Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chałki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chałki. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Koszyczek z ciasta drożdżowego

Wiadomo, jak jest - Święta cały rok trwać nie mogą. A szkoda. Dzisiaj trzeba było już wrócić do szarej (ach, jakże szarej! I zupełnie niewiosennej) rzeczywistości, która obejmuje pobudkę o szóstej trzydzieści. Uff... Lekko nie było. Na szczęście ten tydzień krótki, tak, żeby się człowiek nie zdążył za bardzo zmęczyć. 

Chciałabym Wam dzisiaj pokazać mój pierwszy chlebowy koszyczek - dosłownie. Został bowiem zapleciony z ciasta chałkowego, i muszę przyznać, że warto było się z nim pomęczyć. Miny gości - bezcenne!
Sprawa nie jest tak trudna, jak mogłoby się wydawać, ale jednak wymaga pewnych manualnych zdolności. Inspirację znalazłam na blogu Na miotle, stamtąd wzięłam przepis i ogólną ideę. Później po prostu starałam się, jak mogłam.
Jak zapleść koszyk, chyba każdy wie. Być może następnym razem pokuszę się o więcej detali i skupię się bardziej na wyglądzie - tym razem chciałam tylko, żeby wyglądał jak koszyk i żeby się nie rozpadł, co na szczęście się udało. Do pieczenia użyłam silikonowej formy na babkę - trochę za dużej, koszyk wyszedł przez to nieco niezgrabny. Ale przynajmniej nic mi się nie przykleiło... Najwięcej kłopotu sprawiło mi umocowanie rączki tak, żeby się nie chwiała i trzymała prosto. Można to zrobić wykałaczkami - ja użyłam skróconych patyczków do szaszłyków - są dłuższe i nieco grubsze. Mocowania zamaskowałam błękitnymi kokardami, które dodały całości uroku.

W koszyczku schowałam wydmuszki z ciastem czekoladowym.

Chlebowy koszyczek

Składniki:
(na spory koszyczek)
  • 680 g mąki orkiszowej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 300 ml letniej wody
  • 1 jajko
  • 55 g cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 60 ml oleju

dodatkowo:
  • 1 jajko
  • wykałaczki

Mąkę przesiać do dużej miski, po środku zrobić wgłębienie. Wkruszyć drożdże, zasypać 1 łyżeczką cukru i zalać 100 ml wody. Odstawić na 15-20 minut.
Po tym czasie dodać pozostałe składniki, wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Na blasze ułożyć żaroodporną miskę lub formę na babkę do góry dnem. Posmarować delikatnie olejem (nie trzeba, jeśli forma jest silikonowa). Z ciasta uformować kilka wałeczków; cztery ułożyć na formie, tak, żeby się przecinały na szczycie, a końce dotykały blachy. Kilka kolejnych ułożyć na okrągło, zaplatając je tak, jak się zaplata koszyk. Końcówki pierwszych wałeczków podwinąć.
Posmarować koszyczek roztrzepanym jajkiem.

Piec w 180 st. C. przez 20-25 minut, aż się ładnie zezłoci.
Ostudzić na formie.

Z pozostałego ciasta zapleść warkocz, który będzie rączką koszyczka. Ułożyć go na formie tak, żeby końce dotykały blachy.
Posmarować roztrzepanym jajkiem.

Piec w 180 st. C. przez 20 minut.
Ostudzić na formie.

Całkowicie ostudzony koszyczek ustawić na blacie, przypiąć rączkę wykałaczkami.

Smacznego!

Jak tam u Was pogoda? U nas obrzydliwie szaro, pochmurno i wietrznie. Brrr...

sobota, 8 listopada 2014

Jesienne chałki z dynią

Poszłyśmy dzisiaj po południu z Ptysią do parku. Wyszłyśmy z domu, jak jeszcze było szaro - cały dzień jakiś taki zamglony, typowo listopadowy. Tina buszowała w liściach, bardzo jej się ta zabawa podoba. Ja szłam za nią, i nie myślałam o niczym. Cieszyłam się chwilą całkowitego spokoju i rozluźnienia, kiedy nic nie musiałam, a wszystko mogłam. Bardzo miły to był spacer. Niestety, zaczęło mżyć, a pojedyncze krople szybko zmieniły się w solidną ulewę. Na szczęście jednak zdążyłyśmy wrócić do domu, i w cieple słuchałyśmy bębniącego o szyby deszczu. 

Na takie listopadowe, szare dni najlepsze są wypieki drożdżowe. Ich przygotowanie zajmuje nieco więcej czasu, którego mi na jesieni przybywa. Nie mam ochoty na długie spacery (a nawet jeśli, to i tak za bardzo się boję, że złapie mnie solidna ulewa daleko od domu), w ogóle najchętniej wcale bym nie wychodziła. Dużo czytam, oglądam zaległe seriale, czas płynie powoli, w jesiennym rytmie opadających z drzew liści. Zagniatanie ciasta drożdżowego, obserwowanie, jak wyrasta, a później pieczenie to cudowny rytuał. W domu pięknie pachnie, robi się jakoś tak przytulniej. Później siedzę na kanapie, owinięta w koc, na parapecie migocą płomienie świec, a ja zajadam się jeszcze ciepłym kawałeczkiem drożdżówki. Czy może być coś przyjemniejszego...?

Dzisiaj mam dla Was cudownie jesienną chałkę. Ma niesamowicie optymistyczny, intensywny kolor za sprawą dyni, pięknie pachnie pomarańczami. Jest lekko słodka, maślana, z chrupiącą, waniliową kruszonką. Idealnie nadaje się na śniadanie czy podwieczorek. Do kubka gorącej herbaty, kawy, a najlepiej kakao. Z bitą śmietaną. Ale to już czysta rozpusta...
Ja zrobiłam trzy mniejsze - jedną zjedliśmy na śniadanie, drugą C. zabrał do pracy, trzecia została dla mnie. Oczywiście można zapleść jedną, wtedy jednak trzeba odpowiednio wydłużyć czas pieczenia.

Razem ze mną chałki upiekły Mirabelka i Martynosia. Koniecznie zajrzyjcie, jakie cuda wyczarowały!

Chałki dyniowo-pomarańczowe

Składniki:
(na 3 małe chałki)
  • 500 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 150 ml letniego mleka
  • 40 g cukru pudru
  • 150 g dyniowego puree
  • 1 jajko
  • 50 g masła
  • skórka otarta z 1 pomarańczy

kruszonka:
  • 40 g mąki pszennej
  • 30 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 30 g zimnego masła

dodatkowo:
  • 3 łyżki mleka

Mąkę przesiać do dużej miski. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać 1 łyżeczkę cukru pudru i wlać 100 ml mleka. Odstawić na 15 minut.

Masło rozpuścić i przestudzić.
Do zaczynu dodać resztę mleka i cukru, puree dyniowe, jajko, masło i skórkę z pomarańczy. Wyrobić gładkie ciasto, odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 9 równych części. Z każdej uformować wałeczek, zapleść trzy chałki. Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić na 30 minut.

Mąkę przesiać z cukrem pudrem i cukrem waniliowym, wymieszać. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć w palcach na kruszonkę. 

Wyrośnięte chałki posmarować mlekiem, posypać kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez 30 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Do mojej kruszonki dałam trochę za dużo masła, dlatego wygląda, jak wygląda. Niemniej, smakuje rewelacyjnie - ja właśnie taką, z dużą ilością masła, lubię najbardziej. W przepisie nieco zmniejszyłam jego ilość, powinna więc wyjść bardziej kruszonkowa. Jej konsystencję bardzo łatwo regulować - wystarczy dodać nieco więcej mąki. A że wyjdzie jej trochę więcej...? Cóż, moim zdaniem kruszonki nigdy za wiele...

sobota, 30 sierpnia 2014

Chałka z mlekiem w proszku

Ostatnio najlepiej piecze mi się drożdżowe. Choć przy ciepłej, słonecznej pogodzie wyrastają najlepiej, to teraz wspaniale poprawiają humor. Bo czyż można być nieszczęśliwym, gdy z piekarnika wydobywa się niebiański zapach...? Kusi i wodzi za nosy, nie pozwalając się skupić na niczym innym. Chodzę wtedy wokół piekarnika, zaglądam przez szybkę uważając, żeby nie zakłócić przytulnego, cieplutkiego miejsca. Ciasto odwdzięcza się podwojeniem swojej objętości; rośnie delikatne i puszyste. I już tylko minuty dzielą mnie od wyjęcia go z piekarnika i ukrojenia pierwszego, jeszcze ciepłego kawałka. Do tego szklanka mleka, a najlepiej kakao, i już nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. No, może kogoś, kto będzie dzielił ze mną tę przyjemność.

Wiedziona nieodpartą ochotą na ponowne przeżycie tych wspaniałych chwil, postanowiłam upiec chałkę. Cudownie puchatą i mięciutką, koniecznie z kruszonką. Wyjęłam drożdże z lodówki i czekając, aż ogrzeją się do temperatury pokojowej, zastanawiałam się, jakby tą chałkę urozmaicić. Hmm... Może by tak mlekiem w proszku? Smakowałaby wtedy z pewnością zupełnie wyjątkowo! A do tego chrupiąca, intensywnie pachnąca orzechami kruszonka. O tak, to nie może się nie udać! 
Jednak zanim drożdże nadawały się do użycia, zmieniłam koncepcję. Chciałam mleczny smak chałki uwydatnić, nie stłumić orzechami. Przypomniałam sobie o mlecznej kruszonce, którą widziałam kiedyś na blogu Cukrowej Wróżki. Ona użyła jej do sernika, według mnie idealnie nadawała się do mojej chałki. Oj, nie pomyliłam się. Kruszonka sama w sobie smakuje wyśmienicie - słodko-mleczna, inaczej nie da się jej opisać. Jeśli lubicie smak mleka w proszku, zakochacie się w niej. Idealnie skomponowała się z ciastem drożdżowym
Mówię Wam, niebo w buzi!

Mleczna chałka z mleczną kruszonką

Składniki:
(na 1 chałkę)
  • 500 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 325 ml letniego mleka
  • 40 g cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 50 g masła
  • 3 łyżki mleka w proszku

kruszonka:
  • 20 g mąki pszennej
  • 20 g mleka w proszku
  • 15 g cukru
  • 30 g zimnego masła

dodatkowo:
  • 2 łyżki mleka

Mąkę przesiać do dużej miski, wymieszać z solą i mlekiem w proszku. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć do niego drożdże. Wsypać 1 łyżeczkę cukru, wlać 100 ml mleka i odstawić na 15 minut.
Po tym czasie do zaczynu dodać resztę cukru i mleka, zagnieść.
Masło rozpuścić i przestudzić, dodać do ciasta. Wyrobić, aż ciasto będzie gładkie i będzie odchodziło od miski (może się lekko kleić).
Odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.

Po tym czasie podzielić ciasto na 3 równe części. Z każdej uformować wałek, zapleść je w warkocz, końce podwijając pod spód.
Ułożyć chałkę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Odstawić na 30 minut do wyrośnięcia.

W tym czasie przygotować kruszonkę - wymieszać mąkę, mleko i cukier, dodać masło, posiekać, a następnie zagnieść.

Wyrośniętą chałkę posmarować mlekiem, posypać kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez 30 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Dzisiaj drugi, a jednocześnie ostatni dzień mojego ulubionego, średniowiecznego festiwalu. Pełna wrażeń po dniu wczorajszym, nie mogę doczekać się kolejnych. 
Więcej opowiem Wam w przyszłym tygodniu, jak już nieco ochłonę i będę to wszystko potrafiła ubrać w słowa.

niedziela, 8 czerwca 2014

Koncert życia. I chałka

Koncert był oszałamiający! Serio. Niesamowite doświadczenie.
Przed koncertem miałam lekkie obawy (głośna muzyka, mnóstwo ludzi i taka mała, zagubiona ja gdzieś po środku), ale okazało się, że były one kompletnie nieuzasadnione.
Przyjechaliśmy już po pierwszym zespole. Później były jeszcze trzy - troszkę przerażające, bardzo, bardzo głośne. Poza tym kiedy ktoś krzyczy do mikrofonu, a ja w głowę zachodzę, w jakim języku próbuje się ze mną porozumieć, to znaczy, że to nie do końca mój typ.
W przerwie wyszliśmy odpocząć. Gdy wróciliśmy po piętnastu minutach, nie było gdzie szpilki wsunąć. Takich tłumów dawno nie widziałam. Szok! Cudem więc jakimś udało nam się przecisnąć w pobliże sceny; znaleźliśmy, muszę przyznać, bardzo dogodną pozycję. 
Gdy na scenę wyszła Metallica... Tego huku nie da się po prostu opisać. Ci wszyscy ludzie, tak od siebie różni, zgodnie klaskali i śpiewali. Muzyka była fantastyczna - koncert jest częścią trasy Metallica by request, co oznacza, że kawałki został wybrane przez publiczność. Same najlepsze: One, Enter sandman, Nothing else matters, The unforgiven, Whiskey in the jar, St. Anger... Całe ciało wibrowało mi w rytm muzyki. Niesamowite przeżycie, ogromnie się cieszę, że udało nam się kupić bilety. Zdecydowanie warte były swojej ceny.

Miniony tydzień miałam bardzo zajęty; koncert, egzamin, jeszcze kilka pomniejszych spraw do załatwienia... Teraz tylko jeszcze w środę muszę stanąć na wysokości zadania, i znów będę mogła spędzać w kuchni więcej czasu. Uff... Dlatego dzisiaj mam dla Was coś dostosowanego do mojego tempa: szybkiego. Przepis znalazłam w Brød: 100 lækre opskrifter i od razu wiedziałam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Chałka jest mięciutka i puchata, cudownie chrupie mak między zębami. Lekko słodka za sprawą glazury, ale nada się też do wędliny. Trzeba tylko uważać, żeby się za mocno nie przypiekła - miejcie ją na oku. Jeśli tak jak ja nie macie zbyt dużo czasu - koniecznie wypróbujcie ten przepis.

Szybka chałka z makiem

Składniki:
(na 1 niewielką chałkę)
  • 300 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżki mleka w proszku
  • 1,25 łyżki cukru
  • 15 g świeżych drożdży
  • 175 ml wody
  • 2 łyżki oleju
  • 2 łyżki suchego maku

dodatkowo:
  • 1 żółtko
  • 1 łyżka mleka
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 łyżka suchego maku

Mąkę przesiać do dużej miski, wymieszać z solą i mlekiem w proszku. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże, zasypać cukrem. Wlać 1/3 wody, odstawić na 15 minut.
Po tym czasie dodać resztę wody i olej, zagnieść gładkie ciasto.
Odstawić na 2 minuty, dodać mak, dokładnie wgnieść w ciasto.

Ciasto podzielić na 3 równe części, z każdej uformować wałeczek długości 25-30 cm. Zapleść chałkę. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, odstawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.

Żółtko roztrzepać z mlekiem, dodać cukier puder, wymieszać. Glazurą posmarować chałkę, posypać makiem.

Piec w 200 st. C. przez 30 minut.
Jeśli chałka za szybko zbrązowieje, przykryć folią.

Ostudzić na kratce.

Smacznego!

A teraz już będę musiała się w sobie zebrać - zaraz jedziemy do rodziców C. W Danii Dzień Ojca obchodzi się nieco wcześniej, bo piątego czerwca, i właśnie dzisiaj spotykamy się z tej okazji. Będzie miło.

piątek, 7 lutego 2014

Kokosowa chałka - żeby było inaczej

C. prawie zaspał dzisiaj do pracy. W sumie to nie prawie, tylko zaspał, a obudził się tylko dzięki mnie i mojemu budzikowi, ustawionemu na 7:10. Mam nadzieję, że się nie spóźnił, a przynajmniej nie bardzo...
Nie winię chłopaka - od rana deszcz stuka o szyby i parapety, świat obleczony szarością nie zachęca do wychodzenia z domu. Ba! Do wychodzenia z łóżka nawet. Gdyby nie to, że o 11:30 mam spotkanie, to pewnie do teraz siedziałabym pod kołdrą z Ptysią przy boku. Być może z kubkiem gorącej herbaty na stoliku i książką w rękach, albo po prostu patrząc przez okno na sino-szare niebo... 

Na poprawę zachmurzonych nastrojów mam dla Was pyszną kokosową chałkę. Dużą, taką rodzinną. Obłędnie pyszną.
C. uwielbia kokos, i pomyślałam sobie, że taka kokosowa chałka mu zasmakuje. Nie pomyliłam się. Ja zresztą też się w niej zakochałam już w momencie, gdy poczułam ten cudny zapach z piekarnika.
Chałka jest na mleku kokosowym, z wiórkami kokosowymi na wierzchu, które podczas pieczenia nabierają apetycznie złotego koloru. Wybornie smakuje na przykład z dżemem truskawkowym, albo nutellą. A z żółtym serem stanowi połączenie niezwykle ciekawe - nam smakowało.
Taka chałka to idealna propozycja na rodzinne, weekendowe śniadanie. Myślę, że dzieci byłyby zachwycone!

Chałka kokosowa

Składniki:
(na dużą chałkę)
  • 650 g mąki pszennej
  • 400 ml mleka kokosowego
  • 25 g świeżych drożdży
  • 50 g cukru
  • 2 łyżki wody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko
  • 45 g masła

dodatkowo:
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mleka
  • 50 g wiórków kokosowych

Drożdże pokruszyć do miseczki, dodać 1 łyżeczkę cukru i wodę, wymieszać. Dodać 2 łyżki mąki, połączyć. Odstawić na 15 minut.

Do dużej miski przesiać mąkę, wymieszać z solą i resztą cukru. Wlać zaczyn i mleko kokosowe, wbić jajko. Zagnieść ciasto.
Masło rozpuścić i przestudzić, dodać do ciasta. Wyrobić gładkie, nieco luźne ciasto.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Po tym czasie ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, podzielić na trzy równe części. Z każdej uformować wałeczek długości około 40 cm, zapleść warkocz. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do wyrośnięcia na 30-45 minut.

Chałkę posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem, posypać wiórkami kokosowymi.

Piec w 190 st. C. przez 30-40 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

A od jutra zaczynamy przygotowania do Walentynek - czas najwyższy pomyśleć o słodkościach na ten słodko/kiczowato (niepotrzebne skreślić) różowy dzień.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Chałka inna niż wszystkie

Nie mam coś ostatnio weny na pisanie. Po pierwsze - miałam niezwykle intensywny weekend i jego okolice - w końcu zobaczyłam nową dzidzię Karoli - absolutnie przecudowną, rozkoszną, maleńką Natalkę; sporo jeździłam w te i z powrotem, bo nam z C. wybitnie nie pasowały godziny pracy; a wreszcie spędziłam trochę czasu pracując. 
Po drugie - świeci słońce. Co prawda oszukuje na całego, bo wychodząc na dwór nie spodziewam się zimnych podmuchów, ale niech tam - przez szybę grzeje wspaniale i dodaje mi energii. Tyle, że mam chęć zużywać ją na coś zupełnie innego niż pisanie na blogu - raczej czytam, szczelnie owinięta szalem (mimo wszystko) wychodzę na dłuższe spacery z Ptysią, mam ochotę się z kimś spotkać, gdzieś pójść - po prostu cieszyć się tymi chłodnymi jeszcze, ale wyjątkowo słonecznymi dniami. Dlatego najbliższe wpisy będą raczej krótsze niż dłuższe, ale obiecuję, że nie mniej smakowite, niż zwykle.

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam chałkę, którą upiekłam już jakiś czas temu (mam jeszcze kilka zaległych przepisów, dlatego od czasu do czasu będzie jeszcze nie aż tak wiosennie, jakbym chciała). Tak naprawdę jest to zaprzeczenie definicji chałki: zamiast masła - oliwa, zamiast kruszonki - sól. Hmpf... Moi drodzy - upiekłam chałkę wytrawną! 
Zagniatając ciasto, planowałam bułeczki. Ale później przypomniałam sobie, jak bardzo podoba mi się kształt chałki, całe to zaplatanie, a później krojenie równiutkich kromek. Nie zastanawiając się wiele, wcieliłam swoją zachciankę w życie. I wiecie co? Wyszła pierwszorzędna chałka śniadaniowa. Na drugi dzień pyszna w formie tostów, niekoniecznie z truskawkami (choć myślę, że też byłoby w porządku). Jestem z niej bardzo zadowolona - może upieczecie taką na leniwe, długoweekendowe śniadanie...?

Co do śmiesznej powierzchni chałki - sól na drugi dzień jakby wtapia się w ciasto, tworząc takie właśnie zabawne bąbelki. Nie miałam czasu sfotografować chałki w dzień pieczenia, więc wygląda, jak wygląda.

Wytrawna chałka na oliwie


Składniki:
(na 1 sporą chałkę)
  • 500 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 125 ml letniego mleka
  • 125 ml letniej wody
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 50 ml oliwy z oliwek

dodatkowo:
  • 1 jajko
  • 10 g gruboziarnistej soli

Mąkę przesiać do miski. Zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Dodać cukier, zalać połową mleka wymieszanego z wodą i odstawić na 15 minut.
Po tym czasie do zaczynu dodać resztę mleka z wodą, sól i jajko, zagnieść. Wlać oliwę, wyrobić gładkie, nielepiące się ciasto. Uformować kulę i odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.

Po tym czasie ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, podzielić na 3 części. Z każdej uformować wałeczek, grubszy po środku i zwężający się na końcach. Zapleść chałkę, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do wyrośnięcia na 20-30 minut.

Po tym czasie chałkę posmarować roztrzepanym jajkiem, posypać solą.

Piec w 180 st. C. przez 30-40 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Chałki nie ma już dawno, a mi się właśnie zachciało jeść... Też tak macie, że pisząc, czytając lub słuchając o jedzeniu, robicie się głodni...? 

środa, 17 kwietnia 2013

Trzy po trzy, czyli cytrynowe gotowanie

Kiedy w propozycjach gotowania na kwiecień przeczytałam o nowej zabawie, aż zaświeciły mi się się oczka. Maggie wymyśliła, żeby każdego miesiąca podawać trzy składniki, z udziałem których będziemy musieli coś ugotować lub upiec. Takie zadania poruszają kulinarną wyobraźnię, zmuszają do pewnej kreatywności - i mi się to ogromnie podoba!
Gdy zobaczyłam, że w tym miesiącu obowiązkowymi składnikami są jajka, cytryny i mak, przed oczami zaczęły mi przelatywać obrazy pełne cytrynowych pyszności.
Najpierw klasyczne cytrynowe muffinki z makiem - piekł je chyba każdy, nikt nie potrafi im się oprzeć - pięknie pachną, są delikatne i urocze z ciemnymi kropeczkami. Hmpf... To jednak nie to, co mi się marzy.
Później pomyślałam o krajance cytrynowej, na makowym spodzie. To już bardziej oryginalne, ciekawsze. I w sumie bliska byłam wykonania takiego ciasta, ale... Padło jednak na coś zupełnie innego.

Kwiecień w tym roku jest dziwny, taki zimowo-wiosenny (póki co z przewagą zimy, ale miejmy nadzieję, że druga połowa będzie zdecydowanie cieplejsza), więc i moje ciasto łączy w sobie te dwie pory roku. Jest cytrynowo świeże, pachnie obłędnie cytrusami; i jest na drożdżach, a wyrabianie ciasta drożdżowego, czekanie, aż urośnie, a później jego pieczenie, kojarzy mi się zdecydowanie z długimi, ciemnymi wieczorami. Znalazłam przepis na chałkę w Scandilicious baking Signe Johansen, i już dawno chciałam ją przygotować. Dodałam skórkę z cytryny i sok cytrynowy do glazury, całość posypałam makiem - idealnie dopasowała się do wymagań jej postawionych. Wyszła pyszna - puszysta, aromatyczna, z przyjemnie chrupiącym między zębami makiem. Zajadaliśmy się nią w weekendowe śniadanie - pycha!

Wyzwanie podjęli również: MaggieMirabelkaWieraPatisonSiankoo oraz Wojciech. Ogromnie jestem ciekawa, co przygotowały dziewczyny, koniecznie do nich zajrzyjcie!

Cytrynowa chałka z makiem


Składniki:
(na 1 sporą chałkę)
  • 500 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 50 g cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 250 ml letniego mleka
  • 1 jajko
  • 50 g masła
  • skórka otarta z 1 cytryny

dodatkowo:
  • 1 żółtko
  • sok z 1/2 cytryny
  • 10 g maku

Mąkę przesiać do miski, wymieszać z solą. Zrobić po środku wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać 1 łyżeczkę cukru, zalać połową mleka i odstawić na 15 minut.
Po tym czasie do zaczynu wlać resztę mleka, dodać pozostały cukier, wbić jajko i zagnieść ciasto. Dodać rozpuszczone i przestudzone masło oraz skórkę otartą z cytryny, wyrobić gładkie ciasto (może się delikatnie lepić - w razie potrzeby lekko podsypać mąką w czasie wyrabiania).
Z ciasta uformować kulę, umieścić w lekko natłuszczonej misce i odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, podzielić na trzy równe części. Z każdej uformować wałek o średnicy 3-5 cm. Zapleść warkocz, końce podwijając pod spód. Chałkę ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstawić do wyrośnięcia na 20-30 minut.

Wyrośniętą chałkę posmarować żółtkiem roztrzepanym z sokiem z cytryny, posypać makiem.

Piec w 200 st. C. przez 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 180 st. C. i piec 30-35 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


Jeśli upieczecie są tę chałkę (albo jakąkolwiek inną) i jakimś cudem nie uda Wam się jej całej pochłonąć, póki jest świeża i pyszna, zajrzyjcie do mnie koniecznie jutro - pokażę Wam, jak dać chałce drugie życie. Bardzo smakowite życie...

wtorek, 19 marca 2013

Ale chała...

Pisałam Wam o śniegu i powrocie zimy, prawda? Otóż, tamten śnieżek to pikuś. Takie nic. Bo teraz leży niezwykle gruba, puchata, biała pierzyna, która bardzo zimowo skrzypi pod stopami. Ptysia jest w siódmym niebie za każdym razem, gdy wychodzimy na spacer - daje nura w śnieg i prycha, rozbryzgując fontanny śnieżnych gwiazdeczek. Wczoraj wpadła w zaspę, nos wcisnęła najgłębiej, jak się dało, i wystawał tylko merdający, cieszący się ogon. Wyobrażam sobie, że dla postronnego obserwatora musiało wyglądać to co najmniej zabawnie - wyprowadzałam na spacer na smyczy zaspę, w dodatku z ogonem! 

Po spacerze Ptysia układa się na oparciu kanapy, ale podrywa się błyskawicznie, kiedy siadam obok, z talerzykiem i kubkiem. Kubek jest średnio interesujący - herbata dla psy nie kwalifikuje się jako rarytas, ani nawet jedzenie. Za to ten talerzyk... Bo na nim kawałek chałki, którą upiekłam poprzedniego wieczoru. Zapach z piekarnika unosił się obłędny, jeszcze dużo później, kiedy chałka była już całkowicie ostygnięta. Gdy zagniotłam ciasto i odstawiłam w ciepłe miejsce, rosło jak szalone. Później uformowałam raczej mniej niż bardziej zgrabną chałkę, przykryłam ściereczką, i po 20 minutach miałam niespodziankę - w miejscu mojej chałeczki pojawiła się bowiem gigantyczna chała! I wyobraźcie sobie, że w czasie pieczenia urosła jeszcze bardziej... Efekt powalił mnie na kolana - obłędnie puchata, delikatna, maślana w smaku. Ze słodką, chrupiącą kruszonką. Piękna. Idealna!
Przepis podpatrzyłam u Shinju - zachwalała ją wszem i wobec, i muszę przyznać, że miała absolutną rację. Chałka jest wyśmienita, znikała w zastraszającym wręcz tempie. Shinju swoją upiekła w keksówce, ja postanowiłam zaryzykować i zostawić ją do wyrośnięcia na blasze - efekt widać na zdjęciach. Nie rozjechała się, tylko zachowała formę. Bardzo z niej dumna jestem...
Jeśli nigdy nie piekliście chałki - ten przepis idealny jest na debiut. A jeśli piekliście i lubicie - spróbujcie i tak. Gwarantuję pełnię zadowolenia.

Chałka ta ma jeszcze jedną ogromną zaletę, jeśli również blogujecie - jest nieprzyzwoicie wręcz fotogeniczna! Nawet mi się udało zrobić jej zdjęcia, na których wygląda apetycznie, a to już przecież coś...

Chałka z kruszonką


Składniki:
(na 1 sporą chałkę)
  • 500 g mąki pszennej
  • 24 g świeżych drożdży
  • 180 ml letniego mleka
  • 55 g cukru
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 100 g masła
  • 1/4 łyżeczki soli

kruszonka:
  • 25 g zimnego masła
  • 40 g mąki pszennej
  • 25 g cukru

dodatkowo:
  • 1 białko

W miseczce dokładnie rozetrzeć drożdże z 1 łyżką cukru, dodać 1 łyżkę mąki i połowę mleka. Odstawić na 15 minut w ciepłe miejsce.
Do dużej miski przesiać mąkę, wymieszać z solą i cukrem. Dodać wyrośnięty zaczyn, jajko i żółtko, zagnieść. Wlać rozpuszczone i przestudzone masło, wyrobić gładkie, nielepiące ciasto. Odstawić na 1-1,5 godziny w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz szybko zagnieść, podzielić na 3 części. Z każdej uformować dość długi wałeczek, skleić ze sobą po jednym końcu każdego wałeczka, zapleść z nich warkocz. Skleić końcówki, podwinąć oba końce pod spód. 
Ułożyć chałkę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, odstawić na 20-30 minut do wyrośnięcia.

Masło na kruszonkę rozterzeć palcami z cukrem i mąkę. Kruszonka powinna mieć grudkowatą konsystencję.

Wyrośniętą chałkę posmarować roztrzepanym białkiem, posypać kruszonką.

Piec 30 minut w 190 st. C.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Oczywiście nie obyło się bez przygód - kiedy miałam już wszystko przygotowane do pieczenia, okazało się, że wszystko nie zawiera w sobie wystarczającej ilości mąki... W pierwszym odruchu chciałam sobie odpuścić, ale... Raz się żyje, chałka być musi. Nie żałuję wycieczki do sklepu, ta chałka jest warta bowiem każdego poświęcenia!