Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polewa lustrzana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polewa lustrzana. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Przed-poślubnie. I tort kawowo-malinowy z różaną nutą

Pogoda, póki co, zachwycająca.
Suknia pasuje, choć jej wkładanie to droga przez mękę.
Próba w kościele wypadła pomyślnie i chyba wiem, kiedy mam powiedzieć tak (dwa razy).
Lista gości wydaje się być kompletna, choć nie wykluczam w tej kwestii niespodzianek.
Kwiaty zostały dostarczone, a mój bukiet będzie na mnie czekał jutro o dziesiątej rano.
Tak idealnie pomalowanych paznokci nie miałam od lat - i nie jest to metafora.
Babcia będzie na miejscu za niecały kwadrans, a C. wybył w niewiadomym kierunku i nie wiemy, kiedy właściwie wróci. A przecież tylko on wie, jak się obsługuje monstrualnego grilla w ogrodzie.

Wszystko będzie dobrze, prawda...?

Tyle zdążyłam napisać przez ostatni tydzień. Choć bardzo się starałam, zostałam pochłonięta przez wir przygotowań - okazuje się, że przed ślubem, choć ma się wrażenie, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, ciągle jest coś do zrobienia! Ale wiecie co? Udało się! Impreza była jak się patrzy, choć momentami goście popatrywali na siebie z pewną dozą nieufności i niezrozumienia. W sobotę naprawdę żałowałam, że nie przyjął się esperanto; taki uniwersalny język rozwiązałby połowę moich problemów.

Dziś mam dla Was przepis na ciasto, które zabrałam ze sobą do pracy przed urlopem. Wywołało skrajne emocje - albo się je kocha, albo nienawidzi. Wszystko zależy od Waszego stosunku do kawy; jeżeli nie pijacie, ciasto nie pobudzi u Was apetytu, ale jeśli lubicie - przepadniecie. Miękki, wilgotny biszkopt migdałowy z Moich wypieków delikatnie nasączony amaretto, do tego mus malinowy na żółtkach i kawowy, również z dodatkiem jajek. Dzięki temu mają głębszy smak i nieco cięższą konsystencję niż te przygotowane tylko na śmietanie. Polewa lustrzana wywołała uwielbienie u kilku kolegów - podobno smakuje jak trufla. Jest mocno czekoladowa i pyszna, jej słodycz idealnie komponuje się z wyrazistym wnętrzem.
Spróbujcie koniecznie, jestem pewna, że Wam posmakuje.

Tort kawowo-malinowy z różaną nutą


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

biszkopt migdałowy:
  • 2 jajka
  • 1 łyżka letniej wody 
  • 110 g cukru
  • 85 g mąki pszennej
  • 70 g mielonych migdałów
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z migdałów

mus malinowo-różany:
  • 225 g malin
  • 2 żółtka
  • 110 g cukru
  • 20 ml wody
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 łyżka przecieru z płatków róży
  • 3 listki żelatyny
  • 225 ml śmietany kremówki (38%)
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

mus kawowy:
  • 95 ml mocnej kawy
  • 120 g cukru
  • 3 żółtka
  • 2 listki żelatyny
  • 90 g miękkiego masła
  • 180 ml śmietany kremówki (38%)

polewa lustrzana:
  • 110 g cukru
  • 75 g glukozy w płynie
  • 115 g śmietany kremówki (38%)
  • 1 łyżka kawy rozpuszczlanej (proszek)
  • 55 g ciemnej czekolady (60%)
  • 55 g mlecznej czekolady
  • 2 listki żelatyny

nasączenie:
  • 2 łyżki amaretto

dodatkowo:
  • liofilizowane maliny
  • czarny i złoty proszek
  • czekoladowe ozdoby

Jajka, wodę i cukier umieścić w dużej misce. Ubijać na wysokich obrotach, aż masa będzie jasna i bardzo gęsta. Wlać ekstrakt, zmiksować.
Mąkę i proszek przesiać, wymieszać z migdałami. Wsypać do ubitej masy jajecznej, delikatnie wymieszać łyżką, tylko do połączenia składników.

Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać ciasto do formy, wyrównać wierzch.

Piec w 170 st. C. przez 15 minut.
Wyjąć z piekarnika, ostudzić.

Mus malinowo-różany:
Maliny podgrzać. Gdy zaczną się rozpadać, zdjąć garnuszek z palnika, zmiksować owoce blenderem na gładką masę, a następnie przetrzeć przez sitko. Wymieszać z przecierem różanym, odstawić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Z cukru i wody zagotować syrop. W tym czasie ubić żółtka. 
Gdy cukier całkowicie się rozpuści, powoli wlać syrop do żółtek, cały czas miksując. Przelać całość do garnka, podgrzewać, aż masa nieco zgęstnieje. Przelać przez sitko, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Miksować przez około pięć minut, aż masa ostygnie. Dodać mus malinowy, połączyć.
Kremówkę ubić, dodać do masy jajecznej, delikatnie mieszając.
Spód polać amaretto, wylać mus, zamrozić.

Mus kawowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Kawę zagotować z połową cukru. 
Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać gorącą kawę, cały czas miksując. Przelać masę do garnuszka, gotować, aż zgęstnieje do konsystencji budyniu. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Przełożyć do miski, miksować przez około 10 minut, aż masa całkowicie wystygnie. Po kawałeczku dodawać miękkie masło, cały czas miksując. 
Kremówkę ubić na sztywno, dodać do kremu, delikatnie mieszając łyżką.

Mus malinowy wyjąć z formy, ułożyć na środku większej formy wyłożonej papierem do pieczenia. Zalać musem kawowym tak, żeby z boków formy nie było dziur z powietrzem.
Zamrozić.

Polewa lustrzana:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie
Cukier, glukozę, kremówkę i kawę zagotować. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. gorącym płynem zalać posiekaną czekoladę, wymieszać, ostudzić do temperatury 35-40 st. C.

Zmrożone ciasto wyjąć z formy, ustawić na kratce, pod nią podłożyć folię spożywczą lub papier do pieczenia. Oblać ciasto polewą, odczekać kilka minut, ostrożnie przełożyć na paterę.

Udekorować liofilizowanymi malinami, złotym i czarnym proszkiem oraz ozdobami czekoladowymi.

Smacznego!


Dekoracja jest prosta, ale zrobiło się późno i nie chciało mi się kombinować. Przygotowałam więc zawijaska z ciemnej kuwertury, posypałam całość kolorowymi proszkami i liofilizowanym malinami. Dopiero później przyszło mi do głowy, że mogłam też użyć suszonych płatków róż... 
Cóż - następnym razem.

I jeszcze jeden drobiazg -jeśli planujecie wycieczki z tym ciastem, dodajcie do musów odrobinę więcej żelatyny, nie trzymają się bowiem za dobrze w cieple. 

wtorek, 28 marca 2017

Ciasto na wiosnę. Różowe

W weekend mieliśmy gości. Jak zawsze w tego typu sytuacjach, po dwóch pięknych, słonecznych dniach, przyszła szarawa sobota i deszczowo-mglista niedziela. W planie był długi spacer, z którego, wbrew pogodowym przeciwnościom, nie zrezygnowaliśmy. W pewnym momencie co prawda utknęliśmy, i mimo szczerych chęci, próby off-roadu na nic się zdały. Ptysia, czarna jak święta ziemia, zaraz po powrocie wylądowała pod prysznicem. Pączusi się upiekło - krótkie futro ma jednak swoje zalety.

Zmęczeni i zdyszani, zasiedliśmy przy okrągłym stole kuchennym, popijając ciemne piwo i obserwując ciężko pracującego nad posiłkiem C. Żeby nie było - swój wkład w rzeczony posiłek miałam, w postaci domowych bułek do burgerów. C., poza kwintesencją, czyli mięsem, przygotował też sos grzybowy z porto, który zdetronizował wszystko inne. Był tak pyszny, że - jestem pewna - nie tylko mi śni się po nocach.
Później przenieśliśmy się na kanapę, i przy dźwiękach muzyki rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W międzyczasie raczyliśmy się zielonkawym sernikiem i gulaszem przygotowanym nad ogniskiem (smak nie do podrobienia), a spać poszliśmy późno... A raczej wcześnie. Zależy, z której strony spojrzeć.

Tymczasem z pracy dostałam zadanie domowe. Tak, tak, okazuje się, że uczeń ma się uczyć. Ha! To dopiero nowość...
Niemniej, miałam przygotować ciasto inspirowane wiosną. I przygotowałam.
Najpierw kombinowałam z czymś zielonym, ale gdy koleżanka wspomniała o herbatce z hibiskusa, którą niedawno piła i która bardzo jej smakowała, natchnęło mnie tak, że nie mogłam przejść obok rzeczonego natchnięcia obojętnie.

Spód to blondie, na nim sernik z białą czekoladą - a to wszystko dla zrównoważenia kwaskowatego, malinowo-hibiskusowego musu w bajecznym kolorze. Wierzch oblałam polewą lustrzaną - na drugim zdjęciu widać, jak się w niej wszystko pięknie odbija. Udekorowałam ciasto bezikami posypanymi liofilizowanymi malinami oraz świeżymi owocami. I choć oblewanie nie wyszło mi tak dobrze, jakbym sobie tego życzyła, to i tak z ciasta zadowolona jestem. Uroczo różowe, tchnie optymizmem. Bardzo wiosenne - moim zdaniem.

Pamiętajcie, że przy oblewaniu ciast polewą lustrzaną macie tylko jedną szansę. Na zmrożonym cieście polewa zastyga błyskawicznie, a próby poprawek sprawią, że będzie tylko gorzej. Dlatego z podanego przepisu polewy Wam zostanie - dzięki temu jednak pole manewru jest szersze, łatwiej całą sprawę załatwić.

Do ciasta jak najbardziej można użyć malin mrożonych. A właśnie ciasto z mrożonymi owocami było tematem naszego wspólnego gotowania. Koniecznie więc zajrzyjcie do Ani i sprawdźcie, co ona upichciła.

Sernik z białą czekoladą, musem malinowo-hibiskusowym i malinową polewą lustrzaną


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

blondie:
(na formę o średnicy 16 cm)
  • 1 żółtko
  • 10 g cukru
  • 30 g masła
  • 30 g białej czekolady
  • 30 g mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
masa serowa:
  • 200 g serka kremowego
  • 150 g białej czekolady
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 listki żelatyny
mus malinowo-hibiskusowy:
  • 250 g malin
  • 2 łyżki suszonych kwiatów hibiskusa
  • 100 ml wody
  • 55 g cukru
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 listki żelatyny
polewa lustrzana:
  • 110 g cukru
  • 75 g glukozy w płynie
  • 75 ml śmietany kremówki (38%)
  • 80 g malin
  • 110 g białej czekolady
  • 4 listki żelatyny
  • różowy barwnik spożywczy
dodatkowo:
  • maliny świeże
  • maliny liofilizowane
  • beziki
Żółtko utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. W tym czasie podgrzać masło z czekoladą, aż czekolada się rozpuści. 
Mąkę przesiać z proszkiem.
Do ubitego żółtka dodać czekoladę, połączyć. Wsypać mąkę, wymieszać.

Ciasto wyłożyć do formy o średnicy 16 cm wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 160 st. C. przez 10 minut.
Ostudzić.

Przygotować masę serową:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
100 ml kremówki zagotować. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. 
Gorącą kremówką zalać posiekaną czekoladę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Dodać serek, połączyć.
Pozostałą kremówkę ubić, dodać do masy czekoladowo-serowej, delikatnie wymieszać.

Na spodzie tortownicy o średnicy 18 cm ułożyć spód, następnie wylać masę serową.
Zamrozić.

Maliny na mus umieścić w garnuszku z wodą i kwiatami hibiskusa. Zagotować, odstawić pod przykryciem, aż całkowicie ostygną.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. 
Maliny przetrzeć przez sitko, przełożyć z powrotem do garnuszka. Dodać cukier, podgrzać. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Przestudzić.

Kremówkę ubić, delikatnie połączyć z malinami. Wylać na masę serową, zamrozić.

Przygotować polewę:
Maliny przetrzeć przez sitko.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Cukier, glukozę, kremówkę i maliny podgrzać, aż wszystko się dobrze połączyć. Dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Zalać masą posiekaną czekoladę, wymieszać do jej rozpuszczenia uważając, żeby nie napowietrzyć masy.
Ewentualnie dodać nieco barwnika.
Ostudzić do temperatury 35 st. C.

Wyjąć zmrożone ciasto z zamrażarki, oddzielić obręcz ostrym nożem. Ułożyć ciasto na kratce. Polać polewą uważając, żeby dokładnie oblać boki. Zostawić na kilka minut do zastygnięcia, przełożyć na paterę. Udekorować malinami świeżymi i liofilizowanymi oraz bezami.

Smacznego!


A czy ciasto przypadnie do gustu nauczycielom, dowiem się już jutro.

środa, 8 marca 2017

Egzamin, urodziny i sernik kasztanowy w polewie lustrzanej

Egzamin na wypiekacza (nie mam pojęcia, jak to przetłumaczyć, żeby nie brzmiało śmiesznie. Chodzi o pierwszy stopień nauki na cukiernika lub piekarza; właśnie po tych egzaminach wybiera się konkretną specjalność, a jeśli po jednej przyjdzie delikwentowi ochota na drugą, zaczyna właśnie od tego punktu) to nie przelewki. Sześć identycznych chlebów razowych na zakwasie bez dodatku mąki pszennej, sześć identycznych chlebów specjalnych na zakwasie lub starterze, dwa razy po dziesięć ciast z dwoma rodzajami musu lub musem i galaretką, udekorowanych polewą lustrzaną lub spryskanych czekoladą, dwa razy po dziesięć suchych ciast, czyli dowolnych wypieków, które poza lodówką mogą stać do pięciu dni, nic nie tracąc ze swojej świetności, oraz przynajmniej pięćset gramowa konstrukcja z ciasta marcepanowego. Chleb żytni przygotowuje się dnia poprzedniego, tak samo starter na chleb jasny. Jego pieczenie i cała reszta w dzień egzaminu, a na to wszystko raptem pięć godzin! Wydaje się dosyć...? Uwierzcie - nie jest! Czas pędzi jak szalony, a ostatnia godzina to czysta panika, trzęsące się ręce i uczucie, że jeszcze tyyyyle brakuje.

Nie było lekko. I oczywiście - nie zdążyłam ze wszystkim. Na szczęście błędy okazały się drobne, a połączenia smakowe, na które się zdecydowałam, z uwagi na ich oryginalność (szczególnie mus cynamonowy z wsadem z jarzębiny), zrobiły wrażenie na cenzorach. Z sali egzaminacyjnej wyszłam nie do końca usatysfakcjonowana, ale za to dużo mądrzejsza. Aż ciężko uwierzyć, ile można się dowiedzieć o sobie i ciastach w ciągu zaledwie pięciu godzin!

Tymczasem dziś w Polsce mamy święto nie tylko wszystkich kobiet (moim kochanym Czytelniczkom składam najlepsze życzenia!), ale też urodziny mojej Mamy. Dlatego pomyślałam, że ciasto, które udało mi się na egzaminie chyba najlepiej, będzie z tej okazji idealne. 

Mamy tutaj spód brownie z dodatkiem mlecznej czekolady dla złagodzenia intensywnego, czekoladowego smaku (z samą ciemną czekoladą nieco przytłaczał pozostałe elementy) oraz delikatny sernik kasztanowy pod pierzynką z musu karmelowego. Przepis na ten ostatni podpatrzyłam u Sosny, ale delikatnie zmieniłam proporcje - oryginalny miał troszkę zbyt ciągnącą konsystencję (rozumiecie, co mam na myśli...? - że pozwolę sobie zacytować ulubione zdanie mojego nauczyciela). Wierzch to karmelowa polewa lustrzana, która sprawia, że deser staje się po prostu wyjątkowy. Drobna dekoracja z karmelu zaś wynosi go na wyżyny - musicie przyznać, że prezentuje się absolutnie wspaniale. Sama jestem zachwycona i smakiem, i wyglądem. 

Z informacji praktycznych: polewy zostanie, ale żeby ładnie oblać wszystkie porcje, potrzebny jest zapas. Można też przygotować ciasto w tortownicy  o średnicy 26-28 cm i polać je całe, a dopiero później kroić na kawałki. Pamiętajcie: ogranicza Was tylko wyobraźnia... (I pory roku; próba zdobycia jarzębiny w marcu to jak szukanie igły w stogu siana...)

Sernik kasztanowy na zimno z musem karmelowym i karmelową polewą lustrzaną


Składniki:
(na formę 30x20 cm)

spód brownie:
  • 2 jajka
  • 70 g cukru
  • 10 g mąki pszennej
  • 90 g ciemnej czekolady (57%)
  • 90 g mlecznej czekolady
  • 80 g masła

sernik kasztanowy:
  • 300 g serka kremowego
  • 150 g słodzonego puree z kasztanów
  • 200 g śmietany kremówki (38%)
  • 4 listki żelatyny

mus karmelowy:
  • 2 żółtka
  • 195 g cukru
  • 30 g masła
  • 4 listki żelatyny
  • 225 g śmietany kremówki (38%)

polewa lustrzana:
  • 220 g cukru
  • 150 g glukozy w płynie
  • 230 g śmietany kremówki (38%)
  • 220 g czekolady karmelowej
  • 4 listki żelatyny

dodatkowo:
  • 100 g płatków orzechów laskowych
  • 150 g cukru

Najpierw przygotować spód:
Jajko ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. W tym czasie rozpuścić masło i posiekaną czekoladę ciemną i mleczną. Do jajek wsypać mąkę, wymieszać. Wlać masło z czekoladą, zmiksować tylko do połączenia składników.
Masę przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 175 st. C. przez 15-20 minut.
Ostudzić.

Żelatynę do sernika namoczyć w zimnej wodzie.
Serek i puree zmiksować na gładki krem. 150 g kremówki ubić.
Pozostałą kremówkę zagotować, zdjąć garnuszek z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Powoli wlwać żelatynę do masy kasztanowej, cały czas miksując. Na końcu dodać ubitą śmietanę, delikatnie połączyć łyżką.

Spód ułożyć w szczelnie zamkniętej formie lub obręczy. Wyłożyć sernik, wyrównać powierzchnię. Zamrozić.

Przygotować mus karmelowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Żółtka i 45 g cukru ubić na puszystą, jasną masę. 
Pozostały cukier skarmelizować. Gdy nabierze dość głębokiego, brązowego koloru, dodać masło, wymieszać. Zdjąć garnuszek z palnika. Dodać żelatynę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Na końcu powoli wlewać żółtka, cały czas miksując. 
Kremówkę ubić, delikatnie wymieszać z musem.

Mus wyłożyć na sernik, zamrozić.

Przygotować polewę lustrzaną:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. 
Cukier, glukozę i kremówkę podgrzać. Gdy cukier całkowicie się rozpuści, zdjąć garnuszek z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Gorącym płynem zalać posiekaną czekoladę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Ewentualnie zmiksować blenderem uważając, żeby nie napowietrzyć masy.
Ostudzić do temperatury 35 st. C.

Zamrożone ciasto pokroić na 20 równych części. Ułożyć je na kratce z blachą pod spodem, polać polewą. Przełożyć na talerz, boki udekorować uprażonymi na suchej patelni orzechami.

Z pozostałego cukru ugotować karmel. Wlewać go cienkim strumieniem do lodowatozimnej wody, Natychmiast wyjmować na ręcznik kuchenny, delikatnie osuszać. Dekorować karmelem tuż przed podaniem.

Smacznego!


Mojej kochanej Mamusi składam najlepsze życzenia; oby codzienność jawiła Ci się w nieco jaśniejszych barwach, a wszystkie problemy rozwiązały się jak najszybciej (i najlepiej same, choć w takie cuda to już chyba żadna z nas nie wierzy...).

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Ciasto nie tylko do kawy

Ewa, kawoholiczka (jak sama o sobie mówi; nie, żebym ja coś insynuowała), zorganizowała na swoim blogu kawowe wyzwanie. Ha! Dla mnie to dopiero wyzwanie, bo kawę pijam sporadycznie. U Karoliny: kawę z pianą z jej nowego ekspresu z odpadającą rurką, przynajmniej dwie na jedno posiedzenie; u Mamuni: rozpuszczalną kawkę z mleczkiem, czasem nawet z łyżeczką cukru, choć przy moich ostatnich skłonnościach przy najbliższej wizycie raczej obejdzie się bez tego; u rodziców C., gdzie kawa jest czarna i mocna, a gdy człowiek chyłkiem próbuje dolać do niej mleko, wszyscy unoszą brwi. W domu mamy ekspres przelewowy, który dumnie zajmuje miejsce na pralce (nie pytajcie; wchodzenie w szczegóły jest tu wyjątkowo nie na miejscu) i jest używany od święta - dosłownie. Z okazji urodzin, gdy mamy gości. Częściej gości raczej nie miewamy... (Trochę to smutne, a trochę ekscentryczne; skłaniam się ku temu drugiemu przymiotnikowi.)
W każdym razie - punktem pierwszym wyzwania jest opowiedzenie o idealnym poranku z kawą. Problem jest taki, że o poranku kawy to ja nie pijam w szczególności... Opowiem więc o poranku wymarzonym, który, mam nadzieję, w końcu się wyśni.

Letnia sobota (najlepszy dzień: wolny, z cudowną świadomością w tyle głowy, że jutro niedziela, i też wolne); otwieram oczy o porze na tyle wczesnej, że C. jeszcze smacznie chrapie, ale na tyle późnej, że rosa w ogrodzie (póki co - również wyśnionym) już zdążyła wyparować. Szybka wizyta w łazience, poświęcona na umycie zębów i opatulenie się szlafrokiem. Schodzę na dół moimi wymarzonymi schodami, prosto do kuchni. Mielę kawę w moim czerwonym młynku (najchętniej tą z delikatną nutą wanilii), niepewnie włączam ekspres, bo obsługa takich urządzeń zawsze napawa mnie lekkim niepokojem. Gdy ulubiony, czarny kubek wypełnia się aromatycznym płynem, wychodzę przed dom i siadam na mojej wymarzonej, bujanej ławce; białej, wyłożonej poduszkami w kwiaty i kropki (te już mam!). Szczelnie owijam się szlafrokiem i kontempluję ogród końca lata, popijając gorącą kawę...

Sami powiedzcie - czy nie brzmi to idealnie? I jeśli moje wszystkie marzenia się spełnią, kiedyś taki właśnie poranek przeżyję, z kawą nawet - w końcu zasady są po to, żeby je łamać, prawda...?

Dla tych, co kawę pijają tylko do ciasta, mam ciasto. Na które w zasadzie może być już za późno, choć, jeśli lubicie zachowywać skarby lata, powinno się udać. Delikatny sernik na zimno, pełen truskawek, użytych do dekoracji, do polewy i ukrytych w formie galaretki, imitującej sernikowe serce. Całość pachnie nie tylko tymi czerwonymi skarbami, ale również kwiatami czarnego bzu, z których sokiem osłodziłam masę serową.
Ciasto wywołało szereg ochów i achów u koleżanki, do której je zabrałam. Przyznała mi się później, że późnym wieczorem zjadła jeszcze jeden kawałek, bo po prostu nie mogła się powstrzymać! A musicie wiedzieć, że Kasia jest absolutnym wzorem człowieka zdrowo żyjącego - je zdrowo, ćwiczy, nawet oddycha chyba zdrowiej niż ja. Od niej to więc największy komplement.

Sernik potrójnie truskawkowy z bzowym aromatem

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

biszkopt:
  • 2 jajka
  • 75 g cukru
  • 45 g mąki pszennej
  • 20 g mąki ziemniaczanej
masa serowa:
masa truskawkowa:
błyszcząca polewa truskawkowa:
  • 55 g cukru
  • 35 g glukozy
  • 35 g śmietany kremówki (38%)
  • 35 g truskawek
  • 55 g białej czekolady
  • 6 g żelatyny w proszku
  • 15 ml zimnej wody
  • odrobina czerwonego barwnika spożywczego z żelu
dodatkowo:
  • 300 g truskawek
  • bezy
  • kwiaty czarnego bzu
Biszkopt:
Białka ubić na sztywno, następnie partiami dodawać cukier, nie przerywając ubijania. Po jednym wbić żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Na końcu partiami dodawać przesiane mąki, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać ciasto do formy, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 20-25 minut, do suchego patyczka.
Wystudzić w uchylonym piekarniku.

Truskawki na masę umyć, osuszyć, odszypułkować, a następnie zmiksować blenderem na gładką masę. Ewentualnie przetrzeć przez sitko.
Żelatynę na moczyć w zimnej wodzie.
Syrop podgrzać, rozpuścić w nim żelatynę. Wymieszać z truskawkami.
Formę o średnicy 17 cm wyłożyć folią spożywczą. Wylać masę truskawkową, schłodzić w lodówce, najlepiej przez noc.

Ostudzony biszkopt przełożyć do czystej formy, zamknąć brzegi. Przy brzegach ułożyć przekrojone na pół truskawki bez szypułek, rozcięciem do brzegów formy.

Serki zmiksować na gładką masę. Podzielić na pół.
3 listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie, odcisnąć.
100 ml syropu podgrzać, rozpuścić w nim żelatynę. Ostudzić, dodać do serków, połączyć. Wylać na biszkopt, wstawić do lodówki na 1-2 godziny do zastygnięcia.

Po tym czasie na środek masy serowej wyłożyć stężałą masę truskawkową.

Pozostałą żelatynę namoczyć w zimnej, wodzie, odcisnąć, rozpuścić w podgrzanym syropie. Dodać do pozostałej masy serowej, połączyć. Wyłożyć na wierzch masy truskawkowej, wstawić do lodówki na 1-2 godziny do zastygnięcia.

Żelatynę zalać zimną wodą, czekoladę drobno posiekać.
Cukier, glukozę, kremówkę i zmiksowane na gładki mus truskawki podgrzać, aż cukier się rozpuści i powstanie gładka, jednolita masa. Dodać barwnik, wymieszać (kolor zblednie po dodaniu czekolady, więc powinien być nieco intensywniejszy od oczekiwanego). Zdjąć z palnika, dodać żelatynę, dokładnie wymieszać, aż do jej rozpuszczenia. Zalać mieszaniną czekoladę, wymieszać. Ostudzić do temperatury 28 st. C.

Schłodzony sernik polać z wierzchu ostudzoną polewą (28 st. C.), udekorować truskawkami, bezikami i kwiatami czarnego bzu. Schłodzić w lodówce, aby polewa zastygła.

Smacznego!

Ciasto bierze również udział w konkursie u Alicji, bo taki sernik zdecydowanie zasługuje na odpowiednią oprawę.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Truskawkowa fantazja

Ostatnio wybieraliśmy się na małe urodziny. Ot, takie kameralne, ale ciacho jakieś wypadałoby ze sobą zabrać (tym bardziej, że wśród znajomych mam opinię osoby, która bez słodkiego nie przychodzi). Długo myślałam, aż w końcu u Walentyna znalazłam naprawdę imponujący tort. Malinowy. Tymczasem jednak sezon na truskawki w pełni, postanowiłam więc podmienić owoce. Biszkopt zrobiłam po swojemu, tak samo mus, dodałam jeszcze warstwę musu z białej czekolady. Zrezygnowałam z czekoladowych dekoracji (nie lubię temperować czekolady w domu, brakuje mi odpowiedniego sprzętu), zamiast tego postawiłam na owoce, listki mięty i melisy oraz beziki, które pasują chyba wszędzie. Wyszło mi prawdziwe cudo - muszę nieskromnie przyznać, że bardzo jestem z tego ciacha zadowolona. Popracować muszę jeszcze nad oblewaniem brzegów, ale poza tym - bajka. I wcale nie jest taki trudny, jak mógłby się wydawać. Owszem, jest tu sporo warstw, ale jednocześnie nie ma nic bardzo wymyślnego. No, może poza polewą, która pięknie błyszczy i w ogóle wygląda niemal jak lustro. Koniecznie muszę jeszcze ten patent wykorzystać, również z innymi owocami. U siebie dodałam nieco barwnika, żeby kolor był bardziej intensywny - ten wybór pozostawiam Wam.

Tort wygląda zachwycająco, a co ze smakiem? Jest słodki i delikatny, leciutki niczym chmurka. Wszystkie warstwy świetnie się uzupełniają, a chałwowa chrupka zdecydowanie dodaje charakteru. Jeśli szukacie tortu na letnie urodziny - oto on, ideał. Polecam Wam ogromnie!

Dzisiaj u AniLejdi, Mirabelki, Mopsika i Panny Malwinny również możecie obejrzeć słodkości z truskawkami, zajrzyjcie do nich koniecznie!

Truskawkowa fantazja


Składniki:
(na tortwonicę o średnicy 20 cm)

biszkopt:
  • 2 jajka
  • 75 g cukru
  • 45 g mąki pszennej
  • 20 g mąki ziemniaczanej
chrupka chałwowa:
  • 60 g mąki pszennej
  • 60 g zimnego masła
  • 30 g jasnego cukru muscovado
  • 60 g chałwy
poncz:
  • 2 łyżki wody
  • 2 łyżki soku z cytryny
mus z białą czekoladą:
  • 350 ml śmietany kremówki (38%)
  • 125 g białej czekolady
  • 2 listki żelatyny
mus truskawkowy:
  • 250 g truskawek
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 listki żelatyny
  • 40 g cukru
błyszcząca polewa truskawkowa:
  • 110 g cukru
  • 75 g glukozy
  • 75 g śmietany kremówki (38%)
  • 75 g truskawek 
  • 110 g białej czekolady
  • 12 g żelatyny w proszku
  • 35 ml zimnej wody
  • odrobina czerwonego barwnika spożywczego z żelu
dodatkowo:
  • truskawki
  • beziki
  • listki melisy cytrynowej
  • listki mięty czekoladowej
Biszkopt:
Białka ubić na sztywno, następnie partiami dodawać cukier, nie przerywając ubijania. Po jednym wbić żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Na końcu partiami dodawać przesiane mąki, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać ciasto do formy, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 20-25 minut, do suchego patyczka.
Wystudzić w uchylonym piekarniku.

Chrupka chałwowa:
Mąkę wymieszać z cukrem, dodać masło, posiekać. Na końcu dodać chałwę, szybko zagnieść (masa nie musi być idealnie gładka).
Z ciasta uformować kulę, schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.

Schłodzone ciasto rozwałkować na okrąg o średnicy 20 cm, ułożyć na papierze do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 15-20 minut.
Wystudzić.

Z wystudzonej chrupki wyciąć koło o średnicy 20 cm (ciasto podczas pieczenia rozlewa się na boki).

Mus z białej czekolady:
100 ml kremówki zagotować. W tym czasie posiekać czekoladę i namoczyć żelatynę w zimnej wodzie.
Kremówkę zdjąć z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać, aż do jej rozpuszczenia. Zalać kremówką czekoladą, wymieszać aż do połączenia. Ostudzić.

Pozostałą kremówkę ubić na sztywno, delikatnie wymieszać z całkowicie ostudzoną masą czekoladową.

Na paterze ułożyć biszkopt, nasączyć sokiem z cytryny wymieszanym z wodą. Zapiąć na nim obręcz tortownicy, wyłożyć mus, wyrównać wierzch. Odstawić do lodówki do stężenia.

Przygotować mus truskawkowy:
Truskawki zmiksować, przetrzeć przez sitko. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Połowę musu truskawkowego podgrzać z cukrem, aż się rozpuści. Zdjąć z palnika, dodać żelatynę, dokładnie wymieszać. Dodać pozostały mus, połączyć. Ostudzić.
Kremówkę ubić na sztywno, delikatnie wymieszać z całkowicie wystudzoną masą truskawkową.

Na mus z białej czekolady położyć chrupkę, lekko docisnąć. Na wierzch wyłożyć mus truskawkowy, dokładnie wyrównać powierzchnię.
Schłodzić przez 2-3 godziny w lodówce.

Żelatynę zalać zimną wodą, czekoladę drobno posiekać.
Cukier, glukozę, kremówkę i zmiksowane na gładki mus truskawki podgrzać, aż cukier się rozpuści i powstanie gładka, jednolita masa. Dodać barwnik, wymieszać (kolor zblednie po dodaniu czekolady, więc powinien być nieco intensywniejszy od oczekiwanego). Zdjąć z palnika, dodać żelatynę, dokładnie wymieszać, aż do jej rozpuszczenia. Zalać mieszaniną czekoladę, wymieszać. Ostudzić do temperatury 28 st. C.

Brzegi formy oddzielić od ciasta ostrym noże, zdjąć obręcz tortownicy.
Tort polać ostudzoną polewą (28 st. C.), udekorować truskawkami, bezikami i ziołami. Schłodzić w lodówce, aby polewa zastygła.

Smacznego!

I jeszcze nieskromnie się pochwalę, że mój dzisiejszy egzamin zaliczyłam na dziesiątkę (duńska skala jest trochę dziwna: -3, 00, 02, 4, 7, 10 i 12). Z dwunastki cieszyłabym się jeszcze bardziej, ale dziesiątka, muszę przyznać, w zupełności mnie zadowala. Odetchnęłam z wielką ulgą i ogromnie się cieszę, że już jestem po.
Co teraz? Kilka dni leniuchowania i odstresowania, a później intensywne szukanie praktyk. Trzymajcie kciuki, proszę.