czwartek, 21 kwietnia 2011

Czuję miętę

Dziś jestem w podróży. W tej chwili - gdzieś na niemieckiej autostradzie. Za kilka godzin będę w Domu. Wiem, że Święta miną błyskawicznie, ale bardzo się cieszę, że te parę dni spędzę z Rodziną. Chociaż dobrze mi tam, gdzie jestem, tęsknię za nimi i czekam na każde spotkanie. To było niespodziewane - jestem wdzięczna Dużemu, że się udało. Najlepszy Wielkanocny prezent.

Cały czas nie wiem, co dla nich upiekę. Myślę o serniku - bo wiem, że wszystkim będzie smakował, poza tym nie może się przecież nie udać. Kusi mnie też drożdżowa baba - to takie tradycyjne, prawda? Na szczęście mam jeszcze trochę drogi przed sobą, żeby się zastanowić.

Dzisiaj chciałam zaprosić Was na herbatkę miętową. Ale nie byle jaką, bo z dodatkiem lawendy. Że niby mało to Świąteczne? Ale jakie pyszne! Na ciepło i zimno - zaparzyłam sobie przedwczoraj cały dzbanek i piłam, piłam, piłam. Mniam! Lekko kwasowe za sprawą limonek, pysznie orzeźwiająco miętowe. W sam raz na wiosenny dzień.
Tak naprawdę nie wiem, co mnie podkusiło, żeby dosypać lawendy - być może gdzieś widziałam już takie połączenie (chociaż nie mogę sobie przypomnieć). Po prostu patrzyłam na kartonik z przyprawami, i pomyślałam, że to może pasować. Pasuje!
Polecam.

Herbata miętowa z lawendą i limonką



Składniki:
(na 2 litry)
  • listki mięty z 10 gałązek
  • 1 łyżka kwiatów lawendy
  • 1 limonka
  • 2 łyżki cukru
  • 2 litry gorącej wody

Listki mięty zgnieść w dłoniach (dzięki temu uwolni cały aromat), umieścić w dzbanku. Wsypać lawendę. Zalać gorącą wodą, przykryć.
Limonkę sparzyć, pokroić w ósemki i wrzucić do dzbanka. Wsypać cukier i wymieszać.

Podawać gorącą lub zimną w ciepłe dni.

Smacznego!

Długo wpatrywałam się w dzbanek pod słońce. Trochę jak akwarium, trochę jak nieznany, podwodny świat. Nie niepokojące, bo zamknięte w dwulitrowym naczyniu. Fascynujące, bo jednak tajemnicze.
Też chcielibyście kiedyś nurkować?

środa, 20 kwietnia 2011

Ciasteczka ze słonecznikiem

Uff... Pracowity dzień dzisiaj. Rano weterynarz, później wizyta w urzędzie, a już niedługo jadę po samochód, którym już jutro dostanę się do Polski. Nie mogę się doczekać! Nie samej podróży, bo dziewięć godzin w, nawet tak fajnym, aucie, jest jednak dość nużące... Ale nagroda będzie wspaniała - kilka dni w Domu, z Rodzicami i Młodą, wizyta u Dziadków - nie mogę się doczekać. 

To już jutro. Wczoraj natomiast byłam u Darii, i żeby zrobić jej przyjemność, upiekłam ciasteczka. Muszę powiedzieć, że wyszły pierwszorzędne! W oryginale - który znalazłam w Daniach słodkich - były z orzeszkami makadamii i tylko białą czekoladą. Z braku laku - pozmieniałam to i owo. Zamiast orzechów - podprażone pestki słonecznika. Zbyt małą ilość białej czekolady uzupełniłam mleczną. Nie wiem, jak smakowałyby ciastka przygotowane ściśle według przepisu, ale muszę powiedzieć, że moje są pyszne! Chrupiące z zewnątrz, miękkie i lekko ciągnące w środku. Nieziemsko smaczne jeszcze ciepłe, kiedy rozpuszczona czekolada rozpływa się na języku. Taki upominek z pewnością niejednej osobie sprawiłby przyjemność. A przygotowanie? Betka! Wymieszać składniki, chwilę schłodzić, upiec. Raz, dwa, i można delektować się naprawdę pysznym drobiazgiem.

Ciasteczka z czekoladą i słonecznikiem



Składniki:
(na 40-45  sztuk)
  • 100 g pestek słonecznika
  • 1 jajko
  • 135 g jasnego brązowego cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 125 ml oleju
  • 90 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 30 g wiórków kokosowych
  • 90 g białej czekolady
  • 40 g mlecznej czekolady

Pestki podprażyć na suchej patelni. Ostudzić.
Czekolady razem posiekać.
Jajko ubić z ukrem na puszystą masę. Wlać ekstrakt i olej, zmiksować na gładko. Przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia, dokładnie wymieszać. Wsypać posiekaną czekoladę, słonecznik i wiórki kokosowe, wymieszać łyżką.
Masę włożyć do lodówki na 30-40 minut.

Ze schłodzonej masy formować kulki wielkości orzecha włoskiego i układać w sporych odstępach (ciastka dość mozno się rozleją) na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec 11-13 minut w 180 st. C.
Studzić 5 minut na blasze, po czym przełożyć na kratkę i odstawić do całkowitego ostygnięcia.

Smacznego!



Idę skończyć się pakować. Jak ja tego nie lubię... Nie, żebym marudziła, ale nigdy nie wiem, co ze sobą zabrać; co spakować, żeby później nie żałować. Ciężka sprawa... Lepiej już wrócę do wędrówek między szafą a walizką...

wtorek, 19 kwietnia 2011

Wielkanocnie

W moim domu nigdy nie było tradycji pieczenia mazurków. Dlatego pierwszego w życiu, prawdziwego mazurka jadłam rok temu, kiedy Ryba przyniósł Mamie Dużego wytwory swojej Babci. Ależ mi to smakowało! Kruchutkie ciasto oblane słodkimi masami - czekoladową i kawową. Wiedziałam, że muszę nauczyć się też taki robić. To kolejne już podejście do tego ciasta - udane, ale nie zachwycające.
Kruche ciasto owszem, smaczne. Masa smakuje jak mleko skondensowane z puszki, dlatego zupełnie nie przeszkadza, że tylko cieniutka warstwa pokrywa spód - całość i tak jest mocno słodka. Wiem, że taki urok mazurków, ale jednak... To jeszcze nie jest ideał. Ale nie poddam się! Ciąg dalszy prób nastąpi z pewnością (jak nie w tym roku, to w przyszłym).

Cóż... Jeśli chodzi o zdobienie - nigdy nie byłam w tym dobra. Mam dwie lewe ręce do wszelakich prac manualnych - nie umiem rysować, malować, lepić z plasteliny. W gimnazjum byłam prawdziwym utrapieniem dla Pani Plastyczki (która była artystką duchem i usposobieniem). Dlatego mój mazurek specjalnie piękny nie jest. Można mu ulepić ozdobną krawędź, stworzyć cuda na polewie z czego tylko macie ochotę - ja chciałam, żeby wyglądał w miarę apetycznie. Mam nadzieję, że chociaż to się krzywusowi udało.

Przepis znalazłam w Ciastach domowych, nr 5/08.

Mazurek z mleczną polewą



Składniki:
(forma 27x35 cm)

kruchy spód:
  • 300 g mąki pszennej
  • 100 g cukru
  • 200 g zimnego masła
  • 1 żółtko

masa:
  • 200 g cukru
  • 200 ml mleka
  • 5 łyżek mleka w proszku
  • 100 g miękkiego masła

dekoracja:
  • płatki migdałowe
  • suszona żurawina
  • cukrowe perełki

Mąkę przesiać. Posiekać z zimnym masłem. Wsypać cukier, wbić żółtko, szybko zagnieść gładkie ciasto. Zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30-60 minut.

Zimnym ciastem wyłożyć blachę, formując krawędź. Gęsto ponakłuwać widelcem.

Piec 20-25 minut w 180 st. C. na złoty kolor. 
Wystudzić.

Cukier zagotować z mlekiem. Gotować 15-20 minut, cały czas mieszając, aż masa nieco zgęstnieje. Zdjąć z oknia, przesiać mleko w proszku i dokładnie wymieszać, żeby nie było grudek. Dodać miękkie masło i zmiksować na gładką masę.
Jeszcze ciepłą polewę wylać na kruchy spód, rozprowadzić.
Ozdobić wedle uznania.

Smacznego!

Abstrahując od jedzenia - jak myślicie, kiedy jest już za późno, żeby uratować Przyjaźń? Taką przez wielkie P, która gdzieś się jednak po drodze zapodziała... 
Bardzo chcę wierzyć, że zawsze jest jeszcze czas. 

niedziela, 17 kwietnia 2011

Serowo raz jeszcze

Ten sernik przygotowałam z myślą o wyjątkowym gościu - M. Ślązak pomógł nam przy transporcie zamrażarki (która stoi sobie spokojnie w piwnicy, a ja nareszcie nie będę musiała ograniczać się z zakupami lodów na przykład), więc odwdzięczyłam się obiadem i ciastem właśnie. Przy okazji Dnia Czekolady przeglądałam książkę Czekoladowy świat, i właśnie tam znalazłam pomysł na ciasto. Bardzo czekoladowe, kremowe i zwarte, słodkie, z doskonale wyczuwalną nutą pomarańczy. Rewelacyjne! Z pewnością zasługuje, żeby pojawić się na niejednym Wielkanocnym stole - warstwy prezentują się niezwykle efektownie, i jeśli jeszcze by jakoś ozdobić wierzch (w książce proponują czekoladowe ruloniki), będzie wyglądać fantastycznie. A smaku już więcej zachwalać nie muszę - coś, co zawiera tyle czekolady, musi być pyszne.

Dzisiejsza niedziela nagrodziła nas cudnym słońcem i bardzo przyjemną pogodą za trudy całego tygodnia. Wybraliśmy się z Ptysią na długi spacer, oglądaliśmy domy i marzyliśmy, że kiedyś nas na któryś będzie stać. W tym jakże pogodnym nastroju wróciliśmy do domu i przespaliśmy resztę popołudnia, po czym pochłonęliśmy resztki sernika. Mmm...

Sernik czekoladowo-pomarańczowy



Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 115 g ciastek digestive
  • 50 g masła

masa serowa:
  • 450 g serka śmietankowego
  • 85 g cukru
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 4 jajka
  • 110 g białej czekolady
  • 1 łyżka soku z pomarańczy
  • skórka otarta z 1/2 pomarańczy
  • 85 g mlecznej czekolady
  • 1 łyżka kakao

polewa:
  • 3 łyżki soku z pomarańczy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 55 g mlecznej czekolady
  • 65 g serka śmietankowego

Masło rozpuścić i przestudzić
Formę dokładnie wyłożyć folią aluminiową (sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej).
Ciasteczka drobno pokruszyć. Wymieszać z masłem na jednolitą masę, wyłożyć nią spód formy. Schować do lodówki na czas przygotwania masy serowej.

Serek zmiksować z cukrem i mąką na puszystą masę. Wbijać po jednym jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Połowę masy przelać do drugiej miski.
Rozpuścić na parze białą czekoladę. Wlać do jednej miski, zmiksować na gładko. Wlać sok i wsypać skórkę cytrusową, wymieszać.
Rozpuścić na parze mleczną czekoladę. Wlać do drugiej miski, wsypać przesiane kakao i dokładnie zmiksować.

Na przygotowany wcześniej spód wylać najpierw jasną masę, następnie ciemną. Delikatnie wymieszać patyczkiem do szaszłyków.

Piec w 160 st. C. przez 1 godzinę w kąpieli wodnej (sernik powinien być ścięty).
Wystudzić w uchylonym piekarniku.

Zagotować sok z cukrem w rondelku. Kiedy cukier się rozpuści, zdjąć z ognia, wsypać połamaną czekoladę i mieszać aż do rozpuszczenia. Po łyżce dodawać serek, wymieszać na gładką, jednolitą masę. Wyłożyć na wierzch sernika.
Ciasto schłodzić w lodówce przez kilka godzin, a najlepiej całą noc.

Smacznego!

Z przyjemnością informuję też, że ostatni dzień pracy minął spokojnie, i teraz mogę zajmować się już tylko przygotowaniami do wyjazdu i... Pieczeniem. Ach, mazurek... Tęskniłam przez cały rok.

sobota, 16 kwietnia 2011

Na sobotę - sernik

Mmm... Najlepsze na świecie - serniki. Coś ich u mnie mało ostatnio, nie wiedzieć dlaczego. Pochłonęły mnie inne rodzaje wypieków, a najulubieńsze odeszły w kąt. Z drugiej strony - czasem warto przez chwilę odetchnąć, żeby potem ze zdwojoną siłą poczuć ulubiony smak. Tak też się stało - teraz każdy z serników smakuje lepiej, każdy jest odkryciem. 
Ten znalazłam w niezwykle inspirującej książeczce Cheesecakes baked and chilled wydawnictwa The Australian Women's weekly. Zawiera ona całkiem sporo przepisów na typowo angielskie (przynajmniej w moim - laika - mniemaniu) serniki, pieczone i na zimno. Bardzo podobają mi się zdjęcia, przeglądam ją z wielką przyjemnością przynajmniej dwa razy w tygodniu, odkąd dokonałam zakupu (a właściwie odkąd zakup do mnie dotarł). Ten niby niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale jest szybki i prosty w przygotowaniu, a przyprawy nadają mu charakteru. Masa serowa jest mocno twarogowa w smaku (w oryginale oczywiście był twarożek śmietankowy, ale użyłam naszego typowego polskiego, bo akurat miałam w lodówce), bardzo kremowa, zwarta i dość ciężka. Sernik jest syty, wystarczy niewielki kawałek, żeby poczuć jego sernikowość w pełnym wymiarze. Smakował nam bardzo i zniknął szybko - jak wszystkie smaczne słodkości. 

Mimo że nie typowo wiosenny, z pewnością pięknie będzie prezentował się na Wielkanocnym stole. U nas nie wiem jeszcze, jaki zagości, ale sernika zabraknąć nie może. Tym razem czeka mnie ciężki wybór - nie tylko w mój gust będę musiała trafić...

Sernik bistro



Składniki:
(na tortownicę o średnocy 22 cm)

spód:
  • 250 g ciastek digestive
  • 125 g masła
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki kardamonu
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

masa serowa:
  • 600 g twarogu 3-krotnie zmielonego
  • 4 jajka
  • 150 g cukru
  • skórka otarta z 1 cytryny

wierzch:
  • 1 łyżeczka gałki muszkatołowej

Masło rozpuścić i przestudzić.
Ciastka drobno pokruszyć, wsypać przyprawy i wymieszać. Wlać masło i połaczyć. Powstałą masą wylepić dno i boki tortownicy wyłożonej folią aluminiową.
Włożyć do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Twaróg zmiksować na puszystą masę z cytrynową skórką. Całe jajka ubić z cukrem na puszystą jasną masę. Wlać je do sera, wymieszać dokładnie.
Masę serową wyłożyć na przygotowany wcześniej spód.

Piec 50 minut w 140 st. C.
Wystudzić w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami.
Schłodzić w lodówce przez 4 godziny, a najlepiej przez całą noc.

Przed podaniem sernik delikatnie posypać gałką muszkatołową.

Smacznego!

Z przyjemnością informuję, że drastycznie zmieniły nam się plany świąteczne - jedziemy do Polski! W sumie tylko na pięć dni, z czego prawie dwa to podróż (dziewięć godzin autem to spore wyzwanie), ale jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy. Okazało się, że D. ma wolne, a i mnie w pracy potrzebować nie będą. Grzechem wręcz byłoby nie wykorzystanie takiej okazji, kiedy sama pcha się w ręce. 
Jutro ostatni dzień do pracy, i czas zacząć przygotowania. 

piątek, 15 kwietnia 2011

Minimalistycznie

Po wczorajszej czekoladokonsumpcji należy nieco odpocząć. Miałam ochotę na ciasteczka - lekkie i proste. Najlepiej takie, które niemalże przygotują się same. I w końcu udało mi się znaleźć coś odpowiedniego w Świątecznych pysznych ciasteczkach (Dobre rady, wydanie specjalne, numer 2/2009). 
Z tą gazetką wiąże się śmieszna historia - nabyła ją drogą kupna Adzia, ja sobie całość zeskanowałam i bardzo zadowolona, jak tylko znalazłam się w Polsce, zaczęłam polować na oryginał. Jednak papier to papier... Udało się - leżał sobie jeden zapomniany w poświątecznych porządkach egzemplarz. Zakupiłam, i jakoś tak się dziwnie złożyło, że dopiero teraz po raz pierwszy skorzystałam z przepisu w nim zawartego. Cóż... Z pewnością nastąpi kolejny raz, gdyż ciasteczka nam zasmakowały (to znaczy mi i Najlepszej Sąsiadce, dla D. były chyba za mało słodkie).

Są to najzwyklejsze ciastka pod słońcem, składniki do ich przygotowania zawsze są w domu. Zagniecenie ciasta i upieczenie zajmuje niewiele czasu - trzeba tylko przynajmniej godzinę zarezerwować na chłodzenie - i można delektować się niesamowicie kruchymi, umiarkowanie słodkimi, maślanymi ciasteczkami. Gwarantuję, że będą smakować nie tylko w okresie Bożego Narodzenia.

Angielskie kruche ciasteczka




Składniki:
(na około 20 sztuk)
200 g mąki pszennej
125 g zimnego masła
1/6 łyżeczki soli
30 g cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Mąkę przesiać. Dodać pokrojone w kostkę zimne masło, posiekać. Dodać resztę składników, szybko zagnieść. Jeśli ciasto będzie zbyt kruche, można wlać 1 łyżkę zimnej wody.
Z gotowego ciasta uformować wałeczek o średnicy 3-4 cm, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1-2 godziny.

Schłodzone ciasto pokroić na krążki grubości 1 centymetra. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w niewielkich odstępach (ciastka nie rosną).

Piec 18 minut w 180 st. C., aż się łądnie zezłocą. 
Ostudzić na kuchennej kratce.

Smacznego!



Jutro ostatni dzień do szkoły przed Świętami. NS rano wyjeżdżają do Polski - a my zostajemy świętować tutaj. Muszę wymyślić coś naprawdę dobrego, żeby zrekompensować oddalenie od Rodziny. Jak myślicie, co najlepiej sprawdzi się w roli smakołyku przypominającego o cieple polskiego Domu?

czwartek, 14 kwietnia 2011

Dzień Czekolady...

... przedwczoraj był. Wiem, pamiętam. Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, coś czekoladowego. No, dobrze, może to za duże słowo. Ale z dodatkiem całej tabliczki, słodkie, pyszne - więc chyba się liczy...? Mam nadzieję, bo ja się starałam z przygotowywaniem, a pozostali z konsumpcją - Najlepszy Sąsiad z Damianem uwinęli się w mig.
Właściwie to miałam dużo poważniejsze plany - pewne brownie bardzo mnie kusi, ale jakoś nastroju mi zabrakło... Czas, owszem, był, składniki przygotowane czekają, ale nie po drodze mi było z piekarnikiem. I choć przepis szybki i prosty, to znalazłam coś jeszcze prostszego. Coś, co nie może się nie udać. Muffiny, rzecz jasna.

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką cudnej książki - Czekoladowy świat. Zdjęcia w niej są tak zachwycające, że za każdym razem zaglądając do niej mam ochotę coś zjeść. Najlepiej to, na co właśnie patrzę łakomie... W końcu sięgnęłam po przepis - i jestem zachwycona. Dawno nie jadłam tak smacznych muffinek! Idealnie wyważona słodycz, kawałki czekolady rozpływające się w ustach - szczególnie odczuwalna przyjemność, gdy są jeszcze ciepłe - a do tego aromat i smak pomarańczy. I jak tu pozostać obojętnym wobec takiej pyszności? 

Słoneczne muffiny




Składniki:
(na 12 sztuk)

suche:
  • 250 g mąki
  • 100 g ciemnej czekolady (70%)
  • 60 g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli

mokre:
  • 110 ml soku z pomarańczy
  • 110 ml mleka
  • 65 ml oleju
  • 2 małe jajka
  • skórka otarta z 1 pomarańczy

Do miski przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia. Wsypać cukier i sól, wymieszać.
Czekoladę niezbyt drobno posiekać, dodać do mieszanki mącznej i wymieszać.

Jajko roztrzepać w drugiej misce. Wlać sok, mleko i olej, dodać skórkę cytrusową. Dokładnie połączyć.
Wlać płynne składniki do suchych, zamieszać tylko do połączenia składników.

Formę do muffinek wyłożyć papilotkami (lub użyć silikonowych), napełnić przygotowaną masą.

Piec w 200 st. C. 20-25 minut na złoty kolor.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!



Poza tym chciałabym się podzielić szczęśliwą nowiną - jeszcze tylko dwa dni pracy przede mną i cały, długi tydzień leniuchowania. Będę czytać, oglądać ulubiony ostatnio serial, chodzić z Ptysią na długie spacery, i gotować oczywiście. Może w końcu uda mi się zaproponować coś świątecznego? 
Oby.