Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleko ryżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleko ryżowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 lipca 2014

Muffiny orkiszowe z truskawkami. I imieninowego prezentu historia krótka

W sobotę miałam imieniny. Nie, nie piszę tego, żeby domagać się życzeń (choć oczywiście każde są mile widziane). Po prostu stwierdzam fakt.
Moi Rodzice oczywiście pamiętali, porozmawialiśmy sobie bardzo miło z tej okazji. W Danii jednak imienin się nie obchodzi, do czego oczywiście zdążyłam się już przyzwyczaić. C. jednak stropił się ogromnie, kiedy wieczorem usłyszał, jak Rodzice składali mi życzenia. Gdyby mógł, pewnie zaraz pobiegłby do sklepu, o tej porze jednak wszystko było już pozamykane.
W niedzielę rano wybraliśmy się na kiermasz (tak to się chyba nazywa). Wielka wyprzedaż wszystkiego: od kompletnych, nikomu już niepotrzebnych rupieci, przez mnóstwo książek (oczywiście wszystkie po duńsku), akcesoriów kuchennych, ubrań, sprzętu grającego i nie, figurek porcelanowych i ogrodowych, na kurczakach (żywych!) i króliczkach kończąc. Uff... Dużo chodzenia, mnóstwo oglądania. Kupiliśmy trochę przypraw (jakżeby inaczej), a mi w oko wpadł pojemnik na ciasteczka. Uroczy, porcelanowy, z bałwankiem na pokrywce i życzeniami wypisanymi na boku. Wiem, wiem, nie pora teraz na zimowo-świąteczne akcesoria, a co poradzę - był prześliczny!
C. rzucił się na niego w tempie błyskawicy, żeby wręczyć mi go jako imieninowy prezent. A muszę zaznaczyć, że krzywo na mnie patrzy, kiedy kupuję kolejną puszkę na ciasteczka czy kolejną foremkę (ja rozumiem, że nie mamy miejsca i niedługo będziemy się przeprowadzać, ale czasem nie umiem się oprzeć!). Doceniam więc jego gest ogromnie i bardzo, bardzo dziękuję!
A pojemniczek pokażę Wam przy okazji pierwszych świątecznych ciasteczek.

Dzisiaj za to mam dla Was coś bardzo letniego, bo wypiek z truskawkami. Mmm, w całym domu pachniało tak, że nie mogłam już wysiedzieć i co chwilę zaglądałam do piekarnika! Muffiny bowiem wyszły znakomite! Poza tym są z tych nieco zdrowszych - zamiast mąki pszennej - orkiszowa, do tego płatki owsiane i oczywiście owoce. Słodka, chrupiąca kruszonka podbiła moje serce. Smakują tak, jak wyglądają - słodko i bardzo domowo. Nie można im się oprzeć!
Przepis znalazłam na blogu Cook & look, troszkę go przerobiłam i wrócę do niego z pewnością jeszcze nie raz.

Owsiano-orkiszowe muffiny z kruszonką i truskawkami

Składniki:
(na 12 sztuk)
  • 170 g mąki orkiszowej
  • 65 g cukru
  • 80 g płatków owsianych
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 2 jajka
  • 125 ml mleka ryżowego
  • 100 ml oleju

dodatkowo:
  • 12 większych truskawek

kruszonka:
  • 45 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 30 g miękkiego masła
  • 25 g cukru

Przygotować kruszonkę:
mąkę wymieszać z cukrem, dodać masło, dokładnie rozetrzeć między palcami. Wstawić do lodówki na czas przygotowania ciasta.

Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem, płatkami owsianymi, proszkiem i cukrem waniliowym. Jajko roztrzepać, wlać mleko i olej, wymieszać. Płynne składniki wlać do sucych, wymieszać niedbale, tylko do połączenia składników.
Truskawki umyć, osuszyć, odszypułkować.
Ciasto przelać do formy na muffiny wyłożonej papilotkami. W każdą muffinkę wcisnąć truskawkę. Wierzch posypać kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez 20-25 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Przede mną jeszcze prawie dwa tygodnie wakacji, zanim zacznie się szkoła. Cudownie się tak żyje bez planów, obowiązków, wczesnego wstawania... Oj tak, słodkie wakacyjne lenistwo to zdecydowanie fantastyczny wynalazek.

wtorek, 22 lipca 2014

Teatr pod gołym niebem i drożdżówki dla alergików

Wyjazd na wakacje zaplanowaliśmy na późny wieczór. Podróż nocą ma swoje plusy - ruch jest mały, nie jest gorąco, wszystko idzie jakoś szybciej. Oczywiście, trzeba uważać, żeby nie zasnąć za kółkiem. Ale skoro jesteśmy we dwójkę i możemy się zmieniać, to akurat nie problem. Tym razem wszystko poszło gładko - najpierw prowadził C., ja sobie pospałam (chociaż spanie w aucie to jednak średnia przyjemność; nawet tak wygodnym, jak nasze); następnie to ja wzięłam kierownicę w dłonie. Jak mi już zupełnie stopy ścierpły (odzwyczaiłam się od prowadzenia na długie dystanse), C. był na tyle rześki, żeby dowieźć nas cało i zdrowo do celu.

Zanim jednak wyruszyliśmy w podróż, pojechaliśmy do rodziców C., i razem z nimi poszliśmy do teatru. W Varde (zachodnie wybrzeże Danii w okolicach Esbjerg) co roku przez trzy tygodnie codziennie wystawiana jest jedna sztuka. W zeszłym roku było to Den eneste ene, czyli Jedna jedyna, na podstawie duńskiego filmu. Wzruszająca sztuka mnie oczarowała, i w tym roku już miesiąc przed premierą siedziałam jak na szpilkach. Kiedy okazało się, że wyjeżdżamy w dniu premiery, a wydarzenie zakończy się przed naszym powrotem, miałam niemal łzy w oczach. Na szczęście tata C. stanął na wysokości zadania i kupił bilety właśnie na premierę. I to naprawdę dobre miejsca - piąty rząd, choć trochę z boku. Widok był znakomity!
W tym roku aktorzy przedstawili The best little whorehouse in Texas na podstawie znanej amerykańskiej komedii. I muszę przyznać, że wyszło im znakomicie! Miss Mona, czyli główna rola kobieca, wypadła niesamowicie. Ostatnia piosenka wycisnęła łzy z niejednych oczu, a w międzyczasie aktorka pokazała znakomity kunszt. Pozostali również byli wspaniali - zabawni, z mocnymi, urzekającymi głosami. Byłam absolutnie zachwycona!
Jedynym minusem była pogoda - spłatała nam fatalnego psikusa, i lało jak z cebra. Tak sobie jednak myślę, że my narzekaliśmy siedząc na widowni, zawinięci w koce i płaszcze przeciwdeszczowe, kiedy aktorki z uśmiechami biegały po scenie w samej bieliźnie... Z pewnością odczuwały skutki aury boleśniej niż my. Spisały się jednak znakomicie i zostały nagrodzone ogromnymi brawami. Krótkimi, ale szczerymi.
Za rok wystawią Shreka. To dopiero będzie zabawa!

A teraz chciałabym opowiedzieć Wam o wyjątkowych bułeczkach. Przygotowane właśnie z myślą o teatrze (który zawsze połączony jest z rodzinnym piknikiem) dla siostry C., uczulonej na gluten i laktozę. Są więc na mące orkiszowej, z dodatkiem mleka ryżowego. Nie mają nawet jajek - zamiast nich użyłam musu z dyni, który czekał grzecznie w zamrażarce na swoją kolej (a to już najwyższa pora, bo w Polsce, tuż przed wyjazdem, widziałam dynie na targu). Wyszły po prostu boskie! Siostra C. i on sam zajadali tak, że aż im się uszy trzęsły. Mięciutkie, pachnące i słodkie. Z chrupiącą kruszonką i aromatycznymi truskawkami. Wyciekający z nich podczas pieczenia sok razem z mąką ziemniaczaną utworzył taki kisiel - nie kisiel, który zachwycił wszystkich. A do tego ciasto nie rozmiękło i nie miało nawet śladu zakalca!
Koniecznie musicie spróbować, póki jeszcze można dostać truskawki. W zasadzie sezon się skończył, ale ciągle są dostępne na przykład niemieckie (dzisiaj kupiłam opakowanie bardzo ładnych), więc warto skorzystać. Albo zrobić takie bułeczki z malinami czy jagodami - z pewnością zasmakują nie tylko alergikom.
Inspirację znalazłam na blogu Moje wypieki, ale sporo w przepisie zmieniłam.

Dyniowo-orkiszowe drożdżówki z truskawkami

Składniki:
(na 10 bułeczek)
  • 400 g mąki orkiszowej
  • 100 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 20 g świeżych drożdży
  • 125 ml mleka ryżowego
  • 200 g pure z dyni
  • 45 g bezmlecznej margaryny
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 60 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
kruszonka:
  • 85 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 55 g zimnego masła
  • 50 g cukru
dodatkowo:
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 400 g truskawek
  • 4 łyżki mleka ryżowego
Mąki przesiać, dodać to, co zostało na sitku z mąki pełnoziarnistej. Wymieszać z solą. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać łyżeczkę cukru, wlać mleko ryżowe, odstawić na 15 minut.
Do zaczynu dodać pure z dyni, skórkę z cytryny i resztę cukru. Zagnieść ciasto. Margarynę rozpuścić i przestudzić, wlać do ciasta, dokładnie wyrobić.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 10 równych części. Z każdej uformować okrągłą bułeczkę, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w sporych odstępach.
Odstawić na 30 minut do wyrośnięcia.

W tym czasie zagnieść kruszonkę: wymieszać mąkę z cukrem, zagnieść z masłem. Wstawić do lodówki.
Truskawki umyć, osuszyć, odszypułkować.

Dnem szklanki robić w bułeczkach wgłębienia niemal do samej blachy. Każde oprószyć mąką ziemniaczaną, wcisnąć w każde kilka truskawek. Brzegi bułeczek opędzlować mlekiem ryżowym. Wierzch posypać kruszonką.

Piec w 190 st. C. przez 20-25 minut, aż się ładnie zrumienią.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

A teraz zaczynam się zastanawiać, które przepisy Wam przedstawić - przez urlop moje zaległości dramatycznie wręcz wzrosły, i nie za bardzo mam pomysł, jak to wszystko opanować...