Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 stycznia 2016

Sernik pierniczkowy nie tylko na Święta

Z okazji Wigilii spędzanej w Polsce, mimo natłoku obowiązków, wszystkich tych przedświątecznych spraw ważnych i ważniejszych, pracy, która wypełnia większość dnia (a dzisiaj także część czasu wolnego), postanowiłam zabrać ze sobą słodkości, które dobrze zaprezentują się na stole w moim rodzinnym domu. Na pierwszy ogień poszedł piernik staropolski, o którego przygotowaniu marzyłam już od dawna. Udał się lepiej niż myślałam! Przygotowując go bowiem po raz pierwszy, nie sposób odmówić sobie obaw o to, czy ciasto po ponad miesięcznym leżakowaniu będzie się jeszcze do czegoś nadawało. Czegokolwiek. Na szczęście ciasto wyszło. A ten smak... Moi drodzy, tego nie da się opisać! Piernik jest idealnie mięciutki, obłędnie aromatyczny, a powidła śliwkowe pasują tutaj wyśmienicie. Jestem pewna, że kolejne Święta, nawet w Danii, bez tego cuda się nie obejdą. 

Bardzo chciałam też upiec makowiec, ale już niestety nie zdążyłam. C. nigdy nie jadł prawdziwego, polskiego makowca; może więc zaszaleję w styczniu...? Jeśli czas pozwoli.
Do towarzystwa piernikowi upiekłam za to kilka rodzajów małych pierniczków, które cieszyły się dużym powodzeniem. Zawsze jakoś tak jest, że takie drobne słodkości kuszą bardziej. Albo może wydają się bardziej niewinne...? 
Nie mnie o tym decydować. Najważniejsze, że wszystkim smakowały.

Choć, szczerze mówiąc, nie miałam ochoty piec niczego więcej, postanowiłam jednak przygotować sernik. Dlaczego? Po pierwsze - uwielbiam! Po drugie - robi się je szybko, prosto, no i zawsze wychodzą. Zrobiłam więc małe czyszczenie lodówki: reszta mleka skondensowanego; całość wyszła za mało słodka, dodałam więc miodu (bardzo świątecznie); reszta kremówki, ostatnie trzy jajka. Z zamrażarki wyciągnęłam żurawinę, a na spód i do kruszonki dałam pierniczków. Masę serową wzbogaciłam tonką, ale jeśli jej nie macie, wanilia sprawdzi się znakomicie.
Całość wyszła boska! Nawet moja wiecznie odchudzająca się Siostra i jej wybredny chłopak pochwalili. Słodka, kremowa, delikatna masa serowa w kontraście z kwaśną żurawiną i chrupiącą, pierniczkową kruszonką nie pozwoliła zbyt szybko oderwać się od talerzyków... W pewnym momencie nawet zaczęłam żałować, że nie przygotowałam tego ciasta w większej formie! Bo co to te osiemnaście centymetrów dla całej bandy łakomczuchów...?

Sernik z tonką, żurawiną i pierniczkową kruszonką

cranberry cheesecake with gingerbreads

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)

spód:

masa serowa:
  • 600 g serka kremowego
  • 85 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 125 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 jajka
  • 100 g miodu
  • 1 ziarno tonki

kruszonka:

dodatkowo:
  • 150 g żurawiny (świeżej lub mrożonej)

Pierniczki zmiksować w malakserze na pył. Masło rozpuścić, przestudzić. Wymieszać z pierniczkami.
Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia. Ugnieść na spodzie masę pierniczkową, schłodzić w lodówce przez 20-30 minut.

Podpiec w 180 st. C. przez 12 minut.
Ostudzić.

Pierniczki na kruszonkę zmiksować w malakserze na pył. Dodać mąkę, cukier i przyprawę do piernika, połączyć. Dodać zimne masło, zagnieść kruszonkę.

Serek, mleko, kremówkę, jajko, miód i drobno startą lub zmieloną tonkę zmiksować na gładką masę. Wylać na podpieczony spód, na wierzchu ułożyć żurawiny, posypać kruszonką.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut.
Ostudzić w piekarniku.

Przed podaniem schłodzić w lodówce przez noc.

Smacznego!

Wiem, że już po Świętach, ale taki sernik idealnie sprawdzi się w styczniu, gdy puszki ciągle pełne są niezjedzonych pierniczków. Nadadzą się tu każde kruche, bez nadzienia i polewy. Ja użyłam czekoladowych, ale jeśli macie inne, nie bójcie się eksperymentować. Z pewnością będzie pysznie!

sobota, 28 listopada 2015

Ciasto z dynią i świeżą żurawiną / Z dynią

Dynia to dla mnie pękata królowa jesieni, a świeża żurawina - nieomylny znak zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Tę pierwszą uwielbiam za neutralny, delikatny smak, który pasuje niemal do wszystkiego; cudowne kolory - od bladożółtego, przez krem i aż po intensywny pomarańcz, i za możliwość wycinania z niej lampionów na Halloween. Żurawina z kolei zdobyła moje podniebienie swym lekko cierpkim smakiem, a w oko wpadła dzięki wyjątkowej barwie. Nie potrafię się oprzeć ani jednej, ani drugiej.

W końcu uderzyło mnie, że będą dla siebie doskonałym towarzystwem. Dorzuciłam jeszcze białej czekolady dla zrównoważenia smaku żurawin, i muszę przyznać, że wyszło mi coś niesamowicie pysznego. Cudownie wilgotne, o pięknym kolorze ciasto, naszpikowane kwaśnymi żurawinami i słodkimi kawałkami białej czekolady. Całość pod polewą z tej ostatniej, żeby wyglądało już troszkę świątecznie... Dodałam też odrobinę tonki - pięknie pachnie i nadaje ciastu zupełnie wyjątkowego, subtelnego aromatu. Jeśli jej nie macie, łyżeczka ekstraktu z wanilii będzie w sam raz.

Ciasto dyniowe z białą czekoladą i żurawiną


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18 cm)
  • 200 g musu z dyni
  • 115 ml oleju
  • 3 jajka
  • 1 starte ziarno tonki
  • 180 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 100 g cukru
  • 100 g białej czekolady
  • 150 g świeżej żurawiny
polewa:
  • 100 g białej czekolady
  • 50 ml śmietany kremówki (38%)
Jajka roztrzepać, dodać mus z dyni oraz olej. 
Do drugiej miski przesiać mąkę, dodać proszek, sodę i cukier.
Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać łyżką tylko do ich połączenia. Dodać żurawinę i posiekaną czekoladę, połączyć.

Masę przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 40-50 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Kremówkę zagotować. Zalać nią posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia.
Polewą polać ostudzone ciasto, odstawić do jej całkowitego zastygnięcia.

Smacznego!

Dziś znów na szybko; sama bowiem nie wiem już, w co ręce wkładać... Gorący, przedświąteczny okres powoli się rozkręca, a ja mam oczywiście mnóstwo innych rzeczy na głowie. 
Ale czego się nie robi, żeby spełnić marzenia... Szczególnie, gdy świąteczne piosenki właśnie do tego zachęcają.

Przepis dodaję do konkursu, w którym można wygrać książkę Moje wypieki. Wielki powrót Doroty Świątkowskiej.

Moje wypieki. Wielki powrót

czwartek, 11 czerwca 2015

Wyjątkowy sernik z rabarbarem i truskawkami

Chyba zacznę wierzyć w cuda, tudzież moc narzekania. Co post zrzędziłam, że pogoda paskudna, i jeszcze bezczelnie zazdrościłam Polakom upałów. I co? Słonko postanowiło pokazać, co potrafi. Cieplutko, przyjemnie, lekki wiaterek, no ideał! Znając życie, długo to nie potrwa, ale... Cieszę się ogromnie. Od razu chce się żyć!

W mojej kuchni aktualnie królują truskawki z rabarbarem. To chyba najpopularniejsze połączenie początku lata - kwaśne łodygi i słodkie, soczyste kuleczki... Nie można mu się oprzeć, i nawet ci, którzy za rabarbarem nie przepadają, w takim duecie zjadają go z ochotą. Tym razem tę magiczną parę zamknęłam w serniku - tego, co wyszło, nie da się opisać słowami... Ale spróbuję, żeby jeszcze bardziej Was zachęcić: chrupiący, ciasteczkowy spód, rozpływająca się w buzi, delikatna masa rabarbarowa, obłędnie kremowa warstwa sernikowa z tonką, a całość pod puszystym, intensywnie truskawkowym musem. Podawajcie koniecznie ze świeżymi truskawkami! Wygląda pięknie, a smakiem wprost zachwyca. C. nie mógł przestać jeść, a wiecie przecież dobrze, że dla niego serniki to tylko na zimno. Do pieczonych podchodzi ostrożnie, choć coraz częściej udaje mi się go do nich przekonać. Tym razem wystarczyła jedna łyżeczka, żeby przepadł. 

Jeśli nie macie tonki, możecie zastąpić ją wanilią. Taki zresztą był mój pierwotny plan, ale kiedy w oko wpadła mi tonka, nie mogłam się powstrzymać przed jej użyciem. Pasuje tutaj doskonale, ale wanilia jest przecież bardzo uniwersalna, i w tym cieście również sprawdzi się doskonale.

Sernik rabarbarowy z tonką i musem truskawkowym

Składniki:
(na formę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 115 g ciastek digestive
  • 45 g masła

masa serowa:
  • 325 g serka mascarpone
  • 450 g serka kremowego
  • 155 g cukru
  • 4 jajka
  • 300 g rabarbaru
  • 1 ziarno tonki

mus:
  • 300 g truskawek
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 łyżeczki żelatyny
  • 2 łyżki zimnej wody
  • 50 g cukru

dodatkowo:
  • 5 truskawek

Ciastka na spód pokruszyć, wymieszać z rozpuszczonym masłem. Dokładnie ugnieść na dnie tortownicy wyłożonym papierem do pieczenia.

Podpiec w 180 st. C. przez 12-15 minut.
Przestudzić.

Rabarbar pokroić, zagotować z cukrem. Gdy zacznie się rozpadać, zdjąć z palnika, zmiksować blenderem na gładką masę, ewentualnie przetrzeć przez sitko.

Serek kremowy, mascarpone, pozostały cukier i jajka zmiksować na gładką masę. Podzielić ją na pół. Do połowy dodać mus rabarbarowy, do drugiej części - startą tonkę. Wymieszać. 
Na spód wyłożyć masę rabarbarową, na wierzch tą z tonką.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 1 godzinę.

Wystudzić w piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Truskawki odszypułkować, zmiksować blenderem na gładką masę. Połowę truskawek podgrzać, dodać żelatynę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Wymieszać z pozostałymi truskawkami, ostudzić.
Kremówkę ubić na sztywno, delikatnie wymieszać z masą truskawkową.
Wyłożyć mus na wierzch ciasta, schłodzić w lodówce przez 2-3 godziny.

Udekorować połówkami truskawek.

Smacznego!

Bardzo spodobało mi się pieczenie serników owocowych. Do tej pory przygotowywałam tylko takie z całymi owocami, a okazuje się, że dodanie musu z owoców do masy serowej to naprawdę doskonały pomysł. Po rabarbarowym sezonie z pewnością sięgnę po kolejne dary lata...

poniedziałek, 12 stycznia 2015

O zielonych pomarańczach i cieście z ich udziałem

Pomarańcze. Dla osób urodzonych w latach osiemdziesiątych lub wcześniej to niemal symbol Bożego Narodzenia. Były dostępne w sklepach tylko w tym okresie, często znajdowały się w paczkach od Świętego Mikołaja, razem z mandarynkami zresztą. Pamiętam, jak męczyłam Mamę o obieranie coraz to nowych sztuk, bo pochłaniałam je szybciej, niż ona dawała radę pozbawiać je skórki. Intensywnie pomarańczowe, pachniały nieziemsko, a sok ściekał po palcach. Prawdziwy rarytas.

Dzisiaj pomarańcze można kupić przez cały rok, choć z pewnością to właśnie te zimowe mają w sobie najwięcej smaku i aromatu. Mi już zawsze będą się kojarzyły ze Świętami; nie wyobrażam sobie tego okresu bez chociażby jednego z nimi ciasta. W tym roku w grudniu jakoś nam było nie po drodze (za to szaleńczo zajadałam się mandarynkami, których nie potrafię sobie odmówić); tym bardziej więc ucieszyłam się, gdy na styczniowe wspólne gotowanie zaproponowano właśnie deser lub ciasto z pomarańczami. Miałam nadzieję, że uda mi się dostać czerwone, które są naprawdę zupełnie wyjątkowe i które szczerze uwielbiam, jednak na bazarze nie mogłam ich znaleźć. Kupiłam więc zielone, których nigdy wcześniej nie próbowałam, a które poważnie mnie zaintrygowały.
Pierwszy raz się z takim cudem spotkałam. Nie mogłam się oprzeć, i kupiłam trzy sztuki. Dwie wylądowały w cieście, ostatnią zjedliśmy ot tak, żeby sprawdzić, jak smakuje. Moim zdaniem miała w sobie coś z grejpfruta, była jakby lekko gorzkawa... Ale to tylko delikatnie wyczuwalna nuta w tle, generalnie smakowała... No cóż, pomarańczowo.

Przepis na ciasto znalazłam u Oli, i nie potrafiłam się mu oprzeć. Karmel, na to cieniutkie plasterki pomarańczy, które podczas pieczenia cudownie się karmelizują. Jeśli nie lubicie kandyzowanej skórki pomarańczy, tej lekkiej goryczki, lepiej owoce obierzcie przed ułożeniem w tortownicy. Mi ten smak odpowiada, C. jednak zostawiał plasterki pomarańczy na talerzu.
Co ciekawe, podczas pieczenia skórka zmieniła kolor z zielonego na pomarańczowawo-żółty. Winna jest temu wysoka temperatura, która zabija chlorofil i pozwala na uwydatnienie się ukrytego w głębszych warstwach koloru.

Zamiast wanilii jako smaku uzupełniającego użyłam tonki, i muszę powiedzieć, że to był bardzo dobry pomysł. Jej delikatny, subtelny smak świetnie się zgrał z pomarańczami. Oczywiście, jeśli tonki nie macie, wanilia sprawdzi się znakomicie. 
Całość wyszła lekka, dość słodka, wilgotna. Taka jeszcze trochę, moim zdaniem, świąteczna. Spróbujecie...?

Ciasta i desery z pomarańczą przygotowały również JustinkaMirabelka i Mopsik. Koniecznie sprawdźcie, co za pyszności goszczą dzisiaj na ich stołach.

Odwracane ciasto z zielonymi pomarańczami i tonką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

karmel:
  • 45 g masła
  • 160 g cukru
  • 1 łyżka glukozy w płynie
dodatkowo:
  • 1 zielona pomarańcza
ciasto:
  • 190 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki mielonej tonki
  • skórka otarta z 1 zielonej pomarańczy
  • 3 jajka
  • 100 g cukru
  • 125 ml soku z zielonych pomarańczy
  • 125 ml oleju
Masło, cukier i glukozę umieścić w garnuszku. Podgrzewać, aż cukier zacznie się karmelizować, a wszystkie składniki połączą się w jednolitą masę. Przelać karmel do formy, której dno wyłożone jest papierem do pieczenia. Formę dodatkowo można zabezpieczyć folią aluminiową, żeby podczas pieczenia karmel nie wypłynął.
Pomarańczę pokroić w cienkie plastry, ułożyć na karmelu, odstawić.

Mąkę przesieać, wymieszać z proszkiem, tonką i skórką z pomarańczy. 
Biała ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Następnie po jednym wbić żółtka, miksując dokładnie po każdym dodaniu. Następnie na zmianę dodawać suche składniki i olej wymieszany z sokiem, miksując na najniższych obrotach miksera.

Ciasto przełożyć na pomarańcze, wyrównać wierzch.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut, do suchego patyczka.

Ciasto wyjąć z piekarnika, przestudzić w formie 10 minut. Następnie wyłożyć na paterę lub talerz, odwracając je do góry spodem.
Zostawić do ostudzenia.

Smacznego!

Ciasto można przygotować ze zwykłymi, pomarańczowymi pomarańczami, jak również z ich czerwoną odmianą. Wszystko zależy od tego, jakie akurat uda Wam się znaleźć.

niedziela, 28 grudnia 2014

Świąteczne ciasto z niespodzianką

Gdy jechaliśmy do rodziców C. na Wigilię, było prawie pięć stopni na plusie, a w pewnym momencie C. poprosił o okulary przeciwsłoneczne, bo słońce świeciło mu z uporem prosto w oczy. Krajobraz przypominał marcowe początki wiosny, gdy wszystko powoli budzi się do życia po mroźnej zimie. Niebo obłędnie błękitne, leniwe chmury płynące nisko nad ziemią, no i to obezwładniające wręcz słońce! Jestem pewna, że to była najcieplejsza Wigilia, jaką zdarzyło mi się przeżyć. 
Kiedy więc w pierwsze Święto otworzyłam oczy i za oknem ujrzałam wszystko otulone warstwą (niezbyt grubą, muszę szczerze przyznać) białego puchu, moje zdziwienie nie miało granic. No bo jak to tak...? Taka zmiana w mniej niż dwadzieścia cztery godziny? Od niemal wiosny do typowej zimy...? 

Mogę sobie zadawać dowolną ilość pytań, nie pozostaje mi jednak nic poza zaakceptowaniem faktu dokonanego - przyszła zima. W końcu. Spóźniona o przynajmniej jeden dzień, rozpostarła nad nami swój biały płaszcz. Świat jest cichy, zamarznięty, ulice śliskie, a lodowate powietrze zapiera dech. Nawet Ptysia, puchata jak nigdy, nie ma ochoty na długie spacery - łapki jej marzną widocznie. A ja nie mam nic przeciwko, wolę bowiem siedzieć w domu z kubkiem gorącej herbaty i bezpiecznie, zza okna, podziwiać zimowy krajobraz.

Na przedwigilijne spotkanie przygotowałam ciasto z niespodzianką. Dwoma właściwie. Dawno już zobaczyłam je u Ani, bardzo mi się spodobało. Bo choć okazuje się, że jest banalnie proste w przygotowaniu, to jeśli ktoś nie zna tych kilku kuchennych trików, da się nabrać i otworzy buzię z zaskoczenia. No bo jak to tak...? Ciasto jest całe, niepokrojone, a w środku choinka? Kilka razy musiałam wyjaśniać, jak je przygotowałam, a i tak wszyscy się nim zachwycali. Szczególnie bratanek C., który biegał z nim po całym mieszkaniu, pokazując wszystkim niespodziankę.
Drugą niespodzianką jest dodatek tonki. Dostałam ją od Bei, i cały czas zastanawiałam się, jak ją wykorzystać. Mam kilka pomysłów, szukam też inspiracji, jednak pierwszy wypiek miał być prosty, żebym w pełni mogła poczuć jej smak. Zwykłe, ucierane ciasto wydało się być doskonałym pomysłem. Bea pisze, że tonkę można używać jak wanilię, a przecież takie właśnie babeczki często się z dodatkiem wanilii piecze. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Efekt przeszedł moje oczekiwania! Tonka jest dobrze wyczuwalna, a jej smak... Jest trudny do opisania. Odrobinę waniliowy, taki... Niezidentyfikowany. Nie potrafię jej porównać do niczego innego. Wiem jedno - z pewnością będę jej często używać, bo mnie oczarowała.
Jeśli jednak nie macie dostępu do tonki, możecie zastąpić ją wanilią lub skórką cytrusową. Ciacho też będzie pyszne!

Moje ciasto wyszło bardzo gęste, dolałam więc do niego nieco mleka. Wyszło typowo babkowo-piaskowe, ale nie suche. Znalazło kilku szczerych amatorów. A wygląda... No sami spójrzcie - czy można mu się oprzeć...?

Na Walentynki polecam wersję z oryginału - z czerwonym serduszkiem. Wygląda równie uroczo.

Ucierane ciasto z tonką i choinką

Składniki:
(na keksówkę o wymiarach 22x10 cm)

ciasto zielone:
  • 170 g mąki orkiszowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki tonki w proszku
  • 125 g miękkiego masła
  • 90 g cukru
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mleka
  • zielony barwnik w paście
jasne ciasto:
  • 330 g mąki orkiszowej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki tonki w proszku
  • 250 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 4 jajka
  • 60 ml mleka
Najpierw przygotować ciasto zielone:
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Partiami dodawać przesianą i wymieszaną z proszkiem i tonką mąkę. Wlać mleko, zmiksować. Na końcu dodać barwnik, dokładnie wymieszać.
Ciasto przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić.

Gdy zielone ciasto ostygnie, wyjąć je z formy i pokroić na kromki grubości 1-1,5 cm. Foremką do ciastek z każdego kawałka wyciąć choinkę.

Przygotować jasne ciasto:
Masło z cukrem utrzeć na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Następnie partiami dodawać przesianą i wymieszaną z proszkiem i tonką mąkę. Na końcu wlać mleko, zmiksować. 

Na dno formy wyłożonej papierem do pieczenia wyłożyć cienką warstwę jasnego ciasta. Wcisnąć w nie choinki, jedna przy drugiej. Boki wypełnić jasnym ciastem, najwygodniej za pomocą rękawa cukierniczego. Przykryć również wierzch choinek.

Piec w 180 st. C. przez 45-50 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić.

Smacznego!

Cudowna, leniwa niedziela, ostatnia w tym roku... Z każdą chwilą jestem coraz bardziej podekscytowana - zmiany nadchodzą nieubłaganie!