Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biscotti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biscotti. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2015

Biscotti z lawendą i cytryną

Pamiętaliście o zmianie czasu? Choć tak właściwie, to pytanie jest już jakby nie na miejscu...
Gdy byłam dzieckiem, o zmianie czasu, obojętnie której, mówili wszyscy. Sąsiedzi sobie przypominali, w radiu i telewizji powtarzali do znudzenia. Dzisiaj po prostu któregoś dnia okazuje się, że jest on jakiś dziwnie długi... Słońce świeci jasno, gdy już w zasadzie powinno być ciemno. Dlaczego? Niektórzy zadają sobie to pytanie, i wtedy przypominają sobie o tej drobnej zmianie. Inni po prostu przechodzą nad tym do porządku dziennego. W dzisiejszym świecie to komputery pamiętają za nas. Same przestawiają, teraz już tylko metaforyczne, wskazówki, nie pytając nas o zdanie. Tak ma być, i koniec. Bez dyskusji. Nie da się oszukać i mieć choćby kilku dodatkowych godzin dla siebie...

Wczoraj w kuchni spędziłam kilka godzin. Przygotowałam pełen słój nowej, pysznej granoli, ugotowałam zupę z topinambura (moją pierwszą) i upiekłam pyszne biscotti. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia, gdy tylko ujrzałam je na blogu Kulinarne pomyłki. Bardzo mi się takie połączenie smaków spodobało, i obiecałam sobie, że przygotuję je na Wielkanoc. Upiekłam raz, i nie do końca mnie zadowoliły. Zmieniłam więc to i owo, i okazało się, że takie są idealne. Z delikatnymi nutami cytryny i lawendy (nie są mydlane, nie bójcie się!), z cudownie chrupiącymi migdałami i ledwo wyczuwalnym smakiem miodu gdzieś w tle. Bajecznie, idealnie wiosenne, z kwiatową nutą. Skusicie się?

Cytrynowo-lawendowe biscotti z miodową nutą

Składniki:
(na 12-15 sztuk)
  • 2 jajka
  • 100 g cukru
  • 50 g miodu
  • 65 ml oleju
  • 340 g mąki pszennej
  • 100 g całych migdałów
  • 2 łyżki suszonych kwiatów lawendy
  • skórka otarta z 1 cytryny

Czekoladę i obrane migdały grubo posiekać.
Jajka ubić z cukrem i miodem na puszystą, jasną masę. Wlać olej, zmiksować. Partiami dodawać mąkę z proszkiem i skórką z cytryny, miksując na najniższych obrotach miksera. 
Wsypać migdały i lawendę, dokładnie połączyć.

Z ciasta uformować gruby wałeczek o długości około 30 cm. Zawinąć w folię spożywczą, schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.

Schłodzone ciasto odwinąć z folii, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 30-35 minut.
Lekko przestudzić.

Pokroić ciasto po skosie na kromki grubości 1-1,5 cm. Ułożyć je płasko na blasze.

Piec w 180 st. C. przez 20-25 minut, przewracając w połowie na drugą stronę.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Tak sobie myślę, że to połączenie smaków jest naprawdę znakomite. A może by tak wykorzystać je w jakimś innym wypieku lub deserze...?

czwartek, 26 marca 2015

Wiosna. I biscotti na wytrawnie

Wiosna. Wszystko powoli budzi się do życia - na drzewach i krzewach zielone pąki, na trawnikach fioletowe i żółte krokusy otoczone drobnymi przebiśniegami, na straganach wszyscy już chyba sprzedają żonkile. Słońce, jeszcze niezbyt gorące, ale jednak coraz cieplejsze, umila nam kolejne dni. Cudowne, jasne poranki, błyszczące krople rosy, w których odbija się błękit nieba. Rześkie powietrze, które nawet pachnie inaczej...
Niestety, to tylko marzenia. Tak naprawdę wieje i pada, a poranne mgły są tak gęste, że ledwo widać czubek własnego nosa. Ptysia patrzy na mnie z wyrzutem, gdy wyciągam ją na spacer, i czym prędzej stara się wrócić do domu. Nadal wypijam hektolitry gorącej herbaty, bo to chyba jedyne co sprawia, że nie dopadła mnie totalna frustracja. Tak naprawdę to chyba wolałam zimę - było zdecydowanie cieplej i przyjemniej...

Dobrze, dość narzekania. Przejdźmy do czegoś, co sprawdzi się nie tylko w szare i chłodne dni. Mam dla Was zupełnie wyjątkowe biscotti. Dlaczego wyjątkowe? Bo wytrawne.
Szczerze mówiąc, nie spotkałam się z tymi ciasteczkami w niesłodkiej wersji. I tak jakoś mnie naszło... Efekt przerósł moje oczekiwania - są chrupiące (wiadomo), takie coś pomiędzy sucharkiem, a krakersem, w dodatku wzbogacone smakiem oliwek, suszonych pomidorów i przypraw. Będą idealne jako przekąska do piwa albo ciasteczko na drogę. Gwarantuję - jeśli spróbujecie, na jednym się nie skończy...

Biscotti z oliwkami i suszonymi pomidorami

Składniki:
(na 10-12 sztuk)
  • 300 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
  • 100 g zimnego masła
  • 2 jajka
  • 50 g suszonych pomidorów
  • 50 g zielonych oliwek

Mąkę przesiać do miski, wymieszać z proszkiem do pieczenia, solą, bazylią i rozmarynem. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Wbić jajka, szybko zagnieść ciasto. Dodać niezbyt drobno posiekane oliwki i pomidory, równomiernie rozprowadzić w cieście.

Z ciasta uformować gruby wałek, spłaszczyć, owinąć folią spożywczą. Schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.

Schłodzone ciasto ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 30 minut.
Wyjąć z piekarnika, przestudzić.

Przestudzone ciasto pokroić ostrym nożem z ząbkami na 1-1,5 cm plastry. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 20 minut, w połowie pieczenia odwracając na drugą stronę.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

W maju jadę do Kopenhagi. Na całe cztery dni, na wycieczkę klasową. Już się nie mogę doczekać, tym bardziej, że te wycieczki co roku pełne są najróżniejszych atrakcji. Poza tym jestem pełna nadziei, że do tego czasu pogoda się poprawi, i wyjazd będzie dzięki temu jeszcze bardziej udany...

środa, 19 listopada 2014

Dyniowe biscotti

No i proszę - narzekałam na mgły, to mam. Deszcz. Nieustanny. Nawet chwili wytchnienia na spacer z Ptysią nie daje. Bardzo tego nie lubię... Na szczęście czerwone kalosze mnie ratują, a i kałuże jakoś lepiej wyglądają przez ich pryzmat. Może więc lepiej przestanę narzekać, a zacznę doceniać...? Bo kto wie, co przyniesie nam listopadowe jutro...

Dzisiaj mam dla Was coś absolutnie, obłędnie boskiego. Wypisałabym tu całą długą listę pochwalnych przymiotników; zamiast tego jednak przejdę do sedna, czyli biscotti. To popularne włoskie herbatniki, pieczone dwa razy, przypominają więc nieco konsystencją nasze sucharki. Naprawdę trzeba uważać przy ich konsumpcji, bo mimo, że wyjątkowo pyszne, to jednak nie warte wizyty u dentysty (ale ja się dentysty boję panicznie; według mnie piekło to niekończący się rząd foteli dentystycznych...). Kombinować ze smakami można do woli, ja tym razem postanowiłam zamknąć w nich dynię. Posiłkowałam się przepisami Małgosi, od której wzięłam zasadnicze proporcje, oraz blogiem Pink hungry, skąd zaczerpnęłam pomysł na dodatek mąki pełnoziarnistej. Dodałam też mrożonych jagód, bo mam zamiar umyć zamrażalnik i wykorzystuję wszystkie zapasy. Do nich pasowały mi delikatne, chrupkie migdały. Wyszło coś niesamowitego! Moje biscotti nie są aż tak twarde jak tradycyjne - jeśli chcecie, aby Wasze wyszły twardsze, po prostu pieczcie je nieco dłużej. Moje można zjadać bez ryzyka złamania zęba, choć są zdecydowanie chrupkie. Z kubkiem gorącej herbaty (najlepiej jagodowej) smakują rewelacyjnie. Spróbujcie koniecznie!

Dyniowe biscotti z migdałami i jagodami

Składniki:
(na 12-15 sztuk)
  • 145 g puree z dyni
  • 50 g miękkiego masła
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 240 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 80 g słupków migdałowych
  • 80 g świeżych lub mrożonych jagód

Mrożone jagody rozmrozić i osuszyć.
Puree z dyni, masło, jajko i ekstrakt utrzeć na gładką masę.
Mąki przesiać, wymieszać z proszkiem, imbirem i cynamonem. Dodać suche składniki do mokrych, połączyć. Dodać migdały, równomiernie rozprowadzić je w cieście.

Połowę ciasta wyłożyć na folię spożywczą, wysypać równomiernie jagody, przykryć pozostałym ciasta. Uformować podłużny bochenek, zawinąć w folię i schłodzić 1 godzinę w lodówce.

Schłodzone ciasto ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 30 minut.

Lekko przestudzić, pokroić w 1-1,5 cm plastry. Ułożyć z powrotem na blasze.

Piec w 180 st. C. przez 20 minut, w połowie pieczenia obracając ciasteczka.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Ja tym czasem planuję przekąski na sobotę - idę do koleżanki z ambitnym planem picia alkoholu, C. dał mi swoje błogosławieństwo i powiedział, że mnie nawet po wszystkim przywiezie do domu. 
Hmm... Zabrzmiało to trochę dziwnie chyba... Gwoli wyjaśnienia - alkohol pijam rzadko, więc każda taka okazja wywołuje u mnie, być może nadmierną, ekscytację. Szczególnie, jeśli w planie jest babski wieczór!

środa, 18 grudnia 2013

Wyjątkowe biscotti: z żurawiną i kasztanami

To już nasze ostatnie wspólne pieczenie przed Świętami. Niedługo wszyscy całkowicie oddadzą się przedświątecznej gorączce, każdy zajmie się swoimi Świętami. Żeby pożegnać ten rok przyjemnie i słodko, umówiliśmy się na ciasteczka. I to nie byle jakie, bo z żurawiną. Te czerwone koraliki kojarzą się chyba każdemu właśnie ze Świętami, stwierdziłam więc, że to idealny pomysł. Wybrałam biscotii, takie niecodzienne: bo ze świeżą żurawiną i... Kasztanami. Wiem, że to już po sezonie, ale może jednak ktoś się skusi...? Smakują bowiem bajecznie.

Znalazłam je na blogu Galangal całe wieki temu. Od razu zainteresowały mnie niecodziennymi dodatkami: świeża żurawina i pieczone kasztany...? Jedno i drugie uwielbiam, wiedziałam więc, że te ciasteczka podbiją moje podniebienie. W końcu, po latach (dosłownie!) udało mi się zebrać w kuchni dwa niezbędne produkty, i od razu przystąpiłam do działania.
Ewa napisała, że kasztany można zamienić na orzechy. Oczywiście, można. Żurawinę świeżą można zastąpić suszoną, i gwarantuję, że też będzie pysznie. Tylko że to już będą zupełnie inne ciasteczka! Tutaj kwaśna żurawina przeplata się ze słodkawymi kasztanami, a całość zamknięta jest w cudownie chrupkim, pachnącym pomarańczą herbatniku. Te biscotti są zupełnie wyjątkowe, mnie oczarowały. Nie dotrwały nawet do dzisiaj, ale to akurat mnie nie zdziwiło.

Ilość składników zmniejszyłam o połowę, zachowując jednak oryginalną ilość bakalii i skórki pomarańczowej. Dzięki temu moje ciasteczka są cudownie aromatyczne i pełne pyszności. Oj, nie można się im oprzeć...

Ciasteczkom z żurawiną nie potrafiła się oprzeć również Mirabelka.

Biscotti ze świeżą żurawiną i pieczonymi kasztanami


Składniki:
(na 18-20 sztuk)
  • 2 jajka
  • 150 g cukru
  • 250 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody
  • 1/4 łyżeczki soli
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 115 g upieczonych, obranych kasztanów
  • 100 g świeżej żurawiny
Jajka z cukrem ubić na puszystą, jasną masę. Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem, sodą i skórką pomarańczową. Partiami dodawać do masy jajecznej, miksując na najniższych obrotach.
Kasztany niezbyt drobno posiekać. Razem z żurawiną dodać do masy, dokładnie wymieszać.

Uformować z ciasta wałeczek 28x5 cm, spłaszczyć. Zawinąć w folię spożywczą, schłodzić w lodówce przez 40-60 minut.

Wyjąć ciasto z lodówki, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 200 st. C. przez 25 minut.
Ostudzić przez 30 minut.

Przestudzone ciasto pokroić ostrym nożem z piłką na plastry grubości 1-1,5 cm. Ułożyć płasko na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 170 st. C. przez 25-30 minut, w połowie pieczenia obracając na drugą stronę.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Oczywiście w styczniu będziemy nadal razem pichcić - i to jest jedna z tych rzeczy, na które czekam bardzo niecierpliwie.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Na psi rozum. I biscotti z psem niezwiązane

Ostatnio już wspominałam, że w lodówce, na najniższej półce, w fioletowych kubeczkach, przechowuję białka. Zazwyczaj po cztery, choć bywa, że i sześć. Nie wiem już sama, co z nimi robić... Bo ile w końcu można jeść bezy...? Bardzo je lubię, oczywiście, ale nie chcę, żeby się nam znudziły. Szukam więc i kombinuję, jak mogę.

Jakiś czas temu na blogu Gotowanie pod gruszą znalazłam niezwykle obiecujące ciasteczka. Na samych białkach właśnie. Cantucci, czy też biscotti - różnica między tymi dwoma rodzajami ciastek wydaje się być nieco płynna. Gdzieś przeczytałam, że cantucci to te tradycyjne, tylko z migdałami, a biscotti to wszelakie odmiany z najróżniejszymi dodatkami. Nie wiem jednak, czy ten podział wymyślili Włosi, czy autor tej teorii... Tak czy inaczej - te podwójnie wypiekane, twarde i mocno chrupiące ciasteczka skradły moje serce od pierwszego gryza. Nie wiem, co w nich takiego magicznego, ale wciągają niesamowicie, i choć można je i miesiąc w puszce przechowywać, u nas znikają w ciągu tygodnia, i to tylko wtedy, kiedy puszka jest schowana głęboko.

Te zauroczyły mnie przede wszystkim brakiem żółtek. Zrobiłam je raz dwa, i okazało się, że mają zdecydowanie więcej plusów - migdałowo-cytrynowy smak i zapach, z lekką nutą wanilii w tle. Smaki te doskonale się uzupełniają, a jednocześnie każdy z nich jest znakomicie wyczuwalny. Następnym razem dałabym jeszcze całe migdały, i piekłabym nieco dłużej - pieczone dokładnie według poniższego przepisu będą smakowały bardziej jak kruche biszkopty, niż prawdziwe biscotti. Niemniej - pyszne są. 
A jeśli dodacie łyżeczkę przyprawy do piernika, idealnie nadadzą się do świątecznej puszki.

Migdałowe biscotti na białkach

Składniki:
(na keksówkę 11x30 cm)
  • 4 białka
  • 120 g cukru
  • 100 g masła
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 115 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 60 g mielonych migdałów
  • 50 g mąki ziemniaczanej

Masło rozpuścić i ostudzić.
Masło, cukier i ekstrakt utrzeć. Gdy cukier całkowicie się rozpuści, partiami dodawać mąki wymieszane z proszkiem, migdałami i skórką z cytryny.
Białka ubić na sztywną pianę. W dwóch partiach dodać do masy maślanej, wymieszać delikatnie, ale dokładnie.

Masę przełożyć do keksówki wysmarowanej masłem.

Piec w 160 st. C. przez 30 minut.
Przestudzić.

Ciasto wyjąć z formy, pokroić na plastry grubości 1,5-2 cm. Ułożyć na balsze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 120 st. C. przez 50 minut, w połowie pieczenia obracając na drugą stronę.
Wystudzić na kratce.

Smacznego!

Moja psa ostatnio wprawiła mnie w zachwyt swoim małym psim rozumkiem. Postanowiliśmy ją nauczyć, że przed przejściem przed ulicę musi usiąść i na nas zaczekać. Szkolimy ją od wakacji, i wychodzi jej to perfekcyjnie w tej chwili. Do tego stopnia, że gdy ja chcę iść prosto, a ona na drugą stronę, to siada i patrzy na mnie wyczekująco... 
I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że psy są głupie.

środa, 5 grudnia 2012

Jeszcze inne biscotti

Tak, tak, wiem, nudna już jestem z tymi biscotkami. Obiecuję, że w tym tygodniu to już ostatnie.
Nie mogę się opanować - uwielbiam te chrupiące ciasteczka, a zamiłowanie C. do maczania ich w popołudniowej kawie tylko dodatkowo mnie nakręca. Zamiast piec inne drobiazgi - wszystkie smaki, które roją mi się w głowie zamieniam właśnie na biscotti. Z drugiej strony - skoro coś mi smakuje, to dlaczego sobie nie dogodzić? Za jakiś czas mi się znudzi, i znowu zacznę piec serniki...

Tym razem zapraszam Was na ciasteczka kawowe - bo, jak pewnie wiecie, uwielbiam wszystkie słodycze z dodatkiem kawy - lody, serniki, ciasteczka właśnie... Nie mogąc się więc zdecydować, które upiec najpierw  - zrobiłam i te, i z dodatkiem przyprawy do piernika. I teraz, po zjedzeniu kilku sztuk każdego rodzaju, nadal nie mogę się zdecydować, które smakują mi bardziej. W tych smak kawy jest mocno wyczuwalny, ciasteczka są nawet lekko gorzkawe. Słodyczy nadają suszone śliwki i rodzynki. Dzięki odrobinie kakao mają wspaniały, kawowy kolor. Ciężko nie sięgać do puszki po kolejne, oj ciężko...

Kawowe biscotti z migdałami, rodzynkami i suszonymi śliwkami


Składniki:
(na 8-10 sztuk)
  • 30 g miękkiego masła
  • 70 g cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 110 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżka kakao
  • 60 g obranych, całych migdałów
  • 50 g rodzynek
  • 50 g suszonych śliwek

Masło utrzeć z cukrem. Wbić jajko, dokładnie zmiksować. Wlać ekstrakt, połączyć.
Mąkę przesiać z kakao i proszkiem do pieczenia, wymieszać z kawą. Partiami wsypywać do masy maślano-jajecznej, miksując na najniższych obrotach miksera.
Śliwki pokroić w kosteczkę, razem z rodzynkami i migdałami dodać do masy, dokładnie wymieszać łyżką.

Z ciasta uformować wałeczek, lekko spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1-2 godziny.
Schłodzone ciasto odwinąć z folii, przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 20-30 minut. 

Wyjąć z piekarnika, przestudzić 10 minut. Pokroić ukośnie w 1centymetrowe kromki, ułożyć płasko na blasze.

Piec 20 minut w 180 st. C.
W połowie przewrócić na drugą stronę.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!

Dziś C. ma wolne - planujemy później wybrać się na spacer do lasu - wszystko jest ośnieżone i lekko zamarznięte, więc wygląda zupełnie inaczej, niż kiedy byliśmy tam ostatnim razem. Ptysia z pewnością się ucieszy!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Zaśniegowanie. I biscotti o smaku piernika

Siódma czterdzieści. Budzik. Drzemka. I jeszcze pięć minut.
Otwieram oczy. Przecieram je ze zdziwieniem - w pokoju jest zupełnie ciemno. Owszem, zdążyłam się już przyzwyczaić, że wstając przed piątą niemal nie jestem w stanie zobaczyć drzwi do łazienki, jednak trzy godziny później spodziewałam się chociaż zalążka światła... Dopiero gdy uważniej przyjrzałam się szybie zauważyłam, że jest kompletnie zasypana śniegiem. Czym prędzej pobiegłam do drugiego pokoju żeby wyjrzeć przez nasze jedyne normalne okno. 
Biało. Wszędzie. 
Dachy sąsiednich domów zasypane, czerwone huśtawki w ogrodzie w ciągu godziny zostały przemalowane na biało. Z pewnym niepokojem wychodziłam z domu - chodniki ośnieżone, choinka na największym rondzie obsypana śniegiem wyglądała przecudnie. Lampki na ulicach już się świecą, wszystko nabiera świątecznego charakteru.

I ten zapach... Wiecie, jak pachnie śnieg? Mrozem i świeżością. Nic innego nie wprawia mnie w ten szczególny nastrój - wtedy chcę, żeby w domu zapachniało piernikiem i pomarańczą. Zapalam świeczki i cieszę się nastrojowymi cieniami na ścianach. A później zakopię się pod kołdrą i będę patrzeć w moje zasypane śniegiem okno. A jeszcze później C. wróci z pracy i ogrzeje mi zmarznięte stopy.

Aromat piernika unosi się u nas od piątku - wtedy zaczęłam piec ciasteczka. Zapełniłam już dwie puszki, ale wątpię, żeby w stanie nienaruszonym dotrwały do Świąt. To nic - mam mnóstwo pomysłów, co jeszcze mogę do nich schować.
Dzisiaj chciałabym pokazać kolejne biscotti - twarde, chrupiące ciasteczka. Zrobiłam je tak, jak pierwsze, które pojawił się na blogu, zmieniając tylko dodatki. Pojawiły się więc orzechy włoskie i suszone śliwki, do tego całe mnóstwo przyprawy do piernika i delikatny aromat pomarańczy w tle. Boskie! Dzięki dodatkowi kakao mają głęboki, zachwycający kolor. Mówię Wam - nie ma nic lepszego do kawy na pierwsze ośnieżone wieczory.

Piernikowe biscotti z orzechami włoskimi i suszonymi śliwkami


Składniki:
(na 8-10 sztuk)
  • 30 g miękkiego masła
  • 90 g ciemnego brązowego cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 2 łyżki złotego syropu
  • 110 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżki przyprawy do piernika
  • 2 łyżki kakao
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 75 g orzechów włoskich
  • 60 g suszonych śliwek
Masło utrzeć z cukrem. Wbić jajko, dokładnie zmiksować. Wlać ekstrakt i złoty syrop, połączyć.
Mąkę przesiać z kakao i proszkiem do pieczenia, wymieszać z przyprawą do piernika i skórką z pomarańczy. Partiami wsypywać do masy maślano-jajecznej, miksując na najniższych obrotach miksera.
Śliwki pokroić w kosteczkę, orzechy grubo posiekać. Dodać do masy, dokładnie wymieszać łyżką.

Z ciasta uformować wałeczek, lekko spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1-2 godziny.
Schłodzone ciasto odwinąć z folii, przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 20-30 minut. 

Wyjąć z piekarnika, przestudzić 10 minut. Pokroić ukośnie w 1centymetrowe kromki, ułożyć płasko na blasze.

Piec 20 minut w 180 st. C.
W połowie przewrócić na drugą stronę.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!


W Polsce są Mikołajki. W Danii ich nie obchodzą, co jednak nie znaczy, że nie ma przedsmaku świątecznych prezentów. Powiem więcej - Duńczycy ewoluowali na wyższy poziom, bo dzieci dostają drobne prezenty codziennie od pierwszego grudnia aż do Wigilii, a dorośli obdarowują się drobiazgami w każdą niedzielę adwentową.
Miła tradycja, prawda...?

poniedziałek, 26 listopada 2012

Na chrupko. Z czekoladą

Pisałam już ostatnio, że uwielbiam biscotti. Do tej pory jednak nie pojawiały się na blogu, nie piekłam ich też tak często, jak bym chciała. Sama nie wiem, dlaczego... W każdym razie postanowiłam te karygodne zaległości nadrobić, i teraz będę Was tymi ciasteczkami katować. Może znajdziecie tu takie, które skuszą wystarczająco, żeby je upiec? 
Tym razem sięgnęłam do Saved by cake Marian Keyes - zobaczyłam je, gdy szukałam przepisu na ciasto z buraczkami. W oryginale z pistacjami - u mnie bardziej klasycznie, z migdałami (mam resztkę pistacji, dla których już znalazłam odpowiedni wypiek; wkrótce przygotuję i podzielę się przepisem). Robi się je inaczej niż poprzednie, które pojawiły się na blogu - zimne masło, osobno ubijane jajko - jednak efekt jest bardzo podobny. Te wyszły bardziej chrupiące, twardsze, choć piekłam tyle samo, co poprzednie - ale to akurat zasługa kakao. C. był nimi zachwycony chyba jeszcze bardziej niż ich poprzednikami - bardzo przypadło mu do gustu maczanie ciasteczek w kawie czy kakao (herbaty nie pija) i zjadanie takich lekko rozmiękłych, z chrupiącymi migdałami i rozpływającą się w ustach czekoladą. Muszę przyznać, że wyglądają uroczo - prawie czarne, z jasnymi plamami orzechów. I smakują naprawdę świetnie - polecam z pełną odpowiedzialnością.

I już wiem, jakie będą następne - z piernikową nutą, koniecznie! W końcu najwyższy czas, żeby i w mojej kuchni zapachniało Świętami...

Kakaowe biscotti z czekoladą i migdałami


Składniki:
(na 8-10 sztuk)
  • 120 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 łyżeczki ciemnego kakao
  • 70 g cukru
  • 50 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka oleju
  • 60 g całych migdałów bez skórki
  • 50 g ciemnej czekolady (70%)
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i kakao, wymieszać z cukrem. Masło posiekać z mąką, a następnie rozetrzeć palcami, aż masa będzie miała konsystencję mokrego piasku. 
Jajko ubić w osobnej misce, dodać do masy maślanej razem z olejem. Połączyć. 
Czekoladę posiekać niezbyt drobno, dodać do masy razem z migdałami. Dokładnie połączyć.

Z masy uformować wałeczek, następnie go spłaszczyć. Zawinąć w folię spożywczą, schłodzić w lodówce przez około 1 godzinę.

Schłodzone ciasto odwinąć z folii, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec 30 minut w 180 st. C.
Wyjąć z piekarnika, ostudzić przez 10 minut.

Następnie pokroić po skosie w plastry grubości 1 cm. Ułożyć płasko na blasze.

Piec 20 minut w 180 st. C.
W połowie przewrócić na drugą stronę.
Całkowicie ostudzić.

Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!


Macie ochotę poczytać o książkach kulinarnych, z których korzystam i w których szukam inspiracji? O gazetach, które lubię kupować albo chociażby przejrzeć od czasu do czasu? Na wielu blogach pojawiają się recenzje, u mnie do tej pory tylko czytadeł niekulinarnych. Ostatnio pomyślałam, że może warto by to zmienić... Bylibyście zainteresowani?

wtorek, 13 listopada 2012

Aura jak z horroru i biscotti na ogrzanie duszy

Dziś w Danii aura londyńsko-horrorzasta - kiedy wyszłam z psą na spacer chwilę po szesnastej, nie mogłam się nadziwić. Wszystko spowite gęstniejącą w oczach mgłą, światła przejeżdżających aut niepokojąco ją rozświetlały. Rozmyte postacie ludzi idących kilka kroków przede mną sprawiały, że miałam ochotę jak najszybciej wrócić do domu. Taka pogoda zdecydowanie nie sprzyja spacerom. Przez park przeszłyśmy szybko, gdyż kontury drzew niepokojąco wyciągały konary w naszą stronę. A mżawka zmoczyła mi okulary, których nieopatrznie nie ściągnęłam z nosa przed wyjściem.

Kontrast.

Na parapecie i stoliku palą się świeczki sprawiając, że wszystko staje się przytulne w ich migoczącym blasku. Kanapa zaprasza ciepłymi kocami i poduszkami rozrzuconymi niedbale, w które psa wtuliła się błyskawicznie, zanim zdążyłam wytrzeć jej wilgotne łapy. Patrzy na mnie z przekrzywioną na bok główką, kiedy sadowię się uważnie z kubkiem pachnącej, gorącej herbaty i talerzykiem pełnym biscotti w dłoniach. Ma nadzieję, że jej też dostanie się kawałek. Chociaż kilka okruszków, proszę... 

Wczoraj z całym mieszkaniu pachniało pieczonymi migdałami - gdyż to one stanowią główny składnik moich ciasteczek. Do tego kilka suszonych moreli, które nadają im słodyczy i cudnego koloru. Biscotti chrupią głośno, kiedy się je gryzie - najlepiej wcześniej zamoczyć je w kawie lub herbacie, albo kubku pełnym ciepłego mleka. Wtedy stają się mięciutkie i rozpływają się w buzi. Uwielbiam te niepozorne ciasteczka - nie powalają wyglądem, ale po spróbowaniu kawałeczka nie można oprzeć się kolejnym. Spróbujcie, a nie pożałujecie.

U mnie dziś wersja limitowana - sztuk dziewięć. Dzięki temu jutro lub pojutrze będę mogła upiec inne, o zupełnie innym smaku. Polecam jednak zrobić je z podwójnej lub nawet potrójnej porcji - biscotti przechowują się znakomicie w szczelnie zamkniętym pudełeczku lub puszce.
Przepis znalazłam w Biscuits, brownies and biscotti wydawnictwa The Australian women's weekly. Zmodyfikowałam dodatki - chociaż w oryginalnej pistacjowo-cytrynowej wersji też niedługo zrobię, bo brzmi pysznie, prawda...?

Biscotti z migdałami i morelami


Składniki:
(na 8-10 sztuk)
  • 30 g masła
  • 70 g cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 110 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 75 g obranych, całych migdałów
  • 60 g suszonych moreli

Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Wbić jajko, dokładnie zmiksować. Wlać ekstrakt, połączyć.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. Partiami dodawać do masy maślano-jajecznej, miksując na najniższych obrotach miksera.

Morele drobno pokroić, razem z migdałami dodać do masy, wymieszać łyżką.

Z ciasta, które może się mocno lepić, uformować wałeczek, lekko spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1-2 godziny.

Schłodzone ciasto odwinąć z folii, przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 20-30 minut. 

Wyjąć z piekarnika, przestudzić 10 minut. Pokroić ukośnie w 1centymetrowe kromki, ułożyć płasko na blasze.

Piec 20 minut w 180 st. C.
W połowie przewrócić na drugą stronę.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnym pojemniku.

Smacznego!


Dziś kończy się mój długi, bo aż czterodniowy, weekend. Mam nadzieję, że rano nie będzie padać - deszcz nieodmiennie sprawia, że moje nastawienie do życia jest mało optymistyczne...