Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serniki pieczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serniki pieczone. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 listopada 2017

Instrukcja pieczenia sernika. I sernik dyniowo-cytrynowy

Dynia - niekwestionowana królowa jesieni. Jej pomarańczowe krągłości kuszą niesamowicie nie tylko kuchennych eksperymentatorów, ale też dzieciaki; czy jest bowiem coś lepszego, niż wykrawanie upiornych masek na Halloween?
No właśnie.

Muszę przyznać, że dynie olbrzymie kupuję tylko z przeznaczeniem na lampiony. Ich miąższ jest dość wodnisty, skóra twarda, a krojenie przyprawia mnie o ból głowy. Zdecydowanie wolę kupić dwie mniejsze Hokkaido, których wnętrze kusi intensywną barwą. No i nie trzeba ich nawet obierać - delikatna skórka jest bowiem jadalna. 

Dynie kroję na mniejsze kawałki, usuwam pestki wraz z nitkami ze środka. Kawałki oczyszczonego warzywa układam na blasze i piekę w średnio rozgrzanym piekarniku do miękkości. Następnie łyżką oddzielam miąższ od skórki, przekładam go do dużej miski i miksuję blenderem na gładki mus. Tak przygotowany dzielę na mniejsze porcje i zamrażam, część jednak odkładając do natychmiastowego wykorzystania. Tym razem padło na sernik; w lodówce miałam bowiem ricottę, której termin przydatności do spożycia nieuchronnie zbliżał się ku końcowi. 

Pieczenie serników to bułka z masłem; moim zdaniem to jedne z najłatwiejszych ciast, które bardzo trudno zepsuć (nie wierzcie tym, którzy twierdzą, że to wielka sztuka; starają się Was przestraszyć i odwieść od odkrycia tajemnicy). Wystarczy zmiksować ze sobą kilka składników (nie za długo, żeby zbytnio nie napowietrzyć masy), a potem upiec w stosunkowo niskiej temperaturze. Cała reszta to już wariacje na temat. 
Tym razem nie mogłam się zdecydować, jakim smakiem wzbogacić mój sernik. I ricotta, i dynia są bowiem dość delikatne, żeby nie powiedzieć - mdłe. Potrzebowały silnego akcentu, nadającego całości charakteru. W przypadku dyni najczęściej pada na przyprawy korzenne lub pomarańcze, albo jedno i drugie. Nieraz próbowałam tego połączenia - jest wyśmienite - ale tym razem chciałam czegoś innego. Tylko czego...?

Zajrzałam do lodówki, a tam czekały na mnie dwie cytryny. Ha! Skoro połączenie z pomarańczami sprawdza się tak dobrze, dlaczego nie spróbować innych cytrusów...?
Na spód, zamiast klasycznych ciastek zbożowych, dałam pieprzne pierniczki (żeby tradycji stało się za dość), a wierzch uzupełniłam lekkim jak chmurka musem cytrynowym. W połączeniu z kremowym, mazistym sernikiem smakował bosko! Całość wyszła zaskakująco lekka i orzeźwiająca, a smak cytryny świetnie spaja wszystkie warstwy.

Do wykonania tego sernika trzeba mieć jednak naprawdę wysoką formę, lub - tak jak ja - już po upieczeniu, podwyższyć standardową specjalną folią. Albo po prostu użyć tortownicy o średnicy dwudziestu sześciu centymetrów, i mieć problem z głowy.

Sernik dyniowo-cytrynowy z cytrynowym musem


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
masa serowa:
  • 500 g sera ricotta
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 230 g musu z dyni
  • 4 jajka
  • 125 g cukru
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 20 g budyniu waniliowego (proszek)
mus cytrynowy:
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • sok z 1 cytryny
  • 115 g cukru pudru
  • 3 listki żelatyny
  • 2 białka
Masło rozpuścić, ciasteczka dokładnie pokruszyć, wymieszać. Ugnieść na dnie formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 12 minut, przestudzić.

Ricottę, kremówkę, mus dyniowy, jajka, cukier, sok i skórkę z cytryny, imbir i budyń zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników. Przelać na przestudzony spód, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 130 st. C. i piec jeszcze 60-70 minut, aż wierzch sernika się zetnie.

Zostawić do ostygnięcia w piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce przez noc.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kremówkę ubić z cukrem pudrem na pół sztywno.
Sok z cytryny przelać do garnuszka, dodać odciśniętą żelatynę i podgrzewać aż do jej rozpuszczenia, cały czas mieszając. Wlać sok do ubitej śmietany, dokładnie wymieszać.
Białka ubić, dodać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

Mus wyłożyć na sernik, schłodzić w lodówce minimum 2 godziny przed podaniem.

Smacznego!


Przepis specjalnie dla Endżi, poszukującej nowych dyniowych rozwiązań.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Kwintesencja malinowości. I przdślubny stres

Czy wiecie, że za trzy (trzy!; jeden, dwa, trzy!) tygodnie będę mężatką...? Muszę przyznać, że fakt ten staje się coraz bardziej realny i... Przerażający. Czuję głęboki wewnętrzny przymus do stania się dorosłą. I tak; mam całkiem nieźle płatną pracę, którą lubię, milionowy kredyt w banku i dom, który za trzydzieści ileś tam lat będzie mój. Ale dopiero perspektywa wyjścia za mąż sprawiła, że poczułam się jak prawdziwy dorosły. Nieco nieufnie spoglądam na pudełko z obrączkami i zastanawiam się, czy moje życie nagle zmieni się tak, jak alarmują romansidła i kobiecie poradniki. Gdy tylko skończy się miesiąc miodowy, stanę się kurą domową, która będzie tylko sprzątać, gotować i prać brudne skarpetki...? 

No cóż, chyba dopada mnie przedślubny stres. Proszę, pocieszcie mnie, że nie ja jedna tak mam...

Tymczasem mam dla Was wyjątkowo udane ciasto z malinami. Bardzo chciałam wykorzystać syrop, który przygotowałam w bzowym sezonie, a poza tym marzyło mi się ciasto udekorowane półkulami z musu. Widziałam je już chyba wszędzie; czyżby nowa moda...?

Pierwszy raz przygotowałam sernik bez spodu; nie brakowało mi go smakowo, ale przekładanie delikatnego ciasta na paterę może być sporym wyzwaniem. Jeśli nie chcecie ryzykować przełamania ciasta na pół, doradzam kruchy lub ciasteczkowy spód. Sernik będzie stabilniejszy.
Masa serowa jest ciężka i kremowa, z wyraźnym smakiem polskiego twarogu. Dzięki dodatkowi soczystych, kwaskowych malin zyskuje charakteru. Mus jest bardzo prosty i szybki do wykonania, słodki i oryginalny w smaku. Nuta kwiatów czarnego bzu jest dobrze wyczuwalna, ale nie dominuje. Urozmaica. Wprawia w zaskoczenie.
Dekoracja jest prosta, a jednocześnie całkiem efektowna. Muszę przyznać, że jestem z tego ciasta wyjątkowo zadowolona. Choć muszę pamiętać, żeby w końcu kupić sztywną folię do wykładania brzegów tortownicy - ciasta z musami zdecydowanie zyskają na aparycji.

Malinowe pyszności znajdziecie dzisiaj również u Ani i Eweliny.

Sernik z malinami i musem malinowo-bzowym


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 22 cm)

masa serowa:
  • 600 g twarogu zmielonego 3-krotnie
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 5 jajek
  • 125 g cukru
  • 1/2 łyżeczki mielonej wanilii
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 225 g malin
mus malinowo-bzowy:
dodatkowo:
  • kilka świeżych malin
  • liofilizowane maliny
  • kilka bezików
  • kwiaty czarnego bzu
Twaróg, mascarpone, kremówkę, żółtka, cukier, wanilię i mąkę zmiksować tylko do połączenia składników. Białka ubić na sztywną pianę. Partiami dodawać do masy serowej, delikatnie mieszając łyżką. Na koniec dodać maliny, delikatnie wymieszać.

Masę przelać do formy, której dno wyłożone jest papierem do pieczenia, a boki posmarowane masłem.
Razem z formą do piekarnika wstawić naczynie z wrzątkiem.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 50 minut.
Ostudzić w zamkniętym piekarniku.

Ostudzone ciasto wstawić do lodówki.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Syrop lekko podgrzać - powinien być letni.
Kremówkę ubić na pół sztywno.
Żelatynę odcisnąć, włożyć do małego garnuszka i rozpuścić uważając, żeby za mocno jej nie podgrzać. Dodać do letniego syropu, wymieszać. Wlać syrop do śmietany, delikatnie połączyć.

Nieco musu przełożyć do foremek w kształcie półkul, zamrozić. Pozostały mus wyłożyć na sernik, wyrównać powierzchnię i wstawić do lodówki.

Całkowicie zamrożone półkule wyjąć z formy. Udekorować ciasto zamrożonym musem, świeżymi i liofilizowanymi malinami, bezami i kwiatami.

Smacznego!


Tymczasem wolny weekend dobiegł końca. Za szybko, oj, za szybko.
Na szczęście przede mną kolejny - już za tydzień.
Chyba muszę zagrać w lotka, wyjątkowa ze mnie szczęściara.

piątek, 7 kwietnia 2017

Kwiecień - plecień i sernik z musem pistacjowym

Tak się nachwaliłam tej wiosny, a tu proszę - za pasem weekend, wolny w dodatku, a pogoda płata figle. Zrobiło się zimno i tak wietrznie, że Ptysi i Pączusi na spacerach uszy powiewają niczym bandery pirackich statków, a okna w sypialni otworzyć nie mogę, bo boję się, że nas wszystkie trzy wywieje do Kansas. Drzwi na taras, ku wyraźnemu niezadowoleniu futrzaków, pozostają zamknięte. Żeby im tę niewygodę wynagrodzić, siadam w bujanym fotelu, biorę je na kolana i bujam nas powoli i rytmicznie. Po chwili wiercenia Ptysia układa mi się na kolanach, Pączusia wciska nos pod ramię i tak celebrujemy spokojne, leniwe popołudnie. Gdyby C. był w domu, namówiłabym go na rozpalenie w kominku. W końcu to dopiero kwiecień...

Dwa tygodnie temu mieliśmy gości. Kuzyn C. przyjechał do nas z dziewczyną. Na początku planowaliśmy wspólny lunch; skończyło się na lunchu, obiedzie i deserze w dwóch odsłonach. W międzyczasie opróżniliśmy dwie butelki wina i rozmawialiśmy, rozmawialiśmy i rozmawialiśmy... I chociaż nie jestem zbyt towarzyska, a ludzi z zasady nie bardzo lubię, to muszę przyznać, że spędziłam niesamowicie przyjemny dzień. Normalnie odmłodniałam!

J. jest wielkim fanem serników, wiedziałam więc, że właśnie sernik dla niego przygotuję. Pozostawało tylko pytanie: jaki? Odpowiedź znalazłam u Doroty; od dawna w szufladzie czekał słoiczek kremu pistacjowego; niedawno przygotowałam creme brulee i musiałam zużyć resztę, zanim stanie się z nią coś niedobrego. Przygotowałam więc idealnie kremowy, waniliowy sernik z pistacjowym musem. 
Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła bubla. Podpiekłam sernik, zmniejszyłam temperaturę i poszłam się kąpać. Już pod prysznicem miałam złe przeczucia; gdy tylko nieco się ręcznikiem osuszyłam, pobiegłam do kuchni, znacząc drogę śladami mokrych stóp. Oczywiście, ustawiłam zegar na kolejne pięćdziesiąt minut, ale o zmniejszeniu temperatury tylko pomyślałam... Efekt był taki, że sernik wyrósł jak szalony, żeby później spektakularnie opaść. Złapał też nieco złoto-brązowego koloru, co w przypadku serników amerykańskich pożądane zdecydowanie nie jest. Nie miałam już czasu na przygotowanie nowego; przełknęłam więc łzy (takie rzeczy zdarzają mi się tylko, gdy spodziewam się gości), przygotowałam mus i zastanawiałam się, co z tego będzie...
Na szczęście sernik był zjadliwy. Nie był tak kremowy, jak być powinien, ale w połączeniu ze słodkim, intensywnie pistacjowym musem nikt nie zwrócił na to uwagi. Nasłuchałam się komplementów, goście byli zachwyceni, a sernik zniknął cały już następnego dnia.

To jak - skusicie się...? W wiosennie zielonym kolorze będzie piękną ozdobą wielkanocnego stołu.

Propozycje ciast na wielkanocny stół znajdziecie również u Ani i Chantel.

Sernik z musem pistacjowym


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 90 g ciastek digestive
  • 40 g masła
masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 100 g serka mascarpone
  • 225 ml śmietany kremówki (38%)
  • 125 g cukru
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 4 jajka
mus pistacjowy:
  • 100 g kremu pistacjowego
  • 125 g serka mascarpone
  • 150 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 listki żelatyny
dodatkowo:
  • niesolone pistacje bez łupinek
  • kilka bez
Ciasteczka pokruszyć.
Masło rozpuścić, przestudzić. Wlać do ciastek, dobrze wymieszać.

Masą ciasteczkową wyłożyć dno tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia, ugnieść.

Podpiec spód w 180 st. C. przez 15 minut.
Przestudzić.

Serek kremowy i mascarpone, kremówkę, cukier, ekstrakt i jajka zmiksować tylko do połączenia składników. Wylać na spód.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec 50-60 minut, aż wierzch będzie ścięty.

Sernik wystudzić w uchylonym piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
50 ml kremówki zagotować, zdjąć z palnika i dodać odciśniętą żelatynę. Wymieszać aż do jej rozpuszczenia. 
Krem pistacjowy zmiksować z mascarpone, dodać żelatynę, połączyć.
Pozostałą kremówkę ubić, dodać do kremu, delikatnie wymieszać.

Mus wyłożyć na sernik, schłodzić w lodówce 3-4 godziny.
Przed podaniem posypać posiekanymi pistacjami i pokruszonymi bezami.

Smacznego!


Wygląda na to, że z prac ogrodowych nici... Ale, jak mawia Babcia, co się odwlecze, to nie uciecze
Póki co, zadowolę się zieleniącymi się jarzębinami...

piątek, 24 marca 2017

W marcu jak w garncu. I wiosenny sernik z marchewką

Taaak...
Rano wstaję, jem śniadanie, wypijam kubek gorącej herbaty. Następnie opatulam się szalem, zawijam w czerwony, zimowy płaszcz i wkładam rękawiczki. Przez kilka minut zawzięcie skrobię szyby auta, pomstując na mróz pod koniec marca. W drodze do pracy włączam ogrzewanie na pełen regulator, a w dłoni ściskam termo kubek, bez którego ta podróż byłaby chyba nie do wytrzymania.
Po ośmiu godzinach pracy wychodzę na dwór tylko w bluzie, którą ściągam, gdy tylko wrzucę niepotrzebne już płaszcz, szal i rękawiczki na tylne siedzenie. Włączam klimatyzację, bo auto zdążyło się już porządnie nagrzać, na nos wkładam okulary przeciwsłoneczne i w jaskrawych promieniach jadę do domu; mimo zmęczenia, nie mogę przestać się uśmiechać. 
Na miejscu szeroko otwieram drzwi na taras, wpuszczając do środka świeże, wiosenne powietrze. C. rano bawił się w pana domu - ustawił grill, wystawił z szopki meble ogrodowe, zadbał o drzewka, które też już stęsknione są ciepła.

I takie niemal piętnastostopniowe wahania temperatur towarzyszą nam od trzech dni. Trochę ciężko mi za tym nadążyć, nie do końca umiem się w tym połapać. Wiosna to już, czy może jeszcze zima...? Tak naprawdę to chyba coś pomiędzy; coś, co ciężko sprecyzować. Bo czy ktoś potrafi opisać przedwiośnie...?

Z nadzieją, że rzeczone przedwiośnie zwiastuje nadchodzącą wielkimi krokami wiosnę, czekam na słoneczne popołudnia, porankami zagryzając zęby. W międzyczasie piekę sernik - może nie typowo wiosenny, ale za to optymistycznie pomarańczowy. I z marchewką!

Przepis na blogu Ala piecze i gotuje po raz pierwszy zobaczyłam, ekhm... Ponad trzy lata temu. Wtedy ciągle jeszcze ciasto marchewkowe wydawało mi się trochę niemożliwe, więc sernik z marchewkową wkładką przyciągnął moją uwagę. Urocza dekoracja z marcepanowych marchewek skojarzyła mi się z Wielkanocą, i właśnie z tej okazji postanowiłam go upiec. Udało się, cóż... Nieco później, niż planowałam.
Z przepisu Ali wzięłam marchewkę (od siebie dodałam sok z pomarańczy, który pasuje tutaj wyśmienicie) i pomysł na dekorację. Do spodu dodałam orzechy - dzięki temu jest cudownie chrupiący. Masę serową zrobiłam po swojemu - z dodatkiem mascarpone, na serku kremowym. Wyszła idealnie gładka, kremowa i rozpływająca się na języku, o dość intensywnym waniliowym smaku. Lukier przygotowałam na mascarpone, też z dodatkiem soku z pomarańczy.
Całość wyszła zaskakująco pyszna. Może trochę dziwne połączenie sera z marchewką sprawdza się wybornie, wszystkie składniki łączą się w idealną całość.

Jeśli nie boicie się eksperymentów, spróbujcie zaserwować taki bliskim na Wielkanoc. Gwarantuję, że nikt nie pozostanie wobec niego obojętny!

Waniliowy sernik z marchewkową wkładką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 90 g ciastek digestive
  • 30 g orzechów włoskich
  • 40 g masła

marchewkowa wkładka:
  • 200 g marchewki
  • 50 g cukru
  • sok z 1 pomarańczy
  • 100 ml wody

masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 200 g serka mascarpone
  • 150 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżeczki ekstraltu z wanilii
  • 125 g cukru
  • 4 jajka

lukier:
  • 40 g serka mascarpone
  • 40 g cukru pudru
  • 2 łyżki soku z pomarańczy

dodatkowo:
  • 70 g marcepanu plastycznego

pomarańczowy i zielony barwnik spożywczy w paście
Marchewki obrać, zetrzeć na tarceo dużych oczkach. 
Z cukru, wody i soku pomarańczowego zagotować syrop. Gdy cukier całkowicie się rozpuści, dodać marchewkę. Gotować bez przykrycia, aż płyn odparuje. 
Przestudzić.

Ciasteczka pokruszyć, dodać grubo posiekane orzechy i stopione, przestudzone masło. Wymieszać.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Wsypać masę ciasteczkową, ugnieść na dnie dłonią lub spodem łyżki.

Podpiec w 180 st. C. przez 15 minut.
Przestudzić.

Serek kremowy i mascarpone, śmietanę, ekstrakt, cukier i jajka zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników.
Połowę masy serwoej wylać na spód, następnie po okręgu ułożyć marchewkę (tak, żeby środek został pusty). Na wierzch wylać pozostała masę, wyrównać wierzch.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 50-60 minut.
Wystudzić w zamkniętym piekarniku.

Całkowicie ostudzony sernik schłodzić w lodówce minimum 3-4 godziny przed podaniem.

Mascarpone, cukier puder i sok z pomarańczy utrzeć na gładki lukier, posmarować nim wierzch ciasta.

1/4 marcepanu zabarwić na zielono, resztę na pomarańczowo. Uformować marchewki, udekorować nimi ciasto.

Smacznego!


A już dzisiaj piekę kolejny sernik. Jutro mamy gości, z czego jeden nie raz wyraził uznanie dla moich serników właśnie. A że chłopaka lubię, to sprawię mu przyjemność. Wiecie - karma i te sprawy...

wtorek, 14 lutego 2017

Czekoladowo-różany sernik na Walentynki

I tak, po cudownie leniwym weekendzie (nie licząc dwunastu godzin w pracy w sobotę, uff), znów wylądowałam w internacie. Wczoraj, korzystając z wyjątkowo pysznej pogody: lekki mróz, mnóstwo słońca i niebo w odcieniach najczystszego błękitu, wybrałam się na spacer. Ot tak, bez celu. Odprężywszy się zupełnie, zachłysnąwszy wręcz refleksami tańczącymi na wodzie, oddychając głęboko czystym, zimnym powietrzem, nagle wpadłam na temat mojej pracy. A potem po kolei przyszły mi do głowy wszystkie przepisy na chleby, musy i ciasta, które mam zamiar wykorzystać. Teraz tylko pozostaje mi to wszystko spisać i sprawdzić, czy jest szansa na dostanie tych wszystkich wymyślnych składników, które znikąd pojawiły się w mojej głowie...

Tymczasem mamy Walentynki. Jak ten czas szybko leci! 
Oczywiście, C. jest ponad dwieście kilometrów ode mnie; dzieli nas morze, wyspa, dwa długie mosty i całe kilometry autostrad. Takie to już nasze szczęście...

Żeby choć trochę osłodzić mu ten samotny dzień, przed wyjazdem upiekłam sernik. Tak obłędnie czekoladowy, że, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak niby miałabym upchnąć w nim więcej czekolady. Jest więc miękki, rozpływający się w ustach spód brownie na mące gryczanej (dzięki temu cały wypiek jest bezglutenowy i ma delikatny posmak orzechów), a na nim gęsta, ciężka masa serowa. To takie konkretne ciasto, którego nie da się zjeść na raz za dużo, ale po chwili człowiek i tak ma ochotę na więcej. O tym, że czekolada to najlepszy z afrodyzjaków, z pewnością nie muszę Wam przypominać. A żeby było jeszcze bardziej słodko i romantycznie, dodałam akcent różany w postaci cienkiej warstwy konfitury. Troszkę się bałam, że zniknie wśród tej czekoladowości, ale nie; bez problemu można go wyczuć, choć to czekolada dominuje w tym deserze. Całość udekorowałam różowymi, bezowymi serduszkami z wodą różaną i różanymi płatkami. Jestem tą dekoracją szczerze zachwycona; mam ochotę wykorzystać ją ponownie. Jest banalnie prosta w przygotowaniu, a prezentuje się naprawdę wspaniale.

Oczywiście, sernik bardzo malowniczo pękł, ale... Nie ma to najmniejszego znaczenia. Smakuje obłędnie!

Sernik czekoladowo-różany na spodzie brownie


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 19 cm)

spód brownie:
  • 65 g mąki gryczanej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 55 g cukru
  • 1 jajko
  • 50 g masła
  • 60 g czekolady (60%)
  • 25 ml śmietany kremówki (38%)

masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 125 g ciemnej czekolady (60%)
  • 100 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 jajka
  • 1 żółtko
  • 100 g cukru

dodatkowo:
  • 100 g konfitury z płatków róż

bezy:
  • 1 białko
  • 40 g cukru
  • 15 g cukru pudru
  • 1/4 łyżeczki wody różanej
  • odrobina czerwonego lub różowego barwnika spożywczego w paście
  • suszone płatki róż

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, wymieszać.
Masło, czekoladę i kremówkę rozpuścić, przestudzić.
Jajko ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodać czekoladę, wymieszać. Partiami dodawać mąkę, delikatnie połączyć łyżką.

Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, brzegi posmarować masłem. Wylać ciasto do tortownicy, wyrównać wierzch.

Podpiec w 160 st. C. przez 15 minut.

W tym czasie przygotować masę serową.
Czekoladę i kremówkę umieścić w garnuszku, podgrzewać na małej mocy palnika, cały czas mieszając, aż czekoladą się rozpuści. Przestudzić.
Serek, czekoladę, jajko, żółtko i cukier zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników. 

Podpieczony spód wyjąć z piekarnika, posmarować konfiturą różaną. Na nią wylać masę serową, wyrównać wierzch.

Piec w 140 st. C. przez 55-60 minut, aż wierzch będzie ścięty.
Ostudzić w piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce przez 3-4 godziny, a najlepiej przez całą noc.

Białko ubić, pod koniec partiami dodając cukier, a następnie przesiany cukier puder. Dodać wodę różaną i barwnik, połączyć.
Bezę przełożyć do woreczka cukierniczego, odciąć końcówkę. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wyciskać bezy w kształcie serc, posypać pokruszonymi suszonymi płatkami róż. 

Suszyć w 100 st. C. przez 45-60 minut. 
Ostudzić.

Przed podaniem sernik udekorować bezami.

Smacznego!

A ja, cóż... Na walentynkową kolację udaję się dzisiaj z koleżankami z internatu. Ależ będzie romantycznie!

niedziela, 15 stycznia 2017

Cztery sukienki na wesele. I o kwintesencji cytrynowości. Sernik

O tym weselu będę pisać do znudzenia, ale co zrobić...? Niecodziennie zdarzają się takie okazje; a kiedy jeszcze dzięki nim w głowie kiełkują kolejne pomysły na posty, nie ma co się bronić. Trzeba korzystać, póki można, bo za chwilę znów tylko styczeń, luty, słota i szarość...

Na wesele, jak większość kobiet, postanowiłam kupić sukienkę. Szafa pęka w szwach, ale cóż z tego...? Wszystkie eleganckie kiecki kupiłam na jakieś konkretne okazje, zaprezentowałam się w nich szerszemu (być może zupełnie niezainteresowanemu, ale kto tam wie) gronu, i po raz kolejny w tym samym outfitcie pokazywać się nie mam zamiaru. Owszem, mam jedną cudną sukienkę, koronkową i zachwycającą, ale... Białą. A takiego faux pas przecież żadna z nas by nie popełniła, prawda...?
O sukienkach zwykłych, codziennych, rozpisywać się nie będę - wiadomo, one się po prostu nie nadają.

Znalazłam więc kreację idealną w internecie. W kolorze czerwonego wina, z koronkową górą, większym wycięciem na plecach. Cud, malina, jednym słowem. Po wewnętrznych walkach z samą sobą (a co, jeśli kupię zły rozmiar...?), w końcu rzeczoną zamówiłam. 
W międzyczasie byłam wymienić sweter, który dostałam na Święta w nieco za dużym rozmiarze. Oczywiście, swetra nie było, więc w drodze powrotnej weszłam do innego sklepu, żeby sobie nieco humor poprawić. Na przecenie akurat mieli bardzo ładną, czarną sukienkę - to kupiłam. Zadowolona, ze sklepu wyszłam, i wtedy na wystawie zobaczyłam koronkowe cudo... Zakochałam się. Ale że pogoda jest, jaka jest, a już się raz w przebieralni tego dnia natrudziłam, stwierdziłam, że spróbuję (może!) innym razem.

Dwa dni przed weselem C. stwierdził, że nie ma się w co ubrać. Znaczy ma w sumie prawie wszystko, ale brakuje mu marynarki. No dobrze, niech będzie i tak. Pojechaliśmy więc na zakupy, nabyliśmy marynarkę, a po drodze weszliśmy do innej filii sklepu, w którym widziałam koronkowe cudo. Niestety! Tutaj go oczywiście nie mieli! Zniesmaczona takim obrotem sprawy, rozglądałam się po sklepie bezradnie, aż mój wzrok padł na kolejną sukienkę...
Granatową, ołówkową, prostą. Stwierdziłam od razu, że tłusto w niej będę wyglądać; nie omieszkałam też tej uwagi wygłosić wszem i wobec. C., zirytowany moją samokrytyką, wręcz wcisnął mnie w rzeczoną kieckę. Cóż, leżała jak ulał... To kupiłam.
I właśnie w niej na weselu wystąpiłam, bo pierwsza, którą zamówiłam przez internet, nie doszła. 

A w środę, kiedy pojechałam po zamówiony wcześniej sweter, przymierzyłam koronkowe cudo... I co? No też pasowało; wyśmienicie, bym rzekła. Czy miałam inny wybór, niż kupić...? No przecież, że nie! A że styczniowe wyprzedaże trwają w najlepsze, dobrałam jej równie atrakcyjną koleżankę...

Hmm... W zasadzie to pięć sukienek... Ale ta wiśniowa okazała się za duża, więc właściwie się nie liczy...

Na swoją obronę dodam, że moje wszystkie sukienki razem wzięte kosztowały mniej niż jedna marynarka C., o!

Cytryny... Bardzo je lubię. Nie wyobrażam sobie bez nich codzienności: wskakują do herbaty, nadają charakteru sałatkowym sosom, łagodzą słodycz ciast i deserów, będąc niejako na drugim planie. Tym razem postanowiłam więc upiec sernik, którego cytryny będą niekwestionowanym bohaterem. Masa serowa jest więc wyraźnie cytrynowa (ale nie kwaśna!), a na niej lekko już kwaskowy lemon curd, czyli najlepszy cytrynowy krem, jaki zdarzyło mi się jeść. Wierzch wieńczą urocze, kolorowe beziki, które pasują tutaj idealnie nie tylko wizualnie, ale też smakowo. 
Całość wyszła boska; istna kwintesencja cytrynowości.

Jeśli chcecie, by Wasz sernik był wyższy, upieczcie go w mniejszej tortownicy. Będzie prezentował się jeszcze bardziej elegancko.

A cytrynowe smakołyki znajdziecie dzisiaj również u Mirabelki.

Sernik cytrynowy z lemon curd


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 24 cm)

spód:
  • 150 g ciastek digestive
  • 55 g masła
masa serowa:
  • 500 g twarogu 3krotnie mielonego
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • sok z 1/2 cytryny
  • 150 g cukru
  • 4 jajka
dodatkowo:
bezy:
  • 1 białko
  • 40 g cukru
  • 15 g cukru pudru
  • czerwony barwnik spożywczy w paście
  • żółty barwnik spożywczy w paście
Masło rozpuścić, przestudzić. Ciastka dokładnie pokruszyć, wymieszać z masłem. 
Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wysypać masę ciasteczkową, ugnieść na dnie łyżką lub dłońmi.
Schłodzić w lodówce przez 15 minut.

Piec w 180 st. C. przez 12 minut.
Ostudzić.

Twaróg, mascarpone, kremówkę, cukier, jajka, sok oraz skórkę z cytryny krótko zmiksować, tylko do połączenia składników.
Przelać masę na przestudzony spód.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec kolejne 50-60 minut.
Ostudzić w lekko uchylonym piekarniku.

Następnie schłodzić w lodówce przez noc.

Białko ubić, pod koniec dodając partiami cukier, a następnie cukier puder.
Na worku cukierniczym od wewnątrz namalować pędzelkiem 1 czerwony i 2 żółte paski barwnikami. Przełożyć bezę do woreczka. Wyciskać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia małe beziki.

Piec w 120 st. C. przez 45-60 minut.
Ostudzić w piekarniku.

Przed podaniem wierzch sernika posmarować kremem cytrynowym, udekorować bezikami i kandyzowanymi kumkwatami.

Smacznego!


W tajemnicy powiem Wam, że tak naprawdę nieczęsto kupuję ubrania. Ale od czasu do czasu napada mnie chęć na coś nowego... I wtedy nie umiem się powstrzymać.
Teraz obiecałam sobie solennie, że aż do wyjazdu do Polski nie kupię nic. 
Myślicie, że się uda...?

piątek, 18 listopada 2016

Historia mrożąca krew w żyłach i zupełnie niegroźny sernik

Lubicie horrory?
Ja nie bardzo. W ogóle nie lubię się bać. Jako dziecko oglądałam z Siostrą program, w którym grupka dzieciaków opowiadała sobie straszne historie. Ona, siedem lat młodsza ode mnie, wpatrywała się w ekran z wypiekami na twarzy; ja już w połowie chowałam głowę pod koc.
Dzisiaj pełne krwi i, nie bójmy się tego powiedzieć, raczej obrzydliwe filmy, raczej mnie śmieszą niż przerażają; tych prawdziwych horrorów, które sprawiają, że człowiek zaczyna bać się własnego cienia, z zasady nie oglądam. Jedynie te lekko bajkowe, w gotyckim, że tak to ujmę, klimacie, które są tylko trochę straszne, oglądam z prawdziwą przyjemnością.

W realnym życiu staram się rzeczy strasznych unikać, ale niestety - nie zawsze mi się udaje. A gdy niebezpieczeństwo czyha na mnie we własnym domu, potrafię wpaść w prawdziwą panikę. W sumie, sama się o to nie podejrzewałam...

Na początku mała dygresja: w garażu mam światło z czujnikiem ruchu, który bardzo sprytnie umocowany jest przy drzwiach wyjściowych. Kiedy więc wchodzę do garażu z domu, nie z zewnątrz, muszę przejść całą jego długość, zanim światło się zapali. I to tyle, gwoli wyjaśnienia.

Ubrana więc w zimową kurtkę, czapkę z pomponem i kozaki, wchodzę do garażu o wpół do piątej rano. Ciemno jak w grobie, tylko lekko jaśnieje prostokąt drzwi. A do moich uszu dochodzi cichy dźwięk, takie szur szur po podłodze. W ułamku sekundy w mojej głowie pojawiła się myśl: mysz. A zaraz po niej, jeszcze bardziej niepokojąca: szczur. Więc, przerażona do szpiku kości (przecież mógł mi już między nogami przemknąć do domu!), wrzasnęłam. Z całej siły, wyrażając cały przestrach, który mnie ogarnął. Był to krzyk z cyklu morderca mnie morduje, tudzież mamy w domu szczura. Sama siebie nie podejrzewałam, że mogłabym tak rozdzierająco krzyczeć.

Sekundę potem usłyszałam, jak C. biegnie mi na pomoc, po drodze omal nie zabijając się o krzesło, które po niedzielnych gościach ostało się na środku salonu. Wpadł do garażu półnagi, czerwony i zdyszany, przerażony chyba jeszcze bardziej niż ja. Ja tymczasem już wtedy, lekko nieprzytomnym wzrokiem, wpatrywałam się w sprawcę całego zamieszania: kawałek styropianu, który C. nieopatrznie zostawił na mojej porannej ścieżce. Kopnęłam go, wcale tego w zimowych butach nie zauważając, a on zaszurał zupełnie niewinnie, doprowadzając mnie niemalże do histerii...

Po wszystkim C. stwierdził, że ja to chyba nigdy szczura nie słyszałam. Zgodnie przytaknęłam; nie słyszałam i wcale słyszeć nie chcę. 
Styropian w zupełności wystarczy...

Na deser mam za to zupełnie niestraszny sernik. Na spodzie z czekoladowych pierniczków, z kremową, dość ciężką masą waniliową i delikatnym, lekko wręcz wytrawnym (bo bez dodatku cukru) musem czekoladowym z dodatkiem przyprawy do piernika. 
Przyznam się Wam, że ten sernik mi się niedawno przyśnił - właśnie takie połączenie smaków. Oczywiście, po przebudzeniu go dopracowałam, a później przygotowałam według sennych wskazówek. Wyszedł naprawdę pyszny i bardzo elegancki; dzięki pierniczkowym smakom świetnie się sprawdzi na świątecznym stole. 
Spróbujecie?

Sernik waniliowy z musem czekoladowo-pierniczkowym


Składniki:

spód:
masa serowa:
  • 200 g serka mascarpone
  • 400 g serka kremowego
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 200 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 4 jajka
mus czekoladowo-piernikowy:
dodatkowo:
  • 1 kostka białej czekolady
  • laska cynamonu
  • 2 gwiazdki anyżu
Pierniczki drobno pokruszyć. Masło rozpuścić, przestudzić, wymieszać z pierniczkami. Masą wyłożyć spód i boki formy do 1/3 wysokości. Schłodzić w lodówce przez 20 minut.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut, przestudzić.

Mascarpone, serek kremowy, ekstrakt, mleko i jajka dokładnie wymieszać, tylko do połączenia składników. Wylać na podpieczony spód, wyrównać wierzch.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec kolejne 30-40 minut.
Ostudzić w zamkniętym piekarniku.

75 ml kremówki zagotować z dodatkiem przyprawy do piernika. Zalać nią posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Pozostałą kremówkę ubić, delikatnie połączyć z czekoladą.
Mus wyłożyć na całkowicie ostudzony sernik, wyrównać wierzch. Schłodzić w lodówce przez 4-5 godzin.

Przed podaniem udekorować startą białą czekoladą, laską cynamonu i gwiazdkami anyżu.

Smacznego!


Sernik bierze udział w konkursie na blogu Słodko i wytrawnie:

piątek, 14 października 2016

Sernik z musem z owoców czarnego bzu

Piałam Wam już o tym, że w tym roku ogarnęło mnie prawdziwe figowe szaleństwo. Bardzo lubię te charakterystyczne w smaku i strukturze owoce, coraz bardziej - na szczęście! - popularne. 
Gdy więc przyszedł czas na urodzinowe przyjęcie, nie mogłam się powstrzymać, i coś z figami na stole po prostu musiało się znaleźć. Szczególnie, że początek września (mam małe opóźnienie z dodawaniem przepisów, wybaczcie; na osłodę powiem, że przed Wami ciągle jeszcze mój urodzinowy tort, z którego jestem niezwykle wręcz dumna) to szczyt figowego sezonu. Przed Wami więc ostatni figowy przepis w tym roku - no chyba, że jednak się skuszę i kupię na weekend te ostatnie figi, które wiercą mi dziurę w brzuchu za każdym razem, gdy w sklepie spoglądam w ich stronę.

Jak już wspomniałam wyżej - był plan na tort. I to całkiem okazały - ale w końcu przyjęć na trzydzieści osób nie organizuje się codziennie. Dla tych, którzy za tortowymi ciastami nie przepadają, albo po prostu mają chęć na coś innego, przygotowałam sernik - a jakże! Moje urodziny bez sernika byłyby przecież nieważne...
Miałam na niego na początku zupełnie inny pomysł. Mus miał być jeżynowy, z jeżyn zebranych na polance nieopodal domu. Okazało się jednak, że ktoś mnie ubiegł, i niemal wszystkie owoce wyzbierał! Dla mnie została garstka - dosłownie! Niewiele się z tego dałoby zrobić, a już na pewno nie mus na mój całkiem sporych rozmiarów sernik. Co robić...? 
Poszłam do sklepu w nadziei, że dostanę jeżyny mrożone. Oczywiście, wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie, i na stanie były tylko truskawki, maliny i jagody. Nawet mieszanki owoców leśnych zabrakło. Obraziłam się więc na sklep, i w drodze powrotnej do domu dumałam, co by tu teraz zrobić. Aż tu nagle w oczy wpadła mi gałązka intensywnego w kolorze, idealnie dojrzałego czarnego bzu.
Ha!
Weszłam w krzaki, nazbierałam niewielki woreczek dobroci, i podniesiona na duchu wróciłam do domu. Oczywiście w ferworze pieczenia zapomniałam o dżemie, który zamiast pod masą sernikową, wylądował pomiędzy nią a musem. Nic się jednak nie stało - ciasto wyszło tak pyszne, że zniknęło niemal całe, a ja usłyszałam tyle pochwał, że na te trzydzieste urodziny urosłam dobre dwa centymetry!

Chrupki, ciasteczkowy spód, idealnie kremowa i rozpływająca się w ustach masa serowa, dżem figowo-winogronowy o bajecznym kolorze i intensywnym smaku, a to wszystko wieńczy bogaty i zaskakujący mus z owoców czarnego bzu. No powiedzcie sami - czy to nie coś wspaniałego...?
Wiem, że nieładnie się tak chwalić, ale ten sernik wyszedł naprawdę fenomenalny. Spróbujcie koniecznie!
I nie martwcie się, że już po sezonie na czarny bez. Jeśli macie sok - wykorzystajcie go do zrobienia musu. Będzie tak samo pysznie!

Sernik z musem z owoców czarnego bzu i dżemem figowym


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)

spód:
  • 190 g ciastek digestive
  • 45 g masła

masa serowa:
  • 800 g serka kremowego
  • 500 g serka mascarpone
  • 250 g cukru
  • 350 ml śmietany kremówki (36%)
  • 4 jajka
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii

mus z owoców czarnego bzu:
  • 120 g owoców czarnego bzu
  • 75 g cukru
  • sok z 1/2 cytryny
  • 50 ml wody
  • 3 listki żelatyny
  • 350 ml śmietany kremówki (38%)

dodatkowo:

dekoracja:
  • 3 figi
  • 12 ciemnych winogron

Ciastka dokładnie pokruszyć.
Masło rozpuścić, przestudzić, wymieszać z ciastkami.
Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, a następnie masą ciasteczkową, ugniatając ją dłonią lub spodem łyżki.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut.
Przestudzić.

Serek kremowy i mascarpone, cukrem, kremówkę, jajka i wanilię zmiksować na gładki krem, tylko do połączenia składników. Wylać na przestudzony spód.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 70-80 minut, aż wierzch sernika będzie ścięty.
Ostudzić w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami.

Owoce czarnego bzu zagotować z cukrem, sokiem z cytryny i wodą. Gotować na małej mocy palnika przez około 15 minut.
W tym czasie namoczyć żelatynę w zimnej wodzie.
Owoce zmiksować blenderem, przetrzeć przez sitko. Dodać żelatynę, dokładnie wymieszać, aż do jej rozpuszczenia.
Ostudzić.
Kremówkę ubić na sztywno, partiami dodawać do ostudzonych owoców.

Na serniku rozsmarować dżem, następnie wyłożyć mus, wyrównać wierzch.
Schłodzić w lodówce przez kilka godzin, najlepiej przez całą noc.

Przed podaniem udekorować figami i winogronami.

Smacznego!

A przede mną wolny weekend. Dobrze było wrócić do pracy, ale już ten pierwszy tydzień dał mi się we znaki. Odzwyczaiłam się od stania po dziesięć, dwanaście godzin dziennie... 

czwartek, 22 września 2016

Jesienny sernik z figami

Pierwszy dzień jesieni. W tym roku kalendarzowa wyjątkowo zgrała się z tą rzeczywistą, którą niepewnie obserwuję przez szyby zasnute cienkimi nitkami pajęczyn. Kaledarz nie kłamie; od dzisiaj nie możemy obrażać się na mgły, deszcze, chłodne poranki i wieczory. Pogodziłam się z tym w tym roku wyjątkowo bezboleśnie; wrzesień rozpieszczał nas słońcem i letnią pogodą; cudownie było ciągle móc nosić sandały i letnie sukienki. Jednocześnie zdążyłam się już stęsknić za ciepłymi swetrami i puchatymi skarpetkami w paski i gwiazdki; zakładam je z prawdziwą przyjemnością, wtulam się w ich kojące ciepło i miękkość. 

Atrybutów jesieni jest wiele - liście zmieniające barwy, a później ścielące się pod nogami kolorowym, szeleszczącym dywanem; coraz krótsze dni i długie wieczory zachęcajce do umoszczenia się w wygodnym fotelu pod ulubionym kocem, a także gruntowne zmiany na straganach. Ostatnie późne odmiany malin, jeżyny i morele ustępują miejsca dyniom, gruszkom, jabłkom, śliwkom i, oczywiście, figom. Te ostatnie, ciągle jeszcze dość drogie, stają się coraz bardziej popularne w naszym kraju. Dla mnie nie była to miłość od pierwszego wejrzenia; początkowo figi wydały mi się mdłe, irytujące z tą niezliczoną ilością drobniutkich pesteczek uporczywie wchodzących między zęby, choć jednocześnie zachwycające niecodziennym kształtem i pięknym, intensywnym kolorem. Chyba właśnie dlatego nie poddałam się, ale dałam im jeszcze jedną szansę. Skarmelizowane na patelni z lodami waniliowymi podbiły moje serce. Dzisiaj nie wyobrażam sobie jesieni bez fig; czekam na nie niemal tak samo tęsknie jak na dynie. W tym roku puściłam wodze fantazji, i nie bacząc na zawartość portfela, namiętnie kupowałam te fioletowe kule. Był jeden dżem, potem drugi; jeden sernik, i następny. A także ucierane ciasto i obłędnie pyszna tarta. Od czego mam więc zacząć...?

Od sernika, oczywiście. 

Ten jest rezultatem mojej radosnej twórczości; chciałam w nim połączyć smaki bliskowschodnie tak, żeby znalazły uznanie także w europejskich podniebieniach. Jest więc kardamon i konfitura z róży, które z figami komponują się wybornie.
Sernik wyszedł niesamowicie kremowy i delikatny, po prostu rozpływa się na języku. Pięknie pachnie i delikatnie smakuje kardamonem. Do tego kwiatowa nuta, i oczywiście figi w karmelu. Jest uroczy i obłędnie pyszny. 
Spróbujecie...?

Sernik kardamonowy z różą i figami


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 120 g ciastek digestive
  • 45 g masła

masa serowa:
  • 500 g serka kremowego
  • 250 g serka mascarpone
  • 100 g cukru
  • 1 łyżeczka kardamonu
  • 4 jajka
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)

dodatkowo:
  • 100 g konfitury różanej

wierzch:
  • 400 g świeżych fig
  • 50 g cukru
  • 2 łyżki wody
  • 50 ml śmietany kremówki (38%)

Ciastka dokładnie pokruszyć. Masło rozpuścić, przestudzić, wymieszać z ciastkami.
Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciastka, dokładnie ugnieść. Schłodzić w lodówce 15 minut.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut.
Przestudzić.

Serek kremowy i mascarpone, cukier, kardamon, jajka i śmietanę zmiksować tylko do połączenia składników.
Na podpieczonym spodzie rozsmarować konfiturę, na wierzch wyło¿yć masę serową.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut. 
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec około 1 godziny, aż wierzch sernika będzie ścięty.
Ostudzić w piekarniku.

Figi pokroić w plastry grubości 4 mm. 
Na patelni skarmelizować cukier. Na karmelu ułożyć figi, zalać wodą. Podgrzewać z każdej strony przez około 1/2 minuty - owoce mają być miękkie, ale nie mogą się rozpadać. Ułożyć figi na serniku.
Do gorącego sosu dodać kremówkę, wymieszać, podgrzewać jeszcze chwilę. Sos przelać do garnuszka, polewać nim kawałki ciasta na talerzykach.

Smacznego!

Ostatnio w ogóle stawiam na serniki (nie tylko z figami). Uwielbiam je jeść, a jeszcze bardziej piec - możliwości wariacji smakowych przyprawiają o zawrót glowy! A wychodzą... Zawsze. Nie wierzcie tym, którzy przekonują Was, że serniki piecze się trudno. Owszem, wymagają naszej uwagi i wyczucia odpowiedniego momentu na wyjęcie z piekarnika; i choć pieką się długo, to pracy właściwej przy nich niewiele. 
Upieczcie sobie sernik, koniecznie!

wtorek, 31 maja 2016

Romantyzmu niedosyt i bazyliowy sernik. Z truskawkami

W pracy słucham radia. Czy raczej może słyszę je - gdzieś w tle. (Znów ten problem; jak po polsku wyrazić różnicę między hear a listen?) Nie z własnej woli; po prostu zawsze ktoś wciśnie ten guzik; i czas jakoś przyjemniej płynie. Od czasu do czasu znów ktoś podejdzie i podkręci głos tak, że niemal nie słychać własnych myśli. Ten będzie nucił pod nosem, tamten śpiewał na całe gardło; na szczęście tylko refren, bo reszty nie zna.
Od czasu do czasu jednak skupiam się na muzyce (na ile to oczywiście możliwe). I tak w ucho wpadł mi stary (w końcu starszy ode mnie!) utwór The Police Every breath You take. Przytupywałam sobie do rytmu, aż nagle uderzyła mnie pewna myśl. Gdy utwór ten miał swoją premierę (a było to w roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym trzecim), i później, w latach dziewięćdziesiątych, uchodził za piosenkę niezwykle romantyczną. Zakochany po uszy facet obserwuje każdy krok i oddech ukochanej. Która z nas by takiego nie chciała...?

Dzisiaj zostałby uznany za najzwyklejszego w świecie stalkera, a śledzona dziewczyna bez problemu dostałaby sądowy zakaz zbliżania się. 

Ot, dwudziesty pierwszy wiek. Całkowicie obdarty z romantyzmu.

Dzisiaj mam dla Was niby zwykłe ciasto, ale jednak zupełnie wyjątkowe.
Ot, sernik z truskawkami.
Choć już właściwie to powinno wystarczyć, aby wiele osób dostało niepowstrzymanego ślinotoku.
Kiedy jednak dodam, że masa serowa ma niepowtarzalny, bazyliowo-limonkowy smak... Część z Was wpadnie w zachwyt; reszta popuka się w czoła. Bazylia? W serniku? Kto to słyszał...?
A ja mówię Wam, że połączenie bazylii z truskawkami jest wyśmienite - czy to na słodko, czy na wytrawnie. Że serniki są pyszne, nie muszę chyba nikogo przekonywać... Ten miks był wygrany od samego początku.
Sernik jest bardzo delikatny, lekki i kremowy, o subtelnym bazyliowym smaku, przełamanym wyrazistą limonką. Do tego soczyste truskawki - i już.
Mi nic więcej do szczęścia nie potrzeba, a Wam...?

Inną wersję sernika z truskawkami znajdziecie dzisiaj również u Mirabelki.

Sernik bazyliowy z truskawkami


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 100 g ciastek digestive
  • 30 g masła
masa serowa:
  • 500 g ricotty
  • 100 g cukru
  • skórka otarta z 1 limonki
  • sok z 1 limonki
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 1 pęczek bazylii
  • 2 jajka
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • zielony barwnik spożywczy w żelu
dodatkowo:
  • 200 g truskawek
Listki bazylii porwać, wrzucić do garnuszka, zalać kremówką. Zagotować, odstawić do ostygnięcia pod przykryciem. Odcedzić.

Masło rozpuścić, przestudzić.
Ciastka drobno rozgnieść, wymieszać z masłem. Mieszankę ugnieść na dnie tortownicy wyłożonym papierem do pieczenia.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut.
Ostudzić.
Ricottę, cukier, skórkę i sok z limonki, kremówkę, jajka i mąkę zmiksować na gładką masę. Ewentualnie dodać barwnik, połączyć.

Masę serową wylać na podpieczony spód. Na wierzchu ułożyć przekrojone na pół, pozbawione szypułek truskawki.

Formę wstawić do piekarnika razem z naczyniem wypełnionym wodą.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 120 st. C. i piec kolejne 50 minut.
Ostudzić  piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce przez noc.

Smacznego!

Koloru, niestety, bazylia nie oddała, więc wspomogłam się barwnikiem spożywczym. Oczywiście, można go pominąć - wtedy smak sernika będzie jeszcze większym zaskoczeniem.

poniedziałek, 21 marca 2016

Sernik dla dorosłych. Porzeczkowo-ajerkoniakowy

Nie piję dużo alkoholu. Najczęściej, gdy jestem chora, C. serwuje mi rumowego Toddy'ego, okazjonalnie zdarza nam się wypić trochę wina do obiadu. Sylwester nie może się obyć bez szampana i kawy po irlandzku, w której przygotowaniu C. osiągnął mistrzostwo. Na średniowiecznym festiwalu zdarza nam się kupić miód pitny, i... To by było na tyle. Pamiętam też, że moim ulubionym drinkiem było truskawkowe mojito, ale nie mogę sobie przypomnieć, kiedy piłam je po raz ostatni. Z sześć lat temu...? Jakoś tak.

Dlatego właśnie postronnego obserwatora zdziwiłaby ilość alkoholu w naszym domu. Gdzieś koło siedemdziesięciu butelek z różnymi trunkami: wino we wszystkich barwach, rum (też kolorowy), likiery wszelkiej maści, a nawet jedna czy dwie butelki z czystą wódką, której nie pija u nas nikt. Skąd i dlaczego...? Otóż C. zafascynowany jest winem i z każdej podróży przywozi kilka butelek. Popyt nie jest jednak aż tak duży, więc ich liczba na stojaku stale rośnie. Sporą część kolekcji otrzymaliśmy przy mniej i bardziej oficjalnych okazjach, a niektóre z trunków kupiłam ja. Żeby pić...? Ale gdzie tam! Do ciast!

Szczególną słabość mam do ajerkoniaku. Ten gęsty likier kojarzy mi się głównie z Wielkanocą, pewnie przez swój uroczo kurczaczkowy kolor. Skąd wzięło mi się połączenie z czaną porzeczką...? Nie wiem, ale chodziło za mną od dawna, i niecierpliwie czekałam, aż nadejdzie odpowiednia chwila na przygotowanie sernika w tych smakach.
Wyszło jeszcze lepiej, niż się spodziewałam. Kremowa, lekko kwaskowata masa porzeczkowa i słodki, alkoholowy mus dopełniają się idealnie. Ciężko poprzestać na jednym kawałku; nawet tym, którzy twierdzą, że serników nie lubią. Czy może być lepsza rekomendacja...? 
Polecam na zbliżające się Święta.

Sernik porzeczkowy z musem ajerkoniakowym


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 90 g ciastek digestive
  • 30 g masła

masa serowa:
  • 500 g twarogu 3krotnie mielonego
  • 250 g porzeczek ze słoika razem z sokiem
  • 100 ml śmietany kremówki (38%)
  • 135 g cukru
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 3 jajka
  • 1 łyżka likieru z czarnej porzeczki

mus ajerkoniakowy:
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 listki żelatyny
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 60 ml ajerkoniaku

dodatkowo:
  • 2 łyżki ajerkoniaku

Ciastka drobno pokruszyć. Masło rozpuścić, przestudzić, wymieszać z ciasteczkami. Ugnieść na dnie tortownicy, schłodzić w czasie przygotowania masy serowej.

Porzeczki zmiksować blenderem, a następnie przetrzeć przez sitko. Zmiksować z twarogiem, kremówką, cukrem, sokiem z cytryny, mąką ziemniaczaną, jajkami i likierem na gładką masę, tylko do połączenia składników.
Masę przelać na spód.

Piec w 140 st. C. przez 45 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
50 ml kremówki zagotować, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Ostudzić.
Pozostałą kremówkę ubić na sztywno. Powoli wlewać ajerkoniak, a następnie kremówkę z żelatyną, cały czas miksując. Masę wyłożyć na ostudzony sernik, wyrównać wierzch.

Pozostał ajerkoniak przelać do woreczka cukierniczego, odciąć rożek, formując małą dziurkę. Wyciskać na mus kropki wzdłuż brzegów, w niewielkich odstępach. Przeciągnąć przez środek kropek wykałaczką, formując serduszka.

Wstawić do lodówki na 3-4 godziny, a najlepiej na całą noc.

Smacznego!

A wieczorem idziemy na koncert. 
Tak, właśnie w poniedziałek. Tacy jesteśmy nieschematyczni. 

piątek, 22 stycznia 2016

Dla Dziadka. I sernik słodko-kwaśny

Świat spowił gęsty kokon mgły; białej jak mleko i gęstej jak śmietana. Mimo dwóch cyfr zaraz za minusem na termometrze, poszłyśmy na spacer do parku. W takie dni jak ten, panuje tam idealna cisza. Mgła wygłusza odgłosy ulicy, a z rzadka spotykani przechodnie stąpają na palcach i starają się oddychać jak najciszej. Szerokim łukiem omijamy gigantycznego pająka, który w ciągu dnia jest tylko zjeżdżalnią zaprojektowaną przez wiernego fana Spidermana. W migotliwym, różowawym świetle latarni wygląda jednak, jakby snuł prawdziwą sieć. Ogromną, jak on sam. Nie chciałybyśmy w nią wpaść.

W tej zimowej ciszy dopada mnie nostalgia, zamyślenie. Łatwiej jest zajrzeć do środka, gdy brak zewnętrznych, rozpraszających bodźców. Wczoraj był Dzień Babci, dzisiaj jest Dzień Dziadka. Nie muszę Wam o tym przypominać, prawda...? Sama wykonałam odpowiednie telefony, a potem zaczęłam wspominać...
Każdego z naszych bliskich kochamy inaczej. Nie mocniej czy słabiej, lepiej bądź gorzej; po prostu: inaczej. Od urodzenia byłam ukochaną wnusią Dziadka; jako emerytowany milicjant miał czas, ale przede wszystkim mnóstwo chęci, żeby się mną zajmować. Dawał mi wszystko, o czym może marzyć mała dziewczynka: odpowiadał na tysiące pytań, słuchał z uwagą niekończących się tyrad na tematy mało ważne i jeszcze błahsze, czytał wieczorami przechodzącymi w ciemne noce, pomagał sprzątać klocki, świetnie udawał panią ze straganu, gdy bawiliśmy się w warzywniak, zabierał mnie do lasu po drugiej stronie torów na grzyby i chodził ze mną do parku karmić wiewiórki. Podziwiał koślawe rysunki i szlaczki, z których byłam taka dumna, brał na kolana, gdy było mi smutno albo tylko dlatego, że chciałam, i kupił największego z moich misiów, którego ledwo przyniosłam do domu i nazwałam Beżunią. Nigdy na mnie nie krzyknął i kupował smerfowe lody, których smaku nigdy nie zapomnę. 

Dzień, w którym Dziadek umarł, był najgorszym w moim życiu.

Ten sernik po raz pierwszy upiekłam będąc na wakacjach w Polsce. Na sklepowej półce zobaczyłam nowość: czekoladę karmelową, i nie mogłam jej się oprzeć. Na targu kupiłam rabarbar, i stwierdziłam, że to będzie połączenie idealne. Nie pomyliłam się; słodki, kremowy, rozpływający się w ustach sernik i kwaskowy mus rabarbarowy, to naprawdę wyśmienity duet.
Oczywiście, zdjęć nie zdążyłam zrobić. Postanowiłam więc ten smak odtworzyć po powrocie do Danii (przezornie zaopatrzyłam się w kilka tabliczek bajecznie pysznej karmelowej czekolady i całą siłą woli powstrzymałam się przed zjedzeniem ich solo); niestety, sezon na rabarbar się skończył. Na szczęście na swoją kolej czekają słoiczki wypełnione letnimi smakołykami, a wśród nich znajduje się również czerwona porzeczka. 
Aktualnie moim jedynym problemem jest zdecydowanie, która wersja sernika smakuje lepiej...

Karmelowy sernik z czerwoną porzeczką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 22 cm)

spód:
  • 125 g ciastek digestive
  • 45 g masła

masa serowa:
  • 600 g serka kremowego
  • 180 g czekolady karmelowej
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 4 jajka
  • 2 łyżki budyniu krówkowego

dodatkowo:

Świeże porzeczki zasypać cukrem, odstawić, aż owoce puszczą sok. Zagotować całość, gotować na małym ogniu kilka minut, aż porzeczki zmiękną. Owoce odcedzić, przełożyć do innego naczynia, odlać 2 łyżki soku, resztę zagotować. Zimny sok wymieszać z mąką, dodać do gorącego soku; podgrzewać, aż całość lekko zgęstnieje. Dodać odłożone owoce, wymieszać. Ostudzić.
W przypadku owoców ze słoika zacząć od odcedzenia owoców, a dalej postępować jak w przepisie powyżej.

Ciastka dokładnie pokruszyć.
Masło rozpuścić, przestudzić. Wymieszać z ciasteczkami, a następnie ugnieść na dnie tortownicy.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut.
Przestudzić.

W tym czasie przygotować masę serową. Czekoladę posiekać. Kremówkę zagotować, zdjąć z palnika, zalać czekoladę. Odstawić na 5, a następnie dokładnie wymieszać, aż czekolada całkowicie się rozpuści. Przestudzić.

Serek, rozpuszczoną czekoladę, jajka i budyń zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników.
Masę serową wylać na podpieczony spód. Na wierzchu rozłożyć porzeczki, wykałaczką zrobić esy-floresy.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 50-60 minut.
Wystudzić w lekko uchylonym piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce przez noc.

Smacznego!


Przede mną wolny weekend. Jedyny plan, jaki przygotowałam, to wyspać się porządnie. Najlepiej na zapas, żeby starczyło na cały przyszły tydzień...

wtorek, 5 stycznia 2016

Sernik pierniczkowy nie tylko na Święta

Z okazji Wigilii spędzanej w Polsce, mimo natłoku obowiązków, wszystkich tych przedświątecznych spraw ważnych i ważniejszych, pracy, która wypełnia większość dnia (a dzisiaj także część czasu wolnego), postanowiłam zabrać ze sobą słodkości, które dobrze zaprezentują się na stole w moim rodzinnym domu. Na pierwszy ogień poszedł piernik staropolski, o którego przygotowaniu marzyłam już od dawna. Udał się lepiej niż myślałam! Przygotowując go bowiem po raz pierwszy, nie sposób odmówić sobie obaw o to, czy ciasto po ponad miesięcznym leżakowaniu będzie się jeszcze do czegoś nadawało. Czegokolwiek. Na szczęście ciasto wyszło. A ten smak... Moi drodzy, tego nie da się opisać! Piernik jest idealnie mięciutki, obłędnie aromatyczny, a powidła śliwkowe pasują tutaj wyśmienicie. Jestem pewna, że kolejne Święta, nawet w Danii, bez tego cuda się nie obejdą. 

Bardzo chciałam też upiec makowiec, ale już niestety nie zdążyłam. C. nigdy nie jadł prawdziwego, polskiego makowca; może więc zaszaleję w styczniu...? Jeśli czas pozwoli.
Do towarzystwa piernikowi upiekłam za to kilka rodzajów małych pierniczków, które cieszyły się dużym powodzeniem. Zawsze jakoś tak jest, że takie drobne słodkości kuszą bardziej. Albo może wydają się bardziej niewinne...? 
Nie mnie o tym decydować. Najważniejsze, że wszystkim smakowały.

Choć, szczerze mówiąc, nie miałam ochoty piec niczego więcej, postanowiłam jednak przygotować sernik. Dlaczego? Po pierwsze - uwielbiam! Po drugie - robi się je szybko, prosto, no i zawsze wychodzą. Zrobiłam więc małe czyszczenie lodówki: reszta mleka skondensowanego; całość wyszła za mało słodka, dodałam więc miodu (bardzo świątecznie); reszta kremówki, ostatnie trzy jajka. Z zamrażarki wyciągnęłam żurawinę, a na spód i do kruszonki dałam pierniczków. Masę serową wzbogaciłam tonką, ale jeśli jej nie macie, wanilia sprawdzi się znakomicie.
Całość wyszła boska! Nawet moja wiecznie odchudzająca się Siostra i jej wybredny chłopak pochwalili. Słodka, kremowa, delikatna masa serowa w kontraście z kwaśną żurawiną i chrupiącą, pierniczkową kruszonką nie pozwoliła zbyt szybko oderwać się od talerzyków... W pewnym momencie nawet zaczęłam żałować, że nie przygotowałam tego ciasta w większej formie! Bo co to te osiemnaście centymetrów dla całej bandy łakomczuchów...?

Sernik z tonką, żurawiną i pierniczkową kruszonką

cranberry cheesecake with gingerbreads

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:

masa serowa:
  • 600 g serka kremowego
  • 85 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 125 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 jajka
  • 100 g miodu
  • 1 ziarno tonki

kruszonka:

dodatkowo:
  • 150 g żurawiny (świeżej lub mrożonej)

Pierniczki zmiksować w malakserze na pył. Masło rozpuścić, przestudzić. Wymieszać z pierniczkami.
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Ugnieść na spodzie masę pierniczkową, schłodzić w lodówce przez 20-30 minut.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut.
Ostudzić.

Pierniczki na kruszonkę zmiksować w malakserze na pył. Dodać mąkę, cukier i przyprawę do piernika, połączyć. Dodać zimne masło, zagnieść kruszonkę.

Serek, mleko, kremówkę, jajko, miód i drobno startą lub zmieloną tonkę zmiksować na gładką masę. Wylać na podpieczony spód, na wierzchu ułożyć żurawiny, posypać kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut.
Ostudzić w piekarniku.

Przed podaniem schłodzić w lodówce przez noc.

Smacznego!

Wiem, że już po Świętach, ale taki sernik idealnie sprawdzi się w styczniu, gdy puszki ciągle pełne są niezjedzonych pierniczków. Nadadzą się tu każde kruche, bez nadzienia i polewy. Ja użyłam czekoladowych, ale jeśli macie inne, nie bójcie się eksperymentować. Z pewnością będzie pysznie!