Pokazywanie postów oznaczonych etykietą truskawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą truskawki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lutego 2018

Wyjątkowe tiramisu na wyjątkowy dzień

Czas pędzi. I to tak na złamanie karku; doprawdy, gdzie on się tak spieszy...? Że niby do wiosny...? Na jutro zapowiadają minus piętnaście stopni! No naprawdę, nie ma ku czemu tak biec...

Niedawno uświadomiłam sobie, że wczoraj minęło pół roku do naszego wesela. Pół roku! Dacie wiarę...? Nie wiem, kiedy to minęło. Gdy myślę o weselu, mam wrażenie, jakby było wczoraj. No, może trochę przesadziłam... Ale pamiętam szczegóły nie gorzej niż tydzień po. Ciągle się śmieję na myśl o niektórych momentach i wzruszam na wspomnienie siąkającego w kościele Taty. Pamiętam nasz pierwszy taniec (totalna porażka, ale było ciemno, to nikt nie widział), ustawianie się do zdjęć i sakramentalne tak. Boskie danie główne, toasty i piosenkę, która chwyciła mnie za serce. Zdenerwowanie przed przemową, a potem głośne wybuchy śmiechu gości i oklaski. Ach, cóż to był za dzień!

Z tej okazji w miniony weekend przygotowałam nasz ulubiony deser w nieco innej odsłonie. Klasyczny krem do tiramisu na jajkach wzbogaciłam o dodatek ajerkoniaku, a pomiędzy warstwy kremu i biszkoptów dołożyłam truskawek. Efekt - zniewalający! Delikatny, leciutki krem, mocno kawowe biszkopty i całkiem smakowite (jak na koniec lutego) truskawki. Aj, zajadaliśmy się, aż nam się - niezbyt romantycznie - uszy trzęsły. To było coś!

Tiramisu z ajerkoniakiem i truskawkami


Składniki:
(na 4-6 porcji)
  • 3 jajka
  • 40 g cukru pudru
  • 250 g serka mascarpone
  • 75 g ajerkoniaku
  • 80 g podłużnych biszkoptów
  • 200 ml mocnej kawy
  • 2 łyżki kakao
  • 250 g truskawek
Żółtka utrzeć z cukrem pudrem na puszystą, jasną masę. Wlać ajerkoniak, zmiksować. Dodać mascarpone, miksować, aż krem zacznie gęstnieć. Ubić białka, delikatnie wmieszać do kremu.

Biszkopty maczać krótko w kawie. Ułożyć połowę na dnie szklanek, następnie wyłożyć połowę kremu. Oprószyć kakao, wyłożyć połowę pokrojonych w ćwiartki truskawek. Na owoce położyć namoczone w kawie biszkopty, przykryć pozostałym kremem. Schłodzić.

Przed podaniem wierzch oprószyć kakao i udekorować pozostałymi truskawkami.

Smacznego!


Tymczasem ja znów wylądowałam na Zelandii. Póki co - fajnie jest. Miło jest zobaczyć znane, dawno niewidziane twarze, pogadać o wszystkim i o niczym, i pośmiać się do rozpuku. 
Od razu odmłodniałam, przynajmniej o kilka lat.

piątek, 18 sierpnia 2017

Kokos - truskawki - róża. I o tym, jak rozmawiać z szefem

We wtorek miałam wolne, choć tym razem - niestety - tylko teoretycznie. Na jedenastą bowiem musiałam zjawić się w piekarni na spotkaniu. No dobra, niech już będzie. Skoro - podobno - to ważne...
Później miałam jeszcze spotkania w banku i kwiaciarni, a w międzyczasie umówiłam się z C. na kawę. Rzadko ostatnio mamy czas na takie drobne przyjemności jak wizyta w kawiarni i chwila na kontemplację otaczającej nas rzeczywistości. Zabiegani, zestresowani, oboje nie możemy się już doczekać urlopu.
Wracając jednak do sedna; z tej jakże podniosłej okazji (możliwość spotkania z innymi ludźmi bez perspektywy uwalania się mąką i czekoladą), postanowiłam włożyć sukienkę. Lato w tym roku kiepskie, a tu nagle wyszło słonko, a termometr pokazywał całe dwadzieścia dwa stopnie. Otworzyłam więc szafę, przejrzałam jej zawartość i ściągnęłam z wieszaka jedną z czarnych sukienek na każdą okazję - do balerin będzie się nadawała na niezobowiązujące spotkanie, do wysokich obcasów na elegancką kolację. Zadowolona z siebie, wkroczyłam do piekarni cała w uśmiechach, wywołując spore zamieszanie (chyba po raz pierwszy pojawiłam się w czym innym niż znoszona koszulka i pierwsze lepsze spodnie. O trzeciej rano nie bardzo mnie bowiem interesuje, co na siebie wkładam; ważne, żeby było mi ciepło). 
Dzień minął szybko i sympatycznie, i nawet burza, która mnie na sam koniec złapała, nie zepsuła mi humoru.

Następnego dnia zaś mój szef zadał mi pytanie, jakie tylko on jest w stanie zadać: A co zrobisz, jak C. powie w kościele nie...?
Hmm... Jestem pewna, że powie tak. W końcu to on mnie poprosił i cieszy się na to wszystko bardziej niż ja (z natury nieśmiała, nie lubię zbyt dużego zamieszania wokół siebie). Ale nauczona doświadczeniem, z szerokim uśmiechem odpowiedziałam: Założę tę czarną sukienkę, i znajdę kogoś, kto powie tak. 

Dzisiaj mam dla Was nieco spóźniony, ale tak smakowity przepis, że nie mogłam się oprzeć, żeby Wam go nie pokazać.
Zrobiłam go w sezonie truskawkowym; w tym roku jednak truskawki nie był specjalnie słodkie ani pachnące, więc myślę, że z mrożonymi będzie smakował równie dobrze. Delikatna różana nuta nadaje puddingowi wyjątkowego charakteru; muszę też przyznać, że połączenie truskawki, róży i kokosa jest strzałem w dziesiątkę. Sama byłam zaskoczona, jak dobrze się to wszystko skomponowało.
Najlepsze śniadanie, jakie w te wakacje sobie przygotowałam.
Skusicie się...?

Kokosowy pudding chia z musem truskawkowo-różanym


Składniki:
(na 3-4 porcje)
  • 400 ml mleczka kokosowego
  • 400 ml mleka
  • 3 łyżki nasion chia
  • 2 łyżki miodu
mus:
dodatkowo:
  • kilka truskawek
Mleko kokosowe i krowie wymieszać z miodem i chia, najlepiej trzepaczką, aż zacznie gęstnieć. Schłodzić przez noc w lodówce.
Truskawki umyć, osuszyć, usunąć szypułki. Zmiksować blenderem na gładki mus razem z przecierem różanym.

Pudding przełożyć do szklanek, wierzch polać musem. Udekorować świeżymi truskawkami.

Smacznego!

Tymczasem niecierpliwie odliczam dni do wakacji: trzy...

poniedziałek, 31 lipca 2017

Mus truskawkowo-miętowy na skandynawską nutę

Wolny piątek - słyszeliście o czymś takim...? Ja, muszę przyznać, od dawna już nie pamiętam, że coś takiego w ogóle istnieje. Odkąd rozpoczęłam pracę w piekarni, piątki to jedne z najbardziej zapracowanych dni - trzeba przygotować wszystkie specjalne zamówienia na weekend, torty ślubne, urodzinowe i na chrzty, a także całą masę drobiazgów, żeby w sobotę jak najłatwiej wszystko ogarnąć. Tymczasem w miniony czwartek, godzinę przed pójściem do domu, szef złożył mi propozycję nie do odrzucenia - dzień wolny. Oczywiście, był haczyk - dzisiaj musiałam wstać o wpół do pierwszej, żeby być w pracy na trzecią. Ale czego nie robi się dla wolnego piątku...?

Oczywiście, pogoda niezbyt dopisała, a C. o takich luksusach może tylko pomarzyć. W końcu więc dokładnie odkurzyłam cały dom, żeby później z czystym sumieniem zagłębić się w lekturze i... Przygotować kilka smakołyków, oczywiście. Ostatnio odwiedziłam moje tajemnicze poziomkowe miejsce, i wróciłam do domu z całymi trzysta pięćdziesięcioma gramami tego dobrodziejstwa. Wykorzystałam je do... 
Ale o tym innym razem.
Dzisiaj ostatni dzień akcji Ani, a więc i mój ostatni skandynawski przepis.

Recepturę znalazłam w Bage og sylte, nr 3/2017, i od razu zwróciłam na nią uwagę. Po pierwsze, mus ma piękny, pastelowo-różowy kolor. Po drugie zawiera dodatek mięty, która na dobre rozpanoszyła się w ogródku i ciągle szukam nowych pomysłów na jej wykorzystanie. A połączenie jej z ostatnimi już chyba w tym roku truskawkami wydawało się znakomitym pomysłem.
Mus wyszedł lekki, intensywnie truskawkowy i lekko miętowy (mięta imbirowa jest dużo subtelniejsza od zwykłej; jeśli więc użyjecie innej odmiany, radzę dodawać ją po trochu, żeby nie zdominowała truskawkowego smaku), zaskakująco sycący. Naprawdę pyszny.
Spróbujcie, póki jeszcze można na targach kupić truskawki.

Mus truskawkowo-miętowy


Składniki:
(na 4 porcje)

  • 3 listki żelatyny
  • 250 g truskawek
  • 50 g cukru
  • 3 łodyżki mięty imbirowej
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
dodatkowo:

  • 2 truskawki
  • kilka listków i kwiatów mięty imbirowej
żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Truskawki umyć, osuszyć, usunąć szypułki. Pokroić na ćwiartki, włożyć do garnka razem z cukrem. Zagotować; gotować przez 5-10 minut, aż owoce zaczną się rozpadać. Zmiksować blenderem na gładki krem. Dodać listki mięty, zmiksować. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać łyżką do jej całkowitego rozpuszczenia.
Ostudzić.

Kremówkę ubić na pół sztywno. Dodać do ostudzonej masy truskawkowej, delikatnie mieszając łyżką. Przełożyć mus do szklanek, schłodzić w lodówce minimum 3 godziny.

Przed podaniem udekorować truskawkami oraz listkami i kwiatami mięty.

Smacznego!


Jest to moja ostatnia propozycja do akcji Ani:

poniedziałek, 10 lipca 2017

Lata brak i syrop poniewczasie

Czas pędzi nieubłaganie. Ani się obejrzałam, a to już niemal połowa lipca! Może jestem taka zagubiona, bo za dużo pracuję, a może dlatego, że słońce pokazuje się z rzadka i raczy nas ciepłem raczej oszczędnie. Letnie sukienki wiszą smętnie w szafie, powoli zaczynam nawet rozważać opcję noszenia do nich grubych rajstop. W końcu lato za chwilkę się skończy...
Tymczasem bzy również przekwitły. Muszę przyznać, że mocno zaskoczył mnie widok krzewów bez mnóstwa drobnych, białych kwiatków. To naprawdę już...? A co z pomysłami na kolejne syropy i ciasta...? Cóż, będą musiały poczekać do przyszłego roku... Może wtedy nie będę już w stanie permanentnej śpiącej królewny.

Zanim jednak kwiatuszki opadły, zdążyłam nazbierać odpowiednią ilość na syrop bzowo-truskawkowy.
Odkąd po raz pierwszy przygotowałam klasyczny syrop z kwiatów czarnego bzu, robię go co roku. Jest obłędnie pyszny i aromatyczny, świetnie nadaje się się do ciast. W tym roku chciałam go jakoś urozmaicić - idealny pomysł znalazłam w Hjemmets bedste mad, nr 6/2016. Dodatek truskawek okazał się strzałem w dziesiątkę! Syrop nie tylko bosko pachnie, ale ma też fantastyczny kolor. 
Smak czerwca zamknięty w butelce.

Syrop truskawkowo-bzowy


Składniki:
(na 2 l syropu)
  • 500 g truskawek
  • 20 kwiatostanów czarnego bzu
  • 1 cytryna
  • 1 l wody
  • 1 kg jasnego cukru trzcinowego
Truskawki umyć, pozbawić szypułek i rozgnieść widelcem. Przełożyć do miski.
Na owocach ułożyć kwiaty bzu pozbawione grubszych łodyżek. Cytrynę wyszorować, pokroić w cieknie plastry, ułożyć na wierzchu.
Z cukru i wody zagotować syrop. Gorącym zalać owoce z kwiatami. Odstawić na 3 doby w chłodne miejsce (może być lodówka), codziennie mieszając. 

Syrop przecedzić przez sitko wyłożone czystą, kuchenną ściereczką. Przechowywać w lodówce do 1 miesiąca lub zamrozić.

Smacznego!

Tymczasem już w piątek wybieramy się na Midt om natten do Varde. Teatr pod gołym niebem; uwielbiam!

A przepis dodaję oczywiście do akcji Ani:

czwartek, 6 lipca 2017

Owocowy deser wprost ze Skandynawii

Mamy lipiec. Ale aura najwidoczniej jest w tym roku na bakier z kalendarzem; ewentualnie ma na głowie mnóstwo innych spraw i zapomniała wyrwać kilka kartek, lub też wyrwała całą garść w przypływie złości na... Sama nie wiem, na co zła może być aura. Niemniej, pogoda bardziej przypomina bardzo wczesną, deszczową wiosnę lub też raczej późną, wyjątkowo deszczową jesień. Jest też zimny wiatr chłoszczący rabarbar i miętę w ogródku, a słońce, które z rzadka wyjrzy zza granatowo-szarych chmur nie daje tyle ciepła, ile powinno. 
Jak to podsumowała koleżanka z pracy: Na całe szczęście nie mamy urlopów i możemy pracować
Bright side of life, że tak bezwstydnie zacytuję Monthy Pythona. 

Tymczasem stragany uginają się od wyjątkowo w tym roku drogich letnich owoców. Nie straszne mi jednak ceny; po dziwnej, szaro-błotnistej zimie nie mogę oprzeć się soczystym kolor. Znoszę więc do domu czereśnie, nektarynki i truskawki, z ogrodu przynoszę rabarbar i tworzę, na przekór aurze, letnie ciasta i desery. Jest pysznie!

Tym razem mam dla Was przepis z Bage og sylte, nr 1/2016. Nie mogłam oprzeć się tym pysznie zapowiadającym się warstwom. Jest więc idealnie gładki i soczyście czerwony mus truskawkowo-malinowy, jest kwaskowy, wyrazisty kompot rabarbarowy, a do tego wszystkiego kremowy serek z mascarpone i skyra. Ten ostatni to typowo skandynawski produkt, coś pomiędzy jogurtem a serkiem homogenizowanym. W zastępstwie możecie użyć jednego albo drugiego, albo mieszanki tych dwóch.
Całość smakuje wybornie, warstwy świetnie do siebie pasują i idealnie się uzupełniają. Następnym razem dodałabym tylko jeszcze coś chrupiącego - może warstwę ciasteczek amaretti...?

Deser ze skyrem, czerwonymi owocami i rabarbarem


Składniki:
(na 6-8 porcji)

mus rabarbarowy:

  • 425 g oczyszczonego rabarbaru
  • 1 jabłko
  • 75 g cukru
  • 50 ml wody
mus z czerwonych owoców:

  • 125 g truskawek
  • 100 g malin
  • 75 g cukru
  • 75 ml wody
krem:

  • 500 g skyra (gęstego jogurtu lub serka homogenizowanego)
  • 250 g serka mascarpone
  • 20 g cukru pudru
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
dodatkowo:

  • 100 g malin
  • 125 g truskawek
  • listki mięty
Rabarbar pokroić na kawałki, jabłko obrać, wyciąć gniazdo nasienne i pokroić w kostkę. Umieścić owoce w garnku, zasypać cukrem i zalać wodą. Gotować na średnim ogniu pod przykryciem, aż owoce się rozpadną.
Ostudzić.

Truskawki umyć, osuszyć, odciąć szypułki i pokroić na ćwiartki. Umieścić w garnuszki z malinami, cukrem i wodą. Gotować kilka minut, aż owoce zrobią się zupełnie miękkie. Zmiksować na gładki mus, przetrzeć przez sitko.
Ostudzić.

Skyr zmiksować z mascarpone, cukrem pudrem i ekstraktem na gładki krem.

W szklankach równomiernie rozłożyć rabarbar, następnie krem waniliowy, a wierzch polać czerwonym puree. Udekorować kawałkami truskawek, malinami i listkami mięty. Podawać dobrze schłodzone.

Smacznego!


Przepis dodaję do akcji Ani:

czwartek, 29 czerwca 2017

O tym, jak zmieniłam Niemca na Francuza i torcik dla wędkarza

Gdy tylko weszłam wczoraj do piekarni, mój szef spojrzał na mnie uważnie i spytał z wyrzutem: jeździsz nowym autem? Kiwnęłam głową i wytłumaczyłam zawiłości sprawy w krótkich, piekarskich słowach; on, wydawałoby się, zrozumiał. Po czym skrzywił się wyraźnie zdegustowany i wypluł z siebie: Ale Francuza...?

Bo, moi drodzy, jeszcze do zeszłego tygodnia jeździłam pięknym, granatowym mercedesem. Dla tych, którzy poczują ukłucie zazdrości lub pomyślą, że bezczelnie się chwalę dodam, że rzeczony Niemiec lat ma prawie tyle, co moja Siostra, czyli dwadzieścia trzy. W związku z tym, gdy zabrałam go na przegląd, pan mechanik z niedowierzaniem kręcił głową, pokazywał zardzewiałe miejsca, a na sam koniec wskazał na kabelek z tyłu i z wyraźnym wyrzutem stwierdził: A to nie może przecież tu tak wisieć! 
Położyłam więc uszy po sobie, zabrałam autko ze zwisającym smętnie kabelkiem i wróciłam do domu zastanawiając się, jak ja teraz będę jeździć moje sto dziewięć kilometrów do pracy (w jedną stronę). Usiedliśmy więc wieczorem z C., opracowaliśmy Plan (przez wielkie P, wymaga bowiem zaangażowania osób trzecich i czwartych, a także podróży przez trzy kraje), a następnego dnia dostałam Francuza, który ma mi zastąpić moje autko do momentu, gdy znów będzie na chodzie.

Francuz jest młodszy, ma całe mnóstwo guzików i cztery wajchy przy kierownicy, co nieco mnie dekoncentruje, a do tego manualną skrzynię biegów, która zdecydowanie utrudnia popijanie herbatki w czasie jazdy. Mimo wszystko jednak nie jest źle i myślę, że dobrze nam ze sobą będzie... 
Tymczasem.

Kilka miesięcy temu, kiedy wpadliśmy w ogródkowy szał, wybraliśmy się po sadzonki. I jakoś tak przy rozmowach o rabarbarze okazało się, że pani, która rzeczony rabarbar sprzedaje, potrzebuje ciasta na urodziny małżonka. Wróciłyśmy więc do starych, dobrych zwyczajów, i przerzuciłyśmy się na handel wymienny. Ona mi sadzonki, ja jej ciastko. 
W efekcie wszyscy byli zadowoleni, polecam więc taką formę zakupów.

Przygotowałam czekoladowe ciasto z musem czekoladowym i truskawkowym, błękitną polewą lustrzaną imitującą taflę jeziora i marcepanową wstążką z rysunkiem wędkarza. Ciacho wywołało odpowiedni efekt, a smak podobno przypadł do gustu nie tylko szacownemu jubilatowi, ale również gościom. 
Zresztą, czekolada i truskawki... Co tu się mogło nie udać...?

Torcik dla wędkarza


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

ciasto czekoladowe:
  • 1 jajko
  • 50 g cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 25 g masła
  • 15 g kakao
  • 50 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

mus czekoladowy:
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 80 g czekolady (60%)
  • 2 listki żelatyny

mus truskawkowy:
  • 300 g truskawek
  • 50 ml wody
  • 1/2 łyżeczki mielonej wanilii
  • 50 g cukru
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 listki żelatyny

niebieska polewa lustrzana:
  • 65 ml wody
  • 100 g cukru
  • 100 g glukozy w płynie
  • 70 g słodzonego skondensowanego mleka
  • 2,5 listka żelatyny
  • 100 g białej czekolady
  • niebieski barwnik spożywczy w żelu

dodatkowo:
  • 100 g marcepanu plastycznego
  • 50 g kuwertury czekoladowej
  • barwniki spożywcze

Jajko z cukrem i cukrem waniliowym ubić na puszystą, jasną masę. Masło rozpuścić, mąkę z proszkiem przesiać. 
Masło wlać do masy jajecznej, cały czas miksując. Na końcu dodać mąkę, delikatnie wymieszać łyżką.

Masę przelać do wyłożonej papierem do pieczenia formy.

Piec w 170 st. C. przez 10 minut.
Ostudzić.

Mus czekoladowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
100 ml kremówki zagotować. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Gorącą śmietaną zalać posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia.
Przestudzić.

Pozostałą kremówkę ubić na pół sztywno. Dodać czekoladę, delikatnie wymieszać łyżką.
Wylać na spód zamknięty w formie.

Mus truskawkowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Truskawki umyć, osuszyć, usunąć szypułki. Pokroić na ćwiartki, przełożyć do garnka z wodą, wanilią i cukrem. Zagotować, zmniejszyć moc palnika i podgrzewać, aż owoce zaczną się rozpadać. Zmiksować blenderem na gładki mus, ewentualnie przetrzeć przez sitko. Do gorącego musu dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać.
Przestudzić.

Kremówkę ubić na pół sztywno. Partiami dodawać do musu truskawkowego, delikatnie mieszając łyżką. 
Mus truskawkowy wyłożyć na czekoladowy, wyrównać powierzchnię.
Zamrozić.

Polewa lustrzana:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Wodę, cukier, glukozę i mleko skondensowane zagotować. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Zalać posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia, a następnie zmiksować blenderem uważając, żeby nie napowietrzyć masy. Na końcu dodać barwnik, wymieszać, tworząc biało niebieskie smugi.

Gdy polewa ostygnie do 35 st. C. polać zamrożone ciasto. 
Marcepan rozwałkować, wyciąć pasek o szerokości nieco większej niż wysokość ciasta i długości obwodu ciasta. Namalować na nim dowolne wzory barwnikami w płynie (barwniki w paście należy rozcieńczyć odrobiną wody). Zostawić na kilka minut do obeschnięcia, owinąć marcepanem ciasto. Ewentualnie czekoladą wypisać życzenia.

Smacznego!


A tak poza tym to czekam na weekend. Będę spać, i spać, i spać...

wtorek, 13 czerwca 2017

Najważniejsza suknia w życiu kobiety i najprostsze ciasto z truskawkami. Galette

Nigdy bym nie pomyślała, że zwariuję na punkcie kiecki. 

W ogóle do tego całego ślubnego zamieszania podchodzę z pewnym dystansem i zdrową dozą ironii. Niech dowodem na to będzie fakt, że po suknię wybrałam się trzy miesiące przed planowanym zamążpójściem, co w dzisiejszym świecie jest po prostu nie do pomyślenia. Okazało się bowiem (co przyjęłam nie tylko ze zdziwieniem, ale też pewną grozą), że panny młode suknie wybierają minimum rok wcześniej! Na tę nowinę uniosłam brew i przyjrzałam się uważniej pani Ani sądząc, że już na wstępie ze mnie pokpiwa, a tak się przecież nie godzi. 
Jednak nie. Pani Ania była absolutnie poważna, i ona również wpatrywała się we mnie zgrozą przejęta. Westchnęła ciężko, po czym wręczyła mi katalog i nakazała wybranie modeli, które mi się podobają. Zanotowałam więc szybciutko z sześć pozycji zaznaczając, że pierwszą widziałam na stronie i to właśnie ona przekonała mnie, żeby ten akurat salon odwiedzić jako pierwszy. 

Pani Ania zaprowadziła mnie do przebieralni, dała halkę z wielkim kołem, po czym przyoblekła mnie w największą suknię, jaką kiedykolwiek na sobie miałam. Moje jęki skwitowała krótkim stwierdzeniem, że dzisiejsze suknie są bardzo lekkie, a następnie zapędziła mnie przed ogromne lustro. A tam... Stanęłam jak wryta. To była nie tylko najpiękniejsza suknia, jaką widziałam, ale też idealnie do mnie pasowała. Do teraz jestem głęboko przekonana, że projektantowi musiałam się przyśnić, bo czy możliwe jest, żeby ktoś sam z siebie uszył moją wymarzoną suknię ślubną...? Koronkowy dekolt, króciutki rękawek, przedłużony stan i dół, który zawróciłby w głowie każdej kobiecie. A do tego wszystkiego tren! Mówię Wam, poczułam się jak księżniczka. A jak jeszcze moją frywolną tego dnia fryzurę pani Ani przyozdobiła welonem widziałam, jak Mamuni zakręciły się w oczach łezki. 
A potem spojrzałam na metkę, i mój zachwyt ustąpił czystemu przerażeniu...

Czując się w obowiązku, przymierzyłam pozostałe suknie z listy, podziękowałam pani Ani i ruszyłam na podbój kolejnych salonów. Łącznie przymierzyłam z piętnaście sukienek, z czego jedna była też w porządku, ale tańsza od tej wymarzonej o zaledwie trzysta złotych... A gdy wchodzimy w grube tysiące, taki drobiazg nie robi już przecież różnicy.

Wróciłam do domu z mieszanymi uczuciami. Co robić...? Wydać na wymarzoną suknię worek pieniędzy, czy szukać dalej wiedząc, że drugiej takiej nie ma...? Gryzłam się potwornie. Zazwyczaj dość twardo stąpam po ziemi, a fatałaszki nie robią na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Owszem, lubię kupić sobie nową sukienkę, ale tę założę przecież tylko raz! Ciężka sprawa, nie ma co...

Po kilku bezsennych nocach i długich dyskusjach nie tylko z sobą samą, podjęłam męską decyzję. Zadzwoniłam do pani Ani, umówiłam się na spotkanie i... Kupiłam suknię! A raczej zamówiłam, bo teraz muszą sprowadzić mój rozmiar, a później tu zwężyć, tam poszerzyć... I choć poczułam wyraźną różnicę w ciężkości mojego portfela, to poczułam się też lżej na duszy. W końcu ślub bierze się raz w życiu (kto w dniu ślubu zakłada inaczej, chyba jednak powinien zrezygnować z małżeństwa), więc jak szaleć, to szaleć. Najwyżej przez następny miesiąc będziemy jeść tylko chleb...

Póki co jednak śmierć głodowa nam nie grozi, zapraszam więc na wyjątkowo pyszną tartę z truskawkami.
Pomysłem na wspólne gotowanie było tym razem ciasto kruche w towarzystwie najpopularniejszych czerwcowych owoców. Nie miałam jednak zbyt dużo czasu, a i zawartość lodówki jest, powiedzmy, ciągle dość skromna (po wakacjach brakuje nam motywacji na porządne zakupy i uzupełnienie zapasów). Stwierdziłam więc, że galette będzie idealna. Bajecznie prosta, szybka i zaskakująco pyszna. Ciasto pozostaje kruche, owoce są słodkie i miękkie, a całość oprószona cukrem pudrem wygląda nader zachęcająco.
Brak większej ilości truskawek uzupełniłam rabarbarem - prosto z ogródka!

Truskawkowe smakołyki na kruchym cieście znajdziecie też u Ani i Mirabelki.

Galette z truskawkami i rabarbarem


Składniki:
(na niewielką tartę)

kruche ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 65 g cukru
  • 150 g zimnego masła
  • 2-3 łyżki zimnej wody
nadzienie:
  • 225 g truskawek
  • 140 g oczyszczonego rabarbaru
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
dodatkowo:
  • 1 łyżka cukru pudru
Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Partiami dodawać wodę - ciasto powinno się ładnie połączyć, ale nie może się kleić.
Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30 minut.

Schłodzone ciasto rozwałkować na koło o średnicy około 28 cm. 

Truskawki umyć, osuszyć, odciąć szypułki. Pokroić na ćwiartki. Rabarbar pokroić na plastry grubości 1 cm.
Owoce wymieszać z cukrem, mąką i kardamonem. Wyłożyć na środek ciasta, zostawiając 5 cm od brzegu. Brzegi ciasta zawinąć na owoce, delikatnie przyciskając.

Piec w 180 st. C. przez 35 minut.
Ostudzić.

Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!


Teraz moim jedynym zmartwieniem w kwestii sukni jest utrzymanie stałej wagi aż do sierpnia. Wcinam więc drugi już kawałek ciasta - w końcu nie mogę schudnąć, prawda...?

wtorek, 6 czerwca 2017

O wściekłej fretce i truskawkowym lesie deszczowym, czyli o powrocie do domu. I letnie ciasto bez pieczenia

Wszystko, co dobre, szybko się kończy...
Nawet pełne dwa tygodnie wakacji mijają zdecydowanie zbyt szybko. Szczególnie, gdy lista zadań i zajęć jest długa, a każdy dzień wypełniony jest po brzegi umówionymi spotkaniami. Gdy odwiedza się rodzinne strony po półtora roku, wiele rzeczy po prostu trzeba zrobić. Zwiedzić stare kąty, odwiedzić krewnych i znajomych, wybrać się na zakupy, zachwycać się tym, co chyba już zawsze zostanie takie samo i z zapartym tchem obserwować niezliczone zmiany.

Gdy już wszystko było spakowane, a nam zostało tylko wsiąść do samochodu i znów ruszyć na zachód, zakręciła mi się w oku łezka. Bo znów nie wiem, kiedy wrócę...

Mimo wszystko jednak dobrze jest wrócić do domu. Co prawda z szopki na rowery wyskoczyła na nas wściekła fretka, która podczas naszej nieobecności rzeczoną szopkę zaanektowała i urządziła w niej sobie przytulne gniazdko. Bardzo jej się powrót starych lokatorów nie spodobał; stała na ulicy, prychając i wyrażając swoją furię na wszystkie znane fretkom sposoby. 
Na miejsce dojechaliśmy w okolicach pierwszej w nocy, rozpakowaliśmy więc szybciutko rzeczy wymagające natychmiastowego rozpakowania (twaróg), żeby po szybkim prysznicu wskoczyć pod własną kołdrę we własnym łóżku... Od tygodni tak dobrze nie spałam!

Rano, gdy tylko Pączusia skoczyła C. na twarz informując, że to już najwyższa pora na załatwienie porannej toalety, ruszyliśmy do ogrodu, wciągając swetry przez rozespane głowy. A tam, moi drodzy - prawdziwe cuda! Niepozorne jeszcze dwa tygodnie temu krzaczki truskawek przypominają las deszczowy; mięta imbirowa rozrosła się tak, że truskawkową ledwo znaleźliśmy; rabarbar, tymianek i szałwia (zwykła i ananasowa) wyglądają, jakby spadł na nie cały duński deszcz, a na krzewie czerwonej porzeczki znalazłam pierwszą zieloną kuleczkę. Wszystko aż kipi setką odcieni zieleni, zaskakuje intensywnością barw i kusi, żeby zrywać i jeść... 
Bo są jeszcze przecież rzodkiewki, buraczki liściowe, dymka, szczypior, koper, czarna porzeczka, czerwony agrest, poziomki, oregano... 
Chwilo, trwaj!

Przed wyjazdem przygotowałam szybkie, letnie ciasto z galaretek. Tych ostatnich bowiem u mnie pod dostatkiem, a w lodówce stało opakowanie śmietany, którą kupiłam z myślą o czymś, czego w końcu nie przygotowałam. A że trzeba było wyczyścić lodówkę, pozbierałam różne resztki, i powstało takie oto ciacho. Bez pieczenia, więc idealne na upalne dni. Lekkie, umiarkowanie słodkie, orzeźwiające dzięki galaretce i kwaskowym owocom. Szczerze mówiąc, wyszło lepiej, niż się spodziewałam. Polecam Wam więc ogromnie!

Śmietanowiec z owocami i galaretką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:
  • 100 g ciastek digestive
  • 125 g nutelli

masa śmietanowa:
  • 75 g galaretki cytrynowej (proszek)
  • 150 ml wrzątku
  • 165 ml mleka skondensowanego słodzonego
  • 500 g creme fraiche (18%)

wierzch:
  • 25 g czarnej porzeczki
  • 20 g malin
  • 35 g jeżyn
  • 130 g truskawek
  • 400 ml wrzątku
  • 75 g galaretki malinowej (proszek)

Ciastka pokruszyć, wymieszać z nutellą. 
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć masę ciasteczkową, dobrze ugnieść.
Schłodzić.

Galaretkę cytrynową rozpuścić we wrzątku, ostudzić.
Creme fraiche zmiksować w mlekiem. 
Gdy galaretka zacznie tężeć, wlać ją do śmietany, cały czas miksując.
Przelać masę na spód, wstawić do lodówki do całkowitego stężenia.

Malinową galaretkę rozpuścić we wrzątku, ostudzić.

Na schłodzonej masie śmietanowej ułożyć owoce, zalać tężejącą galaretką. Wstawić do lodówki na minimum 3 godziny.

Smacznego!

Jakby ktoś się zastanawiał, to suknię kupiłam. Jaką...? 
Opowiem następnym razem...

piątek, 19 maja 2017

Piątki z piłką. Dwa

Jak już wspominałam w zeszłym tygodniu, zostałam poproszona o przygotowanie tortów na konfirmację kuzyna C. Zgodziłam się z radością, choć w piłce nożnej nigdy nie dopatrzę się jakiejkolwiek logiki. Dwudziestu spoconych, dorosłych mężczyzn uganiających się za piłką, i dwóch próbujących ją złapać, którzy biegają i pocą się zdecydowanie mniej. I miliony, których ekscytacji na tym punkcie zrozumieć nie mogę...
Nie oceniam ani nie neguję, po prostu nie rozumiem. Torty jednak w kształcie piłek przygotowałam z prawdziwą przyjemnością.

Pierwszy był mocno czekoladowy; począwszy od ciasta, poprzez trzy rodzaje musu: z białej, mlecznej i ciemnej czekolady. Stwierdziłam jednak, że skoro są dwa, a nie wszyscy są tak zagorzałymi fanami czekolady, drugi przygotuję w wersji nieco lżejszej i bardziej wiosennej. Padło więc na aromatyczne truskawki, delikatną ricottę i odrobinę rumu dla przełamania smaku. Wyszło bosko! Cały tort był dokładnie taki, jak zaplanowałam: orzeźwiający, lekki i delikatny, ale w żadnym razie nie mdły. A dekoracja zadowoliła konfirmanta, nie było więc na co narzekać.
Z tortu zostały raptem dwa małe kawałki, uznaję więc go za pełen sukces.
Można przygotować go w tortownicy o średnicy około 28 cm, i udekorować według własnych upodobań. Takie połączenie smaków warto bowiem wykorzystać również przy innych okazjach. 

Póki co, więcej piątków z piłką nie będzie. Ale kto wie, jak się życie ułoży; może jeszcze kiedyś do tematu wrócimy.

Tort piłka truskawkowy


Składniki:
(na miskę o pojemności 3 l)
  • 65 g surowego marcepanu
  • 65 g cukru pudru
  • 85 g miękkiego masła
  • 5 jajek
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 100 g mąki pszennej
  • 65 g cukru
  • 86 g białej czekolady

mus rumowy z truskawkami:
  • 500 g sera ricotta
  • 225 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 3 łyżki rumu
  • 6 listków żelatyny
  • 50 ml mleka
  • 400 g truskawek

krem maślany:
  • 125 g miękkiego masła
  • 500 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 3 łyżki mleka

dekoracja:
  • marcepan plastyczny
  • czarny i zielony barwnik spożywczy w paście

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić.
Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec partiami dodając cukier.
Marcepan, cukier puder, masło, żółtka, cukier waniliowy i przesianą mąkę utrzeć na jednolitą masę. Dodać czekoladę, zmiksować. Partiami dodawać bezę, delikatnie mieszając łyżką.

Masę równomiernie rozłożyć na blasze z piekarnika wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 15-18 minut.
Ostudzić.

Miskę wyłożyć folią spożywczą.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Ricottę zmiksować z cukrem waniliowym.
Mleko zagotować, zdjąć garnuszek z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Dodać do serka, zmiksować. Dodać rum, połączyć.
Kremówkę ubić na pół sztywno, delikatnie wmieszać łyżką do kremu.
Truskawki umyć, osuszyć, odciąć szypułki i pokroić na ćwiartki. Dodać do kremu, połączyć.

1/3 kremu wyłożyć do miski, przykryć ciastem. Następnie znów wyłożyć krem, później ciasto, resztę kremu i przykryć ostatnim blatem ciasta.
Schłodzić przez noc w lodówce.

Masło utrzeć na puszystą, jasną masę. Partiami dodawać cukier puder, cały czas miksując. Dodać ekstrakt i sól, połączyć. Powoli wlewać mleko, cały czas miksując.

Kremem maślanym obłożyć tort. Jeśli miska nie była idealnie okrągła, skorygować kształt tortu. Obłożyć białym marcepanem. Część pozostałego marcepanu zafarbować na czarno. wyciąć z niego pięciokąty, ułożyć na torcie tak, aby uformować wzór piłki. Pozostały marcepan zafarbować na zielono, udekorować boki tortu, tworząc trawę.

Smacznego!

C. dzielnie pomagał przy dekoracji; robiąc trawę, rozerwał dwa sitka. 
Drogi biznes z takim pomocnikiem...

poniedziałek, 15 maja 2017

Dżem truskawkowy. Bez cukru, za to z chia

Niedzielny wieczór. Właściwie to późne popołudnie; wieczory dla mnie praktycznie nie istnieją. W każdym razie o godzinie dwudziestej nadal jest ciepło i jasno, a ja mogę siedzieć w ogrodzie w lekkiej bluzce i letniej spódnicy, popijać herbatkę (poważnie zaczynam się zastanawiać nad przygotowaniem zapasu mrożonej) i cieszyć się chwilą spokoju. 

W Danii Dzień Matki przypada zawsze w drugą niedzielę maja, zeszły tydzień był więc ciągnącym się w nieskończoność pasmem harówki; niemniej efekty były satysfakcjonujące. Pamiętacie moje różowe ciasto? Zostało docenione na tyle, że szef wybrał je na główną atrakcję w Dniu Matki. Przygotowaliśmy ich... Cóż, dużo. Musze jednak przyznać, że mimo zmęczenia, czuję się lekko z siebie dumna. Szczególnie, że reklama trafiła na pierwszą stronę Østbirk Avis, co zdecydowanie wpłynęło na sprzedaż i morale. 

A dzisiaj mam dla Was przepis, który przyda się może nie dziś i nie jutro, ale że sezon na truskawki zapasem stwierdziłam, że to już najwyższy czas na truskawkowe przepisy.

Pomysł na ten dżem znalazłam u nieocenionej Angie, i od razu mi się spodobał. Wprost przepadam za puddingami chia, dżem wydawał się więc doskonałym krokiem naprzód w naszej znajomości. Przygotowałam go zgodnie z oryginałem; to raptem trzy składniki, które znakomicie się uzupełniają. Nie ma tu cukru, warto więc poczekań na naprawdę dojrzałe i słodkie truskawki. Dzięki nasionkom szałwii hiszpańskiej zyskuje ciekawą strukturę i całkiem gęstą, udającą frużelinę, konsystencję. Delikatny miodowy smak świetnie uzupełnia truskawki, naprawdę ciężko się od niego oderwać. 
I muszę przyznać, że mam ogromną ochotę na kolejne owocowe eksperymenty z chia...

Truskawkowy dżem z chia


Składniki:
(na 3 słoiki)
  • 1 kg truskawek
  • 3 łyżki miodu
  • 4 łyżki nasion chia

Truskawki umyć, osuszyć, odciąć szypułki. Owoce przekroić na połówki lub ćwiartki, umieścić w garnku o grubym dnie i gotować 15-20 minut, aż większość truskawek się rozpadnie. Dodać miód, wymieszać do połączenia składników. Następnie dodać chia i gotować kolejne 15 minut, od czasu do czasu mieszając.

Gorący dżem przełożyć do wyparzonych słoiczków, mocno zakręcić i odstawić do góry dnem do całkowitego ostudzenia.
Ewentualnie zapasteryzować.

Smacznego!

Tymczasem coraz niecierpliwiej odliczam dni do urlopu. 
Pięć.

środa, 10 maja 2017

Truskawki i tymianek. Drożdżówki

Niedziela. Wstałam o zawstydzająco późnej godzinie (choć należy wziąć poprawkę na fakt, że co drugi weekend budzik wyrywa mnie z łóżka o wpół do pierwszej w nocy, w związku z czym godzina ósma, dla innych zupełnie normalna, mi wydaje się niesamowitym luksusem), a po wejściu do rozświetlonej porannym słońcem łazienki stwierdziłam, że to będzie dobry dzień.
Ubrałam się w czarne skarpetki, czarne getry (zwane modnie legginsami) oraz czarną bluzkę z rękawem trzy czwarte (kolor bielizny pominę, nie jest istotny dla sprawy). Zadowolona z siebie, wyszłam do ogrodu, gdzie C. już czekał rozłożony na sofie. Popatrzył na mnie spod oka i spytał, gdzie ja się tak ubrana wybieram. Nigdzie - odparłam zgodnie z prawdą, nie rozumiejąc uszczypliwości. Zjedliśmy śniadanie (boskie gofry z poprzedniego wpisu), zaparzyłam sobie herbaty i rozsiadłam się na tarasie, obserwując nieśmiało kiełkującą cebulkę i zdecydowanie śmielsze rzodkiewki. Po pięciu minutach wstałam, udałam się do sypialni, zrzuciłam wszystko, co czarne, żeby nałożyć - uwaga! - letnią sukienkę w paski! Skarpetki zastąpiłam klapkami, zajęłam uprzednie miejsce w fotelu i udawałam, że nie widzę wymownego spojrzenia C.

Dzień minął nam na spacerach z psami, pieleniu ogródka i otwarciu sezonu grillowego, przy czym sukienkę zamieniłam na spodnie o godzinie dziewiętnastej. Było bosko! 
I tak, nie krępujcie się - możecie mi zazdrościć. Tak naprawdę sama sobie zazdroszczę, bo okazało się, że niedziela była jakimś cudownym wyjątkiem. Teraz jest znów chłodno i pochmurnie, a gdy piszę te słowa, ewidentnie zbiera się na deszcz. 

Nie tracący optymizmu i ducha C. stwierdził, że lato w tym roku już zaliczyliśmy (co jest odniesieniem do jednego z ulubionych zdań Duńczyków: Uwielbiam duńskie lato. To najpiękniejszy dzień w roku), więc nie mam zrzędzić, tylko cierpliwie czekać do przyszłego roku.

I tak, wiem, że na najlepsze truskawki trzeba poczekać jeszcze miesiąc. Nic z tymi czerwcowymi równać się bowiem nie może. Jednak po zimie, która w tym roku nie mroźna, ale szara i błotnista była, przez co zmęczyła mnie bardziej niż gdyby zasypała nas śniegiem po dachy, mam nieodpartą ochotę na truskawki właśnie. Sięgnęłam po przepis Beaty, który wypróbowałam już wcześniej, i okazał się prawdziwym hitem. Ponieważ jednak nie lubię powtarzać przepisów, postanowiłam coś zmienić. Tym razem była to zmiana niewielka, bo bazylię zastąpiłam tymiankiem. Pozostał ten sam delikatny, ziołowy aromat, ale jednak nieco inny. Z truskawkami oba dodatki komponują się idealnie, a połączenie jest tak oryginalne, że naprawdę warto je wypróbować. Nawet dwukrotnie!

Drożdżówki z truskawkami i lukrem tymiankowym


Składniki:
(na formę 30x22 cm)
  • 25 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniego mleka
  • 75 g cukru
  • 2 jajka
  • 70 g masła
  • 600 g mąki pszennej

nadzienie:
  • 300 g serka kremowego
  • 40 g cukru
  • 500 g truskawek

dodatkowo:
  • 3 łyżki mleka

lukier:
  • 15 gałązek tymianku
  • 170 g cukru pudru
  • 3 łyżki mleka

Drożdże rozetrzeć z 1 łyżeczką cukru, dodać 100 ml mleka i trzy łyżki mąki. Wymieszać, żeby nie było grudek, odstawić na 15-20 minut.
Mąkę przesiać do dużej miski. Dodać rozczyn, jajka, pozostały cukier i mleko. Zagnieść ciasto. Wlać rozpuszczone i przestudzone masło, wyrobić gładkie, elastyczne ciasto.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Po tym czasie ciasto rozwałkować na prostokąt o grubości 0,5 cm i długości około 50 cm. 
Serek wymieszać z cukrem, posmarować nim ciasto. Na wierzchu rozłożyć pokrojone w plasterki truskawki. Ciasto zwinąć ciasno jak roladę, pokroić na 12 plastrów. Ułożyć je blisko siebie w formie wyłożonej papierem do pieczenia.
Odstawić na 20-30 minut do napuszenia.

Wyrośnięte drożdżówki posmarować mlekiem.

Piec w 180 st. C. przez 30-40 minut, aż nabiorą ładnego koloru.
Ostudzić.

Listki tymianku zemleć w młynku do kawy z 1-2 łyżkami cukru. Wymieszać z pozostałym pudrem, a następnie z mlekiem. Polukrować bułeczki, zostawić do zastygnięcia lukru.

Smacznego!


Drożdżówki są puszyste i mięciutkie, a serowe nadzienie i soczyste truskawki sprawiają, że dłużej zachowują świeżość. Będą idealne na piknik, kiedy w końcu pogoda na nie pozwoli...

poniedziałek, 8 maja 2017

Letnie gofry

Mam ostatnio długi ogon do pisania postów. Sporo pracuję, a w wolnym czasie... No cóż, piekę ciasta. Mam więc w zanadrzu trzy ciekawe torty, ale o nich opowiem Wam bliżej weekendu. Dzisiaj mam dla Was coś na idealne, wtorkowe śniadanie. O ile macie wtorki wolne, jak ja.

Za dwa tygodnie jedziemy na wakacje. Taki mały urlop na duże zakupy. Niemniej, obiecałam sobie, że nie będę kupować owoców, bo mam ich pełną zamrażarkę i muszę najpierw je zużyć. Oczywiście wiecie, jak to się skończyło: w piątek wróciłam do domu z kilogramem truskawek, kolejnym rabarbaru i sześcioma pudełeczkami z malinami i jeżynami. Mmm... Pyszności!

Zaczęłam od wyjadania ich tak, po prostu, ale stwierdziłam, że żal byłoby nie zrobić z nich czegoś bardziej specjalnego. Na weekendowe śniadanie przygotowałam więc gofry z przepisu Beaty na serku kremowym (odrobinę tylko zmieniłam proporcje), a do nich obłędnie pyszną owocową sałatkę. W zasadzie jest to chyba bardziej surówka, bo nic się nie gotuje, ale... Owocowa surówka jakoś głupio brzmi.
Truskawki, maliny, jeżyny, czerwone porzeczki i jagody zamacerowałam w mieszaninie miodu, soku z cytryny i ekstraktu z wanilii, a smak podkręciłam odrobiną mięty z ogródka. Do tego lody truskawkowe i, uwierzcie, wyszło tak dobrze, że nie mogłam powstrzymać się przed kolejnym i kolejnym... 
Spróbujcie koniecznie!

Gofry serowe z sałatką owocową


Składniki:
(na 13 gofrów)
  • 340 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 125 g serka kremowego
  • 2 jajka
  • 50 g cukru
  • 375 ml mleka
  • 30 ml oleju
sałatka:
  • 125 g jeżyn
  • 125 j malin
  • 200 g truskawek
  • 50 g czerwonych porzeczek
  • 100 g borówek amerykańskich
  • kilka listków mięty
  • 30 g miodu
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
dodatkowo:
Mąkę przesiać z proszkiem, wymieszać z solą. 
Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania partiami dodając cukier. 
Żółtka utrzeć z serkiem, następnie na zmianę dodawać mąkę i mleko. Wlać olej, połączyć. Dodać pianę z białek, delikatnie wymieszać.

Smażyć gofry w gofrownicy, aż będą chrupiące.

Owoce umyć i osuszyć. Truskawki pozbawić szypułek, pokroić w ćwiartki. Jeżyny, jeśli są duże, przekroić na pół. Wszystkie owoce przełożyć do miski, dodać posiekane listki mięty.
Miód, sok z cytryny i ekstrakt dokładnie wymieszać. Polać owoce, delikatnie połączyć, odstawić.

Ciepłe gofry podawać z lodami i sałatką owocową, polane powstałym sosem.

Smacznego!

Moje psy udały się na popołudniową drzemkę. Poważnie rozważam pójście ich śladem...

środa, 3 maja 2017

Lody z pieczonymi w porto truskawkami

Nie chcę zapeszać, ale wygląda na to, że wiosna rozgościła się u nas na dobre. Za mną pierwszy spacer bez zimowego płaszcza, rękawiczek i czapki, popołudniowa herbatka na tarasie, a także szczerze zdziwiona mina na widok szesnastu kresek na termometrze. W związku z tym niecierpliwie czekam na weekend, na wygrzewanie się na słoneczku i długie spacery. Dwa wolne dni to luksus, który trzeba wykorzystać, jak tylko się da.

W związku z tym, że temperatura rośnie, mam dla Was kolejny przepis na lody. Intensywnie truskawkowe, można by rzec - banalne, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż, rzeczone truskawki, które smakują już całkiem nieźle, ale do czerwcowych nadal im daleko, upieczone są z dodatkiem porto, a następnie zmiksowane na gładki mus. W połączeniu ze śmietanką tworzą coś tak pysznego, że nie można oprzeć się kolejnej kulce. Takiej małej, malutkiej, maciupeńkiej...

Lody z pieczonymi w porto truskawkami


Składniki:
(na 1 l lodów)
  • 750 g truskawek
  • 50 g cukru
  • 1/4 łyżeczki mielonej laski wanilii
  • 100 ml porto
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 100 ml mleka skondensowanego niesłodzonego
Truskawki umyć, pozbawić szypułek i pokroić w ćwiartki. Ułożyć w formie, posypać  cukrem i wanilią, polać porto.

Piec w 140 st. C. przez 45 minut.
Ostudzić, a następnie schłodzić w lodówce.

Truskawki zmiksować blenderem na gładki mus. Odłożyć 1,5 łyżki, resztę dokładnie wymieszać z kremówką i mlekiem. Przełożyć do maszyny do lodów, postępując zgodnie z instrukcją jej działania.

Gdy maszyna skończy pracę, przełożyć lody do pudełka, na wierzch wyłożyć pozostały mus, zrobić widelcem esy-floresy.
Zamrozić.

Wyjąć z zamrażarki 10-15 minut przed podaniem.

Smacznego!


Ja tymczasem, choć słońce nadal świeci jak szalone, wybieram się do łóżka. W końcu to jeszcze nie weekend, i zaraz trzeba wstać...

wtorek, 18 kwietnia 2017

Powielkanocny śnieg i wieniec drożdżowy. Truskawkowo-pistacjowy

Nie uwierzycie, na co właśnie patrzę. Tak naprawdę, sama w to nie wierzę. Śnieg.
Siedzę na kanapie, nogi opatuliłam wełnianym kocem, bo w końcu mamy już prawie koniec kwietnia, za nami kilka prawdziwie wiosennych dni i jakoś tak głupio palić w kominku. A od rana dzisiaj chłodno i pochmurnie; na spacer z psami włożyłam czapkę i rękawiczki, zupełnie się tego nie wstydząc. Szukając natchnienia w żywopłocie za oknem, spostrzegłam najpierw pojedyncze i nieśmiałe, a po chwili otwarcie już sypiące, białe płatki. Wpatrywałam się w nie z lekko i niezbyt mądrze rozchylonymi ustami, nie wierząc własnym oczom. Przecież mamy już wiosnę!
Proszę, powiedzcie, że to tylko zły sen...

Pamiętam Wielkanoc, podczas której w Lany Poniedziałek ubrałam się w granatową, letnią sukienkę (żeby po pięciu minutach wrócić do domu kompletnie przemoczona i z bielizną, kiedyś białą, teraz w gustownym odcieniu chabrowym); dzisiaj, po zimie, której tak naprawdę nie było, obserwuję prószący leniwie śnieg.
Świat staje na głowie.
A posty piszą się niemal same.

Przed i w trakcie Świąt miałam prawdziwie urwanie głowy. Zupełnie nie ogarnęłam się z przepisami, życzenia składałam na ostatnią chwilę. Dlatego dzisiaj jeszcze pokażę Wam ciasto, które stworzyłam z myślą o Wielkanocy, ale które równie wspaniale sprawdzi się w roli smakołyku na czerwcowy piknik, kiedy truskawki są najsmaczniejsze.
Zamiast puszystej, dorodnej baby stworzyłam równie efektowny, drożdżowy wieniec. Kiedy po długich poszukiwaniach kremu pistacjowego odkryłam, że mogę go kupić w markecie w mojej mieścinie, zaopatrzyłam się (na zapas) w kilka słoiczków, i teraz namiętnie dodaję go do wszystkiego. Drożdżowemu też się dostało.
Ciasto wyszło mięciutkie i przyjemnie przyjemnie maślane, a nadzienie ze słodkiego kremu i całkiem już smacznych truskawek pasuje tutaj idealnie. Słodka, cukrowa skorupka i chrupiące kawałki orzeszków tylko dodają mu atrakcyjności.
Wygląda ślicznie, a smakuje jeszcze lepiej.
Nie czekajcie na kolejną Wielkanoc, żeby wypróbować ten przepis.

Drożdżowy wieniec z kremem pistacjowym i truskawkami


Składniki:
(na tortownicę z kominem o średnicy 26 cm)
  • 375 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniego mleka
  • 1 jajko
  • 40 g cukru
  • 40 g masła

nadzienie:
  • 150 g serka kremowego
  • 100 g kremu pistacjowego
  • 230 g truskawek

dodatkowo:
  • 20 g niesolonych pistacji bez łupinek
  • 2 łyżki cukru perłowego
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mleka

Mąkę przesiać do dużej miski. Po środku zrobić wgłębienie, wkruszyć drożdże. Wsypać 1 łyżeczkę cukru, wlać połowę mleka i odstawić na 15 minut.
W tym czasie rozpuścić masło, przestudzić.

Do wyrośniętego zaczynu dodać pozostały cukier oraz mleko, wbić jajko. Zagnieść ciasto. Dodać masło, wyrobić gładkie ciasto.
Odstawić do wyrośnięcia na 60-90 minut. 

Serek wymieszać z kremem pistacjowym na gładką masę.
Truskawki umyć, osuszyć, odciąć szypułki. Pokroić w plasterki.
Po tym czasie ciasto jeszcze raz szybko zagnieść. Rozwałkować na oprószonym mąką blacie na prostokąt o długości 40 cm. Posmarować kremem, równomiernie rozłożyć truskawki. Zwinąć ciasno wzdłuż dłuższego boku, następnie rozciąć wzdłuż ostrym noże. Zawinąć ze sobą oba końce.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć ciasto do formy, łącząc końce.
Odstawić do wyrośnięcia na 20-30 minut.

Wyrośnięte ciasto posmarować roztrzepanym z mlekiem jajkiem, posypać posiekanymi pistacjami i cukrem perłowym.

Piec w 180 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


A jutro zabierają mnie na kurs czekoladowo-glazurowy. Cieszę się ogromnie! Czekolada to mój konik, ale w kwestii glazur lustrzanych muszę się jeszcze dużo nauczyć... 
A egzamin już za rok!

niedziela, 12 lutego 2017

Definicja miłości. I krem czekoladowy z wasabi

Miłość... 
Skomplikowana sprawa. Z natury - niedefiniowalna. Bo jak tu w kilku zdaniach zamknąć coś, czego pragniemy całe życie? Bo przecież nawet gdy już ją znajdziemy, nadal jej chcemy. To nie pierścionek, który można schować w szkatułce i mieć pewność, że zostanie tam już na zawsze. Miłość jest delikatna. A przecież jednocześnie tak mocna. 
Sama powoli już się plączę, a przecież nawet nie zaczęłam. Choć znam tyle słów w kilku różnych językach, brakuje mi ich, gdy mam opowiedzieć o miłości. 

Może więc powinnam podejść do sprawy od innej strony? Od szczegółu do ogółu. Owszem, to niepopularna metoda, ale kto wie? Może tutaj się sprawdzi...?

Czym jest więc miłość dla mnie? 
To coś, bez czego ciężko żyć. Kiedyś jej szukałam, później dałam sobie spokój, zadowalając się ówczesnym stanem rzeczy. Spokój i równowaga. Czy potrzeba więcej...? Okazało się, że tak. I choć nie zawsze było różowo, to teraz już jest. 
W międzyczasie odkryłam też, że miłość nie jedno ma imię. Że Mama, Tata i Dziadek to też miłość. Może nawet ważniejsza...? Ta bowiem przez długie lata mi wystarczała, otaczała mnie, gdy szukałam czegoś innego; nie zdawałam sobie sprawy, ile dla mnie znaczyła. Teraz patrzę na to inaczej; dojrzalej - tak lubię sobie mówić. Doceniam i szanuję całą tę miłość, która mnie otula niczym najcieplejszy koc. Moszczę się w nim, zwijam w kłębuszek, i mogę tak spędzać całe dnie, tygodnie... A może i lata? O ile los na to pozwoli...


Dzisiaj mam dla Was cudowny, wybitnie walentynkowy deser. Czerwone truskawki to idealny walentynkowy owoc; niedawno kupiłam całą skrzynkę. Zaskoczona intensywnym zapachem, nie mogłam się oprzeć. I muszę przyznać, że to jedne z lepszych truskawek, jakie jadłam. Owszem, brakuje im tej słodyczy, którą mogą zyskać tylko wygrzewając się w promieniach czerwcowego słońca, ale i tak smakują dokładnie tak, jak truskawki smakować powinny. Z braku tej odrobiny szczęścia, użyjcie mrożonych. Nie ma to większego znaczenia, bo i tak przerabiać będziemy wszystko na gładki mus...

Na dnie szklanek znajduje się krem czekoladowy. Gdyby podgrzać mniej śmietanki, a więcej ubić, wyjdzie mus. Tymczasem mamy niezbyt ciężki, ale kremowy... Krem. Po prostu.
Na niego wylewamy cienką warstwę ganache z dodatkiem wasabi, które jest tak zaskakujące, że ciężko się zdecydować, czy się je lubi, czy nie. Ja ciągle jestem w rozterce... Smak jest bardzo oryginalny; z pewnością nie jest to połączenie dla każdego. Ale jeśli lubicie czekoladę z chilli, a w kuchni z ochotą przystępujecie do eksperymentów i poszukujecie nowych wrażeń, to jest to jedno z tych połączeń, których powinniście spróbować. Nie łatwo o nim zapomnieć, oj nie...
Wierzch to zmiksowane z odrobiną cukru pudru i soku z cytryny truskawki; ożywiają całość (biała czekolada jest przecież nieco mdła) i łagodzą ostrość wasabi.
Niebanalne połączenie na niebanalny dzień. Spróbujcie.

Przepis znalazłam u Ani, i od kiedy go zobaczyłam, czułam przymus spróbowania.
A czekoladowe smakołyki na Walentynki znajdziecie dzisiaj również u Mirabelki.

Krem z białej czekolady z truskawkami i wasabi


Składniki:
(na 4-6 porcji)

krem z białej czekolady:
  • 375 ml śmietany kremówki (38%)
  • 225 g białej czekolady
  • 3 listki żelatyny
ganache z wasabi:
  • 115 ml śmietany kremówki (38%)
  • 12 g pasty wasabi
  • 105 g białej czekolady
mus truskawkowy:
  • 300 g truskawek
  • 30 g cukru pudru
  • sok z 1/4 cytryny
dodatkowo:
  • 2-3 truskawki
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Połowę kremówki na krem zagotować, zdjąć garnuszek z palnika. Do śmietany dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Zalać kremówką posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Przestudzić.
Pozostałą kremówkę ubić, partiami dodawać do czekolady, delikatnie mieszając łyżką. Krem rozłożyć do szklanek, wstawić do lodówki na 1 godzinę.

Kremówkę na ganache zagotować, dodać wasabi, wymieszać. Zalać śmietaną posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Ostudzić, następnie wylać na schłodzony mus. Wstawić do lodówki na 1 godzinę.

Truskawki umyć, osuszyć, usunąć szypułki. Zmiksować z cukrem pudrem i sokiem z cytryny na gładki mus. Wylać na ganache, każdą porcję udekorować połową truskawki. Schłodzić.

Smacznego!

Z podanego przepisu spokojnie można przygotować sześć porcji; przy czterech wychodzą może nie imponująco duże, ale za to konkretnie sycące.

niedziela, 24 lipca 2016

Duński kiermasz i duński deser. Idealny na upały

Wczoraj wybraliśmy się na kiermasz, dumnie chełpiący się mianem największego w Danii. Muszę przyznać, że nie były to tylko czcze przechwałki; kramów tyle, że nie sposób obejrzeć wszystkich, a kupić na nich można chyba wszystko: niepotrzebne starocie, okna, kuchnie, dywany, sprzęt do kuchni wszelkiej maści, łóżka, konie, kurczaki, króliki i świnki morskie, przyprawy, churros, watę cukrową; i tylko jak przyszła nam ochota na lody, to akurat nigdzie nie mogliśmy znaleźć...

Ludzi tyle, że niełatwo przecisnąć się w tłumie; szczególnie, jeśli już na wstępie człowiek upatrzy sobie komplet garnków. W naszych siatkach znalazło się jeszcze trochę przypraw, kosz piknikowy (teraz nie ma już wymówek!), o którym marzyłam od dawna, komplet świec w idealnie świątecznej czerwieni i zawadiacka figurka  Mikołaja (zaskakująco dużo ozdób świątecznych można było nabyć). Do tego herbata i olejek z owoców dzikiej róży oraz krzaczek bardzo ostrego chilli. Generalnie pan sprzedawał aromatyzowane oleje, ale C. aż się oczka zaświeciły na widok krzaczka. Zapytał więc o cenę, a pan z kolei swoje oczęta na niego nieco wytrzeszczył: Mojej dekoracji...? Po krótkim targowaniu pół darmo dostaliśmy roślinkę; razem z doniczką. Dumnie się teraz rozpiera na kuchennym parapecie między moimi orchideami i bazylią. A niech jej będzie na zdrowie!

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu okazuje się, że pod koniec lipca łatwiej kupić rabarbar niż truskawki. Trochę mi smutno, bo się tymi ostatnimi w tym roku zdecydowanie nie zdążyłam nasycić. Na pociechę kupuję bukiet kwaśnych łodyg, i przygotowuję z nich słodko-kwaśny syrop do duńskiej zupy.
Pomysł na takie połączenie podpatrzyłam w czerwcowym wydaniu magazynu Hjemmets bedste mad. Wyszło pysznie - niezbyt słodko, delikatnie, a jednocześnie wyraziście. Mocno schłodzona miseczka takiej zupy to idealny deser, podwieczorek lub... Obiad, gdy jest naprawdę gorąco. Spróbujcie koniecznie!

Zupa jogurtowa z syropem z rabarbaru


Składniki:
(na 4 porcje)
  • 250 g serka skyr
  • 2 żółtka
  • ziarenka z 1/2 laski wanilii
  • 2 łyżki cukru
  • 300 ml mleka
syrop rabarbarowy:
  • 250 g rabarbaru
  • 50 g truskawek
  • 500 ml wody
  • 175 g cukru

dodatkowo:
  • liofilizowane truskawki

Żółtka ubić z cukrem i wanilią na puszystą, jasną masę. Dodać skyr i mleko, połączyć.
Schłodzić w lodówce.

Rabarbar pokroić na mniejsze kawałki, truskawki pozbawić szypułek i pokroić w ćwiartki. Przełożyć do garna, zalać wodą i gotować 10-15 minut, aż owoce zmiękną.
Przecedzić płyn przez gęste sitko wyłożone kuchenną ściereczką. Przelać z powrotem do garnka, dodać cukier i gotować, aż cukier się rozpuści.
Ostudzić.

Schłodzoną zupę przełożyć do miseczek. Podawać z syropem i liofilizowanymi truskawkami.

Smacznego!

Skyr to taki duński serek, coś pomiędzy jogurtem naturalnym, a serkiem homogenizowanym. Można go zastąpić właśnie jogurtem (ja tak czasem robię) - będzie równie pysznie!

Przepis dodaję do akcji Ani