Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rolady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rolady. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2016

Rabarbar i truskawki. Biszkopt. Rolada

Dwa pełne tygodnie pogody absolutnie idealnej skończyły się wraz z nadejściem mojego wolnego weekendu. Już nawet nie narzekam ani nie wzdycham z rozczarowaniem; tak jest zawsze. Albo prawie zawsze; ale że natura ludzka kieruje moją chęcią w dostrzeganiu w życiu wszelkich fatalnych zbiegów okoliczności raczej niż tych niespodziewanie pomyślnych uznajmy, że jednak zawsze.
Zamiast więc spacerować w cieniu rozłożystych drzew tuż nad brzegiem rzeki, wylegiwać się na plaży tudzież zanurzyć się w gąszczu naszego lokalnego lasku, siedzieliśmy w domu, piliśmy ciepłą herbatę i nadrabialiśmy serialowe zaległości z ostatnich tygodni, gdy zupełnie nie mieliśmy na to czasu. Och, nie powiem! Było bardzo miło i przytulnie, na kanapie, pod kocem...

W kuchni natomiast wiosna rozgościła się na dobre, od czasu do czasu kierując nawet moje myśli w kierunku lata, gdy mnogość warzyw i owoców będzie przyprawiała o zawrót głowy. Póki co jednak skupiam się na sezonowych przysmakach, czyli głównie truskawkach i rabarbarze. Choć dzisiaj, przyznam Wam się w tajemnicy, kupiłam - pierwszy raz w życiu! - białe szparagi. Podam je razem z młodymi ziemniaczkami i zamarynowanym w tajemnych składnikach wczoraj przez C. mięsem. Będzie cudowny, wiosenny obiad! I nic mi w tym nie przeszkodzi, nawet ten paskudny deszcz i zimny wiatr, który powrócił z zimową niemal siłą.

Tymczasem już teraz mam dla Was przepis na wiosenną roladę z truskawkami i rabarbarem.
Przy przeglądaniu gazet w oko wpadła mi rolada z malinami. Wyglądała obłędnie! Ja mam w lodówce tylko rabarbar i truskawki... Jednak ochota na zawijanie ciasta biszkoptowego dopadła mnie niczym grom z jasnego nieba; po prostu nie mogłam się powstrzymać. Skarmelizowałam więc rabarbar w ciemnym, aromatycznym cukrze, dodając truskawki pod sam koniec gotowania. Dzięki temu lekko zmiękły, zanurzone w gorącym syropie, zachowały jednak swój świeży smak. Do tego bita śmietana, której nikt nie potrafi się oprzeć. Pachnący krem zawinęłam w mięciutkie ciasto biszkoptowe, na którym lekko podpieczone migdały chrupały zachęcająco. Całość wyszła boska; C. wziął trzy dokładki i tym sposobem całe ciasto zniknęło w dwa dni. Nie można mu się oprzeć; zresztą, po co w ogóle próbować...?
Koniecznie musicie przygotować w tym sezonie!

Kuszące rabarbarowe słodkości znajdziecie dzisiaj również u Mirabelki, Chantel, Mopsika i Zuzi. 

Rolada z kremem rabarbarowo-truskawkowym


Składniki:
(na blachę z piekarnika)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 100 g cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 100 g mąki pszennej
  • 50 g płatków migdałowych
krem:
  • 200 g rabarbaru
  • 50 g ciemnego cukru muscovado
  • 2 łyżki wody
  • 100 g truskawek
  • 2 listki żelatyny
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
dodatkowo:
  • 2 łyżki cukru pudru
Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier i cukier waniliowy. Po jednym dodać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąkę przesiać z proszkiem, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera. 

Ciasto wylać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, wyrównać. Posypać wierzch płatkami migdałowymi.

Piec w 170 st. C. przez 12 minut.
Wyłożyć na ściereczkę oprószoną cukrem pudrem do góry spodem, oderwać papier. Wystudzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. 
Rabarbar pokroić na kawałki, zasypać cukrem i zalać wodą. Gotować przez 5-10 minut, aż rabarbar zmięknie, a część płynu odparuje. Dodać pokrojone na kawałki truskawki, wymieszać, zdjąć z palnika. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia.
Ostudzić. 

Kremówkę ubić na sztywno, partiami dodawać do rabarbaru, delikatnie mieszając.

Krem wyłożyć na biszkoptowy spód, zawinąć roladę wzdłuż dłuższego boku, pomagając sobie ściereczką. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin.
Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

Moja rolada wyszła lekko plaskata, ale to dlatego, że rolady przeze mnie przygotowane można policzyć na palcach jednej ręki (wielopalczastego kosmity, ale jednak). Jeśli Wam idzie to sprawniej, będzie idealna, bo biszkopt jest znakomity, idealnie wprost sprężysty. Tylko go nie przepieczcie!

środa, 2 października 2013

Ćwiczenia w rolowaniu

Rolady. Hmm... Dlaczego ja ich właściwie nie piekę...? Na blogu jest jedna, zrobiłam może ze dwie więcej w czasie, kiedy nie miałam nastroju na zdjęcia i pisanie. Jakoś nie jest nam po drodze...

Oglądam ostatnio Kagekampen. Duński program o pieczeniu. Od poniedziałku do czwartku uczestnicy stają przed zadaniami postawionymi przez zawodowych cukierników. Tort, ciasteczka, beza, rolada... I kiedy tak C. popatrzył na śliczne rolady, które panie przygotowały stwierdził, że też mam mu jakąś zrobić. No dobra, niech już będzie...

Na blogu A dupa rośnie znalazłam roladę dekorowaną ciastem cygaretkowym. Właściwie to od chwili, kiedy zostawiłam postawiona przed zadaniem, myślałam o tej roladzie - prezentuje się bowiem zabójczo. Cóż, efekt nie jest tak łatwo osiągnąć... Wszystko było dobrze do momentu ponownego zwijania. Biszkopt zrobił mi brzydkiego psikusa, i popękał w miejscach łączenia. Byłam trochę podłamana, ale C. słusznie stwierdził, że nie od razu Kraków zbudowano (on tego tak nie ujął, ale dokładnie o to mu chodziło), i po prostu muszę poćwiczyć. Mi się wydaje, że ciasto biszkoptowe było za kruche - za dużo mąki ziemniaczanej. Następnym razem spróbuję to zrobić troszkę inaczej...

Niemniej, rolada wyszła fantastyczna smakowo. Domowej roboty dżem (trzeba go jakoś wykorzystać, prawda?), niesamowity krem z mascarpone - jeny, jakie to dobre! No i nieszczęsny biszkopt, który choć nie wygląda, to smakuje naprawdę dobrze. 

Rolada z dżemem i mascarpone, dekorowana ciastem cygaretkowym

Składniki:
(na blachę 40x35 cm)

biszkopt:
  • 4 jajka
  • 85 g cukru
  • 50 g mąki pszennej
  • 50 g mąki ziemniaczanej

krem:
  • 250 g mascarpone
  • 120 ml śmietany kremówki (38%)
  • 1 łyżka miodu
  • 2 łyżki limoncello
  • ziarenka z 1/2 laski wanilii

dodatkowo:

ciasto cygaretkowe:
  • 35 g miękkiego masła
  • 35 g cukru pudru
  • 1 białko
  • 35 g mąki pszennej
  • czerwony barwnik spożywczy w żelu

Masło z cukrem ubić na puszystą, jasną masę. Dodać białko i przesianą mąkę, zmiksować. Dodać barwnik, połączyć.
Ciasto przełożyć do rękawa cukierniczego z małą, okrągłą końcówką, wycisnąć dowolne wzory na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.

Białka na biszkopt ubić na sztywną pianę. Partiami wsypywać cukier, cały czas miksując, następnie po jednym dodawać żółtka. Na koniec dodać przesiane mąki, delikatnie wymieszać.
Masę przełożyć na blachę z wzorkami, równomiernie rozprowadzić.

Piec przez 10-15 minut w 180 st. C.
Gorącą roladę przełożyć na czystą ścierkę oprószoną cukrem pudrem (wzorkami do dołu), luźno zwinąć i zostawić do całkowitego ostygnięcia.

Kremówkę zmiksować z mascarpone, aż całość nabierze konsystencji gęstego kremu. Dodać miód, likier i wanilię, połączyć.

Biszkopt delikatnie rozwinąć, posmarować dżemem, a następnie kremem. Ciasno zwinąć, wstawić do lodówki na 1-2 godziny.

Smacznego!

Do ozdobienia rolady wykorzystałam tylko połowę ciasta cygaretkowego. Niedługo opowiem, co można zrobić z resztą...

wtorek, 18 października 2011

Kopalnia, piasek i... Rolada

Uff... W końcu mam chwilkę, żeby wystukać posta. Niedzielę calutką spędziłam poza domem, wczoraj po pracy wybraliśmy się na zakupy, i też jakoś czasu zabrakło.
Zakupy zakupami, jakie są, każdy wie. Natomiast niedzielna wycieczka na długo zapisze mi się w pamięci jako niezwykle udane i fascynujące doświadczenie. Wielki buziak dla Dużego za zorganizowanie tego wszystkiego i kilkukrotne wprawienie mnie w niemy zachwyt.

Zaczęło się od tego, że mając w planie wolny weekend stwierdziłam, że należy coś z tym zrobić. Póki pogoda dopisuje nie ma co siedzieć w domu, bo na to czas jeszcze będzie. Postanowiliśmy więc pojechać na zachód, czyli nad Morze Północne. Pospacerować po plaży, zobaczyć, co tam ciekawego mają. Ruszyliśmy całkiem wcześnie, czyli po dziewiątej, i kiedy dotarliśmy na miejsce, byłam, szczerze mówiąc, lekko zdziwiona - morza nie widać, jest za to brama z olbrzymim nietoperzem. Hmm... Okazało się, że D. zabrał mnie do starej kopalni wapienia! Z sześćdziesięciu kilometrów korytarzy dla turystów otwarte są dwa, przy czym są genialnie wręcz oświetlone, i naprawdę robią wrażenie. Od czasu do czasu są organizowane różne akcje, typu poszukiwanie nietoperzy, kiedy otwierane są inne części kopalni. Na co dzień jednak jest, to co jest, przy czym nie ma przewodnika i można chodzić tymi labiryntami, jak się człowiekowi podoba! Poza tym można pooglądać sery... Pewna znana duńska firma tam właśnie trzyma te długo dojrzewające. Zapach, jest, hmm... Bardzo serowy.
Poza kopalnią jest niewielkie muzeum, można też spacerować w okół i podziwiać niesamowite widoki. Jedyne, czego żałuję, to że zapomnieliśmy aparatu. Jednak było tak wspaniale, że wybierzemy się tam jeszcze kiedyś z pewnością, i wtedy już obowiązkowo będziemy robić zdjęcia.

Jest jeszcze jeden niby drobiazg, który sprawił, że Mønsted tak bardzo przypadło mi do gustu. Czy to do muzeum, czy do kopalni, wszędzie można wejść z psem! Jest to dla mnie bardzo ważne, bo na tak długie wycieczki muszę po prostu Ptysię zabierać ze sobą, i dużym utrudnieniem jest fakt, że w Polsce w wielu miejscach jest zakaz wprowadzania psów. W Danii mają do nich zdecydowanie lepszy stosunek.

Dla wszystkich zainteresowanych: oto link do strony kopalni w Mønsted. Jeśli kiedyś będziecie w okolicy - bardzo polecam. Gwarantuję niezapomniane wrażenia!

Cóż, to nie koniec atrakcji, które przygotował dla mnie D. Przejechaliśmy wzdłuż wybrzeża, zatrzymując się, żeby wdrapać się na wydmy i popodziwiać morze, a później w Hvide Sande, czyli po prostu Białych Piaskach - miejscowości turystycznej, w której akurat odbywał się festiwal wędkowania. Wszędzie więc, mniejsi i więksi wędkowali, rozmawiali o wędkowaniu, szli wędkować, lub z wędkowania wracali. Mnie osobiście niezbyt to interesuje, ale widać było, że festiwal ma wielu zwolenników.
Nas zafascynowały bunkry, które można było dokładnie obejrzeć od zewnątrz i od środka, a także Festiwal Rzeźb Piaskowych, który odbywa się w Søndervig, niedaleko Hvide Sande. Tym razem niestety nie udało nam się załapać na zwiedzanie (było już za późno), ale z zewnątrz widzieliśmy niesamowite rzeźby. W przyszłym roku, na mur beton, tam będziemy. Takie kolosy z piasku są po prostu zachwycające! Dla zainteresowanych oczywiście strona piaskowych rzeźb. Również polecam.

Później wróciliśmy do domu, bo po pierwsze zrobiło się ciemno, a po drugie zimno (a może odwrotnie...?)
Tak czy inaczej, wycieczkę uważam za bardzo, bardzo udaną. Jeszcze raz - dziękuję!

Teraz, jeśli jeszcze ktoś tu w ogóle jest, chciałaby zaprosić Was na roladę. Pierwszą, jaką przygotowałam. W ramach doskonalenia siebie i pokonywania lęków, postanowiłam w końcu spróbować. Przepis wyszukałam w gazetce Moje gotowanie: Ciasta: Biszkopty. Zdecydowałam się akurat na ten, bo wydał mi się dość prosty, a poza tym uwielbiam lemon curd, więc nawet jakby bardzo źle wyglądało, to i tak bym zjadła. Na szczęście, jak na pierwszy raz, wygląd jest całkiem przyzwoity. Biszkopt ładnie się zwinął, nadzienie nie wypłynęło, więc wszystko było, jak należy. Jedyne, do czego moi Panowie mieli zastrzeżenia, to właśnie ten cytrynowy smak... Dla nich ciasto było nieco za kwaśne, ale podane ze słodką bitą śmietaną grzecznie jedli, więc aż tak złe chyba jednak nie było... Według mnie kwaśno-słodkie w sam raz, ale jak już wspomniałam, jestem fanką cytrynowego do bólu kremu... 
Ciasto jest szybkie i, wbrew pozorom, naprawdę proste. Przygotowanie i upieczenie biszkoptu to moment, krem też wiele czasu nie zajmuje, przełożenie to sama przyjemność - i tylko poczekać trzeba, aż się schłodzi... Ale do tego potrzeba tylko odrobiny silnej woli, więc sądzę, że każdy da radę.
Także, jeśli boicie się rolad, uwierzcie - to nic trudnego! Trzeba się tylko przełamać.

Rolada cytrynowa z mascarpone



Składniki:
(na blachę z piekarnika 40x35 cm)

ciasto:
  • 60 g mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 6 jajek
  • 80 g cukru
  • 2 łyżki cukru pudru

krem:
  • 3 cytryny
  • 2 jajka
  • 2 żółtka
  • 200 g cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka oleju
  • 250 g serka mascarpone

nasączenie:
  • 3 łyżki likieru cytrynowego
  • 3 łyżki wody

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, wymieszać ze skórką cytrynową. Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec partiami wsypując cukier. Po jednym wbijać żółtka, dokłądnie miksując po każdym dodaniu. Partiami wsypywać mąkę, delikatnie miksując na najniższych obrotach.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Delikatnie rozsmarować masę.

Piec 12-14 minut w 190 st. C.

Gorące ciasto przełożyć na obsypaną cukrem pudrem czystą ścierkę, luźno zawinąć wzdłuż dłuższego boku.
Ostudzić.

Skórkę i sok z cytryn, żółka i jajka, cukier oraz mąkę ziemniaczaną umieścić w rondelku. Doprowadzić do wrzenia, gotować przez 2 minuty, ciągle mieszając. Wlać olej, gotować jeszcze kilka minut do zgęstnienia kremu. 
Jeśli zrobiły się grudki, przetrzeć przez gęste sito lub zmiksować blenderem na gładko.
Wystudzić.

Ciasto rozwinąć, nasączyć likierem wymieszanym z wodą. 
Krem cytrynowy dokładnie wymieszać z mascarpone, a następnie rozsmarować na cieście, zostawiając około 2 cm nieposmarowanych od brzegu. Zawinąć roladę, schłodzić w lodówce przez przynajmniej cztery godziny.

Smacznego!


Strasznie długaśny post mi wyszedł, ale po prosu musiałam się z Wami podzielić wrażeniami z wycieczki. No i pochwalić się tą pierwszą roladą... Tak mi się to rolowanie spodobało, że już szukam przepisów na kolejne!