Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser wędzony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser wędzony. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 października 2017

Weselne toasty po duńsku. I żółciutka tarta z kurkami

Niezwykle istotnym elementem duńskiego wesela są toasty. I to nie byle jakie, nie proste i oczywiste w stylu Za zdrowie państwa młodych!. Duńskie toasty to całe przemowy; historie poznania, wspólnego życia, wspominki i obserwacje. 

Muszę przyznać, że ten element wesela bardzo mnie stresował. Dlatego już kilka miesięcy wcześniej postanowiłam zabrać się do dzieła. Najpierw zapytałam C., co ja właściwie mam powiedzieć. A on, zawsze tak skory do pomocy i uczynny, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: Co chcesz
Jasne. Nieco zdegustowana takim obrotem sprawy, usiadłam przy kuchennym stole z czystą kartką i długopisem, i zaczęłam myśleć.
Przez pół godziny zapisałam całą stronę. Było trochę skreśleń i poprawek, adnotacje i przypisy, ale muszę przyznać, że byłam z efektów całkiem zadowolona. Szczególnie, że pisałam po angielsku; uznałam go bowiem za najbardziej uniwersalny język. Polski nie wchodził w grę - C. i jego rodzina, czyli większość gości, nic by nie zrozumiała. Z tych samych powodów odpadł duński - tu moja Rodzinka nie wiedziałaby zupełnie, o co chodzi. Po niemiecku w temacie umiem powiedzieć tylko Ich liebe dich, mein Schmetterling, co nie do końca odkrywa głębię moich uczuć. No i brzmi tak, jakbym miała ochotę kogoś zjeść. 

Tak więc, wstęp przemowy miałam skończony. Później pracowałam, wypadło to to, to tamto, przygotowania do ślubu pochłonęły mnie niemal całkowicie, przyjechali Rodzicie i pozostali polscy goście i... Był piątkowy wieczór przed wielkim dniem. A ja nadal miałam tylko wstęp. Nawet chciałam się zaszyć w jakimś kącie i spróbować dopisać coś jeszcze, ale nie było mi dane. W końcu zrobiło się późno, za chwilę trzeba było wstawać i... Stwierdziłam, że jednak pójdę na żywioł.
Ale kartkę ze wstępem pieczołowicie zapakowałam do torebki i kazałam pilnować Młodej po groźbą utraty głowy, a przynajmniej narażenia się na wiązankę, która z ust panny młodej w dniu jej ślubu z pewnością wyjść nie powinna.

Na pierwszy ogień poszedł mój Tato. W krótkich, żołnierskich słowach wyraził uznanie i życzył nam wszystkiego najlepszego. C. z kolei wzruszył się niesamowicie i ze łzami w oczach dziękował gościom i rodzicom, a także opowiadał o tym, jakim to jest szczęściarzem (no ja myślę!). Mój Teść przełożył przez ramię ślubną chustę (która na każdym z wesel jego dzieci służyła mu do ocierania łez) i wspomniał o nieśmiałej Polce, która wślizgnęła się do rodziny nie powodując większego zamieszania, ale wypełniła ich kuchnię głośnym śmiechem, a życie jego syna miłością. Wszyscy, którzy zrozumieli, ukradkiem ocierali oczy.

W końcu przyszła mojej kolej. Odpowiedzialny za trzymanie wszystkiego w ryzach i lekko już pijany, mój ulubiony kuzyn C. podszedł do mnie i wyszeptał do ucha, że po deserze mam być gotowa. Wzięłam głęboki oddech, i stwierdziłam, że będę. Pięć minut później okazało się, że lody potrzebują jeszcze chwili, więc przemowę mam wygłosić przed deserem. Jonas ścisnął mnie za ramię, życzył szczęścia... I zapowiedział pannę młodą. Wydobyłam z torebki kartkę (Młoda spisała się na medal), wstałam, odchrząknęłam znacząco i zaczęłam...
Trochę zerkałam na to, co tak pieczołowicie wcześniej napisałam; gdy skończyłam wstęp, kartkę wyrzuciłam i kontynuowałam, wywołując kolejne salwy śmiechu i totalne zaskoczenie moich gości. Okazało się, że trafiłam w dziesiątkę, opowiadając o naszym pierwszym, niezwykle romantycznym spotkaniu, gdy C. z górą brudnych talerzy próbował zachować równowagę, a ja pędziłam gdzieś ze ścierką i mopem pod pachą. 
Już po wszystkim zebrałam całe mnóstwo gratulacji, a brat C. stwierdził, że czegoś takiego to on się po mnie nie spodziewał. No cóż, ciche myszki też potrafią. Muszą tylko chcieć.

Mnie za to najbardziej zaskoczył fakt, że moja młodsza, tak mało podatna na wzruszenia Siostra, zalała się łzami.
Po wszystkim dałam C. soczystego całusa i usiadłam z policzkami zaczerwienionymi z emocji i uczuciem dobrze spełnionego obowiązku. I choć wyszło świetnie, to cieszę się, że akurat tego powtarzać nie muszę.

Tymczasem mam dla Was przepis na idealnie jesienną tartę z kurkami.
W końcu udało mi się kupić koszyczek w cenie wołającej o pomstę do Nieba, ale czego nie robi się dla tego smaku... I choć oczyszczanie tych żółto-pomarańczowych grzybków to droga przez mękę, to warto. 
Przepis znalazłam na blogu Kolorowy Talerz, i zmieniłam nieznacznie proporcje, żeby pasował do większej formy. Wyszło bosko - kruchutkie ciasto wypełnione śmietanowo-jajeczną masą i grzybkami, których delikatny smak nie został niczym zakłócony, a tylko podbity dzięki dodatkowi białego wina i tymianku. Mówię Wam - coś wspaniałego! Do tego lekka, zielona sałata z winegretem i kieliszek dobrego białego wina. Idealny zestaw na romantyczną kolację w pierwszą miesięcznicę ślubu.

Tarta z kurkami, tymiankiem i białym winem


Składniki:
(na formę do tarty o średnicy 26 cm)

spód:
  • 100 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 200 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 150 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 2-3 łyżki zimnej wody

dodatkowo:
  • 1 białko

nadzienie:
  • 400 g kurek
  • 1 cebula
  • 2 łyżki masła
  • 3 jajka
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 50 g twardego, wędzonego sera
  • 3 gałazki tymianku
  • 100 ml białego wytrawnego wina
  • sól
  • pieprz

Mąki, sól, masło, jajko i żółtko umieścić w malakserze, zmiksować. Po łyżce dodawać wody, aż ciasto nabierze odpowiedniej konsystencji.
Ciasto rozwałkować między dwoma arkuszami papieru do pieczenia, przełożyć do fromy, odpowiednio przyciąć.
Schłodzić w lodówce przez minimum 30 minut.

Schłodzone ciasto gęsto nakłuć widelcem, przykryć papierem do pieczenia i obciążyć.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Zdjąć obciążenie i papier.

Piec przez kolejne 15 minut w 180 st. C.
Gorące ciasto posmarować roztrzepanym białkiem.

Kurki oczyścić, opłukać, osuszyć. Większe przekroić na połówki lub ćwiartki.
Cebulę pokroić w drobną kosteczkę.

Na patelni rozgrzać masło, zeszklić cebulę. Dodać kurki. Smażyć, aż cały płyn odparuje. Wlać białe wino, smażyć nadal, aż alkohol odparuje. Posolić.
Jajka roztrzepać, dodać śmietanę, ser i listki tymianku, doprawić solą i pieprzem.

Na przestudzony spód wyłożyć kurki, zalać masą jajeczno-śmietanową.

Piec w 160 st. C. przez 25 minut, aż masa jajeczna się zetnie.
Podawać na ciepło.

Smacznego!


Przede mną wolny weekend - nie macie pojęcia, jak się cieszę! Ostatnio jestem ledwo żywa; praca naprawdę daje mi się we znaki. A za pasem Święta, czyli ruch w interesie będzie coraz większy. Uff...

wtorek, 26 lipca 2016

Mój tajemniczy ogród i krem z młodych ziemniaczków

Bardzo polubiłam Gram, do którego się niedawno przeprowadziłam. Swoją drogą - czyż to nie idealna nazwa miejscowości dla przyszłego cukiernika?
W Gram jest zamek. Na początku trochę mnie rozczarował, do Malborka to mu bowiem daleko... Jednak wkrótce pokochałam spacery nad rzeką w jego ogrodach, które płynnie przechodzą w obłędnie o tej porze roku zielony las. Często tam chodzimy; spacerujemy równymi alejkami wysypanymi drobnymi kamykami lub przesiadujemy przy fontannie, która wyobraża kilkanaście zwierząt i naprawdę zachwyca detalami. Wczoraj wędrowaliśmy leniwie, rozmawiając już nie pamiętam o czym i najzwyczajniej w świecie delektując się ciepłym, letni wieczorem, gdy nagle zauważyłam wąskie przejście w żywopłocie. W tym miejscu nieprzystrzyżony, nie wyróżniał się niczym; nie zapraszał, ale też nie bronił wstępu. C. przecisnął się wąskim przesmykiem, i gdy tylko usłyszałam jego zadowolone sapnięcie, czym prędzej ruszyłam w jego ślady. Moim oczom ukazał się niewielki ogródek, ze wszystkich stron otoczony wysokim żywopłotem, pełen najróżniejszych ziół! Od szczypiorku i tymianku, poprzez melisę i czosnek, aż po rutę i geranium, których próżno szukać w pobliskich sklepach. Z zachwytu omal nie zemdlałam!
Niecierpliwie chodziliśmy między grządkami, wydając stłumione okrzyki szczerego zachwytu. Mogłabym już stamtąd nie wychodzić...

Po dokładniejszej inspekcji okazało się, że takie tajemnicze ogrody są cztery - niby łatwo zauważyć, że żywopłot rośnie wokół czegoś, ale jednak nie tak prosto znaleźć wejście.

Pamiętacie powieść Frances Hodgson Burnett Tajemniczy ogród? Jao dziecko marzyłam, aby tak jak Mary, znaleźć takie niesamowite miejsce. Od zawsze mam słabość do wysokich żywopłotów i kutych bram. I choć ten nie wymaga zaginionego klucza, ani nie jest tylko mój, jestem nim zachwycona do granic możliwości.

Dzisiaj znów mam dla Was zupę. Tym razem - zdecydowanie na obiad (no chyba, że ktoś tyle czekał na młode ziemniaczki, że ma ochotę je jeść nawet na deser). Przepis z Hjemmets bedste mad, nr 6/2016 zaintrygował mnie dodatkiem wędzonego sera i zachęcił rzodkiewkami, które w sezonie jem codziennie w ilościach naprawdę zaskakujących. W oryginalnym przepisie autorzy proponują podanie zupy mocno schłodzonej - świetna wersja na upalne dni. Kiedy jednak słonko się obrazi i schowa za grubą warstwą chmur, warto zupę podgrzać i jeść na ciepło. Jest chyba jeszcze lepsza!

Krem z młodych ziemniaków z wędzonym serem i rzodkiewkami


Składniki:
(na 4 porcje)
  • 500 g młodych ziemniaków
  • 2 pory
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • 1 l bulionu
  • 125 g kremowego serka wędzonego
  • sól
  • pieprz
  • gałka muszkatołowa
  • 1 pęczek rzodkiewki
  • 1 pęczek szczypiorku
chipsy z chleba żytniego:
  • 8 cienkich kromek ciemnego chleba żytniego
  • 2 łyżki oliwy
  • sól morska
Ziemniaki oskrobać, pokroić w kostkę. Pory opłukać, pokroić w kostkę. Czosnek przetrzeć przez praskę.
Na maśle zeszklić pory i czosnek. Dodać ziemniaki; smażyć, aż warzywa wchłoną tłuszcz. Zalać bulionem, gotować około 15 minut, aż ziemniaki zmiękną.
Zupę zmiksować na gładki krem. Dodać serek, zmiksować. Doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Chleb ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, skropić oliwą i posypać solą.

Piec w 200 st. C. 10-15 minut, aż będzie chrupki (czas pieczenia zależy od grubości kromek - im cieńsze, tym lepsze).

Podawać na ciepło lub zimno z pokrojonymi w plasterki rzodkiewkami, posiekanym szczypiorkiem i chipsami.

Smacznego!

Przepis, oczywiście, dodaję do akcji Ani: