Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Granola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Granola. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2018

Mała rzecz, a cieszy, czyli nie tylko o granoli słów kilka

Nie jestem szalenie uważną obserwatorką otaczającej mnie rzeczywistości; pewnie dlatego, że zdecydowanie bardziej interesują mnie nowości cukiernicze niż ludzkie zachowania. Niemniej, od czasu do czasu zdarza mi się zaobserwować sytuacje, które na długo zapadają mi w pamięć.

Gdy byłam w szkole poprzednim razem, odbywały się egzaminy końcowe. Jest to wielkie wydarzenie, kończące się przemowami i kolacją, w której uczestniczą bliscy i znajomi egzaminowanych, specjalnie z tej okazji zaproszeni. 
Jeszcze przed oficjalnym końcem egzaminu, wszyscy goście czekają w holu, z napięciem i zainteresowaniem obserwując ostatnie chwile, rozmawiając i wypełniając gwarem zazwyczaj ciche już o tej porze korytarze. Też poszłam sprawdzić, jak poszło mojej współlokatorce, i gdy tylko weszłam między ludzi, nad tłumem rozległo się głośne: Hej, śliczna! Jak na komendę wszystkie damskie głowy obróciły się w stronę wołającego, zdecydowanie męskiego głosu. Aż przystanęłam z wrażenia, z zaciekawieniem obserwując tę falę odwracających się kobiet. Mężczyźni tymczasem pozostali zupełnie niewzruszeni (tutaj mała dygresja: w języku duńskim śliczna/śliczny to smukke, niezależnie od płci, okrzyk więc był pod tym względem zupełnie neutralny). Podejrzewam jednak, że gdyby wołała kobieta, sprawy przybrałyby zupełnie inny obrót...

Ile to mówi o nas, kobietach? Znajdujemy się w zupełnie obcym miejscu, gdzie nie znamy nikogo poza najbliżej stojącymi osobami, ale jeśli jakiś mężczyzna wyrazi uznanie, od razu mamy nadzieję, że było skierowane w naszą stronę. Próżność...? A może tak po prostu jest, i nie należy się w tym dopatrywać niczego nadzwyczajnego? W końcu każda z nas chce być uważana za śliczną...

Na marginesie dodam (nie, żeby się chwalić czy coś), że wołanie było skierowane do mnie; a śliczną jeden z kucharzy nazywa mnie tylko dlatego, że nie może zapamiętać mojego imienia. Nie obrastam więc w piórka; ale i tak mi przyjemniej, niż jakby wołał: Ej, ty!

Tymczasem mam dla Was przepis na wyjątkowo smakowitą granolę.
Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że już dawno żadnej nie pokazywałam; wspięłam się więc na wyżyny twórcze, i skomponowałam mieszankę z płatków owsianych, czekolady i fistaszków.

Wyszło bosko! Jest chrupiąca, trochę słodka, z lekko słonawą nutą (zamiast dodatku soli, można użyć orzeszków solonych, ale wtedy trudniej kontrolować proporcje słodkiego do słonego). Mi bardzo przypadła do gustu, a i C. zajadał się nią z wielkim zapałem.
Mała rzecz, a cieszy.

Granola z masłem orzechowym, fistaszkami i czekoladą


Składniki:
(na 2 l słój)
  • 350 g płatków owsianych
  • 80 g orzeszków ziemnych niesolonych
  • 2 łyżki złotego siemienia lnianego
  • 2 łyżki nasion chia
  • 100 g miodu
  • 85 g masła orzechowego
  • 50 ml oleju
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 100 g ciemniej czekolady (70%)

Płatki owsiane, orzeszki, siemię lniane i chia wymieszać w dużej misce.
Miód, masło orzechowe i sól podgrzać, aż wszystko się ładnie połączy. Zdjąć z palnika, dodać olej, wymieszać.
Wlać mokre składniki do suchych, dokładni wymieszać. Wysypać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 165 st. C. przez 25-30 minut, 2 razy w tym czasie mieszając.

Wyjąć blachę z piekarnika, lekko przestudzić. Do jeszcze ciepłej granoli dodać posiekaną czekoladę, wymieszać.
Ostudzić, przełożyć do szczelnego pojemnika.

Smacznego!

Tymczasem pierwszy tydzień szkoły już niemal za mną.
Ależ ten czas leci!

piątek, 21 kwietnia 2017

Powrót do codzienności. Pobudzająca granola z kawą

W środę miałam okazję uczestniczyć w kursie organizowanym przez Engelhardt. Muszę przyznać, że było naprawdę ciekawie. Po krótkim wprowadzeniu przeszliśmy do historii czekolady, żeby czym prędzej zabrać się za to, na co wszyscy czekali - czyli praktykę. Lars Petersen pokazał nam kilka rodzajów polew lustrzanych, między innymi taką opartą na wodzie, która w połączeniu z klasyczną, czekoladową, daje naprawdę świetne efekty. Udało mi się nawet umorusać w nich paluszki, więc zabawa była przednia. Rozmawialiśmy też o temperowaniu i właściwym traktowaniu czekolady - tutaj wiele nowego się nie dowiedziałam, ale pewne rzeczy warto sobie od czasu do czasu odświeżyć.
Później pałeczkę przejął Henrik Olsen, który opowiadał o chlebach na zakwasie. Jak obchodzić się z zakwasem, jak go wyhodować, jak prawidłowo przechowywać i jak się nim opiekować - myślę, że niejeden amator domowego wypieku pieczywa byłby jego wykładem zachwycony. Szczególnie, że towarzyszyła mu degustacja, a chleby były naprawdę interesujące. Z chilli, z różą, z płatkami owsianymi - to tylko niektóre przykłady. Jasne, ciemne, delikatne i wyraziste - oj, porządnie się najadłam.

Z kursu wyszłam obładowana przepisami, deserami i chlebami, z uśmiechem od ucha do ucha i próbując złapać oddech po niedźwiedzim uścisku Larsa. Uwielbiam takie rzeczy! I już się nie mogę doczekać wycieczki do fabryki marcepanu w Odense w czerwcu...

Tymczasem najwyższy czas wrócić do rzeczywistości po świątecznym lenistwie/nawale pracy (zależy, co komu przypadło w udziale). Dzień powszedni czy też leniwą sobotę dobrze zacząć od czegoś, co pobudzi do działania i doda energii do pracy lub zabawy. U mnie uniwersalnym posiłkiem jest granola. Tym razem kawowa, podpatrzona u Angie. Zaskakuje dodatkiem białka, dzięki któremu zbija się w charakterystyczne grudki i staje się ekstra chrupiąca. Smakuje wybornie - słodko-kawowa, daje kopa i sprawia, że chce się chcieć. Trzeba tylko uważać, żeby jej nie przepiec, bo będzie gorzka. A to już nie to samo...

Granola kawowa


Składniki:
(na 1,8 l słój)
  • 300 g płatków owsianych
  • 3 łyżki mocnej kawy
  • 100 g miodu
  • 65 g pestek dyni
  • 70 g orzechów laskowych
  • 1 łyżka siemienia lnianego
  • 1 łyżka sezamu
  • 1 białko

Płatki wymieszać z pestkami dyni, grubo posiekanymi orzechami, siemieniem i sezamem. Kawę wymieszać z miodem, dodać do suchych składników, połączyć. Na końcu dodać białko, wymieszać.

Granolę równomiernie rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
następnie zmniejszyć temperaturę do 160 st. C. i piec jeszcze 20-30 minut, mieszając w tym czasie dwa razy.
Ostudzić, przełożyć do szczelnego pojemnika.

Smacznego!

Ja tymczasem weekend zaczynam ciastem czekoladowo-truskawkowym na zamówienie. Zabawne, jak życie potrafi się ułożyć...

środa, 22 marca 2017

Wiosna... I bananowa granola - odsłona pierwsza

Tak jak już Wam pisałam - wystarczy odrobina słonka, i od razu wszystkim zielono w głowach. Dzisiaj słońca pod dostatkiem, a termometr pokazuje całe jedenaście kresek! Takie wspaniałości można uczcić tylko w jeden sposób - szeroko otwartymi drzwiami do ogrodu. Poniekąd, zostałam do tego zmuszona. Ptysia po krótkim wyjściu na siusiu stanowczo odmówiła powrotu, a ja machnęłam ręką - bo co innego miałabym zrobić...? Pączusia, i tak pełna energii, zaczęła biegać, skakać i szaleć, aż jej z wrażenia lewe ucho stanęło. Patrzę więc sobie na te moje psy, i uśmiecham się od ucha do ucha.
Wiosna idzie.

W związku z tym, nie będę dziś tracić tych bezcennych, słonecznych chwil na przydługie wstępy, i od razu przejdę do meritum, czyli granoli.
Miałam kilka bananów, na które nikt już nie miał chęci, bo pociemniały. Znalazłam więc trzy przepisy na bananowe granole: oto pierwszy z nich. Banany i czekolada - to nie mogło się nie udać.
Przepis znalazłam u Pauliny, i trochę go zmieniłam, żeby nie był aż tak zdrowy. Moja granola wyszła lekko słodka, z wyraźnym posmakiem bananów i obłędnie pysznymi kawałki ciemnej czekolady. Z samego rana wywołuje uśmiech i dodaje energii na ładnych kilka godzin, więc zadanie zostało spełnione.
Spróbujcie, zanim banany odejdą w zapomnienie na długie, letnie miesiące...

Bananowa granola z czekoladą


Składniki:
(na słój o pojemności 2 l)
  • 350 g płatków owsianych
  • 100 g płatków ryżowych
  • 70 g pestek dyni
  • 30 g sezamu
  • 75 g orzechów włoskich
  • 60 ml oleju
  • 50 ml syropu klonowego
  • 2 banany
  • 75 g suszonej żurawiny
  • 80 g ciemnej czekolady (70%)

Płatki, pestki, sezam i grubo posiekane orzechy wymieszać.
W drugiej misce połączyć olej z syropem. Banany rozgnieść, dodać do oleju, wymieszać. Wlać do suchych składników, dokładnie wymieszać.
Przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, równo rozprowadzić.

Piec w 160 st. C. przez 30-60 minut, mieszając co 10 minut, żeby granola równo się przypiekła.

Ostudzić, dodać żurawinę i posiekaną czekoladę, wymieszać.
Przechowywać w szczelnym słoju.

Smacznego!

Słonko świeci, ptaszki śpiewają, a ja zaraz muszę iść spać... To jednak trochę dołujące, mimo całej wiosennej radości.

sobota, 25 lutego 2017

Super foods - super granola

Nerwica powoli przeradza się w panikę. Do egzaminów raptem kilka dni, a ja mam wrażenie, że umiem mniej, niż kiedy zabierałam się do nauki. Do testów praktycznych przećwiczyłam już prawie wszystko (została mi wieżyczka z ciasta marcepanowego, ale z pełnym rozmysłem zostawiłam ją sobie na poniedziałek - w końcu przez te dwa dni, przeznaczone właśnie na ćwiczenia, też muszę mieć coś do roboty). Mimo wszystko ciągle mam to dziwne odczucie w dołku, że coś pójdzie nie tak. Makaroniki wyjdą mi plaskate. Wieżyczka będzie przypominała tą w Pizie. Musy wypłyną z foremek. Albo, co gorsza, zrobią się w nich grudki. Beza się nie ubije...
Oj, mogłabym tak długo. Ale - moja wina; trzeba było wybrać coś prostszego i pewniejszego. Tylko co ja poradzę na to, że z takimi rzeczami mi nie po drodze...?

Tymczasem, skoro weekend się już zaczął, i tak naprawdę za chwilkę się skończy (wybaczcie powiew pesymizmu, ale sami rozumiecie - taka aura), mam dla Was propozycję śniadania na nadchodzące, zabiegane dni. Co powiecie na granolę pełną zdrowia...? Są w niej płatki owsiane i jaglane, nasiona chia i konopii (nie bójcie się, odurzenie Wam nie grozi), a także słynne jagody goji, których spróbowałam po raz pierwszy. Szczerze mówiąc, suszona żurawina czy wiśnia smakuje mi dużo bardziej, ale wiadomo - o gustach się nie dyskutuje
Do tego dorzuciłam orzechy włoskie i słodkie, słoneczne mango. Granolę przygotowałam z dodatkiem oliwy - dzięki temu jest niewiarygodnie chrupiąca! 
Spróbujecie...?

Granola z oliwą, mango i jagodami goji


Składniki:
(na 1 l słoik granoli)
  • 350 g płatków owsianych
  • 100 g płatków jaglanych
  • 2 łyżki nasion chia
  • 2 łyżki nasion konopii
  • 2 łyżki złotego siemienia lnianego
  • 75 g orzechów włoskich
  • 60 g sezamu
  • 125 ml oliwy
  • 125 ml syropu klonowego
  • 80 g suszonego mango
  • 50 g suszonych jagód goji
Płatki owsiane i jaglane, nasiona chia i konopii, sezam, siemię i grubo posiekane orzechy dokładnie wymieszać.
Oliwę wymieszać z syropem klonowym. Dodać do suchych składników, dokładnie połączyć. Mieszankę wysypać równomiernie na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 170 st. C. 30-40 minut, dwa razy mieszając.
Ostudzić.

Do ostudzonych płatków dodać jagody goji i grubo pokrojone mango. Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Smacznego!

Przez pracę i egzaminy nie mam czasu na nic. Mam więc nadzieję, że wybaczycie, jeśli w przyszłym tygodniu na blogu będzie cicho...

sobota, 4 lutego 2017

O lokalnym patriotyzmie mojego samochodu i zimowej granoli. Z białym makiem

Nie lubię dużych miast.
Owszem, właśnie w dużym mieście się urodziłam i wychowałam, i ciągle wracam do niego z przyjemnością i z sentymentem zaglądam w stare kąty, które za każdym razem zaskakują mnie ogromnymi zmianami (na szczęście, najczęściej na lepsze). Jednak gdy stanęłam przed wyborem miejsca, w którym zamieszkam na dłużej (być może już na zawsze), wybrałam małe miasteczko. Takie wiecie; z główną ulicą, którą da się przejść w dziesięć minut, z dwoma sklepami spożywczymi, parkiem, który płynnie przechodzi w przyjazny spacerowiczom las, i z rzeczką, nad którą dumnie rozłożył się zamek. Powstrzymajcie wyobraźnię; to w końcu żaden Malbork. Pałacyk raczej, dość skromny... Gdy po kilku tygodniach po przeprowadzce zapytałam C., czy możemy się wybrać na dłuższy spacer, żebym ten zamek mogła sobie w końcu obejrzeć, popatrzył na mnie dziwnie i sprowadził mnie na ziemię słowami: Przecież codziennie obok niego jeździsz...
Ale dość już o zamku, bo zaraz cały splendor tej mojej mieścinie odbiorę.

Jutro już znów jadę do szkoły. Na Zelandię. I choć szkołę lubię, to internat mnie zniesmacza, a wyspa nieco onieśmiela. Wydaje mi się, że wszystko tam dzieje się szybciej, a ludzie są bardziej zabiegani i mniej przyjaźni niż tutaj. Ale to tylko moje subiektywne zdanie, rzecz jasna...
W każdym razie w środę, wracając z pracy, znalazłam się w dość nieprzyjemnej sytuacji. Gdy tylko wyjechałam z autostrady na ostatnią prostą do domu, samochód nagle zrobił bum!, po czym zatrzymał się na środku skrzyżowania. Prawie pół godziny czekałam na pomoc drogową, kuląc się i próbując być niewidzialną, gdy inni kierowcy mnie mijali i na mnie trąbili. Na szczęście Pan Mechanik znów stanął na wysokości zadania, i uporał się z problemem w kilka godzin. Autko jest gotowe do naszej jutrzejszej podróży, i mam nadzieję, że oszczędzi mi psikusów.
Zabawne jednak jest to, że poprzednim razem, gdy miałam jechać do szkoły, samochód też się zepsuł. Kto by pomyślał, że jest takim lokalnym patriotą...

Dziś mam dal Was przepis na zimową granolę, który podpatrzyłam u Lo. Nie mogłam się oprzeć dodatkowi maku i suszonych fig. Robiłam ją dwa razy; za drugim razem zmniejszyłam ilości miodu i syropu klonowego o połowę. Mniej słodka smakuje nam zdecydowanie bardziej.
Zamiast fig możecie użyć suszonej żurawiny; będzie jeszcze bardziej zimowo. Ale ja te drobne, chrupiące pesteczki i super słodkie figi wprost uwielbiam, a tutaj pasują doskonale.

Zimowa granola z figami i syropem klonowym


Składniki:
(na 2 litrowy słoik)

  • 45 ml oleju
  • 50 ml syropu klonowego
  • 50 g miodu
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 350 g drobnych płatków owsianych
  • 50 g sezamu
  • 25 g białego maku
  • 100 g pestek dyni
  • 50g płatków migdałowych
  • 100 g suszonych fig
  • 50 g chipsów kokosowych

Miód podgrzać, żeby dodać syrop, olej i ekstrakt. Wymieszać.
Płatki wymieszać z sezamem, makiem, pestkami dyni i migdałami. Wlać mokre składniki, dobrze połączyć.
Równomiernie rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 160 st. C. 20 minut, w połowie pieczenia mieszając.
Wyjąć blachę z piekarnika, posypać granolę chipsami kokosowymi i pokrojonymi figami. Wstawić z powrotem do wyłączonego piekarnika. Zostawić do całkowitego ostudzenia.

Granolę przechowywać w szczelnie zamkniętym słoju.

Smacznego!

I tak, wiem; zdjęcie zdecydowanie zimowe nie jest. Ale ja już tęsknię za latem...

sobota, 10 grudnia 2016

Cynamonowa granola z jarzębiną

Oduczyłam się spać do południa. Kiedyś potrafiłam, i to bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Dziś budzę się najpóźniej o ósmej rześka i wypoczęta, z ochotą witając kolejny dzień. Taki luksus nie spotyka mnie bowiem codziennie. Miło, tak dla odmiany, wstać, gdy słońce już rozświetliło mroki nocy.

Opatulona szlafrokiem (wiecie, że to to samo co porannik?), w puchatych skarpetkach z reniferami, idę do kuchni i przez wielkie okna obserwuję skrzący się w promieniach porannego słońca świat. Warstwa szronu otuliła nagie gałęzie, dachy, chodniki i trawniki sprawiając, że wszystko wygląda jak wyciągnięte z baśni o Królowej Śniegu. Wszechobecną, spokojną ciszę przerywa tylko miarowe tykanie zegara.
Parzę więc herbatę i siadam przy stole, przy rozłożonych na nim gazetach i kartkach z przepisami. Wigilia już za dwa tygodnie! Trzeba więc wybrać ostatnie przepisy, upiec ostatnie pierniczki, ukręcić całe góry kolorowego lukru. Jestem podekscytowana jak małe dziecko, choć ta ekscytacja tyczy się już czegoś zupełnie innego niż za dawnych czasów. Nadal z radością czekam na moment rozdania prezentów, ale bardziej interesują mnie reakcje moich bliskich na to, co im sprawiłam, niż to, co sama dostanę. Nie mogę doczekać się kolacji, ale to dlatego, że w tym roku to my ją przygotowujemy i trochę się boję, że nie dorównamy niedoścignionym oryginałom. Chcę tańczyć wokół choinki, którą z C. pieczołowicie już niedługo przystroimy. Chcę siedzieć na kanapie, pić gløgg i cieszyć się świąteczną atmosferą. 
Jak ja kocham Boże Narodzenie!

Tymczasem jednak mam dla Was przepis na typowo jesienną granolę, który zapodział mi się między tymi wszystkimi pierniczkami i ciasteczkami. Zrobiłam ją już jakiś czas temu, i muszę przyznać, że zrobiła na mnie wrażenie swoim oryginalnym smakiem. Choć na wstępie pragnę Was ostrzec - to granola dla koneserów. Nie każdemu przypadnie do gustu.
Jarzębinę po raz pierwszy ususzyłam w zeszłym roku, i długo się zastanawiałam, co z nią zrobić. Jej lekko gorzkawy smak zniechęca bowiem do jedzenia jej solo. Świetnie jednak komponuje się z cynamonem, który nieco łagodzi jej krnąbrny charakterek. Do tego słodkie rodzynki, chrupiące orzechy, i kwintesencja jesiennej granoli gotowa. Mi smakuje bardzo, C. kręci na nią nosem.
A Wy...? Lubicie takie połączenia...?

Cynamonowa granola z jarzębiną


Składniki:
(na słój  pojemności 1 l)
  • 125 g płatków sojowych
  • 65 g płatków ryżowych
  • 175 g drobnych płatków owsianych
  • 50 g grubych płatków owsianych
  • 1,5 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 100 g orzechów laskowych
  • 30 g ziaren słonecznika
  • 20 g nasion chia
  • 30 g złotego siemienia lnianego
  • 150 ml soku jabłkowego
  • 85 ml syropu z agawy
  • 50 ml oleju
  • 60 g suszonej jarzębiny
  • 60 g rodzynek
Wszystkie rodzaje płatków,cynamon, sól, orzechy, słonecznik, chia i siemię lniane wymieszać.
W drugiej misce połączyć sok jabłkowy, syrop z agawy oraz olej. Wlać płynne składniki do suchych, dobrze wymieszać.
Płatki równomiernie rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 170 st. C. przez 30-35 minut, 2-3 razy mieszając w trakcie pieczenia.

Dodać jarzębinę i rodzynki, zostawić do ostudzenia. 
Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Smacznego!

Jeśli jarzębiny nie lubicie albo nie macie, zastąpcie ją żurawiną. Jest na tyle wyrazista w smaku, że świetnie się tutaj sprawdzi.
Mieszanka płatków jest zupełnie przypadkowa - wyłuskałam z kuchennych szafek wszystkie resztki, które kryły się po kątach. Równie dobrze możecie użyć tylko owsianych, lub po prostu Waszych ulubionych.

wtorek, 11 października 2016

Dwudziestolatki kontra ja. I domowa granola z miechunką

O tym, że dwudziesty pierwszy wiek jest kompletnie odarty z romantyzmu, już kiedyś pisałam. Cóż, cztery tygodnie spędzone z ludźmi ode mnie młodszymi o mniej więcej dekadę sprawiły, że utwierdziłam się w tym przekonaniu. Dzisiaj młodzi ludzie nie marzą o wielkiej miłości, nie szukają tego jedynego, którego będą mogli kochać już na zawsze. Owszem, idea miłości nie jest im obca, ale na to przecież będzie jeszcze czas. Teraz liczy się dobra zabawa, a one night stands (zostałam uświadomiona z błyskiem politowania w oku, że tak to się właśnie nazywa) to wśród dwudziestolatków norma. Któż by chciał wzdychać do nieosiągalnej ukochanej, układać liryczne poematy i zadowalać się nieśmiałym uśmiechem? Kto w ogóle ma czas na takie bzdury...? O kupowaniu kwiatów czy całowaniu kobiet w rękę nawet nie będę wspominać. Powoli te staromodne zwyczaje odchodzą do lamusa, i choć jest mi szkoda, to w sekrecie się Wam przyznam, że całowana w rękę nigdy być nie lubiłam; zawsze mnie to peszy i krępuje. 
Gdy więc w końcu zamknęłam się w swoim pokoju, zupełnie sama, odetchnęłam z ulgą. Jakoś tak zaczęłam się cieszyć z tych moich trzydziestu lat i faktu, że mogę nie spędzać całego dnia wpatrzona w ekran mojego smartfona, mogę za to tęsknie wzdychać za ukochanym, gdy nie widzę go przez cały tydzień. A tenże ukochany poniesie moją ciężką walizkę i otworzy przede mną drzwi bez patrzenia na mnie spod zmarszczonych brwi i wytykania, że przecież w dzisiejszych czasach obowiązuje równouprawnienie. 

W tym wszystkim czuję się taka cudownie staroświecka...

Spędzanie długich godzin na przygotowywaniu obiadu dla męża i dzieci też jest passe (nikt nie chce być przecież kurą domową), jednak slow food jest aktualnie w pełnym rozkwicie. Oznacza to, że domową granolę przygotowuje każdy, kto chce być trendy. Ja też piekę blaszkę tego cuda przynajmniej raz w tygodniu; nie dlatego, że pędzę za modą, ale dlatego, że smak domowej granoli jest nieporównywalnie lepszy od tej kupnej. W dodatku można przyrządzać takie mieszanki, o jakich  dyrektorom koncernów się nawet nie śniło.

Tym razem miałam w domu miechunkę; miałam tez ogromną ochotę na jej zużycie. Na blogu Truskawkowej Ani znalazłam idealny przepis, i szybciutko zabrałam się do rzeczy.
Jak każda granola, ta również jest bajecznie prosta w przygotowaniu. Delikatny smak i zapach korzennych przypraw nadaje jej jesiennego charakteru, a słodko-kwaśne miechunki i wiśnie niepowtarzalnego smaku. Całość jest tak pyszna, że nawet, gdy śniadanie trzeba jeść o pierwszej nad ranem sprawia, że nadchodzący dzień widzi się w odcieniach pudrowego różu.

Domowe granole przygotowała też dzisiaj Chantel.

Granola z migdałami, suszoną miechunką i wiśniami


Składniki:
(na 2 l słoik)
  • 400 g drobnych płatków owsianych
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki kardamonu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 100 g migdałów w skórkach
  • 100 g ziaren słonecznika
  • 75 g ziaren sezamu
  • 150 ml soku jabłkowego
  • 85 ml syropu klonowego
  • 50 ml oleju
  • 60 g suszonej miechunki
  • 75 g suszonych wiśni
Płatki wymieszać z cynamonem, kardamonem i solą. Dodać grubo posiekane migdały, słonecznik i sezam. Wymieszać.
Sok jabłkowy, syrop klonowy i olej połączyć. Wlać do suchych składników, wymieszać.
Granolę rozłożyć równomiernie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Przemieszać.

Piec kolejne 15 minut w 160 st. C.
Wymieszać.

Dopiekać jeszcze 10-15 minut w 160 st. C.
Ostudzić.

Wymieszać granolę z owocami.
Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Smacznego!

Czy zdajecie sobie sprawę, że już za chwilę będziemy mieć Halloween...? 
Ależ ten czas pędzi...

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Granola - tylko dla dorosłych!

Wiem, wiem - blog leży odłogiem. Marzyciele i optymiści z pewnością zrzucają to na karb wakacji. Cóż - nic z tego. Gdy wszyscy dzielnie zdobywają wyższe lub niższe szczyty, wylegują się pod palmami lub za swojskimi parawanami na polskich plażach (koniecznie rozstawionych bladym świtem!), albo też zwiedzają wszelkiej maści zabytki, ja pracuję. Od rana do wieczora, po dziesięć, dwanaście godzin dziennie. A po powrocie do domu... Piekę ciasta. W sobotę (choć właściwie była to już niedziela) skończyłam dwupiętrowy tort na chrzest o piątej nad ranem, żeby o ósmej ruszyć z nim w drogę. Małej Astrid, myślę sobie, było zupełnie wszystko jedno, ale jej mama była zachwycona. W związku z tym ukontentowana wzięłam w ramiona małą sprawczynię całego zamieszania, która wtuliła mi nos w dekolt i tak sobie spała, od czasu do czasu tylko posapując... Mówię Wam, wprost rozpływałam się z rozkoszy.

O torcie jednak będzie innym razem, bo to straszliwie długi przepis, a ja zupełnie nie jestem w nastroju do wklepywania go w komputer. Będzie więc prosto, szybko i śniadaniowo - choć na deser też taką granolę można zjeść.
Przepis znalazłam u Patrycji, i kusił mnie już dawna. W końcu zabrałam się do rzeczy - przygotowanie granoli to bowiem raptem chwilka. Ta jest wyjątkowa - z rumowymi rodzynkami, słodkim marcepanem i wręcz wytrawną czekoladą, która świetnie tutaj pasuje, przełamując słodycz. Całość wyszła wybornie, i przyznam się Wam w tajemnicy, że dla C. niewiele zostało... 
Jeśli lubicie marcepan i rodzynki, to jestem pewna, że ta granola stanie się jednym z Waszych ulubionych śniadań.

Granola z rodzynkami w rumie i marcepanem


Składniki:
(na 2 l słoik)
  • 400 g płatków owsianych
  • 100 g słupków migdałowych
  • 75 g pestek słonecznika
  • 2 łyżki sezamu
  • 2 łyżki siemienia lnianego
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 50 ml oliwy
  • 50 ml syropu klonowego
  • 50 ml rumu
  • 75 g rodzynek
  • 80 g marcepanu
  • 100 g ciemnej czekolady (80%)

Rodzynki zalać rumem, odstawić.
Marcepan pokroić w kosteczkę.

Płatki, migdały, słonecznik, sezam, siemię i cynamon dokładnie wymieszać.
Syrop połączyć z oliwą, dodać do suchych składników. Wyłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, równomiernie rozprowadzić.

Piec w 170 st. C. przez 30 minut, w połowie pieczenia mieszając.

Do gorącej granoli dodać rodzynki razem z rumem i marcepan, wymieszać. Wstawić blachę z powrotem do piekarnika, zamknąć drziwczki i zosatwić do wystudzenia.
Na końcu dodać czekoladę, wymieszać.
Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego! 

Ja tymczasem uciekam na spacerek z psą - póki nie pada!

piątek, 17 czerwca 2016

Chrupiąca granola na pożegnanie

Dzieje się, oj dzieje... 
Dzisiaj ostatnia noc w starym mieszkaniu; już jutro ostateczna przeprowadzka. Niemal puste pokoje; kilka kartonów, kanapa, blat stołu i pralka wyczekują naszych pomocników. Reszta dobytku, złożona w równe stosy, czeka na nas na miejscu. 
Jestem niesamowicie podekscytowana, a jednak przebija się przez te wszystkie radosne uczucia delikatna nuta nostalgii. Mieszkaliśmy tutaj ponad cztery lata, spędziliśmy mnóstwo szczęśliwych chwil, znamy chyba wszystkie zakamarki naszego miasteczka. I choć nowe i nieznane jest niesamowicie podniecające, to mam wrażenie, że czasem jednak będę tęsknić za starym...

Też tak macie? Nawet, jeśli dobrze wiecie, że zmiany są na lepsze i cieszycie się nimi, to jednak to, co zostaje za Wami, wydaje się być nieco lepsze niż naprawdę było? Chyba tak właśnie działa ludzka pamięć - wyolbrzymia to, co chcemy, a zaciera drobiazgi, na które nie ma miejsca w naszych wspomnieniach. 

Dzisiaj mam dla Was granolę, którą znalazłam w najnowszej książce Nigelli Lawson, Simply Nigella. Prosta, bezproblemowa w przygotowaniu, a jednak zupełnie wyjątkowa za sprawą oliwy. Jej smak jest lekko wyczuwalny w tle, jednak największą zaletą jej dodatku jest niesamowita chrupkość gotowej granoli. Coś niesamowitego! Szybkie śniadanie staje się prawdziwą ucztą.
C. stwierdził bez zająknięcia, że od teraz to jego ulubiona granola. Ja też zajadam się nią z niekłamaną przyjemnością.

To zdecydowanie coś, czego musicie spróbować.

Migdałowa granola z oliwą Nigelli


Składniki:
(na 1,5 l słoik)
  • 300 g grubych płatków owsianych
  • 2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka soli morskiej
  • 100 g migdałów w skórkach
  • 125 g ziaren słonecznika
  • 50 g siemienia lnianego
  • 25 g ziaren sezamu
  • 125 ml oliwy
  • 125 ml syropu klonowego

Płatki, imbir, cynamon i sól dokładnie wymieszać. Dodać grubo posiekane migdały, słonecznik, siemię i sezam, ponownie wymieszać.
Oliwę połączyć z syropem klonowym. Wlać do płatków, dokłądnie wymieszać, aby płyn pokrył płatki.

Równomiernie rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 150 st. C. przez 1 godzinę.
W połowie pieczenia przemieszać.
Ostudzić.

Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!


Jestem ostatnimi czasy naprawdę zajęta; dodatkowo nasz internet okazał się nieprzeprowadzalny. Nie wiem więc kiedy pojawią się na Pożeraczce kolejne posty; może za tydzień, może za dwa, a może dopiero za miesiąc...
Poczekacie...?

wtorek, 24 maja 2016

Prażona kasza jaglana w granoli. I majowe burze

Pierwsze duńskie lato, jak nazwaliśmy z C. dwa tygodnie pięknej, słonecznej pogody, ustąpiło miejsca majowym burzom. I tak już zachmurzone niebo co jakiś czas złowrogo ciemnieje, a gdzieś w oddali rozbłyskują błyskawice. Po chwili słychać grzmot, który wpędza Ptysię pod kołdrę. Wystawia tylko ten swój wilgotny, czarny nos, dopominając się głaskania. Gdy deszcz zacina w szyby z zapamiętaniem, psa wpycha mi głowę pod pachę; nie wiem, skąd u niej ten wyolbrzymiony strach przed burzą. 
Gdy po kilku minutach katastrofa znów nas omija, grzmoty cichną, a deszcz już tylko kapie jakby od niechcenia, Ptysia wychodzi spod kołdry i radośnie macha ogonem, jakby właśnie dostałą szansę na nowe życie.
Czy tak wielka radość jest warta strachu przed? Nawet, jeśli zagrożenie jest tylko wyobrażone...?

Dzisiaj mam dla Was granolę - kolejną. Nie mogę się im oprzeć - przygotowanie nie trwa długo, a ten smak... O niebo lepszy od kupnych! Poza tym takich smaków i składników w żadnej mieszance ze sklepu nie znajdziecie.

Przepis z bloga Cooking for Emily zainspirował mnie do dodania do granoli prażonej kaszy jaglanej. Bardzo mi się ten pomysł spodobał, bo kaszę tą cenię nie tylko za jej zdrowotne właściwości, ale też za smak, który wyjątkowo mi odpowiada. Tutaj, nie ugotowana, a więc cudownie chrupiąca, smakuje wybornie. Do tego migdały, lekko kwaśne wiśnie i słodziutka biała czekolada (którą możecie pominąć, jeśli zależy Wam na uniknięciu dodatkowych kalorii). Całość komponuje się znakomicie i jest pysznym śniadaniem z odrobiną mleka lub jogurtu; nawet o czwartej nad ranem.

Granola z wiśniami, białą czekoladą i prażoną kaszą jaglaną


Składniki:
(na 2 l)
  • 125 g kaszy jaglanej
  • 125 ml wrzątku
  • 300 g płatków owsianych
  • 85 g słupków migdałowych
  • 150 g miodu
  • 2 łyżki oleju
  • 100 g suszonych wiśni
  • 100 g białej czekolady

Kaszę zalać wrzątkiem, odstawić pod przykryciem na 30 minut. Po tym czasie przepłukać zimną wodą, odcedzić. Rozłożyć na papierowych ręcznikach do osuszenia.

Płatki wymieszać z kaszą i migdałami.
Miód podgrzać z olejem. Gdy się połączą, wlać do płatków i dokładnie wymieszać. Masę rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 170 st. C. przez 25 minut, kilka razy w czasie pieczenia mieszając.

Przestudzić. Dodać posiekaną czekoladą i wiśnie, wymieszać. 
Odstawić do całkowitego ostudzenia.

Przechowywać w szczelnym słoju.

Smacznego!


Ja tymczasem, choć godzina wydaje się być dziwnie wczesna, poważnie myślę o udaniu się na spoczynek. Ilość przepracowanych godzin w ostatnim tygodniu nie tylko mnie przygnębia, ale wręcz przeraża. 
Staję się pracoholikiem!

sobota, 23 kwietnia 2016

Pożegnania. I zielona, wiosenna granola. Z jagodami

W czwartek pojechałam na kawę do Karoliny. Naszą ostatnią, babską, duńską kawę. 
W poniedziałek bowiem cały klan wyrusza w podróż powrotną do Polski. Do rodziny; do domu. To prawie jak pierwszy wyjazd za granicę: wielka niewiadoma. Mnóstwo pytań, niepewności o jutro. Ale chcą, a ja życzę im jak najlepiej.

Po ponad dziesięciu godzinach pracy już od progu oświadczyłam, że ja tylko na chwilkę. Siedziałyśmy trzy godziny, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Później kolejne sześćdziesiąt minut stałyśmy w przedpokoju. Karola ściskała moją foremkę (którą zresztą od nie j dostałam), nie kwapiąc się jej oddać; a ja jakoś nie miała ochoty wyciągnąć po nią ręki.
W końcu nastąpiło przekazanie kluczowego dla sprawy obiektu, po czym przestąpiłam próg i dyskutowałyśmy zawzięcie jakieś pół godziny. 
Trzymałyśmy się dzielnie. Tylko dlatego, że w niedzielę muszę wpaść po farby i pędzle, które mąż Karoliny przywiezie dla mnie z Polski. Uściski i łzy zostawiłyśmy więc sobie na weekend, choć muszę przyznać, że obu nam już kąciki ust lekko drżały.

Jak słusznie zauważył C., Karolina przecież nie umiera. Ale nic nie poradzę na to, że naprawdę nie lubię pożegnań. 
I już tęsknię za naszymi kawkami...

Na osłodę - optymistyczna, zieloniutka granola. C. stwierdził, że to najlepsza, jaką przygotowałam, ale do końca mu nie ufam (za często to powtarza). Jednak ciężko się nie zgodzić: odpowiednio słodka, cudownie chrupiąca, pełna smaku jagód i zielonej herbaty. Do tego kawałeczki kasztanów, które nadają jej zupełnie wyjątkowego charakteru. Kolor też nie jest bez znaczenia; cudowny ocień zieleni wywołuje uśmiechy na twarzach konsumentów.

Inspirację zaczerpnęłam z dwóch blogów: She who eats oraz 40 aprons. Trochę pozmieniałam, dopasowałam do swojego smaku i zawartości szafek. Choć muszę przyznać, że czekolada matcha owładnęła moje myśli. Tylko gdzie ją zdobyć...?
A może zrobię sama...?

Granola z matcha, kasztanami i suszonymi jagodami


Składniki:
(na 2 l)
  • 200 g drobnych płatków owsianych
  • 100 g grubych płatków owsianych
  • 100 g płatków jaglanych
  • 40 g sezamu
  • 2 łyżki chia
  • 75 g orzechów włoskich
  • 150 g kandyzowanych kasztanów
  • 50 ml syropu klonowego
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 1 łyżka zielonej herbaty matcha
  • 200 g suszonych jagód
Orzechy i kasztany grubo posiekać, wymieszać z płatkami.
Olej rozpuścić, dodać syrop klonowy, ekstrakt i herbatę, połączyć. Wlać mokre składniki do suchych, dokłądnie wymieszać.
Mieszankę wysypać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, rozprowadzić równomiernie.

Piec w 160 st. C. przez 25-30 minut, 2-3 razy mieszając w trakcie pieczenia.

Blachę wyjąć z piekarnika, dodać jagody, wymieszać, ostudzić.
Przechowywać w szczelnie zamkniętym słoju.

Smacznego!


Słońce znów oszukuje. Świeci jak szalone, ale ciepła nie daje.
Nie podoba mi się to... Zupełnie.

środa, 6 kwietnia 2016

Najczekoladowsza. Granola. I nasza codzienność

Dzwoni telefon. Odbieram (bo dlaczego by nie...?).
C.: Cześć.
Ja: No hej.
C.: Chyba nie zdążę wrócić, zanim będziesz musiała wyjść do pracy.
Ja: Eee, nie szkodzi. Mgła jest, to jedź ostrożnie.
C.: Jak zawsze. Do zobaczenia.
Ja: Pa!

Zupełnie nieistotna rozmowa, która mogłaby się rozegrać między dwojgiem ludzi; tak naprawdę gdziekolwiek. Nie byłoby w niej nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że rozegrała się o drugiej trzydzieści nad ranem. W niedzielę.

Ot, codzienność. 
Weekendowość...?

Na śniadania w środku nocy najlepsza jest granola. Chleb wtedy nie wchodzi w grę, bo nie potrafię się zmusić do jego żucia o tak dziwnej porze. Naleśniki, omlety i owsianki odpadają w przedbiegach, bo za dużo czasu trzeba im poświęcić. Granola za to jest słodka, chrupiąca, szybka i pyszna. Ideał!

Ta akurat jest obłędnie czekoladowa. Kakao, ciemna czekolada i malutkie, chrupiące kawałeczki ziaren kakaowca. Osłodzona (według C. za mało) syropem klonowym i lekko dymnym cukrem muscovado. Do tego słodko-kwaśne kawałki suszonych wiśni, i już nic więcej nie potrzeba do szczęścia. Intensywnie czekoladowa, niemal wytrawna w smaku (dla dzieci proponuję pominąć ziarna kakaowca, i przynajmniej część czekolady zamienić na mleczną), dla mnie idealna. Rozpoczęty nią dzień, nawet taki w środku nocy, po prostu musi być dobry.

Przepis znalazłam u Doroty
Zamiast pekanów, jeśli ich nie macie, proponuję użyć orzechów laskowych. Też jest boska!

Granola czekoladowa z ziarnami kakaowca i suszonymi wiśniami


Składniki:
(na 2 l)
  • 200 g płatków owsianych drobnych
  • 100 g płatków owsianych grubych
  • 100 g płatków jaglanych
  • 100 g orzechów pekan
  • 50 g ziaren kakaowca
  • 30 g kakao
  • 100 g syropu klonowego
  • 100 g ciemnego cukru muscovado
  • 4 łyżki oleju
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 100 g ciemnej czekolady (75%)
  • 200 g suszonych wiśni

Płatki, grubo posiekane orzechy i ziarna kakaowca wymieszać.
W garnuszku wymieszać kakao, syrop klonowy, cukier, olej i ekstrakt, podgrzewać, aż cukier się rozpuści i całość połączy się w gładką masę. Wlać ją do płatków, dokładnie wymieszać tak, aby masa oblepiła płatki.

Przełożyć wszystko na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 170 st. C. przez 30 minut, 3-4 razy w trakcie pieczenia mieszając.

Przestudzić, dodać posiekaną czekoladę i wiśnie, wymieszać.

Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Smacznego!

A niedługo pokażę Wam, co z taką granolą można zrobić oprócz prozaicznego zjadania jej na śniadanie.

wtorek, 2 lutego 2016

Granola. Na dobry początek tygodnia

Kto powiedział, że nie lubi poniedziałków i sprawił, że stało się to hasłem przewodnim rodzaju ludzkiego...? Nie pamiętam. Ale szczerze mogę stwierdzić, że palnął totalną głupotę. Albo nigdy nie pracował w piekarni...
Ja kocham poniedziałki! Są ciche, spokojne, nikt się nie spieszy, nie biega jak w ukropie (a przecież nawet pięciolatki wiedzą, że w piekarni biegać nie wolno!), nie krzyczy i nie popędza. Spokojnie uzupełnia się nadszarpnięte w weekendowym ferworze zapasy; a to tarty się zrobi, a to czekoladowe dekoracje, a rano jest mnóstwo czasu na przygotowanie raptem stu dwudziestu festelavnsboller. No bajka, mówię Wam!

Poza tym wtorki mam wolne; taki przedsmak weekendu, chwila oddechu. Dzisiaj jednak chyba tylko zwinę się pod kołdrą; szczytem możliwości wydaje się dotarcie na kanapę. Głowa boli, stawy bolą, gardło boli... No, jednym słowem: boli. A już jutro od nowa trzeba ruszać do pracy! Przecież uczniom cukierniczym nie wypada wręcz chorować...

Gdy jestem w takim stanie, na śniadanie najlepiej sprawdza się ciepła owsianka. Nie podrażnia gardełka, przyjemnie rozgrzewa i sprawia, że świat staje się przyjemniejszy. A jeśli nie mam siły nawet na to (tudzież C. jest poza domem w porze śniadania), sięgam do słoika z domową granolą.
Stoi sobie taki na blacie w kuchni, zawsze pełny. Odkąd spróbowałam po raz pierwszy, nie mogę się oprzeć coraz to nowym kombinacjom. Na początku skrupulatnie stosowałam się do przepisów; teraz po prostu mieszam to, na co aktualnie mam ochotę. I tak właśnie powstała ta dyniowo-pomarańczowa granola. Zamiast cukru - suszone figi i syrop klonowy. Do tego porcja płatków, ziarenek i orzechów w połączeniu z lekką nutą cynamonu i wyraźniejszą pomarańczy. Niebo w buzi! 
Spróbujecie...?

Granola dyniowo-pomarańczowa


Składniki:
(na 2 l granoli)
  • 300 g płatków owsianych
  • 100 g płatków jęczmiennych
  • 25 g pestek dyni
  • 75 g ziaren słonecznika
  • 50 g orzechów pekan
  • 40 g ziaren lnu
  • 200 g musu z dyni
  • 65 ml syropu klonowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 180 g suszonych fig

Płatki, dynię, słonecznik, len i grubo posiekane orzechy wymieszać w dużej misce.
Dynię, syrop klonowy, cynamon, ekstrakt z wanilii, skórkę i sok z pomarańczy dokładnie wymieszać. Dodać do suchych składników, połączyć.
Wyłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 40 minut, kilka razy mieszając w trakcie pieczenia.

Do przestudzonej granoli dodać pokrojone w kostkę figi. Wystudzić całkowicie. Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!

I tak, wiem, powinnam smażyć pączki. Ale stanie nad garem pełnym gorącego oleju zupełnie mi teraz nie w głowie... 

piątek, 23 października 2015

Granola z dynią

Tak, tak, to już dziś! Rozpoczynamy Festiwal Dyni u Bei! Czekałam na niego niecierpliwie, bo za dyniami wręcz szaleję. Ich naturalnie słodkawy, może nieco mdły smak stanowi idealną bazę do eksperymentów wszelakich. Dynia nadaje się do dań wytrawnych i słodkich, można ją piec, gotować i smażyć. Właściwie nie jestem pewna, czy jest coś, czego z dyni zrobić się nie da...
Osobiście najbardziej lubię przetworzyć większą jej ilość na puree, które wykorzystuję na bieżąco lub zamrażam na później. To chyba najłatwiejszy sposób na dynię; kiedy już mamy gotowy mus, reszta przepisu zazwyczaj nie nastręcza trudności. W tym roku zaopatrzyłam się w niemal pięciokilogramowego giganta z Samsø, zwanej Græskarøen, czyli Wyspą Dyń.  Jest to niewielka wyspa leżąca między Jutlandią, Fionią i Zelandią, gdzie podobno można znaleźć dynie na każdym kroku. Wybrałabym się tam z największą przyjemnością w dyniowym sezonie; może kiedyś się uda.

W każdym razie, na rozpoczęcie Festiwalu mam dla Was coś zdrowszego, czego być może byście się po mnie nie spodziewali. Do domowej granoli zapałałam żywym uczuciem jakoś na początku tego roku, i nie mogę odmówić sobie uzupełniania mojego pięknego słoja (który tylko w tym celu zakupiłam) coraz to nowymi mieszankami. Tym razem, oczywiście, postawiłam na dynię. Płatki owsiane wymieszałam z dyniowymi pestkami i orzechami włoskimi, a do musu z dyni dodałam aromatyczne przyprawy i nieco syropu klonowego (w końcu granola musi być choć trochę słodka). Do tego suszone śliwki i żurawina, i mamy cudownie chrupiącą, niezwykle aromatyczną i optymistycznie pomarańczową granolę. Z C. zakochaliśmy się w niej w momencie, gdy z piekarnika zaczął dobywać się niebiański zapach korzennych przypraw...
Musicie tego spróbować!

Dyniowa granola


Składniki:
(na 2 l granoli)
  • 400 g płatków owsianych
  • 75 g ziaren dyni
  • 100 g orzechów włoskich
  • 40 g złotego siemienia lnianego
  • 200 g musu z dyni
  • 65 ml syropu klonowego
  • 50 ml oleju
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
  • 80 g suszonej żurawiny
  • 65 g suszonych śliwek
Orzechy grubo posiekać, wymieszać z płatkami owsianymi, ziarnami dyni i siemieniem. Mus z dyni wymieszać z syropem klonowym, olejem i przyprawami na jednolitą masę. Dodać mokre składniki do suchych, dokładnie połączyć.

Masę wyłożyć równomiernie na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 170 st. C. przez 35-40 minut, 3-4 razy w trakcie pieczenia mieszając.

Śliwki pokroić na mniejsze kawałki, razem z żurawiną dodać do upieczonej i przestudzonej granoli. Wymieszać.
Przechowywać w szczelnym słoju.

Smacznego!

A ja tymczasem uciekam do kuchni - trzeba przygotować kolejny dyniowy deser...

poniedziałek, 11 maja 2015

Uzależnienie - granola z ziarenkami

O tym, że oszalałam na punkcie domowej granoli, wiedzą już chyba wszyscy. Jak tylko jedna się skończy, zaraz biegnę do kuchni piec kolejną. Zużycie płatków owsianych w naszym domu zdecydowanie wzrosło - owszem, lubię owsianki, ale często nie chce mi się ich gotować. A granolę wystarczy upiec raz, najczęściej wieczorem, żeby przez cały tydzień móc się cieszyć pysznymi śniadaniami. Czy może być coś lepszego...?

Tym razem poszłam w zdrową stroną - ziarenka, suszone owoce i miód, zero cukru. Można jeść bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Choć przyznać się, że mimo, że smakuje fenomenalnie, na dokładkę się jeszcze nie skusiłam - taka granola syci bowiem niesamowicie! I potem mogę biegać po kuchni przez pół dnia (szkolnej kuchni; w domowej ciężko jest się choćby obrócić), bo energii mam w sobie mnóstwo! (Stąd te wszystkie wykrzykniki.)

Jeśli jeszcze nie robiliście domowej granoli - spróbujcie koniecznie. Uzależnienie gwarantowane.

Pomarańczowa granola z ziarenkami

Składniki:
(na 2 l słój)
  • 400 g płatków owsianych
  • 35 g siemienia lnianego
  • 70 g ziaren dyni
  • 70 g ziaren słonecznika
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • sok z 1 pomarańczy
  • 100 g miodu
  • 2 łyżki oleju
  • 75 g suszonych moreli
  • 75 g suszonej żurawiny

Płatki, siemię i ziarenka wymieszać w dużej misce. 
Skórkę i sok pomarańczowy lekko podgrzać z miodem i olejem, aż całość dobrze się połączy. Wlać do płatków, dokładnie wymieszać.

Całość rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. 

Piec w 170 st. C. przez 30 minut, 3-4 razy w tym czasie mieszając.
Przestudzić.

Morele posiekać, dodać do płatków razem z żurawiną, wymieszać.
Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!

A ja już obmyślam kolejne połączenie smaków, bo w słoju zaczynam widzieć dno...

czwartek, 16 kwietnia 2015

Śniadanie idealnie chrupiące - granola

Ten tydzień, a szczególnie jego końcówka, wypadł bardzo pracowicie. Do środy jeszcze jakoś było, ale teraz to już sama nie wiem, za co się łapać. Rano szkoła, dzisiaj i jutro do pracy na całe popołudnie. W sobotę, teoretycznie, mogę trochę odespać, ale jednocześnie wisi nade mną widmo tortu na niedzielę. I to nie byle jakiego, bo na nieoficjalne drugie urodziny małej Natalki. Nieoficjalne - bo w teorii ma to być tylko przyjacielski grill. Ale skoro maluch ma urodziny, no to przecież aż głupio pojawić się bez tortu... Na szczęście plan jest - zobaczymy, jak mi pójdzie realizacja... Oby efekt był zadowalający - szczególnie, że taki tort mam zamiar zrobić po raz pierwszy...

W każdym razie, chodzi mi o to, że czasu mam jak na lekarstwo. Jeść nawet nie ma kiedy! Przygotowałam więc kolejny słój pełen granoli, tym razem takiej zdrowszej - bez cukru, za to z miodem, dużą ilością suszonych owoców i orzechów, z sokiem jabłkowym. Pomysł znalazłam u Leny, ale jak już wylądowałam w kuchni, to zaczęłam go radośnie rewolucjonizować. Wyszło coś niebiańsko pysznego - słodka, sycąca, chrupiąca - granola idealna (a bez czekolady!). 
Jeśli szukacie pomysłu na błyskawiczne i pożywne śniadania - to jest coś dla Was. W dodatku smakuje tak dobrze, że mogłabym śniadania jeść na obiad i kolację!

Granola lekko egzotyczna

Składniki:
(na 2 l granoli)
  • 400 g płatków owsianych
  • 100 g orzechów nerkowca
  • 40 g chipsów kokosowych
  • 50 g miodu
  • 200 ml soku jabłkowego bez cukru
  • 75 g suszonej żurawiny
  • 75 g suszonych moreli

Orzechy grubo posiekać, chipsy kokosowe lekko połamać. Wymieszać w dużej misce z płatkami owsianymi.
Sok jabłkowy lekko podgrzać z miodem, żeby składniki się połączyły. Zalać płatki, dokładnie wymieszać. Równomiernie rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 30 minut, 3-4 razy mieszając w trakcie pieczenia.

Przestudzić, dodać żurawinę i posiekane morele, wymieszać.
Przechowywać z szczelnym słoiku do 2 tygodni.

Smacznego!

A na zdjęciu mój cudowny słój, który mnie w końcu zmotywował do upieczenia pierwszej granoli. Znalazłam go w Netto, i tak mi się spodobał, że nie mogłam mu się oprzeć. Gdy C. zapytał, co ja w takim wielkim słoju będę trzymać, odpowiedź nasunęła się sama...
Okazuje się jednak, że te dwa litry to zdecydowanie za mało - bo C. w granoli też zasmakował, i znika, nim zdążę się obejrzeć.

wtorek, 31 marca 2015

Granola potrójnie czekoladowa na śnieżny poranek

Okazuje się, że bycie szefem wcale nie jest łatwe, a bycie dziewczyną szefa już w ogóle. Siódma rano - telefon. C. ma chociaż powód, żeby się budzić; ja mam ferie i wolałabym, żeby mojego snu nic nie zakłócało. Przewracając się na drugi bok otworzyłam (niepotrzebnie!) jedno oko. Po chwili otworzyłam drugie, pełna niedowierzania. Skośne okno nad łóżkiem było całkowicie zasypane śniegiem! Czym prędzej pobiegłam do drugiego pokoju sprawdzić, co się dzieje. Moim oczom ukazał się drobny śnieżek wirujący na wietrze i osiadający na dachach i drzewach. Westchnęłam zrezygnowana, pocieszając się myślą, że pewnie szybko się stopi. Ułożyłam się z powrotem wygodnie w łóżku i osunęłam w przyjemny, bezśnieżny sen...
Po godzinie znów obudził mnie natarczywy dźwięk telefonu (nie mojego!). Zerknęłam na okno nad łóżkiem - nadal białe. Popatrzyłam na świat za oknem - a tam wszystko otulone już było grubą warstwą białego puchu, płatki śniegu zrobiły się duże i spływały z nieba powoli, majestatycznie. Gdy wysłałam Tacie zdjęcie, skwitował je krótko: przynajmniej będziecie mieli białe Święta. Chociaż jedne w tym sezonie.
Fantastycznie...

Ubrałam się ciepło, i zabrałam Ptysię na spacer. Gdy tylko zobaczyła białą ulicę, szybko zawróciła. Musiałam ją dłuższą chwilę przekonywać, że jeśli teraz nie załatwi swoich potrzeb, to będzie czekać, dopóki śnieg nie stopnieje. 
Do domu wróciłyśmy mokre i nieszczęśliwe. Założyłam puchate, turkusowe skarpety, nalałam do kubka gorącej herbaty i usiadłam na kanapie zrezygnowana. Przecież Prima Aprilis to dopiero jutro... 

Na szczęście znalazłam pociechę w wielkim słoju z granolą. Słój jest piękny, ogromny i pokażę Wam go na zdjęciach przy okazji kolejnej granoli. Ta bowiem już się kończy, a przecież zrobiłam ją w weekend...
Od dawna planowałam przygotować domową granolę. Nie wydawała się skomplikowana, a naczytałam się tyyylu pochwał na jej temat - że zdrowa, chrupiąca, pyszna i w ogóle najlepsza. Przeczytałam dziesiątki przepisów, żeby w końcu przygotować własną wariację. Kierowałam się chęcią uprzyjemnienia życia C. - ma swoje ulubione kupne musli z trzema rodzajami czekolady. I właśnie takie przygotowałam. Wbrew pozorom, wcale nie jest za słodkie. Jest za to obłędnie chrupiące i intensywnie czekoladowe. Czysta rozkosz... Z mlekiem lub jogurtem, albo wyjadana prosto ze słoiczka - nie można się jej oprzeć! Od dzisiaj mogłabym już tylko ją jadać na śniadanie...

Granola potrójnie czekoladowa

Składniki:
(na 1,5 l granoli)
  • 300 g płatków owsianych
  • 100 g płatków jęczmiennych
  • 35 g kakao
  • 100 g miodu
  • 50 g cukru trzcinowego
  • 50 ml oleju
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 2 łyżki wody
  • 50 g białej czekolady
  • 50 g mlecznej czekolady
  • 50 g ciemnej czekolady (70%)

Płatki wymieszać w misce.
Kakao, miód, cukier, olej, ekstrakt i wodę wymieszać w garnuszku. Podgrzewać mieszając, aż całość połączy się w gładką masę. Wlać do płatków, dokładnie wymieszać, aby masa oblepiła płatki.
Całość wyłożyć równomiernie na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 170 st. C. przez 30 minut, 3-4 razy przemieszać w czasie pieczenia.

Czekolady grubo posiekać. Wymieszać z letnią granolą, całkowicie wystudzić. Przechowywać w szczelnym pojemniku do 3 tygodni.

Smacznego!

Mam całe mnóstwo pomysłów na kolejne wariacje - ich ilość wydaje się nieskończona. W końcu ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia...