Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biszkopt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biszkopt. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 grudnia 2017

Spóźniony tort urodzinowy i post, który zaginął

Za pisanie tego posta zabrałam się w środę wieczorem. Zaparzyłam sobie herbaty, usiadłam przy biurku, zrobiłam dwa głębokie wdechy i zaczęłam pisać o świątecznych piosenkach, od których płynnie przeszłam do świątecznych wspomnień z dzieciństwa...
I wtedy zadzwonił telefon. Na pogaduchach z C. zeszło nam ponad pół godziny; w tym czasie komputer zdążył przejść w stan spoczynku uznając, że skoro ja się im nie interesuję, to on baterii tracił niepotrzebnie nie będzie.
Po skończonej rozmowie i lustracji herbaty (wystygła w tym czasie zupełnie) stwierdziłam, że nastrój na pisanie mi minął, i spróbuję dnia kolejnego. Poszłam więc pod prysznic, założyłam puchate skarpetki i ulokowałam się w łóżku z książką w dłoni i kubkiem gorącej herbaty na nocnym stoliku. Czy może być coś przyjemniejszego w ciemny, grudniowy wieczór...?

W czwartek po południu znów usiadłam do komputera - w końcu blogerskie obowiązki to nie przelewki. Zaczęłam tam, gdzie skończyłam, dopisując drugą część zdania, na którym przerwałam, i pozwalając myślom dryfować wokół świątecznych tematów. Zadowolona z siebie, wkleiłam do posta obrazki, kliknęłam opublikuj, a tam... Tylko ta część, którą napisałam w środę! Reszta - zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie pomagało cofnij i wstecz; wszystko przepadło. Zacisnęłam zęby, energicznie zamknęła laptopa i jak na dorosłą kobietę przystało, obraziłam się na bloggera, internet i w ogóle wszystko z blogowaniem związane.
Ech...

Dzisiaj więc zaczynam od nowa. Do tematu świątecznych piosenek jeszcze wrócę, bo bardzo je lubię, ale... Już nie dzisiaj. Teraz spieszy mi się, żeby do końca się spakować, szybciutko wypić herbatę i ruszyć w dwu i półgodzinną podróż na Jutlandię. W planach na ten weekend mam dokupienie trzech brakujących prezentów, zakupienie i przystrojenie choinki z nadzieją, że Pączusia do Wigilii nie zdąży jej przewrócić podczas swych szalonych harców po salonie, odwiedziny u rodziców C. i wyjście do kina w ramach adwentowego prezentu dla C. Są wśród Was jacyś inni fani Gwiezdnych wojen...? Mnie temat niespecjalnie pociąga (zdecydowanie wolę fantasy od sf), ale czego się nie robi dla Męża, którego widuje się raptem raz na tydzień...?

Tymczasem mam dla Was przepis na tort, który przygotowałam już ładnych kilka miesięcy wcześniej. Po powrocie z wakacji odczuwałam ogromną ochotę na upieczenie czegoś, a że akurat wypadały urodziny najmłodszej siostry C. i jej małżonka stwierdziłam, że to doskonała okazja.
Tort nie jest trudny w przygotowaniu: klasyczny kakaowy biszkopt, warstwa chrupiącej bezy i dwa musy - karmelowy i kawowy. Wbrew pozorom - wcale nie jest za słodki. Moim zdaniem smaki świetnie się uzupełniają, a biorąc pod uwagę, że zniknął niemal w całości, goście musieli się ze mną zgadzać.
Jedyny problem z tym ciastem to to, że na świeżo ciężko ukroić zgrabny kawałek - beza psuje szyki nawet najbardziej ostrożnym. Jednak po nocy w lodówce, kiedy nabierze nieco wilgoci z musu, krojenie nie powinno sprawiać trudności.

Dekoracja była adekwatna do okazji - rożowo-księżniczkowa część dla Alice, i wojskowo dla Jespera. Oboje byli zachwyceni. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, że obłożyć tort białym marcepanem i udekorować na przykład śnieżynkami, choinkami czy marcepanowym reniferem - świetnie się wtedy sprawdzi na bożonarodzeniowym stole.

Tort kakaowo-bezowy z musem kawowym i karmelowym


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)

biszkopt kakaowy:
  • 4 jajka
  • 150 g cukru
  • 25 g mąki ziemniaczanej
  • 75 g mąki pszennej
  • 25 g kakao

beza:
  • 2 białka
  • 105 g cukru
  • 1 łyżeczka białego octu winnego
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

mus kawowy:
  • 200 g serka mascarpone
  • 100 ml mocnej kawy
  • 3 listki żelatyny
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 65 g cukru pudru

mus karmelowy:
  • 150 g cukru
  • 3 listki żelatyny
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 150 g serka mascarpone

nasączenie:
  • 50 ml mocnej kawy

kawowy krem maślany:
  • 2 białka
  • 130 g cukru
  • 170 g miękkiego masła
  • 2 łyżki mocnej kawy

dodatkowo:
  • marcepan plastyczny

Przygotować biszkopt:
Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym wbić żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąki i kakao przesiać, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Przygotować bezę:
Białka ubić, pod koniec partiami dodając cukier. Gdy masa będzie sztywna i lśniąca, dodać ocet, ekstrakt i mąkę. Połączyć.

Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, brzegi posmarować masłem. Wyłożyć bezę do formy, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 110 st. C. i piec jeszcze 30-40 minut.
Ostudzić w piekarniku.

Przygotować krem kawowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kawę podgrzać, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Przestudzić.
Mascarpone zmiksować z cukrem pudrem, dodać żelatynę, połączyć.
Kremówkę ubić, delikatnie wmieszać do masy kawowej.

Biszkopt przeciąć na pół, na dnie tortownicy ułożyć spodni blat. Nasączyć. Wyłożyć krem kawowy, przykryć bezą, wstawić do lodówki.

Przygotować mus karmelowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. 
Cukier skarmelizować na patelni, dodać 100 ml kremówki, wymieszać. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Wlać mieszankę do mascarpone, połączyć.
Kremówkę ubić, delikatnie wmieszać do masy karmelowej.
Wylać mus na bezę, przykryć drugim blatem biszkoptu, schłodzić.

Przygotować krem maślany:
Białko i cukier podgrzewać w kąpieli wodnej, cały czas mieszając, aż cukier całkowicie się rozpuści. Przelać do większej miski, ubijać, aż beza całkowicie wystygnie - około 10 minut. Dodawać po małym kawałeczku masła, miksując na najniższych  obrotach. Krem się zważy, a następnie przybierze pożądaną konsystencję.
Na końcu dodać kawę, połączyć.

Boki i wierzch tortu posmarować kremem maślanym.
Tort obłożyć marcepanem, udekorować według uznania.

Smacznego!


Ciasto obłożyłam kremem maślanym, żeby marcepan lepiej się trzymał. Jeśli macie ochotę na dekorację na przykład z bitej śmietany, krem maślany należy pominąć.
Muszę jednak przyznać, że tak jak kremów maślanych nie lubię (są dla mnie za tłuste i za ciężkie), tak w wersji kawowej wyjątkowo przypadł mi do gustu.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Przed-poślubnie. I tort kawowo-malinowy z różaną nutą

Pogoda, póki co, zachwycająca.
Suknia pasuje, choć jej wkładanie to droga przez mękę.
Próba w kościele wypadła pomyślnie i chyba wiem, kiedy mam powiedzieć tak (dwa razy).
Lista gości wydaje się być kompletna, choć nie wykluczam w tej kwestii niespodzianek.
Kwiaty zostały dostarczone, a mój bukiet będzie na mnie czekał jutro o dziesiątej rano.
Tak idealnie pomalowanych paznokci nie miałam od lat - i nie jest to metafora.
Babcia będzie na miejscu za niecały kwadrans, a C. wybył w niewiadomym kierunku i nie wiemy, kiedy właściwie wróci. A przecież tylko on wie, jak się obsługuje monstrualnego grilla w ogrodzie.

Wszystko będzie dobrze, prawda...?

Tyle zdążyłam napisać przez ostatni tydzień. Choć bardzo się starałam, zostałam pochłonięta przez wir przygotowań - okazuje się, że przed ślubem, choć ma się wrażenie, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, ciągle jest coś do zrobienia! Ale wiecie co? Udało się! Impreza była jak się patrzy, choć momentami goście popatrywali na siebie z pewną dozą nieufności i niezrozumienia. W sobotę naprawdę żałowałam, że nie przyjął się esperanto; taki uniwersalny język rozwiązałby połowę moich problemów.

Dziś mam dla Was przepis na ciasto, które zabrałam ze sobą do pracy przed urlopem. Wywołało skrajne emocje - albo się je kocha, albo nienawidzi. Wszystko zależy od Waszego stosunku do kawy; jeżeli nie pijacie, ciasto nie pobudzi u Was apetytu, ale jeśli lubicie - przepadniecie. Miękki, wilgotny biszkopt migdałowy z Moich wypieków delikatnie nasączony amaretto, do tego mus malinowy na żółtkach i kawowy, również z dodatkiem jajek. Dzięki temu mają głębszy smak i nieco cięższą konsystencję niż te przygotowane tylko na śmietanie. Polewa lustrzana wywołała uwielbienie u kilku kolegów - podobno smakuje jak trufla. Jest mocno czekoladowa i pyszna, jej słodycz idealnie komponuje się z wyrazistym wnętrzem.
Spróbujcie koniecznie, jestem pewna, że Wam posmakuje.

Tort kawowo-malinowy z różaną nutą


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

biszkopt migdałowy:
  • 2 jajka
  • 1 łyżka letniej wody 
  • 110 g cukru
  • 85 g mąki pszennej
  • 70 g mielonych migdałów
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z migdałów

mus malinowo-różany:
  • 225 g malin
  • 2 żółtka
  • 110 g cukru
  • 20 ml wody
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 łyżka przecieru z płatków róży
  • 3 listki żelatyny
  • 225 ml śmietany kremówki (38%)
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

mus kawowy:
  • 95 ml mocnej kawy
  • 120 g cukru
  • 3 żółtka
  • 2 listki żelatyny
  • 90 g miękkiego masła
  • 180 ml śmietany kremówki (38%)

polewa lustrzana:
  • 110 g cukru
  • 75 g glukozy w płynie
  • 115 g śmietany kremówki (38%)
  • 1 łyżka kawy rozpuszczlanej (proszek)
  • 55 g ciemnej czekolady (60%)
  • 55 g mlecznej czekolady
  • 2 listki żelatyny

nasączenie:
  • 2 łyżki amaretto

dodatkowo:
  • liofilizowane maliny
  • czarny i złoty proszek
  • czekoladowe ozdoby

Jajka, wodę i cukier umieścić w dużej misce. Ubijać na wysokich obrotach, aż masa będzie jasna i bardzo gęsta. Wlać ekstrakt, zmiksować.
Mąkę i proszek przesiać, wymieszać z migdałami. Wsypać do ubitej masy jajecznej, delikatnie wymieszać łyżką, tylko do połączenia składników.

Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać ciasto do formy, wyrównać wierzch.

Piec w 170 st. C. przez 15 minut.
Wyjąć z piekarnika, ostudzić.

Mus malinowo-różany:
Maliny podgrzać. Gdy zaczną się rozpadać, zdjąć garnuszek z palnika, zmiksować owoce blenderem na gładką masę, a następnie przetrzeć przez sitko. Wymieszać z przecierem różanym, odstawić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Z cukru i wody zagotować syrop. W tym czasie ubić żółtka. 
Gdy cukier całkowicie się rozpuści, powoli wlać syrop do żółtek, cały czas miksując. Przelać całość do garnka, podgrzewać, aż masa nieco zgęstnieje. Przelać przez sitko, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Miksować przez około pięć minut, aż masa ostygnie. Dodać mus malinowy, połączyć.
Kremówkę ubić, dodać do masy jajecznej, delikatnie mieszając.
Spód polać amaretto, wylać mus, zamrozić.

Mus kawowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kawę zagotować z połową cukru. 
Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać gorącą kawę, cały czas miksując. Przelać masę do garnuszka, gotować, aż zgęstnieje do konsystencji budyniu. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Przełożyć do miski, miksować przez około 10 minut, aż masa całkowicie wystygnie. Po kawałeczku dodawać miękkie masło, cały czas miksując. 
Kremówkę ubić na sztywno, dodać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

Mus malinowy wyjąć z formy, ułożyć na środku większej formy wyłożonej papierem do pieczenia. Zalać musem kawowym tak, żeby z boków formy nie było dziur z powietrzem.
Zamrozić.

Polewa lustrzana:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie
Cukier, glukozę, kremówkę i kawę zagotować. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. gorącym płynem zalać posiekaną czekoladę, wymieszać, ostudzić do temperatury 35-40 st. C.

Zmrożone ciasto wyjąć z formy, ustawić na kratce, pod nią podłożyć folię spożywczą lub papier do pieczenia. Oblać ciasto polewą, odczekać kilka minut, ostrożnie przełożyć na paterę.

Udekorować liofilizowanymi malinami, złotym i czarnym proszkiem oraz ozdobami czekoladowymi.

Smacznego!


Dekoracja jest prosta, ale zrobiło się późno i nie chciało mi się kombinować. Przygotowałam więc zawijaska z ciemnej kuwertury, posypałam całość kolorowymi proszkami i liofilizowanym malinami. Dopiero później przyszło mi do głowy, że mogłam też użyć suszonych płatków róż... 
Cóż - następnym razem.

I jeszcze jeden drobiazg -jeśli planujecie wycieczki z tym ciastem, dodajcie do musów odrobinę więcej żelatyny, nie trzymają się bowiem za dobrze w cieple. 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Czarno-biały tort na urodziny

Hmm... Powinnam dzisiaj napisać coś wyjątkowego. W końcu blog obchodzi szóste urodziny! Trzy razy sprawdzałam kalendarz, i do sześciu liczyłam na palcach - nie pomyliłam się. To tyle już lat piekę, robię zdjęcia i piszę czasem zawrotnie długie posty o niczym, które, o dziwo, ciągle czytacie. Sama nie wiem, co z tego zadziwia mnie najbardziej...

Żeby znaleźć inspirację do dzisiejszego wpisu, przejrzałam te z lat poprzednich. I nadal nie wiem, co Wam powiedzieć... Poczułam się nieco zawstydzona obietnicami, które poczyniłam, a których nie zrealizowałam. Ale i tak uważam, że blogowanie idzie mi całkiem nieźle. Szczególnie przez ostatnie pół roku, gdy poza domem spędzam minimum dwanaście godzin dziennie, wstaję o porach, z których istnienia połowa ludzkości nie zdaje sobie nawet sprawy, i wracam do domu wykończona po całych godzinach pieczenia i dekorowania ciast. Mimo wszystko, nadal mam ochotę piec, eksperymentować i szaleć w kuchni. Nie zawsze starcza mi siły, ale i tak próbuję. I nie mogę doczekać się wiosny i światła, bo ciągłe ciemności i tak już wątpliwej jakości moich zdjęć nie poprawiają...

Co wydarzyło się przez ten rok? Cóż, jestem już w dwóch piątych cukiernikiem. Za półtora roku, o ile nic paskudnego na mojej drodze nie stanie, będę zdawać egzaminy. Już trzęsę portkami na samą myśl...
Wymieniłam też kuchnię na większą, przygotowałam w domu pięciopiętrowy tort weselny, opanowałam obkładanie tortów marcepanem i wypełniłam wszystkie nowe szuflady cukierniczymi utensyliami. Całkiem niezły bilans, moim zdaniem.

No i oczywiście, jesteście Wy. Moi najlepsi, najcudowniejsi Czytelnicy. Bez Was już dawno bym ten projekt porzuciła, uznając za chwilową fanaberię. Jednak Wasze komentarze, porady i słowa zachęty sprawiły, że przeskoczyłam wszystkie przeciwności, i mimo pewnych zawirowań - zawsze wracałam. Póki co, nie wybieram się nigdzie, i mam nadzieję, że Wy też nadal tak chętnie będziecie odwiedzać ten mój malutki skrawek wirtualnej rzeczywistości. 

A teraz przejdźmy już do konkretów. Tak, wiem; przy takich okazjach zazwyczaj rozpisuję się niemiłosiernie. Co jak co, ale słów brakuje mi rzadko (w języku polskim; duński to zupełnie inna bajka...); dzisiaj jednak mam wrażenie, że napisałam już wszystko.
Tak więc - konkrety. Czyli ciasto. I to nie byle jakie, bo dwupiętrowy tort pokryty masą cukrową. Musze przyznać, że solidnie się nad nim napracowałam... A i tak trochę mnie zdenerwował, bo na górze miały być literki, które w ostatniej chwili się posypały, i przez to jest trochę zbyt płaski. Ale trudno - i tak wywarł na gościach odpowiednie wrażenie. No bo wiecie - tej wielkości smakołyków nie ma sensu przygotowywać dla dwóch osób...

Tak naprawdę upiekłam to ciasto na swoje urodziny; najpierw nie mogłam się zebrać, żeby rozpisać przepis, później... No cóż, zrobiło się za późno. Doszłam więc do wniosku, że z publikacją poczekam na kolejną, odpowiednio doniosłą okazję. No i proszę, ta dam!

Piętro dolne, większe, to biszkopt kawowy z musami kawowym i jeżynowym. Górne, mniejsze, to biszkopt orzechowy z kremem kajmakowym i jabłkami. Wydaje się, że do siebie nie pasują, ale to idealne połączenie końca lata i początku jesieni. Doskonale wpisuje się w czas moich urodzin. 
Każdy z tortów można przygotować osobno; zamiast kremu maślanego i masy cukrowej, użyć śmietany i owoców do dekoracji. Będzie jeszcze pyszniej (sama nie przepadam za kremem maślanym, a masa cukrowa jest przecież zupełnie bez smaku). Tym razem jednak miałam dokładną wizję; tort miał być czarno-biały, z koronką. Po prostu musiałam taki mieć! A trzydzieste urodziny wydają się doskonałym momentem na spełnianie tego typu zachcianek.

Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję, że jesteście tu ze mną. A tort polecam Wam z całego serca - cały, lub we fragmentach. Nie rozczarujecie się.

Tort czarno-biały


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18cm)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 120 g cukru
  • 30 g mąki ziemniaczanej
  • 30 g mąki pszennej
  • 40 g mielonych orzechów laskowych

mus jabłkowy:
  • 450 g jabłek
  • sok z 1/2 cytryny
  • 65 g cukru
  • 2 listki żelatyny
  • 100 ml wody

mus kajmakowy:
  • 160 g masy kajmakowej
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 listki żelatyny

Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym wbić żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąki przesiać, wymieszać z orzechami, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić w niedużą kostkę. Skropić sokiem cytryny. Przełożyć owoce do garnka, dodać wodę i cukier. Gotować przez 15-20 minut, aż większość jabłek się rozpadnie, a płyn odparuje.
W tym czasie namoczyć żelatynę w zimnej wodzie. 
Zdjąć garnek z jabłkami z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, dokładnie wymieszać. Ostudzić.

Biszkopt przekroić w poziomie na 3 części. 
Na płaskim talerzu ułożyć pierwszy blat biszkoptu, zamknąć w okół niego obręcz tortownicy. Wyłożyć mus jabłkowy, przykryć kolejnym blatem, wstawić do lodówki.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Kajmak dość mocno podgrzać, zdjąć z palnika i dodać odciśniętą żelatynę. Wymieszać, przestudzić.
Kremówkę ubić na sztywno. Partiami dodawać do letniego kajmaku, delikatnie mieszając łyżką.
Wyłożyć mus na ciasto, przykryć ostatnim blatem biszkoptu i wstawić do lodówki do całkowitego zastygnięcia, najlepiej na całą noc.

(na tortownicę o średnicy 26 cm)

biszkopt:
  • 7 jajek
  • 265 g cukru
  • 45 g mąki ziemniaczanej
  • 160 g mąki pszennej
  • 2 łyżki kawy rozpuszczalnej (proszek)

mus kawowy:
  • 350 ml śmietany kremówki (38%)
  • 135 g białej czekolady
  • 2 łyżki kawy rozpuszczalnej (proszek)

mus jeżynowy:
  • 185 g jeżyn
  • 65 g cukru
  • 2 listki żelatyny
  • 335 ml śmietany kremówki (38%)

Białka oddzielić od żółtek. Mąki przesiać, wymieszać z kawą.
Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym dodawać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Partiami wsypywać mąkę z kawą, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać masę, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 60-70 minut, do suchego patyczka.
Wystudzić w uchylonym piekarniku.

Mus kawowy:
100 ml kremówki zagotować. Dodać kawę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Gorcą kremówką zalać drobno posiekaną czekoladę; mieszać, aż czekolada się rozpuści. Przestudzić.
Pozostała kremówkę ubić na sztywno, partiami dodawać do letniej czekolady, delikatnie mieszając łyżką.

Biszkopt przekroić w poziomie na 3 części. 
Na płaskim talerzu ułożyć pierwszy blat, zamknąć w okół niego obręcz tortownicy. Wyłożyć mus, przykryć drugim blatem i schłodzić w lodówce, aż mus stężeje.

Mus jeżynowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Jeżyny z cukrem zagotować, przetrzeć przez sitko. Do gorącego płynu dodać odciśniętą żelatynę, przestudzić.
Kremówkę ubić na sztywno. Partiami dodawać do owoców, delikatnie mieszając łyżką. 
Mus wyłożyć na ciasto, przykryć ostatnim blatem biszkoptu. Schłodzić w lodówce, najlepiej przez całą noc.

(na dwupiętrowy tort)

krem maślany:
  • 2 białka
  • 130 g cukru
  • 170 g miękkiego masła

dodatkowo:
  • 500 g białej masy cukrowej 
  • 500 g czarnej masy cukrowej
  • masa do koronek

Przygotować krem maślany:
Białka i cukier podgrzewać w kąpieli wodnej, cały czas mieszając, aż cukier całkowicie się rozpuści. Przelać do większej miski, ubijać, aż beza całkowicie wystygnie - około 10 minut. Dodawać po małym kawałeczku masła, miksując na najniższych  obrotach. Krem się zważy, a następnie przybierze pożądaną konsystencję.

Oba torty posmarować kremem maślanym, dolny obłożyć czarną masą cukrową, górny - białą.
Z pozostałej masy przygotować kwiaty: róże, orchidee, stokrotki i dowolne małe kwiatki, a także liście.
Przygotować koronki. Większy tort udekorować koronkami, na jego środku ułożyć mniejszy. Udekorować kwiatami. 
Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Przepis jest dłuuuugi... Ale co zrobić; jest tam sporo warstw, a chciałam, żeby opis był w miarę klarowny. Mam nadzieję, że mi się udało...

środa, 4 stycznia 2017

Czekoladowy tort dla wojownika

Wszędzie czytam noworoczne podsumowania, i dziwię się im niepomiernie. Mnie w tym roku nie dopadła chęć przyjrzenia się gruntownie minionym dwunastu miesiącom, ba! Nie do końca dotarła do mnie zmiana tej drobnej z pozoru cyferki. Może dlatego, że w Sylwestra byłam w pracy od trzeciej do dwunastej, przespałam się raptem dwie godziny i w rezultacie zabrakło mi energii na całonocne szaleństwa. Większość wieczoru spędziłam na niezwykle zajmujących konwersacjach z członkami rodziny C. w wieku od dwóch miesięcy do czterech lat. No dobrze - to głównie moje monologi napędzały te relacje. Niemniej, urzeczona wielkimi oczami wpatrującymi się we mnie w niezwykłym skupieniu, toast wzniosłam jakby mimochodem. Owszem, obejrzałam fajerwerki, wypiłam swoją porcję szampana i nawet obejrzałam 90 urodziny, co nie zmienia faktu, że to wszystko wydarzyło się jakby obok mnie.
Wykończona, Nowy Rok niemal cały przespałam, finiszując w kąpieli z bąbelkami. A później wszystko wróciło na swoje tory, czyli dużo, dużo pracy, długie, senne godziny spędzone w aucie i brak czasu na cokolwiek innego. Hmm... 
Zobaczymy, kiedy w końcu dostosuję mój wewnętrzny kalendarz do tego wiszącego na ścianie. 

Nie mam żadnych noworocznych przepisów, ale za to znalazłam tort, który przygotowałam dla bratanka C. na jego szóste urodziny w... Październiku.
Był to tort błyskawiczny; dowiedziałam się, że mam go przygotować dzień przed planową imprezą. Użyłam więc sprawdzonego przepisu na wilgotny i miękki kakaowy biszkopt, który przełożyłam pysznie czekoladowym kremem. Jeśli chodzi o dzieci, to jest to połączenie zawsze trafione. Dekoracja to twarz jednego z wojowników z tak ostatnio popularnego Lego Ninjago. Niebieski, zdaje się, ma moce związane z wodą... Ale paznokcia sobie uciąć nie dam.

Oczywiście, tort możecie udekorować dowolnie. To tylko moja propozycja. Warto się jednak na niego skusić, jeśli lubicie czekoladowe smaki. Mus bowiem wyszedł cudownie delikatny, i w połączeniu z biszkoptem rozpływa się w ustach. Ciężko oprzeć się dokładce...

Tort czekoladowy Lego Ninjago


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)

biszkopt:
  • 7 jajek
  • 265 g cukru
  • 45 g mąki ziemniaczanej
  • 130 g mąki pszennej
  • 45 g kakao

krem:
  • 750 ml śmietany kremówki (38%)
  • 270 g ciemnej czekolady (57%)
  • 50 g cukru pudru

dodatkowo:
  • 150 śmietany kremówki (38%)
  • żółty, niebieski, biały i czarny marcepan

Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym dodać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąki przesiać z kakao, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 60-70 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Ostudzony biszkopt przeciąć w poziomie na 3 blaty.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. 
Kremówkę ubić z cukrem pudrem. Dodać letnią czekoladę, wymieszać na gładki krem.

Na paterze ułożyć spód biszkoptu, wyłożyć połowę kremu. Przykryć kolejnym blatem, wyłożyć pozostały krem i ułożyć na wierzchu ostatni blat ciasta. Schłodzić w lodówce 2-3 godziny, aż krem stężeje.

Pozostałą kremówkę ubić na sztywno, posmarować nią wierzch i boki tortu.

Rozwałkować żółty marcepanem na grubość 2,5 mm. Wyciąć prostokąt, ułożyć na torcie. Rozwałkować niebieski marcepan na grubość 3 mm. Obłożyć nim tort, a następnie wyciąć prostokątny otwór, tworząc żółtą twarz. Rozwałkować czarny marcepan na grubość 2,5 mm. wyciąć oczy i brwi, ułożyć na torcie. Z białego marcepanu zrobić 2 małe kuleczki, spłaszczyć i przykleić, tworząc refleksy w oczach.

Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Przede mną tymczasem nie lada wyzwanie - pierwszy tort weselny wykonany samodzielnie. Spody już upieczone, stojak i dziewięć kilo domowego marcepanu czekają, aż przyjdzie ich kolej. Sama nie wiem, czy bardziej jestem podekscytowana, czy zdenerwowana...

piątek, 7 października 2016

Dwupiętrowy tort na chrzciny dla dziewczynki

Przyznam się Wam dzisiaj do czegoś - nie wychodziłam na dwór przez całe cztery dni! Nie, nie rozchorowałam się nagle; po prostu internat i szkoła znajdują się w jednym budynku, a ja wczoraj miałam egzamin, do którego musiałam się uczyć. Z pokoju wychodziłam więc na obiad o siedemnastej, a później mniej więcej co godzinę dreptałam na stołówkę po kolejną gorącą herbatkę. Poza tym siedziałam z nosem w notatkach i kserach, skupiając całą moją uwagę na chemicznym składzie czekolady (którego na teście, oczywiście, nie było), jajek i mąki, koagulacjach, sterylizacjach, temperaturach przechowywania i użytkowania, i tak dalej... 
Kiedy więc po egzaminie wróciłam do pokoju, odczułam nagłą i gwałtowną potrzebę wyjścia na zewnątrz i dotlenienia organizmu. Ubrałam się więc ciepło, bo za oknem szaro i pochmurno, i wybrałam się na spacer. Jakieś było moje zdziwienie, gdy odkryłam, jak bardzo jest zimno! Jeszcze w niedzielę wieczorem, gdy przyjechałam na miejsce, było owszem, chłodno, ale do zniesienia. A wczoraj? Lodowaty wiatr sprawił, że zaczęłam żałować, że nie mam ze sobą czapki! Jak tylko wrócę do domu, wykopię mój cieplejszy płaszcz (jeszcze nie zimowy; nie popadajmy w panikę), wyjmę też na wierzch wszystkie ciepłe swetry i puchate skarpetki.
Witaj jesieni!

Ciasto, które Wam dzisiaj pokażę, przygotowałam parę miesięcy temu; na chrzest małej Astrid. Były już muffinki, teraz kolej na głównego bohatera.
Musze przyznać, że było to dla mnie spore wyzwanie. Pierwszy dwupiętrowy tort, który przygotowałam w domu, bez stołu do wałkowania marcepanu i wielkiego blatu do pracy, które zdecydowanie ułatwiają pracę w cukierni. Jednak byłam zdeterminowana i pełna optymizmu - i udało się!

Tort składa się z dwóch osobnych części - góra jest lekka i rześka, mocno cytrynowa z dodatkiem kremu malinowego; dół to kwintesencja czekoladowości z orzeźwiającą nutą malinową. Oba torty obłożyłam kremem maślanym (porcja z przepisu jest nieco większa, niż potrzeba, ale zawsze lepiej mieć zapas przy tego typu projektach) i marcepanem. Dekoracje też przygotowałam z marcepanu, więc falbanki troszkę mi oklapły... Jednak marcepan smakuje o wiele lepiej niż masa cukrowa, Duńczycy naprawdę go lubią, więc postanowiłam użyć właśnie jego.
Jeśli nie planujecie tak dużego ciasta, przyjrzyjcie się obu tortom z osobna - te połączenia smaków naprawdę działają!

Dwupiętrowy tort na chrzciny


Składniki:
(na tortownice o średnicy 18 cm)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 120 g cukru
  • 30 g mąki ziemniaczanej
  • 30 g mąki pszennej
  • skórka otarta z 1 cytryny
krem cytrynowy:
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 100 g lemon curd
  • 50 g cukru pudru
  • 1 listek żelatyny
Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym wbić żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąki przesiać, wymieszać ze skórką z cytryny, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. 
Lemon curd podgrzać, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Przestudzić.
Kremówkę ubić z cukrem pudrem. Dodać letni lemon curd, dokładnie wymieszać.

Biszkopt przeciąć w poziomie na 3 części.
Na płaskim talerzu ułożyć spód, zapiąć obręcz tortownicy. Wyłożyć krem cytrynowy, przykryć drugim blatem ciasta i schłodzić w lodówce.

(na tortownicę o średnicy 26 cm)

biszkopt:
  • 7 jajek
  • 265 g cukru
  • 45 g mąki ziemniaczanej
  • 130 g mąki pszennej
  • 45 g kakao
krem czekoladowy:
  • 375 ml śmietany kremówki (38%)
  • 135 g ciemnej czekolady (57%)
  • 25 g cukru pudru
Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym dodać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąki przesiać z kakao, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 60-70 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Biszkopt przeciąć w poziomie na 3 części.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. 
Kremówkę ubić z cukrem pudrem. Dodać letnią czekoladę, wymieszać na gładki krem.

Na paterze ułożyć spód biszkoptu, wyłożyć krem czekoladowy. Przykryć kolejnym blatem, schłodzić w lodówce.

(na dwupiętrowy tort)

krem malinowy:
  • 225 g malin (świeżych lub mrożonych)
  • 100 g cukru
  • 3 listki żelatyny
  • 500 ml śmietany kremówki (38%)
krem maślany:
  • 2 białko
  • 130 g cukru
  • 170 g miękkiego masła
  • 150 g malin (świeżych lub mrożonych)
dodatkowo:
  • 1 kg marcepanu
  • różowy, brązowy i czarny barwnik spożywczy w paście
  • różowe cukrowe perełki
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Maliny z cukrem zagotować, przetrzeć przez sitko. Dodać odciśniętą żelatynę, przestudzić.
Kremówkę ubić na sztywno. Do śmietany dodać maliny, delikatnie wymieszać.

1/3 kremu malinowego wyłożyć na biszkopt cytrynowy, przykryć ostatnim blatem i schłodzić ciasto w lodówce, najlepiej przez całą noc.
2/3 kremu malinowego wyłożyć na biszkopt kakaowy, przykryć ostatnim blatem i chłodzić ciasto w lodówce, najlepiej przez całą noc.

Przygotować krem maślany:
Białka i cukier podgrzewać w kąpieli wodnej, cały czas mieszając, aż cukier całkowicie się rozpuści. Przelać do większej miski, ubijać, aż beza całkowicie wystygnie - około 10 minut. Dodawać po małym kawałeczku masła, miksując na najniższych  obrotach. Krem się zważy, a następnie przybierze pożądaną konsystencję.

Maliny zagotować, a następnie przetrzeć przez sitko. Ostudzić.
Malinowe puree partiami dodawać do kremu, mieszając łyżką.

Oba torty posmarować kremem maślanym, wygładzając krawędzie. Schłodzić, a następnie obłożyć białym marcepanem. 
Część marcepanu zabarwić na brązowo i czarno, ulepić misia.
Kolejną część marcepanu zabarwić na różne odcienie różowego. Udekorować tort.

Smacznego!


Przygotowanie całości zajęło mi trzy dni: pierwszego pieczenie biszkoptów, drugiego przygotowanie kremów i złożenie obu części, trzeciego krem maślany i dekoracja. Za ten ostatni etap zabrałam się wieczorem po pracy, a skończyłam... O piątej nad ranem! A już o ósmej trzeba było wstać, żeby dostarczyć ciasto na czas. Byłam ledwo żywa, ale było warto. Miny i pochwały gości zrekompensowały mi zmęczenie z nawiązką.

niedziela, 26 czerwca 2016

O kobiecej próżności słów kilka. I ciasto truskawkowe nie tylko dla kobiet

Jestem kobietą (tak, wiem; po długości większości postów można się tego domyślić bez większego trudu), i lubię być adorowana. Oczywiście, w granicach rozsądku i przyzwoitości, a najlepiej to przez mojego C. Czasem jednak ciężko jest mi uwierzyć w jego obiektywizm (powiedzenie, że miłość jest ślepa, ma w sobie sporo prawdy); gdy więc ktoś zupełnie obcy i niezobligowany wykazuje uznanie, robi mi się niezwykle miło. 
Co prawda tym razem sprawy przybrały nieco uciążliwy obrót, gdyż nowy kolega w pracy nieopatrznie spytał o mój status szefa. I choć zapał kolegi zdecydowane ostygł na wieść, że w przyszłym roku mam zamiar wyjść za mąż, szef nadal ma używanie z jego tęsknych spojrzeń. Trochę mi nawet żal biedaka... Niemniej, moje kobiece ego umościło się na miejscu z nieskrywanym ukontentowaniem. 

Choć prawdę powiedziawszy, i tak wolę, kiedy chwalone są moje wypieki.

Pozostając w temacie kobiecości, mam dzisiaj dla Was ciasto na cześć kobiety nazwane. Kobiety nie byle jakiej, bo brytyjskiej królowej Wiktorii. Słyszał o nim chyba każdy; ja dopiero niedawno spróbowałam go po raz pierwszy. Sięgnęłam po przepis Marian Keyes z jej Saved by cake; oczywiście, z lekkim twistem. Do pysznej samej w sobie frużeliny truskawkowej dodajemy odrobinę czarnego pieprzu; dzięki temu każdy kęs pozostawia po sobie delikatną ostrość na języku. Ciasto, ze zwykłego biszkoptu z truskawkami, zmienia się w wyjątkową ucztę, zdecydowanie godną królewskiego podniebienia. Jestem pewna, że nawet wybredna królowa Wiktoria nie zdołałaby się oprzeć dokładce.

Truskawkowe pyszności znajdziecie dzisiaj również u Chantel.

Kanapka Wiktorii


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

ciasto:
  • 200 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 200 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
nadzienie:
  • 350 g truskawek
  • 6 łyżek wody
  • 1 listek żelatyny
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 40 g cukru
  • 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
  • 150 ml śmietany kremówki
  • 50 g serka mascarpone
dodatkowo:
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 3 truskawki
Dna dwóch tortownic o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia, boki posmarować masłem.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem. Partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera.
Ciasto przełożyć do form, wyrównać wierzch.

Piec w 180 st. C. przez 20 minut, do suchego patyczka.
Przestudzić w formie, następnie wyjąć na kratkę i ostudzić całkowicie.

Truskawki umyć, odszypułkować. Włożyć do garnuszka z 3 łyżkami wody, cukrem i pieprzem, zagotować. 
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Mąkę rozmieszać z pozostała wodą. Wlać do truskawek, dobrze wymieszać, chwilę gotować(tylko żeby mąka straciła smak surowości, owoce nie powinny się rozpadać). Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, dobrze wymieszać. Odstawić do całkowitego ostudzenia, a następnie schłodzić w lodówce, aż masa zacznie gęstnieć.

Kremówkę ubić na sztywno z mascarpone.

Ułożyć blat ciasta na paterze lub talerzu, wyłożyć śmietanę. Na wierzchu ułożyć truskawki, przykryć drugim blatem. Wierzch oprószyć cukrem pudrem, udekorować truskawkami.
Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Mój krótki prawie urlop już się kończy; jutro z powrotem do pracy. I choć samo przebywanie w nowym domu sprawia mi mnóstwo frajdy, nie mówiąc już o tych wszystkich przyjemnościach, które tylko na mnie czekają (kąpiel w wannie, przesiadywanie w ogródku, jedzenie z grilla), to miło będzie znów pomalować czekoladą...

wtorek, 17 maja 2016

Rabarbar i truskawki. Biszkopt. Rolada

Dwa pełne tygodnie pogody absolutnie idealnej skończyły się wraz z nadejściem mojego wolnego weekendu. Już nawet nie narzekam ani nie wzdycham z rozczarowaniem; tak jest zawsze. Albo prawie zawsze; ale że natura ludzka kieruje moją chęcią w dostrzeganiu w życiu wszelkich fatalnych zbiegów okoliczności raczej niż tych niespodziewanie pomyślnych uznajmy, że jednak zawsze.
Zamiast więc spacerować w cieniu rozłożystych drzew tuż nad brzegiem rzeki, wylegiwać się na plaży tudzież zanurzyć się w gąszczu naszego lokalnego lasku, siedzieliśmy w domu, piliśmy ciepłą herbatę i nadrabialiśmy serialowe zaległości z ostatnich tygodni, gdy zupełnie nie mieliśmy na to czasu. Och, nie powiem! Było bardzo miło i przytulnie, na kanapie, pod kocem...

W kuchni natomiast wiosna rozgościła się na dobre, od czasu do czasu kierując nawet moje myśli w kierunku lata, gdy mnogość warzyw i owoców będzie przyprawiała o zawrót głowy. Póki co jednak skupiam się na sezonowych przysmakach, czyli głównie truskawkach i rabarbarze. Choć dzisiaj, przyznam Wam się w tajemnicy, kupiłam - pierwszy raz w życiu! - białe szparagi. Podam je razem z młodymi ziemniaczkami i zamarynowanym w tajemnych składnikach wczoraj przez C. mięsem. Będzie cudowny, wiosenny obiad! I nic mi w tym nie przeszkodzi, nawet ten paskudny deszcz i zimny wiatr, który powrócił z zimową niemal siłą.

Tymczasem już teraz mam dla Was przepis na wiosenną roladę z truskawkami i rabarbarem.
Przy przeglądaniu gazet w oko wpadła mi rolada z malinami. Wyglądała obłędnie! Ja mam w lodówce tylko rabarbar i truskawki... Jednak ochota na zawijanie ciasta biszkoptowego dopadła mnie niczym grom z jasnego nieba; po prostu nie mogłam się powstrzymać. Skarmelizowałam więc rabarbar w ciemnym, aromatycznym cukrze, dodając truskawki pod sam koniec gotowania. Dzięki temu lekko zmiękły, zanurzone w gorącym syropie, zachowały jednak swój świeży smak. Do tego bita śmietana, której nikt nie potrafi się oprzeć. Pachnący krem zawinęłam w mięciutkie ciasto biszkoptowe, na którym lekko podpieczone migdały chrupały zachęcająco. Całość wyszła boska; C. wziął trzy dokładki i tym sposobem całe ciasto zniknęło w dwa dni. Nie można mu się oprzeć; zresztą, po co w ogóle próbować...?
Koniecznie musicie przygotować w tym sezonie!

Kuszące rabarbarowe słodkości znajdziecie dzisiaj również u Mirabelki, Chantel, Mopsika i Zuzi

Rolada z kremem rabarbarowo-truskawkowym


Składniki:
(na blachę z piekarnika)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 100 g cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 100 g mąki pszennej
  • 50 g płatków migdałowych
krem:
  • 200 g rabarbaru
  • 50 g ciemnego cukru muscovado
  • 2 łyżki wody
  • 100 g truskawek
  • 2 listki żelatyny
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
dodatkowo:
  • 2 łyżki cukru pudru
Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier i cukier waniliowy. Po jednym dodać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąkę przesiać z proszkiem, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera. 

Ciasto wylać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, wyrównać. Posypać wierzch płatkami migdałowymi.

Piec w 170 st. C. przez 12 minut.
Wyłożyć na ściereczkę oprószoną cukrem pudrem do góry spodem, oderwać papier. Wystudzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. 
Rabarbar pokroić na kawałki, zasypać cukrem i zalać wodą. Gotować przez 5-10 minut, aż rabarbar zmięknie, a część płynu odparuje. Dodać pokrojone na kawałki truskawki, wymieszać, zdjąć z palnika. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia.
Ostudzić. 

Kremówkę ubić na sztywno, partiami dodawać do rabarbaru, delikatnie mieszając.

Krem wyłożyć na biszkoptowy spód, zawinąć roladę wzdłuż dłuższego boku, pomagając sobie ściereczką. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin.
Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

Moja rolada wyszła lekko plaskata, ale to dlatego, że rolady przeze mnie przygotowane można policzyć na palcach jednej ręki (wielopalczastego kosmity, ale jednak). Jeśli Wam idzie to sprawniej, będzie idealna, bo biszkopt jest znakomity, idealnie wprost sprężysty. Tylko go nie przepieczcie!

środa, 11 maja 2016

Wielkie zakupy i tort na urodziny. Kokosowo-truskawkowy

W ostatni dzień kwietnia C. ma urodziny. W tym roku szczęście dopisało, i oboje mieliśmy wolne. Imprezy jednak, nawet najmniejszej, nie zaplanowaliśmy; w mieszkaniu po brzegi wypełnionym kartonami na różnym etapie pakowania nie ma miejsca na choćby kilku gości, o ogromnej rodzinie C. nie wspominając. Postanowiliśmy świętowanie odłożyć na pełnię lata, gdy już po przeprowadzce będziemy w miarę urządzeni i zadomowieni. Póki co, to właśnie urządzaniem się zajęliśmy.

W sobotę więc wstaliśmy względnie wcześnie, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy na umówione spotkanie w sklepie meblowym umiejscowionym w starym kinie. Ilość stopni i dziwnie rozłożonych kondygnacji jest niesamowita; na początku ciężko mi się było skupić na właściwym celu naszej wyprawy, czyli meblach. W końcu jednak, przywołana do porządku zniecierpliwionymi mruknięciami C., zebrałam w sobie całą uwagę i... Zaczęłam wybrzydzać. A to za ciemne, a to za jasne, a to to w ogóle za czarne jest. Ten stół za wąski, ten za szeroki, a tamten za mało drewniany. Krzesła to prawdziwa droga przez mękę; biedny M. (znajomy znajomego męża siostry C.) ściągał egzemplarze z najwyższych półek, żebym mogła sobie na nich usiąść i powiedzieć: A to obok...? Jednak wygląda na wygodniejsze...
W końcu jednak i tego wyboru dokonaliśmy w miarę jednogłośnie (są czarne, ale niech już będzie... Przynajmniej sofa jest kremowa), i muszę przyznać, że jestem zachwycona. Nie mogę się doczekać, gdy wstawimy nowe meble do salonu i będę mogła sobie na nie patrzeć... Absolutnie zakochana jestem w nowym stole, z ukośnymi nogami i najpiękniejszym, rustykalnym, drewnianym blatem. Kocham jego krzywizny i już sobie wyobrażam, jakie piękne tło będzie stanowił dla tych wszystkich serników, które upiekę w mojej nowej kuchni...

Po zakupach, rozochoceni mimo rachunku, który przyprawił mnie o lekką palpitację, pojechaliśmy do rodziców C. podzielić się wrażeniami i nieco odsapnąć. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym w zanadrzu nie miała ciasta. Tym razem nie jakiegoś zwykłego placka, ale pełnoprawnego, choć niewielkiego tortu.

Długo się zastanawiałam, co by tu mu tym razem upiec. W końcu postawiłam na najprostsze rozwiązanie, czyli ulubione smaki C.: kokos i truskawki. Jest więc biszkopt z wiórkami, który niespodziewanie zyskał na wilgotności, najlepszy na świecie kokosowy krem, tak delikatny i lekki, że nie można mu się oprzeć, oraz kokosowa śmietanka zdobiąca dumnie wierzch tortu. Ja moją zebrałam z mleczka, bo nigdzie samej śmietanki znaleźć nie mogłam... Ubija się znakomicie, trzyma fason pierwszorzędnie, a przy tym jest bardzo lekka i niesamowicie intensywna w smaku. Z pewnością jeszcze z nią poeksperymentuję. 
Kokosową monotonię przełamałam dużą ilością świeżych truskawek i chrupiącymi ciasteczkami amaretti, które przypadkowo wpadły mi w ręce. Całość wyszła lekka, obłędnie kokosowa i idealnie letnia za sprawą truskawek. Idealny wakacyjny tort.

Smakował wszystkim. Nikt, ale to nikt nie kręcił nosem. Chyba nie ma lepszej rekomendacji.

Tort kokosowo-truskawkowy


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 120 g cukru
  • 60 g mąki pszennej
  • 30 g mąki ziemniaczanej
  • 25 g wiórków kokosowych

krem:
  • 130 ml mleka kokosowego
  • 100 g cukru
  • 4 żółtka
  • 2 listki żelatyny
  • 120 g miękkiego masła
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)

dodatkowo:
  • 70 g ciasteczek amaretti
  • 300 g truskawek

wierzch:
  • 175 g śmietanki kokosowej
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • truskawki
  • chipsy kokosowe

Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier i cukier waniliowy. Po jednym dodać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąki przesiać, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera. Na końcu dodać wiórki kokosowe, połączyć.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Mleczko kokosowe zagotować z połową cukru. 
Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać gorące mleko, cały czas miksując. Przelać masę do garnuszka, gotować, aż zgęstnieje do konsystencji budyniu. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Przełożyć do miski, miksować przez około 10 minut, aż masa całkowicie wystygnie. Po kawałeczku dodawać miękkie masło, cały czas miksując. 
Kremówkę ubić na sztywno, dodać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

Biszkopt przekroić na 3 blaty.
Truskawki pozbawić szypułek, pokroić na ćwiartki.
Amaretti pokruszyć.

Na paterze ułożyć blat biszkoptu, wyłożyć połowę kremu, posypać połową truskawek i ciasteczek. Przykryć drugim blatem, wyłożyć resztę kremu, truskawek i amaretti. Przykryć ostatnim blatem. Schłodzić.

Śmietankę kokosową ubić z cukrem pudrem. Wyłożyć na wierzch ciasta. Udekorować truskawkami i chipsami kokosowymi.

Smacznego!

A jeśli wydaje się Wam, że nie lubicie kokosowego smaku, zapewniam, że po tym cieście zmienicie zdanie. Ja się nim zajadałam, a przecież za kokosem nie przepadam.
Choć może jednak...?

poniedziałek, 7 marca 2016

Na Dzień Kobiet. I na urodziny. A może na Wielkanoc...?

Jutro ważny dzień. Panowie pod krawatami, a przynajmniej w prawie wyprasowanych koszulach, ustawiają się w długaśnych kolejkach w kwiaciarniach i cukierniach. Bukiety wiele mówiących, czerwonych róż i pudełka pełne najlepszych czekoladek (choć z tym akurat trzeba uważać; nie każda pani, w dobie bycia slow i healthy, spojrzy przychylnym okiem na ten kuszący, acz zakazany podarunek), będą wyręczane wśród ochów i achów. Przedstawicielki płci pięknej (w dzisiejszych czasach, gdzie zachwycamy się mężczyznami księcioseksualnymi - czy nie wydaje się Wam, że to oksymoron? - ten związek frazeologiczny powoli traci swe pierwotne znaczenie) będą trzepotać rzęsami, ich adoratorzy będą się głupawo uśmiechać, i wszyscy będą szczęśliwi. No chyba, że jakiś nieszczęśnik zapomni. Oj, wtedy nie chciałabym być w jego skórze...

W moim domu rodzinnym to podwójne święto. Ósmego marca urodziny ma bowiem moja Mamusia. Dlatego już dzisiaj chciałabym jej życzyć wszystkiego, co najlepsze, spełnienia marzeń, wygrania w totka, i żeby udało jej się odwiedzić Danię. No dobra, tego ostatniego bardziej sobie życzę... 
Ale to w końcu też Dzień Kobiet, prawda...?

Z tej jakże podniosłej okazji mam tort. No dobrze, torcik raczej... Przygotowany w tortownicy o średnicy osiemnastu centymetrów, nie powala wielkością. Za to smak, moi kochani... Zbija z nóg.
Miękki biszkopt mocno nasączony likierem, na nim delikatny mus o smaku kawy, warstwa słodkich bezików i mus z ciemnej czekolady, niemal wytrawny w smaku. Wszystko przykryte cienką warstwą galaretki kawowej, której intensywny smak wspaniale wieńczy całość. Całość jest kawowo-czekoladowa; ciężko powiedzieć, który smak dominuje. Oba się ze sobą wspaniale komponują; po prostu.

A jeśli nie z okazji Dnia Kobiet, to może przygotujecie takie cudo na Wielkanoc...? Nie jest to tradycyjny wypiek, ale z pewnością zrobi na gościach odpowiednie wrażenie.

Jeżeli jednak kawowe smaki Was nie kuszą, koniecznie zajrzyjcie do Malwi i sprawdźcie jej przepis na biszkopt z galaretką.

Torcik kawowo-czekoladowy z kawową galaretką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

biszkopt:
  • 1 jajko
  • 35 g cukru
  • 20 g mąki pszennej
  • 10 g mąki ziemniaczanej
  • 20 g kakao
nasączenie:
  • 1 łyżka likieru kawowego
mus kawowy:
  • 65 ml mocnej kawy
  • 80 g cukru
  • 2 żółtka
  • 1 listek żelatyny
  • 60 g miękkiego masła
  • 125 ml śmietany kremówki (38%)
dodatkowo:
  • 30 g bezików
mus czekoladowy:
  • 90 g ciemnej czekolady (70%)
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
galaretka:
  • 200 ml gorącej,  mocnej kawy
  • 2 łyżeczki cukru
  • 3 listki żelatyny
dekoracja:
  • bezy
  • jeżyny
  • ziarna kakaowca
Biszkopt:
Białka ubić na sztywną pianę. Pod koniec partiami dodawać cukier. Po jednym dodawać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Mąki i kakao przesiać do osobnej miski, wymieszać. Po łyżce dodawać do masy jajecznej.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Masę wyłożyć na blachę, delikatnie wyrównać wierzch.

Piec 10-15 minut w 160 st. C.
Wystudzić.

Mus kawowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kawę zagotować z połową cukru. 
Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać gorącą kawę, cały czas miksując. Przelać masę do garnuszka, gotować, aż zgęstnieje do konsystencji budyniu. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Przełożyć do miski, miksować przez około 10 minut, aż masa całkowicie wystygnie. Po kawałeczku dodawać miękkie masło, cały czas miksując. 
Kremówkę ubić na sztywno, dodać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

W formie ułożyć biszkopt, zapiąć obręcz, nasączyć likierem. Wylać krem kawowy, posypać pokruszonymi bezikami. Schłodzić w lodówce.

75 ml kremówki zagotować. Zalać nią posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Ostudzić.
Pozostałą kremówkę ubić na sztywno, partiami dodawać do czekolady, delikatnie mieszając łyżką. Wyłożyć na mus kawowy, wyrównać wierzch. Schłodzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kawę posłodzić, wymieszać. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Ostudzić.

Tężejącą galaretkę wylać na mus czekoladowy. Schłodzić w lodówce przez noc.


Tort przed podaniem udekorować bezikami, jeżynami i pokruszonymi ziarnami kakaowca.

Smacznego!

Ja nie dostanę jutro kwiatów. W Danii Dnia Kobiet się nie obchodzi, i jakoś nie mogę przekonać C. do zmiany zdania. 
Zresztą, on w ogóle mi ciętych kwiatów nie kupuje. Zazwyczaj dostaję doniczki (a czasem wręcz donice!) z orchideami albo innym zielskiem, czasami siatki pełne czerwonych pomarańczy...

sobota, 30 stycznia 2016

Słodko-kwaśno. Piąte urodziny bloga

O tym, że czas pędzi nieubłaganie, pisałam niedawno. W zasadzie jest to przygnębiające, ale bywa, że na drodze stają nam rzeczy niezwykle przyjemne. Takie rocznice chociażby. W Polsce po osiemnastce urodzin niemal nie wypada obchodzić (szczególnie paniom), ale z racji tego, że od dawna mieszkam w zupełnie innym kraju, do urodzin podchodzę niezwykle pozytywnie. Każda okazja, żeby się bawić jest dobra, a jak jeszcze przynoszą człowiekowi prezenty... No nie sposób urodzin nie lubić!
Do moich jeszcze trochę czasu zostało; dzisiaj natomiast świętujemy urodziny bloga!

To już pięć lat, odkąd nieśmiało wystukałam na klawiaturze pierwszy post. Nie byłam wtedy pewna, czy ktokolwiek tutaj zajrzy; okazało się jednak, że Czytelników przybywa wraz z rozwojem bloga. Przez te pięć lat przeszłam długą drogę; nie tylko blogowo, ale też prywatnie. Choć oba te aspekty w pewien sposób się zazębiają... To dzięki blogowi i wspaniałym ludziom, których poznałam postanowiłam spełnić swoje marzenie; blogowanie i wierni Czytelnicy dodali mi odwagi, i to dzięki nim wstąpiłam na nową drogę. Wasze komentarze utwierdzają mnie w przekonaniu, że postąpiłam słusznie; bardzo ważne jest, aby w życiu się spełniać, nie tylko wirtualnie, ale też w rzeczywistym świecie. Większość czasu spędzamy w pracy; jeśli jej nie lubimy, staje się dla nas zmorą. Od trzech miesięcy, mimo permanentnego zmęczenia i braku czucia w koniuszkach palców, jestem szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Pracuję w cukierni, gdzie towarzystwo jest zacne, a praca... Cóż, czasem to nie praca, a sama przyjemność. Czy mogłabym prosić o coś więcej...?

Oczywiście, o blogu nie zapominam. Staram się publikować jak najczęściej, szukam też nowych, ciekawych zagadnień. W planach mam wpisy na temat spotkań, w których miałam okazję uczestniczyć, pokazać Wam zawartość mojej biblioteczki (podoba mi się ta idea i wstyd mi ogromnie, że projekt porzucony czeka w kącie już tak długo), a także opowiedzieć więcej o pracy w cukierni. Może ktoś z Was dzięki temu również odnajdzie swoją drogę...?

Dziękuję Wam więc ogromnie, że jesteście ze mną już pięć lat. To szmat czasu, a Wy ciągle mnie dopingujecie i sprawiacie, że nawet jak mi się nie chce, to jednak mi się chce (nie jestem pewna, czy zabrzmiało to filozoficznie, czy po prostu głupio; w tym drugim wypadku uznajmy, że jestem już po urodzinowym szampanie). 
Mam nadzieję, że kolejne pięć lat będzie równie owocne.

Z tej, jakże podniosłej, okazji, mam dla Was tort. Torcik właściwie... Bo malutki, raptem osiemnaście centymetrów średnicy. Ale to dlatego, że dla dwóch osób większych porcji robić się nie opłaca.
Nie jest to klasyczny, warstwowy tort biszkoptowy, choć jest biszkopt; są i warstwy.
Na spodzie mamy więc cieniutki blat biszkoptowy, a na nim nieziemsko cytrynowy krem od Doroty. Według mnie, smakuje dobrze, ale jeśli wolicie słodsze słodkości, polecam połowę soku z cytryny zastąpić wodą. 
Na krem pokruszyłam chrupiące amaretti; jest to patent, który podpatrzyłam w pracy. z czasem oczywiście ciasteczka namiękną, ale zostawiają swój delikatnie migdałowy posmak, dodają też ciastu tekstury.
Kolejna warstwa to słodziutki mus na bazie czekolady karmelowej i kremówki. Lekki, delikatny i puszysty, świetnie równoważy kwaśny krem cytrynowy. 
Na wierzchu galaretka z rokitnika; ma oszałamiający kolor i bardzo ciekawy, również kwaśny smak. Torcik udekorowałam kandyzowanymi kumkwatami (przygotowałam je jak pomarańcze, ale pokroiłam na cieńsze plasterki i gotowałam zaledwie czterdzieści pięć minut), ziarenkami granatu (kontrast kolorystyczny mile widziany) i chrupiącymi okruszkami ciasteczek. 

Torcik wydaje się być pracochłonny, ale tak naprawdę poszczególne warstwy przygotowuje się szybko; najdłużej trwa tężenie całości. Smakował nam bardzo - niezbyt słodki, nieco kwaskowy nawet, delikatny i lekki. Ciężko mu się oprzeć, naprawdę...

Torcik cytrynowo-karmelowy z rokitnikiem


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

biszkopt:
  • 1 jajko
  • 35 g cukru
  • 30 g mąki pszennej
  • 10 g mąki ziemniaczanej
mus cytrynowy:
  • 65 ml soku z cytryny
  • 110 g cukru
  • 2 żółtka
  • 60 g miękkiego masła
  • 125 ml śmietany kremówki (38%)
dodatkowo:
  • 50 g ciasteczek amaretti
mus czekoladowy:
  • 90 g czekolady karmelowej
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
galaretka:
dekoracja:
Biszkopt:
Białka ubić na sztywną pianę. Pod koniec partiami dodawać cukier. Po jednym dodawać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Mąki przesiać do osobnej miski, wymieszać. Po łyżce dodawać do masy jajecznej.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Masę wyłożyć na blachę, delikatnie wyrównać wierzch.

Piec 10-15 minut w 160 st. C.
Wystudzić.

Mus cytrynowy:
Sok z cytryny zagotować z połową cukru. 
Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać gorący sok, cały czas miksując. Przelać masę do garnuszka, gotować, aż zgęstnieje do konsystencji budyniu. 
Przełożyć do miski, miksować przez około 10 minut, aż masa całkowicie wystygnie. Po kawałeczku dodawać miękkie masło, cały czas miksując. 
Kremówkę ubić na sztywno, dodać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

W formie ułożyć biszkopt, zapiąć obręcz. Wylać krem cytrynowy, posypać pokruszonymi amaretti. Schłodzić w lodówce.

50 ml kremówki zagotować. Zalać nią posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Ostudzić.
Pozostałą kremówkę ubić na sztywno, partiami dodawać do czekolady, delikatnie mieszając łyżką. Wyłożyć na mus cytrynowy, wyrównać wierzch. Schłodzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Konfiturę mocno podgrzać, zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę. Wymieszać. Wylać na mus czekoladowy, odstawić na noc do lodówki.

Tort przed podaniem udekorować ziarenkami granatu, kandyzowanymi kumkwatami i pokruszonymi amaretti.

Smacznego!


Taką piękną różę dostałam od C. Bez okazji; ot, tak sobie
Bardzo było mi miło.

wtorek, 12 stycznia 2016

Nie tylko od święta

Świat zasnuł gęsty płaszcz mgły. Za oknem mrugnęło światełko - to ktoś właśnie wrócił do domu. Nagie konary, wypuszczone w mglisty bezruch, są jedynym, co udaje mi się zobaczyć. 
Wbrew pozorom lubię taką aurę. Tajemnicza, magiczna, niepokojąca - zależnie od nastroju bądź ostatniej książki, którą przeczytałam. Z przyjemnością wychodzę z Ptysią na spacer; wśród setek odcieni szarości czujemy się jak zagubione duchy. Powrót do domu to sama przyjemność; ciepłe światło lampy jest nieocenione.

Na przekór tej dziwnej pogodzie mam dla Was radośnie czerwone ciasto. Przygotowałam je już jakiś miesiąc temu, na pracowniczą Wigilię dla C. Miało być świątecznie i pysznie; i wydaje mi się, że ten torcik spełnia oba te warunki. 
Delikatny biszkopt przełożony lekko kwaśnym dżemem i kremem z białej czekolady. Wierzch obłożyłam kremem maślanym i marcepanem, bo nie tylko chciałam spróbować przygotować świąteczną dekorację, ale taka jest dużo bezpieczniejsza przy podróżach na dalekie dystanse. Oczywiście, dekoracja jest opcjonalna; doskonale zdaję sobie sprawę, że na te świąteczne jest już za późno. Warto jednak przygotować środek - podobno smakował wspaniale. Sama spróbowałam tylko okruszków - i od razu zaczęłam żałować, że nie wybieram się na imprezę z C. Kwaśny dżem i słodki krem idealnie ze sobą współgrają. Oczywiście, dżem możecie wykorzystać dowolny; ja posiłkowałam się zapasami przygotowanymi w wakacje.

Świąteczny tort z bombką


Składniki:
(na formę o średnicy 18 cm)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 120 g cukru
  • 70 g mąki pszennej
  • 30 g mąki ziemniaczanej
  • 1,5 łyżeczki cynamonu
krem z białej czekolady:
  • 350 ml śmietany kremówki (38%)
  • 130 g białej czekolady
  • 2 listki żelatyny
dodatkowo:
krem maślany na bezie:
  • 165 g miękkiego masła
  • 2 białka
  • 130 g cukru
dekoracja:
  • kolorowy marcepan
  • złoty barwnik w proszku
  • cukrowe perełki
Biszkopt:
Białka ubić na sztywną pianę. Pod koniec partiami dodawać cukier. Po jednym dodawać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Mąki przesiać do osobnej miski, wymieszać z cynamonem. Po łyżce dodawać do masy jajecznej.

Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Masę wyłożyć do tortownicy, delikatnie wyrównać wierzch.

Piec 40-45 minut w 160 st. C.

Upieczony biszkopt wyjąć z piekarnika, zrzucić z wysokości 60 cm (w formie) na podłogę, wstawić z powrotem do lekko uchylonego piekarnika, wystudzić. Brzegi odkroić ostrym nożem, kiedy ciasto będzie już zupełnie ostudzone.
Przekroić w poziomie na 3 blaty.

Krem z białej czekolady:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
50 ml kremówki zagotować, zalać nią posiekaną czekoladę. Wymieszać aż do jej rozpuszczenia, ostudzić.
Pozostałą kremówkę ubić na sztywno, delikatnie wmieszać do masy czekoladowej. Odstawić.

Na paterze ułożyć pierwszy blat ciasta, założyć obręcz tortownicy. Posmarować połową dżemu, a następnie połową kremu. Przykryć drugim blatem, posmarować pozostałym dżemem, a następnie kremem. Na wierzchu ułożyć ostatni blat ciasta, delikatnie dociskając. 
Schłodzić w lodówce przynajmniej przez 1 godzinę. 

W tym czasie przygotować krem maślany.
Białka i cukier podgrzewać w kąpieli wodnej, cały czas mieszając, aż cukier całkowicie się rozpuści. Przelać do większej miski, ubijać, aż beza całkowicie wystygnie - około 10 minut. Dodawać po małym kawałeczku masła, miksując na najniższych  obrotach. Krem się zważy, a następnie przybierze pożądaną konsystencję.

Ciasto posmarować kremem maślanym. Schłodzić w lodówce przez 30 minut.
Udekorować marcepanem, cukrowymi perełkami i złotymi literkami.

Smacznego!

A tymczasem pora się zbierać; jeśli nic się nie wydarzy, czeka mnie naprawdę ekscytujący dzień!