Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morele. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 września 2017

Ostatnie tchnienie lata: tarta z malinami i morelami

Dłuższą chwilę mnie tutaj nie było, prawda...? Ale tym razem mam naprawdę dobre usprawiedliwienie - w podróży poślubnej po prostu nie wypada spędzać czasu przed ekranem komputera, choćby nie wiem jak bardzo miało się ochotę podzielić z Wami wrażeniami. A uwierzcie - tych jestem pełna; pomysłów na posty nie zabraknie mi przynajmniej do końca roku. Mam tylko jeden problem - od czego zacząć...?
Hmm... Myślę, że żeby nie popadać w rutynę - spróbuję od końca.

Do domu wróciliśmy już tydzień temu, ale okazuje się, że człowiek w ostatnich dniach urlopu nie ma czasu na leniuchowanie. Trzeba było wyprać wszystkie ubrania z podróży (a przez dwa tygodnie trochę się tego nazbierało), a także pościele, ręczniki i wszystko to, czego przed wyjazdem wyprać nie zdążyłam. Jak w zegarku więc co dwie godziny i piętnaście minut schodziłam na dół żeby wymienić zawartość pralki. I tak przez trzy dni...
Poza tym siostra C. wraz z małżonkiem postanowili wyprawić wspólne urodziny, a że przez ponad trzy tygodnie nic nie piekłam zawzięłam się, i przygotowałam tort. Taki porządny, z marcepanowymi dekoracjami i kremem maślanym. Pokażę Wam go przy innej okazji. 

A wczoraj wróciłam do pracy.
Oj, ciężko było wstać o wpół do czwartej nad ranem... Szczególnie, że teraz słońce wschodzi dopiero po szóstej, więc nie tylko wstaję, ale całą drogę odbywam w całkowitych ciemnościach. Razem z niemal nieustannym deszczem działa to na mnie, muszę przyznać, dość depresyjnie. Szczególnie po dniach spędzonych w słonecznej i ciepłej Barcelonie. Na szczęście koledzy nie zawiedli i w sposób jednoznaczny wyrazili ukontentowanie z mojego powrotu; były i całusy, i uściski i wyrazy nadziei, że moje małżeństwo będzie trwałe, a co za tym idzie, potrzeba tak długiego urlopu po raz kolejny nie zaistnieje.

Tymczasem powoli na nowo rozgaszczam się w mojej kuchni. Odnajduję lekko zaniedbane ścieżki i właściwie proporcje. Połączenia smaków, do których tak lubię wracać i te zupełnie nowe, które sprawdzą się albo i nie.
Zaskoczył mnie fakt, że w Danii jest już jesień. I to nie ta złota, stonowana, która pozwoli pomału się przestawić. Jest szaro, buro i deszczowo, a gdy rano na termometrze zobaczyłam siedem stopni powyżej zera, odruchowo szczelniej otuliłam się szalem. W sklepach królują śliwki, gruszki i dynie, a pierwszym, co z niemal pietyzmem włożyłam do koszyka, było opakowanie świeżych, soczyście fioletowych fig. I tak, to zdecydowanie są moje smaki, niecierpliwie przecież czekam na pierwsze kasztany, ale... Gdzie lato, gdzie truskawki, maliny, porzeczki...? Gdzie ciepłe wieczory w ogrodzie, ogniska i kiełbaski nad nimi pieczone? Nie zdążyłam się tego roku tym wszystkim nacieszyć; pogoda nie dopisała, owocom zabrakło słodyczy, a ja czuję tak wielki niedosyt, że ciężko mi się z obecnym stanem rzeczy pogodzić. Co robić...?
Upiec ciasto!

Mam dla Was jeszcze letnią tartę, z malinami, morelami i boskim kremem budyniowym, pod którym ukryłam cienką warstwę obłędnej masy orzechowej. A wszystko to zapiekłam na cudownie kruchym cieście. Prosta, pełna słońca tarta, która z pewnością uczyni niejedno deszczowe popołudnie odrobinę bardziej znośnym.

Tarta z kremem budyniowym i owocami


Składniki:
(na formę do tary o wymiarach 34x9 cm)

spód:
  • 160 g mąki pszennej
  • 30 g cukru
  • 60 g zimnego masła
  • 1 jajko

masa orzechowa:
  • 50 g złotego syropu
  • 40 g grubo zmielonych orzechów włoskich
  • 20 g masła
  • 1 jajko
  • 1/2 łyżeczka ekstraktu z wanilii

krem budyniowy:
  • 110 g serka mascarpone
  • 60 ml śmietany kremówki (38%)
  • 1 jajko
  • 30 g budyniu waniliowego (proszek)
  • 25 g cukru

dodatkowo:
  • 100 g malin
  • 3 morele

Mąkę przesiać, wymiezać z cukrem. Dodać masło, posiekać, a nastpęnie rozterzeć palcami na kruszonkę. Wbić jajko, szybko zagnieść gładkie ciasto.

Ciasto rozwałkować na prostokąt nieco większy od formy; wyłożyć ciastem formę, formując brzegi.
Schłodzić w lodówce prze 30-45 minut.

Ciasto gęsto nakłuć widelcem. Przykryć papierem od pieczenia, obciążyć kamykami do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 12 minut.
Zdjąć z ciasta obciążenie i papier.

Podpiekać kolejne 10 minut w 180 st. C.

W tym czasie przygotować masę orzechową.
Orzechy, syrop, masło,jajko i ekstrakt umieścić w garnuszku. Zagotować, a następnie podgrzewać przez 5 minut, cały czas mieszając, aż masa zgęstnieje. Jeszcze ciepłą masę orzechową równomiernie rozprowadzić na kruchym spodzie.
Odstawić.

Mascarpone, kremówkę, jajko, budyń i cukier roztrzepać tylko do połączenia składników. Wylać na masę orzechową. Na wierzchu ułożyć połówki moreli i maliny.

Piec w 160 st. C. przez 20-25 minut, aż masa się zetnie.
Ostudzić, schłodzić przed podaniem.

Smacznego!

Przez następne tygodnie będę pisać o ślubie i tych wszystkich wspaniałych miejscach, które miałam okazję odwiedzić. 
I choć było wspaniale, to wiecie co...? W domu też jest dobrze...

czwartek, 15 czerwca 2017

O imionach. I drożdżówkach z morelowym twarożkiem

Imiona... Dziwna jest z nimi sprawa. Kiedy kogoś poznajemy, pierwszą rzeczą, którą na temat tej osoby słyszymy, jest jej imię. Czasem utrwala nam się od razu; bywa, że ulatuje w rejony, z których ciężko jest je później ściągnąć. 
Moja ostatnia współlokatorka z internatu miała na imię Monica. Gdy mi się przedstawiała, imienia nie dosłyszałam; lub też coś rozproszyło moją uwagę, i go nie zakodowałam. Za to ubzdurałam sobie, że nazywa się Julie, i kiedy w końcu ktoś mnie litościwie po tygodniu z błędu wyprowadził, zrazu nie mogłam się przestawić. Bo jak to tak...? Przecież Julie pasowało do niej znacznie bardziej!

I o ile ta sytuacja jest krępująca, ostatnio doświadczyłam podobnej, ale w dużo większym natężeniu. W poniedziałek wyręczałam w pracy zaproszenia na ślub; wszystko poszło gładko, koledzy się cieszyli i dziękowali, ja się uśmiechałam i rumieniłam. W środę natomiast uświadomiono mi, że Mads, który pracuje z nami od niemal roku, tak naprawdę ma na imię Bas! (Nie pytajcie; niech wystarczy jedno słowo: Holender. Ale nie latający.)
Najpierw zrobiło się strasznie głupio i wstyd, no bo jak to tak...? Później przypomniałam sobie sytuację, która nastąpiła krótko po jego przybyciu; jedna z koleżanek (już z nami nie pracuje) nie mogła się nadziwić, że Mads jest z Holandii, a ma typowo duńskie imię! I tak utkwiło mi to w głowie, że chociaż Bas słyszałam kilkanaście, a może kilkadziesiąt razy dziennie przez ponad pół roku, w magiczny sposób między moich uchem a mózgiem zamieniało się w Mads. 
A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafię się przestawić. Bas już chyba zawsze pozostanie dla mnie Madsem... Ale to dobry chłopak i się na mnie o to nie gniewa. 

Ja natomiast nie mogę wyjść z szoku, jak zadziwiający potrafi być ludzki mózg...

Pogoda w Danii po powrocie z wakacji zdecydowanie nie dopisywała - pochmurno, deszczowo; trzynaście kresek powyżej zera to już był prawdziwy cud. I choć prognozy nadal nie są zbyt obiecujące, to dzisiaj nagle zrobiło się w miarę ciepło i słonecznie. Zachęcona takim obrotem sprawy, nabrałam ochoty na piknik. Nie mam pojęcia, czy się uda, bo aura w weekend z pewnością będzie kaprysić, nie mniej mam dla Was przepis idealnie na piknik się nadający. Pyszne, mięciutkie drożdżówki z owocowym twarożkiem.
Przez dodatek moreli nadzienie jest dość rzadkie i ciasto trochę ciężko się kroi i zawija, ale za to wynagradza te niedogodności smakiem. Delikatna nutka pomarańczy świetnie się bowiem z morelowym smakiem komponuje. Należy też pamiętać, że drożdżowe na maślance jest bardziej wilgotne i dłużej zachowuje świeżość; choć oczywiście, najlepsze i tak jest zaraz po upieczeniu.
Słodkie, owocowe, drożdżowe bułeczki z pewnością wzbudzą wiele achów.

Przepis bazowy znalazłam u Doroty, po czym nieco go zmodyfikowałam według własnego widzi mi się.

Drożdżówki z morelowym twarożkiem


Składniki:
(na 12sztuk)
  • 765 g mąki pszennej
  • 55 g cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 20 g świeżych drożdży
  • 230 g letniej maślanki
  • 90 g masła
  • 3 jajka

nadzienie:
  • 60 g serka kremowego
  • 30 g miękkiego masła
  • 1 żółtko
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 75 g cukru
  • 150 g moreli
  • 1,5 łyżki mąki pszennej

dodatkowo:
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki mleka

lukier:
  • 150 g cukru pudru
  • 4-5 łyżek soku z pomarańczy

Drożdże rozetrzeć z cukrem, dodać 2 łyżki maślanki i 2 łyżki mąki. Wymieszać, odstawić na 15-20 minut.
Masło rozpuścić i przestudzić.
Mąkę przesiać do dużej miski. Dodać rozczyn, pozostałą maślankę, jajka i sól. Zagnieść ciasto. Wlać przestudzone masło, wyrobić gładkie ciasto. Przykryć miskę ściereczką, odstawić na 1-1,5 godziny w ciepłe miejsce.

W tym czasie przygotować nadzienie. 
Morele przekroić na połowy, wyjąć pestki i zmiksować owoce na gładki mus. Dodać serek, masło, żółtko, skórkę z pomarańczy, cukier i mąkę. Wymieszać.

Wyrośnięte ciasto raz jeszcze szybko zagnieść. Rozwałkować na prostokąt o wymiarach 60x30 cm. Posmarować nadzieniem, a następnie złożyć w poziomie trzy razy. Przekroić na 12 kawałków. Bułeczki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, skręcając każdą na środku.
Odstawić do napuszenia na 20-30 minut.

Po tym czasie posmarować bułeczki żółtkiem roztrzepanym z mlekiem.

Piec w 180 st. c. przez 25-30 minut.
Przestudzić.

Cukier puder przesiać, wymieszać z sokiem z pomarańczy. Polukrować jeszcze ciepłe drożdżówki.

Smacznego!

A przede mną wolny weekend. Nie macie pojęcia, z jaką niecierpliwością na niego czekam...

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Letni sernik na zimno z owocami. I wakacje!

Wakacje, znowu są wakacje,
na pewno mam rację,
wakacje znowu są!

Pamiętacie jeszcze tę słynną kiedyś piosenkę kabaretu OT.TO? Gdy jeszcze chodziłam do szkoły, każdy nucił ją pod nosem już pod koniec maja. Dzisiaj moje wakacje są zdecydowanie krótsze, ale... Są! 
Nareszcie!
Właśnie zaczęłam mój krótki urlopik i jestem w siódmym niebie. Nie muszę wstawać o wpół do pierwszej w nocy (kiedyś próbowałam się oszukiwać, że to już nad ranem, ale nic z tego...), spędzać w aucie minimum trzech godzin dziennie i taplać się w czekoladzie. No dobrze - to ostatnie akurat lubię, ale nawet od najprzyjemniejszych rzeczy człowiekowi potrzebna jest przerwa. Mam nadzieję się zregenerować na tyle, żeby jakoś przeżyć pięć dni w pracy i... Znów wybrać się na krótki urlop! 

Ach! Bajka, nie życie...

Nie zabieram ze sobą laptopa, pada ani nic z tych rzeczy. Odpoczynek nie tylko od pracy, ale też od internetu, a co! Na osłodę zostawiam Wam wybitnie wręcz letni serniczek. Banalnie prosty, bez pieczenia, bez cudowania. Klasyka, czyli kruchy, ciasteczkowy spód, delikatna, kremowa masa serowa - cudownie lekka dzięki użyciu jogurtu, a na wierzchu owoce (użyjcie swoich ulubionych) zalane galaretką. I tutaj mały haczyk - bo galaretka nie jest z paczki, ale z domowego syropu z kwiatów czarnego bzu. Jeśli jeszcze macie gdzieś zachomikowaną buteleczkę - nie zawahajcie się jej użyć! 
Serniczek smakuje latem i wakacjami, jest świeży, lekki i delikatny. Spróbujcie, zanim otuli nas jesień...

Sernik waniliowo-jogurtowy z owcami i bzową galaretką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 100 g ciastek digestive
  • 30 g masła
masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 350 g jogurtu naturalnego
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego
  • 30 g cukru pudru
  • 4 listki żelatyny
  • 100 ml mleka
dodatkowo:
  • 145 g moreli
  • 45 g czereśni
  • 35 g malin
galaretka:
Masło rozpuścić, przestudzić.
Ciastka dokładnie pokruszyć, wymieszać z masłem. Masę ciasteczkową dokładnie ugnieść na dnie tortownicy.
Schłodzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Serek zmiksować z jogurtem, cukrem pudrem i waniliowym.
Mleko zagotować. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, połączyć. Ostudzić.
Zimne, ale jeszcze nie tężejące mleko powoli wlewać do masy serowej, cały czas miksując.
Masę przelać na schłodzony spód, wstawić do lodówki na 60 minut.

Morele i czereśnie przekroić na połówki, usunąć pestki.
Owoce ułożyć na serniku.
Wstawić do lodówki do całkowitego zastygnięcia masy serowej.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Wodę zagotować, dodać syrop, wymieszać, zdjąć z palnika. Odcisnąć żelatynę, dodać do wody z syropem, wymieszać. Ostudzić.
Tężejącą galaretkę wylać na sernik.
Wstawić na noc do lodówki.

Smacznego!

A Wy już po urlopach, czy nadal cieszycie się dziecięcą wręcz wolnością...?

środa, 10 sierpnia 2016

Sierpniowa jesień i lody. Ciągle jeszcze letnie

Nagle, niespodziewanie i nieoczekiwanie, niezapraszana przez nikogo - pojawiła się jesień. Z dnia na dzień temperatura spadła, o dach i parapety zaczął bębnić uciążliwy deszcz, a słońce pokazuje się rzadko, nie dając prawdziwego ciepła. Jestem tym stanem rzeczy wręcz zdegustowana - przecież urlop dopiero za półtora tygodnia! A tu szaro, buro i ponuro. Najchętniej siedziałabym na kanapie pod kocem; badawczo zerkam też już na kominek - czyżby nadszedł czas inauguracji...? 
Za wcześnie; zdecydowanie za wcześnie...

Póki co kręcę lody. Już teraz nie za bardzo mamy ochotę na zimne desery; trzeba się więc spieszyć. 
W lodówce miałam kilka moreli i mascarpone, które straszyło zbliżającym się upływem terminu ważności. Na jarmarku kupiłam woreczek suszonej lawendy; wszyscy wiedzą, że te fioletowe, intensywnie pachnące kwiatki z morelami stanowią duet doskonały. Trzeba tylko uważać, żeby nie przedobrzyć, bo wyjdą nam lody o smaku mydła... Dlatego właśnie ostrożnie dawkowałam lawendę, i odcedziłam kremówkę już po dwudziestu pięciu minutach. Moim zdaniem - wyszło doskonale. Smak lawendy jest delikatny i subtelny, nie zabija moreli, a tylko je podkreśla. Całość smakuje wakacjami - i o to właśnie chodziło!
Skusicie się...? Póki jeszcze mamy lato!

Lody morelowo-lawendowe z mascarpone


Składniki:
(na 1 l lodów)
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżeczki suszonych kwiatów lawendy
  • 250 g serka mascarpone
  • 75 g cukru pudru
  • 400 g moreli

Kremówkę przelać do garnuszka, dodać lawendę, zagotować. Zdjąć z palnika, zostawić pod przykryciem na 15-60 minut (im dłużej, tym smak lawendy będzie intensywniejszy). Odcedzić.
Morele umyć, osuszyć, usunąć pestki. Zmiksować blenderem na gładki mus. Dodać mascarpone, cukier puder i lawendową kremówkę, połączyć. 
Schłodzić w lodówce, a następnie przełożyć do maszyny do lodów, postępując według instrukcji. Gdy maszyna skończy pracę, przełożyć do plastikowego pojemnika i zamrozić.

Wyjąć z zamrażarki 15-20 minut przed podaniem.

Smacznego!

Dziś dzień wolny od pracy, ale i tak mam mnóstwo zajęć. Dwupiętrowy tort i pięćdziesiąt muffinek nie przygotują się same!

czwartek, 4 sierpnia 2016

Teatr pod gołym niebem. I letnie drożdżówki z morelami

Na początek lipca czekam bardzo niecierpliwie. Czasy szkolnych wakacji już co prawda dawno minęły, a o urlopie ciągle jeszcze tylko marzę, ale w ostatnich latach C. zaraził mnie swoją rodzinną tradycją, która od początku skradła moje serce. Teatr pod gołym niebem, musical i dobre towarzystwo - czy można chcieć więcej...?

Teatr uwielbiam; w Polsce często chodziłam, tutaj - bałam się, że i tak nic nie zrozumiem. C. stwierdził, że ten spodoba mi się z pewnością - i miał rację. Pierwszego roku ledwo co rozumiałam, ale atmosfera i emocje udzieliły się również mnie. W tym roku znana wszystkim dobrze historia Diego de la Vegi wciągnęła mnie bez reszty. Zorro w wykonaniu na wpół amatorskiej trupy 7-kanten wywołał u mnie wiele emocji; od wybuchów głośnego śmiechu aż po ocierane ukradkiem łzy. Znów postacie drugoplanowe nieco skradły przedstawienie - w tym roku moim niekwestionowanym ulubieńcem był sierżant Garcia, brawurowo zagrany przez Hansa Kaarde Gundesena. Martin Bob Holm, znów w roli czarnego charakteru, sprawdził się wyśmienicie. Główni bohaterowie, szczególnie Luisa, wypadli nieco blado... Ale nie czepiajmy się drobiazgów! Całość jak zwykle wyszła znakomicie, i już czekam na kolejny występ. Tym razem duńska klasyka, czyli Midt om natten. Zapowiada się ciekawie!

A jeśli się uda, w styczniu wybierzemy się na występ zimowy (pod dachem, gdyby ktoś miał wątpliwości). Któż bowiem nie chciałby obejrzeć duńskiej wersji Grease.

Jak zwykle, zabraliśmy ze sobą prowiant. Gorąca kawa to podstawa; pogoda bowiem nam nie dopisuje. Na szczęście w tym roku obyło się bez rzęsistego deszczu i mokrych majtek, ale przelotnych opadów nie udało się uniknąć. Do kawy były kanapki, a ja zabrałam słodkie co nieco. Tym razem drożdżówki z morelami i cynamonowym twarożkiem, z dużą ilością kruszonki.
Proste w wykonaniu; nie napiszę, że szybkie, bo drożdżowe to po prostu nie ten typ. Jednak ciasto zagniotłam wieczorem, wyrastało sobie sobie spokojnie całą noc w chłodnych czeluściach lodówki, a następnego dnia upiekłam puszyste bułeczki. To zdecydowanie pozwala na spokojne zaplanowanie wszystkiego i sprawia, że drożdżówki przestają być nagle aż tak czasochłonne.
Morele i cynamon to zgrana para, idealna na deszczowe lato.
Skusicie się...?

Drożdżówki z morelami, cynamonowym twarożkiem i kruszonką


Składniki:
(na 10 sztuk)
  • 450 g mąki pszennej
  • 200 ml mleka
  • 40 g cukru
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 60 g masła
  • 15 g świeżych drożdży

nadzienie:
  • 200 g serka kremowego
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 5 dużych moreli

kruszonka:
  • 85 g mąki pszennej
  • 65 g cukru
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 60 g zimnego masła

dodatkowo:
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki mleka

Mąkę przesiać. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże, wsypać 1 łyżkę cukru i zalać 100 ml mleka. Odstawić na 15-20 minut.
Masło rozpuścić, przestudzić. 

Po tym czasie dodać do zaczynu pozostałe mleko, cukier, jajko i żółtko. Zagnieść ciasto. Wlać masło, dokładnie wyrobić ciasto.
Przełożyć je do wysmarowanej olejem miski, przykryć dokładnie folią spożywczą i wstawić na noc do lodówki.

Rano ciasto wyjąć z lodówki i zostawić na 30-60 minut na blacie, aby nabrało temperatury pokojowej. Podzielić je na 10 części, z każdej uformować okrągła bułeczkę. Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy. 
Odstawić na 15-20 minut.

W tym czasie wymieszać serek z żółtkiem, cukrem, cukrem waniliowym i cynamonem.

Morele umyć, przeciąć na pół i pozbawić pestek.

Mąkę na kruszoną przesiać, wymieszać z cukrem i cynamonem. Dodać masło, posiekać, a następnie zagnieść palcami.

W wyrośniętych bułeczkach zrobić spodem szklanki wgłębienia niemal do blachy. W każde wgłębienie nałożyć 1 łyżkę twarożku, na środku ułożyć połowę moreli, delikatnie wciskając ją w serek.
Odstawić na 20 minut do wyrośnięcia.

Żółtko roztrzepać, wymieszać z mlekiem. Posmarować bułeczki, posypać kruszonką.

Piec w 175 st. C. przez 20-25 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Ostatnio odżyła we mnie drożdżówkowa dusza. Zamiast robić lody, które obiecałam, piekę ciągle nowe słodkie bułeczki. Chyba dlatego, że pogoda zdecydowanie bardziej zachęca do sięgania po te drugie; szczególnie, gdy są jeszcze ciepłe...

środa, 26 sierpnia 2015

Morelowo mi!

Mamy właśnie sezon na morele, brzoskwinie i nektarynki. Śliczne to owoce - okrąglutkie, żółto-pomarańczowe, często z intensywnie czerwonym rumieńcem. Kuszą ze straganów i naprawdę rozumiem, jak ciężko przejść obok nich obojętnie. Ja jednak najczęściej tak właśnie robię; morele wydają mi się mdławe, a drobne włoski na brzoskwiniowej skórce skutecznie mnie odstręczają. Z całej rodziny najbardziej lubię nektarynki; słodkie i miękkie zjadam z przyjemnością, gdy za oknem słonko radośnie przygrzewa.

W tym roku jednak zdecydowanie łaskawszym okiem spojrzałam na morele. Są słodkie, delikatne i mięsiste, o mało wyraźnym smaku. Ale dzięki temu znakomicie komponują się z różnymi dodatkami - klasyka to lawenda lub rozmaryn. I właśnie to ostatnie połączenie postanowiłam w swojej kuchni wykorzystać. Kupiłam koszyczek dojrzałych owoców, i za radą Marty zatopiłam je w masie sernikowej o delikatnej ziołowej nucie. Całość otulona kruchym ciastem, również za sprawą rozmarynu spersonalizowanym, smakowała po prostu bajecznie. Z tym, że mi, zamiast tarty, wyszedł bardziej sernik - bo to właśnie masa serowa jest tym, co lubię najbardziej...
Połączenie moreli z rozmarynem polecam Wam ogromnie - sprawdzi się też w dżemie czy na przykład w lodach. A w serniku to sama poezja. 
Spróbujecie...?

Morele i ich kuzynki do kuchni zaprosiły również Ania, Emilia i Mirabelka. Koniecznie sprawdźcie, co przygotowały!

Sernik rozmarynowy z morelami 

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

kruche ciasto:
  • 200 g mąki pszennej
  • 45 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka drobno posiekanych igiełek rozmarynu
  • 100 g zimnego masła
  • 1 jajko

masa serowa:
  • 400 g serka kremowego
  • 100 ml śmietany kremówki
  • 1 gałązka rozmarynu
  • 3 łyżki budyniu waniliowego (proszek)
  • 3 jajka
  • 85 g cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

dodatkowo:
  • 300 g moreli

Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem pudrem i rozmarynem. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Wbić jajko, szybko zagnieść gładkie ciasto.
Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30-60 minut.

W tym czasie zagotować kremówkę z rozmarynem. Zdjąć z palnika, ostudzić.

Schłodzone ciasto rozwałkować na okrąg większy niż średnica tortownicy. Wyłożyć nim formę, formując dość wysokie brzegi. Gęsto ponakłuwać widelcem, przykryć papierem do pieczenia i wysypać kulkami do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Po tym czasie zdjąć obciążenie i papier.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut.
Ostudzić.

Z kremówki wyjąć rozmaryn.
Serek, kremówkę, budyń, jajka, cukier i ekstrakt zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników. Wylać na przestudzony spód.
Morele umyć, osuszyć, przekroić na pół i usunąć pestki. Ułożyć na masie serowej rozcięciem do góry.

Piec w 160 st. C. przez 60 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku, następnie schłodzić 3-4 godziny przed podaniem.

Smacznego!

Pisałam Wam już może, że w ramach pamiątek przywiozłam sobie z Polski książki? Sztuk trzynaście beletrystyki, jedną kucharską i cały stos magazynów o tematyce wiadomo jakiej. W kolejnym wpisie opowiem Wam o pierwszej ze stosu, którą przeczytałam na jednym niemal wdechu.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Ciasto uniwersalne. Tym razem z morelami

Lubię poszaleć w kuchni (gdy mam na to czas, oczywiście). Znaleźć jakiś bardziej skomplikowany przepis, albo - jeszcze lepiej - próbować wymyślić coś samemu. Najczęściej leżąc już w łóżku, tuż przed zaśnięciem (lub pod prysznicem; taka kapiąca woda ożywia mój, czasem już wieczorem ospały umysł, i przychodzą mi wtedy do głowy ciekawe pomysły, nie tylko z kuchnią czy blogiem związane), myślę sobie o ciastach (jakoś tak przyjemniej się zasypia, gdy ostatnim świadomym obrazem pod powiekami był na przykład sernik). Jak wykorzystać owoce, które tego dnia kupiłam, albo co przygotować na zbliżające się urodziny. Pozwalam wyobraźni zaszaleć - nawet, jeśli nie wiem, jak coś zrobić, nie przeszkadza mi to w wyobrażaniu sobie efektu finalnego. Czasami w rzeczywistości powstają z takich przemyśleń naprawdę smaczne wypieki. Bywa też, że na wyobrażeniach się kończy - często zacierają się, przechodząc w słodkie sny...

Tym razem jednak upiekłam ciasto szybkie i proste, które na blogu pojawiło się już w różnych wersjach. Mowa oczywiście o cieście jogurtowym - jest tak cudownie uniwersalne, a jednocześnie pyszne, że nigdy mi się chyba nie znudzi. Zawsze mięciutkie i wilgotne, a poczęstowani nawet nie zdają sobie sprawy, że to właściwie to samo ciasto, z nieco tylko innymi dodatkami. Ja preferuję wersje z owocami, które można zmieniać w zależności od pory roku. Bardzo lubię dodatek kruszonki, czego chyba nie muszę tłumaczyć - ogólnie przecież wiadomo, że wszystko z kruszonką smakuje lepiej. Zamiast niej można ciasto polać lukrem, lub zostawić bez niczego - idealnie nada się na piknik. Z tego samego ciasta można też przygotować muffinki, choć nawet duża blacha znika bardzo szybko. Jeśli chodzi o dodatki, ogranicza Was tylko wyobraźnia - ze wszystkim będzie smakowało bajecznie.
Tym razem miałam do wykorzystania resztę truskawek i kilka moreli. Połączyłam je z delikatnym aromatem pomarańczowym, wzmocnionym za pomocą słodkiego, pomarańczowe lukru. Ciasto wyszło pyszne, mięciutkie - idealne.
Jak zwykle zresztą.

Pomarańczowe ciasto jogurtowe z truskawkami i morelami

Składniki:
(na formę 30x22 cm)
  • 450 g mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 80 g cukru
  • 250 ml jogurtu naturalnego
  • 125 ml oleju
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
dodatkowo:
  • 200 g moreli
  • 200 g truskawek
lukier:
  • 100 g cukru pudru
  • 4 łyżki soku z pomarańczy
Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem do pieczenia i skórką pomarańczową.
Jajka utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać olej, cały czas miksując. Następnie na zmianę dodawać jogurt i mąkę, miksując na najniższych obrotach miksera.

Ciasto przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównać wierzch. 
Truskawki pozbawić szypułek i przekroić na połówki, morele pokroić na ćwiartki, usuwając pestki. Owoce ułożyć na cieście.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut, aż do suchego patyczka.
Ostudzić.

Cukier puder przesiać, utrzeć z sokiem z pomarańczy na głaski lukier. Polać ostudzone ciasto, odstawić do zastygnięcia.

Smacznego!

Wiem, że pod koniec sierpnia zdobycie smacznych truskawek graniczy z cudem. Spokojnie można użyć mrożonych, lub zastąpić je malinami czy jeżynami - na nie sezon teraz w pełni. Albo użyć samych moreli - ciasto będzie wtedy cudownie słoneczne.

środa, 5 sierpnia 2015

Pieczony sernik owocowy

Jak pewnie wiecie, mam ogromną słabość do pieczonych serników. Przygotowuję je w najróżniejszych kombinacjach smakowych, starając się również eksperymentować ze składnikami. Gdy więc padła propozycja wykorzystania w jednym wypieku wanilii, jogurtu i malin, zaraz po ucieranym cieście jogurtowym, które cieszy się niesłabnącym powodzeniem w moim otoczeniu, na myśl przyszedł mi właśnie jogurtowy sernik. Chwilę pomyślałam, wyjęłam, co było w lodówce i zabrałam się do pracy. W cieście, poza malinami, wylądowały również morele - kupiłam niedawno koszyczek bardzo dorodnych i dojrzałych, i zastanawiałam się, do czego by je tutaj wykorzystać. A czas uciekał! Pomyślałam więc, że razem z wanilią i jogurtem skomponują się znakomicie. Na wierzch przygotowałam delikatny mus malinowy na kremówce - zawsze się sprawdza, z każdymi owocami. Na spód, zamiast zwykłych herbatników, dałam czarne jak noc ciasteczka oreo. 
Muszę przyznać, że efekt kolorystyczny mnie zachwycił. Smak również nie rozczarował - sernik wyszedł wyjątkowo delikatny i kremowy, bardzo lekki. Z Karoliną zjadłyśmy do kawy po dwa kawałki - naprawdę nie można mu się oprzeć! Lekko kwaśny mus malinowy dopełnia całości, a świeże owoce na wierzchu doskonale uzupełniają smak. Całość zdecydowanie godna polecenia - sernik na jogurcie upiekę jeszcze nie raz!

Mirabelka i Ania również zabrały się za łączenie malin, jogurtu i wanilii - koniecznie sprawdźcie, co im z tego wyszło!

Sernik morelowy z musem malinowym


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 24 cm)

spód:
  • 200 g ciasteczek oreo z nadzieniem
  • 30 g masła

masa serowa:
  • 750 g jogurtu greckiego
  • 250 g mascarpone
  • 100 g cukru
  • 500 g moreli
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 3 łyżki kisielu morelowego (proszek)
mus malinowy:
  • 250 g malin
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • sok z 1/2 cytryny
  • 60 g cukru
  • 3 listki żelatyny
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
dodatkowo:
  • 2 morele
  • 125 g malin
Masło rozpuścić i przestudzić. Ciasteczka, razem z nadzieniem, drobno pokruszyć, wymieszać z masłem.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Wysypać masę ciasteczkową, ugnieść.

Piec w 180 st. C. przez 12-15 minut.
Przestudzić.

Morele przekroić na pół, wyjąć pestki. Owoce zmiksować blenderem na gładki mus.
Jogurt, mascarpone, cukier, mus morelowy, jajka, ekstrakt i kisiel zmiksować na gładką masę, tylko do połączenia składników. Wylać na podpieczony spód.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 75-90 minut.
Wierzch sernika powinien być ścięty.
Ostudzić w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Maliny, sok z cytryny i cukier zagotować. Zdjąć z palnika, zmiksować blenderem, a następnie przetrzeć przez sitko. Dodać ekstrakt i odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Całkowicie ostudzić.

Kremówkę ubić, partiami dodawać do musu, delikatnie mieszając.
Krem wylać na wierzch całkowicie ostudzonego sernika, schłodzić przez noc w lodówce.

Przed podaniem udekorować malinami i pokrojonymi w ósemki morelami.

Smacznego!

Dziś znów mam czasową obsuwę, i to nie byle jaką, ale o całe dwie godziny... A wszystko przez zakupy ze szkrabami, które zajmują zdecydowanie więcej czasu niż takie w pojedynkę.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Morele w syropie. I plaża

W piątek pojechaliśmy nad morze. Decyzja okazała się jak najbardziej słuszna, bowiem był to ostatni dzień prawdziwie letniej, upalnej pogody. Nie zrozumcie mnie źle - nadal o godzinie jedenastej wieczorem wychodzę z psem na spacer w letniej sukience i sandałach, i nie marznę (a ci, którzy mnie znają wiedzą, że marznę niemal zawsze). Zaczął się jednak sezon burz - jedna obudziła mnie w sobotę nad ranem, kolejna zwaliła się na nas w niedzielę po południu. Choć nadal jest ciepło, jest też parno i wilgotno, a plaża nie jest już tak kuszącym miejscem, jak była jeszcze kilka dni temu.

Pojechaliśmy więc na plażę. Uważam się za prawdziwą szczęściarę - od morza dzieli mnie około 25 kilometrów, od najbliższej plaży - 30. Od tej, na którą lubimy jeździć, mniej więcej 50. Nie są to zbyt wielkie odległości, wycieczka nie zajmuje więcej niż 45 minut. A ja morze wręcz uwielbiam! Piasek, woda, lekki wietrzyk... 
Oczywiście wybraliśmy się w nasze ulubione miejsce. Plaża na skraju miasteczka, gdzie nie chodzi aż tak wiele osób i można mieć psa. Trochę cienia dla Ptysi, słoneczne miejsce dla nas. I wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie setki meduz w wodzie (która swoją drogą była naprawdę ciepła). Weszliśmy do wody do pasa, i weszłabym dalej, gdyby nie śliskie, galaretowe ciałka ocierające się o moje nogi przy każdej fali. Brrr... Nie mogłam się przemóc. Za to Ptysia pływała dzielnie - chyba coraz bardziej jej się to podoba.

Tym wpisem otwieram sezon przetworowy na Pożeraczce. Będąc w Polsce (już o tym wspominałam) przygotowałam 61 słoiczków z owocami w różnej postaci. Część dałam Mamie, większość przyjechała ze mną do Danii. Będę się mogła teraz nimi cieszyć aż do następnego lata.
Nie wszystkie pokażę teraz: większość jest bowiem z truskawek, które się już, tak naprawdę, skończyły. Zachowam więc zdjęcia i przepisy na przyszłe lato, może się komuś przydadzą (a wyszły naprawdę dobre, nie chwaląc się). 
Mamy jednak aktualnie czas na morele, i to na ich zagospodarowanie chcę Wam pokazać sposób. Dżemy oczywiście są pyszne, szczególnie z dodatkiem lawendy lub rozmarynu - morele, same w sobie lekko mdławe w większych ilościach, nabierają zupełnie nowego charakteru w ich towarzystwie. Tym razem jednak zrobiłam coś zupełnie innego. W gazetce Moje gotowanie lipiec-sierpień 2014 znalazłam przepis na brzoskwinie Lorda Grey'a. Bardzo mi się ten pomysł spodobał, choć oczywiście przerobiłam go po swojemu. Zamiast brzoskwiń - morele. Zamiast słynnej herbaty Earl Grey - morelowa z wanilią. Efekt - wspaniały! Morele pachną cudownie, poza tym zachowują niezmieniony kształt - zalane gorącym syropem się nie gotują, więc zachowują strukturę. Będzie można je ułożyć na przykład na wierzchu sernika, a z syropu przygotować galaretkę. Ja chcę zrobić z nich lody - z pewnością będą smakowały wyjątkowo!

Morele w syropie herbacianym

Składniki:
(na 8 słoiczków)
  • 2 kg moreli
  • 500 g cukru
  • 4 torebki herbaty brzoskwiniowej lub morelowej z wanilią
  • sok z 1 cytryny
  • 600 ml wody

Morele naciąć na krzyż, sparzyć, zalać zimną wodą, obrać ze skórki. Pokroić na połówki, wyjąć pestki, ułożyć ciasno w słoiczkach.

Do garnka wsypać cukier i zawartość jednej torebki herbaty, włożyć pozostałe trzy, wlać wodę i sok z cytryny. Zagotować, po czym redukować około 20-30 minut. 
Bardzo gorącym syropem zalać morele, dobrze zakręcić, ewentualnie zapasteryzować.

Smacznego!

A teraz czas się zebrać w sobie, i ruszyć do lasu. Chcemy nazbierać malin - już zrobiliśmy rekonesans: są słodkie i pyszne, choć malutkie. Zobaczymy, ile znajdziemy, ale już mam kilka ciekawych pomysłów na ich zagospodarowanie.

środa, 12 marca 2014

Wiosennie: ciasto z morelami

Wiosna!
Od piątku pogoda szaleje, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Choć ranki i wieczory jeszcze są chłodne (wczoraj C. musiał przed wyjazdem do pracy skrobać szyby w aucie), to w ciągu dnia jest cudownie ciepło. Rozpinam płaszcz, zrzucam szal, o czapce już nawet nie pamiętam. Słońce świeci mi radośnie prosto w oczy, a ja nie umiem przestać się uśmiechać. Ptaki radośnie ćwierkają od samego rana, krokusy i przebiśniegi pysznią się na trawnikach, a ja spacerując między nimi zastanawiam się, czy już jutro zamiast zimowego płaszcza będę mogła włożyć wiosenną kurtkę... Chyba jeszcze nie, poczekajmy na pierwszy dzień wiosny. Wtedy już nic mnie nie powstrzyma!

Dzisiaj mam wyjątkowe ciasto. Wyjątkowe jak na mnie - nie mam bowiem w stałym repertuarze ciast tego typu. A okazuje się, że C. takie eksperymenty lubi bardzo, bo usłyszałam, że powinnam za takie ciasta właśnie zabierać się częściej.
Zaczęło się od pół kilograma moreli, które jakimś cudem dostrzegłam w sklepie. Wiem, że to nie sezon, ale taką już mam ochotę na letnie owoce... Nie mogłam się oprzeć, i kupiłam. A potem zastanawiałam się, co by tu z nimi zrobić...
Przeglądając Ciasta i desery, nr 3/2011, zauważyłam bardzo ciekawe ciasto - ze śliwkami. Pomyślałam jednak, że morele doskonale się nadadzą... Zamiast migdałów użyłam orzechów laskowych, od siebie dałam też rozmaryn, który dziwnie mi do moreli pasuje (tak jak lawenda). Ciasto na początku nie wzbudzało mojego zaufania i, szczerze mówiąc, spodziewałam się zakalca; ale nie - ciasto wyszło idealne. W przygotowaniu przypomina ciasto kruche, świetnie się wałkuje, zupełnie się nie klei. Po upieczeniu smakuje jak ucierane - miękkie i pyszne. Do tego słodko-kwaśny morelowy dżem wymieszany z orzechami, które są tutaj dobrze wyczuwalne, ale nie dominują (czego też się obawiałam). Subtelna nuta rozmarynu podkręca całość i sprawia, że ciasto smakuje naprawdę wyjątkowo. Lukier z odrobiną alkoholu nadaje ciastu charakteru, i uwierzcie mi, ciężko poprzestać na jednym kawałku.

Morelowo-orzechowy warkocz z rozmarynem

Składniki:
(na keksówkę 11x35 cm)

ciasto:
  • 300 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 100 g cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 125 g miękkiego masła
  • 125 g creme fraiche (18%)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • igiełki z 1 gałązki rozmarynu

nadzienie:
  • 400 g świeżych moreli
  • 80 g cukru
  • ziarenka z 1/2 laski wanilii
  • 2 łyżki wody
  • 50 g mielonych orzechów laskowych

lukier:
  • 50 g cukru pudru
  • 1 łyżka Cointreau
  • 1 łyżka wody

Morele przeciąć na pół, wyjąć pestki, pokroić w dużą kostkę. Włożyć do garnuszka, dodać cukier, wanilię i wodę, przykryć pokrywką i dusić, aż morele zaczną się rozpadać, od czasu do czasu mieszając. Zdjąć pokrywkę, gotować jeszcze chwilę, aż większość płynu odparuje.
Ostudzić, wymieszać z mielonymi orzechami.

Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem cukrem, cukrem waniliowym, solą i drobno posiekanymi igiełkami rozmarynu. Dodać masło i śmietanę, zmiksować. Gdy ciasto zrobi się zbyt gęste, zagnieść dłońmi. Ciasto rozwałkować na kwadrat o boku 40 cm, posmarować nadzieniem, zostawiając 1 cm wolny od brzegu. Ciasto zwinąć w dość ciasny rulon, przekroić wzdłuż na pół. Zapleść wałeczki nadzieniem do zewnątrz, włożyć do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut, aż do suchego patyczka.
Wystudzić.

Cukier puder przesiać, wymieszać z likierem i wodą na gładki lukier. Polać ciasto.

Smacznego!

Mi to ciasto przypomina ciasta z wystaw w duńskich cukierniach - tyle, że tamte najczęściej są na cieście francuskim, z cynamonem, poza tym aż wykręcają język od nadmiaru słodyczy. To jest słodkie - ale nie za słodkie, cudownie owocowe, po prostu pyszne. Koniecznie musicie spróbować!

piątek, 21 czerwca 2013

Lody morelowe z lekkim twistem

Kręcenie domowych lodów strasznie mnie wciągnęło. Ciągle mam ochotę na nowe - przede mną truskawkowe, czekoladowe, rabarbarowe (koniecznie!). Póki co jednak decyduję się na smaki raczej nietypowe - takie, których nie spotkamy w sklepie. Owszem, w niektórych kawiarniach jest ogromny wybór zaskakujących smaków, jednak mi tam nie po drodze. W mojej malutkiej mieścinie nie ma miejsca, gdzie mogłabym spróbować lodów pomidorowych czy marchewkowych, a przejechać pół Danii w poszukiwaniu rzeczonych nie mam zamiaru. O wiele łatwiej (i szybciej) przygotować takie cuda w domu.

Pomidorowe co prawda jeszcze przede mną, tym razem bowiem postanowiłam dodać ciekawy akcent do lodów wręcz tradycyjnych. Przy kręceniu rozmarynowych, na tej samej stronie w Vidunderlige is variationer znajdowały się lody morelowo-rozmarynowe. Hmm... Morelowych co prawda nigdy nie jadłam, ale wyobrażałam sobie, że mogą nieco przypominać brzoskwiniowe. Rozmaryn jednak w takim zestawieniu zaskoczył mnie zupełnie i wiedziałam, że będę musiała to połączenie wypróbować. Kiedy więc marchewkowe wyszły, zabrałam się za kolejne.
Oczywiście, mieszanie lodów co pół godziny zajmuje nieco czasu. Jednak warto, efekt bowiem jest fantastyczny! Te lody są mocno owocowe, same w sobie może nawet troszkę za mało słodkie. My jedliśmy je z tartą rabarbarową, którą wspaniale ożywiały. Delikatna nuta rozmarynu gdzieś w tle nadaje lodom ciekawego, oryginalnego charakteru. Jeśli boicie się się spróbować tych, gdzie rozmaryn gra pierwsze skrzypce, koniecznie zacznijcie od poniższych.

Są to też moje pierwsze lody na żółtkach. Nie musicie obawiać się surowych jajek - żółtka  bowiem podgrzewa się na parze, więc wszystkie bakterie giną w wysokiej temperaturze. Nie zauważyłam jakiejś wyjątkowej różnicy, ale muszę przyznać, że są chyba nieco gładsze niż te bez jajek. Pycha!

Lody morelowo-rozmarynowe

Składniki:
(na ok. 1 l lodów)
  • 400 ml śmietany kremówki (38%)
  • 100 ml mleka
  • 4 żółtka
  • 125 g cukru
  • 500 g moreli
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • ziarna z 1/2 laski wanilii
  • 10 igiełek rozmarynu

Kremówkę z mlekiem zagotować i zdjąć z ognia. Żółtka ze 100 g cukru utrzeć na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać śmietanę z mlekiem, cały czas miksując. Przelać masę do garnka, podgrzewać, aż nieco zgęstnieje (nie gotować!).
Ostudzić.

Morele przekroić na pół, wypestkować. Zmiksować blenderem na gładką masę z resztą cukru, sokiem z cytryny i ciarnami wanilii. Rozmaryn bardzo drobno posiekać, dodać do owoców. 

Masę śmietanowo-żółtkową wymieszać z morelami, przełożyć do pojemnika i mrozić przez 5-6 godzin, mieszając widelcem lub miksując blenderem co 30 minut. 
Jeśli masa zmrozi się za mocno, przełożyć do lodówki 20-30 minut przed podaniem.

Smacznego!

Pod kolanem udziabał mnie komar. Pierwszy w tym roku. Cieszyć się, że pogoda dopisuje czy marudzić, że swędzi...?

środa, 6 lipca 2011

Pierwszy w tym roku dżemik

Miałam mieć dzisiaj wolne. Plan był ambitny - nie nastawiać budzika, w końcu zwlec się z łóżka, w piżamie zjeść śniadanie, ubrać się w dres, wyjść z Ptysią, a potem przygotować jakiś pyszny obiad i ciasto z agrestem, który wczoraj kupiłam na bazarze. Dzień zapowiadał się niezwykle przyjemne, leniwie, bez presji. I co? I nici. Bo po pierwsze jednak muszę stawić się w pracy, a po drugie zaraz po pędzić do urzędu i załatwić w końcu sprawę, która ciągnie się już zbyt długo. Kiedy odpocznę i będę mogła zapomnieć o budziku? Może w przyszłym tygodniu... Liczę na to bardzo.

Tymczasem opowiem Wam o dżemie, który przygotowałam wczoraj. W lodówce leżały zapomniane nektarynki (z których miała być pyszna tarta, ale jakoś mi nie wyszło) i kilka smętnych morelek. Co robić? Jakoś niespecjalnie chciało mi się piec, a że owoce trzeba było wykorzystać natychmiast, postanowiłam zrobić dżemik. Wyszły mi dwa małe słoiczki, pewnie zjemy je zanim jeszcze w ogóle ktokolwiek zacznie myśleć o zimie, ale muszę powiedzieć, że połączenie tych smaków jest obłędne. Nektarynki i morele pasują do siebie znakomicie, a lawenda i liście limonki sprawiają, że całość staje się niecodzienna i oryginalna. Dżem jest słodki, ale pyszny. Może w końcu nektarynki wylądują w tarcie...?
Konsystencja mojego jest dość zwarta, ale nie zupełnie sztywna. Sami musicie zdecydować, kiedy będzie Wam odpowiadać.

Inspirację znalazłam w ślicznej różowej książce, w której się zakochałam, jak tylko ją zobaczyłam na sklepowej półce. Dejlig marmelade, syltetøj og gele jest pełna przeróżnych pomysłów, zwykłych, ale też zupełnie zaskakujących. W tym roku nie będę szaleć z przetworami (nie mam za bardzo czasu, poza tym w piwnicy czekają słoiczki z zeszłego roku), ale kilka razy z pewnością ją wykorzystam.

Dżem nektarynkowo-morelowy




Składniki:
(na 2x200 g)
  • 570 g nektarynek
  • 260 g moreli
  • 300 g cukru
  • 100 g miodu
  • 1 łyżka suszonych kwiatów lawendy
  • 2 suszone liście limonki
  • 4 łyżki wody

Owoce obrać i pokroić w średniej wielkości kostkę. Liście limonki skruszyć, dodać do owoców wraz z lawendą. Zasypać połową cukru i odstawić na noc do lodówki.

Następnego dnia wyjąć owoce z lodówki. Resztę cukru z dodatkiem wody skarmelizować w garnku z szerokim dnem. Wlać miód, poczekać, aż cukier znowu się rozpuści. Dodać owoce, gotować na niewielkim ogniu aż do otrzymania pożądanej konsystencji (może to zająć około 4 godzin).

Przełożyć do wyparzonych słoiczków, ewentualnie pasteryzować.

Smacznego!

Od wczoraj mamy śliczną pogodę. Słoneczko, dość ciepło, aż chce się żyć. Mam nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się jak najdłużej - mamy przecież lato, prawda...?

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Na szybko tym razem

Uff... Wreszcie weekend się skończył i można odpocząć. Brzmi dziwnie? Niekoniecznie. Nie w moim przypadku. Otóż D. pojechał do Polski w sobotę, wrócił wczoraj wieczorem, a ja w tym czasie nie dość, że do pracy iść musiałam, to podjęłam wyzwanie. W sobotę rano, przed wyjściem do pracy, wszystko z lodówki wyciągnęłam, a po powrocie gruntownie umyłam. Normalnie lśni. Potem zabrałam się za resztę kuchni, łazienkę, pokoje... I tak mi od piątej po południu do wpół jedenastej zeszło... W międzyczasie tak zwanym zrobiłam też pranie, a było go, uwierzcie, duuużo... Dlatego jak tylko głową dotknęłam poduszki, oczy mi się zamknęły i zapadłam w błogi sen... Brutalnie przerwany przez budzik o szóstej czterdzieści pięć. W pracy trochę nieprzytomna, pocieszałam się, że w domu już sprzątać nie muszę. Za to przygotowałam obiad dla trzech głodnych facetów, poskładałam góry czystych już ubrań, pościeli i ręczników, i na deser przygotowałam tylko muffinki... 
Zazwyczaj staram się upiec coś bardziej efektownego, ale tym razem nie miałam ani czasu (obiad też był z piekarnika), ani siły... I wiecie co? Wyszły super! Słodkie ciasto, wilgotne od banana, przełamane kwaskowymi kawałkami morelek... Mniam! Bardzo mi takie połączenie odpowiada. Panowie, choć ubolewali z powodu braku bezy (Szanowny Brat był zaskoczony, że tu bezy są na porządku dziennym), zjedli z apetytem. Mam nadzieję, że chociaż jedna uchowa się na jutrzejsze śniadanie...

Jeśli tylko mogę doradzić - nie polecam do tych muffinek papilotek. Zmniejszyłam ilość oleju w stosunku do oryginału, przez co nie są tłuste, ale papier odkleja się fatalnie... 
Inspirację znalazłam w 1 mix, 100 muffins, która bardzo przypadła mi do gustu.

Muffiny bananowe z morelami




Składniki:
(na 16 sztuk)

suche:
  • 340 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 90 g cukru

mokre:
  • 2 jajka
  • 75 ml oleju
  • 150 ml mleka
  • 2 dojrzałe banany

dodatkowo:
  • 325 g świeżych moreli

Do dużej miski przesiać mąkę, wymieszać z cukrem i proszkiem do pieczenia.

Jajka roztrzepać w drugiej misce. Wlać olej, wymieszać.
Banany rozgnieść widelcem na papkę, wymieszać z mlekiem. Dodać do masy jajecznej, połączyć.

Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać niedbale, tylko do połączenia składników.

Morele sparzyć, obrać ze skórki, wypestkować, pokroić w średniej wielkości kostkę. Wsypać do masy, wymieszać.

Ciasto przełożyć do formy na muffiny wyłożonej papilotkami (lub lepiej foremek silikonowych).

Piec 25-35 minut w 190 st. C.
Przestudzić.

Smacznego!

A dzisiaj...? Dzisiaj zaczęłam mój weekend. Jednodniowy, ale zawsze coś, prawda...? Mam zamiar się obijać, ile wlezie, poczytać, bo ostatnio nie miałam wcale czasu, i może przygotować coś dobrego dla moich Panów...? Mam jeszcze trochę truskawek, szkoda, żeby się zmarnowały...

wtorek, 26 kwietnia 2011

Historia pewnego sernika

Mała przerwa spowodowana była wyjazdem do Polski na Święta. Wyjazdem niespodziewanym, krótkim, intensywnym. Bardzo przyjemnym, ale też nieco męczącym. Teraz odpoczywamy, mam więc czas, żeby opowiedzieć Wam historię pewnego sernika.

Otóż, jadąc do domu, zabrałam ze sobą kilka książek z przepisami. Nie wiedziałam, na co Rodzinka będzie miała ochotę, więc postanowiłam dać im wybór. Sernik - bez dwóch zdań. Ale jaki? Mama z Młodą przeglądały wszystko, co im dałam. W końcu decyzja zapadła. Jakież było moje zdziwienie, gdy Młoda oświadczyła, że najbardziej podoba im się sernik lepka randka... Cóż to za cudo? - spytałam. Pokazały mi niezwykle apetyczne zdjęcie w Cheesecakes pavlovas & trifles, gdzie faktycznie ciasto nazwano sticky date. Z tym, że w tym wypadku date oznaczało daktyle... I tu zaczęły się schody - okazało się, że Mama za rzeczonymi nie przepada (delikatnie rzecz ujmując). Co zamiast? Suszone morele? Ale czy będą pasowały do cynamonu? Sprawdzimy.
Okazało się, że pasują świetnie.

Miał być jeszcze sos karmelowy, ale Tata zamiast słodkiej, kupił kwaśną śmietanę. Żeby się nie zmarnowała, wlałam całość do masy serowej (jak szaleć, to szaleć). Tak więc inspiracja jest niezwykle luźna, oryginał z pewnością spróbuję przygotować w domowym zaciszu, bo ja daktyle lubię, a i D. nie pogardzi. Zrobimy też sos i wtedy opowiem raz jeszcze o lepkiej randce... Na razie - cynamon i morele - połączenie niestandardowe, ale zaskakująco smaczne. Sernik jest słodki, ale nie przesłodzony, ciężki, odrobinę się kruszy, jednak nie przeszkadza to w delektowaniu się całością.
U nas na Wielkanocnym stole, sprawdzi się też na niedzielnym.

Sernik cynamonowy z morelami



Składniki:
(forma o średnicy 26 cm)

spód:
  • 120 g herbatników maślanych
  • 65 g masła
  • 1/2 łyżeczki cynamonu

masa serowa:
  • 800 g 2- lub 3-krotnie zmielonego twarogu
  • 150 g cukru
  • 3 jajka
  • 200 g kwaśnej śmietany (18%)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 170 g suszonych moreli

dodatkowo:
  • 60 g płatków migdałowych
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka cukru pudru

Masło rozpuścić i przestudzić. Herbatniki dokładnie pokruszyć. Wlać do nich masło, wsypać cynamon i wymieszać.
Masą wyłożyć dno tortownicy wyłożonej folią aluminiową. Schłodzić w lodówce w czasie przygotowania masy serowej.

Morele zalać gorącą wodą. Po 5-10 minutach odcisnąć, pokroić w średniej wielkości kostkę.

Twaróg zmiksować na gładką masę z cukrem i cynamonem. Wlać śmietanę, zmiksować. Wbijać po jednym jajku, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Dodać morele, wymieszać łyżką.
Wyłożyć masę na wcześniej przygotowany spód. Posypać płatkami migdałów.
Cukier puder wymieszać z cynamonem, przesiać na wierzch ciasta.

Piec w 140 st. C. 60 minut.
Wystudzić w uchylonym piekarniku.
Schłodzić przez noc w lodówce.

Smacznego!

Cóż - to dopiero w zasadzie sernikowy wstęp, bo mam całe mnóstwo twarogu. Z Polski przyjechała ze mną całkiem pokaźna ilość, i mam zamiar się nią cieszyć i wypróbować kilka przyjemnie wyglądających przepisów. Nigella kusi...