piątek, 17 lipca 2015

Dla marzycieli. Syrop z kwiatów czarnego bzu

Na wczoraj ambitnie zaplanowałam sprzątanie mieszkania. Obiad uszykowałam dzień wcześniej na dwa dni, na deser - błyskawiczne ciasto, które nie wymagało nawet użycia miksera. Na drodze stanęła mi... Pogoda. Bo kiedy parno, duszono i naprawdę ciepło, ostatnia rzecz, na jaką się ma ochotę, to bieganie ze ścierką i odkurzaczem. Niezrażona jednak, poczekałam aż po południu się ochłodzi, i zabrałam się do działania. Efekt był taki, że dopiero co wypraną zasłonkę od prysznica wieszałam o godzinie dwudziestej drugiej... Po czym padłam na krzesło przed laptopem, znów pełna optymizmu i wiary w siebie, z zamiarem napisania posta na dziś (bo, uwaga, C. w końcu ma wolne, co oznacza ni mniej, ni więcej, że laptopa omijać będę szerokim łukiem). Niestety - zziajana, spocona nawet lekko, nijak nie mogłam się skupić. I choć podczas sprzątania układałam w myślach piękne zdania, odnajdywałam ciekawe historie i idealne wstępy, gdy przyszło co do czego, w głowie miałam jedynie pustkę...
Też tak macie? Że przypadkiem, podczas jazdy samochodem czy autobusem, na spacerze z psem lub choćby właśnie podczas sprzątania, wasza jaźń wręcz kipi pomysłami i doskonałymi zwrotami, oddającymi sedno sprawy, a gdy w końcu siadacie do pisania - cisza...?
Oczywiście, nie zawsze i nie wciąż, ale zdarzają mi się takie momenty. I wtedy część duszy odpowiedzialna za estetykę cierpi ogromnie, bo zamiast pięknych słów, muszę pisać o ich braku i sprzątaniu...

Przejdźmy więc już lepiej do sedna, którym dzisiaj jest syrop z kwiatów czarnego bzu. Wiąże się z nim zaskakująca mnie samą historia. Po pierwsze, ku mojej wielkiej radości, odnalazłam w parku kilka krzewów (drzew...?) czarnego bzu właśnie. Radość moja nie miała granic do momentu, gdy zdałam sobie sprawę, że to już czwarty rok, gdy chadzam do tego parku niemal codziennie, a obok rzeczonych krzewów (drzew...?) przechodziłam niezliczoną ilość razy, również w porze kwitnienia. I jakoś do tej pory nie uderzyło mnie, że to właśnie on, mój wymarzony i wytęskniony, bez...
Po krótkiej chwili zastanowienia nad własną głupotą, czy, będąc nieco dla siebie milszą - ignorancją, zabrałam się za zbieranie kwiatostanów. Nie raz, i nie dwa - był już dżem, zrobiłam też drożdżówki z bzowym lukrem, mam jeszcze kilka innych pomysłów - oby bez nie przekwitł, zanim zdążę je wszystkie wcielić w życie! W każdym razie największa ich ilość wylądowała w misce z cukrem i wodą, zamieniając się w niezwykle aromatyczny, obłędnie intensywny i bajkowo wręcz pachnący - syrop. Zakochałam się w nim od razu, i za przepis Bei będę składać dozgonne dzięki.

Nie wiem, jak się u Was ma sprawa z bzem - jeśli tak jak u mnie, czyli ciągle kwitnie, nie zastanawiajcie się ani chwili - ten syrop to spełnienie najskrytszych kulinarnych marzeń...

Syrop z kwiatów czarnego bzu

Składniki:
(na 1,3 l syropu)
  • 20-40 baldachów kwiatów czarnego bzu
  • sok z 1 cytryny
  • 1 l wody
  • 1 kg cukru
Kwiaty zebrać w słoneczny poranek. Ułożyć na białym papierze i zostawić na 1 godzinę, żeby pozbyć się robczków. Następnie odciąć łodyżki lub oddzielać kwiaty od łodyżek widelcem (jak porzeczki). Przesypać je do dużego słoja razem z pyłkiem, który opadł.
Wodę, cukier i sok z cytryny zagotować. Gdy cukier się rozpuści, gorącym płynem zalać kwiatki tak, żeby były całkowicie przykryte.
Odstawić na 2-4 dni pod przykryciem, raz dziennie mieszając.

Po tym czasie syrop przecedzić, a następnie przefiltorwać, na przykład przez filtr do kawy.
Zagotować, przelać do słoiczków lub butelek, dokładnie zakręcić. Ewentualnie zapasteryzować.
Otwarty przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Co zaskoczyło mnie mocno, C. był wniebowzięty moim pomysłem przygotowania syropu. Okazało się bowiem, że po wymieszaniu z wodą gazowaną smakuje dokładnie jak lemoniada, którą raczył się lata temu u szkolnego kolegi, a którą przygotowywała tegoż kolegi babcia. W jednej z moich duńskich gazet, już po fakcie (czyli gdy butelki stały równiutko, dokładnie zakręcone), znalazłam bardzo podobny przepis, z nieco tylko zmienionymi proporcjami. Tym samym dorzucam kolejny wpis do akcji Mopsika Skandynawskie lato 2015. Bo skoro przywołuje wspomnienia z dzieciństwa u Duńczyka, to bardziej duński już nie może być...

Skandynawskie lato 2015

28 komentarzy:


  1. Cześć,

    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Jeśli masz ochotę wziąć udział w zabawie to zapraszam gorąco na Mój blog.

    Pozdrawiam,
    Mufin Bakery

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym Ci zrobiła spustoszenie w piwnicy, szczególnie w tej "bzowej" części:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmmm.. spróbowałabym takiego syropu z chęcią! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam pojęcia, że z bzu można wyczarować takie różne pyszności;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gin-cieszę się , że napisałaś o tym tworzeniu tekstu, bo myślałam, że na świecie borykam się z tym sama ;D witaj w klubie , mam tak samo :) Syrop z bzu też robię z przepisu Bei i go uwielbiam. Pozdrawiam serdecznie M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie bym spróbowała takiego syropu :) Ale nie mam talentu do takich rzeczy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to nie trzeba talentu! Zalewa się kwiatki wodą z cukrem, a potem już tylko odrobina cierpliwości - i jest :)

      Usuń
  7. Syrop z czarnego bzu-rewelacja tak samo jak nalewka;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam ten syrop, robimy go rodzinnie co roku. Wyprawa po kwiaty, potem segregowanie i cała reszta :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wcale nie taki trudny ten przepis - może i ja spróbuję, jak znajdę gdzieś czarny bez

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie spróbowałabym tego cuda :) ale osobiście po porażce z syropem/miodem z mniszka, bałabym się zrobić z bzu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to zupełnie inna sprawa. Mam nadzieję, że jednak się przełamiesz - warto :)

      Usuń
  11. Ciągle zapominam o tym syropie:)) a przecież jest tak smaczny:))

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas już niestety przekwitł ale zdążyłam sobie zrobić zapas syropu:)
    a z pisaniem niestety mam tak samo- cały post w głowie, ale różnie sie kończy jak przychodzi do pisania
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pokochałam syrop z kwiatów czarnego bzu! Idealny do wszystkich letnich napojów ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam przepisy z wykorzystaniem kwiatów, muszę wypróbować (:

    OdpowiedzUsuń
  15. Też nie robiłam jeszcze takiego syropu, muszę się wreszcie za niego zabrać, bo jest pyszny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Syrop z bzu mega zdrowy :) Nigdy nie próbowałam jeszcze ale jestem ciekawa jak smakuje. W tym roku już się nie uda ale kto wie czy za rok sama takiego nie przygotuje...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja tam lubię czytać o takich zmaganiach dnia codziennego u innych osób:). U mnie dzisiaj było sprzątanie. Trzeci raz z rzędu sprawdzałam ile zajmuje mi to czasu i jakbym się nie sprężała, to muszę poświęcić min. 2,5h, żeby jako tako mieszkanie ogarnąć. Co do pomysłów, to mam podobnie jak Ty. Kiedy siadam i chcę coś napisać konkretnego, to pustka w głowie. A jak mam spotkanie z kimś, czy jadę sobie na rowerze, albo gdzieś idę, to nagle oświecenie:). Zaczęłam nosić ze sobą mój zeszyt do blogowania i czasem na gorąco zapisuję co mi do głowy przyjdzie. ostatnio intensywnie non stop myślałam jakby tu nazwać moje wyzwanie blogowe i wpadłam na nie w parku jadąc rowerem. Dobrze, że sobie zapisałam, bo oczywiście jak dojechałam do domu, to nie mogłam sobie przypomnieć tego mojego super hasła:). A jeśli chodzi o kwiaty bzu, to lepiej późno niż w cale ;). Widać tak miało być, że odkryjesz je dopiero w tym sezonie. Fajny pomysł na taki syrop, będzie jak znalazł na jesień i zimę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - ja też później zapominam... A w głowie siedzi uporczywa myśl, że takie to piękne było ;)

      Usuń
  18. Hej Aniu!:) Nominowałam Cię do zabawy Liebster Blog Award. Wszystkie szczegóły i pytania u mnie we wpisie http://www.karointhekitchen.com/przy-stole/liebster-blog-award/ Mam nadzieję że się dołączysz i pociągniemy dalej propagowanie mniej znanych, a wartych zobaczenia blogów :)

    A przepis dodaję do zeszytu i jak tylko znajdę gdzieś pod miastem czarny bez to muszę zrobić (a można zrobić z suszonego?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za nominację :)
      A co do suszonych kwiatów, to nie wiem. Ale jako eksperymentator kulinarny pewnie bym spróbowała z małej porcji :)

      Usuń
  19. Co roku obiecuję sobie, że ten syrop właśnie zrobię. Niestety, u nas już przekwitnął. Może za rok...

    OdpowiedzUsuń
  20. Co roku planuję Go zrobić, ale jakoś nie wychodzi ;), zapisuję do zrobienia w przyszłym roku

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam ten syrop zimą, na przeziębienie jest idealny i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też tak mam, muszę miec chyba jakiś podręczny notes (nie lubię używać komórki do zapisywania czegokolwiek) i spisywać moje pomysły, jak się tylko pojawiają. Dziękuję, że tak aktywnie wsparłaś moją akcję. Kto jak kto, ale Ty znasz się na kuchni skandynawskiej ;) Masz z nią styczność na co dzień. Czego Ci bardzo zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dania nie jest aż tak daleko... Być może kiedyś mnie odwiedzisz, to będziesz miała szansę poznać ją zupełnie z bliska :)

      Usuń