Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyprawa do piernika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyprawa do piernika. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 grudnia 2017

Piernik bananowy i róża z karmelu

Uff... Szczerze mówiąc, nie wiem już, w co ręce wkładać. I bynajmniej nie mam na myśli przygotowań do Świąt - za te ledwo się zabrałam w miniony weekend, i póki co, nie mam nawet czasu myśleć o tym, jak bardzo nie jestem w świątecznym nastroju.
Plan zajęć na ostatni tydzień szkoły wypełniony jest po brzegi. Zaczęliśmy od rzeźby z karmelu, czyli mozolnego zamieniania najzwyklejszego w świecie cukru w substancję nie tylko płynną, ale dającą się formować (lepiej lub gorzej, w zależności od stopnia wtajemniczenia). Moja wizja legła w gruzach (dosłownie); ratowałam się więc planem awaryjnym: drzewem i różą. I, muszę nieskromnie przyznać, z tej ostatniej jestem dumna; drugie podejście, a prezentuje się naprawdę nieźle. Co prawda palce nadal pieką mnie niemiłosiernie, ale czego się nie robi dla sztuki...


Kiedy uporałam się z płatkami, gałązkami i listkami, najwyższy czas było zabrać się za deser. Komponentów mam całkiem sporo (dziewięć), więc jest nad czym pracować. Wersja 5.0 sorbetu buraczanego w końcu okazała się strzałem w dziesiątkę... Jak będzie komponować się z resztą? Zobaczymy już za moment. Póki co, niemal wpadłam w zachwyt, gdy próbna kulka rozpuściła się pod sosem malinowym... Ale o tym opowiem innym razem; jak już uda mi się wszystko ogarnąć.
Żeby było jeszcze śmieszniej, jutro (dwudziestego drugiego grudnia, jakby ktoś zapomniał) mam egzaminy, na które nie tylko muszę umieć obliczać ceny, podatki i wydatki, ale wiedzieć, ile procent celulozy jest w czekoladzie, jakie są najważniejsze enzymy w maśle i w jaki sposób produkuje się nugat... Głowa pęka mi od liczb i ułamków, a to przecież jeszcze nie koniec...

Na szczęście choinka już ubrana, dom względnie wysprzątany, a Wigilię spędzamy u rodziców C., więc tak naprawdę nic nie muszę przygotowywać. Choć bardzo brakuje mi pieczenia ciasteczek, wypełniania kuchni aromatem pierniczków i nucenia pod nosem świątecznych piosenek. 
Postanowiłam sobie jednak, że w przyszłym roku będzie zupełnie inaczej. Czy się uda?
Oby...

Dzisiaj mam dla Was przepis na błyskawiczny piernik. A w zasadzie ciasto bananowe o aromacie piernika. Nie ma w nim wiele miodu; są za to aromatyczne przyprawy korzenne i lekko pijane rodzynki. 
Weekend też był zabiegany, ale po prostu musiałam wygospodarować chwilkę na, choćby i najkrótsze, posiedzenie w kuchni. Wybrałam przepis Doroty - akurat miałam trzy czerniejące banany... A powszechnie przecież wiadomo, że właśnie takie do ciast nadają się najlepiej. 
Ciasto udekorowałam polewą kakaową i cudownie świątecznym napisem; C. zabrał część do pracy - podobno zachwyciło wszystkich nie tylko smakiem, ale też dekoracją. Aż mi się miło zrobiło...

Piernik bananowy


Składniki:
(na formę o wymiarach 23x23 cm)
  • 280 g mąki pszennej
  • 20 g kakao
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 4 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 100 g jasnego cukru muscovado
  • 60 ml oleju
  • 80 g miodu
  • 3 jajka
  • sok z 1 mandarynki
  • 3 dojrzałe banany
  • 50 g rodzynek
  • 50 g suszonej żurawiny
  • 1 łyżka ciemnego rumu
polewa kakaowa:
  • 60 g masła
  • 45 g cukru pudru
  • 20 g kakao
  • 1/2 listka żelatyny
dodatkowo:
  • złoty barwnik spożywczy w proszku
  • złoty barwnik spożywczy w tubce (pisak)
Rodzynki i żurawinę przełożyć do miseczki, wlać rum i zalać wrzątkiem tylko tyle, żeby przykrył bakalie.
Odstawić.

Mąkę, kakao i sodę przesiać, wymieszać z imbirem, przyprawą do piernika i cukrem.
Jajka roztrzepać,dodać olej, miód i sok z mandarynki, wymieszać.
Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać tylko do połączenia.
Banany rozgnieść widelcem, rodzynki i żurawinę dobrze odcisnąć. Dodać do ciasta, wymieszać.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia, przelać do niej ciasto.

Piec w 180 st. C. przez około 40 minut, aż do suchego patyczka.
Wyjąć z piekarnika, przestudzić w formie przez 10 minut, a następnie wyjąć na kratkę.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Cukier puder i kakao przesiać. Przesypać do garnuszka, dodać masło, podgrzewać, aż cukier i masło się rozpuszczą. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Odstawić do przestudzenia.

Polewą w temperaturze pokojowej polać całkowicie ostudzone ciasto. Wierzch udekorować złotym pyłkiem i napisami.

Smacznego!

Zdjęcie, jakie jest, każdy widzi; ale było już późno, i ciemno, i w ogóle nic mi się już nie chciało...
A ciacho pyszne, proste i szybkie, więc szkoda się przepisem nie podzielić.

środa, 6 grudnia 2017

Ciasteczka dla Mikołaja - lebkuchen

W tym roku nie mam czasu na przygotowywanie świątecznych smakołyków. W listopadzie tyle pracowałam, że po powrocie do domu nie miałam już siły. Teraz już półtora tygodnia jestem w szkole, a do domu wracam dopiero po południu dwudziestego drugiego grudnia; mam ogromną ochotę upiec pierniczki, jakieś pachnąc korzennymi przyprawami ciasto, czy choćby przygotować sernik na zimno z musem żurawinowym. Nic z tego; po prostu nie ma mnie w domu. A weekendy albo w pracy, albo w innym zabieganiu. Poprzedni spędziłam na zakupach (brakuje nam już tylko dwóch osób); z dwoma kartkami A4 i długopisem w dłoni metodycznie odwiedzaliśmy z góry upatrzone sklepy, i tylko z satysfakcją skreślałam kolejne pozycje w zaskakująco szybkim tempie. W niedzielę natomiast, zgodnie z tradycją, tuż po pracy, udaliśmy się do rodziców C. Udało nam się złapać ostatnich gości; piosenki został odśpiewane wcześniej, a świeczki wygaszone. Na szczęście gløgg da się łatwo podgrzać, a napęczniałe od wina rodzynki po każdym podgrzewaniu smakują lepiej.
W poniedziałek budzik zadzwonił o trzeciej trzydzieści; szybko wyłączyłam alarm i z powrotem wsunęłam się w rozgrzaną pościel. Pół godziny później nie miałam już niestety innej możliwości jak wstanie, umycie zębów i zjedzenie miski płatków z mlekiem, otrząśnięcie się z resztek snu i wyruszenie w kolejną podróż na Zelandię. A tutaj... Wielkanocne czekoladowe jajka i lody.
I ja naprawdę doskonale rozumiem, że taki jest program i że każdy musi, ale w grudniu...? Naprawdę...?!

Tak więc z kolędą na ustach i króliczkiem w głowie, przedstawiam Wam przepis na typowo świąteczny smakołyk: pierniczki. Ale nie takie klasyczne, puchate i mięciutkie, ale lekko klejące i rozpływające się w ustach, wprost od naszych zachodnich sąsiadów.
Lebkuchen, bo o nich mowa, są po prostu wspaniałe. Po kilku dniach leżakowania w puszce (lub na kratce na kuchennym blacie, jeśli klimat jest odpowiednio wilgotny; a bardziej wilgotny niż w Danii to już chyba być nie może) są absolutnie idealne. Korzenno-cytrusowe, z cienką warstwą chrupiącego lukru na wierzchu. Wystarczy tylko przymknąć oczy... I nic więcej do szczęścia nie trzeba.
Przepis z Moich wypieków.

A jeśli takie upieczecie dla Mikołaja, z pewnością zostawi Wam jakiś wspaniały prezent. Koniecznie też sprawdźcie, jakimi smakołykami postanowiły go skusić Malwina, ChanteZuzia i Ania.

Lebkuchen


Składniki:
(na 30 sztuk)
  • 280 g miodu
  • 85 g masła
  • 250 g mąki pszennej
  • 85 g mielonych migdałów
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 200 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • skórka otarta z 1 cytryny
lukier:
  • 340 g cukru pudru
  • sok z 1/2 cytryny
  • 3 łyżki ciepłej wody
Miód i masło podgrzać, przestudzić.
Skórkę pomarańczową drobno posiekać.
Mąkę przesiać z proszkiem i sodą, dodać przyprawę do piernika, cynamon i skórkę cytrynową, wymieszać.

Letnie masło z miodem wlać so suchych składników, dodać skórkę pomarańczową, dobrze wymieszać - najlepiej mikserem.
Odstawić do całkowitego ostygnięcia, a następnie schłodzić w lodówce przez 3-4 godziny.

Schłodzone ciasto podzielić na 30 równych części, z każdej uformować kulkę. Układać je, spłaszczając,  na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując spore odstępy. 

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Przestudzić przez 2-3 minuty na blasze, następnie przełożyć na kratkę do całkowitego ostudzenia.

Cukier puder przesiać, dodać sok z cytryny i wodę - po łyżce. Ukręcić lukier. Maczać w nim pierniczki, odstawić do zastygnięcia, a następnie przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

Smacznego!

Ja tymczasem poważnie muszę przemyśleć moją deserową kompozycję; okazało się bowiem, że mój buraczany sorbet nie we wszystkie gusta trafił...

środa, 11 stycznia 2017

Gofry pachnące piernikiem

Mam wrażenie, że styczeń się nade mną znęca. Niemal ciągle jest ciemno, a jeśli uda mi się przebywać w domu w godzinach umownie przyjętych za dzienne, to świat opanowany jest przez wszechogarniające szarości. Chodniki, drzewa, opadłe liście i ścieżki w parku, niebo, chmury, a nawet ludzie - wszystko w całej gamie odcieni szarości. Monochromatyczność świata mnie przytłacza; wyjadam pozostałości pierniczków z niezliczonych puszek, parzę jeden dzbanek herbaty za drugim i szukam czegoś, co mnie z tej szarzyzny wyrwie chociaż na chwilę. 
Przyznam też z przykrością, że od Świąt, czyli przez prawie trzy tygodnie, jedyne, co upiekłam, to tort ślubny dla siostry C. I to nie dlatego, że odczułam palącą potrzebę ukręcenia czegoś słodkiego, ale dlatego, że obiecałam. Głupio byłoby się na weselu bez tak ważnego elementu pojawić...

W poniedziałek jednak zdobyłam się na nie lada wysiłek, i postanowiłam zaskoczyć C. Przygotowałam pierniczkowe gofry z przepisu Niki. Spodobał mi się dodatek bakalii, od których pękają mi kuchenne szuflady (zdecydowanie dałam się ponieść przed Świętami; macie więc może jakieś sprawdzone przepisy na ciasta z bakaliami...? Może Wy zmotywujecie mnie do działania...?). Do tej pory robiłam gofry z jednego, sprawdzonego przepisu, w końcu więc przyszła pora na odmianę. A że ciągle nie mogę się spod pierniczków wygrzebać stwierdziłam, że piernikowe gofry będą jak najbardziej na czasie.

Goferki wyszły chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku, niezbyt słodkie, więc świetnie smakują z cukrem pudrem lub słodkim dżemem. A w wersji na podwieczorek, gdy nikt nie liczy kalorii, proponuję odrobinę bitej śmietany. Lepiej być po prostu nie może...

Gofry piernikowe z orzechami i rodzynkami


Składniki:
(na 5 gofrów)
  • 170 g mąki orkiszowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 30 g masła
  • 45 g miodu
  • 150 ml mleka
  • 1 jajko
  • 40 g orzechów włoskich
  • 40 g rodzynek

dodatkowo:
  • powidła śliwkowe

Mąkę przesiać z proszkiem, dodać przyprawę do piernika oraz sól, wymieszać.
Maśło rozpuścić z miodem, przestudzić. Jajko roztrzepać, dodać masło z miodem i mleko, wymieszać. Wlać mokre składniki do suchych, dokładnie połączyć. Odstawić na 30-60 minut.
Po tym czasie smażyć gofry w gofrownicy według instrukcji urządzenia. Podawać gorące z powidłami.

Smacznego!


Tymczasem wróciłam do pracy po krótkim jakby urlopie. Muszę przyznać, że łatwo mi nie było wstać o wpół do czwartej nad ranem...

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Poświąteczne pierniczki dla mających czas

Witajcie! 
Czy Wam ten świąteczny czas też tak szybko minął? Przygotowania w tym roku zaczęłam wyjątkowo wcześnie, bo już na początku listopada, a i tak nie zdążyłam ze wszystkim. Wigilia przyszła zdecydowanie zbyt wcześnie, żeby minąć niemal niepostrzeżenie. Niemniej, spędziłam te chwile bardzo przyjemnie.
W tym roku po raz pierwszy to my byliśmy gospodarzami w tym magicznym dniu. Wiąże się to z niemałym stresem: czy aby na pewno sprostamy wysoko ustawionej poprzeczce? Na szczęście, jedzenia nie zabrakło, a wszystko udało się wyśmienicie. Podczas tradycyjnych duńskich tańców wokół choinki drzewko się nie przewróciło, a migdał został znaleziony w wielkiej misce puddingu. Jednym słowem, wszystko poszło gładko, a goście byli zadowoleni, co udowodnili opuszczając nas o trzeciej nad ranem. 

Gdy w po wigilijną niedzielę wygrzebałam się w końcu spod kołdry, z lekkim smutkiem spojrzałam na choinkę. Niedługo trzeba ją będzie rozebrać. A taka jest przecież śliczna! 
Póki co - ciągle stoi. Nie mam serca zabrać się za ściąganie dekoracji. Wmawiam sobie i C., że tradycja nakazuje trzymać drzewko przynajmniej do szóstego stycznia. Niech i tak się stanie...

Okazało się też, że w minionym roku byłam wyjątkowo grzeczna. Mikołaj bowiem wręcz obsypał mnie prezentami! Poczynając od koszyka do wyrastania chleba i trzepaczki z termometrem, o której marzyłam, odkąd pierwszy raz ją zobaczyłam, poprzez książki kucharskie Clausa Meyera, który zyskuje coraz większą popularność nawet w Polsce, aż po ciepłe swetry, biżuterię i perfumy Diora, w których od razu się zakochałam. Mikołajowi dziękuję i obiecuję, że w nadchodzącym roku również nie dam mu powodów do zmarszczenia czoła. 

Tymczasem, ciągle jeszcze otulona zapachem korzennych przypraw, mam dla Was jeszcze jeden przepis na pierniczki. Znalazłam go na blogu Z cukrem pudrem, a skusił mnie obietnicą karmelowego posmaku. Musze przyznać, że pierniczki wyszły pyszne - pulchne, mięciutkie, choć nieco zbyt mało korzenne w smaku, jak na mój gust. Jednak proces ich przygotowania wydaje mi się zdecydowanie zbyt skomplikowany. Zazwyczaj bowiem rozpuszczam tylko masło z miodem lub melasą, dodaję do reszty składników, mieszam - i gotowe. Tu trzeba wszystko osobno ubijać, dodawać w odpowiedniej kolejności i uważać, żeby żadnego składnika nie pominąć. Moim zdaniem trochę za dużo zachodu... Niemniej, jeśli ktoś ma ochotę poświęcić im nieco więcej czasu, wprawiając się w świąteczny nastrój, warto po przepis sięgnąć.

Jeszcze jedna uwaga: autorce przepisu wyszło pierniczków ponad dwieście, mi - raptem osiemdziesiąt. Nie wiem, czym jest spowodowana ta różnica, bo foremek użyłam standardowych, niezbyt dużych. Miejcie jednak na uwadze, że ilość ciastek jest w tym przypadku bardzo orientacyjna.

Pulchne pierniczki z karmelem


Składniki:
(na 80 sztuk)
  • 800 g mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 110 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 180 g miodu
  • 125 g masła
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200 g kwaśnej śmietany
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 25 g przyprawy do piernika
karmel:
  • 45 g cukru
  • 2 łyżki wody
Miód z masłem rozpuścić, dodać przyprawę do piernika, wymieszać.
Cukier i wodę doprowadzić do wrzenia, a następnie skarmelizować. Gdy nabierze głębokiego, złoto-brązowego koloru, szybko przelać do miodu z masłem i dokładnie wymieszać. Masę przestudzić, co jakiś czas mieszając.

Mąkę przesiać z sodą i proszkiem, wymieszać z solą.
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę.
Białka ubić na sztywno.

Do mąki dodać miód z karmelem oraz ubite żółtka, na końcu dodać pianę z białek. Zagnieść gładkie ciasto. 
uformować z ciasta kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce od 12 do 48 godzin.

Ciasto wyjąć z lodówki 2-3 godziny przed wałkowaniem.
Ciasto wałkować na grubość 6 mm podsypując mąką, wycinać dowolne kształty. Układać pierniczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując spore odstępy (ciasteczka urosną).

Piec w 180 st. C. 10 minut.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

Smacznego!

A Wam jak minęły Święta?

czwartek, 22 grudnia 2016

Świąteczne ciasteczka dla alergików (bez glutenu i bez jajek)

We wtorek kupiliśmy ostatnie prezenty; teraz leżą w pokoju gościnnym na kanapie, krzesłach i podłodze, i czekają, aż wreszcie będę miała czas zapakować te, których w sklepie zapakować mi nie chciano. Kupiłam nawet papier, wstążki i bileciki do kompletu, żeby wszystko pięknie się pod choinką prezentowało.
Na deser zostawiłam sobie niespodziankę dla C. Nie myślcie sobie jednak, że traktuję go po macoszemu! Już ponad tydzień temu zrobiłam rozpoznanie, i pan o miłym głosie poinformował mnie przez telefon bardzo skrupulatnie, że tego, co chcę zakupić, akurat na stanie nie mają, ale pojawi się w środę. I to w takiej ilości, że nie mam się co martwić, że akurat dla mnie zabraknie. Wczoraj więc, zaraz po pracy, pojechałam do sklepu (uprzednio sprytnie wypłacając gotówkę z bankomatu, żeby nie zostawić żadnych śladów dla wytrawnego tropiciela świątecznych niespodzianek), gdzie z niezadowoloną miną pryszczaty młodzian oświadczył, że nie ma, bo wykupili, i przed Świętami już nie będzie. Mina, muszę przyznać, mocno mi zrzedła. Gdyby nie automatyczne drzwi, ostentacyjnie trzasnęłabym na odchodnym. Obiecałam sobie solennie, że moja noga w tym sklepie więcej nie postanie. Wróciłam do domu, zamówiłam mroczny przedmiot pożądania przez internet i teraz modlę się, żeby doszedł na czas. Ale w przedświątecznej gorączce ciężko mi w takie cuda uwierzyć...
Cóż, w tym roku znów wydrukuję obrazek, włożę go w kopertę i wyręczę C. po wigilijnej kolacji. Z pewnością się ucieszy, tak i jak i w poprzednim...

Czasu nie mam zupełnie na nic, pracy i przygotowaniom do Wigilii poświęcam całą moją uwagę. W międzyczasie, mimochodem jakby, przygotowałam korzenne ciasteczka, które znalazłam na blogu Kulinarne pomyłki. Spodobał mi się ich kształt i rozmiar, tak bardzo podobny do duńskich pieprznych orzeszków. Marcepanowe niespodzianki w środku każdej kuleczki przekonały mnie ostatecznie, że te maleństwa zachwycą każdego Duńczyka. Na specjalną prośbę C. przygotowałam je w wersji bezglutenowej, żeby mógł je zabrać do pracy (jedna z jego koleżanek ma alergię; zawsze mi przykro, gdy zabiera ze sobą ciasta z glutenem, a ona musi obejść się smakiem). Oczywiście, mieszankę mąk można zastąpić pszenną, będzie jej trzeba jednak dodać nieco więcej. 
Ciasteczka, wbrew pozorom, wcale nie są zbyt słodkie. Pięknie pachną korzennymi przyprawami, a ich pierniczkowy smak doskonale komponuje się z marcepanem. Są kruche i po prostu rozsypują się w buzi.
A ich przygotowanie wcale nie zabiera dużo czasu.

Spróbujcie koniecznie!

Korzenne ciasteczka nadziewane marcepanem


Składniki:
(na około 100 sztuk)
  • 120 g miękkiego masła
  • 140 g cukru
  • 50 g mąki gryczanej
  • 150 g mąki ryżowej
  • 90 g mąki kukurydzianej pełnoziarnistej
  • 1 łyżka przyprawy do piernika
  • 110 g creme fraiche (18%)

dodatkowo:
  • 200 g marcepanu

Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodać śmietanę, połączyć.
Mąki przesiać, wymieszać z przyprawą do piernika. Dodać do masy maślanej, zagnieść. Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 2 godziny (można przez noc).

Od schłodzonego ciasta odrywać niewielkie kawałki, wielkości mniej więcej orzecha laskowego. Z każdego kawałeczka formować kulkę, spłaszczać, na środku układać kawałeczki marcepanu. Zawijać ciasto wokół marcepanu, formować kulki.
Ciasteczka układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 15-17 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

Trzy dni przed Świętami ciśnienie mi tak podskoczyło, że odechciało mi się nawet dekorowania ostatnich pierniczków. Na szczęście już wszystko wraca do normy, i znów cieszy mnie nadchodząca Wigilia.
A jak u Was? Trzymacie nerwy na wodzy, czy też dajecie się im momentami ponieść...?

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Pierniczki mojej Babci

Miniony weekend dał mi się we znaki. Dwa tygodnie dobrego, i człowiek łatwo odzwyczaja się od wstawania krótko po północy. Mimo zmęczenia, wieczorami nie mogłam zasnąć, co sprawiało, że budziłam się cała dzika. Dni zaczynające się w ten sposób z góry skazane są na klęskę. A przynajmniej nie zapowiadają niczego dobrego.
Gdy więc wczoraj po południu wybraliśmy się do brata C. z kartonem po brzegi wypchanym pierniczkami, woreczkami pełnymi kolorowego lukru i wszystkimi cukrowymi posypkami, które udało mi się wygrzebać z czeluści kuchennych szuflad, nie miałam zupełnie nastroju na zabawę. Snułam się po domu niczym cień, podjadając mandarynki i wlewając w siebie zastraszające ilości kawy z mlekiem, żeby gdzieś po prostu nie paść. Na szczęście reszta rodziny, zupełnie niezrażona moim malkontenctwem, bawiła się wyśmienicie, lukrując pierniczki i ich okolice. Cóż, moje nadal czekają na natchnienie... I chwilę czasu, którego brakuje mi permanentnie. A Wigilia przecież tuż, tuż!

Od jakiegoś czasu męczyłam Tatę, żeby wyciągnął od Babci przepis na pierniczki. W końcu dopięłam swego, i dostałam skany rodzinnych receptur. Zachwycona, zabrałam się do pracy. Jakież było moje rozczarowanie, gdy pierniczki wyszły nie do końca takie, jak je zapamiętałam! Znów więc zaczęłam wiercić Tacie dziurę w brzuchu, i w końcu okazało się, że w przepisie Babcia zapomniała wspomnieć o cukrze...
Na tę wieść C. popatrzył na mnie znacząco i przypomniał obrazek, który widzieliśmy w internecie. Była na nim uśmiechnięta starsza pani z tacą ciasteczek, a pod nią napis: Moja babcia, rozdając przepisy, zawsze pomija jeden składnik. Twierdzi, że dzięki temu u niej zawsze smakuje najlepiej...

Oczywiście, oburzona, wyrzuciłam C., że moja Babcia nigdy by tak nie zrobiła! A tu proszę... 

Po konsultacjach przystąpiłam do pieczenia po raz drugi. I tym razem wszystko poszło jak należy. Pierniczki wyszły dokładnie takie, jak pamiętam: twarde jak kamienie. Dopiero po leżakowaniu nabierają wilgoci i miękną, żeby rozpływać się w ustach.

Proszę, oto smak mojego dzieciństwa. 
Bez pułapek.

Pierniczki z bakaliami Babci Leny


Składniki:
(na 40-45 sztuk)
  • 340 g mąki pszennej
  • 165 g cukru
  • 1 jajko
  • 70 g miękkiego masła
  • 150 g miodu
  • 1 łyżka przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej

dodatkowo:
  • 1 jajko
  • 1 łyżka mleka
  • rodzynki
  • orzechy laskowe
  • słupki migdałowe

Mąkę przesiać z sodą, po środku zrobić dołek. Wlać gorący miód, dodać masło, przyprawę do piernika, cukier i jajko. Zagnieść gładkie ciasto.
Ciasto wałkować, podsypując mąką, na grubość 6 mm. Wykrawać foremkami dowolne kształty, układać pierniczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy.

Jajko roztrzepać z mlekiem, posmarować nim pierniczki. Udekorować je rodzynkami i orzechami, wciskając je dość mocno w ciasto.

Piec w 180 st. C. przez 10-15 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


Ja tymczasem rozważam powrót do łóżka. Popołudniowa drzemka wydaje się być zdecydowanie zbyt krótka...

czwartek, 15 grudnia 2016

Tysiąc i jeden. I skandynawsko-kawowa fuzja

Jak ten czas leci... I nie mam tu na myśli (zupełnie wyjątkowo!) zbliżających się wielkimi krokami Świąt Bożego Narodzenia. Moim oczom, zupełnie niespodziewanie, w statystykach bloga ukazała się liczba tysiąc. A po chwili tysiąc i jeden. Z wrażenia aż na moment zapomniałam, jak się na klawiaturze pisze. W pierwszej chwili chciałam liczyć na palcach, czy aby na pewno się zgadza, ale szybko się zorientowałam, że palców zabraknie mi na długo przed tym, zanim się tego tysiąca doliczę. Zdecydowałam się więc zaufać mądrzejszym ode mnie i wierzę, że na moim blogu naprawdę pojawiło się już tysiąc jeden postów (a za chwilkę, gdy będziecie to czytać, całe tysiąc dwa). 

Jestem zachwycona to liczbą. Sami musicie przyznać: wygląda to naprawdę imponująco. Z drugiej strony, nieco mnie to zbiło z tropu; bo czy aby na pewno dobrze zużywam mój wolny czas, na którego nadmiar nie mogę narzekać...? Najpierw w samochodzie i pod prysznicem obmyślam przepisy i układam kolejne zdania kolejnych wpisów, później pichcę jak nawiedzona, żeby na koniec godzinami stukać w klawiaturę. I co ja z tego właściwie mam...?

Ano, tysiąc postów (i jeden). I to już wystarczająca nagroda, bo mówi mi, jak potrafię być wytrwała. I mam Was, moich Czytelników. Jesteście niezastąpieni. 
Więc dalej będę piec, by później o tym dla Was pisać (bo tak naprawdę już dość dawno temu przestałam pisać tylko dla siebie). I będę się cieszyć każdym kolejnym postem; być może za kilka lat będziemy świętować tysiące dwa...?

Z tej niezwykle radosnej okazji mam dla Was bajecznie pyszne pierniczki. Są tak wyraziste w smaku i pachną tak obłędnie, że będziecie je musieli schować bardzo, bardzo głęboko, żeby dotrwały Świąt.

Przepis znalazłam już w zeszłym roku na blogu Cake Caprice, ale jak to bywa tuż przed Świętami, nie dałam  rady go wtedy wypróbować. Ciągle jednak chodził mi po głowie, bo połączenie kruchutkich, lekko pikantnych pepparkakor z kawą, której smak i zapach w wypiekach wprost ubóstwiam, nie mogło się nie udać.
Już gdy zagniotłam ciasto, jego aromat niemal zawrócił mi w głowie. Ten wydobywający się z piekarnika przyprawił mnie o szybsze bicie serca, a C. przyciągnął do kuchni. Usiedliśmy przy stole, i wgapieni w szybkę, czekaliśmy niecierpliwie. Pierwsze sztuki poparzyły nam palce i języki, ale było warto. Jakie one są dobre! Intensywne, kruchutkie, no po prostu idealne! 
Musicie je upiec. 
No naprawdę musicie!

Kawowe pepperkakor


Składniki:
(na około 110 sztuk)
  • 150 g melasy
  • 115 g masła
  • 100 g cukru
  • 350 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżeczka kawy mielonej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 2 łyżki ciemnego rumu

Melasę, masło, cukier i kawę rozpuszczalną rozpuścić, przestudzić.
Mąkę przesiać z sodą, wymieszać z kawą mieloną, cynamonem, imbirem, goździkami i przyprawą do piernika. Po środku zrobić wgłębienie, wlać melasę, ekstrakt i rum, wbić jajko. Ciasto dokładnie wymieszać na gładką, lepką masę. Miskę przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce 2-3 godziny.

Po tym czasie ciasto wałkować na grubość 2-3 mm, podsypując mąką. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując niewielkie odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 8-10 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


Oczywiście, można je udekorować lukrem. Właściwie świetnie się do tego nadają, bo trzymają kształt podczas pieczenia. Ja moje przygotowałam na rodzinne lukrowanie, które odbędzie się w niedzielę. Już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć, jakie to cuda wyjdą spod naszych rąk...

piątek, 18 listopada 2016

Historia mrożąca krew w żyłach i zupełnie niegroźny sernik

Lubicie horrory?
Ja nie bardzo. W ogóle nie lubię się bać. Jako dziecko oglądałam z Siostrą program, w którym grupka dzieciaków opowiadała sobie straszne historie. Ona, siedem lat młodsza ode mnie, wpatrywała się w ekran z wypiekami na twarzy; ja już w połowie chowałam głowę pod koc.
Dzisiaj pełne krwi i, nie bójmy się tego powiedzieć, raczej obrzydliwe filmy, raczej mnie śmieszą niż przerażają; tych prawdziwych horrorów, które sprawiają, że człowiek zaczyna bać się własnego cienia, z zasady nie oglądam. Jedynie te lekko bajkowe, w gotyckim, że tak to ujmę, klimacie, które są tylko trochę straszne, oglądam z prawdziwą przyjemnością.

W realnym życiu staram się rzeczy strasznych unikać, ale niestety - nie zawsze mi się udaje. A gdy niebezpieczeństwo czyha na mnie we własnym domu, potrafię wpaść w prawdziwą panikę. W sumie, sama się o to nie podejrzewałam...

Na początku mała dygresja: w garażu mam światło z czujnikiem ruchu, który bardzo sprytnie umocowany jest przy drzwiach wyjściowych. Kiedy więc wchodzę do garażu z domu, nie z zewnątrz, muszę przejść całą jego długość, zanim światło się zapali. I to tyle, gwoli wyjaśnienia.

Ubrana więc w zimową kurtkę, czapkę z pomponem i kozaki, wchodzę do garażu o wpół do piątej rano. Ciemno jak w grobie, tylko lekko jaśnieje prostokąt drzwi. A do moich uszu dochodzi cichy dźwięk, takie szur szur po podłodze. W ułamku sekundy w mojej głowie pojawiła się myśl: mysz. A zaraz po niej, jeszcze bardziej niepokojąca: szczur. Więc, przerażona do szpiku kości (przecież mógł mi już między nogami przemknąć do domu!), wrzasnęłam. Z całej siły, wyrażając cały przestrach, który mnie ogarnął. Był to krzyk z cyklu morderca mnie morduje, tudzież mamy w domu szczura. Sama siebie nie podejrzewałam, że mogłabym tak rozdzierająco krzyczeć.

Sekundę potem usłyszałam, jak C. biegnie mi na pomoc, po drodze omal nie zabijając się o krzesło, które po niedzielnych gościach ostało się na środku salonu. Wpadł do garażu półnagi, czerwony i zdyszany, przerażony chyba jeszcze bardziej niż ja. Ja tymczasem już wtedy, lekko nieprzytomnym wzrokiem, wpatrywałam się w sprawcę całego zamieszania: kawałek styropianu, który C. nieopatrznie zostawił na mojej porannej ścieżce. Kopnęłam go, wcale tego w zimowych butach nie zauważając, a on zaszurał zupełnie niewinnie, doprowadzając mnie niemalże do histerii...

Po wszystkim C. stwierdził, że ja to chyba nigdy szczura nie słyszałam. Zgodnie przytaknęłam; nie słyszałam i wcale słyszeć nie chcę. 
Styropian w zupełności wystarczy...

Na deser mam za to zupełnie niestraszny sernik. Na spodzie z czekoladowych pierniczków, z kremową, dość ciężką masą waniliową i delikatnym, lekko wręcz wytrawnym (bo bez dodatku cukru) musem czekoladowym z dodatkiem przyprawy do piernika. 
Przyznam się Wam, że ten sernik mi się niedawno przyśnił - właśnie takie połączenie smaków. Oczywiście, po przebudzeniu go dopracowałam, a później przygotowałam według sennych wskazówek. Wyszedł naprawdę pyszny i bardzo elegancki; dzięki pierniczkowym smakom świetnie się sprawdzi na świątecznym stole. 
Spróbujecie?

Sernik waniliowy z musem czekoladowo-pierniczkowym


Składniki:

spód:
masa serowa:
  • 200 g serka mascarpone
  • 400 g serka kremowego
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 200 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 4 jajka
mus czekoladowo-piernikowy:
dodatkowo:
  • 1 kostka białej czekolady
  • laska cynamonu
  • 2 gwiazdki anyżu
Pierniczki drobno pokruszyć. Masło rozpuścić, przestudzić, wymieszać z pierniczkami. Masą wyłożyć spód i boki formy do 1/3 wysokości. Schłodzić w lodówce przez 20 minut.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut, przestudzić.

Mascarpone, serek kremowy, ekstrakt, mleko i jajka dokładnie wymieszać, tylko do połączenia składników. Wylać na podpieczony spód, wyrównać wierzch.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec kolejne 30-40 minut.
Ostudzić w zamkniętym piekarniku.

75 ml kremówki zagotować z dodatkiem przyprawy do piernika. Zalać nią posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Pozostałą kremówkę ubić, delikatnie połączyć z czekoladą.
Mus wyłożyć na całkowicie ostudzony sernik, wyrównać wierzch. Schłodzić w lodówce przez 4-5 godzin.

Przed podaniem udekorować startą białą czekoladą, laską cynamonu i gwiazdkami anyżu.

Smacznego!


Sernik bierze udział w konkursie na blogu Słodko i wytrawnie:

wtorek, 5 stycznia 2016

Sernik pierniczkowy nie tylko na Święta

Z okazji Wigilii spędzanej w Polsce, mimo natłoku obowiązków, wszystkich tych przedświątecznych spraw ważnych i ważniejszych, pracy, która wypełnia większość dnia (a dzisiaj także część czasu wolnego), postanowiłam zabrać ze sobą słodkości, które dobrze zaprezentują się na stole w moim rodzinnym domu. Na pierwszy ogień poszedł piernik staropolski, o którego przygotowaniu marzyłam już od dawna. Udał się lepiej niż myślałam! Przygotowując go bowiem po raz pierwszy, nie sposób odmówić sobie obaw o to, czy ciasto po ponad miesięcznym leżakowaniu będzie się jeszcze do czegoś nadawało. Czegokolwiek. Na szczęście ciasto wyszło. A ten smak... Moi drodzy, tego nie da się opisać! Piernik jest idealnie mięciutki, obłędnie aromatyczny, a powidła śliwkowe pasują tutaj wyśmienicie. Jestem pewna, że kolejne Święta, nawet w Danii, bez tego cuda się nie obejdą. 

Bardzo chciałam też upiec makowiec, ale już niestety nie zdążyłam. C. nigdy nie jadł prawdziwego, polskiego makowca; może więc zaszaleję w styczniu...? Jeśli czas pozwoli.
Do towarzystwa piernikowi upiekłam za to kilka rodzajów małych pierniczków, które cieszyły się dużym powodzeniem. Zawsze jakoś tak jest, że takie drobne słodkości kuszą bardziej. Albo może wydają się bardziej niewinne...? 
Nie mnie o tym decydować. Najważniejsze, że wszystkim smakowały.

Choć, szczerze mówiąc, nie miałam ochoty piec niczego więcej, postanowiłam jednak przygotować sernik. Dlaczego? Po pierwsze - uwielbiam! Po drugie - robi się je szybko, prosto, no i zawsze wychodzą. Zrobiłam więc małe czyszczenie lodówki: reszta mleka skondensowanego; całość wyszła za mało słodka, dodałam więc miodu (bardzo świątecznie); reszta kremówki, ostatnie trzy jajka. Z zamrażarki wyciągnęłam żurawinę, a na spód i do kruszonki dałam pierniczków. Masę serową wzbogaciłam tonką, ale jeśli jej nie macie, wanilia sprawdzi się znakomicie.
Całość wyszła boska! Nawet moja wiecznie odchudzająca się Siostra i jej wybredny chłopak pochwalili. Słodka, kremowa, delikatna masa serowa w kontraście z kwaśną żurawiną i chrupiącą, pierniczkową kruszonką nie pozwoliła zbyt szybko oderwać się od talerzyków... W pewnym momencie nawet zaczęłam żałować, że nie przygotowałam tego ciasta w większej formie! Bo co to te osiemnaście centymetrów dla całej bandy łakomczuchów...?

Sernik z tonką, żurawiną i pierniczkową kruszonką

cranberry cheesecake with gingerbreads

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:

masa serowa:
  • 600 g serka kremowego
  • 85 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 125 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 jajka
  • 100 g miodu
  • 1 ziarno tonki

kruszonka:

dodatkowo:
  • 150 g żurawiny (świeżej lub mrożonej)

Pierniczki zmiksować w malakserze na pył. Masło rozpuścić, przestudzić. Wymieszać z pierniczkami.
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Ugnieść na spodzie masę pierniczkową, schłodzić w lodówce przez 20-30 minut.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut.
Ostudzić.

Pierniczki na kruszonkę zmiksować w malakserze na pył. Dodać mąkę, cukier i przyprawę do piernika, połączyć. Dodać zimne masło, zagnieść kruszonkę.

Serek, mleko, kremówkę, jajko, miód i drobno startą lub zmieloną tonkę zmiksować na gładką masę. Wylać na podpieczony spód, na wierzchu ułożyć żurawiny, posypać kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut.
Ostudzić w piekarniku.

Przed podaniem schłodzić w lodówce przez noc.

Smacznego!

Wiem, że już po Świętach, ale taki sernik idealnie sprawdzi się w styczniu, gdy puszki ciągle pełne są niezjedzonych pierniczków. Nadadzą się tu każde kruche, bez nadzienia i polewy. Ja użyłam czekoladowych, ale jeśli macie inne, nie bójcie się eksperymentować. Z pewnością będzie pysznie!

sobota, 19 grudnia 2015

Jak zostałam elfem w fabryce Świętego Mikołaja. I pierniczki na osłodę

Jak już wiecie (w końcu piszę o tym nieustannie), rozpoczęłam praktyki w cukierni. Dzisiaj podpisałam kontrakt na dwa lata i sześć miesięcy (tyle trwa nauka); za ten czas (który pewnie zleci szybciej, niż bym sobie tego życzyła) zostanę profesjonalistą! Ogromnie jestem podekscytowana.

W każdym razie, od ponad miesiąca, piekarnika zamieniła się w małą fabrykę najróżniejszych świątecznych ciasteczek. Są tradycyjne duńskie pebernødder, brunkager i vaniljekranser, krojone ciasteczka z lukrecją, nugatem oraz czekoladą, oblane czekoladą pierniczkowe serca i krajanka miodowa. Do tego klejner i berliner - te pierwsze wyglądają jak chrust, tyle, że z ciasta drożdżowego z domieszką korzennych przypraw; a berlinki to po prostu pączki. W tygodniu przygotowujemy tysiące tych specjałów! I gdy tak układałam na blachach setki malutkich ciasteczek, nucąc sobie pod nosem świąteczne melodie, doszłam do wniosku, że czuję się jak elf przed świętami. Zapracowany, może trochę zmęczony; ale gdy tylko pomyśli, ile jego praca sprawi innym radości, od razu uśmiecha się od ucha do ucha, i z jeszcze większym zapałem wykonuje swoje zadanie.

Co nie zmienia faktu, że cieszę się, że jeszcze tylko trzy dni, a potem niemal dwa tygodnie błogiego, świątecznego lenistwa...

Przy takiej tematyce, mam dla Was, oczywiście, ciasteczka. Znalazłam je u Doroty, i od razu mi się spodobały. Bezproblemowe, a z nadzieniem! Musiałam spróbować.
Nadziałam je domowymi powidłami śliwkowymi, ale możecie użyć dowolnego gęstego dżemu. Należy nakładać niewielką jego ilość, żeby nie wypływał, ale jednak na tyle dużo, żeby wypełnił ciasteczka. Ja doszłam do wprawy po jakichś dziesięciu sztukach.
Lukier kawowy jest pyszny i świetnie tutaj pasuje, ale oczywiście możecie polać pierniczki zwykłym, białym lukrem bądź czekoladą. Nie nadają się jednak do misternych dekoracji lukrem królewskim.

Nam bardzo zasmakowały. Te z nadzieniem były już miękkie następnego dnia, ale w Danii jest dość wilgotny klimat. Jeśli chcecie się nimi cieszyć w Święta, proponuję zagnieść ciasto już dziś!

Pierniczki brukowce


Składniki:
(na 35 sztuk)
  • 500 g mąki pszennej
  • 85 ml wody
  • 200 g cukru
  • 100 g miodu
  • 1 jajko
  • 50 g miękkiego masła
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika

nadzienie:
  • 125 g gęstych powideł śliwkowych

lukier:
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 3-4 łyżki wrzątku
  • 170 g cukru pudru

2 łyżki cukru umieścić w garnku o grubym dnie. Podgrzewać, aż cukier nabierze głębokiej, złoto-brązowej barwy. Wlać wodę, gotować, aż karmel się rozpuści. Dodać pozostały cukier, miód i przyprawę do piernika. Zagotować; gotować, aż cukier się rozpuści.
Ostudzić.

Mąkę przesiać, wymieszać z sodą, jajkiem, masłem i masą karmelową. Dokładnie wyrobić, odstawić na 30 minut w temperaturze pokojowej.

Po tym czasie z ciasta lepić kulki nieco większe od orzecha włoskiego. Lekko je spłaszczać, nadziewać niewielką ilością powideł. Formować okrągłe kuleczki, układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach 1 cm. Podczas pieczenia pierniczki powinny się zrosnąć.

Piec w 180 st. C. przez 15-20 minut.
Ostudzić.

Kawę zalać wrzątkiem, wymieszać do jej rozpuszczenia. Dodać do przesianego cukru pudru, ukręcić gładki lukier. Udekorować pierniczki, pozostawić do całkowitego zastygnięcia lukru.
Przechowywać w szczelnej puszce.

Smacznego!


A teraz już wracam do kuchni; brakuje mi czasu na wszystko, a jeszcze tyle ciasteczek trzeba upiec!

piątek, 13 listopada 2015

Piernik staropolski, część pierwsza

Nigdy jeszcze nie piekłam piernika staropolskiego. Jakoś tak... Zawsze wydawał mi się szalenie trudny. Sam fakt, że przygotowania należy rozpocząć niemal dwa miesiące przed Świętami sprawiał, że przepis odkładałam na bliżej nieokreślone kiedyś...
W tym roku jednak postawiłam go sobie za punkt honoru. W końcu jego smak jest absolutnie wyjątkowy, prawda...? A właśnie po takie najchętniej sięgamy w Święta.

Skąd przepis...? Znaleźć go można w wielu różnych miejscach: u Lucyny Ćwierczakiewiczowej, Tadeusza Żakieja (lepiej znanego pod swym pseudonimem: Maria Lemnis i Henryk Vitry; swoją drogą, zawsze mnie zastanawiało, dlaczego wybrał aż dwa nazwiska...?), na wielu blogach kulinarnych, a także... Wśród kulinarnych zapisków mojej Babci. Zrobiłam więc, jak oni nakazują; póki co, oczywiście, tylko zagniotłam ciasto. Nie zabiera to zbyt wiele czasu; miód z cukrem może być ciepławy, gdy będziemy go łączyć z jajkami. Potem wszystko razem zmiksować, przykryć miskę, odstawić do lodówki lub spiżarki (ta opcja dla szczęśliwców posiadających takową) i... Zapomnieć. Na całe, długie sześć tygodni. Choć podobno i dwa wystarczą, żeby piernik nabrał mocy. 

Swoje ciasto zagniotłam przedwczoraj, i codziennie zaglądam pod przykrywkę, żeby je powąchać. Użyłam własnoręcznie przygotowanej przyprawy piernikowej; jeśli użyjecie takiej ze sklepu, warto dodać odrobinę więcej. 

Jak potoczą się losy pierwszego piernika staropolskiego w moim domu...? Mam nadzieję, że jak najlepiej; jeśli wszystko się uda, powinien wykarmić wiele brzuszków (porcja jest bowiem raczej słuszna).
Mam nadzieję, że i Was, drodzy Czytelnicy, zmotywowałam do działania. Zadebiutujecie ze mną...? Czy może od dawna już pieczecie takie pierniki, i możecie służyć dobrą radą...? 

Piernik staropolski I


Składniki:
(na 3litrową miskę)
  • 500 g miodu
  • 250 g cukru
  • 250 g masła
  • 1 kg mąki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 30 g domowej przyprawy do piernika
  • 3 jajka
  • 3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 125 ml mleka
Miód, cukier i masło podgrzewać, aż cukier się rozpuści, a mieszanka zagotuje. Zdjąć z palnika, ostudzić.

Mąkę przesiać, wymieszać z solą i przyprawą do piernika. 
Sodę rozpuścić w mleku.
Do ostudzonego miodu wbić jajka, zmiksować. Następnie wlać mieszankę do mąki, dodać mleko z sodą i bardzo dokładnie zmiksować. 

Masę przelać do dużej miski, wstawić do lodówki na 4-6 tygodni.

Cdn...

Ciasto na piernik wprowadziło mnie w tak świąteczny nastrój, że chyba w wolną niedzielę upiekę coś z dodatkiem przypraw korzennych. Ledwo zaczął się listopad, a ja już poczułam magię Świąt...

Dopiero pisząc tego posta zauważyłam, że dziś piątek trzynastego... Nie dajcie się przesądom, piernik zagnieciony dzisiaj z pewnością uda się wyśmienicie!

czwartek, 22 stycznia 2015

Bezglutenowe i bezjajeczne prawie pierniczki

Dzisiaj, proszę Państwa, wielki dzień. W końcu, niemal miesiąc po terminie, przedstawiam Wam ostatni z serii przepisów bożonarodzeniowych. Nie, żebym czuła się jakoś specjalnie usprawiedliwiona... Po prostu z tym wszystkim nie nadążałam. Napiekłam ogromnie ilości ciastek, a przecież ile można o ciastkach i pisać, i czytać...? Stwierdziłam więc, że będę je i Wam, i sobie, racjonalnie dawkować. I oto, co z tego wyszło...

W tajemnicy się przyznam, że te akurat ciasteczka upiekłam po Świętach. Po prostu miałam na nie taką ochotę, że nie mogłam się powstrzymać. Wpadły mi w oko u Pomidorowej Ani, bo na zdjęciach wyglądają obłędnie, a gdy przeczytałam przepis wiedziałam, że też muszę takie mieć. Migdałowe, piernikowe, czekoladowe i w dodatku ciągnące...? Toż to musiał być hit!
I był. Ciasteczka wyszły niesamowicie aromatyczne, z wierzchu chrupiące, w środku delikatnie ciągnące (trzeba uważać, żeby ich nie przepiec, bo będą po prostu kruche - też pyszne, ale nie o to tutaj chodzi). Myśmy się nimi zajadali z największą rozkoszą, tak samo dzieci koleżanki - małe łapki co i rusz sięgały po kolejny. 

Jeśli więc jeszcze świąteczny, albo chociaż zimowy nastrój Was nie opuścił, nie znudziły się Wam korzenne aromaty, to serdecznie polecam te maleństwa nawet teraz. Jeśli jednak zużyliście już całą przyprawę do piernika i zamiast cynamonu wolicie w cieście mrożone maliny, zapiszcie sobie ten przepis na przyszłe Święta - gwarantuję, że się w nich zakochacie.

Piernikowe ciągutki z migdałami

Składniki:
(na 30-35 sztuk)
  • 120 g mielonych migdałów
  • 35 g mąki ziemniaczanej
  • 75 g cukru
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 25 g kakao
  • 30 g masła
  • 15 g ciemnej czekolady (70%)
  • 60 g melasy
  • 10 g świeżych drożdży

Mąkę i kakao przesiać, wymieszać z migdałami, cukrem, solą i przyprawą do piernika. 
Masło rozpuścić z melasą. Gdy połączą się w gładką masę, zdjąć garnuszek z palnika, dodać posiekaną czekoladę i mieszać do jej rozpuszczenia. Przestudzić.

Do suchych składników dodać mokre oraz drożdże, zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, odstawić w chłodne miejsce na minimum 2 godziny, a najlepiej na całą noc.

Ze schłodzonego ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego. Lekko spłaszczać, układać na blasze, zachowując odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 6-8 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

Wczoraj rano, tuptając do autka z przykrością stwierdziłam, że po wieczornej zimie nie został nawet ślad. Przynajmniej nie trzeba było szyb skrobać... Niemniej, poczułam się poważnie zawiedziona. 
Mgła, która próbowała wynagrodzić mi moje marzenia o zmianie pogody, nie zdała egzaminu.

wtorek, 6 stycznia 2015

Najlepsze tiramisu z pierniczkami

Bardzo dziękuję za wszystkie życzenia, jest mi ogromnie miło, że tyle osób dobrze mi życzy. Wam również życzę w tym nowym, 2015 roku wszystkiego, co najlepsze; żeby dni były długie i słoneczne, autobus nigdy się nie spóźniał, książki zawsze były ciekawe, a ciasta słodkie i pyszne. Żeby marzenia się spełniały, a plany ziściły. Żeby nigdy nie zabrakło prądu ani ciepłej wody, a naczynia zawsze zmywał ktoś inny. Żeby ten nowy rok był lepszy od starego, i żebyście pod jego koniec patrzyli wstecz z uśmiechem i nostalgią.

A teraz już przechodzimy do sedna, czyli najlepszego deseru, jaki ostatnio jadłam. Przysięgam - to tiramisu powaliło nas na kolana. Krem jest delikatny i gładki, rozpływający się na języku. Pierniczki, nasączone kawą i likierem, idealnie się z nim komponują. Smak korzennych przypraw dominuje nad kawą, ale nawet ja, największa kawomaniaczka, nie miałam nic przeciwko temu. Deser wyszedł po prostu bajeczny, i gwarantuję, że nikt mu się nie oprze.
Jeśli nie używacie w kuchni surowych jajek, można je zastąpić pasteryzowanymi. Można też przygotować krem z mascarpone i bitej śmietany - też będzie pyszny, ale to już jednak nie to samo...

To tiramisu zrobiło u nas furorę, i choć sycące, zniknęło błyskawicznie. Jeśli macie w domu jeszcze trochę pierniczków - zróbcie je koniecznie! Jeśli pierniczków brak, można je zastąpić tradycyjnymi biszkoptami do tiramisu - będzie bardziej klasycznie i równie pysznie.

Tiramisu z pierniczkami

Składniki:
(na 4 porcje)
  • 500 g serka mascarpone
  • 2 jajka
  • 40 g cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • ziarenka z 1/2 laski wanilii

nasączenie:
  • 75 ml mocnej, ostudzonej kawy
  • 25 ml likieru kawowego

dodatkowo:

Żółtka ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodać mascarpone, zmiksować. Dodać przyprawę do piernika i wanilię, połączyć. 
Białka ubić na sztywną pianę, partiami dodawać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

Kawę wymieszać z likierem. Zanurzać w niej pierniczki - powinny lekko nasiąknąć kawą, ale nie mogą się rozpadać.

Do szklanek nałożyć po łyżce kremu, na to warstwę pierniczków. Układać warstwy na zmianę do wyczerpania składników, na wierzchu powinien znaleźć się krem.
Deser schłodzić, przed podaniem oprószyć kakao.

Smacznego!

Wczoraj wieczorem zamówiłam książki. Powinny dojść do Rodziców jeszcze w tym tygodniu. I ja wiem, że teoretycznie nie powinnam, ale skoro podjęłam wyzwanie na Good reads, to przecież muszę mieć co czytać, prawda...? W zeszłym roku niestety nie zdążyłam - przeczytałam tylko dwadzieścia sześć z założonych trzydziestu pozycji... Nie zrażam się jednak, w tym roku znów planuję okrągłą trzydziestkę - oby poszło lepiej!
Może i Wy przyłączycie się do wyzwania...?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Pierniczki z czekoladą

No i skończyło się rumakowanie...
Poniedziałek spadł na nas znienacka, choć teoretycznie powinniśmy się byli go spodziewać już niedzielnym popołudniem. Jednak rozleniwieni sylwestrowymi feriami nie potrafiliśmy się ogarnąć. Choinka nadal dumnie pręży się w rogu pokoju, choć C. odgrażał się, że w weekend zrobi z nią porządek. Cóż, ja mu nawet o tym nie przypominałam - im dłużej mogę się cieszyć moim migoczącym kolorowymi lampkami drzewkiem, tym lepiej. 

Dzisiaj mam dla Was pierwsze w tym roku pierniczki, a co! Jak szaleć, to szaleć. Kto powiedział, że pierniczkami rok można tylko kończyć...?
A tak na poważnie - te małe cudeńka przygotowałam już z półtora miesiąca temu, ale jakoś nie było okazji, żeby się z Wami podzielić przepisem. Upiekłam je z myślą o wspólnym dekorowaniu - te pierniczki nadają się do tego idealnie, bo wychodzą gładkie i równe. Świetnie rozprowadza się po nich lukier. Z tych, które zostały, przygotowałam dwa poświąteczne desery. Obłędne! Jeśli macie gdzieś zachomikowane jakiekolwiek pierniczki, koniecznie przetrzymajcie je w ukryciu jeszcze kilka dni. W następnym poście bowiem podam przepis na deser, który na kolana powali nawet największego miłośnika schabowych...

Ale do pierniczków teraz wróćmy. Te są troszkę inne, specjalne - bo z czekoladą. I lekką nutą pomarańczy; a jak wszyscy wiemy, te dwa smaki komponują się ze sobą doskonale. Pierniczki po upieczeniu są twarde, trzeba je zamknąć w puszcze, najlepiej na kilka tygodni. Choć bratankowi C. ich chrupkość zupełnie nie przeszkadzała, i wcinał je z apetytem. Według mnie najlepsze gdy nieco skruszeją - wtedy niemal rozpływają się na języku... Pycha!
Przepis od niezawodnej Doroty.

Czekoladowe pierniczki

Składniki:
(na 110-120 sztuk)
  • 570 g mąki orkiszowej
  • 65 g kakao
  • 75 g cukru pudru
  • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2,5 łyżki przyprawy do piernika
  • 180 g masła
  • 280 g melasy
  • 55 g ciemnej czekolady (70%)
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 1 jajko

Mąkę, kakao i cukier puder przesiać do dużej miski. Dodać sodę i przyprawę do piernika, wymieszać.
Masło i melasę umieścić w garnuszku, podgrzewać aż do połączenia składników. Zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Przestudzić.
Do przestudzonej mieszanki dodać skórkę z pomarańczy i jajko, dokładnie wymieszać.

Wlać płynne składniki do suchych, wymieszać łyżką, a następnie wyrobić ręką na gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez minimum 2 godziny (można przez całą noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 mm, ewetualnie lekko podsypując mąką. Wykrawać z ciasta foremkami pierniczki o dowolnych kształtach, układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w niewielkich odstępach.

Piec w 180 st. C. przez 10-12 minut.
Wystudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce, ewentualnie polukrować.

Smacznego!

Ja zaczynam powoli wariować - nienawidzę czekania. A teraz już zupełnie nie mam czym głowy zająć, ciągle więc przeglądam strony w internecie, sprawdzam po kilka razy, czy mam wszystko, co potrzebne (muszę jeszcze kupić kłódkę i zamówić bluzę), i chyba jeszcze dzisiaj spakuję plecak... Czuję się jak pierwszoklasista! A ze względu na wiek, chyba nie powinnam...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Ciasto z całymi gruszkami o zapachu piernika

I znów ciemno... Strasznie szybko mi dni uciekają, mam wrażenie, że za oknami nieprzerwanie panują ciemności. Może dlatego, że od Wigilii ciągle jest mgliście, zachmurzenie sto procent i od czasu do czasu coś z nieba popaduje... Na szczęście dzień dzisiejszy jest o całe trzy minuty dłuższy od najkrótszego dnia w roku, i teraz już zmierzamy w dobrym kierunku. Będzie coraz jaśniej, coraz więcej słonka (oby!); od razu jakoś optymistyczniej patrzę w przyszłość, jak o tym pomyślę. Co prawda zostały już tylko dwa tygodnie do pierwszego dnia szkoły, i jak myślę o tym, wszystko zaczyna mi w brzuchu jeździć, ale... Może to jednak z podekscytowania, a nie ze strachu...?

Dzisiaj mam dla Was ciasto. Takie sobie wymyśliłam jeszcze przed Świętami, na przywołanie odpowiedniej atmosfery. Zaczęło się od tego, że poszłam do sklepu po żurawinę, a wróciłam z kilogramem gruszek, które były w wyjątkowo zachęcającej przecenie. Stwierdziłam, że jako substytut żurawiny się nadadzą, bo i dlaczego nie...? Po drodze do domu rozważałam różne możliwości; gdy weszłam do kuchni, plan już był gotowy.
Bardzo podobają mi się ciasta z całymi gruszkami, piekłam już raz takie. Są dość proste w wykonaniu, a wyglądają naprawdę rewelacyjnie. Te równo wystające z ciasta ogonki robią duże wrażenie, nie umiem oprzeć się ich urokowi. Chciałam jednak, żeby tym razem ciasto już pachniało świątecznie, dodałam więc do niego odrobinę melasy, przyprawę do piernika i kakao dla koloru, a gruszki ugotowałam w mocno korzennym syropie. Wyszło bosko! Ciasto pachnie fantastycznie, jest mięciutkie i lekko wilgotne od gruszek, smakuje nieco jak piernik, ale ma dużo lżejszą, delikatniejszą konsystencję. Oboje z C. się w nim zakochaliśmy i zjedliśmy szybciutko, czując magię nadchodzących Świąt... Wam polecam takie ciacho na styczeń, świetnie się będzie przy nim wspominało wigilijny wieczór.

Piernikowe ciasto z całymi gruszkami

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

syrop:
  • 200 g cukru
  • 750 ml wody
  • 1 cytryna
  • 6 ziaren kardamonu
  • 8 goździków
  • 2 gwiazdki anyżu
  • 1 laska cynamonu (o długości 6 cm)
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 6 ziaren czarnego pieprzu

dodatkowo:
  • 6 gruszek

ciasto:
  • 180 g miękkiego masła
  • 100 g cukru
  • 3 jajka
  • 2 łyżki melasy
  • 180 g mąki pszennej
  • 20 g kakao
  • 1,5 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 40 ml mleka

Gruszki obrać, nie odrywając ogonków. Wydrążyć od spodu gniazda nasienne.
Cytrynę sparzyć, zetrzeć skórkę do garnuszka, wycisnąć i dodać sok. Wodę, cukier i przyprawy dodać do garnuszka, zagotować. Zmniejszyć ogień, włożyć gruszki. 

Gotować 10 minut, wyjąć gruszki z syropu na papierowy ręcznik. Ostudzić.

Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Wlać melasę, zmiksować.
Mąkę przesiać z kakao, wymieszać z przyprawą do piernika i proszkiem do pieczenia. Partiami dodawać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach miksera. Na końcu wlać mleko, połączyć.

Ciasto przelać do formy wysmarowanej masłem. W ciasto prosto wcisnąć gruszki tak, żeby dotykały dna tortownicy.

Piec w 180 st. C. przez 45-50 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Smacznego!

Zaczęliście już przygotowania do szalonej, sylwestrowej nocy...?

sobota, 27 grudnia 2014

Choinki z piernika

Święta, Święta... I po Świętach. Jak mawia Tatuś. Tyle czekania, tyle pracy, a mijają tak szybko... I patrzę na moją choinkę, ciągle w pełni sił, i myślę o tym, że już zaraz trzeba ją będzie rozbierać. A ja się nią nawet nacieszyć nie zdążyłam! Na szczęście, w zgodzie z polską tradycją, mogę ją zatrzymać jeszcze przynajmniej przez tydzień. Uff...

Święta z rodziną C. były, jak zwykle, bardzo miłe. Gdy w domu są małe dzieci, wszystko nabiera innego wymiaru. Wszyscy nie tylko udają, że nie rozpoznają w Mikołaju męża siostry C.; wydaje mi się, że wiara tych małych smyków udziela się również dorosłym. Śpiewanie kolęd, rozpakowywanie prezentów, nawet jedzenie - skoro maluchy tak się nimi zachwycają, my też musimy dotrzymać im kroku. I wszystko jest jeszcze bardziej magiczne... Podoba mi się to.
Poza tym wygląda na to, że w tym roku byłam grzeczna - Mikołaj bowiem przyniósł mi trochę biżuterii, kupon na kosmetyki i gofrownicę. W sumie to dwie (jedna w przyszłym tygodniu zostanie wymieniona na foremki), ale, podobno, od przybytku głowa nie boli... Tak czy inaczej, cieszę się ogromnie, bo o gofrownicy marzyłam od dawna, i wczoraj, jak tylko zostałam sama w domu (C. musiał iść do pracy, biedak), zabrałam się za testy. Wyszło bosko! Chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku, podane z bitą śmietaną i karmelizowanymi figami... Niebo, mówię Wam! Przepis niebawem.

Póki co jednak, zostaniemy jeszcze w świątecznych klimatach - mam kilka zaległych przepisów na pierniczki i inne takie... Wiem, że teraz już nikomu się nie przydadzą, ale może za rok ktoś z nich skorzysta...? 
Tak więc mam dla Was zupełnie wyjątkowe, pierniczkowe choinki. Wyglądają cudnie, a ich przygotowanie jest zdecydowanie prostsze niż na przykład piernikowej chatki. Wystarczy upiec pierniczki w kształcie gwiazdek w kilku rozmiarach (u mnie pięć), posklejać lukrem królewskim, i gotowe. Nawt pięcioletni bratanek C. sobie poradził z tym zadaniem. Później zostaje już tylko dekoracja - mi najbardziej podobają się białe, jakby obsypane śniegiem. Choć puściłam też wodze fantazji, skorzystałam z zielonego lukru i udekorowała jedną z choinek cukrowymi płatkami śniegu. Ta zdecydowanie zdobyła uznanie wśród najmłodszych. 
Moje choinki są z pierniczków prawie gryczanych - zabrakło mi mąki gryczanej, i dosypałam nieco orkiszowej. Jednak można je przygotować bez tego dodatku, i wtedy będą bezglutenowe. Można też choinki zrobić z innego pierniczkowego ciasta, a ciasto gryczane powykrawać w dowolne kształty. Ja miałam ochotę wypróbować i jedno, i drugie, więc połączyłam to w całość.

Przepis na gryczane pierniczki znalazłam na blogu Na stole, zmodyfikowałam do swoich potrzeb.

Gryczane choinki piernikowe

Składniki:
(na 6-8 choinek)
  • 250 g mąki gryczanej
  • 50 g mąki orkiszowej
  • 1 łyżka kakao
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 100 g masła
  • 100 g melasy
  • 50 g cukru
  • 1 jajko

lukier królewski:
  • 50 g białek
  • 250 g cukru pudru
  • 1/3 łyżeczki soku z cytryny

Mąki i kakao przesiać, wymieszać z przyprawą do piernika i sodą.
Masło, melasę i cukier umieścić w rondelku, podgrzewać, aż wszystkie składniki się rozpuszczą i dobrze połączą. Ostudzić.
Do sotudzonej mieszanki wbić jajko, wymieszać. Wlać do suchych składników, wymieszać drewnianą łyżką, a następnie zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, schłodzić w lodówce minimum 1 godzinę (można przez noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3-4 mm. Wycinać z niego gwiazdki - na 1 choinkę potrzeba po 2 gwiazdki każdego rozmiaru. Układać ciasteczka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 10-15 minut.
Ostudzić.

Przygotować lukier królewski:
Białka przelać przez drobne sitko do większej miski, dodać cukier puder i sok z cytryny. Miksować na najniższych obrotach miksera, aż masa będzie gładka i gęsta. W razie potrzeby dosypać odrobinę cukru pudru lub dolać wody.

Gwiazdki sklejać ze sobą lukrem tworząc choinki. Odstawić do zastygnięcia.

Smacznego!

W tym roku Święta wypadły idealnie - szczęśliwcy mają duuużo wolnego. My, niestety, wyjątkowo szybko w tym roku wróciliśmy do rzeczywistości...