścięłam. Drastycznie. Z takich za stanik do lekko za ucho. Ależ miałam lekką głowę! (Dosłownie.)
Później do moich włosów dobrała się siostra C. Jest fryzjerką, więc czemu miałabym jej nie ufać, prawda...? Najpierw tylko mi je skracała, później zaczęła kombinować. Dorobiłam się grzywki na skos, prostej, króciutkiej i takiej na oko. Za każdym razem, kiedy mnie obcina dziwię się, jak to jest możliwe, że z tak krótkich włosów daje radę jeszcze tyle odciąć. I o ile na początku miałam obawy, później się przyzwyczaiłam, i te nasze fryzjerskie spotkania są dla obu nas prawdziwą przyjemnością. Dla mnie, bo zawsze pojawia się coś nowego, ekscytującego i innego, dla niej, bo może szaleć, a ja nie marudzę. 
I tu dochodzimy do mojej niewdzięczności. Nie względem siostry C., broń Boże! Względem natury.
Włosy mam po Mamuni - jest ich mnóstwo, są mocne i sztywne ja druty. Opanowanie ich to prawdziwy koszmar. Loki migiem się rozkręcają, lakier, nawet ten najsilniejszy, nie daje im rady. Obcięte na krótko są świetne, ale tylko kilka tygodni. Bo rosną błyskawicznie, i wtedy grzywka zaczyna wchodzić mi w oczy (czego szczerze nie znoszę), tu mi odstaje, tam się wygina... Masakra.

A ciągle słyszę na temat moich włosów komplementy. Nie chwalę się - to chyba jedyna część mojej osoby, która potrafi wzbudzić w innych kobietach zazdrość. Ciągle słyszę - jak Ty możesz je tak krótko obcinać...? Ile ja bym dała za takie włosy... A ja bym je chętnie oddała! No dobra, tylko czasami, jak już naprawdę mnie zdenerwują... Niemniej, gdy mówię to głośno, koleżanki patrzą na mnie z wyrzutem. 
No niewdzięcznica, i tyle!

Dość o włosach, przejdźmy do jedzenia.
Dzisiaj mam dla Was chleb. Zwykły, prosty, na drożdżach. Na mące orkiszowej, ale doskonale się uda na zwykłej pszennej. Z dużą ilością wody, więc jest wilgotny i ma świetne dziury; z chrupiącymi ziarnami słonecznika. C. był nim zachwycony, a i ja jestem wielce zadowolona. Jest bowiem szybki i łatwy w przygotowaniu, a smakuje naprawdę rewelacyjnie. Polecam Wam go ogromnie.

Chleb orkiszowy ze słonecznikiem

Składniki:
(na keksówkę 11x24 cm)
  • 400 g mąki orkiszowej
  • 100 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 350 ml letniej wody
  • 50 g ziaren słonecznika
dodatkowo:
  • 2 łyżki wody
Mąki przesiać do dużej miski, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Zasypać cukrem i zalać 100 ml wody.
Odstawić na 15 minut.

Po tym czasie wlać resztę wody, zagnieść gładkie, nieco lepkie ciasto. Dodać słonecznik, zagnieść, aby dokładnie rozprowadzić ziarna w cieście.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Po tym czasie ciasto nakłuć kilka razy palcem, przełożyć do formy wysmarowanej masłem.
Odstawić na 30 minut.

Przed pieczeniem skropić wierzch wodą.

Piec w 200 st. C. przez 40 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Czy u Was też pogoda tak wariuje...? Nie wiem już, jak się ubierać. Słońce świeci, wszystko ładnie, pięknie, a za kwadrans leje jak z cebra. I burze są. Głośne i długie. A to podobno kwiecień jest od przeplatania...

czwartek, 7 sierpnia 2014

Wspólne gotowanie. I pieczenie. Chleb z cukinią

Nie dziwię się przepisom na ciasta z warzyw. Sama mam już na blogu całkiem sporo takich: z marchewką, z dynią, z ziemniakami czy nawet burakami. Pomysłów na cukinię widziałam sporo, szczególnie na ciasta czekoladowe z jej dodatkiem. Kiedy więc padło hasło: danie z cukinią, od razu miałam przed oczami cudowne, wilgotne (żeby nie rzecz: browniowate), obłędnie czekoladowe ciasto. Moje plany jednak zrewidowało życie i wysyp jeżyn, których naprawdę szkoda mi nie zbierać i nie zużywać (jeśli macie jakieś ciekawe pomysły na ich zużycie bądź zasłoiczkowanie, jestem otwarta na wszelkie sugestie). Mogłabym oczywiście zrobić ciasto i z cukinią, i z jeżynami, ale... Aktualnie ciasto jest. I nie mogę upiec kolejnego, bo kto je zje...? 

Skończył się jednak chleb, i to dało mi do myślenia. W którejś z książek kulinarnych widziałam kiedyś ciekawy przepis na chleb z cukinią, jednak oczywiście, jak na złość, nie mogłam go znaleźć. Potem przypomniałam sobie o przepisie, który podyktowała mi nauczycielka, ale oczywiście gdzie jest ta kartka, nie wie nikt (a już na pewno nie ja). Pozostało mi więc przeszukanie internetu. W oko wpadł mi przepis z bloga Domowe wypieki: cukinia, a jako dodatek intrygujący - orzechy. Nie mogłam się oprzeć, i od razu zabrałam się za pieczenie.

Chleb wyszedł obłędny! Pachnie zniewalająco (orzechy) i jest niesamowicie wilgotny (cukinia). Zmniejsyzłam ilość drożży z oryginalngo przepisu, dodałam też trochę mąki graham, bo akurat popatrzyła na mnie z wyrzutem z jednej z półek. Chleb ma trochę śmieszny kolor, ale przypuszczam, że to za sprawą połączenia orzechów i cukinii. Smakuje wyśmienicie, długo zachowuje świeżość, no i w ogólne nie można mu się oprzeć. Spróbujcie koniecznie!

Razem ze mną cukinię do swoich kuchni zaprosili Lejdi, Mirabelka, Martynosia, Panna Maliwnna, Shinju i Bartoldzik.

Chleb z cukinią i orzechami włoskimi

Składniki:
(na keksówkę 30x11 cm)
  • 400 g mąki pszennej
  • 100 g mąki graham
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 250 ml letniej wody
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki soli
  • 250 g cukinii
  • 75 g orzechów włoskich

dodatkowo:
  • 2 łyżki wody
  • 25 g orzechów włoskich

Mąki przesiać, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać cukier, wlać 50 ml wody, odstawić na 15 minut.
W tym czasie zetrzeć cukinię na tarce o dużych oczkach, dobrze odcisnąć. Orzechy niezbyt drobno posiekać.

Do wyrośniętego zaczynu wlać resztę wody i wbić jajko, połączyć. Dodać odciśniętą cukinię, zagnieść ciasto (będzie dość rzadkie). Wsypać orzechy, zagniatać, aż zostaną rónomiernie rozprowadzone w cieście. Odstawić na 45-60 minut do wyrośnięcia.

Po tym czasie ciasto jeszcze raz krótko zagnieść, przełożyć do keksówki wysmarowanej masłem.
Odstawić na 30-45 minut do napuszenia.

Wierzch chleba posmarować wodą, posypać posiekanymi orzechami, delikatnie wciskając je w ciasto.

Piec w 200 st. C. przez 50-60 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Ponieważ chleb jest dzisiaj, uznaję go za propozycję na weekendowy wypiek. Zamiast tego w weekend będzie sernik. Nie zgadlibyście - z jeżynami!

piątek, 4 lipca 2014

Zakręcony chleb od Lorraine

Ten chleb zrobiłam już jakiś czas temu. Siedziałam sobie z C. na kanapie, on grał, ja skakałam po kanałach. Ot, taki leniwy, piątkowy wieczór, gdy po całym tygodniu pracy człowiek nie ma siły ani ochoty na nic bardziej wyszukanego. W pewnym momencie trafiłam na nowy program Lorraine Pascale, którą bardzo lubię. Pyszności, które wyciąga z piekarnika zawsze działają intensywnie na moją kulinarną wyobraźnię, po cichu marzę sobie o jej książce o wypiekach (urodziny już za dwa miesiące, więc kto wie). Tym razem piekła chleb - szybki, prosty, a wyglądający niesamowicie efektownie. Szybki rzut oka na listę składników - wszystko jest. Czym prędzej więc udałam się do kuchni, żeby przygotować sobie to cudo.

Oczywiście, nie pomyślałam o zapisaniu proporcji w trakcie programu, troszkę więc improwizowałam. Później znalazłam przepis na stronie BBC Food. Niezamierzenie wprowadziłam drobne zmiany, niemniej chlebek wyszedł boski - chrupiące skórka i mak, który choć wchodzi między zęby, to smakuje tak dobrze i wygląda tak uroczo, że nie warto z niego rezygnować. Miąższ jest miękki i puszysty, a chleb zachowuje świeżość nawet do trzech dni. Polecam Wam bardzo.

Zakręcony chleb z makiem

Składniki:
(na 1 duży bochenek)
  • 550 g mąki pszennej
  • 100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 350 ml letniej wody
  • 2 łyżki miodu
  • 24 g świeżych drożdży
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 30 g masła
  • 35 g maku

dodatkowo:
  • 2 łyżki mleka
  • 10 g maku

Mąki przesiać do miski, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Dodać 1 łyżkę miody i 100 ml wody, odstawić.
Do wyrośniętego zaczynu dodać resztę wody i miodu, wyrobić gładkie ciasto. 
Odstawić na 45-60 minut do wyrośnięcia.

Masło rozpuścić, przestudzić.
Wyrośnięte ciasto krótko zagnieść, rozwałkować na prostokąt o grubości 3-5 mm. Posmarować masłem, posypać makiem. Pokroić wzdłuż na 6 pasków. Każdy z pasków skręcić, następnie skręcić wszystkie razem. Uformować wieniec, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. 
Odstawić na 30 minut do wyrośnięcia.

Wyrośnięty chleb posmarować mlekiem, posypać pozostałym makiem. 

Piec w 200 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Tydzień wakacji minął błyskawicznie. Jak zawsze zresztą - wszystko, co dobre, szybko się kończy, itd, itp... Ale korzystamy jak możemy, uśmiecham się od rana do wieczora - tak właśnie wyglądają wakacje idealne!
O szczegółach będę pisać, jak wrócimy do Danii; teraz szkoda mi czasu na długie wpisy...

piątek, 20 czerwca 2014

Chleb z rabarbarem. Bo dlaczego by nie...?

Rabarbar jadam głównie na słodko, jako dodatek do ciast, deserów czy lodów. Uwielbiam, gdy jego kwaśny smak równoważony jest przez słodkie dodatki. Świetnie komponuje się z mnóstwem innych smaków: oczywiście z truskawkami, ale też na przykład ze słodkimi malinami, z miodem czy z jeszcze kwaśniejszą cytryną. Wyśmienicie smakuje w serniku. A kiedy potrzebna mi odurzająca dawka rabarbaru, zanurzam łodygę w cukrze i przypominam sobie stare, dobre czasy. Mmm...

Gdy w Bag brød zobaczyłam chleb z rabarbarem, nie mogłam mu się oprzeć. Ciekawiło mnie ogromnie, jak to wszystko będzie razem smakowało. Dodatek rozmarynu tylko przyśpieszył wdrożenie planów w życie.
Smak chleba jest zaskakujący - nie ma w nim bowiem cukru, a miodu jest za mało, żeby zniwelować kwaśny smak. Jednak nawet bez słodkich dodatków pieczony rabarbar łagodnieje, i gdy natrafiamy na jego kawałki, nie wykrzywia nam buzi, ale wspaniale ożywia całość. Subtelne nuty rozmarynu i miodu pasują tutaj idealnie - miód równoważy smaki, a rozmaryn nadaje wytrawnego charakteru. 
Ja już upiekłam go dwa razy. Spróbujecie i Wy...?

Chleb z rabarbarem i rozmarynem

Składniki:
(na 1 bochenek)
  • 150 g rabarbaru
  • 3 gałązki rozmarynu
  • 25 g świeżych drożdży
  • 300 ml letniej wody
  • 2 łyżki miodu
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka oleju
  • 100 g mąki żytniej
  • 400 g mąki pszennej

dodatkowo:
  • 3 łyżki wody

Mąki przesiać do dużej miski, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Dodać 1 łyżkę miodu, i 1/3 wody, odstawić na 15 minut.
W tym czasie pokroić rabarbar w plastry i drobno posiekać rozmaryn.
Do wyrośniętego zaczynu dodać pozostałą wodę i miód, wlać olej. Wyrobić ciasto. Kiedy będzie odchodzić od miski, dodać rozmaryn i rabarbar, dokładnie wgnieść w ciasto.
Odstawić na 45-60 minut do wyrośnięcia.

Z wyrośniętego ciasta uformować bochenek. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Odstawić na 30 minut do wyrośnięcia.

Wyrośnięty bochenek skropić wodą.

Piec w 250 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 200 st. C. i dopiekać jeszcze 20-25 minut.
Wystudzić na kratce.

Smacznego!

Jeszcze tylko tydzień szkoły przede mną. Strasznie jestem podekscytowana nadchodzącymi wakacjami - mam mnóstwo planów (część uległa zmianie, ale pewnie tak właśnie miało być...) i oczekiwań, głównie względem pysznych, soczystych, słodkich, polskich owoców. Mniam!

piątek, 30 maja 2014

Chleb na niedzielę. Choć i na sobotę się nada

Nie ma to jak długi weekend. U mnie to aż pięć dni pełnej swobody (nie licząc presji związanej z egzaminem w przyszłym tygodniu). Spacerujemy więc, korzystając z pogody, która w przyszłym tygodniu znowu ma się zepsuć. 
Rozważam też możliwość wybrania się na brunch jutro o dziesiątej - trochę ludzi z mojej szkoły, trochę studentów i ogólnie obcokrajowców szukających kontaktu. Musiałabym coś z tej okazji upiec... Cały czas się zastanawiam, czy mi się chce. Ale chyba tak. Nie mogę być ciągle taka aspołeczna.

Chleb, który chcę Wam dzisiaj pokazać, upiekłam w zeszłym tygodniu. Szukałam czegoś szybkiego i prostego, i wertując książkę Pieczenie chleba w domu Gertrud Weidenger oraz Marie-Theres Wiener wpadł mi w oko chleb na niedzielę. Tak się właśnie ładnie nazywa. Miód, rodzynki... Musiało wyjść dobrze. Ruszyłam więc pełna zapału do kuchni. I muszę powiedzieć, że poszło jak z płatka - robi się go szybko, a efekt jest naprawdę wspaniały. Chleb jest mięciutki, cudownie pachnie miodem. Dość słodki - do dżemu w sam raz. Ale mi na przykład z żółtym serem też bardzo smakował. A nawet z szynką nie jest zły. Jeśli więc nie macie nic przeciwko słodkawemu pieczywu - spróbujcie upiec sobie właśnie ten chleb na sobotnie śniadanie. Albo niedzielne - wedle odgórnych zaleceń.

Chleb z miodem i rodzynkami

Składniki:
(na 1 duży bochenek)
  • 250 g mąki pszennej
  • 250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniego mleka
  • 3 łyżki płynnego miodu
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 jajko
  • 50 g masła
  • 150 g rodzynek

dodatkowo:
  • 3 łyżki mleka

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżką miodu, dodać 2 łyżki mleka, wymieszać. Wsypać 3-4 łyżki mąki, wymieszać na gładką pastę. Odstawić na 30 minut do wyrośnięcia.
Rodzynki zalać wrzątkiem.

Po tym czasie do zaczynu dodać resztę mleka i miodu, przesiane mąki, sól i jajko. Zagnieść ciasto.
Masło rozpuścić i przestudzić, dodać do ciasta, wyrobić.
Na końcu dodać dobrze odsączone rodzynki, delikatnie wmieszać do ciasta.
Odstawić na 45 minut do wyrośnięcia.

Po tym czasie z ciasta uformować bochenek. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstawić na 30 minut do wyrośnięcia.

Piec w 200 st. C. przez 50 minut.
Wystudzić na kratce.

Smacznego!

Jeśli dacie nieco mniej miodu i pominiecie rodzynki, chleb będzie zupełnie neutralny w smaku. I z pewnością równie pyszny.

piątek, 9 maja 2014

O bułkach, które stały się chlebem

Tak to już czasem jest, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. A przynajmniej nie po mojej. Niby plan jest, i to całkiem dopracowany, do pewnego momentu wszystko idzie jak z płatka, aż tu nagle niespodzianka. Czasem to dobrze, czasem bywa gorzej. Z każdej takiej niespodzianki staram się coś wynieść, nauczyć się czegoś, zapamiętać. Z tej wnioski są następujące - z ciasta na bułki wychodzi bardzo smaczny chleb.

Zaczęło się od mojej ukochanej ostatnio Brød: 100 lækre opskrifter, w której tym razem znalazłam przepis na bułki marchewkowe. Już dwa rodzaje są na blogu, jednak oba tak pyszne, że nie wahałam się przed wypróbowaniem kolejnego przepisu. Ten w dodatku zawiera mąkę pełnoziarnistą, co oznacza, że jest nieco zdrowszy od białego pieczywa, które przygotowuję na co dzień (czy też co weekend, zależy). Kupiłam wszystko, co potrzebne, i o godzinie raczej późnej niż wczesnej zabrałam się do działania. Wszystko szło świetnie, dopóki nie zajrzałam do wyrośniętego ciasta - owszem, podwoiło objętość i w ogóle wyglądało jak należy, ale było rzadkie i lepkie. Nijak nie dało się nic z niego uformować, a już na pewno nie małe, zgrabne bułeczki...
Jak już wspomniałam, czas naglił, więc zamiast się złościć i rozczulać, przelałam ciasto do keksówki. Wyrosło sobie jeszcze odrobinę, żeby wylądować w gorącym piekarniku.

Następnego ranka z pewną dozą niepewności odkrawałam pierwszy kawałek. Okazało się, że wszelkie obawy były nieuzasadnione - chlebek wyszedł pierwszorzędny. Sycący, o ślicznym kolorze. Pyszny z plastrem sera i kawałkiem papryki. Zniknął sama nie wiem, kiedy; cudem tylko udało mi się uratować kawałek na kanapki do szkoły. Spróbujcie sami.

Chleb marchewkowy z mąką pełnoziarnistą

Składniki:
(na keksówkę 23x11 cm)
  • 250 g mąki pszennej
  • 250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 24 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 300 ml letniej wody
  • 2 łyżki oliwy
  • 200 g marchwi

dodatkowo:
  • 2 łyżki wody

Mąki przesiać, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże, zasypać cukrem i zalać połową wody. Odstawić na 15 minut.
Po tym czasie dodać resztę płynu, zagnieść ciasto. 
Marchewkę zetrzeć na drobnych oczkach, dodać do ciasta razem z oliwą. Dobrze wyrobić - ciasto będzie dość rzadkie. Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Keksówkę wysmarować masłem i wysypać mąką. Przelać wyrośnięte ciasto, odstawić na 30 minut.

Wierzch chleba skropić wodą.

Piec w 220 st. C. przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 200 st. C. i piec jeszcze przez 30-35 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

A już w niedzielę impreza urodzinowa C. Sprzątanie już niemal za nami - zostały ostatnie muśnięcia i szlify. W zeszły weekend odsunęliśmy lodówkę i kuchenkę, C. umył okna, ja wyszorowałam łazienkę. W tygodniu zmieniliśmy wkład w okapie, wytarliśmy wszystkie kieliszki i szklanki; odkurzanie, mycie podłóg i inne takie zabawy też już za nami. Jutro pójdzie raz dwa.
Za to kuchennie stoimy przed ciekawym wyzwaniem - obiad dla dwunastu osób, z czego jedna jest uczulona na laktozę, gluten, cebulę i czosnek. W formie bardzo, bardzo wrażliwej. Lody bez laktozy...? Czego się nie robi dla siostry ukochanego.

piątek, 25 kwietnia 2014

Chleb ze słonecznikiem i sokiem jabłkowym

Dawno już chleba nie piekłam... W ten weekend, zaczynając od dzisiaj, będę zajęta pieczeniem ciast - w niedzielę idziemy na pierwsze urodziny, co wymaga przygotowania tortu dla dziecka i sernika dla mamy. Sernik - wiadomo - prosta sprawa, szczególnie, że dostałam konkretne wytyczne - klasyczny, z rodzynkami, na kruchym cieście, z kratką albo bezą. Gorzej z tortem, bo usłyszałam, że jaki zrobię, będzie dobrze... Wymyśliłam już sobie całość, zobaczymy tylko, co mi z tego wyjdzie... W każdym razie zaraz zabieram się do pracy - dwa ciasta są dość czasochłonne i wszystko mam dokładnie rozplanowane. Proszę trzymać kciuki za powodzenie misji.
Za tydzień urodziny ma C., więc będzie jeszcze ciekawiej, bo do mojego pieczenia dojdzie C. gotujący obiad, a i posprzątać trzeba... 
Damy radę (grunt to optymizm).

Dzisiaj mam dla Was chleb nietypowy, który upiekłam jeszcze przed Wielkanocą.
Przepis znalazłam w Brød: 100 lækre opskrifter, i zaintrygował mnie od samego początku: po pierwsze fantazyjnym kształtem (który tak dobrze mi nie wyszedł, ale ponieważ chleb ten powtórzę z pewnością, będę miała okazję poćwiczyć), a po drugie dodatkiem soku jabłkowego. Hmm... Do chleba? Tak! Jego smak nie jest mocno wyczuwalny, ale nadaje wypiekowi bardzo ciekawego posmaku. Do tego mnóstwo chrupiących ziaren słonecznika, i wystarczy masło i pomidor do pysznego śniadania. Nam smakował bardzo - spróbujcie koniecznie.

Twist ze słonecznikiem

Składniki:
(na 1 spory bochenek)
  • 300 g mąki pszennej
  • 200 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 20 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 250 ml letniej wody
  • 100 ml letniego soku jabłkowego
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • 70 g ziaren słonecznika

dodatkowo:
  • 3 łyżki wody
  • 30 g ziaren słonecznika

Mąki przesiać do miski, wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, pokruszyć do niego drożdże. Wsypać cukier, wlać połowę wody. Odstawić na 15 minut.
Po tym czasie dodać resztę wody, sok i olej, zagnieść ciasto, odstawić na 5 minut. Dodać słonecznik, dokładnie rozprowadzić w cieście.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części. Z każdej uformować wałeczek o długości 25 cm, luźno je razem zwinąć. Odłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, zostawić do wyrośnięcia na 30 minut.

Wyrośnięty chleb spryskać wodą, obsypać pozostałym słonecznikiem.

Piec w 230 st. C. przez 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 200 st. C. i piec jeszcze 20-25 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Ciasto może się delikatnie lepić - nie szkodzi. Zbyt duża ilość mąki sprawi, że wypiek będzie twardszy i nie tak smaczny. Wystarczy odrobina cierpliwości w czasie formowania, i chleb wyjdzie wspaniały.

piątek, 7 marca 2014

Jarmuż. Z czym to się je...? Z chlebem!

O jarmużu po raz pierwszy przeczytałam całkiem niedawno u Bei. W domu nigdy tego cuda nie jadłam, gdzieś kiedyś o uszy obiła mi się nazwa, aż wreszcie u Klaudyny znalazłam wyczerpujący artykuł na ten temat. Otóż jarmuż jest jednym z tych zapomnianych warzyw, które powoli wracają do łask. Mi wydawał się bardzo egzotyczny, bo przecież zupełnie nieznany. Zastanawiałam się, jak może smakować, i bardzo chciałam go spróbować. Przetłumaczyłam sobie nawet nazwę na duński, żeby wiedzieć, czego szukać w sklepach. Traf chciał, że w naszym lokalnym markecie udało mi się dostać całą wielką torbę. Byłam zachwycona! A C. się ze mnie naśmiewał, że takie rzeczy to tylko ja kupuję...

Przytargałam zakupy do domu, i zaczęłam się zastanawiać, co z tym cudem zrobić. Myślałam o zupie, jarmużowych chipsach, zapiekanych jajkach... Aż w końcu na blogu Kuchennymi drzwiami znalazłam przepis na chlebek do odrywania. Jak tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że to będzie właśnie jarmużowy debiut w mojej kuchni.

Mi jarmuż przypomina szpinak, ale jest lekko gorzki, ma w sobie coś specyficznego, jak brukselka. Nie każdemu to przypadnie do gustu, ja takie smaki uwielbiam, więc się w jarmużu zakochałam. Chlebek wyszedł boski - mięciutki, pachnący, sycący. Idealny na drugie śniadanie, bo nie trzeba robić kanapek. Ser bosko się ciągnie, i zjadałam kromki jedna za drugą (szczególnie, kiedy był jeszcze ciepły). 
Jeśli nie znacie jarmużu, koniecznie spróbujcie go kupić (podobno jest coraz łatwiej dostępny) - to bardzo ciekawe warzywo, z pewnością warte uwagi.

A jak już się zaopatrzycie, upieczcie taki chlebek. U mnie z pewnością zagości jeszcze nie raz.

Odrywany chlebek z jarmużem

Składniki:
(na keksówkę 30x11 cm)

ciasto:
  • 500 g mąki pszennej
  • 20 g świeżych drożdży
  • 200 ml mleka
  • 2 jajka
  • 45 ml oleju
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru

farsz:
  • 300 g jarmużu
  • 4 dymki ze szczypiorem
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • sól
  • pieprz
  • 70 g mozzarelli

dodatkowo:
  • 50 g mozzarelli

Mąkę przesiać do dużej miski, wymieszać z solą. W środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże, wsypać cukier, i wlać połowę mleka. Odstawić na 15 minut.
Po tym czasie do ciasta dodać resztę mleka, jajka i olej. Wyrobić gładkie ciasto, odstawić na 45-60 minut do wyrośnięcia.

Jarmuż umyć, odciąć twarde końce.
Na patelni rozgrzać masło, dodać posiekane dymki i przeciśnięty przez praskę czosnek. Gdy zaczną się rumienić, dodać jarmuż. Smażyć kilka minut, aż jarmuż zdecydowanie zmniejszy objętość. Dodać sól i pieprz, wymieszać, ostudzić.
Jarmuż wymieszać ze startą mozzarellą.

Ciasto rozwałkować na duży prostokąt, nie grubszy niż 5 mm. Na nim równomiernie rozsmarować nadzienie. Pokroić w pasy, ułożyć jeden na drugim. Każdy pas przeciąć w poprzek na 3-4 kawałki, układać je w wysmarowanej masłem keksówce na sztorc.

Zostawić do wyrośnięcia na 30 minut.

Piec w 190 st. C. przez 25-30 minut, zaraz po wyjęciu z piekarnika posypać pozostałą startą mozzarellą.
Podawać na ciepło lub zimno.

Smacznego!

A może znacie jarmuż i gości często w Waszych kuchniach? Jakie dania z jego udziałem polecacie?
Ja bowiem dopiero się z nim zaprzyjaźniam, i ciągle poszukuję inspiracji.

piątek, 21 lutego 2014

Chleb z ziemniakami i... Nowa książka

Przez jakiś czas w tygodniu nie jadaliśmy razem śniadań; teraz, mimo, że razem wstajemy, ja zaraz po przebudzeniu nie potrafię wmusić w siebie nic poza herbatą. Bułeczkę albo muffinkę zabieram ze sobą zgrabnie zapakowaną, i jeszcze przed zajęciami konsumuję ją w ramach śniadania. W ogóle to się będę musiała do tego przyłożyć, żeby nie zabierać ze sobą batonów ani nic takiego - jednak jakiś w miarę przyzwoity posiłek na dzień dobry, szczególnie przed kilkugodzinną porcją duńskiego, jest wskazany.

Nadrabiamy więc w weekendy - jeśli nie chce mi się piec, C. robi nam owsiankę. Mmm, uwielbiam owsianki. Jako dziecko nigdy ich nie jadłam, i chyba powinnam za to podziękować mojej Mamuni, bo dzięki temu nie mam złych wspomnień, urazów ani nic podobnego. Gdy więc C. zaserwował mi owsiankę po raz pierwszy, byłam zachwycona! Zachwyt mi nie przeszedł, i przynajmniej raz w tygodniu muszę sobie takie cudo zjeść. Latem ochota na owsianki mi przechodzi, za to jesienią znów wraca i nie daje o sobie zapomnieć do późnej wiosny. Mniam!
Kiedy chce mi się piec, jemy przyzwoite śniadanie, czyli kanapki. Jakiś czas temu postanowiłam poeksperymentować z chlebem z ziemniakami. Znalazłam w sieci całe mnóstwo przepisów, czyli starym zwyczaje poszłam do kuchni i wrzuciłam do miksera to, co według mojej kobiecej logiki, powinno do siebie pasować. Wyszedł naprawdę pyszny chleb, więc czym prędzej dzielę się przepisem.
Nie ma chrupiącej skórki, za to miąższ jest wspaniały - miękki, ale gęsty - nie wiem, jak to inaczej określić. Nie jest zbity, po prostu smakuje jak porządny chleb, a nie żadne tam napompowane bułki.
Jeśli zostanie Wam trochę ziemniaków z obiadu, polecam bardzo.

Chleb z ziemniakami, rozmarynem i pietruszką

Składniki:
(na 1 spory bochenek)
  • 400 g mąki pszennej
  • 200 g mąki żytniej
  • 30 g świeżych drożdży
  • 200 g ugotowanych, ostudzonych ziemniaków
  • 300 ml letniej wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżeczki soli
  • 50 ml oliwy
  • igiełki z 1 gałązki rozmarynu
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
dodatkowo:
  • 1 łyżka wody
Mąki wymieszać, przesiać do dużej miski. Drożdże pokruszyć do małej miseczki, wymieszać z cukrem i 2 łyżkami wody. Dodać 1 łyżkę mąki, wymieszać, odstawić na 15 minut.
Po tym czasie do mąki dodać zaczyn, wodę, sól i rozgniecione widelcem ziemniaki. Zagnieść ciasto. Dodać oliwę, drobno posiekany rozmaryn i pietruszkę, wyrobić gładkie ciasto. Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, uformować z ciasta bochenek, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić na 40-45 minut do wyrośnięcia.

Po tym czasie wierzch spryskać wodą.

Piec w 240 st. C. przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 200 st. C. i piec jeszcze 30-40 minut.
Wystudzić na kratce.

Smacznego!

Chciałabym się też z Wami podzielić wielką radością - zamówiłam sobie książki (kocham Cię, Mamo!). Poza powieściami, o których marzyłam dłużej lub krócej, na liście pojawił się też Chleb Hamelmana, na który chorowałam od dawna. Niestety, książki odbiorę od Rodziców dopiero w kwietniu, ale już teraz wiem, że wypiek pieczywa z tą pozycją wskoczy na zupełnie nowy poziom.

wtorek, 28 stycznia 2014

Chleb z ryżem? Dlaczego nie?

Spadł śnieg. To już niemal koniec stycznia, a tu nagle Pani Zima przypomniała sobie o bożonarodzeniowej pogodzie. Na spacery więc zakładam wysokie kozaki, owijam się szalem z wyjątkową dokładnością, a C. nosi dwie czapki, żeby mu uszy nie odmarzły. Park wygląda jak z bajki, Ptysia szaleje na całego - fukając, wzbija w powietrze fontanny śniegu, a potem robi zdziwioną minę, skąd to na nią pada... I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że to za późno... Śnieg cieszy mnie do połowy stycznia, potem jest już, niestety, tylko utrapieniem. Hmm... Chyba dorastam...

Cóż... Na rozgrzanie po takim zimowym spacerze najlepsza jest gorąca herbatka i kromka chleba z masełkiem. Zgodnie z postanowieniem noworocznym nie piekę ciast - dopiero wczoraj upiekłam pierwszą tegoroczną szarlotkę, ale taką niemal dietetyczną, więc się niemal nie liczy - więc nadrabiam pieczeniem chleba. Uwielbiam spędzać czas w kuchni i nie potrafię sobie tego odmówić. A taki chleb zajmuje i czas, i myśli. 
Tym razem sięgnęłam do książki Pieczenie chleba w domu Gertrud Weidenger i Marie-Theres Wiener. Miałam trochę ryżu z obiadu, a pamiętałam, że właśnie tam widziałam bardzo apetyczny bochenek z ryżem właśnie. Przepis pozmieniałam - zamiast lekko słodkawo-cytrynowego, mlecznego chleba upiekłam taki zwyczajny, z szałwiową nutą. Zamiast gotować ryż na mleku, użyłam obiadowych resztek. Dodałam szałwię, bo miałam, i byłam ciekawa, jak się sprawdzi. Efekt? Znakomity. Chleb jest pyszny, delikatny, a jednak sycący. Z bardzo ciekawą, oryginalną konsystencją. Oryginał z książki z pewnością jeszcze upiekę, póki co polecam moją wariację - pyszna jest!

Chleb z ryżem i szałwią

Składniki:
(na 1 bochenek)
  • 500 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 300 ml letniego mleka
  • 200 g ugotowanego, ostudzonego ryżu
  • 1 łyżeczka soli
  • 4 listki świeżej szałwii

Mąkę przesiać do miski. Zrobić w środku wgłębienie, pokruszyć drożdże, wsypać cukier i wlać połowę mleka. Odstawić na 15 minut.
Po tym czasie dodać resztę mleka, ryż, sól i drobno posiekaną szałwię. Zagnieść gładkie ciasto - może się lekko lepić. Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Po tym czasie ciasto jeszcze raz szybko zagnieść. Uformować bochenek, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić na 45 minut.

Na blasze z chlebem ustawić mniejsze naczynie z wodą.

Piec w 200 st. C. przez 50-60 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Tak naprawdę w folderze do publikacji mam prawie samo pieczywo. Jakieś ciasteczka ze Świąt, moja niemal dietetyczna szarlotka, i... I nie powiem co. Niespodzianka. Bardzo słodka, raczej spora, absolutnie wyjątkowa. Już niedługo.