Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chleby na sodzie/proszku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chleby na sodzie/proszku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Chleb kasztanowy na niepogodę

W zeszłym tygodniu, w ciągu jednej nocy z bardzo zimowej zimy z mrozem, śniegiem i oszronionymi szybami, przeszliśmy z powrotem do listopada, i to w jego najpaskudniejszym wydaniu. Wieje tak, że za Ptysią uszy powiewają niczym nieco przybrudzony welon, a ja co chwilę łapię się za pompon przy czapce, żeby sprawdzić, czy mi go jeszcze nie urwało. Pada, z niewielkimi przerwami, niemal całe noce, i zacina w szyby z takim impetem, że i Ptysia, i Pączusia śpią tylko pod kołdrą, przytulone do naszych nóg. Przy obecnym stanie rzeczy takie dodatkowe grzanie jest na wagę złota, bo chłód, razem z wiatrem, wciska się przez najwęższe nawet szczeliny.
Na szczęście udało mi się opanować sztukę rozpalania w kominku, więc nawet kiedy C. jest w pracy, w domu wesoło trzaska ogień, zabarwiając ściany na ciepły, pomarańczowy odcień. Kubek z gorącą herbatą jest moim nieodłącznym towarzyszem, a do tego mile widziane jest również małe co nieco... Od razu człowiek lepiej się czuje. Choć wykrzesanie z siebie energii do działania, w jakimkolwiek względzie, przychodzi mi z wielkim trudem...

Dzisiaj mam dla Was przepis szybki i prosty; w sam raz na chwile, gdy nie chce się robić nic, ale zjadłoby się coś dobrego.
Przepis na ten chlebek znalazłam w magazynie Bage og sylte, nr 3/2016 i postanowiłam go wypróbować ze względu na dodatek mąki kasztanowej, która stoi na półce już od jakiegoś czasu, a ja nie wiem, z której strony się do niej zabrać. Chlebek jest na proszku, robi się go więc błyskawicznie, a dzięki dodatkowi szynki i sera, pokrojony w kromki, jest już gotową kanapką. Plaster pomidora będzie w tym wypadku czystą ekstrawagancją...
Chlebek jest wyśmienity - smak kasztanów jest zaskakująco intensywny - i pyszny. Ja go uwielbiam. Na ciepło, z ciągle jeszcze lekko ciągnącym serem, smakuje obłędnie. Szczerze mówiąc, gdy się kończył żałowałam, że porcja była tak mała...

Chleb kasztanowy z szynką i serem


Składniki:
(na keksówkę o wymiarach 28x12 cm)
  • 100 g mąki kasztanowej
  • 130 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 150 g miękkiego masła
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 300 g gotowanej szynki
  • 200 g żółtego sera - czerwony cheddar

Przesiać mąki i proszek, dodać sól i pieprz, wymieszać. Dodać masło i jajka, zmiksować. Pokroić szynkę i ser w kostkę, dodać do ciasta, połączyć.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia, wylać do niej ciasto.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut, do suchego patyczka.
Wystudzić.

Smacznego!

Ja tymczasem znów jestem na Zelandii, gdzie przez najbliższe trzy tygodnie będę zgłębiała tajemnice eleganckiego serwowania deserów.
Będzie ciekawie.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Najlepszy rodzaj zimy i chlebki kukurydziane

Uwielbiam, gdy grudzień otula nas grubą kołdrą puszystego śniegu. Gdy wielkie płatki wirując, opadają na zaczerwienione nosy i policzki, gdy topią się na rzęsach. Gdy świat nagle zastyga w tej mroźnej ciszy, której my, ludzie, nie mamy czego przeciwstawić. 
W tym roku grudzień rozczarował mnie setnie. Po zaledwie trzech dniach zimy z prawdziwego zdarzenia, która jednak dotarła zaledwie do połowy półwyspu, wszystko stopniało, zamieniając się najpierw w brązowo-szarą breję, a później spłynęło brudnymi potokami i wsiąknęło w pola. 

Bezśnieżnie minął Nowy Rok, a ja straciłam nie tylko nadzieję, ale też ochotę na śnieg. Sami musicie przyznać - gdy dojeżdża się do pracy sto dziewięć kilometrów w jedną stronę, oblodzone drogi to ostatnie, czego by sobie człowiek życzył. Gdy więc pewnego poranka (ach, jakże bym chciała, żeby poranek nie oznaczał u mnie środka nocy!) wyjrzałam przez okno i zobaczyłam samochód okryty białym puchem, zaniemówiłam z przerażenia. Ogarnęłam wzrokiem ulicę, i zbladłam. Wszyściutko było białe! Dachy, chodniki, auta, bezlistne krzaki i drzewa; wszystko otulił najprawdziwszy śnieg.

Zlana zimnym potem, wyjechałam z domu wcześniej niż zwykle. Już na pierwszym zakręcie lekko zarzuciło mi tyłem, więc od razu pogodziłam się z myślą, że będę musiała zafundować kolegom z pracy colę (taką mamy karę za spóźnienia). Gdy jednak wyjechałam na główną drogę, śnieg zniknął. Owszem, tu i ówdzie zdarzały się białe plamy, ale niewielkie i niespowalniające. Gdy wyjechałam na autostradę, odetchnęłam z wyraźną ulgą - droga była czarna. Dojechałam więc na miejsce przed czasem, czym zaskarbiłam sobie zadowolenie szefa (a o to ostatnio niełatwo, bo ciągle jakiś naburmuszony chodzi). 

Taki dziwny stan rzeczy, czyli zima lokalna, utrzymał się przez prawie dwa tygodnie. Chodziliśmy z Ptysią na spacery do zmrożonego lasu, wygrzewaliśmy się przy kominku, podziwiając ośnieżony krajobraz za oknami, a do pracy jeździłam gładkimi, nieoblodzonymi drogami. Ideał!
Teraz już niestety temperatura podskoczyła, i wszystko zaczyna się topić...

Ten przepis na dysku przeleżał kilka lat chyba. Nie pytajcie mnie dlaczego; nie wiem. Tak jakoś wyszło po prostu... Co nie zmienia faktu, że od czasu, gdy zrobiłam to niezbyt udane zdjęcie, chlebek przygotowałam jeszcze kilka razy. Jest cudownie chrupki i mocno kukurydziany, ze świetnym akcentem kolendry. Czasem dodaję do niego odrobinę chilli, wychodzi chyba jeszcze lepszy! Rewelacyjny dodatek do zup kremów, albo jako przekąska przy oglądaniu filmów. 

Przepis znalazłam w książeczce Szybko i smacznie: chleby i chlebki, i wierzę autorom na słowo, że ma coś wspólnego z Indiami...

Indyjski chlebek kukurydziany


Składniki:
(na 12 sztuk)
  • 250 g kukurydzy z puszki
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka mielonej kolendry
  • 2 łyżki świeżej kolendry
  • 160 g mąki pszennej

dodatkowo:
  • mąka do wałkowania
  • masło do smażenia

Kukurydzę z solą zmiksować blenderem na gładką masę. Przełożyć do szerokiej miski, wymieszać z mieloną i posiekaną, świeżą kolendrą. Partiami wsypywać przesianą mąkę, mieszając na początku łyżką, a potem zagniatając dłonią. Ciasto powinno być zwarte, trochę klejące.

Podzielić ciasto na 12 równych części, z każdej uformować kulkę. Rozwałkować każdą kulkę na jak najcieńszy placuszek - 10-15 cm średnicy. Ciasto podsypywać mąką, żeby się nie kleiło.

Placuszki smażyć na maśle, na dobrze rozgrzanej patelni, z obu stron, aż nabiorą złotego koloru z brązowymi plamkami.
Podawać na ciepło lub zimno.

Smacznego!

Teraz już zaczynam czekać na wiosnę. Ciekawe, kiedy się doczekam...

piątek, 25 września 2015

"Coraz bliżej Święta..." I nieświąteczny keks wytrawny

Gdy C. wychodził rano do pracy, otworzyłam tylko jedno oko i życzyłam mu miłego dnia. Zerknęłam za okno, i uśmiechnęłam się do siebie. Moim oczom ukazała się intensywnie kolorowa tęcza. To chyba jakiś znak. To musi być znak udanego dnia.

Godzinę później wygrzebałam się spod kołdry, umyłam się, ubrałam, zjadłam śniadanie i poszłam z Ptysią na spacer. Słonko świeciło, a w parku otulił mnie zapach świeżo skoszonej trawy. Ptysia śmiesznie podskakiwała, a wszechobecny optymizm kazał mi się uśmiechać do innych spacerowiczów i ich czworonożnych towarzyszy.
Jakieś pół godziny po powrocie do domu zachmurzyło się i rozpadało. I tak sobie ten deszcz kapie wytrwale już czas jakiś, ale mi i tak jest przyjemnie. Bo to takie dwa w jednym: najpierw cudna pogoda, długi spacer i głębokie oddechy, a później można zakopać się znów pod kocem i czytać bez wyrzutów sumienia... Idealny początek jesieni.

Właśnie... Początek jesieni, napiszę raz jeszcze, żeby się wszystkim dobrze utrwaliło. Dla zabieganych i nieogarniętych dodam, że jest to jednoznaczne z końcem września. Dziewiątego miesiąca roku, który rzeczonych ma dwanaście.
Wszystko sprowadza się do tego, że znów będę truła. Co roku pojawia się tutaj post o podobnej tematyce, o zgrozo - co roku wcześniej! Otóż wczoraj wieczorem, spacerując z Ptysią (a jakże), stanęłam jak wryta przed wystawą jednego ze sklepów. Można tam znaleźć wszystko chyba - niejedna blogerka kulinarna zniknęłaby tam na długie godziny. Puszki i pojemniki, serwetki, naczynka wszelakie; przeróżne drobiazgi, które mogą umilić nam życie i pięknie wyglądać na zdjęciach. Lubię sobie tam czasem pospacerować, miedzy gęsto ustawionymi regałami i stolikami, na których nie udałoby się ułożyć nawet szpilki. 
Wczoraj jednak wpatrywałam się w wystawę z szeroko otwartą buzią, i to wcale nie dlatego, że pluszowe reniferki są naprawdę niesamowicie urocze. Drzwi ozdobiono świerkowymi girlandami i złotymi bombkami, okna wystawowe zapełniono wyżej wymienionymi reniferkami, Mikołajkami i innymi świątecznymi ozdobami. 

Czy ci ludzie zupełnie powariowali...? Ja rozumiem wszystko, marketing i tak dalej, ale żeby już...? Aż się boję, że włączając radio, usłyszę Last Christmas
Uwielbiam świąteczne zamieszanie, ale we wrześniu mówię mu stanowcze nie! Dla mnie to gruba przesada; miejsce Bożego Narodzenia jest w grudniu. Koniec, kropka. 

A Wy, co sądzicie...?

Z przekory, mam dla Was coś zupełnie nieświątecznego. Przepis znalazłam u Bei. Mamy ostatnio w domu wędzonego łososia w ilościach nieskończonych, i kombinuję, co bym z nim zrobić. Była sałatka, był sos do makaronu, tarta, bajgle z pastą jajeczno-łososiową... W końcu przyszedł czas na wytrawny keks, który kusił mnie od dawna. Zamiast sera koziego użyłam oscypka, który przyjechał z nami z Polski, a w którym C. się zakochał od pierwszego gryza. 
Chlebek wyszedł pyszny, mięciutki i wilgotny, idealny zamiast kanapek na drugie śniadanie. C. rozsmakował się w orzeszkach piniowych na wierzchu - można je pominąć, ale po co...?

Polecam Wam ogromnie - przy konsumpcji z pewnością nie będziecie myśleć o Bożym Narodzeniu (mam nadzieję!).

Wytrawny keks z łososiem i oscypkiem


Składniki:
(na keksówkę o wymiarach 26x8 cm)
  • 4 dymki
  • 1 łyżka masła
  • 1 pęczek koperku
  • 200 g wędzonego łososia
  • 200 g mąki pszennej
  • 1,75 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • otarta skórka z 1 cytryny
  • 2 jajka
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 75 g creme fraiche (18%)
  • 50 ml oleju
  • 50 ml mleka
  • 100 g oscypka

dodatkowo:
  • 20 g orzeszków piniowych

Dymki posiekać. Białą część zeszklić na maśle, przestudzić.
Koperek posiekać. Łososia pokroić na mniejsze kawałki. Oscypka pokroić w kosteczkę.
Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem, kurkumą, solą i pieprzem. dodać posiekany koperek, szczypior i podsmażoną dymkę, wymieszać.
Jajka roztrzepać. Dodać olej, creme fraiche, mleko i skórkę z cytryny.

Mokre składniki, wlać do suchych, wymieszać tylko do połączenia składników. Dodać łososia, połączyć.

Masę przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, wierzch posypać orzeszkami piniowymi.

Piec w 180 st. C. przez 45-55 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

O, właśnie znów wyszło słoneczko!
Spacer...?

piątek, 21 marca 2014

Chleb bez drożdży i zakwasu

Już jakiś czas temu padło na blogu pytanie o chleb bez drożdży. Muszę przyznać, że dłużej się musiałam nad tematem zastanowić. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to oczywiście zakwas, ale to jednak bardziej skomplikowana rzecz. Od tak, żeby sobie upiec chleb od święta, to nie bardzo się nadaje... Są też oczywiście chleby na sodzie, o których pomyślałam z zaciekawieniem. Nigdy nie próbowałam takiego cuda, stwierdziłam więc, że warto byłoby się zmierzyć z zagadnieniem. W książce Brød: 100 lækre opskrifter znalazłam wyjątkowo nietypowe rozwiązanie, mianowicie: chleb na proszku. Hmm... Czy to się uda...? Zachęcona poprzednimi sukcesami, zaufałam książce.

Zmieniłam ilość mąki pszennej w stosunku do kukurydzianej z tej prostej przyczyny, że kukurydziana wyszła w bliżej mi nieznanych okolicznościach (a wiadomo, do sklepu to mi się iść nie chciało...). Dałam też nieco więcej mąki ogólnie, i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu. Oczywiście od razu wiadomo, że nie jest to chleb na drożdżach, jednak smakuje naprawdę dobrze. Lekko się kruszy, wyraźnie czuć w nim dymkę i parmezan. Chrupiąca skórka i mięciutki środek, do tego masło i plasterek pomidora - dla mnie było to naprawdę pyszne drugie śniadanie. C. też zjadał z apetytem. Polecam eksperymentatorom i tym, którzy chleba na drożdżach jeść nie mogą.

Chlebek z mąką kukurydzianą, dymką i parmezanem

Składniki:
(na formę 25x25 cm)
  • 75 g mąki kukurydzianej
  • 250 g mąki pszennej
  • 4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • 40 g parmezanu
  • 5 cebulek dymek
  • 2 jajka
  • 400 ml mleka
  • 55 g masła

dodatkowo:
  • 15 g parmezanu

Mąki przesiać, wymieszać z proszkiem, solą, pieprzem, parmezanem startym na tarce o drobnych oczkach i posiekanymi dymkami.
Jajka roztrzepać, wymieszać z mlekiem i rozpuszczonym i przestudzonym masłem.
Masę jajeczną wlać do suchych składników, dokładnie wymieszać łyżką lub szybko zmiksować. 

Formę wysmarować masłem, przelać ciasto. Na wierzch zetrzeć pozostały parmezan.

Piec w 190 st. C. przez 30-35 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Smacznego!

A dzisiaj, oczywiście, pierwszy dzień wiosny. Czujecie już jej zapach w powietrzu?
Ja wczoraj odważyłam się wyjść w lekkiej kurtce, którą dzisiaj niestety musiałam zamienić na zimowy płaszcz. Troszkę zbyt odważnie postąpiłam... Mam jednak nadzieję, że już niedługo płaszcz schowam na dnie szafy - wiatr bowiem, choć wieje nieprzerwanie, jest jakby cieplejszy, no i ten zapach... Czuć wiosnę, po prostu. Jak się cieszę!