środa, 29 lipca 2015

Lipiec. Ale czy na pewno...? I ptysie nie tylko dla Ptysi

Lipiec stroi sobie z nas żarty. Na palcach jednej ręki policzę, ile razy włożyłam letnią sukienkę czy sandały. A ja tak kocham letnie sukienki! Mam ich już naprawdę całkiem sporo, ciągle znajduję też nowe, które mam ochotę kupić. Bo są takie lekkie, zwiewne i dziewczęce, bo pięknie się w nich wygląda i nie wymagają absolutnie żadnego wysiłku przy noszeniu. Kiedyś cierpiałam na ich niedobór; w czasach, gdy zza zasłony wszechobecnej czerni zaczęłam dostrzegać inne kolory. Powoli zakochałam się w czerwieni i bieli, zieleni, a nawet błękicie i pudrowym różu. Ciągle mam w szafie sukienkę z tamtych czasów - białą w chabry; z chabrowymi tasiemkami. Rzadko ją noszę, ale nie potrafię się z nią rozstać - mam do niej ogromny sentyment. Zaraz myślę o chabrowych wiankach, które Mama plotła dla mnie latem, gdy sama jeszcze nie potrafiłam...

Wracając do sedna - pogoda nas nie rozpieszcza w te wakacje. Po tygodniu upałów, o którym już niemal zapomniałam i wręcz ciężko mi uwierzyć, że nie miał miejsca w jakimś innym życiu, deszcz rozpadał się na dobre. Rzęsiste ulewy, mżawki, pojedyncze krople i lekkie, rześkie opady - do wyboru, do koloru. Choć nie! Świat przybrał barwy najróżniejszych odcieni szarości - jeśli gustujecie w nieco inne palecie, nic tu dla Was.

Wczoraj, po przebudzeniu, wypatrywałam chwili przerwy na spacer z psą. Gdy na chwilę ucichł jednostajny szum, ubrałam się szybko i zabrałam Ptysię na dwór. Niestety - najkrótsza spacerowa trasa tym razem okazała się za długa, i obie wróciłyśmy mokre. Biedna psa, jeszcze bardziej niż ja. Ach, gdybyście tylko widzieli tę minę, te okrągłe oczy wpatrujące się we mnie z niemym wyrzutem! A co ja poradzę...? Kontrolę nad własnym życiem przejęłam już jakiś czas temu; nie zapowiada się jednak, żeby pogoda poszła w życia ślady. Bierzemy to, co nam daje, czy nam się to podoba, czy nie. 
A jak nie, najlepiej zamknąć się w domu, pod dachem, gdzie deszczowe krople nie wyrządzą nam szkody. Zaparzyć gorącej herbaty, i zjeść sobie do niej ptysia. Z jagodowym kremem najlepiej.

To taki prosty deser - ciasto parzone, bita śmietana i świeże borówki. Ja do środka dodałam niespodziankę w postaci curdu, który specjalnie z myślą o tym deserze przygotowałam. Wyszło lekko i lekko, taki deser schyłku lata.
Aż mi troszkę smutno, gdy o tym pomyślę... 

Ptysie jagodowe

Składniki:
(na 6-8 ptysi)
  • 125 ml wody
  • 65 g masła
  • 85 g mąki pszennej
  • 2 jajka

nadzienie:

dodatkowo:
  • 100 g serka mascarpone
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 150 g borówek amerykańskich

Wodę z masłem zagotować w garnuszku o grubym dnie. Gdy masło się rozpuści, dodać przesianą mąkę, intensywnie mieszając. Podgrzewać, aż masa zrobi się szklista i zacznie odchodzić od ścianek.
Ostudzić.

Do ostudzonej masy po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu.

Masę przełożyć do woreczka cukierniczego z tylką w kształcie dużej gwiazdy, wyciskać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia okrągłe ptysie, zachowując odstępy (ptysie mocno urosną).

Piec w 200 st. C. przez 20-30 minut.
Ostudzić na kratce.

Mascarpone, kremówkę i cukier waniliowy ubić na sztywno. Przełożyć masę do woreczka cukierniczego z tylko w kształcie gwiazdy.

Ptysie przekroić na pół w poziomie, wycisnąć krem na brzegach, środki wypełniając curdem. Udekorować borówkami.

Smacznego!

Przepis bierze udział w konkursie u Alicji. Można wygrać zupełnie wyjątkowe talerze i podstawki, które szalenie mi się spodobały. Trzymajcie kciuki!

19 komentarzy:

  1. Oj zjadłabym takiego pysznego ptysia. Muszę koniecznie takie zrobić :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mniam, idealnie nadziane!

    OdpowiedzUsuń
  3. cudny ptyś, dużo słońca i letniej pogody :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ptyśki! i to jeszcze jagodowe... uwielbiam, po prostu uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem że pisanie krótkich komentarzy jest nie grzeczne ale więcej nie będę pisać BO JA PO PROSTU KOCHAM PTYŚKI :) MOŻE WZAJEMNA OBSERWACJA?:) POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie ptysie do cudowne ptysie<3 Moja mama je kocha;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mmmm, przegryzłabym sobie taką ptysię:). U mnie też bardziej listopadowo niż lipcowo, ale ponoć idą do nas jakieś mega upały. Chociaż w sumie nie sprecyzowano kiedy dokładnie nadejdą i czy po drodze gdzieś się nie zgubią, ale to nic. Czekamy. A mój kocia kiedy jesteśmy na spacerze i zaczyna kropić to patrzy na mnie z niewinna miną i udaje, że nic się nie dzieje. Wszystko jest w porządku można kontynuować spacer, ogon do góry i zasuwa po trawniku:).

    OdpowiedzUsuń
  8. Ptyś przepiękny, a do tego z jagodami, podwójna rozkosz ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już od dłuższego czasu zbieram się do zrobienia ptysiów! Twoje wyglądają idealnie;)

    OdpowiedzUsuń
  10. poproszę takiego ptysia!!! albo nawet dwa ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ptysie pyszne, idealne na poprawę deszczowego humoru ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pogoda faktycznie ostatnio nie rozpieszcza, ptysie z bitą śmietaną i owocami pyszne,a do tego ślicznie Ci wyszły :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Droga Gin u nas też niestety pogoda mało letnia, ale w sumie z takim ptysie to żadne rzęsiste ulewy nie są straszne :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ptysie wspaniałe, jak z cukierni (:

    OdpowiedzUsuń
  15. jak ślicznie wyglądają! schrupałabym takiego :-) do kawusi oczywiście

    OdpowiedzUsuń