Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta bez pieczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta bez pieczenia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 października 2017

Kawa z whisky. Sernik

Chwilę musiałam się zastanowić, z jakiej okazji mieliśmy ostatnio gości. Nie dlatego, że miewamy ich tak często; wręcz przeciwnie. Po pierwsze, było to już jakiś czas temu; po drugie, okazja miała miejsce ósmego września, więc niemal wszyscy (ze mną na czele) zdążyli już o niej zapomnieć.

Otóż, moi drodzy, znowu miałam urodziny. 
Brzmi to, jakby fakt ten zaskoczył mnie niepomiernie; i tak jest w rzeczywistości. Nie chodzi mi o same urodziny; w końcu obchodzę je co roku. Nic w tym nie ma niezwykłego. Jednak konstatacja, jak szybko czas pędzi od jednych do drugich, wywołuje we mnie pewien niesmak. Mam wrażenie, że gdzieś mi życie ucieka, a jednocześnie wydaje mi się, że ciągle jestem zajęta, ciągle w biegu między pracą, domem i tą odrobiną czasu dla siebie, którą uda mi się wyrwać tu i ówdzie.

W tym roku urodziny spędziłam w trzech krajach: obudziłam się w Marsylii, żeby po kilkugodzinnej przejażdżce schłodzić się lodami w Monako, a kolację zjadłam na włoskim już wybrzeżu, z widokiem niemal rozdzierającym serce swą urodą. Muszę przyznać, że takie świętowanie zdecydowanie zapada w pamięć, choć gorące, duszne Monako z jego stromymi uliczkami i samochodami, które odwracają męską uwagę od kobiet w ich najlepszym wydaniu, nie do końca chwyciło mnie za serce. Za to Włochy... To kraj, do którego mogłabym wracać i wracać, i nigdy mi się znudzi. 

Po powrocie do deszczowej, wietrznej Danii, rozgoszczeniu się na nowo we własnym domu i powrocie do pobudek w środku nocy, w końcu przyszedł czas na świętowanie urodzin w większym gronie. Z tej okazji przygotowałam serniczek; jego pomysłodawcą był C., który połączenie kawy i whisky upodobał sobie przy okazji lodów, które przygotowałam tak naprawdę trochę przypadkiem. Wtedy to Tato zaoferował whisky, gdy czułam, że moim kawowym lodom brakuje kropki nad i. C. tak się tym połączeniem zachwycił, że później robiłam takie specjały jeszcze niejednokrotnie. 
Tym razem snułam się z kąta w kąt, szukając inspiracji do urodzinowego ciasta. Nie mogło być zbyt skomplikowane ani czasochłonne, bo innych planów było sporo. Patrzyłam to na figi, to na gruszki, myślałam o jabłkach... I wtedy przyszedł do mnie C. i powiedział: Sernik. Na zimno. Kawa i whisky. To nie może się nie udać.
Spojrzałam na niego najpierw z powątpiewaniem, później z szerokim uśmiechem. Miał rację - to nie mogło się nie udać!

Sernik wyszedł lekki, delikatny i puszysty. Smakuje kawą i alkoholem; to zdecydowanie deser tylko dla dorosłych. Połączenie jest boskie; nie można mu się oprzeć. Brat C., który słodkiego z zasady nie jada, pochłonął dwa kawałki. Spore.
A to mówi samo za siebie.

Sernik kawowy z whisky (na zimno)


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:

masa serowa:
  • 125 ml mleka
  • 2 łyżki kawy (prawdziwej)
  • 4 listki żelatyny
  • 45 ml whisky
  • 250 g serka kremowego
  • 125 g cukru pudru
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)

dodatkowo:
  • 25 g białej czekolady
  • 25 g ciemnej czekolady (78%)

Masło rozpuścić. Herbatniki dokładnie pokruszyć, dodać masło, wymieszać.
Masę ciasteczkową wsypać do tortownicy, ugnieść na dnie dłonią lub spodem łyżki.
Schłodzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Mleko zagotować, zalać wrzącym kawę, przykryć i zostawić do ostudzenia.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. 
Kawę przecedzić, lekko podgrzać. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać.
Serek kremowy zmiksować, dodać whisky i mleko kawowe.
Kremówkę ubić, dodać do masy serowej, delikatnie wymieszać łyżką.

Masę przelać na schłodzony spód, wyrównać.
Schłodzić w lodówce przez minimum 3 godziny.

Przed podaniem udekorować wiórkami czekoladowymi.

Smacznego!


Sernik, mimo, że na zimno, świetnie pasuje do jesiennej aury. W takie wieczory nikomu odrobina alkoholu nie zaszkodzi.

środa, 11 października 2017

Odcienie fioletu - sernik z czarnym bzem i figami

Jestem uzależniona od pogody.
Nie mogę się przez to ogarnąć; kto by pomyślał, że kilka promyków może wprawić mnie w stan bliski euforii...?

Pogoda jest, jaka jest. Nikt nie ma na nią wpływu, za to ona ma wpływ na nas. Kiedy pada i wieje, jest szaro i ponuro, zaparzam cały seledynowy dzbanek gorącej, aromatycznej herbaty, zawijam się w koce i siedzę na kanapie z książką na kolanach. Mimowolnie wędruję wzrokiem do okien; a tam ciemności i fruwające po ogrodzie, bure liście. W dach bębni deszcz, a ja czuję, że niechęć do świata pęcznieje mi w żołądku.
Wystarczy jednak, że zaświeci słońce, a wstępują we mnie ilości energii, o które bym się nie podejrzewała. Odkurzę, zrobię pranie, wyjdę na długi spacer z psami, z którego wrócę z kieszeniami pełnymi kasztanów i żołędzi. Zrobię ciasto, ugotuję rozgrzewającą zupę-krem, którą zjemy w kuchni w promieniach zachodzącego słońca. Mogę góry przenosić!
Bo zaświeciło słońce...
Też tak macie? Czy ja już zupełnie zwariowałam...?

Dzisiaj mam dla Was kolejny z figowych przepisów. Zupełnie zawróciły mi w tym roku w głowie; po prostu nie mogę się od nich opędzić! Kupuję kolejne pudełeczka, zanim jeszcze wykorzystam zawartość tych czekających cierpliwie w lodówce. Sezon na figi zawsze kończy się za szybko, chcę więc nacieszyć się na zapas.

Tym razem przygotowałam sernik, na który przepis znalazłam na stronie Cakes and coffee. Niedawno przygotowałam parę buteleczek syropu z czarnego bzu, był to więc niemal oczywisty wybór.
Sernik wyszedł boski! Spód jest lekko chrupiący i kleisty; taki inny od zwykłych ciasteczkowych, które zazwyczaj przygotowuję. Masa serowa ma wyraźny smak owoców czarnego bzu; dałam zdecydowanie więcej syropu niż zakłada oryginalny przepis, zupełnie za to pominęłam dodatek cukru. Karmelizowane figi na wierzchu to czysta rozpusta; całość smakuje obłędnie! I wygląda pięknie. Ale mi wszystko, co z figami, podoba się wręcz szalenie...

Sernik z czarnego bzu z karmelizowanymi figami


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 50 g ciastek digestive
  • 10 g kakao
  • 40 g migdałów
  • 20 g orzechów włoskich
  • 90 g suszonych fig
masa serowa:
dodatkowo:
  • 5 fig
  • 2 łyżki cukru
  • 50 ml śmietany kremówki (38%)
Ciasteczka, kakao, migdały, orzechy włoskie i figi zmiksować w malakserze na grudkowatą, lepką masę. 
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wsypać do formy masę, ugnieść dłońmi, schłodzić w lodówce przez 30 minut.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kremówkę ubić.
Syrop podgrzać, dodać do niego odciśniętą żelatynę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia.
Mascarpone zmiksować z serkiem kremowym, dodać żelatynę z syropem, połączyć. Dodać ubita kremówkę, selikatnie wymieszać łyżką.
Przelać masę na schłodzony spód, wyrównać. Schłodzić w lodówce przez minimum 3 godziny.

Figi pokroić na połówki lub ćwiartki.
Na patelni skarmelizować cukier, dodać śmietanę, podgrzewać jeszcze chwilę aż do połączenia składników. Na patelnię włożyć figi, smażyć kilka minut - owoce powinny lekko zmięknąć, ale nie mogą się rozpadać.

Ostudzone figi wyłożyć na sernik, polać powstałym sosem.

Smacznego!


Moje myśli powoli wędrują ku Halloween; przecież to już najwyższy czas, żeby wymyślić jakieś straszne słodkości!

wtorek, 6 czerwca 2017

O wściekłej fretce i truskawkowym lesie deszczowym, czyli o powrocie do domu. I letnie ciasto bez pieczenia

Wszystko, co dobre, szybko się kończy...
Nawet pełne dwa tygodnie wakacji mijają zdecydowanie zbyt szybko. Szczególnie, gdy lista zadań i zajęć jest długa, a każdy dzień wypełniony jest po brzegi umówionymi spotkaniami. Gdy odwiedza się rodzinne strony po półtora roku, wiele rzeczy po prostu trzeba zrobić. Zwiedzić stare kąty, odwiedzić krewnych i znajomych, wybrać się na zakupy, zachwycać się tym, co chyba już zawsze zostanie takie samo i z zapartym tchem obserwować niezliczone zmiany.

Gdy już wszystko było spakowane, a nam zostało tylko wsiąść do samochodu i znów ruszyć na zachód, zakręciła mi się w oku łezka. Bo znów nie wiem, kiedy wrócę...

Mimo wszystko jednak dobrze jest wrócić do domu. Co prawda z szopki na rowery wyskoczyła na nas wściekła fretka, która podczas naszej nieobecności rzeczoną szopkę zaanektowała i urządziła w niej sobie przytulne gniazdko. Bardzo jej się powrót starych lokatorów nie spodobał; stała na ulicy, prychając i wyrażając swoją furię na wszystkie znane fretkom sposoby. 
Na miejsce dojechaliśmy w okolicach pierwszej w nocy, rozpakowaliśmy więc szybciutko rzeczy wymagające natychmiastowego rozpakowania (twaróg), żeby po szybkim prysznicu wskoczyć pod własną kołdrę we własnym łóżku... Od tygodni tak dobrze nie spałam!

Rano, gdy tylko Pączusia skoczyła C. na twarz informując, że to już najwyższa pora na załatwienie porannej toalety, ruszyliśmy do ogrodu, wciągając swetry przez rozespane głowy. A tam, moi drodzy - prawdziwe cuda! Niepozorne jeszcze dwa tygodnie temu krzaczki truskawek przypominają las deszczowy; mięta imbirowa rozrosła się tak, że truskawkową ledwo znaleźliśmy; rabarbar, tymianek i szałwia (zwykła i ananasowa) wyglądają, jakby spadł na nie cały duński deszcz, a na krzewie czerwonej porzeczki znalazłam pierwszą zieloną kuleczkę. Wszystko aż kipi setką odcieni zieleni, zaskakuje intensywnością barw i kusi, żeby zrywać i jeść... 
Bo są jeszcze przecież rzodkiewki, buraczki liściowe, dymka, szczypior, koper, czarna porzeczka, czerwony agrest, poziomki, oregano... 
Chwilo, trwaj!

Przed wyjazdem przygotowałam szybkie, letnie ciasto z galaretek. Tych ostatnich bowiem u mnie pod dostatkiem, a w lodówce stało opakowanie śmietany, którą kupiłam z myślą o czymś, czego w końcu nie przygotowałam. A że trzeba było wyczyścić lodówkę, pozbierałam różne resztki, i powstało takie oto ciacho. Bez pieczenia, więc idealne na upalne dni. Lekkie, umiarkowanie słodkie, orzeźwiające dzięki galaretce i kwaskowym owocom. Szczerze mówiąc, wyszło lepiej, niż się spodziewałam. Polecam Wam więc ogromnie!

Śmietanowiec z owocami i galaretką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 100 g ciastek digestive
  • 125 g nutelli

masa śmietanowa:
  • 75 g galaretki cytrynowej (proszek)
  • 150 ml wrzątku
  • 165 ml mleka skondensowanego słodzonego
  • 500 g creme fraiche (18%)

wierzch:
  • 25 g czarnej porzeczki
  • 20 g malin
  • 35 g jeżyn
  • 130 g truskawek
  • 400 ml wrzątku
  • 75 g galaretki malinowej (proszek)

Ciastka pokruszyć, wymieszać z nutellą. 
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć masę ciasteczkową, dobrze ugnieść.
Schłodzić.

Galaretkę cytrynową rozpuścić we wrzątku, ostudzić.
Creme fraiche zmiksować w mlekiem. 
Gdy galaretka zacznie tężeć, wlać ją do śmietany, cały czas miksując.
Przelać masę na spód, wstawić do lodówki do całkowitego stężenia.

Malinową galaretkę rozpuścić we wrzątku, ostudzić.

Na schłodzonej masie śmietanowej ułożyć owoce, zalać tężejącą galaretką. Wstawić do lodówki na minimum 3 godziny.

Smacznego!

Jakby ktoś się zastanawiał, to suknię kupiłam. Jaką...? 
Opowiem następnym razem...

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Letni sernik na zimno z owocami. I wakacje!

Wakacje, znowu są wakacje,
na pewno mam rację,
wakacje znowu są!

Pamiętacie jeszcze tę słynną kiedyś piosenkę kabaretu OT.TO? Gdy jeszcze chodziłam do szkoły, każdy nucił ją pod nosem już pod koniec maja. Dzisiaj moje wakacje są zdecydowanie krótsze, ale... Są! 
Nareszcie!
Właśnie zaczęłam mój krótki urlopik i jestem w siódmym niebie. Nie muszę wstawać o wpół do pierwszej w nocy (kiedyś próbowałam się oszukiwać, że to już nad ranem, ale nic z tego...), spędzać w aucie minimum trzech godzin dziennie i taplać się w czekoladzie. No dobrze - to ostatnie akurat lubię, ale nawet od najprzyjemniejszych rzeczy człowiekowi potrzebna jest przerwa. Mam nadzieję się zregenerować na tyle, żeby jakoś przeżyć pięć dni w pracy i... Znów wybrać się na krótki urlop! 

Ach! Bajka, nie życie...

Nie zabieram ze sobą laptopa, pada ani nic z tych rzeczy. Odpoczynek nie tylko od pracy, ale też od internetu, a co! Na osłodę zostawiam Wam wybitnie wręcz letni serniczek. Banalnie prosty, bez pieczenia, bez cudowania. Klasyka, czyli kruchy, ciasteczkowy spód, delikatna, kremowa masa serowa - cudownie lekka dzięki użyciu jogurtu, a na wierzchu owoce (użyjcie swoich ulubionych) zalane galaretką. I tutaj mały haczyk - bo galaretka nie jest z paczki, ale z domowego syropu z kwiatów czarnego bzu. Jeśli jeszcze macie gdzieś zachomikowaną buteleczkę - nie zawahajcie się jej użyć! 
Serniczek smakuje latem i wakacjami, jest świeży, lekki i delikatny. Spróbujcie, zanim otuli nas jesień...

Sernik waniliowo-jogurtowy z owcami i bzową galaretką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 100 g ciastek digestive
  • 30 g masła
masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 350 g jogurtu naturalnego
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego
  • 30 g cukru pudru
  • 4 listki żelatyny
  • 100 ml mleka
dodatkowo:
  • 145 g moreli
  • 45 g czereśni
  • 35 g malin
galaretka:
Masło rozpuścić, przestudzić.
Ciastka dokładnie pokruszyć, wymieszać z masłem. Masę ciasteczkową dokładnie ugnieść na dnie tortownicy.
Schłodzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Serek zmiksować z jogurtem, cukrem pudrem i waniliowym.
Mleko zagotować. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, połączyć. Ostudzić.
Zimne, ale jeszcze nie tężejące mleko powoli wlewać do masy serowej, cały czas miksując.
Masę przelać na schłodzony spód, wstawić do lodówki na 60 minut.

Morele i czereśnie przekroić na połówki, usunąć pestki.
Owoce ułożyć na serniku.
Wstawić do lodówki do całkowitego zastygnięcia masy serowej.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Wodę zagotować, dodać syrop, wymieszać, zdjąć z palnika. Odcisnąć żelatynę, dodać do wody z syropem, wymieszać. Ostudzić.
Tężejącą galaretkę wylać na sernik.
Wstawić na noc do lodówki.

Smacznego!

A Wy już po urlopach, czy nadal cieszycie się dziecięcą wręcz wolnością...?

czwartek, 19 maja 2016

Nowy członek rodziny. I sernik kawowo-bananowy

Uwielbiam dzieci. Myślę, że całkiem nieźle sprawdziłabym się w roli przedszkolanki, gdyby nie fakt, że każde zadrapanie czy choćby najmniejszy siniak malucha znajdującego się pod moją opieką, przyprawia mnie o palpitację serca. A brutalna prawda jest taka, że pewnych wypadków nie da się uniknąć. Dzieci, bawiąc się, upadają, uderzają, przewracają siebie i to, co nieopatrznie stanie na ich drodze. Nie wiem, czy o własne dzieci człowiek boi się mniej, czy może jeszcze bardziej; o cudze drżę niczym ostatni liść na drzewie w listopadowy poranek.

Moja ulubienicą jest córeczka Karoliny. Prawdopodobnie dlatego, że zdarzało mi się jej pilnować już kiedy miała zaledwie kilka miesięcy; obserwowałam jej rozwój z zapartym tchem przez trzy lata. Teraz tęsknię za nimi obiema; mam nadzieję, że nasza przyjaźń przetrwa próbę odległości.

Tymczasem na rodzinnym podwórku C. w środę miało miejsce wielkie wydarzenie - narodziny córeczki siostry C. Jej rodzice zdecydowali, że nie chcą znać płci dziecka przed narodzinami; ja w głębi serca trzymałam kciuki właśnie za dziewczynkę. W najbliższej rodzinie jest już dwóch rozkosznych chłopców, ale sami przyznajcie - nie ma to jak lalki i puzzle z Elsą albo księżniczkami. Już się nie mogę doczekać, kiedy poznam małą Astrid; tak, tak, właśnie na cześć Astrid Lindgren, matki Pippi i wszystkich dzieci z Bullerbyn.
Przeraża mnie nieco tylko fakt, że pewnie nigdy nie nauczę się wymawiać jej imienia z nienagannym duńskim akcentem...

Nie tylko na świętowanie narodzin, mam dla Was pyszny sernik. Może nie tak zupełnie letni, ale C. kupił banany, na które jakoś nikt nie miał ochoty (niech żyją truskawki!). Leżały więc sobie te żółte półksiężyce, tracąc swoją słoneczną barwę. W końcu stwierdziłam, że ich chwila nadeszła, i przerobiłam je na sernik na zimno - żeby chociaż trochę w letnim klimacie było.
Przepis znalazłam w gazetce Pieczenie jest proste, nr 2/2012, i nieco tylko zmieniłam. Zamiast bananowego syropu, dałam zmiksowane na gładko banany. No i udekorowałam po swojemu.
Sernik wyszedł pyszny; lekki i delikatny, z idealnie wyważonymi i uzupełniającymi się smakami bananów i kawy. Mimo, że bez typowo letnich owoców, świetnie nada się na ciepłe dni.
Spróbujecie...?

Sernik kawowo-bananowy (na zimno)


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 100 g podłużnych biszkoptów
  • 50 g masła
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej (proszek)

masa serowa:
  • 600 g serka kremowego
  • 300 g creme fraiche (18%)
  • 80 g cukru pudru
  • 100 ml mocnej, ostudzonej kawy
  • 4 banany
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 6 listków żelatyny

dodatkowo:
  • kakao
  • chipsy bananowe

Masło rozpuścić, przestudzić.
Biszkopty dokładnie pokruszyć, wymieszać z kawą i masłem. Masę ugnieść na dnie tortownicy, odstawić do lodówki.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Banany zmiksować blenderem na gładko, wymieszać z sokiem z cytryny.
Serek, creme fraiche, cukier puder i kawę zmiksować. Dodać banany, połączyć.
Żelatynę odcisnąć, rozpuścić. Dodać do niej 2-3 łyżki masy serowej, dokładnie wymieszać. Następnie wlać żelatynę do pozostałego kremu, dokładnie zmiksować, żeby nie było grudek.
Przelać masę na schłodzony spód, wstawić na noc do lodówki.

Przed podaniem udekorować kakao i chipsami bananowymi.

Smacznego!

Wczoraj, jakaś taka rozmemłana i niedospana, nie mogłam się zdobyć na nic poza bezrefleksyjnym przeglądaniem przepisów i długim spacerem z Ptysią, gdy wieczorny wiatr stał się cieplejszy i przyjemniejszy. Dzisiaj, mam nadzieję, po niemal pełnych ośmiu godzinach krzepiącego snu, pełna energii i ochoty na eksperymenty wszelakie, zrobię coś chociaż odrobinę pożytecznego. 

piątek, 11 września 2015

Na pożegnanie lata: sernik na zimno z galaretką

Jesień. Czuć ją w zachodnim wietrze, który szarpie moim szalem i Ptysi uszami. Patrzy ten mój pies na mnie tymi swoimi wielkimi, okrągłymi oczami, z niemym pytaniem: Ale dlaczego? Przecież wiesz, że nie lubię wiatru...
Niestety, Ptysiu moja kochana, jest to proces nieunikniony. Po lecie przychodzi jesień - zawsze, co roku tak samo. Raczej nie dożyjemy zmiany w tej kwestii. Trzeba więc zacisnąć zęby i udawać, że przecież to lubimy...

Według mądrych prognoz, dzisiaj mamy ostatni dzień ładnej, w miarę jeszcze letniej, pogody. Mimo wiatru słonko świeci, nie jest przeraźliwie zimno i w sumie całkiem przyjemnie. Później ma już być tylko gorzej, aż do wiosny... Choć, jako niepoprawna optymistka, postanowiłam prognozom nie wierzyć. Może jeszcze trafi się miły, ciepły dzień, idealny na spacer...? Niemniej, właśnie dziś chciałabym Wam pokazać ostatnie, wybitnie letnie ciasto. Sernik na zimno, oczywiście.

Kiedy pojechaliśmy do Polski, Mamunia uraczyła nas sernikiem na zimno. Wiecie, takim tradycyjnym: na biszkoptach, waniliowym, z borówkami i galaretką. Pycha! Lekki i delikatny, podbił podniebienie C. Jak zwykle, nie mógł przestać o nim mówić. Postanowiłam więc zrobić mu przyjemność, i przygotować coś podobnego.
Akurat mieliśmy w domu płatki kukurydziane, użyłam więc ich do przygotowania spodu. Pyszny jest, ale ma dwie wady: ciężko się kroi i po dwóch dniach w lodówce łapie wilgoć i przestaje być chrupiący. Masa serowa jest bardzo kremowa i gęsta, jeśli wiecie, co mam na myśli. To nie jest puszyste ptasie mleczko, tylko konkretny sernik. Wierzch to owoce zalane galaretką. U mnie borówki, bo akurat tanio kupiłam, ale można użyć malin, wiśni, porzeczek, a w lipcu z powodzeniem truskawek. To taka klasyka, która nigdy się nudzi, a smakuje każdemu. 
Idealne ciasto na pożegnanie lata...

Sernik z borówkami na spodzie z płatków kukurydzianych


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 22 cm)

spód:
  • 125 g płatków kukurydzianych
  • 60 g masła
  • 50 g miodu
masa serowa:
  • 600 g serka kremowego
  • 6 listków żelatyny
  • ziarenka z 1 laski wanilii
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 50 g cukru pudru
dodatkowo:
  • 400 g borówek amerykańskich
  • 1 opakowanie galaretki porzeczkowej
  • 500 ml wrzątku
Masło z miodem rozpuścić. Dodać do płatków, wymieszać.
Masę przełożyć do tortownicy, ugnieść na spodzie uważając, żeby nie połamać zbytnio płatków.
Wstawić do lodówki na 30 minut.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Serek, wanilię, cukier waniliowy i cukier puder zmiksować na gładką masę. Żelatynę odcisnąć, rozpuścić, dodać do masy uważając, żeby nie zrobiły się grudki.
Kremówkę ubić na sztywno, dodać do masy serowej, delikatnie mieszając.

Masę serową wyłożyć na spód, schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.

Na serniku ułożyć borówki, część z nich delikatnie wciskając w masę. 
Galaretkę zalać wrzątkiem, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Ostudzić.
Tężejącą galaretkę wylać na owoce. Schłodzić w lodówce aż do jej całkowitego stężenia.

Smacznego!


Chciałabym jeszcze nadmienić, że to 800 wpis na blogu. Tak, tak, już tyle za nami! Całkiem imponująca to liczba, muszę przyznać. 
Może powinnam upiec z tej okazji tort...?

piątek, 22 sierpnia 2014

Sernik z jeżynami i białą czekoladą

Nie biorę udziału w zbyt wielu konkursach kulinarnych. Po pierwsze, ogranicza mnie miejsce zamieszkania. Po drugie za niesprawiedliwe uważam tak popularne ostatnimi czasy konkursy na lajki - wygrywa nie ten, kto faktycznie przygotował najlepsze danie, ale ten, kto ma najwięcej znajomych, którzy chętnie wciskają przycisk lubię. A ja chcę wygrać nie dlatego, że sobie to wyprosiłam, tylko dlatego, że zasłużyłam.
Gdy więc dostałam zaproszenie do konkursu z Alemette, podeszłam do sprawy raczej sceptycznie. Przeczytałam jednak ogólne zasady, cały regulamin, i nie znalazłam nic, co by mnie ograniczało. Poza tym podobają mi się nagrody - bon na zakupy w sklepie, gdzie jest całkiem sporo ciekawych książek, które z przyjemnością bym nabyła. 
Oczywiście, realnie oceniam swoje szanse, czyli nie spodziewam się cudów. Ale, jeśli nie spróbuję, to nie wygram na pewno, prawda...? Więc spróbuję. A co mi tam.

Można przesłać dowolną ilość przepisów. Zacznę więc od sernika na zimno, który ostatnio przygotowałam, a w którym C. się po prostu zakochał. Musiałam go od niego odganiać jak natrętną muchę! A zazwyczaj za mocno owocowymi ciastami aż tak nie szaleje...

Spód jest przyjemnie chrupiący i kakaowy. Pierwsza masa, jeżynowa, jest cudownie kremowa, delikatna i słodko-kwaśna. Masa z białą czekoladą jest nieco cięższa, słodziutka i po prostu rozpływa się w buzi. Wierzch to jeżynowy galaretko-mus - wystarczająco zwięzły, żeby idealnie trzymał formę, a jednocześnie delikatny i niegumowaty. Całość smakuje po prostu rewelacyjnie - słodko-kwaśne, idealnie wyważone połączenie, mocno owocowe, a jednocześnie kremowe ciasto. Mówię Wam - to jest sernik idealny.
Oczywiście można przygotować go z innymi owocami - malinami, truskawkami, jagodami, morelami... Trzeba tylko wtedy dobrze dopasować ilość cukru - jeżyny są dość kwaśne, więc ze słodszymi owocami ilość cukru należ odpowiednio zredukować.

Sernik z jeżynami i białą czekoladą (na zimno)

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 100 g ciastek digestive
  • 1 łyżka kakao
  • 40 g masła

masa serowa z jeżynami:
  • 300 g jeżyn
  • 200 g serka kremowego
  • 100 ml śmietany kremówki (38%)
  • 100 g cukru
  • 5 listków żelatyny

masa serowa z białą czekoladą:
  • 200 g serka kremowego
  • 150 ml śmietany kremówki (38%)
  • 150 g białej czekolady
  • 2 listki żelatyny

wierzch:
  • 400 g jeżyn
  • sok z 1/2 cytryny
  • 100 g cukru
  • 3 listki żelatyny

Ciastka na spód dokładnie pokruszyć, wymieszać z kakao. Masło rozpuścić, przestudzić, wymieszać z ciasteczkami.
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Na to wyłożyć masę ciasteczkową, dokładnie ugnieść. Wstawić do lodówki.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Jeżyny zagotować z cukrem, dusić kilka minut pod przykryciem, aż cukier się rozpuści. Gorące zmiksować blenderem, przetrzeć przez sitko. Żelatynę odcisnąć, wymieszać z gorącymi owocami. Ostudzić.
Serek zmiksować, dodać jeżynowy mus, połączyć. Kremówkę ubić, wymieszać delikatnie łyżką z masą owocową.
Przełożyć na spód, schłodzić w lodówce 30 minut.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Przestudzić, zmiksować z serkiem na gładką masę. Żelatynę odcisnąć, rozpuścić, dodać do masy serowej. Kremówkę ubić, delikatnie połączyć z masą serową.
Masę wyłożyć na warstwę owocową, wstawić do lodówki na 30 minut.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Jeżyny zagotować z cukrem i sokiem z cytryny, dusić, aż cukier się rozpuści. Zmiksować blenderem, a następnie przetrzeć przez sitko. Żelatynę odcedzić, wymieszać z gorącymi owocami. Ostudzić.
Ostudzony mus wyłożyć na warstwę z białą czekoladą. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin, a najlepiej całą noc.

Smacznego!

Dzisiaj po raz pierwszy od dawna użyłam w kuchni przyprawy do piernika. Zapach rozchodzący się z piekarnika był obłędny. I wiecie co? Przestanę już narzekać na nadchodzącą jesień. Bo siedzenie pod kocem, oglądanie filmów w coraz szybciej nadchodzące wieczory, picie gorącego kakao i zajadanie ciepłej szarlotki to wcale nie taka straszna perspektywa.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Pascha migdałowa - zupełnie wyjątkowa

Paschę przygotowuje się raz do roku, właśnie na Wielkanoc. Tradycja ta pochodzi zza wschodniej granicy, bardzo tam popularna, zdobyła też serca Polaków. U mnie w domu pasch się nie robiło, możliwe, że za bardzo na zachód mieszkamy, żeby i do nas tradycja ta dotarła. Wcześniej gdzieś coś na ten temat słyszałam, ale nie zawracałam sobie tym specjalnie głowy. Dopiero po założeniu bloga przyjrzałam się tematowi uważniej.

Pascha to rodzaj sernika na zimno, przygotowuje się ją na bazie twarogu. Można użyć takiego z kostki, albo zrobić samemu, co sprawia, że pascha będzie jeszcze bardziej tradycyjna.
Zrobienie twarogu w domu to wbrew pozorom rzecz niezwykle prosta. Najdłużej trwa zagotowanie dwóch litrów mleka - potem idzie z górki. Wymieszać jajka ze śmietaną, wlać do mleka i czekać, aż stanie się magia. Po zaledwie kilku minutach zaczynają tworzyć się grudki twarogu - najpierw malutkie, później coraz wyraźniejsze. Odcedzić, odstawić. I tutaj zaczyna się test naszej cierpliwości - twaróg bowiem musi przez noc odcieknąć, żeby nabrać właściwiej konsystencji. 
Następnie miksujemy twaróg z masłem i dowolnymi dodatkami, i znów na noc do lodówki. W tym czasie wszystko się zestali i nie grozi nam totalna rozsypka przy krojeniu. Pascha bowiem trzyma się dzięki masłu - bez dodatku żelatyny i innych utwardzaczy. Przy pierwszym podejściu byłam bardzo nerwowa. Przy drugim również - mimo pewnego (minimalnego, powiedzmy sobie szczerze) doświadczenia nie potrafiłam przestać myśleć o tym, czy wszystko się nie rozpadnie... 
Nie rozpadło. Wyszło pysznie, dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam.

Przejrzałam mnóstwo przepisów, aż w końcu zrobiłam po swojemu. Moja pascha ma mniej masła, za to zawiera białą czekoladę, która przyczyniła się do właściwej konsystencji. Są też migdały, rodzynki i amaretto, które stanowią wyjątkowo zgrane trio. W tle subtelna nuta wanilii. Pascha nie jest mdła; jest słodka i kremowa, bardzo delikatna, a jednocześnie sycąca. Nieco alkoholowa - zdecydowanie nie dla dzieci. Nasączone w alkoholu rodzynki smakują bajecznie, migdały cudownie chrupią, a całość jest po prostu wyborna.
Jeśli nigdy nie jedliście paschy - spróbujcie. Jestem pewna, że zachwycicie się jak ja.

Waniliowo-migdałowa pascha z białą czekoladą i rodzynkami

Składniki:
(na miskę o pojemności 2 l)
  • 2 l mleka
  • 6 jajek
  • 500 g kwaśnej śmietany (18%)
  • 1 laska wanilii
  • 150 g miękkiego masła
  • 40 g cukru pudru
  • 100 g białej czekolady
  • 50 g rodzynek
  • 50 ml amaretto
  • 40 g słupków migdałowych

dodatkowo:
  • 30 g blanszowanych migdałów

Laskę wanilii przekroić na pół, wyskrobać nasionka. Całość dodać do mleka, zagotować. Jajka roztrzepać ze śmietaną, powoli wlewać do gotującego się mleka, cały czas mieszając. Kiedy oddzieli się serwatka, zdjąć z ognia i ostudzić.
Sitko wyłożyć podwójną warstwą gazy, wyłożyć odciśnięty ser. Zostawić na noc do odcieknięcia.

Rodzynki zalać rumem, zostawić na noc.

Następnego dnia ser jeszcze raz odcisnąć; powinien być sypki.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić.
Słupki migdałowe uprażyć na suchej patelni, ostudzić.
Masło utrzeć z cukrem pudrem na puszystą, jasną masę. Po łyżce dodawać ser, cały czas miksując. Wlać czekoladę, zmiksować. Rodzynki odcisnąć, do masy dodać alkohol, zmiksować.
Rodzynki i migdały dodać do masy, wymieszać łyżką.

Miskę wyłożyć podwójną warstwą gazy, wyłożyć masę serową, dobrze docisnąć. Zawinąć brzegi gazy na masę, schłodzić w lodówce przez noc.

Rano odwinąć gazę, wyłożyć paschę na talerz, zdjąć gazę z wierzchu. Udekorować blanszowanymi migdałami.

Smacznego!

A ja już jestem w Polsce. Po nużącej podróży odpoczywam sobie i cieszę się towarzystwem Rodzinki. Jutro będzie jeszcze o jednej pysznej babce; mam pewne kulinarne plany, ale nie wiem, co z nich wyjdzie. I czy zdążę o nich napisać przed Świętami. Zobaczymy.
Tymczasem idę cieszyć się urlopem.

poniedziałek, 17 marca 2014

Banany i wiśnie. W serniku

Oczywiście pogoda spłatała mi psikusa, i weekend, choć niezbyt zimny (a śniegiem straszyli!), to zabójczo wręcz wietrzny. Po dziesięciu minutach spaceru głowa mi pękała, i nawet cieplutka, zimowa czapka nie pomogła. Kiedy jednak ja chciałam jak najszybciej wrócić do domu, Ptysia miała zupełnie inne plany. Ogromnie jej się spodobało spacerowanie przy tym szalonym wietrze, który tarmosił jej uszy na wszystkie strony. Z szerokim uśmiechem i jęzorem na wierzchu dawała ogromne susy i wyglądała, jakby niewiele jej brakowało do wzniesienia się w powietrze... Doprawdy pocieszny widok; wynagrodził mi nawet niemal zmrożony nos.

A w domu czekał na nas serniczek. I to jaki...
Miałam banany, które domagały się natychmiastowego spożycia. Mam też jeszcze kilka słoiczków wiśni od Mamy. W gazetce Pieczenie jest proste, nr 2/2012 znalazłam przepis, łączący oba składniki. W dodatku w serniku, nie mogłam się więc oprzeć. Szczególnie, że C. wyraził żywe zainteresowanie bananowym sernikiem.
Do masy zamiast nektaru dałam rozgniecione banany. Plasterkami z dwóch owoców przełożyłam masę, dzięki czemu ich smak jest bardzo wyraźny. Na wierzch wiśnie i odrobina wiśniowego kisielu, bez cukru. Kwaśny dodatek świetnie równoważy słodycz z bananów, sprawia, że całość nie jest mdła. Muszę powiedzieć, że banany i wiśnie to zaskakująco udane połączenie. Jeśli jeszcze nie znacie - spróbujcie koniecznie.

Bananowy sernik z wiśniami (na zimno)

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 120 g ciastek digestive
  • 60 g masła

masa serowa:
  • 7 listków żelatyny
  • 600 g serka kremowego
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 50 g cukru pudru
  • 4 dojrzałe banany
  • 2 łyżki soku z cytryny

dodatkowo:
  • 125 wiśni ze słoika
  • 75 ml soku wiśniowego
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Ciastka dokładnie pokruszyć, wymieszać z rozpuszczonym i przestudzonym masłem.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasteczka ugnieść na spodzie, wstawić do lodówki na 20 minut.

Mąkę ziemniaczaną rozmieszać z 2 łyżkami soku. Resztę soku zagotować, wlać rozrobioną mąkę, chwilę gotować, cały czas mieszając. Dodać wiśnie, przestudzić (kisiel ma być chłodny, ale nie zupełnie stężały).

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Banany obrać. Dwa pokroić w plastry o grubości 1,5-2 cm, dwa rozgnieść widelcem na miazgę. Oba rodzaje skropić sokiem z cytryny.
Serek zmiksować z kremówką, cukrem i cukrem pudrem na jednolitą masę. Dodać rozgniecione banany, zmiksować.
Żelatynę rozpuścić na parze, ostudzić. Powoli wlewać do masy, cały czas miksując.

Na spód wyłożyć 1/4 masy, rozsmarować. Ułożyć plasterki bananów, przykryć resztą masy, wyrównać wierzch. Ułożyć wiśnie, zrobić pajęczynę z kisielu.
Wstawić do lodówki na 3-4 godziny, a najlepiej na całą noc.

Smacznego!

Och, kiedy wreszcie ta wiosna przyjdzie na dobre...?

Serniki dla Miksera - edycja 1.14

wtorek, 4 marca 2014

Nie dla mnie, czyli sernik lukrecjowy

Kiedy przyjechałam do Danii, z przyjemnością kosztowałam nowych smaków. Jednym z nich była lukrecja, która... Zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Podejmowałam wiele prób, za każdym razem jednak kończyło się tak samo - skrzywioną miną i jak najszybszym połknięciem, żeby nie czuć już tego smaku w ustach. Popicie, i to czymś innym niż wodą, było koniecznością. Jeden jedyny raz zjadłam całego cukierka bez nieprzyjemnych odczuć. Poczęstowała mnie nim mama C. - nigdy więcej nikomu się ta sztuczka nie udała. To zdecydowanie nie jest dla mnie, nie mam pojęcia, jak Duńczycy mogą się tak lukrecją rozkoszować...

Pomyślałam jednak, że może jeśli sama coś z lukrecją przygotuję, to wtedy mi zasmakuje. Postawiłam na sernik, bo te uwielbiam. 
C. próbował w trakcie przygotowań, ja troszkę się bałam. Odruchowo oblizałam łyżkę przed wrzuceniem jej do zlewu - aż mnie skręciło... Byłam przerażona, bo sernik był wyjściowy - współpracownicy C. umówili się na spotkanie, ja miałam zapewnić desery. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, a gospodarz oświadczył, że nie może się doczekać sernika, bo to jego ukochane ciasto, aż przeszły mnie ciarki. Przewidywałam katastrofę, i gdy deser wjechał na stół, siedziałam jak zaczarowana w kącie kanapy i czekałam na efekty.
Po pierwsze, wszyscy byli bardzo zaskoczeni, że nie chcę spróbować własnego ciasta. Kiedy wytłumaczyłam im, że nie przepadam za lukrecją, stwierdzili, że to bardzo miłe z mojej strony, że przygotowałam coś dla nich. 

Trzy czwarte sernika zniknęło nie wiadomo kiedy, były dokładki i pomlaskiwania. Ciasto okazało się ogromnym sukcesem, a gospodarza wprawiłam w euforię odmawiając wzięcia reszty do domu. Podobno zjadł całość na śniadanie następnego dnia, ale nie jestem pewna, czy to możliwe...

Jeśli lubicie lukrecję, ten sernik z pewnością Wam przypadnie do gustu. Jeśli jej nie lubicie, nie zawracajcie sobie głowy. Jeżeli jej nie znacie, spróbujcie, ciasto z pewnością Was zaskoczy. Lukrecja bowiem jest zupełnie wyjątkowa - albo się ją kocha, albo nienawidzi. I żeby to zrozumieć, trzeba spróbować.

Lukrecjowy sernik na zimno

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 130 g ciastek digestive
  • 60 g masła

masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 400 ml śmietany kremówki (38%)
  • 200 g cukru pudru
  • sok z 1 cytryny
  • 5 listków żelatyny
  • 2,5 łyżeczki lukrecji w proszku
  • ziarenka z 1 laski wanilii
  • czarny barwnik spożywczy

dodatkowo:
  • 50 g cukierków o smaku lukrecji

Ciastka pokruszyć.
Masło rozpuścić i przestudzić, wymieszać z ciastkami. Masę przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, ugnieść na dnie.
Schłodzić w lodówce przez 20-30 minut.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Serek utrzeć z cukrem pudrem i sokiem z cytryny. Kremówkę ubić na sztywno, wymieszać z serkiem. Masę podzielić na dwie równe części. Do jednej dodać wanilię, wymieszać. Do drugiej lukrecję i czarny barwnik, wymieszać.

Połowę żelatyny rozpuścić, wymieszać z masą lukrecjową. Przełożyć do formy, wstawić do lodówki na 15-20 minut.
Rozpuścić resztę żelatyny, wymieszać z masą waniliową. Wyłożyć do formy, wyrównać wierzch. Wstawić do lodówki na 3-4 godziny, a najlepiej na całą noc.

Przed podaniem udekorować cukierkami.

Smacznego!

Sernik miał być piękny, czarno-biały. Niestety, mój barwnik się nie sprawdził, i mimo, że dałam całe opakowanie, masa wyszła bardzo ciemno szara, taka trochę betonowa... Mnie rozczarowała, nikt więcej nie zwrócił na to uwagi. Sami zdecydujcie, czy chcecie ją barwić, czy zostawić białą.

Drugim ciastem, które ze sobą zabrałam, było brownie z przepisu na borwnie bazyliowo-cytrynowe, tyle, że zamiast bazylii i cytryny, dodałam świeżych jagód. Zrobiło niekłamaną furorę, wszyscy się nim zachwycali. Zdecydowanie najlepsze brownie, jakie jadłam do tej pory.

piątek, 14 lutego 2014

Fioletowe serce na talerzu

Z sercem na dłoni...
Znacie do powiedzenie z dzieciństwa? Ja bardzo dobrze je pamiętam, choć nie potrafię sobie przypomnieć, gdzie je usłyszałam po raz pierwszy. Chyba od mojej Babci, ale pewna nie jestem.
Dzisiaj, zamiast serca na dłoni, mam dla C. serce na talerzu. W dodatku w kolorze intensywnego fioletu - mam nadzieję, że też się liczy...

Umowa była prosta - C. robi walentynkowy obiad, ja zadbam o deser. Postawił jednak kilka warunków. No dobra... Nie postawił, tylko w końcu wymusiłam na nim, żeby zasugerował mi jakiś kierunek. Miał być więc sernik (ale taki niepieczony!), w kształcie serca, bo dzisiaj inaczej to wręcz nie wypada. Koniecznie z jagodami, bo taki najlepszy. I chrupiący spód też ma mieć.
Super, wszystko jasne. Przez trzy dni myślałam, jak taki sernik urozmaicić, aż w końcu wymyśliłam. W serniku są nie tylko jagody (a właściwie borówki amerykańskie, bo świeżych jagód w Danii nie ma, o ile ich sobie człowiek sam w lesie nie nazbiera), ale też jagodowy dżemo-mus.
Problemu zaczęły się wczoraj, gdy zabrałam się za przygotowanie. W domu nie ma zwykłego cukru, hmm... Dżem jest więc z cukrem trzcinowym. Prawdziwe schody zaczęły się jednak, gdy odkryłam, że żelatyny mam tylko dwa listki... Na tym sernik się nie uda, mowy nie ma. Na szczęście przypomniałam sobie, że mam spory zapas galaretek, i wykorzystałam cytrynową.
Ktoś powie - głupia babo, dlaczego do sklepu nie poszłaś...? Ano... Bo padało. A w deszczu do sklepu spacer to żadna przyjemność. I już.

Tak czy inaczej, sernik wyszedł pyszny. Jest cudownie kremowy, delikatny i lekki, ale nie piankowy. Z lekką cytrynową nutą, niezbyt słodki, cudownie jagodowy, barwi język na fioletowo. Zakochaliśmy się w nim oboje, jak na Walentynki przystało.

Cytrynowy sernik z jagodami (na zimno)

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 130 g ciastek digestive
  • 60 g masła

mus jagodowy:
  • 450 g jagód (mogą być mrożone)
  • 125 g cukru trzcinowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • ziarenka z 1 laski wanilii

masa serowa:
  • 200 g serka kremowego
  • 250 g serka mascarpone
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1 opakowanie galaretki cytrynowej
  • 200 ml wrzącej wody
  • 200 g borówek amerykańskich

dodatkowo:
  • 50 g borówek amerykańskich

Jagody wypłukać (mrożone rozmrozić na ręczniku papierowym), razem z cukrem, sokiem z cytryny i wanilią umieścić w garnuszku. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować aż do uzyskania dość gęstej konsystencji - 30-40 minut. Często mieszać.
Masę wystudzić, zmiksować blenderem na gładko.

Masło rozpuścić.
Ciastka pokruszyć, wymieszać z masłem. 
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Na to wyłożyć masę ciasteczkową, dobrze docisnąć.
Schłodzić w lodówce przez 20-30 minut.

Galaretkę rozpuścić we wrzątku ostudzić.
Serek kremowy, mascarpone, kremówkę i cukier puder zmiksować na gładką masę. Powoli wlewać ostudzoną galaretkę, cały czas miksując. Na końcu wsypać borówki, delikatnie wymieszać łyżką.

Na schłodzony spód wyłożyć 2/3 musu jagodowego. Na wierzch masę serową, wyrównać wierzch. Na wierzch wyłożyć pozostały mus, widelce zrobić esy-floresy. Wstawić do lodówki do zastygnięcia na 3-4 godziny.

Podawać z pozostałymi borówkami.

Smacznego!

W związku z tym, że sernik wyszedł pyszny, a i wygląda całkiem zgrabnie, postanowiłam zgłosić go do konkursu. Z taką nagrodą... Grzechem byłoby nie.

Serniki dla Miksera - edycja 1.14

środa, 23 października 2013

Sernik dyniowy z Anią

Sezon dyniowy w tym roku rozpoczęłam na wytrawnie - zupą z poprzedniego wpisu. Pora więc na coś słodkiego - wiadomo bowiem przecież, że dynia do wypieków nadaje się znakomicie. Z racji neutralnego smaku jest świetną bazą do wszelakich wariacji smakowych, nadaje ciastom cudownej wilgotności i ślicznego, słonecznego koloru (choć to ostatnie zależy od użytej odmiany). Lista dyniowych wypieków na ten sezon jest długa, i będę ją wcielać w życie, dopóki dynia zupełnie nam się nie znudzi, albo po prostu nie skończy. Na pierwszy ogień poszło coś, czego jeszcze nie próbowałam, a co intrygowało mnie od dawna.

Sernik dyniowy piekłam, i był pyszny. Cudownie wilgotny, kremowy, w ogóle bajeczny. I teraz padło pytanie: czy da się zrobić sernik z dynią na zimno...? Hmm... Długo szukałam jakiejś inspiracji. Chciałam, żeby był smaczny, nie przesadnie dyniowy, pachnący cynamonem, słodki, kremowy i delikatny. W końcu na blogu A family feast znalazłam coś, co mniej więcej odpowiadało moim wyobrażeniom. Okazało się jednak, że łatwo nie będzie...
W oryginale na liście składników znajduje się sugar free cheesecake-flavored instatnt pudding. Hmm... Czyli że budyniowy proszek o smaku sernika bez cukru, prawda? Pomijając fakt, że w Danii takich cudów nie ma, to się zastanawiam, czy jakbym dała coś takiego do sernika bez pieczenia, to nie smakowałby mąką? Czy może amerykańskie puddingi nie mają w składzie mąki? Nie wiem. I pewnie przez jakiś czas jeszcze się nie dowiem. Stwierdziłam zatem, że najprościej będzie to zastąpić żelatyną. Dałam dziesięć listków, i myślałam, że mam sernik z głowy.

Jakieś było moje zdziwienie, gdy następnego dnia okazało się, że wszystko nadal pływa! Masa, owszem, była bardzo rzadka, ale żeby aż tak...? Niewiele myśląc, rozpuściłam kolejnych dziesięć listków, wylałam masę z tortownicy, wymieszałam z żelatyną, wlałam z powrotem - i do lodówki. Uff... Udało się. Sernik pięknie się ściął, i o dziwo, nie smakuje żelatyną ani trochę. Jest bardzo delikatny, raczej słodki, z mocno wyczuwalnym smakiem dyni, przełamanym przyprawami. Smakuje naprawdę dobrze - o ile nie macie nic przeciwko dyni. Jeśli jesteście jej fanami - to jest sernik dla Was!

Wkrótce okazało się, że nie tylko ja miałam przygodę z tym przepisem. Ania też zapragnęła sernika z dynią na zimno, i znalazła inspirację na tym samym blogu. Jej ciasto jednak skończyło zupełnie inaczej niż moje... Jak? Koniecznie do niej zajrzyjcie!

Dyniowy sernik na zimno


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 22 cm)

spód:
  • 115 g ciastek digestive
  • 55 g masła
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 500 g puree z dyni
  • 370 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 150 g płynnego miodu
  • 20 listków żelatyny
dodatkowo:
  • 100 ml śmietany kremówki (38%)
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
Ciastka pokruszyć na miazgę, wymieszać z cynamonem. Dodać rozpuszczone i przestudzone masło, dokładnie wymieszać.Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wsypać masę ciasteczkową, ugnieść na dnie dłonią lub łyżką. Wstawić do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, odcisnąć i rozpuścić na parze lub w garnuszku na bardzo małym ogniu. Przestudzić.
Pozostałe składniki: serek, kremówkę, puree, mleko skondensowane, miód i przyprawy dokładnie razem zmiksować. Dodać kilka łyżek masy do żelatyny, wymieszać, przelać całość do miski z serem. Dokładnie zmiksować, przelać do tortownicy. 

Schłodzić w lodówce przez całą noc.

Przed podaniem udekorować ubitą kremówką.

Smacznego!


A ponieważ chyba wszyscy pieką teraz dyniowe serniki, niedługo i takiego możecie się u mnie spodziewać. Jeszcze się nie zdecydowałam na konkretny przepis - tyle ich jest, że można zwariować. Co jeden to lepszy! Może Wy podsuniecie jakieś pomysły...?

sobota, 19 października 2013

Wspólne pieczenie: sernik czekoladowy

Już bardzo, bardzo, bardzo dawno nie piekłam w moim ulubionym pieczeniowym towarzystwie. Wakacje, problemy w pracy - to wszystko nie sprzyjało planowaniu przepisów, żeby pasowały do wspólnego kalendarza. I tylko smutno mi się robiło za każdym razem, gdy czytałam o boskich słodkościach, które wszyscy razem przygotowywali...
Kiedy jednak zobaczyłam sernik czekoladowy w październikowych propozycjach wiedziałam, że choćbym na głowie miała stanąć, nie zrezygnuję i go upiekę. Ale zaraz, zaraz... Czy aby na pewno...?

Od razu wiedziałam, co chcę upiec. Miał być ciężki, mocno czekoladowy, słodko-wytrawny, a cudownym, głębokim kolorze... Koniecznie z alkoholowym akcentem, z rodzynkami w rumie może. Albo jeszcze lepiej - z wiśniami. Mmm... Miał być boski. Na samą myśl robiłam się głodna.
Sięgnęłam więc po Cheesecakes: baken and chilled The Australian Women's weekly, bo jest pełna naprawdę świetnych przepisów, i byłam pewna, że widziałam tam dokładnie to, czego teraz zapragnęłam. I owszem, był. Pewna wyboru, przekartkowałam książkę na wszelki wypadek. I co...? Kobietą jestem, i bardzo szybko zmieniłam zdanie, gdy moim oczom ukazały się sernikowe rożki...

Po pierwsze - wygląd. Prezentują się zachwycająco, wyglądają, jakby ich przygotowanie stanowiło nie lada wyzwanie. Hmm... Najtrudniejsze w całej sprawie jest odpowiednie zwinięcie papieru do pieczenia, a właściwie opisanie tego procesu (mam nadzieję, że mi się udało). Potem idzie już gładko. Serniczki co prawda są dość czasochłonne, bo trzeba osobno przygotować każdą warstwę, a potem poczekać, aż każda zastygnie przed nałożeniem kolejnej. Mimo wszystko, przy dobrej organizacji, nie jest źle. No skoro ja dałam radę... Trzeba tylko całość dobrze skleić, żeby w trakcie nakładania masy nic się nie rozjechało.
Pierwszą warstwę najłatwiej nałożyć za pomocą rękawa cukierniczego - z dużą okrągła końcówką, lub po prostu woreczkiem z odciętym rogiem. Dzięki temu uda się masę wcisnąć do samego końca. Ważne jest, żeby pierwsza warstwa dobrze zastygła - inaczej ciężar pozostałych spłaszczy czubek. Następne warstwy trzeba dobrze rozprowadzić - mi się to nie do końca udało, co widać na zdjęciach. Smaku na szczęście to nie ujmuje.
A smak... Moi drodzy, przy jedzeniu tych serniczków trzeba przymknąć oczy, zapomnieć o całym świecie i po prostu delektować się tym smakiem. Biała warstwa, najsłodsza, z białą czekoladą, C. się nią zachwycił. Mleczna, lekko alkoholowa, trochę orzechowa, mi smakowała najbardziej. Ostatnia, nieco bardziej wytrawna, cudownie balansuje słodycz dwóch pierwszych. Wszystkie bardzo delikatne, leciutkie, rozpływają się na języku... Najlepiej smakują, kiedy na łyżeczce zbierze się wszystkie trzy - mówię Wam, poezja... Z pewnością zrobią wrażenie na najbardziej wybrednych gościach.

Jedna rzecz - rozmiar. Nie ma szans, żeby wcisnąć w siebie całego takiego rożka po obiedzie. A i po dłuższej przerwie może być ciężko - tyle czekolady potrafi nasycić... I choć deser jest naprawdę lekki, to jednak sycący. Można więc zrobić dwanaście mini rożków, jeśli ktoś ma cierpliwość. Albo przygotować deser w szklankach lub małej tortownicy - będzie prościej. Choć już z pewnością nie tak widowiskowo...

Za ogromną motywację i radość wspólnego pieczenia, tudzież schładzania, chciałabym podziękować Maggie, OliSiaśceLejdiMartynosi oraz Wojciechowi.

Potrójnie czekoladowe rożki sernikowe

Składniki:
(na 6 rożków)
  • 250 g serka kremowego
  • 250 g serka mascarpone
  • 110 g cukru
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 430 ml śmietany kremówki (38%)
  • 5 listków żelatyny
  • 80 g białej czekolady
  • 80 g mlecznej czekolady orzechowej
  • 1 łyżka likieru kawowego
  • 80 g ciemnej czekolady (70%)
  • 1 łyżka kakao

Najpierw przygotować rożki:
Wyciąć z papieru do pieczenia 6 kwadratów o boku 30 cm. Każdy złożyć na pół po przekątnej.
Ułożyć pierwszy trójkąt kątem prostym do siebie, przyciągnąć do niego jeden z bozostałych końców. Następnie zawinąć drugi koniec dookoła, formując rożek. Skleić końce taśmą klejącą. 
Tak samo złożyć pozostałe trójkąty.

Serek kremowy, mascarpone, cukier i jajko zmiksować na gładką, puszystą masę. Dodać kremówkę, zmiksować krótko raz jeszcze. Podzielić masę na trzy części: 250 ml, 375 ml i 500 ml. 
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.

Pierwsza warstwa: z białej czekolady.
Czekoladę posiekać, rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Wlać do 250 ml masy serowej, zmiksować.
1 i 1/4 listka żelatyny odcisnąć, rozpuścić na parze, ostudzić. Dodać do żelatyny 2 łyżki masy serowej, dokładnie wymieszać. Wlać żelatynę do sernika, dokładnie zmiksować.

Każdy z rożków ustawić w wysokiej szklance. Rozłożyć białą masę serową równomiernie do rożków - najlepiej za pomocą rękawa cukierniczego z dużą, okrągłą końcówką.

Wstawić rożki do lodówki na 15 minut.

W tym czasie przygotować drugą warstwę: z mlecznej czekolady.
Czekoladę posiekać, rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Wlać do 375 ml masy serowej razem z likierem, zmiksować.
2 listki żelatyny odcisnąć, rozpuścić na parze, ostudzić. Dodać do żelatyny 2 łyżki masy serowej, dokładnie wymieszać. Wlać żelatynę do sernika, dokładnie zmiksować.

Masę równomiernie wyłożyć na pierwszą warstwę, schłodzić w lodówce przez 15 minut.

Przygotować trzecią warstwę: z ciemnej czekolady.
Czekoladę posiekać, rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Wlać do 500 ml masy serowej razem z kakao, zmiksować.
1 i 3/4 listka żelatyny odcisnąć, rozpuścić na parze, ostudzić. Dodać do żelatyny 2 łyżki masy serowej, dokładnie wymieszać. Wlać żelatynę do sernika, dokładnie zmiksować.

Wyłożyć masę równomiernie do rożków, wyrównując wierzch. Schłodzić w lodówce przez noc.

Schłodozne rożki przełożyć na talerze, delikatnie ściągnąć papier. Podawać natychmiast.

Smacznego!

Opis przygotowania jest dość długi, ale chciałam wszystko jak najdokładniej wyjaśnić. W oryginale żelatyny dodaje się do masy serowej, a dopiero potem ją dzieli - bałam się jednak, że zanim pierwsza warstwa zastygnie, dwie pozostałe zdążą się ściąć... Uprościłoby to nieco pracę, ale nie jestem pewna, czy to dobre rozwiązanie...

wtorek, 17 września 2013

Letnio, czereśniowo, lawendowo...

Bardzo, bardzo dawno zrobiłam naprawdę pyszny sernik. Na zimno, więc był wyjątkowo szybki w przygotowaniu. Tak cudownie delikatny, że rozpływał się w ustach. Pastelowo różowy, z lekkim aromatem lawendy. Jeny, jakie to było dobre...

Najpierw zobaczyłam go u Kasi - kolor mnie zafascynował, dodatek czereśni oczarował - to moje wspomnienie letnich, dziecięcych dni, spędzanych na dziadkowej działce, gdzie mogłam wdrapywać się na drzewa i zjadać wszystko, na co miałam ochotę. Czereśnia nie dałaby rady się ode mnie opędzić nawet, jakby próbowała...
Później zajrzałam na bloga Crummblle, która zainspirowała mnie swoimi zdjęciami - pomyślałam, że lawenda sprawdzi się tutaj dobrze nie tyko jako ozdoba. I, moi drodzy, miałam rację - połączenie czereśni z lawendą jest po prostu boskie. Te dwa smaki są dla siebie stworzone - delikatne, nieprzytłaczające, wystarczy zamknąć oczy i wyobrazić sobie ogród pełen kwiatów w późne, letnie popołudnie, gdzie pszczoły pracowicie bzyczą, a dzieci beztrosko się śmieją... A do tego waniliowa nuta, która choć ulotna, to jednak ma znaczenie. Gwarantuję, że zakochacie się w tym serniku bez pamięci. Szkoda, że dopiero w przyszłym roku...

Sernik czereśniowy z lawendą i wanilią

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 120 g ciastek digestive
  • 2 łyżki kakao
  • 75 g masła

masa serowa:
  • 500 g czereśni
  • 70 g cukru
  • 1 laska wanilii
  • 2 łyżeczki suszonej lawendy
  • 8 listków żelatyny
  • 2 łyżki wody
  • 3 żółtka
  • 85 g cukru pudru
  • 400 g serka kremowego
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)

dodatkowo:
  • 250 g czereśni

Ciastka dokładnie pokruszyć, wymieszać z kakao. Masło rozpuścić, wymieszać z ciastkami.
Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wsypać ciasteczka do formy, ugnieść na dnie łyżką lub dłonią.
Schłodzić w lodówce na czas przygotowania masy serowej.

Czereśnie, cukier i lawendę włożyć do garnka. Laskę wanilii przeciąć na pół, dodać do garnka wyskrobane ziarenka i strąk. Wlać wodę. Podgrzewać, aż wiśnie puszczą sok, następnie gotować przez 10 minut pod przykryciem.
Odcedzić sok, gorący wymieszać z namoczoną wcześniej w zimnej wodzie żelatyną. Ostudzić.

Żółtka ubić z cukrem pudrem na puszystą, jasną masę. Dodać serek, zmiksować. Powoli wlewać ostudzony sok, cały czas miksując.
Kremówkę ubić, partiami dodawać do masy serowej, delikatnie mieszając łyżką.

Masę przełożyć na schłodzony spód, wyrównać wierzch.
Schłodzić w lodówce przez noc.
Przed podaniem udekorować pozostałymi czereśniami.

Smacznego!

Muszę sobie przygotować coś, co znów przeniesie mnie do letniego ogrodu - za oknem bowiem rozszalała się już jesień... A ja jeszcze nie jestem na nią gotowa...

piątek, 2 sierpnia 2013

Coś na kształt depresji i sernik herbaciany

Ostatnio z przerażeniem zauważyłam, jak szybko robi się ciemno. Nawet w słoneczny dzień o godzinie dwudziestej pierwszej robi się szaro, a o dwudziestej drugiej jest już niemal zupełnie ciemno. Chcąc zrobić zdjęcie przy dziennym świetle, muszę się wyrobić do godziny dziewiętnastej, inaczej, niestety, ale cudów nie ma, i lepiej zapalić lampę. Doprawdy, czuję się rozczarowana. Ledwo co sierpień się zaczął, a dni już takie krótkie...? Dlaczego byłam przekonana, że jeszcze we wrześniu będę się cieszyć wieczornymi spacerami w pełnym słońcu...? 
Chyba dopada mnie późnoletnia depresja pogodowa...

Na pocieszenie - sernik. Ach, jaki dobry! C. nawet stwierdził, że może śmiało konkurować o tytuł najlepszego ciasta, jakie mu zrobiłam. Od razu mi się humor poprawił.

Odkąd zobaczyłam go w gazetce Pieczenie jest proste, nr 2/2012 wiedziałam, że muszę go zrobić. Po pierwsze, samo zdjęcie mnie oczarowało - jagody delikatnie zatopione w masie serowej, całość przykryta kawałkami ciasteczek z czekoladą, podana na czekoladowym, chrupkim spodzie. Mmm... A kiedy przeczytałam, że do masy sernikowej dodajemy mnóstwo bitej śmietany i mocną herbatę, przepadłam. Kiedy więc w końcu wpadły mi w ręce borówki amerykańskie (o jagodach to mogę sobie pomarzyć...), od razu zabrałam się do dzieła.
Ciasto przygotowuje się szybko i prosto, bez włączania piekarnika (czyli idealne na aktualne upały). A smak...? Moi drodzy, tego po prostu trzeba spróbować! Spód jest naprawdę przyjemnie chrupiący i mocno kakaowy, masa serowa jest delikatna i puszysta, o delikatnym zapachu i aromacie herbaty - doprawdy wyjątkowa. Do tego soczyste, orzeźwiające owoce i chrupiące ciasteczka, które wspaniale współgrają z kremową masą. Całość zdecydowanie godna polecenia.

Herbaciany sernik z borówkami amerykańskimi

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 115 g ciastek digestive
  • 2 łyżki kakao
  • 75 g masła

masa serowa:
  • 3 torebki czarnej herbaty
  • 200 ml wrzątku
  • 200 g serka kremowego
  • 100 g cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • 8 listków żelatyny
  • 400 g śmietany kremówki (38%)

dodatkowo:

Ciastka na spód dokładnie pokruszyć, wymieszać z kakao. Masło rozpuścić, lekko przestudzić i wymieszać z ciastkami.
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia, na to wyłożyć ciastka, dokładnie docisnąć palcami lub łyżką.
Schłodzić w lodówce w czasie przygotowywania masy serowej.

Herbatę zaparzyć w 200 ml gorącej wody. Po pięciu minutach wyjąć torebki, ostudzić.
Serek zmiksować z cukrem, cukrem waniliowym, sokiem z cytryny i herbatą.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, a następnie rozpuścić na parze. Wymieszać z kilkoma łyżkami masy serowej, a następnie dodać do masy i dokładnie połączyć.
Kremówkę ubić na sztywno, wymieszać z masą serową, kiedy ta tylko zacznie tężeć.

Masę serową przełożyć do tortownicy, wyrównać powierzchnię. Ułożyć na wierzchu borówki, delikatnie wciskając w masę. 
Schłodzić w lodówce przez kilka godzin, a najlepiej całą noc.
Przed podaniem udekorować połamanymi ciasteczkami.

Smacznego!

A teraz Wam się przyznam do małego bubla... Gdybym ten sernik robiła dla gości, byłabym podłamana. Kiedy bowiem wkładałam go do lodówki nie zauważyłam, że mi się półka lekko obsunęła, i tortownica stała pod lekkim kątem. Przez to jest odrobinę wyższy z jednej strony, co widać na zdjęciu...
Oczywiście, żadna to tragedia, ale jednak... Ku przestrodze: trzeba uważać na najmniejsze drobiazgi, jeśli chce się mieć ciasto idealne.