Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grejpfrut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grejpfrut. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 czerwca 2015

Orzeźwiający grejpfrut z truskawką

Jestem herbatoholiczką, i się tego nie wstydzę. Co więcej - udało mi się zarazić C., i oboje nie wyobrażamy sobie dnia bez przynajmniej dwóch dzbanków herbaty. Mamy swoje ulubione typy, ale pozwalamy sobie również na odstępstwa, a nawet drobne ekstrawagancje. W mojej (właściwie to C. dostał ją na urodziny, ale ciii) ślicznej herbacianej puszce zawsze znajduje się przynajmniej po jednym typie herbaty czarnej, białej, zielonej i owocowej. Z reguły więcej. Ostatnim pysznym odkryciem jest czarna herbata z mango i zielona z cytrynowym makaronikiem (seria Liptona, w której były też jagodowe muffiny czy truskawkowe babeczki). Szaleję za herbatami białymi - są takie delikatne i eleganckie. Owocowe kupuję na potęgę; kiedy tylko zobaczę coś nowego, nie potrafię sobie odmówić, choć puszka przecież pęka w szwach. Zdarza się, że nam czegoś w domu zabraknie, czasem nawet mąki czy jajek, ale herbaty - nigdy.

Gdy poznałam C., był typowym kawoszem. Ekspres zajmował honorowe miejsce w kuchni (nadal zresztą zajmuje), a na mnie patrzył z politowaniem twierdząc, że herbatę piją tylko ludzie chorzy. Zajęło mi to kilka miesięcy, ale w końcu przekonałam go do herbaty. W końcu, z równym mojemu ożywieniem, wybierał nowy dzbanek (stanęło na pękatym, w intensywnie limonkowym, tudzież zielono-jabłuszkowym, kolorze). Kawę zaparzamy najczęściej, jak mamy gości; czasem do ciasta, ale naprawdę bardzo, bardzo rzadko. Latem robię kawę mrożoną, ze słodkimi syropami - pycha. Jak już się zrobi ciepło (wierzę w to z całego serca) mam zamiar zacząć eksperymentować z mrożonymi herbatami; już nawet mam kilka pomysłów. Póki co jednak, pogoda zachęca zdecydowanie do picia jej na gorąco...

Na przekór, po herbacianym wstępie, mam dla Was koktajl idealnie gaszący pragnienie. Gdy tylko zobaczyłam to połączenie na blogu Moja galeria smaku wiedziałam, że niedługo po nie sięgnę. Nastał ciepły dzień, miałam w domu i truskawki, i grejpfruta, szybciutko więc wszystko razem zmiksowałam. Imbiru mi zabrakło, ale jakbym miała, dodałabym z pewnością. W innym zestawieniu Gosia proponuje dodatek mięty - połączenie z pewnością warte wypróbowania.
Póki co - słodkie truskawki z gorzkawym grejpfrutem. Duet doskonały - według mnie; oba te owoce uwielbiam, a ich połączenie jest naprawdę niezwykłe. Idealnie orzeźwiające, no i wygląda po prostu pięknie. Spróbujcie koniecznie, jeśli za oknami świeci słonko.

Koktajl truskawkowo-grejpfrutowy

Składniki:
(na 1 porcję)
  • 150 g truskawek
  • sok z 1 różowego grejpfruta
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

Truskawki umyć, odszypułkować. Zmiksowć blenderem na gładką masę, wymieszać z sokiem i ekstraktem. Podawać schłodzone.

Smacznego!

W ogóle zewsząd kuszą mnie lody, letnie ciasta na zimno i orzeźwiające napoje, a ja mam ochotę na gorącą herbatę, rozgrzewające zupy i sycące curry. Za oknami raczej jesień niż wiosna, o lecie nawet nie wspominając... A wakacje tuż za progiem!
Co robić...?

piątek, 29 maja 2015

Czy dżem może być romantyczny...? Konfitura z lilaka

Z przykrością stwierdzam, że ten piątek to zdecydowanie nie mój dzień. Autko niestety odmówiło współpracy na dobre, i dopiero w poniedziałek będę je mogła odebrać. W związku z tym wcześnie rano odbyłam czterogodzinną wycieczkę czterema autobusami tylko po to, by usłyszeć nie z nikła szansą na być może. Jakby tego było mało, okazało się, że zapomniałam klucza, a C. ma bardzo zajęty i bardzo długi dzień w pracy. Na szczęście właściciel nie mieszka bardzo daleko, więc wybrałam się na dłuższy spacer po zapasowy klucz, a później na kolejny, żeby rzeczony klucz oddać. Oczywiście, pogoda nie nastraja pozytywnie, za to wytrwale zalewa nad dużymi ilościami zimnej wody... Uch, niech już się ten piątek skończy. 

Robiliście kiedyś konfiturę z płatków róży? Ja nie, ale mam zamiar spróbować w tym roku (może uda mi się kwitnienia róż nie przegapić). Już teraz jednak uzupełniłam spiżarkę o niewielki zapas konfitury z lilaka. Tak, tak, z jego drobnych, fioletowych kwiatków można przygotować niesamowicie aromatyczne przetwory. Przepis znalazłam na blogu Skumbrie w tomacie, i od razu mnie oczarował. Kolor bowiem gotowej konfitury jest niesamowity, a zapach... Wiadomo - bzów.
Jest czasochłonna - skubanie kwiatków zajmuje sporo czasu, stąd u mnie tylko taka mała porcyjka (może zrobię jeszcze jedną, kto wie...?), jednak efekt jest rewelacyjny, i zdecydowanie wart poświęconego czasu. Spójrzcie tylko na ten słoiczek - czyż nie wygląda fenomenalnie...? Poza tym przy produkcji można zaobserwować czystą kuchenną magię, gdy syrop po dodaniu soku z grejpfruta z dziwniezielonego zmienia się w piękny róż. Obłęd! Już dla tego efektu warto spędzić chwilę w kuchni na obrywaniu kwiatków.
Skusicie się...?

Konfitura z lilaka


Składniki:
(na 2 małe słoiczki)

napar:
  • 350 ml kwiatów bzu lilaka (kwiatki w całości, bez zielonych części)
  • 300 ml wrzątku
dodatkowo:
  • 400 ml kwiatów bzu lilaka (kwiatki w całości, bez zielonych części)
  • 200 g cukru
  • sok z 1 czerwonego grejpfruta
  • 1,5 łyżki pektyny
Kwiatki na napar zalać wrzątkiem, odstawić pod przykryciem na minimum 12 godzin.

Następnego dnia napar odcedzić, kwiatki odcisnąć, wyrzucić. Dodać cukier i pektyny, gotować przez 15 minut. Po tym czasie dodać sok z grejpfruta i pozostałe kwiatki, gotować jeszcze 3-5 minut.

Przełożyć do czystych słoiczków, mocno zakręcić, ustawić do góry dnem do wystudzenia. 

Smacznego!


W oryginale był to dżem, mi jednak do lilaka bardziej pasuje romantyczna konfitura...

poniedziałek, 27 października 2014

Bardzo prosty deser, czyli pieczony grejpfrut

Kiedy siedzę sama w domu, czytam albo oglądam serial, często mam ochotę na coś słodkiego. Albo słonego. Generalnie, na jakąś przekąskę, która umili mi czas i zajmie ręce. Staram się jednak nie podjadać za dużo, bo wiadomo, czym to się kończy. Szukam więc alternatyw dla kupnych, kalorycznych słodyczy albo chipsów. Ostatnio, robiąc zakupy, w oczy wpadł mi dorodny, różowy grejpfrut. Wrzuciłam go do koszyka bez wahania - przepadam wręcz za tym jego specyficznym, lekko gorzkawym smakiem. Najczęściej wyjadam miąższ łyżeczką po przekrojeniu owocu na pół; jeśli jest bardzo kwaśno-gorzki, posypuję odrobiną cukru. Mmm... Uwielbiam.
Ostatnio jednak chciałam sobie grejpfruta urozmaicić, i postanowiłam go upiec. Posypałam cukrem, ułożyłam odrobinę masła, dodałam nieco przyprawy do piernika, bo pomyślałam, że to może być ciekawe połączenie. I wiecie co? Nie pomyliłam się. 
Upieczony grejpfrut stracił dużą część ze swojej goryczki, był bardzo soczysty (uwaga, pryska przy jedzeniu!) i delikatnie pachniał przyprawami. Cukier się lekko skarmelizował, i całość smakowała wybornie.

Choć, szczerze mówiąc, jednak wolę surowego. Tutaj stracił nieco swój charakterystyczny rys... Niemniej, jeśli ktoś za grejpfrutami na surowo nie przepada, jest duża szansa, że przekona się do pieczonych. Warto spróbować.

Pieczony grejpfrut

Składniki:
(na 1 porcję)
  • 1 różowy grejpfrut
  • 1 łyżeczka masła
  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • 1/4 łyżeczki przyprawy do piernika

Owoc przekroić na pół, ułożyć na blasze skórką do dołu. Na wierzch położyć masło, posypać cukrem i przyprawą do piernika.

Piec w 200 st. C. pod grillem przez 5-8 minut.
Podawać natychmiast.

Smacznego!

A teraz najwyższy czas się zabrać za pozostałe z weekendu zadania domowe... Czuję się, jakbym znowu miała piętnaście lat.

środa, 23 kwietnia 2014

Babka grejpfrutowa z różowym pieprzem - zupełnie wyjątkowa

Zawsze myślałam, że nie mam ręki do babek i ciast ucieranych, czym często się zresztą na blogu skarżyłam. Poza chwilami, kiedy bardzo chciałam takie upiec, nie doskwierało mi to jednak tak bardzo, jak można sobie wyobrazić - nigdy nie byłam wielką fanką ciast ucieranych, które wydawały mi się suche, nudne, bez wyrazu. Takie jakieś... Zwykłe
Tegoroczna Wielkanoc zmieniła moje podejście do sprawy o sto osiemdziesiąt stopni. Pokochałam babki, a one polubiły mnie.

Zaczęło się od tego, że nie miałam czasu na wymyślne serniki czy inne cuda. Zrobiłam jedną paschę, i to wszystko. Chciałam jednak trochę w wielkanocnym klimacie popiec, stwierdziłam więc, że będą babki. Bez nich bowiem chyba nikt sobie Wielkanocy wyobrazić nie potrafi...
Na początku podchodziłam do nich ostrożnie, uważnie wybierałam przepisy. W sumie upiekłam cztery, w tym jedną dwa razy, bo taka dobra wyszła. I wiem, że na tym nie poprzestanę. Będę robić babki cały rok - są bowiem wyjątkowo wdzięczne i pyszne. I wcale nie nudne - wystarczy połączyć ze sobą jeden czy dwa składniki, i wychodzi pyszne, puszyste, delikatne ciasto o intrygującym smaku.
Moim faworytem póki co pozostaje babka marchewkowa - ależ to było dobre! - jednak ta, którą zaprezentuję dzisiaj, również zrobiła niemałą furorę. Zabrałam ją do Polski, w ramach przekąski na drogę. Jechaliśmy w nocy, jeść nie było kiedy, wylądowała więc na stole u Rodziców w ramach deseru. Wszyscy, czyli sześć sztuk ludzkich i dwie psie, zajadały się nią z przyjemnością. Jest mięciutka i pachnąca, słodka, z intrygującą nutą grejpfruta i... Pieprzu! Tak - pieprzu różowego, dużo delikatniejszego niż czarny, ale w cieście nadaje on pożądanej ostrości. Smakuje wybornie - musicie tego spróbować.

Przepis znalazłam na blogu Wypiecz wymaluj. W oryginale babka jest cytrynowo-imbirowa z białym pieprzem, ja zrobiłam z grejpfrutem, który sobie leżał grzecznie w zielonej misce. Do tego różowy pieprz, który pasuje i kolorystycznie, i smakowo. Zmniejszyłam proporcje, dodałam więcej płynów niż w oryginale, a także odrobinę mąki ziemniaczanej - babka nie jest piaskowa, ale delikatniejsza i lżejsza. Maślankę zamieniłam na creme fraiche, które czekało w lodówce na wykorzystanie. Nam - wszystkim - smakowała bardzo.

Grejpfrutowa babka z różowym pieprzem

Składniki:
(na formę do babki o pojemności 1,5-2 l)
  • 300 g mąki pszennej
  • 40 g mąki ziemniaczanej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ziaren różowego pieprzu
  • 160 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 3 jajka
  • 150 g creme fraiche (18%)
  • skórka otarta z 1 różowego grejpfruta
  • 2 łyżki soku z różowego grejpfruta

lukier:
  • 100 g cukru pudru
  • 3 łyżki soku z różowego grejpfruta

Mąki przesiać, wymieszać z sodą, proszkiem i zmielonym pieprzem.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Następnie na zmianę dodawać śmietanę i mąkę, miksując tylko do połączenia składników. Na końcu dodać sok z skórkę z grejpfruta, wymieszać.

Masę przełożyć do formy wysmarowanej masłem i wysypanej mąką, wyrównać powierzchnię.

Piec w 180 st. C. przez 55-65 minut.
Przestudzić, wyjąć z formy, ostudzić całkowicie.

Cukier puder przesiać, utrzeć z sokiem. Polać lukrem babkę, odstawić do zastygnięcia.

Smacznego!

Pogoda - odpukać - nawet w Danii jest na poziomie - słono świeci, lekki wietrzyk jest przyjemnie ciepły, białe obłoczki w niewielkich ilościach płyną sobie po niebie... Wiosna na całego!

Babki Wielkanocne 2015

czwartek, 14 lipca 2011

Dla dziewczynki - na różowo

Oj, zdążyłam się już za sernikiem stęsknić. Nie było go u mnie całe wieki (to znaczy miesiąc...), więc kiedy tylko zdałam sobie z tego sprawę, nie myślałam o niczym innym, jak o nadrobieniu zaległości. Ostatnio nam zasmakował sernik na zimno, postanowiłam więc sprawdzić, czy to tylko jednorazowa uciecha, czy kolejny sprawi nam tyle samo przyjemności.
Sięgnęłam po przepis na cytrynowy sernik z gazetki Pieczenie jest proste, nr 1/2010. Tyle, że w lodówce zalegały trzy grejpfruty, które wołały o wykorzystanie. Ponieważ grejpfruty uwielbiam, nie zastanawiałam się długo, i cytrynową galaretkę z oryginalnej receptury zastąpiłam samodzielnie wykonaną właśnie z tych gorzkawych, różowych owoców. Kiedy ciasto wjechało na stół, okazało się, że D. za grejpfrutami nie przepada, a Szanowny Brat ich nie znosi, ale nie stanęło to na przeszkodzie, żeby pochłonęli całość (z moją skromną pomocą) w dwa dni. A ja się cieszyłam, bo mogłam wyjadać galaretkę z porcji SB, która bardzo mi smakowała. 

W masie serowej, która ma rozkosznie różowawy kolor, smak grejpfruta jest tylko delikatnie wyczuwalny, natomiast galaretka to kwintesencja grejpfutowości. Nie ma tam nic poza sokiem, cukrem, odrobiną wody i żelatyną. Jeśli jesteście tak samo zwariowani na punkcie tych cytrusów, jak ja, z pewnością Wam posmakuje. Jeśli za nimi nie przepadacie - proponuję sernik zmienić w pomarańczowy, zmniejszając przy tym nieco ilość cukru. W takiej czy innej wersji - z pewnością będzie pyszny. Bo serniki na zimno są dobre. Serio!

Grejpfrutowy sernik na zimno



Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 125 g ciastek digestive
  • 65 g masła

masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 250 g śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 opakowanie galaretki grejpfrutowej
  • 1 łyżka żelatyny
  • 60 g cukru
  • 250 ml ciepłej wody

galaretka:
  • 250 ml soku z grejpfrutów (3 owoce)
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki żelatyny
  • 50 ml gorącej wody

Masło rozpuścić i przestudzić. Ciastka pokruszyć na miazgę, wymieszać dokłądnie z masłem.
Spód tortownicy wyłożyć papierem do piecznia. Wyłożyć masę ciasteczkową, dociskając dłonią lub wypukłą częścią łyżki.

Schłodzić w lodówce przez 20 minut.
Następnie podpiec w 180 st. przez 15 minut.
Wystudzić.

Galaretkę z żelatyną i cukrem rozpuścić w ciepłej wodzie. Odstawić do ostudzenia.
Kremówkę ubić na sztywno.
Serek z cukrem waniliowym i sokiem z cytryny zmiksować na puszystą masę. Wmiksować schłodzoną galaretkę. Dodać kremówkę, wymieszać łyżką na gładką masę.

Masę serową przełożyć na ostudzony spód. 
Schłodzić w lodówce przez 2 godziny.

Żelatynę na galaretkę zalać gorącą wodą, wsypać cukier i wymieszać aż do całkowitego rozpuszczenia. Przestudzić, wymieszać z sokiem owocowym. Kiedy zacznie gęstnieć, wylać na sernik. Schłodzić przez 2-3 godziny, do całkowitego stężenia.

Smacznego!

Hmm... Pada. A ja muszę wyjść i jechać do pracy rowerem. Nie chce mi się... 
Przedtem muszę wyprowadzić psę na spacer. Jej nie chce się jeszcze bardziej niż mi.
Ale to nic. Od czego są czerwone kalosze, na widok których nie można się nie uśmiechnąć...?

Ja się uśmiecham przez krople deszczu i myślę o tym, że nawet chmurom kiedyś woda się skończy.