Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta z warzywami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta z warzywami. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 listopada 2017

Instrukcja pieczenia sernika. I sernik dyniowo-cytrynowy

Dynia - niekwestionowana królowa jesieni. Jej pomarańczowe krągłości kuszą niesamowicie nie tylko kuchennych eksperymentatorów, ale też dzieciaki; czy jest bowiem coś lepszego, niż wykrawanie upiornych masek na Halloween?
No właśnie.

Muszę przyznać, że dynie olbrzymie kupuję tylko z przeznaczeniem na lampiony. Ich miąższ jest dość wodnisty, skóra twarda, a krojenie przyprawia mnie o ból głowy. Zdecydowanie wolę kupić dwie mniejsze Hokkaido, których wnętrze kusi intensywną barwą. No i nie trzeba ich nawet obierać - delikatna skórka jest bowiem jadalna. 

Dynie kroję na mniejsze kawałki, usuwam pestki wraz z nitkami ze środka. Kawałki oczyszczonego warzywa układam na blasze i piekę w średnio rozgrzanym piekarniku do miękkości. Następnie łyżką oddzielam miąższ od skórki, przekładam go do dużej miski i miksuję blenderem na gładki mus. Tak przygotowany dzielę na mniejsze porcje i zamrażam, część jednak odkładając do natychmiastowego wykorzystania. Tym razem padło na sernik; w lodówce miałam bowiem ricottę, której termin przydatności do spożycia nieuchronnie zbliżał się ku końcowi. 

Pieczenie serników to bułka z masłem; moim zdaniem to jedne z najłatwiejszych ciast, które bardzo trudno zepsuć (nie wierzcie tym, którzy twierdzą, że to wielka sztuka; starają się Was przestraszyć i odwieść od odkrycia tajemnicy). Wystarczy zmiksować ze sobą kilka składników (nie za długo, żeby zbytnio nie napowietrzyć masy), a potem upiec w stosunkowo niskiej temperaturze. Cała reszta to już wariacje na temat. 
Tym razem nie mogłam się zdecydować, jakim smakiem wzbogacić mój sernik. I ricotta, i dynia są bowiem dość delikatne, żeby nie powiedzieć - mdłe. Potrzebowały silnego akcentu, nadającego całości charakteru. W przypadku dyni najczęściej pada na przyprawy korzenne lub pomarańcze, albo jedno i drugie. Nieraz próbowałam tego połączenia - jest wyśmienite - ale tym razem chciałam czegoś innego. Tylko czego...?

Zajrzałam do lodówki, a tam czekały na mnie dwie cytryny. Ha! Skoro połączenie z pomarańczami sprawdza się tak dobrze, dlaczego nie spróbować innych cytrusów...?
Na spód, zamiast klasycznych ciastek zbożowych, dałam pieprzne pierniczki (żeby tradycji stało się za dość), a wierzch uzupełniłam lekkim jak chmurka musem cytrynowym. W połączeniu z kremowym, mazistym sernikiem smakował bosko! Całość wyszła zaskakująco lekka i orzeźwiająca, a smak cytryny świetnie spaja wszystkie warstwy.

Do wykonania tego sernika trzeba mieć jednak naprawdę wysoką formę, lub - tak jak ja - już po upieczeniu, podwyższyć standardową specjalną folią. Albo po prostu użyć tortownicy o średnicy dwudziestu sześciu centymetrów, i mieć problem z głowy.

Sernik dyniowo-cytrynowy z cytrynowym musem


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
masa serowa:
  • 500 g sera ricotta
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 230 g musu z dyni
  • 4 jajka
  • 125 g cukru
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 20 g budyniu waniliowego (proszek)
mus cytrynowy:
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • sok z 1 cytryny
  • 115 g cukru pudru
  • 3 listki żelatyny
  • 2 białka
Masło rozpuścić, ciasteczka dokładnie pokruszyć, wymieszać. Ugnieść na dnie formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 12 minut, przestudzić.

Ricottę, kremówkę, mus dyniowy, jajka, cukier, sok i skórkę z cytryny, imbir i budyń zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników. Przelać na przestudzony spód, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 130 st. C. i piec jeszcze 60-70 minut, aż wierzch sernika się zetnie.

Zostawić do ostygnięcia w piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce przez noc.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kremówkę ubić z cukrem pudrem na pół sztywno.
Sok z cytryny przelać do garnuszka, dodać odciśniętą żelatynę i podgrzewać aż do jej rozpuszczenia, cały czas mieszając. Wlać sok do ubitej śmietany, dokładnie wymieszać.
Białka ubić, dodać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

Mus wyłożyć na sernik, schłodzić w lodówce minimum 2 godziny przed podaniem.

Smacznego!


Przepis specjalnie dla Endżi, poszukującej nowych dyniowych rozwiązań.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Listopadowe zadziwienie i ciasto dyniowe z mandarynkowym syropem

C. obudził mnie chwilę przed ósmą. Zbuntowałam się jednak; w końcu to mój wolny poniedziałek, ostatni w tym roku! Budzik nastawiłam na ósmą, nie ma więc absolutnie najmniejszego usprawiedliwienia dla wyciągania mnie z łóżka wcześniej, niż to sobie zaplanowałam.
Gdy wróciłam z łazienki, okazało się, że Ptysia zdążyła się już wygodnie ułożyć na mojej poduszce. Nie bacząc na protesty, wygospodarowałam dla siebie kawałek, po czym zawinęłam się w kołdrę na wzór naleśnika. Tu do akcji wkroczyła Pączusia; położyła się w miejscu, gdzie plecy me tracą swą szlachetną nazwę, uprzednio odpowiednio uklepawszy podłoże.
W takim oto położeniu spędziłam kolejne dwadzieścia minut, planując następne godziny tego jakże obiecującego dnia.

Za mną śniadanie, pierwsza gorąca herbatka i poranny spacer z potworami; ten ostatni wprowadził mnie w stan lekkiego zdumienia i niedowierzania. Bo czy mogłam się spodziewać, że trawnik za płotem, a także sam płot, będzie okryty migoczącymi w słońcu kryształkami szronu...? Owszem, autko ostrzegało mnie już kilka razy przed możliwością lodu na drodze, ale nadal pokazywało minimum trzy stopnie powyżej zera. Czyżby sytuacja ta miała niedługo ulec zmianie...? 
Spojrzenie w kalendarz potwierdza moje obawy; mamy listopad. Mgliście pamiętam, że rok temu o tej porze nosiłam już czerwony, zimowy płaszcz. Cóż, jeszcze kilka dni wytrzymam bez niego; w końcu muszę się choć odrobinę z tą myślą oswoić...

Dzisiaj mam dla Was obłędnie pyszne ciasto, które rozjaśni nawet najciemniejsze listopadowe popołudnie. Przepis znalazłam w magazynie Bage og sylte, nr 1/2017, i od razu się w nim zakochałam. Dyniowe, wilgotne, a w dodatku z mandarynkami zamiast tak popularnych w tego typu wypiekach pomarańczy. Nie mogłam się oprzeć, szczególnie, że i dyniowe puree, i mandarynki, czekały na wykorzystanie.
Ciasto smakuje obłędnie na ciepło, podane z lodami, choć wydaje się wtedy nieco zakalcowate. Gdy pozwolicie mu całkowicie wystygnąć, nadal będzie niesamowicie wilgotne, ale wrażenie zakalca znika. Dzięki polaniu mandarynkowym syropem długo zachowuje świeżość i nawet po czterech - pięciu dniach smakuje wybornie. Chrupiące orzechy i pestki dyni tylko dodają mu uroku, a przewijające się w tle korzenne i miodowe nuty sprawiają, że rozgrzewa nie tylko ciało, ale i duszę.
Sami powiedzcie - czy temu można się oprzeć...?

Korzenne ciasto dyniowe z syropem mandarynkowym


Składniki:
(na keksówkę o wymiarach 30x11 cm)

  • 250 g puree z dyni
  • 3 jajka
  • 50 g ciemnego cukru muscovado
  • 100 g jasnego cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 20 g miodu
  • 100 g masła
  • 100 ml soku z mandarynek
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka zielonych nasion anyżu
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 225 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 40 g orzechów włoskich
dodatkowo:

  • 15 g pestek dyni
syrop: 

  • 20 g miodu
  • 100 ml soku z mandarynek
Masło rozpuścić, przestudzić.
Ubić jajka z cukrem trzicnowym i muscvado na puszystą, jasną masę. Dodać ekstrakt z wanilii i miód, połączyć. Dodać przestudzone masło, zmiksować. Wlać sok z mandarynek, cynamon, kardamon i zmielone w młynku do kawy ziarna anyżu, połaczyć. Mąkę przesiać z proszkiem, dodać do ciasta. Na końcu dodać puree z dyni i posiekane orzechy, zmiksować. 
Masę przelać do formy wyłożónej papierem do pieczenia.
Wierzch posypać pestkami dyni.

Piec w 180 st. C. przez 60 minut, do suchego patyczka.

W małym garnuszku zagotować sok z mandarynek z miodem, gotować przez 5 minut.

Gorące ciasto nakłuć wykałaczką, polać gorącym syropem. 
Przestudzić. Podawać letnie.

Smacznego!


Przepis dodaję do akcji Ani:

piątek, 13 października 2017

Rozterki blogera kulinarnego, czyli sweter nie od parady. I muffiny dyniowo-śliwkowe. Z cynamonem

Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że gdy zaczynałam moją przygodę z blogowaniem, prawie dziewięć lat temu, zdjęcia były dla mnie sprawą drugorzędną. Nie myślałam o nich wcale; robiłam, bo tego wymagało ode mnie pisanie bloga. Blog kulinarny bez zdjęć jest jak... Deser bez cukru. Niby coś tam można zrobić, niby będzie nawet całkiem niezłe, ale jednak czegoś mu będzie brakowało. 
Nie miałam profesjonalnego sprzętu (to się akurat nie zmieniło), a tego, który miałam, nie potrafiłam za bardzo obsługiwać. Przyciskałam największy guzik na ustawieniach auto, uprzednio sprzątnąwszy wszystko ze stołu i ustawiwszy na środku ciasto. Ot, wszystko w temacie. Specjalnie dużo czasu mi to nie zabierało, i jakoś się blog kulał...
Ale później zaczęłam zazdrościć (to również nie uległo zmianie) tym wszystkim blogerom z pięknymi zdjęciami. Że ich blogi są takie ładne, apetyczne i w ogóle och i ach. Ale co poradzić na fakt, że fotografia nadal nie była moją pasją...? Cóż, czasem trzeba się zdobyć na wysiłek. Zamiast więc po prostu robić zdjęcie, zaczęłam próbować. Początki były koszmarne; nic się nie udawało. Ale z czasem było coraz lepiej.
I choć nadal nie jestem pasjonatką fotografii, to muszę przyznać, że niejaką przyjemność sprawiają mi zdjęcia, na których moje dania wyglądają tak, że ma się ochotę po nie sięgnąć. I nie, nie wmawiam sobie, że moje zdjęcia są świetne; doskonale wiem, gdzie się w tej kwestii znajduję i jak daleko mi do tych naprawdę dobrych. Ale różnica jest zauważalna gołym okiem; małymi kroczkami do celu. Może kiedyś robienie zdjęć będzie mi sprawiało taką przyjemność jak gotowanie? I kto wie, czy moje zdjęcia nie staną się wtedy naprawdę dobre...?

Póki co, jest jak jest, ale muszę przyznać, że z poniższych zdjęć jestem całkiem zadowolona. Mają odpowiednią temperaturę, muffinki wyglądają niemal tak smakowicie, jak w rzeczywistości, a całość sprawia wrażenie jesienno-przytulnej za sprawą... Swetra. Tak, ostatnio jeden z moich ulubionych swetrów stał się nieodłącznym elementem moich zdjęć. Jakiś czas temu miałam nawet ochotę go ubrać, ale stwierdziłam, że później trzeba by go uprać; a co, jeśli w w międzyczasie przygotuję coś, co będzie rzeczonego swetra w tle wymagać...? Włożyłam więc inny; też jasny, ciepły i mięciutki. Prawie idealny...

Z Mirabelką umówiłam się na wspólne dyniowe pieczenie na słodko. Ciasto w lodówce akurat miałam, więc stwierdziłam, że musi to być coś małego, niezobowiązującego. Kupiłam dynię (moją ulubioną, ogniście pomarańczową Hokkaido) i zabrałam się do rzeczy. 
Muffinki są proste i szybkie w przygotowaniu; jeśli nie kupicie jakiejś bardzo twardej odmiany, nawet ścieranie dyni nie powinno nastarczyć kłopotów. Reszta to po prostu wymieszanie mokrych składników z suchymi, przełożenie całości do formy, nadzianie śliwkami i posypanie błyskawiczną, cudownie maślaną kruszonką.
Muffiny są bardzo wilgotne, ale nie zakalcowate, mięciutkie i aromatyczne, z przyjemnie chrupiącą kruszonką. Świetne na drugie śniadanie albo na dłuższą podróż do pracy; mała dawka cukru zdecydowanie pomaga nie zasnąć za kierownicą, kiedy nocny świat oblepia mgła...

Muffiny dyniowo-cynamonowe ze śliwkami i kruszonką


Składniki:
(na 9 sztuk)
  • 125 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 50 g ciemnego cukru muscovado
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 100 ml mleka
  • 40 ml oleju
  • 100 g dyni, bez skóry i pestek
  • 5 śliwek
kruszonka:
  • 25 g mąki pszennej
  • 15 g cukru
  • 15 g zimnego masła
Najpierw przygotować kruszonkę:
Wymieszać mąkę z cukrem, dodać masło, posiekać. Następnie zagnieść kruszonkę, odstawić.

Śliwki przekroić na połowy, usunąć pestki.
Mąkę z proszkiem przesiać, dodać cukier i cynamon, wymieszać.
Dynię zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Jajko roztrzepać, dodać olej i mleko, połączyć. Dodać startą dynię, wymieszać.
Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać tylko do ich połączenia.

Formę na muffiny wyłożyć papilotkami. Do każde nakładać 1 łyżkę ciasta, naspnie wkładać po pół śliwki. Przykryć pozostałym ciastem, posypać kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez 30-35 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


I tak, to dopiero mój pierwszy przepis z dynią w tym roku, I tak, wiem, że to już połowa października.
Mi też się to w głowie nie mieści...

piątek, 24 marca 2017

W marcu jak w garncu. I wiosenny sernik z marchewką

Taaak...
Rano wstaję, jem śniadanie, wypijam kubek gorącej herbaty. Następnie opatulam się szalem, zawijam w czerwony, zimowy płaszcz i wkładam rękawiczki. Przez kilka minut zawzięcie skrobię szyby auta, pomstując na mróz pod koniec marca. W drodze do pracy włączam ogrzewanie na pełen regulator, a w dłoni ściskam termo kubek, bez którego ta podróż byłaby chyba nie do wytrzymania.
Po ośmiu godzinach pracy wychodzę na dwór tylko w bluzie, którą ściągam, gdy tylko wrzucę niepotrzebne już płaszcz, szal i rękawiczki na tylne siedzenie. Włączam klimatyzację, bo auto zdążyło się już porządnie nagrzać, na nos wkładam okulary przeciwsłoneczne i w jaskrawych promieniach jadę do domu; mimo zmęczenia, nie mogę przestać się uśmiechać. 
Na miejscu szeroko otwieram drzwi na taras, wpuszczając do środka świeże, wiosenne powietrze. C. rano bawił się w pana domu - ustawił grill, wystawił z szopki meble ogrodowe, zadbał o drzewka, które też już stęsknione są ciepła.

I takie niemal piętnastostopniowe wahania temperatur towarzyszą nam od trzech dni. Trochę ciężko mi za tym nadążyć, nie do końca umiem się w tym połapać. Wiosna to już, czy może jeszcze zima...? Tak naprawdę to chyba coś pomiędzy; coś, co ciężko sprecyzować. Bo czy ktoś potrafi opisać przedwiośnie...?

Z nadzieją, że rzeczone przedwiośnie zwiastuje nadchodzącą wielkimi krokami wiosnę, czekam na słoneczne popołudnia, porankami zagryzając zęby. W międzyczasie piekę sernik - może nie typowo wiosenny, ale za to optymistycznie pomarańczowy. I z marchewką!

Przepis na blogu Ala piecze i gotuje po raz pierwszy zobaczyłam, ekhm... Ponad trzy lata temu. Wtedy ciągle jeszcze ciasto marchewkowe wydawało mi się trochę niemożliwe, więc sernik z marchewkową wkładką przyciągnął moją uwagę. Urocza dekoracja z marcepanowych marchewek skojarzyła mi się z Wielkanocą, i właśnie z tej okazji postanowiłam go upiec. Udało się, cóż... Nieco później, niż planowałam.
Z przepisu Ali wzięłam marchewkę (od siebie dodałam sok z pomarańczy, który pasuje tutaj wyśmienicie) i pomysł na dekorację. Do spodu dodałam orzechy - dzięki temu jest cudownie chrupiący. Masę serową zrobiłam po swojemu - z dodatkiem mascarpone, na serku kremowym. Wyszła idealnie gładka, kremowa i rozpływająca się na języku, o dość intensywnym waniliowym smaku. Lukier przygotowałam na mascarpone, też z dodatkiem soku z pomarańczy.
Całość wyszła zaskakująco pyszna. Może trochę dziwne połączenie sera z marchewką sprawdza się wybornie, wszystkie składniki łączą się w idealną całość.

Jeśli nie boicie się eksperymentów, spróbujcie zaserwować taki bliskim na Wielkanoc. Gwarantuję, że nikt nie pozostanie wobec niego obojętny!

Waniliowy sernik z marchewkową wkładką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 90 g ciastek digestive
  • 30 g orzechów włoskich
  • 40 g masła

marchewkowa wkładka:
  • 200 g marchewki
  • 50 g cukru
  • sok z 1 pomarańczy
  • 100 ml wody

masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 200 g serka mascarpone
  • 150 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżeczki ekstraltu z wanilii
  • 125 g cukru
  • 4 jajka

lukier:
  • 40 g serka mascarpone
  • 40 g cukru pudru
  • 2 łyżki soku z pomarańczy

dodatkowo:
  • 70 g marcepanu plastycznego

pomarańczowy i zielony barwnik spożywczy w paście
Marchewki obrać, zetrzeć na tarceo dużych oczkach. 
Z cukru, wody i soku pomarańczowego zagotować syrop. Gdy cukier całkowicie się rozpuści, dodać marchewkę. Gotować bez przykrycia, aż płyn odparuje. 
Przestudzić.

Ciasteczka pokruszyć, dodać grubo posiekane orzechy i stopione, przestudzone masło. Wymieszać.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Wsypać masę ciasteczkową, ugnieść na dnie dłonią lub spodem łyżki.

Podpiec w 180 st. C. przez 15 minut.
Przestudzić.

Serek kremowy i mascarpone, śmietanę, ekstrakt, cukier i jajka zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników.
Połowę masy serwoej wylać na spód, następnie po okręgu ułożyć marchewkę (tak, żeby środek został pusty). Na wierzch wylać pozostała masę, wyrównać wierzch.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 50-60 minut.
Wystudzić w zamkniętym piekarniku.

Całkowicie ostudzony sernik schłodzić w lodówce minimum 3-4 godziny przed podaniem.

Mascarpone, cukier puder i sok z pomarańczy utrzeć na gładki lukier, posmarować nim wierzch ciasta.

1/4 marcepanu zabarwić na zielono, resztę na pomarańczowo. Uformować marchewki, udekorować nimi ciasto.

Smacznego!


A już dzisiaj piekę kolejny sernik. Jutro mamy gości, z czego jeden nie raz wyraził uznanie dla moich serników właśnie. A że chłopaka lubię, to sprawię mu przyjemność. Wiecie - karma i te sprawy...

poniedziałek, 31 października 2016

Tort dla Jacka Skellingtona

Znacie może Jacka Skellingtona? Nie...? Najwyższy więc czas się zapoznać z tym szkieletowym młodzieńcem! Szczególnie, że już dziś mamy Halloween, więc okazja ku temu wyśmienita. 

Animacje Burtona uwielbiam. Są genialne, mroczne, a jednocześnie niesamowicie wzruszające. Wciągają bez reszty. Moją ukochaną, bez dwóch zdań, jest Miasteczko Halloween (którego oryginalny tytuł brzmi Nightmare before Christmas, i, moim zdaniem, zdecydowanie lepiej oddaje ducha filmu). 
Jack Skellington, Dyniowy Król, ma depresję. Nie che już straszyć, znudziły mu się halloweenowe zwyczaje i najzwyczajniej w świecie - pragnie odmiany. Gdy przypadkiem trafia do miasteczka Bożego Narodzenia, widzi Mikołaja, prezenty, choinki i ogólną radość, postanawia ten uroczy zwyczaj wprowadzić w swojej mrocznej krainie. Wszelkiej maści potwory i najróżniejsze strachy ochoczo zabierają się do dzieła, zupełnie jednak nie wyczuwają ducha Świąt. W prezentach doszukują się przerażających niespodzianek, choinkę chcą udekorować kośćmi, a świątecznym melodiom nadają pogrzebowych tonów. Jack wpada więc na szalony pomysł porwania Świętego Mikołaja i zastąpienia go przy rozdawaniu prezentów. 
Wszyscy wiedzą, że to nie może skończyć się dobrze...
Oczywiście, dla romantyków jest też wątek miłosny - pozszywana z rozdartych kawałków Sally podkochuje się w Jacku, nie śmie jednak wyznać mu swoich uczuć. Więziona przez szalonego naukowca, w końcu ucieka i...

Koniecznie musicie obejrzeć! Jeśli widzieliście, nic nie szkodzi - my co roku oglądamy Nightmare before Christmas, i za każdym razem bawimy się tak samo dobrze. Dajcie Jackowi szansę skradnięcia i Waszych serc.

W tym roku jakoś mi nie szło przygotowywanie halloweenowych słodkości. Zbyt dużo pracy, za mało czasu wolnego. Poza tym setki muffinek patrzących przekrwionymi oczami przygotowanych w pracy skutecznie zniechęcały mnie do dalszej produkcji w domu. Tortu jednak nie mogłam sobie odmówić - i oto jest. Na cześć mojego ukochanego halloweenowego bohatera.
Przepis na ciasto dyniowe znalazłam w magazynie Spis bedre, nr 10/2016, i użyłam go praktycznie bez żadnych modyfikacji. Zmniejszyłam tylko porcję ciasta o połowę, i zamiast w dużej blaszce, upiekłam w niewielkiej tortownicy. Krem natomiast przygotowałam z całości, redukując znacząco ilość cukru. Wystarczyło na przełożenie i obłożenie ciasta. Nawet orzechy upchnęłam - zamiast na wierzchu, dekoracyjnie, wcisnęłam je do środka. Cudownie chrupią!
Nie jest to klasyczny tort biszkoptowy; jest za to wilgotny i aromatyczny. No i prezentuje się znakomicie! Muszę przyznać, że dekoracja, choć prosta, udała mi się dokładnie tak, jak sobie wymyśliłam. 

Ukontentowana, już za chwilę wbiję w twarz Jacka nóż... 
Na szczęście i tak już nie żyje; and because I am dead, I can take off my head, jak sam śpiewa.

Tort dyniowy z Jackiem Skellingtonem


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 19 cm)
  • 200 g puree z dyni
  • 125 g miękkiego masła
  • 75 g cukru trzcinowego
  • 2 jajka
  • 75 g surowego marcepanu
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 150 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
krem:
  • 100 g miękkiego masła
  • 200 g serka kremowego
  • 75 g cukru pudru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 40 g orzechów włoskich
dodatkowo:
  • 300 g marcepanu plastycznego
  • czarny barwnik spożywczy w paście
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Dodać starty na dużych oczkach marcepan i skórkę z pomarańczy, połączyć.
Mąkę przesiać z proszkiem, wymieszać z przyprawami. Partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera, tylko do połączenia składników.

Formę wysmarować masłem. Wyłożyć do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 175 st. C. przez 35-40 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Masło utrzeć z cukrem pudrem i cukrem waniliowym na puszystą, jasną masę. Po łyżce dodawać serek, nie przerywając miksowania.
Orzechy posiekać.

Ciasto przeciąć w poziomie na pół. Na paterze ułożyć spód ciasta, posmarować połową kremu, przykryć drugim blatem. Wierzch i brzegi posmarować resztą kremu, zostawiając 1-2 łyżki. 
Pozostały krem przełożyć do woreczka cukierniczego, odciąć końcówkę, formując niewielki otwór. Wycisnąć na ciasto łuki ponad i pod oczami oraz usta. Schłodzić w lodówce przez 30 minut, aż krem nieco stwardnieje.

Marcepan rozwałkować na grubość 3-3,5 mm. Ułożyć na cieście, dociskając w okolicach oczu i ust, formując wgłębienia na nos. Barwnik rozrobić w odrobince wody, pomalować oczy, nos i usta.

Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Jeśli nie odpowiada Wam dekoracja w mrocznych klimatach, przygotujcie ciasto bez obkładania go marcepanem, a wierzch posypcie orzechami. Torcik bowiem jest tak pyszny, że aż żal go nie spróbować tej jesieni.

czwartek, 27 października 2016

Dyniowa babka na Halloween

Gdy wieczorem wychodzę na spacer z Ptysią, już od progu otula nas kłębiasta mgła. Po chwili okazuje się jednak, że to wcale nie mgła; a przynajmniej - niezupełnie. Chyba wszyscy w miasteczku, jakby się umówili, o tej samej porze rozpalają w kominkach. Z kominów unosi się szary dym, a razem z nim zapach palonego drewna. Ten dymny aromat przenika na wskroś; niepostrzeżenie zostaje na ubraniach, włosach, dłoniach. Nienasycona, zaraz po powrocie namawiam C., żeby i on napalił w kominku. Ciepły, pomarańczowy ogień to idealny sposób, żeby oswoić ciemności i zimno.

Przedwczoraj na wieczornym spacerze spotkałyśmy jeża. Przycupnął na chodniku przed bramą parku, rozglądając się ciekawie. Prychnął ostrzegawczo na Ptysię, gdy ta zbyt blisko podsunęła ciekawski nos. Zostawiłyśmy go jego jeżowym sprawom, nie zagłębiając się w otulony ciemnością, cichy park. O tej porze już tylko jeże tuptają po obsypanych liśćmi ścieżkach...

Zamyślone popołudnia i nostalgiczne wieczory pchają mnie do kuchni. Zapalam tylko lampki nad blatami; górne światło jest zbyt jaskrawe, nie pasuje do tych jesiennych chwil. Wyciągam miski i łyżki, natłuszczam formę i mieszam składniki. Wszystko spowite październikową ciszą. 
A gdy już z pieca zaczyna się dobywać słodki aromat, niecierpliwie zaglądam przez szybkę i staram się skrócić czas oczekiwania siłą pozytywnych myśli. Gdy w końcu na stole staje w pełnej krasie dyniowa babka, mam ochotę od razu ją rozkroić. Powstrzymuję się jednak; czekam aż ostygnie, żeby udekorować ją odpowiednio.

Już za chwilę Halloween, wyciągnęłam więc z szuflady barwniki czarny i pomarańczowy, i białe cukrowe kosteczki. Razem stworzyły nienachalną, a jednocześnie oczywistą dekorację. Czarno-pomarańczowy lukier subtelnie podkreślił kolory babki, a kosteczki nie pozostawiają złudzeń - kochamy świętować Halloween.

Babka jest cudownie wilgotna (dzięki dodatkowi dyni), smakuje czekoladowo i naprawdę ciężko jest się od niej oderwać. W dodatku długo zachowuje świeżość, więc nawet jeśli nie uda jej się zjeść od razu, spokojnie poczeka, aż apetyt znowu nadejdzie. Udekorować można ją klasycznym białym lukrem, jeśli ktoś nie ma ochoty emanować halloweenowymi elementami. W końcu i tak najważniejsze jest wnętrze...

Babka dyniowo-kakaowa z kosteczkami


Składniki:
(na formę do babki o pojemności 2 l)
  • 4 jajka
  • 200 g musu z dyni
  • 50 ml mleka
  • 155 ml oleju
  • 240 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 150 g cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego

dodatkowo:
  • 2 łyżki kakao
  • 3 łyżki mleka

lukier:
  • 150 g cukru pudru
  • wody
  • czarny i pomarańczowy barwnik spożywczy w żelu

dekoracja:
  • posypka cukrowa w kształcie białych kosteczek

Mąkę, proszek i sodę przesiać, wymieszać z cukrem i cukrem waniliowym.
Jajka roztrzepać, wymieszać z musem z dyni, mlekiem i olejem. Dodać mokre składniki do suchych, wymieszać tylko do połączenia. Podzielić ciasto na pół, do jednej części dodać przesiane kakao i mleko, dokładnie wymieszać.

Formę wysmarować masłem.
wykładać do formy na zmianę ciasto jasne i ciemne, żeby powstały paski.

Piec w 180 st. C. przez 40-50 minut, aż do suchego patyczka.
Przestudzić 15=20 minut w formie, następnie wyjąć na kratkę, obracając do góry spodem. Zostawić do całkowitego wystudzenia.

Cukier puder przesiać, wymieszać z wodą. Podzielić w proporcji 1/3 i 2/3. Większą część zabarwić na czarno, mniejszą - na pomarańczowo.
Polać babkę czarnym lukrem, pomarańczowym zrobić wzorki. Posypać cukrowymi kosteczkami.

Smacznego!


Kosteczki na zdjęciu złapały nieco kolor lukru; w zasadzie w niczym to nie przeszkadza, ale jeśli chcecie, by zostały białe, posypcie nimi babkę tuż przed podaniem.

wtorek, 8 grudnia 2015

Sernik pomarańczowo-dyniowy / Z dynią

Dzisiejszy dzień wolny okazał się być bardzo męczący. Wstałam wcześnie, znalazłam inspirację na ciasto, które mam zamiar jutro zabrać jako wkupne do kawy oraz na obiad, którego przygotowanie nie zajmie mi zbyt wiele czasu. Następnie sporządziłam listę zakupów, i wyruszyłam na poszukiwania wszystkich niezbędnych do szczęścia, ciasta i obiadu, składników. Następnie wyspacerowałam Ptysię, która nie miała nastroju na zbyt długie wojaże, co specjalnie mnie nie zmartwiło, bo zamglony świat nie wydawał się zbyt przytulny, w przeciwieństwie do domku, gdzie czekała ciepła herbatka i zapalona świeca adwentowa.

Zaczęłam od zbadania efektów mojego wczorajszego eksperymentu: zdecydowanie rozczarowujące. Cóż, tylko ten się nie myli, kto nic nie robi. Już mam pomysł, jak to naprawić, i jak będę miała znów dzień wolny, z pewnością spróbuję ponownie. W optymistycznym nastroju polukrowałam pierniczki upieczone wczoraj i zabrałam się za wałkowanie i wykrawanie kolejnej partii. Gdy wyciągnęłam nie wiem już którą blachę z piekarnika, zmiksowałam ciasto cynamonowe. Teraz się piecze, a ja mam chwilę wytchnienia... Niezbyt długą, bo muszę upiec jeszcze wielką blachę drømmekage i przygotować obiad na czas (który nie mam pojęcia, kiedy nadejdzie, bo C. na moje pytanie o godzinę powrotu do domu odparł enigmatycznie: nie wiem). 

W każdym razie starczy mi czasu, żeby opowiedzieć Wam o kolejnym serniku. Ten nie krzyczy Boże Narodzenie, ale za sprawą intensywnego, pomarańczowego zapachu i koloru z pewnością pięknie by się na wigilijnym stole prezentował. Do jego przygotowania użyłam puree z dyni hokkaido, które ma bardzo żywy kolor. Do masy serowej dodałam sok i skórkę z pomarańczy, spód przygotowałam z domowej, dyniowo-pomarańczowej granoli, a wierzch udekorowałam zawijasami z dżemu z czerwonych pomarańczy. Wyszło bardzo aromatycznie, a barwa kusi ogromnie. Sernik wyszedł kremowy, dość ciężki i sycący; niestety: spód, na początku chrupiący, z czasem łapie wilgoć i mięknie. Sernik jednak nie traci na smaku: nadal ma się ochotę na więcej.

To jak, skusicie się...?

Sernik dyniowo-pomarańczowy na spodzie z granoli


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 175 g granoli dyniowo-pomarańczowej
  • 30 g masła
masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 2 jajka
  • 250 g puree z dyni
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
  • 65 g cukru
  • 150 ml śmietany kremówki (38%)
dodatkowo:
Masło rozpuścić i przestudzić. Wymieszać z granolą, ugnieść na dnie tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia.
Schłodzić w lodówce na czas przygotowania masy serowej.

Serek, jajka, mus z dyni, sok i skórkę z pomarańczy, cukier i kremówkę krótko zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników. Przelać na schłodzony spód. Na wierzchu ułożyć kleksy z dżemu, wykałaczką zrobić esy-floresy.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 60 minut.
Wystudzić w piekarniku, a następnie schłodzić przez noc w lodówce.

Smacznego!

Przepis bierze udział w konkursie, gdzie do wygrania jest książka Doroty Świątkowskiej Moje wypieki. Wielki powrót.

Moje wypieki. Wielki powrót

sobota, 28 listopada 2015

Ciasto z dynią i świeżą żurawiną / Z dynią

Dynia to dla mnie pękata królowa jesieni, a świeża żurawina - nieomylny znak zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Tę pierwszą uwielbiam za neutralny, delikatny smak, który pasuje niemal do wszystkiego; cudowne kolory - od bladożółtego, przez krem i aż po intensywny pomarańcz, i za możliwość wycinania z niej lampionów na Halloween. Żurawina z kolei zdobyła moje podniebienie swym lekko cierpkim smakiem, a w oko wpadła dzięki wyjątkowej barwie. Nie potrafię się oprzeć ani jednej, ani drugiej.

W końcu uderzyło mnie, że będą dla siebie doskonałym towarzystwem. Dorzuciłam jeszcze białej czekolady dla zrównoważenia smaku żurawin, i muszę przyznać, że wyszło mi coś niesamowicie pysznego. Cudownie wilgotne, o pięknym kolorze ciasto, naszpikowane kwaśnymi żurawinami i słodkimi kawałkami białej czekolady. Całość pod polewą z tej ostatniej, żeby wyglądało już troszkę świątecznie... Dodałam też odrobinę tonki - pięknie pachnie i nadaje ciastu zupełnie wyjątkowego, subtelnego aromatu. Jeśli jej nie macie, łyżeczka ekstraktu z wanilii będzie w sam raz.

Ciasto dyniowe z białą czekoladą i żurawiną


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)
  • 200 g musu z dyni
  • 115 ml oleju
  • 3 jajka
  • 1 starte ziarno tonki
  • 180 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 100 g cukru
  • 100 g białej czekolady
  • 150 g świeżej żurawiny
polewa:
  • 100 g białej czekolady
  • 50 ml śmietany kremówki (38%)
Jajka roztrzepać, dodać mus z dyni oraz olej. 
Do drugiej miski przesiać mąkę, dodać proszek, sodę i cukier.
Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać łyżką tylko do ich połączenia. Dodać żurawinę i posiekaną czekoladę, połączyć.

Masę przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 40-50 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Kremówkę zagotować. Zalać nią posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia.
Polewą polać ostudzone ciasto, odstawić do jej całkowitego zastygnięcia.

Smacznego!

Dziś znów na szybko; sama bowiem nie wiem już, w co ręce wkładać... Gorący, przedświąteczny okres powoli się rozkręca, a ja mam oczywiście mnóstwo innych rzeczy na głowie. 
Ale czego się nie robi, żeby spełnić marzenia... Szczególnie, gdy świąteczne piosenki właśnie do tego zachęcają.

Przepis dodaję do konkursu, w którym można wygrać książkę Moje wypieki. Wielki powrót Doroty Świątkowskiej.

Moje wypieki. Wielki powrót

czwartek, 26 listopada 2015

Wyjątkowe ciasto marchewkowe. Ze śliwkami

Po śniegu nie zostało ani śladu. Słupek rtęci znów radośnie podskoczył powyżej zera, i to o całe osiem kresek. Jeśli spojrzeć w błękitne, bezchmurne niebo, można się pomylić i sięgnąć po letnią sukienkę. Wystarczy jednak tylko spuścić wzrok nieco niżej; na ogołocone z liści korony drzew, na chodniki ciągle zasłane grubą warstwą podmokłych liści, na ludzi w zimowych płaszczach (choć rozpiętych); od razu wracamy do listopadowej rzeczywistości.

Dzisiaj jeszcze na moment porzucę mój niemal świąteczny nastrój, żeby pokazać Wam ciasto, które przygotowałam już jakiś czas temu. Zapragnęłam ciasta marchewkowego; wiadomo, to najlepsze, co nas może spotkać w pochmurny, jesienny dzień. Zaostrzyłam je imbirem, nadałam czaru kruszonką, ale ciągle czegoś mi brakowało... Sięgnęłam więc po sezonowe, intensywnie fioletowe śliwki. I to był, moi drodzy, strzał w dziesiątkę! Ciasto jest cudownie wilgotne, ale nie mokre, ze słodkimi, rozpływającymi się w ustach, pieczonymi śliwkami i chrupiącą kruszonką. Imbir nadaje całości charakteru. W dodatku ciasto przygotuje się bajecznie prosto: wystarczy zagnieść kruszonkę, wymieszać składniki suche z mokrymi, poukładać na cieście owoce, posypać kruszonką i upiec. Każdy da sobie radę.

Gwarantuję, nikt nie poprzestanie na jednym kawałku!

Ciasto marchewkowo-imbirowe ze śliwkami i kruszonką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 90 g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 150 ml mleka
  • 75 ml oleju
  • 150 g marchewki
  • 3-cm kawałek świeżego imbiru
dodatkowo:
  • 350 g śliwek
kruszonka:
  • 55 g mąki pszennej
  • 30 g cukru
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 35 g zimnego masła
Mąkę, cukier i imbir na kruszonkę wymieszać. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami, aż powstanie kruszonka.
Odstawić.

Marchewkę zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Odcisnąć.
Śliwki przekroić na połowy, usunąć pestki.

Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem i proszkiem do pieczenia.
Jajka roztrzepać, dodać olej i mleko, wymieszać. Imbir zetrzeć, dodać do masy jajecznej, wymieszać. Dodać marchewkę, połączyć.
Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać tylko do połączenia.

Masę przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu ułożyć śliwki, rozcięciem do góry. Posypać ciasto kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez około 60 minut.
Wystudzić.

Smacznego!

Dziś króciutko, bo choć mam dzień wolny, to całe mnóstwo zadań na mnie czeka. Trzeba upiec kolejne ciasteczka i zacząć myśleć o przedświątecznych porządkach. A muszę szczerze przyznać, że akurat na te najmniejszej nawet ochoty w tym roku nie mam...

czwartek, 29 października 2015

Brownie z dynią. I sernikiem

Denerwowanie się wszystkim i zawsze mam w genach (nie powiem po kim, bo Mamunia się jeszcze obrazi). Obojętnie, czy nadchodzące wydarzenie jest związane z, choćby i wyimaginowanym, niebezpieczeństwem (egzamin), czy też nie można na nie patrzeć inaczej niż pozytywnie (otrzymanie nagrody), zawsze mocno to przeżywam. Staram się nad tym panować, ćwiczę głębokie wdechy, staram się zająć czym innym - a i tak w brzuchu mi jeździ. Po tysiąckroć wyobrażam sobie, jak to będzie, co zrobię ja, jak zachowają się inni; nie potrafię przestać o tym myśleć. Jeśli nie jesteście tego typu ludźmi, szczerze Wam zazdroszczę. Z pewnością nie macie jeszcze siwych włosów...

W każdym razie, aktualnie jestem w stanie nerwicy permanentnej. Długo wyczekiwane i wyidealizowane do granic możliwości praktyki spędzają mi sen z powiek. Zastanawiam się, czy dam sobie radę, i czy już po kilku godzinach nie wyrzucą mnie za drzwi. Uch... Nie jest lekko, naprawdę.
W tym miejscu chciałabym też podziękować za wszystkie przejawy wsparcia - dobre słowa wiele dla mnie znaczą. Choć nadal stresuję się niesamowicie, dobrze jest wiedzieć, że są ludzie, którzy wierzą we mnie bardziej niż ja sama.

Jak ogólnie wiadomo, na wszelkie stany lękowe, znerwicowanie czy depresję, najlepsza jest czekolada. Duuużo czekolady... Najlepiej w formie kremowego, rozpływającego się w ustach brownie...
Właśnie takie cudo mam dla Was dzisiaj (dla siebie zresztą też, a co! Należy mi się). Przepis znalazłam u Averie zupełnie przypadkiem, i od razu zakochałam się w niezwykle apetycznych zdjęciach. Nie czekałam długo z jego przygotowaniem - w końcu sezon i na dynie, i na czekoladę w pełni.
Dyniowo-korzenny sernik zamknięty między warstwami mięciutkiego, kleistego ciasta, a całość przykryta grubą warstwą rozpływającej się na języku polewy czekoladowej. Czy muszę pisać coś więcej...? Ślinka cieknie na samo wyobrażenie.

Nie czekajcie więc na smutniejsze czy bardziej deszczowe chwile, sprawcie sobie przyjemność już teraz!

Warstwowe dyniowe sernikobrownie

Składniki:
(na formę 20x20 cm)

brownie:
  • 115 g masła
  • 165 g ciemnej czekolady (70%)
  • 2 jajka
  • 125 g cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżka mocnej, ostudzonej kawy
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej (proszek)
  • 120 g mąki pszennej
masa serowa:
  • 1 jajko
  • 400 g serka kremowego
  • 200 g puree z dyni
  • 60 g cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 1/4 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 30 g mąki pszennej
polewa:
  • 200 g ciemnej czekolady (70%)
  • 65 ml śmietany kremówki (38%)
Czekoladę posiekać, umieścić z masłem w garnuszku. Podgrzewać aż do całkowitego rozpuszczenia składników, przestudzić.
Jajka, cukier, ekstrakt z wanilii i oba rodzaje kawy dokładnie wymieszać. Wlać masę czekoladową, połączyć. Na końcu dodać przesianą mąkę, wymieszać.

Połowę masy czekoladowej przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównać.

Piec w 175 st. C. przez 15-20 minut, aż wierzch będzie ścięty.

W tym czasie przygotować masę serową. Serek, jajko, puree z dyni, cukier, ekstrakt, przyprawy i mąkę dokładnie wymieszać, tylko do połączenia składników.
Wyłożyć równomiernie masę serową na podpieczony spód, na wierzch pozostałe ciasto czekoladowe.

Piec w 175 st. C. przez 20-25 minut, aż wierzch będzie ścięty.
Ostudzić.

Czekoladę na polewę posiekać. Kremówkę zagotować, dodać czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Lekko ciepłą polewę wyłożyć na ciasto, wyrównać.
Zostawić do zastygnięcia.

Przechowywać w lodówce.

Smacznego!


A jeśli macie ochotę na zupełnie inny sernik lub może typowo duński kisiel, koniecznie zajrzyjcie do Ani, gdzie wczoraj gościłam ze słodkimi przepisami.

Recepturę na sernikobrownie z dynią dodaję oczywiście do festiwalu Bei.

wtorek, 27 października 2015

American pie w wersji dyniowej

Ostatnio zakręcona jestem jak przysłowiowy już chyba słoik ogórków na zimę, tudzież rondo w szczycie (zależnie od regionu). Okazuje się bowiem, że żeby coś dostać, trzeba się nabiegać. A żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik, potrzebny jest cały stos dokumentów, podpisanych przez wiele różnych osób, urzędujących na kilku różnych końcach miasta (bo miasto nie kij, końców ma zdecydowanie więcej). W końcu jednak się udało, i z dumą mogę powiedzieć, że już w czwartek, o godzinie siódmej rano, rozpoczynam miesięczne praktyki w cukierni. Jeśli okres próbny zakończy się sukcesem, być może uda się osiągnąć coś więcej (odpukać!). Póki co jednak jestem zachwycona tą możliwością i biorę, co dają. Mam nadzieję, że dam sobie radę. Bardzo się denerwuję, choć już miałam krótkie praktyki w piekarni. Ta bowiem jest dużo większa i na nieco wyższym poziomie. Czuję motylki w brzuchu; jestem jednocześnie bardzo podekscytowana i lekko przerażona... Taka mieszanka uczuć, nad którą ciężko jest zapanować. Dlatego bardzo Was proszę - trzymajcie kciuki!
Oby się udało.

Tymczasem jednak wróćmy do teraźniejszości, a ta pomalowana jest jesiennym złotem, kasztanowym brązem i głębokimi odcieniami czerwieni. Na ich tle dumnie pręży swe kuliste jestestwo ogniście pomarańczowa dynia. Moje zapasy mocno się skurczyły - koniecznie muszę je uzupełnić, póki sezon trwa! Dynie bowiem znakomicie się przechowują, i można po nie sięgać nawet w środku zimy. Mniam!

Tematem dzisiejszego pieczenia był klasyczny pumpkin pie. Jest to typowo amerykańskie ciasto, taka niby tarta, ale pieczona w nieco głębszym naczyniu, przez co cudownie kremowego nadzienia jest zdecydowanie więcej. Do tej pory ten wypiek jakoś mi umykał, z radością więc zabrałam się za szukanie przepisu idealnego. W końcu zdecydowałam się sięgnąć po ten ze strony Food network na wersję czekoladową (jakoś nie potrafię trzymać się klasyki...). Po przeczytaniu komentarzy, użyłam większej formy, niż zalecano w oryginale. I choć inni użytkownicy wspominali, że ciasto wyszło za mało słodkie, ja jeszcze zredukowałam ilość cukru. Moim zdaniem wyszło idealnie - słodko, ale nie mdląco. Spód jest idealnie kruchy, ciasto cudownie się listkuje i jest naprawdę pyszne. Nadzienie jest gęste, kremowe i sycące, smakuje czekoladą, korzennymi przyprawami i odrobinę dynią. Wierzch udekorowałam ubitą kremówką; większa ilość czekolady wydawała mi się zupełnie zbędna. 
Moim zdaniem - coś pysznego. C. też był zachwycony. Ale lojalnie uprzedzam - to naprawdę duża porcja. Nawet największy łasuch nie zje więcej niż mały kawałek na raz, ciasto bowiem syci niesamowicie. Dlatego należy jeść powoli, rozkoszować się każdym kęsem... Mówię Wam, niebo w buzi.

Zajrzyjcie też do Marty, która również dzisiaj dyniowy paj piekła.

Czekoladowo-dyniowy paj


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)

ciasto kruche:
  • 230 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 115 g zimnego masła
  • 2-3 łyżki zimnej wody
nadzienie:
  • 125 g ciemnej czekolady (85%)
  • 125 g mlecznej czekolady
  • 60 g masła
  • 400 g puree z dyni
  • 335 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 3 jajka
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 3/4 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 3/4 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/8 łyżeczki mielonych goździków
dodatkowo:
  • 125 ml śmietany kremówki (38%)
Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem i solą. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Powoli dolewać wodę; tylko tyle, żeby ciasto dało się zagnieść.
Uformować z ciasta kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.

Po tym czasie 2/3 ciasta rozwałkować na okrąg o średnicy 26 cm, wyłożyć nim spód formy. Pozostałe ciasto rozwałkować na pasek szerokości 4 cm, uformować z niego rant.
Ciasto nakłuć wielokrotnie widelcem, przykryć papierem do pieczenia i wysypać fasolą lub kamykami do pieczenia.

Piec w 200 st. C. przez 15 minut.
Po tym czasie usunąć obciążenie i papier.

Piec w 200 st. C. jeszcze 10 minut.
Przestudzić.

Czekoladę posiekać, razem z masłem umieścić w garnuszku. Rozpuścić, przestudzić.

Puree z dyni, mleko skondensowane, jajka, mąkę, ekstrakt i przyprawy wymieszać na gładką masę. Dodać rozpuszczoną czekoladę, połączyć.
Masę wylać na podpieczony spód.

Piec w 160 st. C. przez 35-45 minut, aż masa z wierzchu będzie ścięta, ale przy poruszeniu blachą jeszcze lekko galaretowata w środku.
Wystudzić.

Kremówkę ubić na sztywno, udekorować ciasto.
Przechowywać w lodówce, ale podawać w temperaturze pokojowej.

Smacznego!

A już jutro koniecznie zajrzyjcie do Ani, bo goszczę u niej z moją paplaniną i pysznymi słodkościami.

Przepis na dyniowy paj dodaję do akcji Bei.

sobota, 24 października 2015

Proste ciasto z dynią i gruszką

Wczoraj po południu przypomniano mi, że nazajutrz o godzinie dziesiątej mam się stawić na spotkanie. Pierwszym punktem programu miało być wspólne zjedzone drugie śniadanie, co zawsze jest zachęcające i wprawia uczestników w dobry nastrój. Szczególnie, jeśli po domowych bułeczkach jest możliwość zjedzenia domowego ciasta, popijanego pyszną, mocną kawą (Duńczycy innej nie pijają). Hmm... Trzeba było coś upiec, i to szybko!

U Bereniki znalazłam pomysł na ciasto dyniowe. Świetnie się to zgrało z faktem, że akurat wyjęłam z piekarnika kolejną porcję dyni przeznaczoną na puree. Pozostałe składniki miałam w domu, szybko więc zabrałam się za pieczenie. Okazało się jednak, że nie wszystko pójdzie gładko... Formo, gdzie jesteś...? Wołałam w przypływie rozpaczy, nie mogąc znaleźć jej w żadnej z szaf. W końcu przypomniałam sobie, że obie pasujące do przepisu, mają moje koleżanki. Trzeba więc było improwizować... Sięgnęłam po keksówkę, i naprawdę - nie był to zły pomysł. Takie ciasto można później pokroić w zgrabne plastry, i je się je naprawdę wygodnie.
Oczywiście, musiałam dodać coś od siebie. Przyprawę do piernika, której jeszcze nie przygotowałam w tym roku, zamieniłam na moje ulubione korzenne aromaty. A na wierzch wyłożyłam plastry gruszki - bardzo lubię ciasta z owocami, a wszyscy wiedzą, że dynia i gruszka to para wręcz wyborna.

Ciasto mnie nie zawiodło - wyszło mięciutkie, wilgotne, obłędnie pachnące. Wszystkim bardzo smakowało, i spotkanie w sobotę przestało doskwierać nawet najbardziej marudnym.

Berenika wspomniała, że przy tym cieście należy użyć luźniejszego puree. Tak też zrobiłam, i musiałam dodać nieco więcej mąki, gdyż ciasto wyszło za rzadkie. Ilości składników należy więc potraktować nieco orientacyjnie, wszystko zależy od dyni. Jednak jeśli masa będzie za rzadka, wystarczy dodać mąki; gdy wyjdzie za gęsta - dolać mleka. Nie ma więc powodów do niepokoju, a ciasto robi się łatwo i przyjemnie.
Upieczcie, póki sezon na dynię trwa!

Korzenne ciasto dyniowe z gruszką


Składniki:
(na keksówkę o wymiarach 11x29 cm)
  • 200 g puree z dyni
  • 130 g cukru trzcinowego
  • 120 ml oleju
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 180 g mąki orkiszowej
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 gruszka
dodatkowo:
  • 1 łyżka cukru pudru
Gruszkę obrać, wykroić gniazdo nasienne i pokroić w niezbyt cienkie plastry.

Mąkę przesiać, wymieszać z przyprawami, proszkiem do pieczenia i sodą.
Jajka roztrzepać, wymieszać z puree dyniowym, cukrem, olejem i ekstraktem z wanilii.
Mokre skłądniki wlać do suchych, wymieszać łyżką tylko do połączenia składników. Przelać ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu poukładać kawałki gruszek.

Piec w 180 st. C. przez 60 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

Przepis dorzucam oczywiście do dyniowej akcji Bei.


PS Pamiętajcie o zmianie czasu!

poniedziałek, 30 marca 2015

Babka z batatami

Tak, tak, wiem. Te moje babki powoli Wam już wychodzą uszami - ale nic na to nie poradzę! Uwielbiam je piec, szczególnie odkąd dorobiłam się silikonowej formy z kominem. Niby taka klasyczna, zwykła, a mi się ciasta z niej wychodzące podobają szalenie. Poza tym znikają błyskawicznie - oboje z C. je uwielbiamy, łatwo też można je ze sobą zabrać. Dzieci koleżanki się nimi zajadają z wielkim zapałem - są zdecydowanie łatwiejsze w konsumpcji niż ciasta z kremem, gdzie potrzeba łyżeczek. Tu wystarczą małe łapki, i kawałeczki babki znikają jeden po drugim w uradowanych pyszczkach. Już mam zamówienie na kolejną - jeszcze przed Świętami C. chciałby poczęstować ciastem nowych kolegów z pracy...

Dzisiaj mam dla Was bardzo ciekawy, oryginalny przepis. Rok temu furorę zrobiła u nas babka marchewkowa; w tym kuszą mnie bataty, więc postanowiłam sprawdzić, jak sprawdzą się w słodkim cieście. Ich smak wzbogaciłam nugatem, który cierpliwie czekał na wykorzystanie. Wierzch oblałam polewą kakaową - nie popełnijcie mojego błędu, dajcie cukrowi się dobrze rozpuścić! Kiedy robiłam moją, było już późno, ja byłam zmęczona, i starałam się wszystko przyspieszyć. Przez to polewa nie jest idealnie gładka i błyszcząca, choć nadal pyszna. Wierzch posypałam krokantem, którego kawałeczki przyjemnie chrupią. 
Babka wyszła odpowiednio wilgotna, słodka i lekko orzechowa. Wyjątkowo pyszna. Może skusicie się na taką...?

Propozycje na wielkanocne babki znajdziecie również u Lejdi i Mirabelki. Koniecznie do nich zajrzyjcie!

Babka orzechowa z batatami

Składniki:
(na formę do babki o pojemności 2,5 l z kominkiem)
  • 250 g batatów
  • 250 g miękkiego masła
  • 100 g nugatu
  • 100 g cukru
  • 4 jajka
  • 175 g mąki pszennej
  • 75 g mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 50 g mielonych orzechów laskowych
  • 1 łyżka rumu

polewa:
  • 125 g masła
  • 85 g cukru pudru
  • 25 g kakao
  • 1 listek żelatyny

dodatkowo:
  • 15 g krokantu orzechowego

Bataty obrać, zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, odcisnąć.
Mąki przesiać, wymieszać z proszkiem i orzechami.
Masło utrzeć z cukrem i nugatem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Partiami wsypywać mąkę, miksując na najniższych obrotach miksera. Dodać rum i bataty, połączyć.

Masę przełożyć do formy wysmarowanej masłem i wyspanej mąką.

Piec w 180 st. C. przez 60-70 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić w formie, następnie przełożyć na talerz.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Masło rozpuścić z cukrem pudrem i kakao. Gdy masa będzie zupełnie gładka, zdjąć garnuszek z palnika, dodać żelatynę i dokładnie wymieszać. Ostudzić.

Lekko ciepłą polewą polać zupełnie ostudzoną babkę. Posypać krokantem, odstawić do zastygnięcia.

Smacznego!

W niedzielę jedziemy do siostry C. na wielkanocne śniadanie. Mam przygotować coś słodkiego, co wpisze się dobrze w duński posiłek. Mam pewien plan... Bardzo ambitny i czasochłonny (jak na mnie); jeśli się uda, opowiem Wam o nim już niedługo.

Babki Wielkanocne 2015

Przepis również bierze udział w Wielkanocnej akcji Mirabelki.

wtorek, 11 listopada 2014

Ciasto marchewkowe dla gości

Strasznie jestem ostatnio zajęta. Ciągle gdzieś biegam, jeszcze więcej dzwonię... Aż samej mi ciężko to wszystko ogarnąć. C. jest nieocenioną pomocą, kiedy mam ochotę rzucić telefonem i więcej go nie podnosić, i to chyba tylko dzięki niemu jeszcze nie zwariowałam i nie porzuciłam wszystkich planów. Wszystko dlatego, że mój duński niesamowicie kuleje przy rozmowach telefonicznych. Na żywo jest zupełnie inaczej. Wiele można wywnioskować z mowy ciała; czego nie zrozumiem, to sobie dowymyślę. Przez telefon ludzi mówią zazwyczaj szybciej, i to, że nie mogę rozmówcy patrzeć w twarz (lub, powiedzmy sobie szczerze, po prostu na usta) sprawia, że czasem ciężko mi zrozumieć, o co chodzi. I tym sposobem na pytanie o pierwszy etap edukacji dostałam numer telefonu do sklepu, w którym ewentualnie mogłabym zapytać o praktyki... Koszmar.
Mam nadzieję, że szkoła sama w sobie będzie mniej skomplikowana niż to, co próbuję osiągnąć w tej chwili...

Na wczoraj miałam ambitny plan spędzenia czasu przed komputerem, nadrobienia pewnych zaległości, a później spokojnego, długiego czytania... Oczywiście, nic z tego nie wyszło, bo przedpołudnie spędziłam ze słuchawką przy uchu, a popołudnie z dziećmi koleżanki (mała Natalka w końcu sama do mnie przychodzi z wyciągniętymi rączkami, jupi!). Do domu wróciłam o dziewiątej, trzeba było wyprowadzić psa, pozmywać, wykąpać się... O zaplanowanym odkurzaniu nie mogło być mowy. Tym sposobem przed jedenastą w końcu padłam na kanapę, z książką w dłoni; niestety, dość szybko odpłynęłam... Na szczęście obiad przygotowałam dzień wcześniej, i kiedy C. wrócił w nocy do domu, czekała na niego gorąca zupa.

Dziś od rana znów telefony, spotkanie, umawianie kolejnych... Mam jednak nadzieję, że już niedługo wszystko będzie jasne i dopięte na ostatni guzik, i do stycznia pozostanie mi tylko doskonalenie duńskiego akcentu...

Dzisiaj mam dla Was ciasto idealne na takie chwile. Zainspirowały mnie muffiny, które przygotowałam jakiś czas temu. Postanowiłam na ich bazie upiec całe, duże ciasto - i muszę powiedzieć, że był to bardzo dobry pomysł. Nieco oczywiście zmieniłam: zamiast tartej dyni - marchewka. Nie było w domu żadnych świeżych owoców, dałam więc suszone morele. Otarta skórka z cytryny nadaje ciastu lekkości i świeżości, maślanka cudownej wilgoci, a chrupiąca, cynamonowa kruszonka wieńczy dzieło. Ciasto jest proste, szybkie - nie trzeba tu nawet miksera, wszystko mieszamy łyżką, jak przy muffinach. Wychodzi lekkie, wilgotne, odpowiednio słodkie. Idealne dla niespodziewanych gości - wystarczy wszystko wymieszać, przelać do formy i włożyć do piekarnika. W tym czasie można ogarnąć mieszkanie i/lub siebie, i od progu witać znajomych cudownym zapachem domowego ciasta...
Łatwo uchodzić za idealną panią domu, czyż nie...?

Ciasto marchewkowe na maślance z cynamonową kruszonką

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)
  • 250 g mąki pszennej
  • 85 g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 250 ml maślanki
  • 75 ml oleju
  • 200 g marchewki
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 125 g suszonych moreli

kruszonka:
  • 50 g mąki pszennej
  • 30 g cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 35 g zimnego masła

Najpierw zrobić kruszonkę.
Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem i cynamonem. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć w palcach. Odstawić.

Marchewkę zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, morele pokroić w kosteczkę.
Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem i proszkiem.
Jajka rotrzepać, wymieszać z maślanką i olejem. Dodać startą marchewkę i skórkę z cytryny, wymieszać.
Mokre składniki wlać do suchych, wymieszać tylko do połączenia składników. Dodać morele, wymieszać.

Masę przelać do formy wysmarowanej masłem.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić w formie.

Smacznego!

Ciasto bierze udział w konkursie na blogu Moje wypieki w kategorii dla gości, gdzie do wygrania są książki autorki bloga.

Moje wypieki i desery na każdą okazję