Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figi suszone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figi suszone. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 października 2017

Odcienie fioletu - sernik z czarnym bzem i figami

Jestem uzależniona od pogody.
Nie mogę się przez to ogarnąć; kto by pomyślał, że kilka promyków może wprawić mnie w stan bliski euforii...?

Pogoda jest, jaka jest. Nikt nie ma na nią wpływu, za to ona ma wpływ na nas. Kiedy pada i wieje, jest szaro i ponuro, zaparzam cały seledynowy dzbanek gorącej, aromatycznej herbaty, zawijam się w koce i siedzę na kanapie z książką na kolanach. Mimowolnie wędruję wzrokiem do okien; a tam ciemności i fruwające po ogrodzie, bure liście. W dach bębni deszcz, a ja czuję, że niechęć do świata pęcznieje mi w żołądku.
Wystarczy jednak, że zaświeci słońce, a wstępują we mnie ilości energii, o które bym się nie podejrzewała. Odkurzę, zrobię pranie, wyjdę na długi spacer z psami, z którego wrócę z kieszeniami pełnymi kasztanów i żołędzi. Zrobię ciasto, ugotuję rozgrzewającą zupę-krem, którą zjemy w kuchni w promieniach zachodzącego słońca. Mogę góry przenosić!
Bo zaświeciło słońce...
Też tak macie? Czy ja już zupełnie zwariowałam...?

Dzisiaj mam dla Was kolejny z figowych przepisów. Zupełnie zawróciły mi w tym roku w głowie; po prostu nie mogę się od nich opędzić! Kupuję kolejne pudełeczka, zanim jeszcze wykorzystam zawartość tych czekających cierpliwie w lodówce. Sezon na figi zawsze kończy się za szybko, chcę więc nacieszyć się na zapas.

Tym razem przygotowałam sernik, na który przepis znalazłam na stronie Cakes and coffee. Niedawno przygotowałam parę buteleczek syropu z czarnego bzu, był to więc niemal oczywisty wybór.
Sernik wyszedł boski! Spód jest lekko chrupiący i kleisty; taki inny od zwykłych ciasteczkowych, które zazwyczaj przygotowuję. Masa serowa ma wyraźny smak owoców czarnego bzu; dałam zdecydowanie więcej syropu niż zakłada oryginalny przepis, zupełnie za to pominęłam dodatek cukru. Karmelizowane figi na wierzchu to czysta rozpusta; całość smakuje obłędnie! I wygląda pięknie. Ale mi wszystko, co z figami, podoba się wręcz szalenie...

Sernik z czarnego bzu z karmelizowanymi figami


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 50 g ciastek digestive
  • 10 g kakao
  • 40 g migdałów
  • 20 g orzechów włoskich
  • 90 g suszonych fig
masa serowa:
dodatkowo:
  • 5 fig
  • 2 łyżki cukru
  • 50 ml śmietany kremówki (38%)
Ciasteczka, kakao, migdały, orzechy włoskie i figi zmiksować w malakserze na grudkowatą, lepką masę. 
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wsypać do formy masę, ugnieść dłońmi, schłodzić w lodówce przez 30 minut.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kremówkę ubić.
Syrop podgrzać, dodać do niego odciśniętą żelatynę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia.
Mascarpone zmiksować z serkiem kremowym, dodać żelatynę z syropem, połączyć. Dodać ubita kremówkę, selikatnie wymieszać łyżką.
Przelać masę na schłodzony spód, wyrównać. Schłodzić w lodówce przez minimum 3 godziny.

Figi pokroić na połówki lub ćwiartki.
Na patelni skarmelizować cukier, dodać śmietanę, podgrzewać jeszcze chwilę aż do połączenia składników. Na patelnię włożyć figi, smażyć kilka minut - owoce powinny lekko zmięknąć, ale nie mogą się rozpadać.

Ostudzone figi wyłożyć na sernik, polać powstałym sosem.

Smacznego!


Moje myśli powoli wędrują ku Halloween; przecież to już najwyższy czas, żeby wymyślić jakieś straszne słodkości!

sobota, 4 lutego 2017

O lokalnym patriotyzmie mojego samochodu i zimowej granoli. Z białym makiem

Nie lubię dużych miast.
Owszem, właśnie w dużym mieście się urodziłam i wychowałam, i ciągle wracam do niego z przyjemnością i z sentymentem zaglądam w stare kąty, które za każdym razem zaskakują mnie ogromnymi zmianami (na szczęście, najczęściej na lepsze). Jednak gdy stanęłam przed wyborem miejsca, w którym zamieszkam na dłużej (być może już na zawsze), wybrałam małe miasteczko. Takie wiecie; z główną ulicą, którą da się przejść w dziesięć minut, z dwoma sklepami spożywczymi, parkiem, który płynnie przechodzi w przyjazny spacerowiczom las, i z rzeczką, nad którą dumnie rozłożył się zamek. Powstrzymajcie wyobraźnię; to w końcu żaden Malbork. Pałacyk raczej, dość skromny... Gdy po kilku tygodniach po przeprowadzce zapytałam C., czy możemy się wybrać na dłuższy spacer, żebym ten zamek mogła sobie w końcu obejrzeć, popatrzył na mnie dziwnie i sprowadził mnie na ziemię słowami: Przecież codziennie obok niego jeździsz...
Ale dość już o zamku, bo zaraz cały splendor tej mojej mieścinie odbiorę.

Jutro już znów jadę do szkoły. Na Zelandię. I choć szkołę lubię, to internat mnie zniesmacza, a wyspa nieco onieśmiela. Wydaje mi się, że wszystko tam dzieje się szybciej, a ludzie są bardziej zabiegani i mniej przyjaźni niż tutaj. Ale to tylko moje subiektywne zdanie, rzecz jasna...
W każdym razie w środę, wracając z pracy, znalazłam się w dość nieprzyjemnej sytuacji. Gdy tylko wyjechałam z autostrady na ostatnią prostą do domu, samochód nagle zrobił bum!, po czym zatrzymał się na środku skrzyżowania. Prawie pół godziny czekałam na pomoc drogową, kuląc się i próbując być niewidzialną, gdy inni kierowcy mnie mijali i na mnie trąbili. Na szczęście Pan Mechanik znów stanął na wysokości zadania, i uporał się z problemem w kilka godzin. Autko jest gotowe do naszej jutrzejszej podróży, i mam nadzieję, że oszczędzi mi psikusów.
Zabawne jednak jest to, że poprzednim razem, gdy miałam jechać do szkoły, samochód też się zepsuł. Kto by pomyślał, że jest takim lokalnym patriotą...

Dziś mam dal Was przepis na zimową granolę, który podpatrzyłam u Lo. Nie mogłam się oprzeć dodatkowi maku i suszonych fig. Robiłam ją dwa razy; za drugim razem zmniejszyłam ilości miodu i syropu klonowego o połowę. Mniej słodka smakuje nam zdecydowanie bardziej.
Zamiast fig możecie użyć suszonej żurawiny; będzie jeszcze bardziej zimowo. Ale ja te drobne, chrupiące pesteczki i super słodkie figi wprost uwielbiam, a tutaj pasują doskonale.

Zimowa granola z figami i syropem klonowym


Składniki:
(na 2 litrowy słoik)

  • 45 ml oleju
  • 50 ml syropu klonowego
  • 50 g miodu
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 350 g drobnych płatków owsianych
  • 50 g sezamu
  • 25 g białego maku
  • 100 g pestek dyni
  • 50g płatków migdałowych
  • 100 g suszonych fig
  • 50 g chipsów kokosowych

Miód podgrzać, żeby dodać syrop, olej i ekstrakt. Wymieszać.
Płatki wymieszać z sezamem, makiem, pestkami dyni i migdałami. Wlać mokre składniki, dobrze połączyć.
Równomiernie rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 160 st. C. 20 minut, w połowie pieczenia mieszając.
Wyjąć blachę z piekarnika, posypać granolę chipsami kokosowymi i pokrojonymi figami. Wstawić z powrotem do wyłączonego piekarnika. Zostawić do całkowitego ostudzenia.

Granolę przechowywać w szczelnie zamkniętym słoju.

Smacznego!

I tak, wiem; zdjęcie zdecydowanie zimowe nie jest. Ale ja już tęsknię za latem...

wtorek, 2 lutego 2016

Granola. Na dobry początek tygodnia

Kto powiedział, że nie lubi poniedziałków i sprawił, że stało się to hasłem przewodnim rodzaju ludzkiego...? Nie pamiętam. Ale szczerze mogę stwierdzić, że palnął totalną głupotę. Albo nigdy nie pracował w piekarni...
Ja kocham poniedziałki! Są ciche, spokojne, nikt się nie spieszy, nie biega jak w ukropie (a przecież nawet pięciolatki wiedzą, że w piekarni biegać nie wolno!), nie krzyczy i nie popędza. Spokojnie uzupełnia się nadszarpnięte w weekendowym ferworze zapasy; a to tarty się zrobi, a to czekoladowe dekoracje, a rano jest mnóstwo czasu na przygotowanie raptem stu dwudziestu festelavnsboller. No bajka, mówię Wam!

Poza tym wtorki mam wolne; taki przedsmak weekendu, chwila oddechu. Dzisiaj jednak chyba tylko zwinę się pod kołdrą; szczytem możliwości wydaje się dotarcie na kanapę. Głowa boli, stawy bolą, gardło boli... No, jednym słowem: boli. A już jutro od nowa trzeba ruszać do pracy! Przecież uczniom cukierniczym nie wypada wręcz chorować...

Gdy jestem w takim stanie, na śniadanie najlepiej sprawdza się ciepła owsianka. Nie podrażnia gardełka, przyjemnie rozgrzewa i sprawia, że świat staje się przyjemniejszy. A jeśli nie mam siły nawet na to (tudzież C. jest poza domem w porze śniadania), sięgam do słoika z domową granolą.
Stoi sobie taki na blacie w kuchni, zawsze pełny. Odkąd spróbowałam po raz pierwszy, nie mogę się oprzeć coraz to nowym kombinacjom. Na początku skrupulatnie stosowałam się do przepisów; teraz po prostu mieszam to, na co aktualnie mam ochotę. I tak właśnie powstała ta dyniowo-pomarańczowa granola. Zamiast cukru - suszone figi i syrop klonowy. Do tego porcja płatków, ziarenek i orzechów w połączeniu z lekką nutą cynamonu i wyraźniejszą pomarańczy. Niebo w buzi! 
Spróbujecie...?

Granola dyniowo-pomarańczowa


Składniki:
(na 2 l granoli)
  • 300 g płatków owsianych
  • 100 g płatków jęczmiennych
  • 25 g pestek dyni
  • 75 g ziaren słonecznika
  • 50 g orzechów pekan
  • 40 g ziaren lnu
  • 200 g musu z dyni
  • 65 ml syropu klonowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 180 g suszonych fig

Płatki, dynię, słonecznik, len i grubo posiekane orzechy wymieszać w dużej misce.
Dynię, syrop klonowy, cynamon, ekstrakt z wanilii, skórkę i sok z pomarańczy dokładnie wymieszać. Dodać do suchych składników, połączyć.
Wyłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 40 minut, kilka razy mieszając w trakcie pieczenia.

Do przestudzonej granoli dodać pokrojone w kostkę figi. Wystudzić całkowicie. Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!

I tak, wiem, powinnam smażyć pączki. Ale stanie nad garem pełnym gorącego oleju zupełnie mi teraz nie w głowie... 

czwartek, 16 maja 2013

Deszczowy maj. I sernik zamiast słońca

Pada. Leje. Kropi. Siąpi. Na zmianę.
Z małymi przerwami na spacer z psą. 
Grzmi. Psa wtula mi nos w zgięcie łokcia, bo się boi huku piorunów. 
I jemy sernik. Pocieszająco-rozgrzewający, pomarańczowo-figowy.

Kupiłam kilogram pomarańczy i zastanawiałam się, co zrobić z tymi kilkoma, które mi zostały. Stwierdziłam, że będzie sernik, koniecznie pieczony. C. woli te na zimno, ale czasem muszę dogodzić też sobie... 
Zaczęłam przeglądać książki o sernikach, aż w końcu w Cheesecakes baked and chilled The Australian women's weekly trafiłam dokładnie na to, czego chciałam. Chrupiący, orzechowy spód, słodka, a jednocześnie wyrazista za sprawą cynamonu i goździków masa figowa, a całość zwieńczona cudownie kremowym serem z nutą pomarańczy. Wyszedł dokładnie taki, jak się spodziewałam - pyszny, mazisty, pełen kontrastów, które wspaniale się uzupełniają. Delikatny za sprawą mascarpone, który nadaje sernikom nadzwyczajnej, wyjątkowej struktury. Poezja smaku. Koniecznie spróbujcie, jeśli tylko będziecie mieli pomarańcze i figi.

Sernik pomarańczowy z suszonymi figami


Składniki:
(na formę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 80 g niesolonych orzeszków ziemnych
  • 125 g herbatników maślanych
  • 80 g masła

masa figowa:
  • 200 g suszonych fig
  • 100 ml soku z pomarańczy
  • 1 laska cynamonu o długości 5 cm
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków

masa serowa:
  • 250 g serka kremowego
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 120 g cukru
  • 250 g mascarpone
  • 2 jajka

Orzechy zmiksować z ciasteczkami na miał. Masło rozpuścić, wymieszać z masą.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, następnie wyłożyć masę ciasteczkową i dokładnie docisnąć do dna. 

Schłodzić w lodówce przez 20-30 minut, a następnie podpiec w 180 st. C. przez 10-12 minut.
Ostudzić.

Figi drobno posiekać. Wymieszać w małym garnku z sokiem z pomarańczy i goździkami, dodać cynamon. Gotować na małym ogniu przez 10 minut, lub dopóki większość soku nie odparuje. Ostudzić.

Serek utrzeć ze skórką i cukrem na puszystą masę. Dodać mascarpone, zmiksować. Po jednym wbić żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu.
Białka ubić na sztywną masę, partiami dodawać do masy serowej, delikatnie mieszając łyżką.

Na ostudzony spód wyłożyć masę figową, a na wierzch serową. Wyrównać powierzchnię.

Piec w 140 st. C. przez 75-90 minut.
Wystudzić w uchylonym piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce przez co najmniej 3 godziny przed podaniem.

Smacznego!

Podjęłam wiosenne postanowienie - znów zaczęłam ćwiczyć. Zumba i fitness w planie przynajmniej trzy razy w tygodniu (ze względu na pracę raczej nie dam rady częściej, ale niczego nie wykluczam). Co prawda nie przybrałam przez zimę na wadze bardzo dużo, ale jednak trochę i potrzebuję poczuć się lepiej. W związku z tym możliwe, że będę nieco mniej piekła - słodkości jakoś nie idą w parze z gubieniem wagi... Póki co jednak mam maliny, truskawki i rabarbar, więc coś z tego z pewnością zmieni się niedługo w pyszne ciacho.