Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta drożdżowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 grudnia 2017

Brioszka nie do końca świąteczna

Powiem Wam szczerze - odmłodniałam.
I to nie tylko dlatego, że absolutnie każdemu ciężko uwierzyć w to, ile naprawdę mam lat (nie, żebym była jakoś specjalnie wiekowa, ale czasy nastoletnie mam już dość dawno za sobą), ale głównie z powodu obcowania z ludźmi w większości niemal dekadę młodszymi ode mnie. Dzieciakami, które nie mają w życiu poważniejszych zmartwień niż złamany paznokieć, i potrafią z niczego śmiać się do rozpuku. Wczoraj na przykład spędziłyśmy niezwykle produktywne trzy godziny na grze w bilard, gdzie najczęściej w łuzach lądowała bila biała... A ile było przy tym śmiechu! 
W międzyczasie, razem z współlokatorką, udekorowałyśmy naszą sypialnię świątecznymi krasnalami, lampkami i świeczką (jedną), a na drzwiach powiesiłyśmy wieniec. Nagle zrobiło się niesamowicie przytulnie, a ja poczułam pierwsze grudniowe tchnienie na karku, tuż pod linią włosów. I żałuję tylko jednego - że nie mogę zamknąć się w kuchni i upiec pierniczków... Bo mam na to ogromną ochotę!

Zamiast jakichś świątecznych smakołyków, mam dla Was przepis na brioszkę z wodą pomarańczową. Przepis znalazłam w duńskim magazynie Bage og sylte, nr 5/2017, i od razu bardzo mi się spodobał z uwagi na sposób zwijania bułeczek. Jest nieco bardziej pracochłonny niż przygotowanie klasycznych kuleczek, ale za to efekt jest naprawdę widowiskowy. Dodatek wody pomarańczowej na samym początku nieco mnie zaniepokoił; C. zdecydowanie nie lubi takich wynalazków i bałam się, że tylko powącha i zacznie kręcić nosem. Ku mojemu zaskoczeniu, jadł, aż mu się uszy trzęsły. Zjedliśmy ponad połowę po prostu posmarowane masłem, jeszcze ciepłe. Mmm... Coś wspaniałego! Ciasto drożdżowe jest mięciutkie, puszyste i delikatne, a smak wody pomarańczowej subtelny i nienachalny.  Do tego niezwykła słodycz miodu, która w tym wypadku jest niemal uzależniająca. Nie można się im oprzeć, szczególnie zaraz po wyjęciu z piekarnika, gdy cały dom wypełniony jest niezwykłym aromatem...

Miodowa brioszka z wodą z kwiatów pomarańczy


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)
  • 80 g masła
  • 20 g świeżych drożdży
  • 500 g mąki pszennej
  • 60 g ciemnego cukru muscovado
  • 1 jajko
  • 40 g miodu
  • 50 ml wody z kwiatów pomarańczy
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 150 ml letniego mleka

dodatkowo:
  • 80 g miodu
  • 30 ml wody z kwiatów pomarańczy

Masło z miodem rozpuścić, przestudzić.
Mąkę przesiać do dużej miski, dodać pokruszone drożdże, cukier, jajko, wodę pomarańczową, sól i mleko. Wymieszać. Wlać masło z miodem, zagnieść gładkie, lekko lepkie ciasto.
Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą, wstawić na noc do lodówki.

Rano ciasto wyjąć, zostawić na blacie, aż ogrzeje się do temperatury pokojowej (około 60 minut). 
Ciasto podzielić na pół, cienko rozwałkować i wyciąć szklanką o średnicy 8 cm 48 kół. Układać po 4 koła tak, żeby lekko na siebie nachodziły,zwijać je w ruloniki. Następnie każdy z ruloników przeciąć na pół, formując różyczki.
Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia, boki posmarować masłem. Układać Różyczki z ciasta po okręgu, zostawiając nieco miejsca pomiędzy.
Odtawić na 45-60 minut do napuszenia.

Piec w 175 st. C. przez 25-30 minut.

Pozostały miód podgrzać razem z wodą pomarańczową, Posmarować syropem jeszcze ciepłe ciasto.
Podawać letnie.

Smacznego!

Tymczasem w szkole, na początku grudnia (tak tylko przypominam, jakby ktoś dawno do kalendarza nie zaglądał), od wielkanocnych jajek płynnie przeszliśmy do lodów... 
Jest pysznie!

sobota, 18 listopada 2017

Drożdżowa gwiazda. Nie tylko na Święta

W pracy, poza tym, że ciągle się stresujemy, że nie zdążymy ze wszystkim na czas, panuje niesamowicie przyjemna atmosfera. Dużo się śmiejemy i wygłupiamy, droczymy ze sobą, czasem nawet posuwając do złośliwości - ale takich wiecie, z sercem. Bo tak naprawdę pokpiwać można tylko z ludzi, których się lubi. I to z wzajemnością. Jeśli między dwojgiem ludzi jest przepaść, albo choćby dystans, nie można pozwolić sobie na zbyt wiele. Druga strona zaraz będzie doszukiwała się podtekstów, szukała przyczyny, aż wreszcie próbowała zrewanżować się, czasem w niezbyt przyjemny sposób. Jeśli jednak przebywa się z kimś niemal codziennie, po kilka czy kilkanaście godzin, nawiązuję się więź. Nie jest to przyjaźń, ale mimo wszystko to coś bardzo ważnego. Wywołujące uczucie ciepła w okolicy serca.
W mojej pracy udało się zbudować właśnie coś takiego. Czasem bezlitośnie z siebie nawzajem kpimy i wypominamy wpadki; jednak nikt się nie obraża. Jednocześnie bowiem doceniamy siebie nawzajem i - wbrew pozorom - szanujemy.
Ja naprawdę lubię chodzić do pracy, i jeśli kiedyś ją zmienię, z pewnością będę tęsknić za kolegami.

W poniedziałek, przed wyjściem z pracy, Lisbeth pokazała mi gazetę, którą kupiła. Był tam przepis, który wyjątkowo przypadł jej do gustu - drożdżowa gwiazda z nadzieniem żurawinowym. Mmm, pomyślałam, to coś zdecydowanie dla mnie.
Później, gdy poszłam się przebrać, w szafce znalazłam ksero rzeczonego przepisu. Na wyjątkowo grzeczne podziękowanie Lisbeth splotła palce i stwierdziła, że może jak będę jutro cały dzień w domu, i będzie mi się nudzić, to bym taką upiekła... Tylko nie z żurawiną, bo jest kwaśna i w ogóle ble.

Postawiona pod ścianą, z samego rana wyjęłam z lodówki drożdże i masło, po czym zabrałam się do działań.
Ciasto, wbrew pozorom, wcale nie jest trudne do przygotowania, a wygląda niesamowicie efektownie. Zamiast nadzienia z żurawiny przygotowałam krem cynamonowo-kakaowy - remonce - którego używamy w pracy do wypełniania ciasta duńskiego. Pasuje tutaj wyśmienicie, choć kiedy nadarzy się okazja, mam zamiar wypróbować oryginalny pomysł - za żurawiną bowiem przepadam, i wydaje mi się, że z takim kremem będzie jeszcze lepsza.
Przepis na ciasto i sposób jego złożenia pochodzi z Julehefte, nr 46/2017, świątecznego dodatku do Familie Journal.

Drożdżowa gwiazda z kremem kakaowo-cynamonowym


Składniki:
(na ciasto o średnicy 25 cm)
  • 75 g miękkiego masła
  • 450 g mąki pszennej
  • 200 ml letniego mleka
  • 2 jajka
  • 25 g świeżych drożdży

krem kakaowo-cynamonowy:
  • 150 g miękkiego masła
  • 50 g cukru
  • 50 g ciemnego cukru muscovado
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu

dodatkowo:
  • 1 jajko
  • 1 łyżka mleka
  • 2 łyżki gruboziarnistego cukru

Masło zmiksować z mąką. Drożdże rozpuścić w mleku, wbić jajka, roztrzepać. Wlać mokre składniki do mąki, zagnieść gładkie ciasto. Odstawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.

W tym czasie przygotować krem.
Masło, cukier biały i ciemny, kakao i cynamon zmiksować na jednolitą masę.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 3 części. Każdą z nich rozwałkować na koło o średnicy 23 cm, podsypując mąką.

Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia ułożyć pierwsze koło, rozsmarować połowę kremu. Przykryć drugim plackiem, posmarować pozostałym kremem, na wierzchu ułożyć ostatni kawałek ciasta. Skleić brzegi.
Na środku postawić szklankę o średnicy 5 cm. Rozciąć ciasto promieniście najpierw na 4 części, a potem każdą z nich jeszcze raz na 4 - w sumie ma być 16 pasków. Środek powinien pozostać nienaruszony.
Paski skręcać parami dwukrotnie, w przeciwnych kierunkach.

Odstawić na 20-30 minut do napuszenia.

Wyrośnięte ciasto posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem i posypać cukrem gruboziarnistym.

Piec w 180 st. C. przez 25-30 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

Oczywiście, zgodnie z niezachwianym prawem wszechświata, w środę Lisbeth miała wolne. O szóstej rano mój szef wysłał jej więc smsa ze zdjęciem ciasta i podpisem - takim będziemy się delektować dzisiaj o dziesiątej...

Przepis dodaję oczywiście do akcji Ani:

niedziela, 24 września 2017

Jej puchatość drożdżówka. I o moim nastawieniu do jesieni

Jesień... 
W tym roku, muszę przyznać, niemiło zaskoczyła mnie jeszcze pod koniec lata. Wracając z cudownych wakacji, prosto z ciągle jeszcze przyjemnie ciepłej Barcelony i słonecznego Turynu, trafiłam wprost pod duńskie ulewy. Wrzesień był mokry, wietrzny i nieprzyjemny, a pochłaniające świat ciemności już w okolicach dwudziestej przygnębiają mnie ogromnie. Jeszcze chwila, a znów wejdę w wampirzy tryb - wychodzę do pracy po ciemku, wracam po ciemku... Ciężko wtedy znaleźć motywację do czegokolwiek; siedzenie na kanapie pod kocem (albo dwoma), z kubkiem gorącej herbaty w zasięgu ręki i talerzykiem pachnącego ciasta na kolanach, wydaje się być szczytem możliwości. 

Gdy w końcu znalazłam chwilę na przejrzenie znajomych blogów, niemal wszędzie wyczytałam mniej lub bardziej zawoalowane przytyki pod adresem jesieni. Że brzydka, deszczowa i zimna, i że w ogóle nikt jej nie chce. A wiecie, co ja Wam powiem...? Ja już wolę jesień od lata, którego w tym roku jakby nie było. Bo pierwszy jesienny dzień (ten kalendarzowy) przywitał mnie słońcem i ciepłem. Z kubkiem herbaty usiadłam w ogrodzie i wystawiłam twarz na słoneczne promienie; z zadowoleniem przymknęłam oczy i spod przymrużonych powiek obserwowałam lepkie nitki babiego lata leniwie osiadające na żywopłocie. Po niebie snuły się białe obłoczki, a ja nie mogłam przestać się uśmiechać. Mam nadzieję, że taka właśnie jesień zostanie z nami jak najdłużej i wynagrodzi deszczowe, zimne lato...

Jeszcze przed wyjazdem upiekłam nam drożdżówkę. Prostą, szybką, a jednocześnie efektowną z uwagi na jej ślimaczy kształt. Młoda nazbierała jeżyn, w szafce znalazłam słoiczek kremu z białej czekolady z pistacjami, i tak powstała mięciutka, słodka i pyszna drożdżówka. Wyrosła niesamowicie; wyszła zaskakująco puchata i delikatna. Lekko kwaśne jeżyny świetnie skomponowały się ze słodkim kremem; skubaliśmy ją w drodze do Amsterdamu i muszę przyznać, że zniknęła szybciej, niż się spodziewałam. W końcu byliśmy już tylko we dwoje...

Drożdżówka z kremem czekoladowo-pistacjowym i jeżynami


Składniki:
(na formę o średnicy 28 cm)
  • 650 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 80 g cukru
  • 300 ml letniego mleka
  • 1 jajko
  • 80 g masła
  • 1 łyżeczka soli

nadzienie:
  • 150 g kremu czekoladowo-pistacjowego
  • 100 g jeżyn

dodatkowo:
  • 1 jajko
  • 1 łyżka mleka
  • 2 łyżki cukru pudru

Masło rozpuścić, przestudzić.
Mąkę przesiać do dużej miski. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże, wsypać 1 łyżeczkę cukru i wlać 100 ml mleka. Odstawić na 10-15 minut, aż na powierzchni pojawią się bąbelki. Dodać pozostałe mleko i cukier, wbić jajko. Zagnieść. Powoli wlać masło, na końcu dodać sól. Wyrobić gładkie, nieco lepkie ciasto.

Odstawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x50 cm. Przeciąć wzdłuż na trzy paski, każdy z nich posmarować kremem czekoladowym, a następnie zwinąć w rulon. 
Formę wyłożyć papierem do pieczenia, a w niej ułożyć ruloniki z ciasta w formie ślimaka. Pomiędzy nie wcisnąć jeżyny, jedna przy drugiej.
Odstawić do wyrośnięcia na 20 minut.

Posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem.

Piec w 180 st. C. przez 30-35 minut.
Ostudzić.

Oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!


I tak, wiem; miałam pisać o ślubie i podróżach. Ale powrót do pracy nie był łatwy, i zanim wejdę znów w codzienny rytm i na nowo przyzwyczaję się do wstawania o nieludzkich porach, będę pisać, co z palców na klawiaturę spłynie...

wtorek, 18 kwietnia 2017

Powielkanocny śnieg i wieniec drożdżowy. Truskawkowo-pistacjowy

Nie uwierzycie, na co właśnie patrzę. Tak naprawdę, sama w to nie wierzę. Śnieg.
Siedzę na kanapie, nogi opatuliłam wełnianym kocem, bo w końcu mamy już prawie koniec kwietnia, za nami kilka prawdziwie wiosennych dni i jakoś tak głupio palić w kominku. A od rana dzisiaj chłodno i pochmurnie; na spacer z psami włożyłam czapkę i rękawiczki, zupełnie się tego nie wstydząc. Szukając natchnienia w żywopłocie za oknem, spostrzegłam najpierw pojedyncze i nieśmiałe, a po chwili otwarcie już sypiące, białe płatki. Wpatrywałam się w nie z lekko i niezbyt mądrze rozchylonymi ustami, nie wierząc własnym oczom. Przecież mamy już wiosnę!
Proszę, powiedzcie, że to tylko zły sen...

Pamiętam Wielkanoc, podczas której w Lany Poniedziałek ubrałam się w granatową, letnią sukienkę (żeby po pięciu minutach wrócić do domu kompletnie przemoczona i z bielizną, kiedyś białą, teraz w gustownym odcieniu chabrowym); dzisiaj, po zimie, której tak naprawdę nie było, obserwuję prószący leniwie śnieg.
Świat staje na głowie.
A posty piszą się niemal same.

Przed i w trakcie Świąt miałam prawdziwie urwanie głowy. Zupełnie nie ogarnęłam się z przepisami, życzenia składałam na ostatnią chwilę. Dlatego dzisiaj jeszcze pokażę Wam ciasto, które stworzyłam z myślą o Wielkanocy, ale które równie wspaniale sprawdzi się w roli smakołyku na czerwcowy piknik, kiedy truskawki są najsmaczniejsze.
Zamiast puszystej, dorodnej baby stworzyłam równie efektowny, drożdżowy wieniec. Kiedy po długich poszukiwaniach kremu pistacjowego odkryłam, że mogę go kupić w markecie w mojej mieścinie, zaopatrzyłam się (na zapas) w kilka słoiczków, i teraz namiętnie dodaję go do wszystkiego. Drożdżowemu też się dostało.
Ciasto wyszło mięciutkie i przyjemnie przyjemnie maślane, a nadzienie ze słodkiego kremu i całkiem już smacznych truskawek pasuje tutaj idealnie. Słodka, cukrowa skorupka i chrupiące kawałki orzeszków tylko dodają mu atrakcyjności.
Wygląda ślicznie, a smakuje jeszcze lepiej.
Nie czekajcie na kolejną Wielkanoc, żeby wypróbować ten przepis.

Drożdżowy wieniec z kremem pistacjowym i truskawkami


Składniki:
(na tortownicę z kominem o średnicy 26 cm)
  • 375 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniego mleka
  • 1 jajko
  • 40 g cukru
  • 40 g masła

nadzienie:
  • 150 g serka kremowego
  • 100 g kremu pistacjowego
  • 230 g truskawek

dodatkowo:
  • 20 g niesolonych pistacji bez łupinek
  • 2 łyżki cukru perłowego
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mleka

Mąkę przesiać do dużej miski. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać 1 łyżeczkę cukru, wlać połowę mleka i odstawić na 15 minut.
W tym czasie rozpuścić masło, przestudzić.

Do wyrośniętego zaczynu dodać pozostały cukier oraz mleko, wbić jajko. Zagnieść ciasto. Dodać masło, wyrobić gładkie ciasto.
Odstawić do wyrośnięcia na 60-90 minut. 

Serek wymieszać z kremem pistacjowym na gładką masę.
Truskawki umyć, osuszyć, odciąć szypułki. Pokroić w plasterki.
Po tym czasie ciasto jeszcze raz szybko zagnieść. Rozwałkować na oprószonym mąką blacie na prostokąt o długości 40 cm. Posmarować kremem, równomiernie rozłożyć truskawki. Zwinąć ciasno wzdłuż dłuższego boku, następnie rozciąć wzdłuż ostrym noże. Zawinąć ze sobą oba końce.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć ciasto do formy, łącząc końce.
Odstawić do wyrośnięcia na 20-30 minut.

Wyrośnięte ciasto posmarować roztrzepanym z mlekiem jajkiem, posypać posiekanymi pistacjami i cukrem perłowym.

Piec w 180 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


A jutro zabierają mnie na kurs czekoladowo-glazurowy. Cieszę się ogromnie! Czekolada to mój konik, ale w kwestii glazur lustrzanych muszę się jeszcze dużo nauczyć... 
A egzamin już za rok!

sobota, 21 stycznia 2017

Dla Babci i Dziadka. I drożdżowe, bożonarodzeniowe serce

Ależ ten czas szybko leci! Ledwo co świętowaliśmy Boże Narodzenie i Nowy Rok, a tu już niemal koniec stycznia, a w raz z nim kolejne ważne dni. Nikt chyba bowiem nie zapomniał, że dziś mamy Dzień Babci, a jutro Dzień Dziadka...? 
W tym czasie nie mogę opędzić się od myśli o moim nieżyjącym już Dziadku ze strony Taty. Tym najlepszym; najukochańszym. Choć to już tyle lat, ja nadal tęsknię...

Ale w tym roku, na przekór samej sobie, skupiłam się na tych, którzy wciąż ze mną są. Choć nie na co dzień, a raczej od święta, bo odległości, niestety, nie są małe. Na szczęście internet pełen jest możliwości, które postanowiłam wykorzystać, i sprawić Dziadkom małe niespodzianki.
Kilka dni temu pieczołowicie wybrałam czekoladowe telegramy (to nie jest wpis sponsorowany, jakby ktoś miał podejrzenia), dobrałam wstążki i wypisałam bileciki. Uważam je za bardzo elegancki, a jednocześnie uroczy prezent, który można dowolnie spersonalizować. Pomysł genialny w swej prostocie!
Dopiero później będę dzwonić, żeby złożyć życzenia; mam nadzieję, że Dziadkom ta odrobina czekoladowej słodyczy przypadła do gustu.

Dzisiaj mam przepis, który idealnie sprawdziłby się na wizytę u ukochanych Dziadków, ale generalnie pomyślany został jako smakołyk bożonarodzeniowy. Od kiedy tylko zobaczyłam zdjęcie w Spis bedre, nr 11/2016, nie mogłam przestać o tym wieńcu myśleć. Te kolory, i ta czekolada na wierzchu! No coś wspaniałego!

Oczywiście, zajęta pierniczeniem, na drożdżowe czasu już nie znalazłam. Za to w styczniu poczułam nagle drożdżowy zew, i nie mogę się od niego opędzić. Przewertowałam więc magazyn, znalazłam odpowiednią stronę, i zabrałam się do dzieła. Znów zapachniało u nas Świętami... Ale czy to źle...? Dopiero niedawno poprószył śnieg, przysypując park i las cienką warstwą białego puchu. Choinki już dawno nie ma, dekoracje powędrowały do piwnicy w wielkich pudłach, ale światełka w oranżerii nadal umilają mi ciemne poranki. C. rozpala w kominku, ja siadam w bujanym fotelu, i delektujemy się tym niesamowitym zapachem... A później zajadamy miękką, puchatą drożdżówkę. I cieszymy się jej smakiem, bez względu na uniesioną brew Kalendarza (gdyby to nie był tylko zeszyt wypełniony datami, a poważny, starszy pan, jestem absolutnie pewna, że na taką profanację jego jakże ważnej profesji, uniósłby wymownie brew). 

Świąteczny wieniec cynamonowy z białą czekoladą i liofilizowanymi malinami


Składniki:
(na 1 średniej wielkości wieniec)
  • 25 g świeżych drożdży
  • 100 ml letniego mleka
  • 1 jajko
  • 1 łyżka cukru
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 100 g masła
  • 300 g mąki pszennej

nadzienie:
  • 65 g miękkiego masła
  • 65 g jasnego cukru muscovado
  • 1 łyżka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonych goździków
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 50 g surowego marcepanu

dodatkowo:
  • 100 g białej czekolady
  • 2 łyżki liofilizowanych malin
  • 1 łyżka niesolonych pistacji (bez łupinek)
  • złoty pyłek

Masło rozpuścić i przestudzić. 
Drożdże pokruszyć, rozetrzeć z cukrem. Dodać mleko, wymieszać. Wbić jajko, wsypać kardamon i sól, połączyć. Wlać przestudzone masło, a na końcu partiami dodawać mąkę. Wyrobić gładkie ciasto, odstawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.

W tym czasie przygotować nadzienie:
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodać przyprawy, skórkę z pomarańczy i pokruszony marcepan, zmiksować na gładką masę. Odstawić.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz szybko zagnieść. Lekko podsypując mąką, rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x45 cm. Posmarować nadzieniem, a następnie ciasto zawinąć w rulon wzdłuż dłuższego boku. Przeciąć na pół w poprzek, a następnie każdą część wzdłuż, nie rozcinając jednak do końca. Zapleść razem końcówki, a następnie z obu części ciasta uformować na blasze wyłożonej papierem do pieczenia serce. Odstawić do napuszenia na 30-45 minut.

Piec w 190 st. C. przez 15-20 minut.
Ostudzić.

Pistacje posiekać.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej lub mikrofalówce. Przełożyć do woreczka cukierniczego, odciąć końcówkę. Udekorować ciasto, od razu posypać malinami i pistacjami. Oprószyć złotym pyłkiem.

Smacznego!


Jeśli nie macie niesolonych pistacji (a wiem, że nie tylko ciężko je dostać, ale też ich cena potrafi przerazić jeszcze bardziej niż koszt ich solonych kuzynek), wystarczy solone wyłuskać, namoczyć, a następnie lekko uprażyć na suchej patelni. Efekt będzie dostatecznie zbliżony do oryginału.

czwartek, 23 czerwca 2016

Na Dzień Taty: drożdżówka z rabarbarem. I melasą

Zapach ciasta drożdżowego przenosi mnie w słodkie dni dzieciństwa, gdy babcina kuchnia wypełniała się tym aromatem niemal w każdy weekend. Oczywiście, tamta drożdżówka jest najlepsza na świecie: z dużą ilością kruszonki, czasami z rabarbarem. Miękka, puszysta i delikatna. I choć wszyscy doskonale znali zdanie Babci na temat jedzenia ciepłego ciasta drożdżowego (ani mi się waż! Brzuch Cię będzie bolał), to i tak naszym ulubionym zajęciem było podkradanie cieplutkich kawałków, lub choćby uszczknięcie odrobiny kruszonki. Mmm, pycha!

Mój Tato jest wielkim fanem drożdżówki z rabarbarem, pomyślałam więc, że to idealny deser na dzisiejszy dzień. Co prawda, nie mogę go poczęstować (ciągle czekamy, aż będzie można wysyłać jedzenie przez USB), jednak mam nadzieję, że ucieszy go sama idea takiego deseru specjalnie dla niego.

Wszystkiego najlepszego z okazji Twojego dnia, Tato!

Ten przepis znalazłam u Madame Edith. Zaciekawił mnie dodatek melasy do ciasta; zastanawiałam się, jak wpłynie on na smak i konsystencję gotowego wypieku. Różnica, moim zdaniem, nie jest mocno wyczuwalna; ciasto jednak nabiera delikatnie karmelowego koloru i lekko dymnego posmaku melasy. Zdecydowanie jest to ciekawa opcja dla tych, którym znudziły się już klasyczne ciasta drożdżowe. Ja dodałam rabarbar i truskawki - wpasowały się tu idealnie. Soczyste owoce na nieco konkretniejszym cieście drożdżowym świetnie sprawdzą się jako podwieczorek, a nawet późne, weekendowe śniadanie. 

Cóż, do pełni szczęścia brakuje tylko kruszonki...

Waniliowa drożdżówka z rabarbarem i truskawkami


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)
  • 300 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 100 g cukru
  • 60 g masła
  • 2 jajka
  • ziarenka z 1 laski wanilii
  • 1 łyżka melasy
  • 150 ml letniego mleka

dodatkowo:
  • 600 g rabarbaru
  • 2 łyżki cukru
  • 200 g truskawek

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżeczką cukru. Dodać 2 łyżki mleka i 2 łyżki mąki, dokładnie wymieszać. Przykryć ściereczką, odstawić na 15 minut.

Mąkę przesiać do dużej miski, wymieszać z solą, pozostałym cukrem i wanilią.
Masło rozpuścić i przestudzić.

Wyrośnięty zaczyn dodać do mąki razem z jajkami, melasą i pozostałym mlekiem. Zagnieść. Wlać masło, wyrobić gładkie, dość luźne ciasto.

Tortownicę wysmarować masłem. Wyłożyć do niej ciasto, przykryć ściereczką i odstawić na 1,5-2 godziny.

W tym czasie pokroić rabarbar na kawałki długości 1 cm, zasypać cukrem.
Truskawki pozbawić szypułek, pokroić na ćwiartki.

Na wyrośniętym cieście ułożyć rabarbar i truskawki.

Piec w 180 st. C. przez około 40 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


Ciągle jeszcze dochodzimy do siebie po przeprowadzce; wiele rzeczy ciągle leży nierozpakowana w kartonach i workach, nadal czekamy na większość mebli. Na tarasie jednak zamieszkał nowy grill i C. nie zawahał się go użyć. W efekcie zajadamy się znakomitymi posiłkami przygotowanymi pod gołym niebem - czuję się niemal jak na wakacjach! 
Przynajmniej w porze obiadu...

wtorek, 23 czerwca 2015

Klasyczna drożdżówka na Dzień Taty

Mój Tato jest łasuchem. Jego najulubieńszym przysmakiem od zawsze są galaretki w cukrze - białe z kolorowymi paseczkami albo te w kształcie półplasterków cytrusów w różnych kolorach. Całe pudełka znikały u nas zawsze błyskawicznie, Mama chowała je po szafkach - bezskutecznie. Razem z Tatą zawsze potrafiliśmy je znaleźć i... Zjeść, oczywiście.
Odkąd nauczyłam się piec, uwielbiam jeździć do domu i przygotowywać przysmaki dla mojego Taty. Nawet, jak coś mi nie wyjdzie - zje i uparcie będzie twierdził, że jest pyszne. Kogo by coś takiego na duchu nie podniosło...? A jak już mi się uda, to wychwala, jakbym mu podała na talerzu danie ukradkiem podebrane z królewskiego stołu, nawet, gdy są to tylko zwykłe lody truskawkowe. Ostatnio sam nawet takie ukręcił - podobno wyszły pyszne. I, jeśli wierzyć Mamuni, teraz nie wolno ich jeść, tylko trzeba podziwiać, jakie piękne wyszły... 

Dzisiaj Dzień Ojca, a ja, cóż, jak zwykle - daleko. Ale pamiętam, i jak już uda mi się do domu wybrać, z pewnością uraczę go jakimś smakołykiem. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, i to oni mnie odwiedzą, to będziemy szaleć na całego. I może w końcu razem upieczemy ten chleb, na który nigdy nie możemy znaleźć czasu...?
Wracają do meritum - Tato, wszystkiego najlepszego. 

Dzisiaj pokażę Wam przepis na naprawdę pyszne ciasto. Drożdżówkę z rabarbarem i truskawkami, z dużą ilością kruszonki. To mojego Taty i moje wspomnienia z dzieciństwa - Babcia drożdżówki z rabarbarem piekła od zawsze, oboje je uwielbiamy. Za mięciutkie ciasto i kwaśne łodygi, które idealnie się uzupełniają. U mnie jeszcze słodkie, intensywnie czerwone truskawki i cudownie chrupiące płatki migdałowe. Wyszło wybornie, ciężko oprzeć się kolejnemu kawałkowi, szczególnie, gdy jeszcze ciasto jest lekko ciepłe, mmm... Pycha!
Przepis znalazłam w Kuchni Lidla Pawła Małeckiego, która niedawno do mnie przyjechała. To pierwsza wypróbowana receptura; efekty jak najbardziej zadowalające, więc będę testować dalej.

Drożdżówka z rabarbarem, truskawkami i kruszonką

Składniki:
(na formę 30x22 cm)
  • 250 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 75 ml letniego mleka
  • 40 g cukru
  • 50 g masła
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego

dodatkowo:
  • 400 g rabarbaru
  • 250 g truskawek
  • 50 g płatków migdałowych

kruszonka:
  • 50 g zimnego masła
  • 50 g cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 100 g mąki pszennej

Mąkę przesiać do dużej miski. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać 1 łyżeczkę cukru, zalać mlekiem. Odstawić na 15 minut.
Po tym czasie do zaczynu dodać resztę cukru, cukier waniliowy i jajko. Zagnieść ciasto. Wlać rozpuszczone i przestudzone masło, wyrobić gładkie ciasto.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcią.

W tym czasie odciąć szypułki od truskawek, pokroić je na połówki. Rabarbar pokroić w 2-centymetrowe kawałki. 
Mąkę na kruszonkę przesiać, wymieszać z cukrem i cukrem wniliowym. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Wyrośnięte ciasto rozwałkować na wielkość formy, ułożyć na spodzie. Odsatwić na 15 minut.
Po tym czasie na cieście ułożyć truskawki i rabarbar, posypać kruszonką i płatkami migdałów. Odstawić na 20 minut.

Piec w 180 st. C. przez 20-30 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

A teraz - do kuchni! Wakacje zobowiązują - trzeba przygotować deser, obiad i coś na jutrzejsze drugie śniadanie dla C. do pracy. I może jeszcze upiec ciasto...? Niedługo, aż boję się to napisać, sezon na rabarbar się skończy... Aż strach o tym myśleć!

czwartek, 27 listopada 2014

Duńskie ciasto z cynamonem i budyniem. I o tym, jak łatwo stracić kawałek palca

Dzisiaj był piękny dzień. Tyle słońca na raz to ja już dawno nie widziałam! I to nic, że trochę wiało i było raczej zimno niż ciepło. Promienie słoneczne dodają mi niesamowitej energii, od razu chce mi się więcej, niż tylko siedzieć pod kocem, czytać i pić gorącą herbatę. Zamiast, a raczej oprócz tego, wysprzątałam mieszkanie, i teraz pięknie pachnie zielonym, chemicznym jabłuszkiem. Trzeba tylko jeszcze okna umyć, ale to już C. obiecał, że się tym zajmie.
Co prawda na razie jest kontuzjowany, więc mycie okien zostawimy pewnie na ostatnią chwilę.

Wrócił ostatnio z pracy, pokazuje mi palec, a ja prawie odpłynęłam z wrażenia. Mój Tato kiedyś załatwił się podobnie talerzem - cały płat skóry wisiał, że tak powiem, na włosku. U C. to samo, tylko jeszcze pół paznokcia stracił. I ponieważ wypadek miał miejsce w pracy, od razu zabrali go na izbę przyjęć i potraktowali przeciwtężcowo. Co oznacza, że teraz przy prawej ręce boli go palec, a lewa jest obolała od zastrzyku. Aż mi go żal... A jak patrzę na ranę, właściwie to jak tylko o niej pomyślę, to aż mnie ciarki przechodzą.
Mimo wszystko jestem odważniejsza od Mamuni-laborantki, która pół życia ludziom krew pobierała i zastrzyki robiła. Jak pamiętnego wieczoru zobaczyła krew lejącą się z Taty, czym prędzej uciekła do pokoju i z bezpiecznej odległości mówiła mi, co mam robić. Tak Tacie palec obandażowałam, że wszystko się trochę krzywo zrosło, ale on nigdy nie narzekał. Na szczęście mężczyznom blizny dodają uroku. C. za jakiś czas będzie się mógł szczycić kolejną; póki co dzielnie zmieniam mu opatrunki, choć nogi pode mną miękną.

Dobrze, dość tych krwawych opowieści (C. trochę się spóźnił, byłyby idealne na Halloween), przejdźmy do słodyczy. W końcu to najlepsze remedium na wszelkie bóle. Razem z Mirabelką i Mopsikiem przygotowałyśmy dla Was skandynawskie pyszności. Zapytałam C. co by zjadł, a on bez wahania odparł kanelstang. Mmm, aż mi ślinka pociekła... Kanelstang bowiem zdarzyło mi się jeść kilka razy, i muszę przyznać, że jest to dobroć nad dobrociami. Delikatne, cienko rozwałkowane ciasto drożdżowe wypełnione masą cynamonową i delikatnym budyniem waniliowym. Całość zwinięta w efektowny warkocz, prezentuje się zachwycająco. A smakuje jeszcze lepiej. Jeśli lubicie słynne, cynamonowe bułeczki, w tym wypieki zakochacie się bez pamięci, bo jest po prostu jeszcze lepszy! Koniecznie musicie spróbować.

Przepis znalazłam na duńskim blogu Bageglad i tylko nieznacznie zmieniłam (prawdziwa wanilia i te sprawy).

Cynamonowy warkocz z budyniem

Składniki:
(na 2 spore warkocze)

  • 25 g świeżych drożdży
  • 125 ml letniego mleka
  • 50 g cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka kardamonu
  • 35 g masła
  • 1 jajko
  • 390 g mąki pszennej
budyń waniliowy:

  • 3 żółtka
  • 1 jajko
  • 40 g cukru
  • 30 g mąki pszennej
  • 1 laska wanilii
  • 400 ml mleka
nadzienie cynamonowe:

  • 100 g miękkiego masła
  • 100 g ciemnego brązowego cukru
  • 3 łyżeczki cynamonu
dodatkowo:

  • 1 jajko
lukier:

  • 175 g cukru pudru
  • 3 łyżki soku z cytryny
Masło rozpuścić i przestudzić.
Drożdże rozetrzeć z połową mleka. Dodać cukier, sól, kardamon, rozpuszczone masło i jajko, dokładnie połączyć. Partiami dodawać mąkę. Zagnieść gładkie ciasto, odstawić na 30-60 minut do wyrośnięcia.

W tym czasie przygotować budyń:
Laskę wanilii przeciąć na pół, wyskrobać ziarenka. Ziarenka i pusty strąk umieścić w rondelku, zalać mlekiem, zagotować, ostudzić. Wyjąć laskę wanilii.
Żółtka, jajko, cukier i przesianą mąkę roztrzepać w garnuszku na gładką masę. Podgrzewać, wlewając powoli mleko. Całość podgrzewać, cały czas mieszając, aż masa nabierze konsystencji gęstego budyniu.
Zdjąć z ognia, ostudzić.

Na nadzienie cynamonowe utrzeć masło z cukrem i cynamonem. 

Wyrośnięte ciasto podzielić na pół. Połowę rozwałkować na wielkość blachy z piekarnika. Ciasto w myślach podzielić na trzy poziome pasy. Na środkowy wyłożyć połowę nadzienia cynamonowego, a na nie połowę budyniu. Ciasto po bokach poprzecinać na niezbyt szerokie paski. Zakładać je na nadzienie na zmianę z prawej i lewej strony. Przełożyć ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Tak samo postąpić z resztą ciasta i nadzienia.
Odstawić na 10-15 minut do wyrośnięcia.

Warkocze posmarować roztrzepanym jajkiem.

Piec w 180 st. C. przez 15-20 minut, aż nabiorą złotego koloru.
Ostudzić.

Warkocze posmarować lukrem z cukru pudru i soku z cytryny.

Smacznego!

Przepis oczywiście dołączam do Skandynawskiej akcji Mopsika.

Kuchnia skandynawska 2014

niedziela, 2 listopada 2014

Drożdżówka z jabłkami. I o tych, których już z nami nie ma

Gdy byłam mała, co roku jeździliśmy na cmentarze. Na ten dobrze znajomy, który często odwiedzałam z Babcią, gdzie leży mój Pradziadek. Nigdy go nie poznałam, zmarł długo przez moim urodzeniem; słyszałam za to o nim mnóstwo zwariowanych historii. Myślę, że bardzo bym go polubiła.
Jeździliśmy też do Siostry Babci, którą pamiętam jak przez mgłę. Jej twarz kojarzę bardziej ze zdjęć, na których trzyma mnie w ramionach, gdy miałam zaledwie kilka miesięcy. 
Odwiedzaliśmy też Brata drugiej Babci, i jego rodzinę - razem z żoną i synem zginął w wypadku samochodowym. To chyba największa tragedia w mojej Rodzinie, gdzie zostało wylanych mnóstwo łez. 

Z czasem grobów do odwiedzania przybyło. Moi Pradziadkowie, których łączyło coś niesamowitego. Babcia zmarła, a Dziadek, choć podobno był całkiem zdrów, odszedł zupełnie niespodziewanie tydzień później. Uważamy, że po stracie ukochanej kobiety pękło mu serce...
Mój ukochany Dziadek też dołączył do tego grona. On był mi z nich wszystkich najbliższy, to za nim tęsknię i jego wspominam najczęściej i najdłużej, zawsze z ogromną żałością, że odszedł tak szybko.

Dzisiaj mieszkam w Danii. Tu nie ma tradycji odwiedzania grobów najbliższych, a przynajmniej nie pierwszego listopada. Zamiast tego są urodziny mamy C., jest więc rodzinne spotkanie, obiad, mnóstwo śmiechu. I tylko ja zawsze mam taką trochę niewyraźną minę... 

Dzisiaj mam dla Was drożdżówkę. Pachnącą, maślaną. Idealną po powrocie do domu, gdy człowiek jest zziębnięty i stara się rozgrzać ze wszystkich sił. Można wtedy zaparzyć kubek ulubionej herbaty, oderwać kawałek drożdżówki, usiąść w ulubionym fotelu i podumać... 

Przepis znalazłam na blogu Gotuję, bo lubię, i od razu mi się spodobał. Bo wygląda na cudownie miękki i puszysty, i dokładnie taki jest. Pachnie cynamonem, a plasterki jabłek ukryte w cieście świetnie się z tym smakiem komponują. Taka drożdżówka, szczególnie jeszcze ciepła, ukoi ciało, ale również i duszę. A przynajmniej ja w to głęboko wierzę...

Odrywany chlebek jabłkowy

Składniki:
(na keksówkę 11x23 cm)
  • 600 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniego mleka
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 80 g cukru

dodatkowo:
  • 2 jabłka
  • 50 g masła
  • 50 g cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu

wierzch:
  • 2 łyżki mleka

Mąkę przesiać do dużej miski, po środku zrobić wgłębienie. Wkruszyć drożdże, wsypać 1 łyżeczkę cukru i wlać 100 ml mleka. Odstawić na 15 minut.
Masło rozpuścić i przestudzić.

Do wyrośniętego zaczynu dodać resztę cukru i mleka, wlać masło i wbić jajka. Zagnieść gładkie, nieco lepiące się ciasto.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Jabłka pokroić w plastry, wyciąć gniazda nasienne.
Masło rozpuścić i przestudzić, a cukier wymieszać z cynamonem.

Wyrośnięte ciasto, rozwałkować na pasek o szerokości 11 cm i grubości 5-7 mm, podsypując mąką. Posmarować masłem, obsypać cukrem z cynamonem. Pokroić na niezbyt szerokie paski. Na blacie układać w wieżę na przemian ciasto i plasterki jabłek. Ułożyć poziomo w wyłożonej papiere do pieczenia keksówce.
Odstawić na 20-30 minut do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto posmarować mlekiem.

Piec w 180 st. C. przez 40 minut.
Ostudzić w formie.

Smacznego!

Po zabieganym weekendzie dzisiaj odpoczywamy. Będziemy oglądać zaległe seriale, wyjdziemy tylko z psem na spacer, bo pogoda bardzo się już daje we znaki. Jest przeraźliwie zimno, wiatr przeszywa niemal do kości. Poważnie rozważam wyciągnięcie z zakamarków szafy zimowego płaszcza... Czy to już wypada...?

środa, 7 maja 2014

Babka drożdżowa po sezonie

Babka drożdżowa to typowo wielkanocny wypiek. Mi się tak przynajmniej kojarzy. Z dawien dawna przygotowywana na kopie żółtek, symbolizowała odrodzenie i dobrobyt. W dzisiejszych kuchniach gospodynie rezygnują z takich ilości żółtek na rzecz całych jajek lub różnych innych zamienników, jak chociażby śmietana. Bo co potem z tymi białkami...?
Ja ostatnio miałam inny problem - po torcie dla Natalki zostało mi siedem żółtek. Jeszcze nie kopa, ale już ilość dość pokaźna. I o ile białka bez problemu przechowują się w lodówce nawet do tygodnia, żółtka, nawet zalane olejem (dzięki temu na wierzchu nie tworzy się twarda skorupka) tyle czasu nie mają. Zaczęłam więc myśleć intensywnie - szkoda mi bowiem było je wyrzucić.

Najpierw pomyślałam o creme brulee, który uwielbiam. Z siedmiu żółtek jednak ilość wyszłaby mi co najmniej nieprzyzwoita. Hmm... Brioszka może? Brzmi lepiej. W końcu odkopałam stary przepis na babkę drożdżową, na samych żółtkach właśnie. Tamta była z czterech, z dodatkiem olejku arakowego, nie wyszła zbyt imponująca, bo w za dużej formie pieczona. Taka troszkę naleśnikowa. Smakowała jednak wspaniale; pamiętam, bo piekłam ją w domu, i Tata się zachwycił (on pewnie nie pamięta, ale to nie szkodzi. Będzie motywacja, żeby znów ją w domu upiec). Podwoiłam proporcje, olejek zamieniłam na cytrusowe skórki. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Babka pachnie bosko, w smaku nuta cytrusów jest delikatnie wyczuwalna. Wyszła mięciutka, puchata i wilgotna, i nawet cztery dni później była jak najbardziej zjadliwa. Z pewnością powtórzę ten wypiek jeszcze nie raz - przy kolejnej okazji z lukrem bądź polewą czekoladową (tym razem służyła mi za drugie śniadanie, darowałam więc sobie wszystkie lepkie szczegóły; i tak była pyszna).

Cytrusowa babka drożdżowa

Składniki:
(na formę do babki o pojemności 1,5 l)
  • 380 g mąki pszennej
  • 160 g cukru
  • 20 g świeżych drożdży
  • 240 ml letniego mleka
  • 7 żółtek
  • 65 g masła
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • skórka otarta z 1 limonki

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżką cukru, wlać całe mleko i wsypać 1 łyżkę mąki. Dokładnie wymieszać, odstawić na 30 minut.

Masło rozpuścić i przestudzić.
Żółtka ubić z pozostałym cukrem na puszystą, jasną masę. Partiami dodawać mąkę, następnie dodać cały zaczyn, dokładnie połączyć. Wlać masło, wyrabiać przez 10 minut - ciasto powinno być jednolite i lejące. Dodać skórki z cytrusów, zmiksować.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Ciasto przelać do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką formy, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 1 godzinę.
Ostudzić w formie, a następnie wyłożyć na talerz.

Smacznego!

Po głębszych poszukiwaniach okazuje się, że pierwotny przepis pochodzi z bloga Half hour cook. Cóż, daleką drogę przeszedł, pełną modyfikacji... Ostateczny efekt wzbudził jednak zachwyt nie tylko mój, ale wszystkich próbujących tej babki osób. Polecam więc z czystym sumieniem.

Babki Wielkanocne 2015

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Rabarbarowe pyszności

U mnie sezon na rabarbar ciągle trwa. Dopiero co zużyłam pół kilo leżące w lodówce, a już się zastanawiam, gdzie dostanę jeszcze trochę tych pysznych łodyg. Nie mam ostatnio zbyt wiele czasu, a jak już mam czas, to jestem w stanie jedynie siedzieć zwinięta w kłębek na kanapie z kubkiem gorącej herbaty (lub jeszcze lepiej - kakao) w dłoniach. Pogoda jest paskudna, dzisiaj zmokłam do majtek (i nie jest to żadna poetycka metafora, niestety), więc naprawdę cieszyła mnie perspektywa pochłonięcia przynajmniej jednego kawałka pysznego ciasta drożdżowego. Bo, moi drodzy, mimo tej całej niechęci do jakiejkolwiek aktywności, wczoraj po południu zabrałam się do pracy. 

Już w zeszłym roku w gazetce Pieczenie jest proste nr 3/2007 znalazłam przepis na to ciasto. Ale jakoś się nam nie złożyło po drodze, sezon minął, ja o cieście zapomniałam. Jednak kilka dni temu coś mnie tknęło - nagle zapragnęłam ciasta drożdżowego. Muszę nadmienić, że ogromną fanką nie jestem - ale. Chodzi o to, że mam złe wspomnienia z dzieciństwa. Kiedy Mama kupowała drożdżówkę, pierwszego dnia była pyszna, ale drugiego... Wysuszona i niedobra. Mam ogromną awersję do starych drożdżówek, i za każdym razem, kiedy próbuję świeżej, zaskakuje mnie jej smak. Nie mam pojęcia, czy wyjaśniłam, o co mi chodzi, czy tylko jeszcze bardziej zagmatwałam sprawę... Nieistotne. Ważne jest ciasto. I mówię Wam - niebo w gębie! Nie jest leciutkie, raczej zwarte, ale nadal bardzo delikatne i mocno maślane. Wierzch to cudownie kwaskowy rabarbar zalany słodką, budyniową masą. Chrupiące płatki migdałowe na wierzchu dopełniają całości.
W stosunku do oryginalnego przepisu zmniejszyłam ilość cukru w cieście - wolę, kiedy sama w sobie drożdżówka nie jest zbyt słodka, za to słodkie są dodatki - budyń, owoce czy kruszonka. Użyłam też zupełnie innej formy. Znaczy się - tego to się tylko mogę domyślać, bo w przepisie nie podano wymiarów blachy. Ale na zdjęciu w gazecie ciasto było dość płaskie. Ja, po pierwsze, akurat taką formę wyciągnęłam z szafy, a po drugie miałam ochotę na ciasto drożdżowe - chciałam, żeby było go dużo w każdym kawałku. I jest.
Zmniejszyłam też ilość rabarbaru - ale to prze czyste lęki. Do tej pory drożdżówki z owocami miały zakalce, i bałam się, żeby tu też mi się jakiś nie pojawił. Profilaktycznie użyłam więc mniej rabarbaru. W sumie, to mogłoby być go więcej, więc jak ktoś ma chęć, a nie ma lęków - można wrzucić go więcej. A jak użyjecie większej formy, to już na pewno trzeba zwiększyć jego ilość.

A żeby nie mieć wyrzutów sumienia, przy robieniu ciasta od razu trochę poćwiczyłam. Najpierw poszłam do sklepu po creme fraiche i budyń. Kiedy wróciłam do domu, okazało się, że nie ma mleka. Poszłam więc do sklepu jeszcze raz. A gdy już się zabrałam za ciasto, rozpuściłam masło i podgrzałam mleko, zauważyłam, że mąki też nie ma... O czym kompletnie zapomniałam, bo ostatnio to C. robił naleśniki (mniam!) i zużył resztę. Znów więc ruszyłam do sklepu, i chłopak w kasie już trochę dziwnie na mnie patrzył... Mimo wszystko - udała się znakomicie. Już dawno nie jadłam tak dobrego drożdżowego. Polecam!

Drożdżowa pychotka z rabarbarem


Składniki:
(na keksówkę 10x40 cm)

ciasto:
  • 500 g mąki pszennej
  • 11 g suszonych drożdży
  • 150 ml letniego mleka
  • 125 g masła
  • 50 g cukru
  • 1 jajko
warstwa rabarbarowa:
  • 500 g rabarbaru
  • 50 g cukru
  • 1 łyżka mąki pszennej
masa budyniowa:
  • 300 g creme fraiche (18%)
  • 100 g cukru
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego (36 g)
  • 1 jajko
  • 1 laska wanilii
dodatkowo:
  • 50 g płatków migdałowych
Mąkę przesiać do dużej miski. Wsypać drożdże i cukier, wymieszać.
Masło rozpuścić i przestudzić.
Do mąki wlać mleko i wbić jajko, połączyć. Dodać masło, zagnieść gładkie, nieklejące się ciasto. 
Odstawić w ciepłe miejsce na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Rabarbar umyć i pokroić w 1cm kawałki. Zasypać cukrem i odstawić.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, rozwałkować na wielkość formy. Foremkę posmarować masłem, włożyć ciasto, odstawić na 20-25 minut do ponownego wyrośnięcia.

Creme fraiche wymieszać z cukrem, budyniem (proszek), jajkiem i wyskrobanymi ziarnkami wanilii za pomocą trzepaczki.
Odlać sok, który puścił rabarbar. Wymieszać rabarbar z 1 łyżką mąki.

Na cieście równomiernie rozłożyć rabarbar, na wierzch wylać masę budyniową. Wierzch posypać płatkami migdałów. 

Piec w 180 st. C. przez 40-50 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


O meczach nie pisałam nic. Nie jestem fanką piłki nożnej, uważam, że nasza drużyna jest przeceniana - choć to prawdopodobnie nie najlepszy moment na wygłaszanie takich opinii - kiedy wszyscy wpadli w piłkoszał. Cóż... 
Chciałabym się jednak podzielić anegdotą z piłką w tle. Otóż K. opowiadała mi dzisiaj, jak na pierwszy mecz (Polska-Grecja) przyszła do niej nasza wspólna znajoma (której nie wymienię z imienia, bo nie chcę, żeby jej się krzywda stała). Choć o piłce nie ma bladego pojęcia, z przejęciem opowiadała o wszystkim. Gdy zagrali hymn - wstała. Po czym z wyrzutem spojrzała na K. i jej małżonka, i z jeszcze większym wyrzutem spytała, dlaczego siedzą. Cóż, prawdopodobnie dlatego, że akurat grano hymn Grecji... 

Nie jestem pewna, czy takie zachowanie świadczy tylko o nie byciu kibicem, czy o czymś więcej, ale zagłębiać się nie będę. Grunt, że dwie godziny do końca pracy zleciały jak z bicza strzelił.

czwartek, 20 października 2011

Niekonwencjonalna drożdżówka

Zanim przejdę do meritum, czyli ciasta, chciałabym opowiedzieć o ostatniej rozmowie z moją Mamą... Niby nic, a jednak... 
Zadzwoniłam tak sobie, bo dawno nie gadałyśmy, a przy okazji postanowiłam zadać nurtujące mnie od dwóch dni pytanie:
Mamo, jak się robi sałatkę ziemniaczaną? 
Chłopaki wymyślili, że będziemy robić, a jakoś tak się dziwnie złożyło, że jeszcze nie miałam okazji... Z grubsza wiem, co i jak, ale liczyłam na konkretne wskazówki. Cóż...
Jaką sałatkę ziemniaczaną?
No normalną, taką jak zawsze robisz...
Ja nie robię żadnej sałatki ziemniaczanej.
No jak to nie? Na Święta zawsze, taką zwykłą, no...
Aaa! Nie ziemniaczana, tylko jarzynowa!
Taa... Eureka! 
Niech będzie jarzynowa. Nie ważne. To co tam wkładasz?
No, ziemniaki...

Uwielbiam moją Rodzicielkę. Jest niesamowita po prostu! Chyba nikt inny tak nie potrafi, serio.

Przepisu na sałatkę nie będzie, bo po pierwsze każdy wie, a po drugie i tak robiłam na oko. Cóż, takie spaczenie... Będzie za to o cieście drożdżowym, któremu jednak chyba dość daleko do tradycyjnej drożdżówki. Zaczęło się od tego, że Brat zakupił całe mnóstwo winogron, które okazały się być, powiedzmy, średnio zjadliwe. Nie, że kwaśne, ale jakieś takie... Mało winogronowate. Wyrzucić szkoda, na jedzenie chętnych brak... Przypomniałam sobie, że kiedyś widziałam przepis na jakieś ciasto z winogronami właśnie... O dziwo, był w pierwszej gazecie, po którą sięgnęłam, mianowicie Pieczenie jest proste, nr 2/2011. Nie wydawało się zbyt skomplikowane, więc zabrałam się do pracy.
Ciasto jest troszkę lepkie, więc przy rozwałkowywaniu dość obficie trzeba podsypać mąką. Jest też bardzo delikatne i łatwo się rwie, trzeba więc wykazać się wyczuciem przy przenoszeniu na blachę. Poza tym jest banalnie proste i zaskakująco smaczne! Nigdy nie jadłam winogron poddanych obróbce cieplnej, i muszę przyznać, że jak najbardziej przypadły mi do gustu. W przepisie podano, żeby użyć owoców bez pestek - moje pestki miały, ale w niczym one nie przeszkadzały - nie były ani gorzkie, ani twarde. Ot, pstrykały między zębami, trochę jak mak.

I choć ciasto nie wygląda zbyt imponująco, znika zaskakująco szybko. Najlepszy pierwszego dnia - później spód nieco rozmięka od winogron, jednak nie jest to duży minus. Warto spróbować - zawsze to coś innego niż klasyczna drożdżówka...

Placek drożdżowy z winogronowym nadzieniem


Składniki:
(na blachę 30x35 cm)

ciasto:
  • 350 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniej wody
  • 50 ml oleju
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżka cukru

nadzienie:
  • 1 kg bezpestkowych winogron (waga bez gałązek)
  • 65 g masła
  • 80 g cukru

Mąkę przesiać do miski. Drożdże rozpuścić w połowie wody, wymieszać z cukrem. W mące zrobić dołek, wlać rozczyn i odstawić na 15 minut w ciepłe miejsce.

Po tym czasie dodać sól i resztę wody, zagnieść. Wlać olej, wyrobić gładkie ciasto.
Odstawić w ciepłe miejsce na 1 godzinę, do podwojenia objętości.

Masło z cukrem delikatnie skarmelizować. Kiedy karmel nabierze bursztynowej barwy, wsypać winogrona i podsmażyć przez 1-2 minuty, aż karmel dokładnie oblepi owoce.
Wystudzić.

Wyrośnięte ciasto podzielić na pół, każdą część rozwałkować na prostokąt 30x35 cm. Pierwszy ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wyłożyć równomiernie winogrona, przykryć drugim. Dokładnie skleić boki, wierzch ponakłuwać widelcem.

Piec w 175 st. C. przez 40-45 minut.

Podawać ciepły lub zimny.

Smacznego!

Te kolorowe paseczki w tle to część kompletu, który dostałam od Czarnej z okazji przeprowadzki. Dziękuję! Jest piękny, i bardzo fotogeniczny.

czwartek, 31 marca 2011

Na zamównienie

Przedwczoraj wieczorem wpadła do nas Najlepsza Sąsiadka. Nieco zmarnowana usiadła na chwilę, i w czasie rozmowy wspomniała, że marzy jej się drożdżówka, taka wysoka, puchata, z kruszonką. Cóż - chcieć, to móc. Postanowiłam zrobić jej przyjemność i upiec ciacho. Rano, przed wyjściem do pracy, wyjęłam drożdże z lodówki, żeby zaraz po powrocie móc się zabrać za przygotowanie. Tyle, że zaraz po obiedzie, który przygotował D., pojechaliśmy na pocztę i do sklepu. A kiedy znaleźliśmy się z powrotem w domu... Zasnęliśmy. Cała dzika obudziłam się o 19:30, i pełna dobrych chęci, w końcu na poważnie wzięłam się za ciasto. Nieco zmieniłam upatrzony wcześniej w Ciastach przepis. Zamiast proponowanej miechunki użyłam dojrzałych gruszek, które spontanicznie kupiłam tydzień temu i leżały sobie zapomniane w misce, delikatnie zmniejszyłam też ilość masła. Muszę powiedzieć, że całość bardzo miło mnie zaskoczyła. Ciasto wyrabiało się cudownie - nielepiące, gładkie, miękkie i sprężyste, wspaniale wyrosło, a po upieczeniu otrzymałam naprawdę puchatą i delikatną drożdżówkę. Miodowa kruszonka z gruszkami skomponowała się idealnie, nadając całości słodyczy. Jestem bardzo zadowolona z efektu, a i NS zeżarła (jak sama to subtelnie określiła) dwa spore kawałki. 
Niestety, nie przypilnowałam mojego maleństwa, i kruszonka za bardzo się przypiekła... Wystarczy jednak przykryć wierzch folią aluminiową, i zamiast lekko czarnego, nabierze cudnego złoto-brązowego koloru.

A ponieważ od wczorajszego popołudnia pada deszcz, jest szaro i pochmurno, taka drożdżówka z pewnością niejednej osobie poprawi humor.

Drożdżówka z gruszkami i miodową kruszonką



Składniki:
(forma 25x25 cm)

ciasto:
  • 400 g mąki pszennej
  • 150 g miękkiego masła
  • 22 g świeżych drożdży
  • 160 ml mleka
  • 40 g cukru
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 1/4 łyżeczki soli

kruszonka:
  • 250 g mąki pszennej
  • 75 g miękkiego masła
  • 100 g płynnego miodu
  • 1 żółtko

dodatkowo:
  • 3 dojrzałe gruszki

Do miski przesiać mąkę. Na środku zrobić wgłębienie, wkurszyć drożdże, zasypać 1 łyżeczką cukru i zalać 1/3 mleka. Odstawić na 15-20 minut, żeby drożdże ruszyły.

Po tym czasie dodać do ciasta resztę cukru, mleka, sól, jajko oraz żółtko i dokładnie wymieszać. Na końcu dodać masło. Wyrobić gładkie, elastyczne, nieklejące się ciasto. Odstawić do podwojenia objętości na około 40 minut.

Po tym czasie ciasto jeszcze raz szybko wyrobić, rozwałkować i wyłożyć nim formę wcześniej wyłożoną papierem do pieczenia.
Pozostawić do napuszenia na 20 minut.

Masło na kruszonkę zmiksować na gładko z miodem. Dodać żółtko, wymieszać. Wsypać mąkę, zmiksować (ciasto nie jest bardzo suche, ale takie ma być).
Gruszki obrać, podzielić na ćwiartki, wyciąć gniazda nasiennie, pokroić na cienkie plasterki.
Owoce rozłożyć równomiernie na cieście, posypać kruszonką.

Piec w 200 st. 40-45 minut do tzw. suchego patyczka.

Smacznego!

Po wczorajszej konsumpcji NS z D. zaczęli wspominać, jak wspaniale smakują eklerki z bitą śmietaną i polewą czekoladową. Ja mam dzisiaj dzień wolny. Tak tylko delikatnie sugeruję, czego można spodziewać się w najbliższych dniach...