Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melasa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 listopada 2017

Brunkager, czyli brązowe ciasteczka pachnące świętami

Za każdym razem, gdy zaczynam szkołę, bardzo denerwuję się na myśl o nowej współlokatorce. Jestem już w tym wieku, że mam swoje przyzwyczajenia i dziwactwa, z których ciężko mi zrezygnować, chociaż wiem, że mogą być denerwujące. C. już dawno przywykł (a jeśli nie, to dobrze ten fakt przede mną ukrywa), a reszta świata... No właśnie - ze mną nie mieszka. A tu nagle nie dość, że mam dzielić pokoik trzy na dwa i pół metra z maleńką łazienką, to jeszcze z kimś zupełnie nieznanym - czyli, mówiąc wprost, może to być dosłownie każdy. No... Dziewczyna. Tudzież kobieta. W internacie nadal obowiązuje podział płci; chociaż toalety na korytarzach są unisex.
Każdorazowo wyobrażam sobie najgorsze - młode, rozwydrzone i niewychowane. Za pierwszym razem miałam niewyobrażalne szczęście, i moja przyszła niedoszła współlokatorka nigdy się nie pojawiła. Drugim razem przypadła mi miła dziewiętnastolatka, dość spokojna i przyjemna w obyciu, ale z którą nie miałam wielu tematów do rozmów. Tym razem... Może być zupełnie inaczej.
Już sam fakt, że ma na imię Josephine, powinien był mnie uspokoić (od dawna bowiem wiem, że jeśli w moim życiu pojawi się córeczka, tak właśnie zostanie nazwana). Jose jest bardzo żywiołowa i energiczna, ciągle uśmiechnięta i bardzo otwarta. Nasz pierwszy wspólny wieczór (i pół nocy też, jeśli mam być zupełnie szczera) przegadałyśmy nie wiedząc, kiedy uciekły nam te wszystkie godziny. Z pewnością pomogła butelka wina, którą wypiłyśmy do kolacji, ale muszę przyznać, że dogadałyśmy się wyśmienicie. I chyba pierwszy raz jestem zadowolona z przymusu mieszkania z kimś zupełnie obcym...
Okazuje się, że takie niespodzianki mogą być zaskakująco pozytywne.

Obie z Jose jesteśmy totalnie zakręcone na punkcie Bożego Narodzenia; po południu jedziemy kupić wieniec, który powiesimy na drzwiach pokoju, a po weekendowym pobycie w domu podejrzewam, że nasz pokój będzie przypominał hipermarket pięć minut przed pierwszą gwiazdką. Skarpety z reniferami mamy obie...
A żeby i Was choć trochę wprowadzić w ten świąteczny nastrój (w końcu to już niemal grudzień, najwyższa więc pora!), mam dla Was przepis na duńskie pierniczki.
Z naszymi polskimi niewiele mają wspólnego; są cieniutkie i chrupkie, ze sporą ilością migdałów i pistacji. Muszę przyznać, że skradły moje serce zaraz po przeprowadzce do Danii; są niesamowicie aromatyczne i... Takie inne. Pyszne! W dodatku robi się je bardzo łatwo i szybko, a pachną - zniewalająco! Czy można chcieć czegoś więcej...?
Ten przepis znalazłam w Julebag og knas, Familie Journal nr 49/2015, i już dawno miałam chęć, żeby go wypróbować. Jakoś nie zdołałam wcześniej... I teraz bardzo tego żałuję.

Brunkager z pistacjami i migdałami


Składniki:
(na około 135 ciasteczek)
  • 125 g masła
  • 60 g melasy
  • 125 g cukru
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 30 g słupków migdałowych
  • 30 g pistacji bez łupinek
  • 1 łyżeczka potażu
  • 1 łyżeczka wody
  • 250 g mąki pszennej

Masło, melasę i cukier umieścić w garnuszku. Podgrzewać aż do rozpuszczenia, często mieszając. Nie gotować.
Gdy cukier się rozpuści, dodać cynamon i goździki, słupki migdałowe i grubo posiekane pistacje. Wymieszać, odstawić do ostudzenia.
Potaż rozpuścić w wodzie, dodać do masy. Na końcu dodać mąkę, wymieszać.

Ciasto podzielić na pół, z każdej części uformować wałeczek o grubości 3,5-4 cm. Zawinąć je w folię spożywczą, schłodzić w lodówce przez noc.

Następnego dnia pokroić ciasto na plasterki grubości 1 mm, układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 175 st. C. przez 7 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Rzutem na taśmę dodaję ostatni przepis do akcji Ani:

poniedziałek, 20 listopada 2017

Przedświąteczne upojenie i pierwsze w tym roku pierniczki

W tym roku wyjątkowo wcześnie wpadłam w świąteczny nastrój. Zawsze oburzałam się na bożonarodzeniowe dekoracje już w październiku, ale tym razem sama na początku listopada zaczęłam piec pierniczki, a dom udekorowałam świątecznymi ozdobami. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka; nie to, żebym musiała się tłumaczyć, ale odczuwam potrzebę wyjaśnienia takiej nagłej zmiany.
Po pierwsze, od dwudziestego siódmego listopada aż do dwudziestego drugiego grudnia będę poza domem. Kiedy więc mam nacieszyć się moimi skrzatami, jeśli nie teraz...? Po drugie, świąteczne kiermasze rozpoczęły się w tym roku, mam wrażenie, wyjątkowo wcześnie. A kiedy człowiek spędzi cały dzień wśród bombek, choinek i światełek, w powietrzu przesyconym zapachem cynamonu i grzanego wina, nie ma ochoty wynurzać się z tej świątecznej atmosfery. Oplata ona niczym najgęściejsza mgła; mimo, że teoretycznie się z niej wyplątało, pasma pozostają na skórze, włosach i ubraniu. I nie dają o sobie zapomnieć. Po powrocie do domu przygotowałam więc kakao z bitą śmietaną i zajadając się cytrynowo-marcepanowymi ciasteczkami, snułam plany na kolejne dni. Pierniczki i bułeczki z kardamonem, trzy rodzaje grzańca i medista z ziemniakami na obiad. Do tego napalić w kominku, zawinąć się w wełniany koc i... Cieszyć się chwilą.
Przedświąteczne upojenie.

Dziś więc pierwszy przepis na pierniczki.
Znalazłam go w duńskim magazynie Julesmag 2016. I, muszę przyznać, już na wstępie miałam zagwozdkę. Honnigkage to, tłumacząc dosłownie, ciasteczka miodowe. Ale przecież w składnikach nie ma miodu! Zamiast więc tłumaczyć dosłownie, co sprawdza się, niestety, niezbyt często, należy przetłumaczyć bardziej intuicyjnie; będą to więc po prostu pierniczki na melasie.

Są pyszne! Potrzebują dwóch-trzech tygodni na zmięknięcie, ale gdy to już nastąpi, po prostu rozpływają się w buzi. Pięknie pachną, a smakują... Po prostu jak pierniczki. Świetnie nadają się do dekoracji lukrem królewskim, bo choć rosną, to pozostają w miarę płaskie. No i dobra wiadomość dla alergików - są bez jajek.
Więc jak - skusicie się...?

Pierniczki na melasie


Składniki:
(na 100-120 sztuk)
  • 1020 g mąki pszennej
  • 50 g masła
  • 440 g cukru
  • 200 ml melasy
  • 200 ml wody
  • 1 łyżka mielonego cynamonu
  • 1 łyżka mielonego imbiru
  • 1 łyżka mielonego kardamonu
  • 1 łyżka sody oczyszczonej
W garnuszku rozpuścić masło. Dodać cukier, melasę i wodę, podgrzewać aż do całkowitego rozpuszczenia cukru. Przelać mieszankę do dużej miski, dodać przyprawy i sodę, wymieszać. Partiami dodawać mąkę, cały czas mieszając.
Przykryć miskę z ciastem folią spożywczą, wstawić na noc do lodówki.

Następnego dnia wałkować ciasto na grubość 5 mm, wycinać foremkami dowolne kształty. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy.

Piec w 200 st. C. przez 6-10 minut.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

Smacznego!


Już za tydzień o tej porze będę znowu na Zelandii... Jak ten czas pędzi!

Przepis dołączam do akcji Ani:

wtorek, 20 grudnia 2016

Najaromatyczniejsze. Pierniczki

Sezon na świąteczne jarmarki zakończyliśmy wizytą w okolicach Billund (tak, tak, tam właśnie jest Legoland), gdzie, muszę przyznać, oczy mi się zaświeciły i myślałam, że nigdy spomiędzy tych wszystkich krasnali nie wyjdę.
Miejsce to zaskoczyło mnie o tyle, że cała atrakcja znajduje się w... Stodole. Starsze małżeństwo zamieniło budynek gospodarczy w przedświąteczny raj. Półki i stoły zapełnione są najróżniejszymi dekoracjami: od zupełnie maleńkich krasnali i domków, idealnych do stworzenia mikroskopijnej, mikołajkowej wioski, przez coraz większe porcelanowe i materiałowe figurki, aż do dekoracji choinkowych i świeczek. Muszę przyznać, że te ostatnie zaparły mi dech. Ręcznie malowane, po prostu dzieła sztuki. Na wieść, że pochodzą z Polski, poczułam niejaką dumę z rodaków. Zachwyceni, kupiliśmy dwie, które ozdobią nasz wigilijny stół. O ile C. przemoże się i pozwoli mi je zapalić...

Razem ze świeczkami do domu wróciły z nami dwa bałwanki, trochę bombek i urocza miseczka, która natychmiast została wypełniona pierniczkami. Szczerze mówiąc, trochę żałuję, że kupiłam tylko jedną...

A teraz już, niestety, pozostaje tylko czekać na kolejne jarmarki w przyszłym roku... 

W grudniu nie mogło się obyć bez wspólnego pieczenia świątecznych ciasteczek. Razem z Emilią, Mopsikiem, Mirabelką i Zuzią zabrałyśmy się więc ochoczo do pracy.
Ja znalazłam przepis w magazynie Mad og venner, nr 134/2015. Najpierw zachwyciło mnie zdjęcie trochę nieporadnych łosi, a gdy przeczytałam aromatyczną listę składników, po prostu nie mogłam się oprzeć. Gotowe pierniczki wręcz odurzają zapachem! Korzenne przyprawy mieszają się z cytrusami, tworząc wyjątkowo świąteczną i nastrojową fuzję. A ten smak... Cóż, to chyba najsmaczniejsze pierniczki, jakie udało mi się upiec! Są miękkie, odpowiednio słodkie, lekko karmelowe za sprawą melasy i... Po prostu idealne. 
Musicie je mieć!

Miodowo-cytrusowe łosie


Składniki:
(na około 60 ciastek)
  • 800 g mąki pszennej
  • 1 łyżka mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 250 g miękkiego masła
  • 150 g ciemnego cukru muscovado
  • 135 g miodu
  • 200 g melasy
  • 2 jajka
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • skórka otarta z 1 cytryny
Mąkę przesiać z proszkiem, dodać imbir, goździki i cynamon, wymieszać.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodać miód i melasę, zmiksować. Po jednym wbić jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Następnie dodać skórki z cytrusów, połączyć.
Na końcu partiami dodawać mąkę z przyprawami, miksując na najniższych obrotach miksera.

Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1 godzinę (można przez całą noc).

Schłodzone ciasto wałkować na grubość 6 mm, wycinać foremkami łosie (lub inne dowolne kształty). Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując niewielkie odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 8-10 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Oczywiście, kształty można wykrawać dowolne. U mnie, poza reniferami, zagościły też inne zwierzątka: wiewiórki, jeże, lisy... Jeśli jednak użyjecie tylko dużych form, ciastek wyjdzie nieco mniej (około czterdziestu). 

czwartek, 15 grudnia 2016

Tysiąc i jeden. I skandynawsko-kawowa fuzja

Jak ten czas leci... I nie mam tu na myśli (zupełnie wyjątkowo!) zbliżających się wielkimi krokami Świąt Bożego Narodzenia. Moim oczom, zupełnie niespodziewanie, w statystykach bloga ukazała się liczba tysiąc. A po chwili tysiąc i jeden. Z wrażenia aż na moment zapomniałam, jak się na klawiaturze pisze. W pierwszej chwili chciałam liczyć na palcach, czy aby na pewno się zgadza, ale szybko się zorientowałam, że palców zabraknie mi na długo przed tym, zanim się tego tysiąca doliczę. Zdecydowałam się więc zaufać mądrzejszym ode mnie i wierzę, że na moim blogu naprawdę pojawiło się już tysiąc jeden postów (a za chwilkę, gdy będziecie to czytać, całe tysiąc dwa). 

Jestem zachwycona to liczbą. Sami musicie przyznać: wygląda to naprawdę imponująco. Z drugiej strony, nieco mnie to zbiło z tropu; bo czy aby na pewno dobrze zużywam mój wolny czas, na którego nadmiar nie mogę narzekać...? Najpierw w samochodzie i pod prysznicem obmyślam przepisy i układam kolejne zdania kolejnych wpisów, później pichcę jak nawiedzona, żeby na koniec godzinami stukać w klawiaturę. I co ja z tego właściwie mam...?

Ano, tysiąc postów (i jeden). I to już wystarczająca nagroda, bo mówi mi, jak potrafię być wytrwała. I mam Was, moich Czytelników. Jesteście niezastąpieni. 
Więc dalej będę piec, by później o tym dla Was pisać (bo tak naprawdę już dość dawno temu przestałam pisać tylko dla siebie). I będę się cieszyć każdym kolejnym postem; być może za kilka lat będziemy świętować tysiące dwa...?

Z tej niezwykle radosnej okazji mam dla Was bajecznie pyszne pierniczki. Są tak wyraziste w smaku i pachną tak obłędnie, że będziecie je musieli schować bardzo, bardzo głęboko, żeby dotrwały Świąt.

Przepis znalazłam już w zeszłym roku na blogu Cake Caprice, ale jak to bywa tuż przed Świętami, nie dałam  rady go wtedy wypróbować. Ciągle jednak chodził mi po głowie, bo połączenie kruchutkich, lekko pikantnych pepparkakor z kawą, której smak i zapach w wypiekach wprost ubóstwiam, nie mogło się nie udać.
Już gdy zagniotłam ciasto, jego aromat niemal zawrócił mi w głowie. Ten wydobywający się z piekarnika przyprawił mnie o szybsze bicie serca, a C. przyciągnął do kuchni. Usiedliśmy przy stole, i wgapieni w szybkę, czekaliśmy niecierpliwie. Pierwsze sztuki poparzyły nam palce i języki, ale było warto. Jakie one są dobre! Intensywne, kruchutkie, no po prostu idealne! 
Musicie je upiec. 
No naprawdę musicie!

Kawowe pepperkakor


Składniki:
(na około 110 sztuk)
  • 150 g melasy
  • 115 g masła
  • 100 g cukru
  • 350 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżeczka kawy mielonej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 2 łyżki ciemnego rumu

Melasę, masło, cukier i kawę rozpuszczalną rozpuścić, przestudzić.
Mąkę przesiać z sodą, wymieszać z kawą mieloną, cynamonem, imbirem, goździkami i przyprawą do piernika. Po środku zrobić wgłębienie, wlać melasę, ekstrakt i rum, wbić jajko. Ciasto dokładnie wymieszać na gładką, lepką masę. Miskę przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce 2-3 godziny.

Po tym czasie ciasto wałkować na grubość 2-3 mm, podsypując mąką. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując niewielkie odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 8-10 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


Oczywiście, można je udekorować lukrem. Właściwie świetnie się do tego nadają, bo trzymają kształt podczas pieczenia. Ja moje przygotowałam na rodzinne lukrowanie, które odbędzie się w niedzielę. Już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć, jakie to cuda wyjdą spod naszych rąk...

środa, 9 listopada 2016

Skandynawskie ciasto pachnące piernikiem

W poniedziałek w pracy zapachniało Świętami. Thomas zabrał się za pieczenie pierniczków - w ilości hurtowej. Ze swoimi czterema skrzatami zagniatał, wałkował, wykrawał i piekł chyba przez cały dzień. Zapach, który rozchodził się po piekarni sprawiał, że wszyscy nagle zaczęli się szerzej uśmiechać, oddychać głęboko i rozglądać się w okół z lekkim rozmarzeniem w oczach. 
A to przecież dopiero początek...

W niedzielę idziemy na pierwszy świąteczny jarmark. Okazuje się, że przeprowadziliśmy się do miejsca idealnego dla świątecznych maniaków (jakimi, nie bójmy się tego przyznać otwarcie, razem z C. jesteśmy). W pałacu i okolicach już od ponad tygodnia stoją choinki, a w zeszły weekend zjechało się całe mnóstwo ludzi. Z tego, co się zorientowałam, atrakcji jest sporo: można odwiedzić warsztat Mikołaja, obejrzeć, jak zapalają światełka na ogromnej choince, kupić skrzaty i inne świąteczne ozdoby, posłuchać chóru i zobaczyć występ Pyrusa - bohatera jednego z adwentowych kalendarzy. Jest ich całe mnóstwo - najróżniejsze historie w bożonarodzeniowych klimatach, podzielone na dwadzieścia cztery krótkie odcinki, wyświetlane codziennie przez cały grudzień, aż do Wigilii. Tego z Pyrusem jeszcze nie widziałam, ale jest to ukochana wersja sióstr C., zjedzie się więc cała rodzina, żeby go obejrzeć na żywo.
Ogromnie jestem podekscytowana - uwielbiam duńskie świąteczne jarmarki! Gløggæbleskiver i hygge; sami powiedzcie, czy można się temu oprzeć...?

W związku z tym, że atmosfera mimowolnie zaczyna się robić świąteczna, pierwszy z serii piernikowych przepisów. Znalazłam go w książce Signe Johansen Scandilicious baking, i po prostu nie mogłam się oprzeć. Ciasto nie jest lekkie i puszyste, ale też nie tak ciężkie, jak się spodziewałam. Lekko jakby kleista konsystencja i obłędnie intensywny aromat korzennych przypraw sprawiają, że nie można przejść obok niego obojętnie. Ani poprzestać na jednym kawałku - wciąga bowiem niesamowicie.
No i ten piękny, miodowo-złoty kolor, który wprost zachwyca...

Z braku świeżego imbiru użyłam mielonego, a zamiast maślanki - ylette. Smakuje troszkę delikatniej niż maślanka, i jest gęstszy - Duńczycy mają tyle wersji zakwaszonego mleka, że naprawdę ciężko je wszystkie ogarnąć... Użyjcie maślanki lub jogurtu naturalnego - wyjdzie tak czy inaczej.

Piernikowe ciasto z imbirem i melasą


Składniki:
(na keksówkę 30x11 cm)

  • 125 g masła
  • 175 g ciemnego cukru muscovado
  • 150 ml melasy
  • 250 ml maślanki (ylette)
  • 2 jajka
  • 175 g mąki orkiszowej
  • 75 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki soli
Formę wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Masło, cukier i melasę podgrzewać w garnuszku, aż wszystko się rozpuści i dobrze połączy. Przestudzić.
Jasną mąkę przesiać, wymieszać z pełnoziarnistą, sodą, proszkiem, przyprawami solą.
Jajka lekko ubić, dodać maślankę, połączyć. Wlać melasę, dokładnie wymieszać. W 2 partiach dodać mąkę, dobrze połączyć.

Gęste ciasto przełożyć do formy, wyrównać wierzch.

Piec w 170 st. C. przez 1 godzinę, 15 minut przed końcem pieczenia przykryć ciasto folią aluminiową, aby zbytnio nie ściemniało.
Przestudzić w formie 15 minut, następnie wyjąć na kratkę i zostawić do całkowitego ostudzenia.

Smacznego!

A ja już się zastanawiam, co upiec na niedzielę, żeby wprowadzić nas w odpowiedni klimat...

Ciacho dodaję do akcji skandynawskiej Mopsika, bo bardziej skandynawskie to już by być nie mogło.

czwartek, 23 czerwca 2016

Na Dzień Taty: drożdżówka z rabarbarem. I melasą

Zapach ciasta drożdżowego przenosi mnie w słodkie dni dzieciństwa, gdy babcina kuchnia wypełniała się tym aromatem niemal w każdy weekend. Oczywiście, tamta drożdżówka jest najlepsza na świecie: z dużą ilością kruszonki, czasami z rabarbarem. Miękka, puszysta i delikatna. I choć wszyscy doskonale znali zdanie Babci na temat jedzenia ciepłego ciasta drożdżowego (ani mi się waż! Brzuch Cię będzie bolał), to i tak naszym ulubionym zajęciem było podkradanie cieplutkich kawałków, lub choćby uszczknięcie odrobiny kruszonki. Mmm, pycha!

Mój Tato jest wielkim fanem drożdżówki z rabarbarem, pomyślałam więc, że to idealny deser na dzisiejszy dzień. Co prawda, nie mogę go poczęstować (ciągle czekamy, aż będzie można wysyłać jedzenie przez USB), jednak mam nadzieję, że ucieszy go sama idea takiego deseru specjalnie dla niego.

Wszystkiego najlepszego z okazji Twojego dnia, Tato!

Ten przepis znalazłam u Madame Edith. Zaciekawił mnie dodatek melasy do ciasta; zastanawiałam się, jak wpłynie on na smak i konsystencję gotowego wypieku. Różnica, moim zdaniem, nie jest mocno wyczuwalna; ciasto jednak nabiera delikatnie karmelowego koloru i lekko dymnego posmaku melasy. Zdecydowanie jest to ciekawa opcja dla tych, którym znudziły się już klasyczne ciasta drożdżowe. Ja dodałam rabarbar i truskawki - wpasowały się tu idealnie. Soczyste owoce na nieco konkretniejszym cieście drożdżowym świetnie sprawdzą się jako podwieczorek, a nawet późne, weekendowe śniadanie. 

Cóż, do pełni szczęścia brakuje tylko kruszonki...

Waniliowa drożdżówka z rabarbarem i truskawkami


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)
  • 300 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 100 g cukru
  • 60 g masła
  • 2 jajka
  • ziarenka z 1 laski wanilii
  • 1 łyżka melasy
  • 150 ml letniego mleka

dodatkowo:
  • 600 g rabarbaru
  • 2 łyżki cukru
  • 200 g truskawek

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżeczką cukru. Dodać 2 łyżki mleka i 2 łyżki mąki, dokładnie wymieszać. Przykryć ściereczką, odstawić na 15 minut.

Mąkę przesiać do dużej miski, wymieszać z solą, pozostałym cukrem i wanilią.
Masło rozpuścić i przestudzić.

Wyrośnięty zaczyn dodać do mąki razem z jajkami, melasą i pozostałym mlekiem. Zagnieść. Wlać masło, wyrobić gładkie, dość luźne ciasto.

Tortownicę wysmarować masłem. Wyłożyć do niej ciasto, przykryć ściereczką i odstawić na 1,5-2 godziny.

W tym czasie pokroić rabarbar na kawałki długości 1 cm, zasypać cukrem.
Truskawki pozbawić szypułek, pokroić na ćwiartki.

Na wyrośniętym cieście ułożyć rabarbar i truskawki.

Piec w 180 st. C. przez około 40 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


Ciągle jeszcze dochodzimy do siebie po przeprowadzce; wiele rzeczy ciągle leży nierozpakowana w kartonach i workach, nadal czekamy na większość mebli. Na tarasie jednak zamieszkał nowy grill i C. nie zawahał się go użyć. W efekcie zajadamy się znakomitymi posiłkami przygotowanymi pod gołym niebem - czuję się niemal jak na wakacjach! 
Przynajmniej w porze obiadu...

wtorek, 15 grudnia 2015

Pepperkaker, czyli pierniczkowe zoo

Nie umiem (wcale zresztą nie próbuję...) się powstrzymać przed wyszukiwaniem nowych przepisów na pierniczki, a później ich wypróbowywaniem. Te maleńkie, korzenne ciasteczka mają niesamowitą właściwość - znikają z puszek szybciutko, w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach, a Rodzina i znajomi ciągle domagają się kolejnych porcji. Naprawdę ciężko jest uchować jakieś do Świąt... Trzeba je chować głęboko, gdzie nikt nie spodziewałby się ich znaleźć. Albo przygotowywać te, na których można sobie zęby połamać zaraz po upieczeniu. Wtedy jest szansa, że konsumenci, zrażeni i nieusatysfakcjonowani, dadzą im poleżeć i w spokoju doczekać Wigilii...

Cóż, pierniczki, które chcę Wam dzisiaj zaproponować, mają być chrupkie, więc zbyt długie leżakowanie im nie grozi. Przepis znalazłam w książce Scandilicious baking Signe Johansen i muszę uczciwie przyznać, że marzyłam o nich już od dawna. Kupiłam nawet specjalne foremki w Ikei! Ale tak jakoś... Lata mijały, a ja nadal jadłam tylko kupne pepperkaker. Jest to ich szwedzka nazwa; po polsku byłyby to po prostu pieprzne ciasteczka. Nazwa pochodzi z dawnych czasów, gdy czarny pieprz był ich nieodzownym składnikiem; dzisiaj wiele receptur go pomija, ale za Signe, postanowiłam z niego nie rezygnować. Dzięki temu ciasteczka mają charakter! 
Wbrew pozorom, nie są aż tak pikantne, ale pięknie pachną korzennymi przyprawami. Są chrupiące i nie przypominają za bardzo tradycyjnych polskich pierniczków. Są jednak pyszne, i zdecydowanie warto je sobie upiec!

Zabawa z ciastem może być nieco uciążliwa; jest ono dość miękkie i lepkie, bez podsypywania mąką się nie obejdzie. Najlepiej wałkować je już na blasze, inaczej ciężko może być przenieść cieniutkie ciasteczka z blatu. A im cieńsze, tym lepsze i bardziej chrupiące! Moja pierwsza partia wyszła zbyt pulchna, później opanowałam system i każda blaszka wyglądała lepiej. 
Pierniczki nieco rosną, należy więc zachować odstępy.
I jeszcze jedno - użyłam foremek z Ikei różnej wielkości: od malutkich ślimaczków, jeży i wiewiórek, przez średniej wielkości niedźwiadki i lisy, aż do całkiem pokaźnych łosi (tudzież reniferów). Nie wiem więc, ile pierniczków wyjdzie, jeśli - tak jak Signe - postawicie na bardziej tradycyjne kształty.

Pepperkaker


Składniki:
(na 60-65 sztuk)
  • 150 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 70 ml melasy
  • 50 ml złotego syropu
  • 75 ml mleka
  • 1 żółtko
  • 450 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 1/4 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
  • 1.2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
Utrzeć masło z cukrem na puszystą, jasną masę.
Melasę, syrop, mleko i żółtko dokładnie ze sobą wymieszać. Do drugiej miski przesiać 400 g mąki, dodać przyprawy, sól i sodę. Wymieszać. Na zmianę dodawać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach miksera. Jeśli ciasto będzie zbyt luźne, dodać pozostałą mąkę.

Ciasto podzielić na pół, z każdej części uformować kulę, a następnie spłaszczyć, formując dysk o średnicy 10 cm.
Zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez noc.

Ciasto wyjąć z lodówki 15-20 minut przed wałkowaniem.
Wałkować ciasto na grubość 2-3 mm (im cieniej, tym ciasteczka będą bardziej chrupiące), układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Najlepiej jednak wałkować od razu na papierze, wycinać kształty a następnie usunąć pozostałe ciasto spomiędzy ciastek. 

Piec w 170 st. C. przez 8-10 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


Czy zdajecie sobie sprawę, że zostało raptem dziewięć dni do Wigilii...? 
Ach, już się nie mogę doczekać!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Zimowe babeczki

Nigdy bym nie pomyślała, że powiem kiedyś na głos: Jak miło było wstać tak późno w wolny dzień! o godzinie... Siódmej rano! Tak, tak, chyba powoli zaczynam się przyzwyczajać do pobudek o nieludzkich porach. gdy jedyne, co słychać, to przeraźliwy szum wiatru.
A dzisiaj, gdy zaczęłam mój spóźniony weekend, pogoda postanowiła nas porozpieszczać. Po trzech dniach niemal huraganów, gdy ogromna choinka w centrum przeleciała kilkadziesiąt metrów, z dachów spadły niezliczone dachówki, a wielkie drzewa straciły kilka ciężkich konarów, wiatr ustał, słońce, choć nieco zamglone, świeci niestrudzenie, a temperatura oscyluje w okolicach dziesięciu stopni. Spacer z Ptysią był prawdziwą przyjemnością; choć w parku wszystko podmokło, a gigantyczne kałuże grożą utopieniem nieostrożnym, małym pieskom, jest przyjemnie i ciężko uwierzyć, że wczoraj minęła już druga adwentowa niedziela.
Jednocześnie świętowaliśmy wczoraj Mikołajki, ulubiony dzień wszystkich grzecznych dzieci. W butach, skarpetkach i na parapetach można było znaleźć drobne upominki zostawione przez pomocników Świętego.

A Wy? Byliście w tym roku grzeczni...?

W Danii nie ma Mikołajek; jest za to inny radosny zwyczaj: podarunkami należy się obdarowywać w każdą adwentową niedzielę. Materialiści z pewnością teraz lekko pozazdroszczą. My w tym roku zrobiliśmy sobie jeden duży, adwentowy prezent: dwa komplety szklanek z podwójnymi ściankami, o których marzyłam od dawna, a które i C. bardzo się zawsze podobały. Teraz zastanawiam się, co by tutaj przygotować, żeby w nich ładnie wyglądało... Szczerze mówiąc, mam już kilka pomysłów, ale na razie ciii...

Dzisiaj mam dla Was urocze małe babeczki w zimowej wersji. Z dużą ilością suszonej żurawiny, pachnące masłem, miodem i cynamonem, z bajecznie pyszną, czekoladowo-miodową polewą. Ona nadaje im rewelacyjnego smaku, nie rezygnujcie z niej więc!
Oczywiście, zamiast małych babeczek, można upiec jedną większą. 

Przepis od niezawodnej Doroty.

Zimowe babeczki z miodem i żurawiną


Składniki:
(na 6 średniej wielkości babeczek)
  • 150 g miękkiego masła
  • 55 g jasnego brązowego cukru
  • 3 jajka
  • 90 g płynnego miodu
  • 65 g melasy
  • 65 ml mleka
  • 255 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżezka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 150 g suszonej żurawiny

polewa:
  • 1 łyżka wody
  • 65 g miodu
  • 60 g ciemnej czekolady (75%)

Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Wlać miód i melasę, cały czas miksując.
Mąkę przesiać, wymieszać z cynamonem, proszkiem i sodą. Partiami dodawać do ciasta na zmianę z mlekiem, miksując na najniższych obrotach miksera, tylko do połączenia składników. Na koniec dodać żurawinę, wymieszać łyżką.

Masę przełożyć do wysmarowanej masłem formy na babeczki.

Piec w 160 st. C. przez 25-35 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Czekoladę posiekać. Miód z wodą zagotować, zalać czekoladę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Polewę przestudzić, gęstniejącą polać babeczki.
Odstawić do zastygnięcia polewy.

Smacznego!

Ja tymczasem zakasuję rękawy, i zabieram się za pieczenie pierniczków. Ostatnio nie mogę na nic znaleźć czasu, a wałkowanie i wykrawanie, choć szalenie relaksujące i przyjemne, jest też dość czasochłonne... Wolny dzień jest więc idealny na nadrobienie zaległości!

czwartek, 22 stycznia 2015

Bezglutenowe i bezjajeczne prawie pierniczki

Dzisiaj, proszę Państwa, wielki dzień. W końcu, niemal miesiąc po terminie, przedstawiam Wam ostatni z serii przepisów bożonarodzeniowych. Nie, żebym czuła się jakoś specjalnie usprawiedliwiona... Po prostu z tym wszystkim nie nadążałam. Napiekłam ogromnie ilości ciastek, a przecież ile można o ciastkach i pisać, i czytać...? Stwierdziłam więc, że będę je i Wam, i sobie, racjonalnie dawkować. I oto, co z tego wyszło...

W tajemnicy się przyznam, że te akurat ciasteczka upiekłam po Świętach. Po prostu miałam na nie taką ochotę, że nie mogłam się powstrzymać. Wpadły mi w oko u Pomidorowej Ani, bo na zdjęciach wyglądają obłędnie, a gdy przeczytałam przepis wiedziałam, że też muszę takie mieć. Migdałowe, piernikowe, czekoladowe i w dodatku ciągnące...? Toż to musiał być hit!
I był. Ciasteczka wyszły niesamowicie aromatyczne, z wierzchu chrupiące, w środku delikatnie ciągnące (trzeba uważać, żeby ich nie przepiec, bo będą po prostu kruche - też pyszne, ale nie o to tutaj chodzi). Myśmy się nimi zajadali z największą rozkoszą, tak samo dzieci koleżanki - małe łapki co i rusz sięgały po kolejny. 

Jeśli więc jeszcze świąteczny, albo chociaż zimowy nastrój Was nie opuścił, nie znudziły się Wam korzenne aromaty, to serdecznie polecam te maleństwa nawet teraz. Jeśli jednak zużyliście już całą przyprawę do piernika i zamiast cynamonu wolicie w cieście mrożone maliny, zapiszcie sobie ten przepis na przyszłe Święta - gwarantuję, że się w nich zakochacie.

Piernikowe ciągutki z migdałami

Składniki:
(na 30-35 sztuk)
  • 120 g mielonych migdałów
  • 35 g mąki ziemniaczanej
  • 75 g cukru
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 25 g kakao
  • 30 g masła
  • 15 g ciemnej czekolady (70%)
  • 60 g melasy
  • 10 g świeżych drożdży

Mąkę i kakao przesiać, wymieszać z migdałami, cukrem, solą i przyprawą do piernika. 
Masło rozpuścić z melasą. Gdy połączą się w gładką masę, zdjąć garnuszek z palnika, dodać posiekaną czekoladę i mieszać do jej rozpuszczenia. Przestudzić.

Do suchych składników dodać mokre oraz drożdże, zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, odstawić w chłodne miejsce na minimum 2 godziny, a najlepiej na całą noc.

Ze schłodzonego ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego. Lekko spłaszczać, układać na blasze, zachowując odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 6-8 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

Wczoraj rano, tuptając do autka z przykrością stwierdziłam, że po wieczornej zimie nie został nawet ślad. Przynajmniej nie trzeba było szyb skrobać... Niemniej, poczułam się poważnie zawiedziona. 
Mgła, która próbowała wynagrodzić mi moje marzenia o zmianie pogody, nie zdała egzaminu.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Pierniczki z czekoladą

No i skończyło się rumakowanie...
Poniedziałek spadł na nas znienacka, choć teoretycznie powinniśmy się byli go spodziewać już niedzielnym popołudniem. Jednak rozleniwieni sylwestrowymi feriami nie potrafiliśmy się ogarnąć. Choinka nadal dumnie pręży się w rogu pokoju, choć C. odgrażał się, że w weekend zrobi z nią porządek. Cóż, ja mu nawet o tym nie przypominałam - im dłużej mogę się cieszyć moim migoczącym kolorowymi lampkami drzewkiem, tym lepiej. 

Dzisiaj mam dla Was pierwsze w tym roku pierniczki, a co! Jak szaleć, to szaleć. Kto powiedział, że pierniczkami rok można tylko kończyć...?
A tak na poważnie - te małe cudeńka przygotowałam już z półtora miesiąca temu, ale jakoś nie było okazji, żeby się z Wami podzielić przepisem. Upiekłam je z myślą o wspólnym dekorowaniu - te pierniczki nadają się do tego idealnie, bo wychodzą gładkie i równe. Świetnie rozprowadza się po nich lukier. Z tych, które zostały, przygotowałam dwa poświąteczne desery. Obłędne! Jeśli macie gdzieś zachomikowane jakiekolwiek pierniczki, koniecznie przetrzymajcie je w ukryciu jeszcze kilka dni. W następnym poście bowiem podam przepis na deser, który na kolana powali nawet największego miłośnika schabowych...

Ale do pierniczków teraz wróćmy. Te są troszkę inne, specjalne - bo z czekoladą. I lekką nutą pomarańczy; a jak wszyscy wiemy, te dwa smaki komponują się ze sobą doskonale. Pierniczki po upieczeniu są twarde, trzeba je zamknąć w puszcze, najlepiej na kilka tygodni. Choć bratankowi C. ich chrupkość zupełnie nie przeszkadzała, i wcinał je z apetytem. Według mnie najlepsze gdy nieco skruszeją - wtedy niemal rozpływają się na języku... Pycha!
Przepis od niezawodnej Doroty.

Czekoladowe pierniczki

Składniki:
(na 110-120 sztuk)
  • 570 g mąki orkiszowej
  • 65 g kakao
  • 75 g cukru pudru
  • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2,5 łyżki przyprawy do piernika
  • 180 g masła
  • 280 g melasy
  • 55 g ciemnej czekolady (70%)
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 1 jajko

Mąkę, kakao i cukier puder przesiać do dużej miski. Dodać sodę i przyprawę do piernika, wymieszać.
Masło i melasę umieścić w garnuszku, podgrzewać aż do połączenia składników. Zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Przestudzić.
Do przestudzonej mieszanki dodać skórkę z pomarańczy i jajko, dokładnie wymieszać.

Wlać płynne składniki do suchych, wymieszać łyżką, a następnie wyrobić ręką na gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez minimum 2 godziny (można przez całą noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 mm, ewetualnie lekko podsypując mąką. Wykrawać z ciasta foremkami pierniczki o dowolnych kształtach, układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w niewielkich odstępach.

Piec w 180 st. C. przez 10-12 minut.
Wystudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce, ewentualnie polukrować.

Smacznego!

Ja zaczynam powoli wariować - nienawidzę czekania. A teraz już zupełnie nie mam czym głowy zająć, ciągle więc przeglądam strony w internecie, sprawdzam po kilka razy, czy mam wszystko, co potrzebne (muszę jeszcze kupić kłódkę i zamówić bluzę), i chyba jeszcze dzisiaj spakuję plecak... Czuję się jak pierwszoklasista! A ze względu na wiek, chyba nie powinnam...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Ciasto z całymi gruszkami o zapachu piernika

I znów ciemno... Strasznie szybko mi dni uciekają, mam wrażenie, że za oknami nieprzerwanie panują ciemności. Może dlatego, że od Wigilii ciągle jest mgliście, zachmurzenie sto procent i od czasu do czasu coś z nieba popaduje... Na szczęście dzień dzisiejszy jest o całe trzy minuty dłuższy od najkrótszego dnia w roku, i teraz już zmierzamy w dobrym kierunku. Będzie coraz jaśniej, coraz więcej słonka (oby!); od razu jakoś optymistyczniej patrzę w przyszłość, jak o tym pomyślę. Co prawda zostały już tylko dwa tygodnie do pierwszego dnia szkoły, i jak myślę o tym, wszystko zaczyna mi w brzuchu jeździć, ale... Może to jednak z podekscytowania, a nie ze strachu...?

Dzisiaj mam dla Was ciasto. Takie sobie wymyśliłam jeszcze przed Świętami, na przywołanie odpowiedniej atmosfery. Zaczęło się od tego, że poszłam do sklepu po żurawinę, a wróciłam z kilogramem gruszek, które były w wyjątkowo zachęcającej przecenie. Stwierdziłam, że jako substytut żurawiny się nadadzą, bo i dlaczego nie...? Po drodze do domu rozważałam różne możliwości; gdy weszłam do kuchni, plan już był gotowy.
Bardzo podobają mi się ciasta z całymi gruszkami, piekłam już raz takie. Są dość proste w wykonaniu, a wyglądają naprawdę rewelacyjnie. Te równo wystające z ciasta ogonki robią duże wrażenie, nie umiem oprzeć się ich urokowi. Chciałam jednak, żeby tym razem ciasto już pachniało świątecznie, dodałam więc do niego odrobinę melasy, przyprawę do piernika i kakao dla koloru, a gruszki ugotowałam w mocno korzennym syropie. Wyszło bosko! Ciasto pachnie fantastycznie, jest mięciutkie i lekko wilgotne od gruszek, smakuje nieco jak piernik, ale ma dużo lżejszą, delikatniejszą konsystencję. Oboje z C. się w nim zakochaliśmy i zjedliśmy szybciutko, czując magię nadchodzących Świąt... Wam polecam takie ciacho na styczeń, świetnie się będzie przy nim wspominało wigilijny wieczór.

Piernikowe ciasto z całymi gruszkami

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

syrop:
  • 200 g cukru
  • 750 ml wody
  • 1 cytryna
  • 6 ziaren kardamonu
  • 8 goździków
  • 2 gwiazdki anyżu
  • 1 laska cynamonu (o długości 6 cm)
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 6 ziaren czarnego pieprzu

dodatkowo:
  • 6 gruszek

ciasto:
  • 180 g miękkiego masła
  • 100 g cukru
  • 3 jajka
  • 2 łyżki melasy
  • 180 g mąki pszennej
  • 20 g kakao
  • 1,5 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 40 ml mleka

Gruszki obrać, nie odrywając ogonków. Wydrążyć od spodu gniazda nasienne.
Cytrynę sparzyć, zetrzeć skórkę do garnuszka, wycisnąć i dodać sok. Wodę, cukier i przyprawy dodać do garnuszka, zagotować. Zmniejszyć ogień, włożyć gruszki. 

Gotować 10 minut, wyjąć gruszki z syropu na papierowy ręcznik. Ostudzić.

Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Wlać melasę, zmiksować.
Mąkę przesiać z kakao, wymieszać z przyprawą do piernika i proszkiem do pieczenia. Partiami dodawać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach miksera. Na końcu wlać mleko, połączyć.

Ciasto przelać do formy wysmarowanej masłem. W ciasto prosto wcisnąć gruszki tak, żeby dotykały dna tortownicy.

Piec w 180 st. C. przez 45-50 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Smacznego!

Zaczęliście już przygotowania do szalonej, sylwestrowej nocy...?

sobota, 27 grudnia 2014

Choinki z piernika

Święta, Święta... I po Świętach. Jak mawia Tatuś. Tyle czekania, tyle pracy, a mijają tak szybko... I patrzę na moją choinkę, ciągle w pełni sił, i myślę o tym, że już zaraz trzeba ją będzie rozbierać. A ja się nią nawet nacieszyć nie zdążyłam! Na szczęście, w zgodzie z polską tradycją, mogę ją zatrzymać jeszcze przynajmniej przez tydzień. Uff...

Święta z rodziną C. były, jak zwykle, bardzo miłe. Gdy w domu są małe dzieci, wszystko nabiera innego wymiaru. Wszyscy nie tylko udają, że nie rozpoznają w Mikołaju męża siostry C.; wydaje mi się, że wiara tych małych smyków udziela się również dorosłym. Śpiewanie kolęd, rozpakowywanie prezentów, nawet jedzenie - skoro maluchy tak się nimi zachwycają, my też musimy dotrzymać im kroku. I wszystko jest jeszcze bardziej magiczne... Podoba mi się to.
Poza tym wygląda na to, że w tym roku byłam grzeczna - Mikołaj bowiem przyniósł mi trochę biżuterii, kupon na kosmetyki i gofrownicę. W sumie to dwie (jedna w przyszłym tygodniu zostanie wymieniona na foremki), ale, podobno, od przybytku głowa nie boli... Tak czy inaczej, cieszę się ogromnie, bo o gofrownicy marzyłam od dawna, i wczoraj, jak tylko zostałam sama w domu (C. musiał iść do pracy, biedak), zabrałam się za testy. Wyszło bosko! Chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku, podane z bitą śmietaną i karmelizowanymi figami... Niebo, mówię Wam! Przepis niebawem.

Póki co jednak, zostaniemy jeszcze w świątecznych klimatach - mam kilka zaległych przepisów na pierniczki i inne takie... Wiem, że teraz już nikomu się nie przydadzą, ale może za rok ktoś z nich skorzysta...? 
Tak więc mam dla Was zupełnie wyjątkowe, pierniczkowe choinki. Wyglądają cudnie, a ich przygotowanie jest zdecydowanie prostsze niż na przykład piernikowej chatki. Wystarczy upiec pierniczki w kształcie gwiazdek w kilku rozmiarach (u mnie pięć), posklejać lukrem królewskim, i gotowe. Nawt pięcioletni bratanek C. sobie poradził z tym zadaniem. Później zostaje już tylko dekoracja - mi najbardziej podobają się białe, jakby obsypane śniegiem. Choć puściłam też wodze fantazji, skorzystałam z zielonego lukru i udekorowała jedną z choinek cukrowymi płatkami śniegu. Ta zdecydowanie zdobyła uznanie wśród najmłodszych. 
Moje choinki są z pierniczków prawie gryczanych - zabrakło mi mąki gryczanej, i dosypałam nieco orkiszowej. Jednak można je przygotować bez tego dodatku, i wtedy będą bezglutenowe. Można też choinki zrobić z innego pierniczkowego ciasta, a ciasto gryczane powykrawać w dowolne kształty. Ja miałam ochotę wypróbować i jedno, i drugie, więc połączyłam to w całość.

Przepis na gryczane pierniczki znalazłam na blogu Na stole, zmodyfikowałam do swoich potrzeb.

Gryczane choinki piernikowe

Składniki:
(na 6-8 choinek)
  • 250 g mąki gryczanej
  • 50 g mąki orkiszowej
  • 1 łyżka kakao
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 100 g masła
  • 100 g melasy
  • 50 g cukru
  • 1 jajko

lukier królewski:
  • 50 g białek
  • 250 g cukru pudru
  • 1/3 łyżeczki soku z cytryny

Mąki i kakao przesiać, wymieszać z przyprawą do piernika i sodą.
Masło, melasę i cukier umieścić w rondelku, podgrzewać, aż wszystkie składniki się rozpuszczą i dobrze połączą. Ostudzić.
Do sotudzonej mieszanki wbić jajko, wymieszać. Wlać do suchych składników, wymieszać drewnianą łyżką, a następnie zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, schłodzić w lodówce minimum 1 godzinę (można przez noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3-4 mm. Wycinać z niego gwiazdki - na 1 choinkę potrzeba po 2 gwiazdki każdego rozmiaru. Układać ciasteczka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 10-15 minut.
Ostudzić.

Przygotować lukier królewski:
Białka przelać przez drobne sitko do większej miski, dodać cukier puder i sok z cytryny. Miksować na najniższych obrotach miksera, aż masa będzie gładka i gęsta. W razie potrzeby dosypać odrobinę cukru pudru lub dolać wody.

Gwiazdki sklejać ze sobą lukrem tworząc choinki. Odstawić do zastygnięcia.

Smacznego!

W tym roku Święta wypadły idealnie - szczęśliwcy mają duuużo wolnego. My, niestety, wyjątkowo szybko w tym roku wróciliśmy do rzeczywistości...

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Pierniczki nadziewane. Bez pszenicy

Czy jesteście już w świątecznym nastroju? Bo ja tak - mieszkanie wysprzątane na błysk, łącznie z najciemniejszymi i najtrudniej dostępnymi zakamarkami, choinka dumnie się pręży, ozdobiona mnóstwem lampek i kolorowych bombek i ozdóbek, krasnale zerkają radośnie niemal z każdego kąta, a świece adwentowe są już niemal całkowicie wypalone. 
Wczorajsza wizyta udała się znakomicie - zbiorowe dekorowanie pierniczków okazało się hitem! Od najmłodszych do najstarszych, wszyscy ubabrani kolorowym lukrem (łącznie z Ptysią), bawiliśmy się znakomicie. I choć, jak to stwierdziła siostra C., efekty naszych działań są raczej urocze niż eleganckie, to i tak nas zachwycają. Całe mnóstwo pierniczków zostało udekorowanych na różne sposoby; szczególnie prawie pięcioletni bratanek C. miał przy tym ogromną frajdę (choć większość swoich małych dzieł od razu pochłonął, niewiele więc było później do podziwiania). Na obiad zjedliśmy zupę z kasztanów z domowymi, pachnącymi bułeczkami, a na deser (o dziwo, większość gości jeszcze miała miejsce) ciasto z niespodzianką (o którym już niebawem, bo nada się nie tylko na Boże Narodzenie). Całe to słodkie zamieszanie wprowadziło iście świąteczny nastrój - w tle świąteczne piosenki, mimowolnie nucone pod nosem, wszyscy jacyś tacy radośni... Choć nadal ciężko mi uwierzyć, że Wigilia już pojutrze. Ten czas płynie tak szybko... Chyba się starzeję.

Zrobiłam też, na wyraźne życzenie C., pierniczki nie do dekoracji, a do jedzenia. Z nadzieniem z powideł śliwkowych - tak mu zasmakowały, tak je wszystkim wychwalał, że w końcu się poddałam. Tym razem skorzystałam z przepisu z bloga Na stole, nieco go zmieniając. Użyłam mąki orkiszowej (pszenna sprawdzi się znakomicie; ja chciałam sprawić przyjemność Connie, która jest uczulona na pszenicę), pominęłam ekstrakt z wanilii i dodałam nieco kakao dla koloru (bo lubię takie ciemniejsze pierniczki). Pierniczki przełożyłam domowymi powidłami śliwkowymi i oblałam czekoladą - dzięki temu po trzech dniach były już idealnie mięciutkie i pyszne, nawet rogi gwiazd. Wszystkim bardzo smakowały, choć w Danii się takich pierniczków nie jada. Być może wprowadzę nową tradycję do duńskich Świąt...?

Orkiszowe pierniczki z powidłami śliwkowymi

Składniki:
(na około 40 pierniczków)
  • 500 g mąki orkiszowej
  • 25 g kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 125 g masła
  • 100 g cukru
  • 150 g melasy
  • 1 jajko
nadzienie:
  • 225 g powideł śliwkowych
dodatkowo:
  • 200 g ciemnej czekolady (70%)
Mąkę przesiać z kakao, wymieszać z proszkiem i przyprawą do piernika. 
Masło, cukier i melasę umieścić w garnuszku. Podgrzewać, aż wszystkie składniki się rozpuszczą i połączą. Ostudzić.
Do ostudzonej masy maślanej wbić jajko, wymieszać. Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać łyżką, a następnie zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce minimum 1 godzinę (można przez noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 mm, wykrawać koła nieco większe od foremek. Na środek połowy kół nałożyć pół łyżeczki powideł, przykryć pozostałymi kołami, dociskając brzegi. Wyciąć gwiazdki (lub inne dowolne kształty), ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 175 st. C. przez 15 minut.
Ostudzić na kratce.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Zanurzać w niej pierniczki, odkładać na kratkę do wyschnięcia. Gdy czekolada całkowicie zastygnie, przełożyć do puszki.

Smacznego!

Przede mną już same przyjemności - pakowanie prezentów (uwielbiam!), być może jutro upiekę jeszcze jakieś ciasteczka... I to radosne oczekiwanie, które sprawia, że znów mam pięć lat i motylki w brzuchu...

wtorek, 2 grudnia 2014

Tajemnicze duńskie słowa. I ciasteczka z melasą

W niedzielę pojechaliśmy do rodziców C. Zebrało się całkiem spore grono, ponad dwadzieścia osób w przedziale wiekowym od dwóch do prawie osiemdziesięciu lat. Wszyscy zgodnie zasiedli za stołem i delektowali się tradycyjnymi duńskimi przysmakami. Był więc gløgg, czyli grzane czerwone wino z korzennymi przyprawami, migdałami i rodzynkami. Mmm, bardzo lubię. Cudownie rozgrzewa, pięknie pachnie, a napęczniałe, pijane rodzynki są wyśmienite po prostu. Do tego chrupiące migdałowe słupki, i w zasadzie więcej już mi nie potrzeba. Tradycyjnie jednak podaje się jeszcze æbleskiver, czyli, tłumacząc dosłownie, jabłkowe plastry. Nijak ma się to do rzeczywistości, gdyż æbleskiver to kulki z ciasta naleśnikowego z dodatkiem jabłek, smażone na specjalnej patelni. Nie mam takiej, niestety, więc na blogu póki co przepisu nie będzie, ale może uda mi się taką kiedyś upolować. I choć z ekonomicznego punktu widzenia zupełnie nie opłaca robić się ich w domu, bardzo chciałabym spróbować. Bo pyszne są; lekko chrupiąca skórka i mięciutki, wilgotny środek... Podaje się je z dżemem truskawkowym, cukrem pudrem i kryształem. Macza się kuleczkę najpierw w dżemie, a następnie w cukrze, i tak zjada. Pyszności. Z kubkiem grzanego wina smakują naprawdę wyśmienicie. Dla mnie w tej chwili jest to już smak zbliżających się wielkimi krokami Świąt.

Było też, oczywiście, śpiewanie świątecznych piosenek. Śmiechu przy tym co nie miara, bo wybitnych muzycznych talentów brakowało, jednak wszystkim udzielił się niemal bożonarodzeniowy nastrój. Bardzo przyjemny był to wieczór, tym bardziej, że mama C. cały dom udekorowała krasnalami. Wygląda to niesamowicie, ma ich bowiem ilości wręcz fantastyczne! Są wszędzie - zwisają z lamp, chowają się w doniczkach, większe zasiadają na fotelach w salonie. Jest cała krasnalkowa wioska, gdzie wata udaje śnieg, i w ciepłym świetle świec wygląda to naprawdę uroczo. Ja mam tylko kilka krasnalków, bo ta tradycja bardzo mi się podoba. Stoją już na półkach i parapetach, zerkają na mnie z ramy lustra. Rozkoszniaki.

Dla Was mam ciasteczka - gdy tylko zobaczyłam je u Emilii wiedziałam, że też muszę takie mieć. Pachną piernikiem, ale mają typowe dla amerykańskich ciastek miękkie, lekko ciągnące wnętrze (ważne, żeby nie piec ich zbyt długo, bo będą kruche). Są obłędne, i nikt nie potrafił im się oprzeć. Szczególnie siostra C. była zachwycona, bo mogła się nimi zajadać do woli. Dlatego użyłam mąki orkiszowej zamiast pszennej. Dodałam też odrobinę kakao - dla koloru. Polecam Wam bardzo, koniecznie zróbcie jeszcze przed Świętami!

Cynamonowe ciastka z melasą

Składniki:
(na 55-60 sztuk)
  • 310 g mąki orkiszowej
  • 25 g kakao
  • 150 g miękkiego masła
  • 125 g cukru
  • 1 jajko
  • 100 g melasy
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

dodatkowo:
  • 100 g drobnego cukru
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu

Mąkę z kakao przesiać, wymieszać z przyprawami, sodą i proszkiem.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Wbić jajko, zmiksować. Dodać melasę, połączyć. Partiami dodawać suche składniki, najpierw miksując, później mieszając dłonią lub łyżką.
Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą, schłodzić w lodówce 30 minut.

Cukier dokładnie wymieszać z cynamonem.
Ze schłodzonego ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego, lekko spłaszczać i obtaczać w cynamonowym cukrze. Ułożyć ciasteczka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując spore odstępy.

Piec w 170 st. C. przez 10-12 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

Pierwszy raz użyłam w kuchni melasy. Tak naprawdę można spokojnie zastąpić ją miodem w tym wypadku - jej smak jest zagłuszony przyprawami. Niemniej, bardzo mi się spodobała z nią współpraca, i już mam kolejne pomysły na jej wykorzystanie.