Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szarlotki i ciasta z jabłkami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szarlotki i ciasta z jabłkami. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 października 2017

Pierwsza w tym roku prawie szarlotka

Mamy w ogrodzie jabłonkę. Tak naprawdę rośnie za domem, w bardzo niedogodnym miejscu; między ścianą budynku, a wysokim żywopłotem. Mało tam słońca; tak naprawdę biedaczka nawet w pogodne dni rzadko ma możliwość wygrzania się w ciepłych promieniach. Była tam, gdy się wprowadziliśmy; straszliwie zaniedbana, z martwym konarem, który wysysał z niej ostatnie życiowe siły. Pierwszej jesieni w naszym nowym domu dała zaledwie kilka jabłek; średnio nawały się do jedzenia, bo są dość kwaśne, ale za to kruche i idealne do ciast. Na wiosnę więc C. zajął się jabłonką; dość brutalnie pozbawił ją utrudniających rozkwit pnączy, przyciął żywopłot tak, żeby choć trochę ułatwić jej życie i podlewał magicznymi miksturami ze sklepu ogrodniczego. Efekt przerósł nasze oczekiwania; w tym roku jeszcze w sierpniu ilość jabłuszek była wręcz zatrważająca! Część z nich spadła, zanim wróciliśmy z wakacji; większość pieczołowicie zebraliśmy i ułożyliśmy w piwnicy. Będą szarlotki, jak się patrzy!

Ostatnio C. przyszedł do mnie z miną niewiniątka i oświadczył, że obiecał w pracy ciasto. A właściwie to dwa. I z szelmowskim uśmiechem dodał, że jak nie mam czasu ani chęci, to on może przecież kupić coś w cukierni... Wie chłopak, jak mi na ambicję wjechać! I choć w poniedziałek po pracy wróciłam ledwo żywa, a we wtorek miałam w perspektywie wycieczkę do Kopenhagi, i jednego, i drugiego dnia upiekłam ciasto. Z jabłkami z naszej nie tracącej nadziei jabłonki.

Pierwsza wersja była migdałowa; z mielonymi migdałami w cieście i migdałowymi płatkami na wierzchu. Przy drugiej postawiłam na nieco bardziej charakterny smak, i migdały zastąpiłam orzechami laskowymi. C. nie potrafił się zdecydować, która smakowała mu bardziej; ja obstawiam orzechową, bo orzechy i jabłka to duet absolutnie doskonały.

A Wy? Upiekliście już pierwszą w sezonie szarlotkę...?

Ciasto orzechowe z jabłkami


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)
  • 125 g miękkiego masła
  • 125 g cukru
  • 1 jajko
  • 150 ml maślanki
  • 175 g mąki pszennej
  • 100 g mielonych orzechów laskowych
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

dodatkowo:
  • 1 jabłko
  • 15 g orzechów laskowych w płatkach
  • 1 łyżka cukru perłowego

Masło z cukrem utrzeć na puszystą, jasną masę.
Mąkę przesiać z proszkiem i sodą, dodać zmielone orzechy, wymieszać.

Do masy maślanej wbić jajko, połączyć. Na zmianę dodawać mąkę i maślankę, miskując na najniższych obrotach miksera, tylko do połączenia składników.
Przełożyć masę do wysmarowanej tłuszczem formy.

Jabłko obrać, pokroić w ćwiartki, wyciąć gniazda nasienne, a następnie pokroić w cienkie plasterki. Ułożyć je na cieście, posypać orzechami i cukrem.

Piec w 175 st. C. przez 50-60 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


Ciasto, dzięki dodatkowi maślanki, jest cudownie wilgotne. Ma delikatny, maślany posmak, który przy wersji migdałowej jest nieco wyraźniejszy. Przez dodatek orzechów jest nieco cięższe, ale nie zbite i nadal delikatne. No i ta chrupiąca, cukrowo-orzechowa skorupka na wierzchu... Uwielbiam!
Proste i szybkie w przygotowaniu, idealne na mały głód w środku tygodnia.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Czarno-biały tort na urodziny

Hmm... Powinnam dzisiaj napisać coś wyjątkowego. W końcu blog obchodzi szóste urodziny! Trzy razy sprawdzałam kalendarz, i do sześciu liczyłam na palcach - nie pomyliłam się. To tyle już lat piekę, robię zdjęcia i piszę czasem zawrotnie długie posty o niczym, które, o dziwo, ciągle czytacie. Sama nie wiem, co z tego zadziwia mnie najbardziej...

Żeby znaleźć inspirację do dzisiejszego wpisu, przejrzałam te z lat poprzednich. I nadal nie wiem, co Wam powiedzieć... Poczułam się nieco zawstydzona obietnicami, które poczyniłam, a których nie zrealizowałam. Ale i tak uważam, że blogowanie idzie mi całkiem nieźle. Szczególnie przez ostatnie pół roku, gdy poza domem spędzam minimum dwanaście godzin dziennie, wstaję o porach, z których istnienia połowa ludzkości nie zdaje sobie nawet sprawy, i wracam do domu wykończona po całych godzinach pieczenia i dekorowania ciast. Mimo wszystko, nadal mam ochotę piec, eksperymentować i szaleć w kuchni. Nie zawsze starcza mi siły, ale i tak próbuję. I nie mogę doczekać się wiosny i światła, bo ciągłe ciemności i tak już wątpliwej jakości moich zdjęć nie poprawiają...

Co wydarzyło się przez ten rok? Cóż, jestem już w dwóch piątych cukiernikiem. Za półtora roku, o ile nic paskudnego na mojej drodze nie stanie, będę zdawać egzaminy. Już trzęsę portkami na samą myśl...
Wymieniłam też kuchnię na większą, przygotowałam w domu pięciopiętrowy tort weselny, opanowałam obkładanie tortów marcepanem i wypełniłam wszystkie nowe szuflady cukierniczymi utensyliami. Całkiem niezły bilans, moim zdaniem.

No i oczywiście, jesteście Wy. Moi najlepsi, najcudowniejsi Czytelnicy. Bez Was już dawno bym ten projekt porzuciła, uznając za chwilową fanaberię. Jednak Wasze komentarze, porady i słowa zachęty sprawiły, że przeskoczyłam wszystkie przeciwności, i mimo pewnych zawirowań - zawsze wracałam. Póki co, nie wybieram się nigdzie, i mam nadzieję, że Wy też nadal tak chętnie będziecie odwiedzać ten mój malutki skrawek wirtualnej rzeczywistości. 

A teraz przejdźmy już do konkretów. Tak, wiem; przy takich okazjach zazwyczaj rozpisuję się niemiłosiernie. Co jak co, ale słów brakuje mi rzadko (w języku polskim; duński to zupełnie inna bajka...); dzisiaj jednak mam wrażenie, że napisałam już wszystko.
Tak więc - konkrety. Czyli ciasto. I to nie byle jakie, bo dwupiętrowy tort pokryty masą cukrową. Musze przyznać, że solidnie się nad nim napracowałam... A i tak trochę mnie zdenerwował, bo na górze miały być literki, które w ostatniej chwili się posypały, i przez to jest trochę zbyt płaski. Ale trudno - i tak wywarł na gościach odpowiednie wrażenie. No bo wiecie - tej wielkości smakołyków nie ma sensu przygotowywać dla dwóch osób...

Tak naprawdę upiekłam to ciasto na swoje urodziny; najpierw nie mogłam się zebrać, żeby rozpisać przepis, później... No cóż, zrobiło się za późno. Doszłam więc do wniosku, że z publikacją poczekam na kolejną, odpowiednio doniosłą okazję. No i proszę, ta dam!

Piętro dolne, większe, to biszkopt kawowy z musami kawowym i jeżynowym. Górne, mniejsze, to biszkopt orzechowy z kremem kajmakowym i jabłkami. Wydaje się, że do siebie nie pasują, ale to idealne połączenie końca lata i początku jesieni. Doskonale wpisuje się w czas moich urodzin. 
Każdy z tortów można przygotować osobno; zamiast kremu maślanego i masy cukrowej, użyć śmietany i owoców do dekoracji. Będzie jeszcze pyszniej (sama nie przepadam za kremem maślanym, a masa cukrowa jest przecież zupełnie bez smaku). Tym razem jednak miałam dokładną wizję; tort miał być czarno-biały, z koronką. Po prostu musiałam taki mieć! A trzydzieste urodziny wydają się doskonałym momentem na spełnianie tego typu zachcianek.

Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję, że jesteście tu ze mną. A tort polecam Wam z całego serca - cały, lub we fragmentach. Nie rozczarujecie się.

Tort czarno-biały


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 18cm)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 120 g cukru
  • 30 g mąki ziemniaczanej
  • 30 g mąki pszennej
  • 40 g mielonych orzechów laskowych

mus jabłkowy:
  • 450 g jabłek
  • sok z 1/2 cytryny
  • 65 g cukru
  • 2 listki żelatyny
  • 100 ml wody

mus kajmakowy:
  • 160 g masy kajmakowej
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 2 listki żelatyny

Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym wbić żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. 
Mąki przesiać, wymieszać z orzechami, partiami dodawać do ciasta, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do niej ciasto, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić w uchylonym piekarniku.

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić w niedużą kostkę. Skropić sokiem cytryny. Przełożyć owoce do garnka, dodać wodę i cukier. Gotować przez 15-20 minut, aż większość jabłek się rozpadnie, a płyn odparuje.
W tym czasie namoczyć żelatynę w zimnej wodzie. 
Zdjąć garnek z jabłkami z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, dokładnie wymieszać. Ostudzić.

Biszkopt przekroić w poziomie na 3 części. 
Na płaskim talerzu ułożyć pierwszy blat biszkoptu, zamknąć w okół niego obręcz tortownicy. Wyłożyć mus jabłkowy, przykryć kolejnym blatem, wstawić do lodówki.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Kajmak dość mocno podgrzać, zdjąć z palnika i dodać odciśniętą żelatynę. Wymieszać, przestudzić.
Kremówkę ubić na sztywno. Partiami dodawać do letniego kajmaku, delikatnie mieszając łyżką.
Wyłożyć mus na ciasto, przykryć ostatnim blatem biszkoptu i wstawić do lodówki do całkowitego zastygnięcia, najlepiej na całą noc.

(na tortownicę o średnicy 26 cm)

biszkopt:
  • 7 jajek
  • 265 g cukru
  • 45 g mąki ziemniaczanej
  • 160 g mąki pszennej
  • 2 łyżki kawy rozpuszczalnej (proszek)

mus kawowy:
  • 350 ml śmietany kremówki (38%)
  • 135 g białej czekolady
  • 2 łyżki kawy rozpuszczalnej (proszek)

mus jeżynowy:
  • 185 g jeżyn
  • 65 g cukru
  • 2 listki żelatyny
  • 335 ml śmietany kremówki (38%)

Białka oddzielić od żółtek. Mąki przesiać, wymieszać z kawą.
Białka ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym dodawać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Partiami wsypywać mąkę z kawą, miksując na najniższych obrotach miksera.

Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać masę, wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 60-70 minut, do suchego patyczka.
Wystudzić w uchylonym piekarniku.

Mus kawowy:
100 ml kremówki zagotować. Dodać kawę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Gorcą kremówką zalać drobno posiekaną czekoladę; mieszać, aż czekolada się rozpuści. Przestudzić.
Pozostała kremówkę ubić na sztywno, partiami dodawać do letniej czekolady, delikatnie mieszając łyżką.

Biszkopt przekroić w poziomie na 3 części. 
Na płaskim talerzu ułożyć pierwszy blat, zamknąć w okół niego obręcz tortownicy. Wyłożyć mus, przykryć drugim blatem i schłodzić w lodówce, aż mus stężeje.

Mus jeżynowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Jeżyny z cukrem zagotować, przetrzeć przez sitko. Do gorącego płynu dodać odciśniętą żelatynę, przestudzić.
Kremówkę ubić na sztywno. Partiami dodawać do owoców, delikatnie mieszając łyżką. 
Mus wyłożyć na ciasto, przykryć ostatnim blatem biszkoptu. Schłodzić w lodówce, najlepiej przez całą noc.

(na dwupiętrowy tort)

krem maślany:
  • 2 białka
  • 130 g cukru
  • 170 g miękkiego masła

dodatkowo:
  • 500 g białej masy cukrowej 
  • 500 g czarnej masy cukrowej
  • masa do koronek

Przygotować krem maślany:
Białka i cukier podgrzewać w kąpieli wodnej, cały czas mieszając, aż cukier całkowicie się rozpuści. Przelać do większej miski, ubijać, aż beza całkowicie wystygnie - około 10 minut. Dodawać po małym kawałeczku masła, miksując na najniższych  obrotach. Krem się zważy, a następnie przybierze pożądaną konsystencję.

Oba torty posmarować kremem maślanym, dolny obłożyć czarną masą cukrową, górny - białą.
Z pozostałej masy przygotować kwiaty: róże, orchidee, stokrotki i dowolne małe kwiatki, a także liście.
Przygotować koronki. Większy tort udekorować koronkami, na jego środku ułożyć mniejszy. Udekorować kwiatami. 
Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Przepis jest dłuuuugi... Ale co zrobić; jest tam sporo warstw, a chciałam, żeby opis był w miarę klarowny. Mam nadzieję, że mi się udało...

piątek, 30 września 2016

Jesiennie: jabłecznik z marcepanem

Pamiętam, że gdy byłam młodsza, pory roku przechodziły w siebie bardzo płynnie. Nie było możliwości wskazania konkretnego dnia, w którym kończyła się jedna, a rozpoczynała druga. Ciepła wiosna powoli roztapiała śniegi, temperatura wzrastała stopniowo, a dni robiły się coraz dłuższe. Mniej deszczu, więcej słońca, wszystko wokół zalewała soczysta zieleń. Na polach wyrastały złote kłosy, słońce grzało coraz mocniej sprawiając, że chodziło się już tylko w letnich sukienkach i sandałach. Od czasu do czasu nocami zdarzały się burze, a nad ranem można było podziwiać doskonały łuk tęczy. Później sięgało się po baleriny, lekkie sweterki, aż wreszcie wieczorami trzeba było otulać się szalem. Krótkie dni, coraz chłodniejsze, czasem dżdżyste, czasem ciągle jeszcze słoneczne. Liście zmieniające barwy; zielenie przechodziły w czerwienie, żółcie i brązy. Szeleściły pod stopami, zapraszając do zasłuchania się w ten dźwięk. Później ścieżki w parkach pokrywała warstwa jesiennego błota, sięgaliśmy po płaszcze przeciwdeszczowe i kalosze. Pierwszy śnieg to zawsze ogromna frajda; świeże, rześkie powietrze i mróz szczypiący w policzki. Później śnieg powoli topniał, a spod niego nieśmiało wynurzały się pierwsze krokusy i przebiśniegi. Coraz dłuższe i cieplejsze dni sprawiały, że znów miało się ochotę spędzać dni na dworze; rękawiczki i czapki wędrowały na pawlacz, a lekkie sukienki zajmowały ich miejsce.

Tak wszystko toczyło się swoim rytmem; powoli, niestrudzenie. Bez zaskoczeń i niespodzianek.
Dzisiaj jest inaczej. Do wtorku było lato. Owszem, wieczory zaczynają się zdecydowanie zbyt szybko i sprawiają, że człowiek ma ochotę włożyć najgrubszy sweter z szafy, jednak jeszcze w zeszłym tygodniu paradowała w letniej sukience, i to bez rajstop! Słońce, ciepło; no coś cudownego. Nie do pomyślenia na koniec września.
W środę zaczęła się jesień. Nagle zerwał się porywisty wiatr, słońce schowało się za grubą warstwą chmur, z których co chwilę sączyły się gęste krople. Patrząc za okno myślę tylko o tym, że gdy już w końcu dojadę do domu, poproszę C., żebyśmy po raz pierwszy rozpalili w kominku. Zawinę się w ciepły koc i obejrzymy razem film; bo własnie tak najlepiej wykorzystywać jesienne wieczory, prawda...?

Ciągle zaskakuje mnie, że pogoda może się tak bardzo zmienić z dnia na dzień. Tak niespodziewanie, bez ostrzeżenia. 
Cóż, na lato znów przyjdzie czekać nam długie, ciemne miesiące...

Dawno już nic wspólnie nie piekłyśmy. Tym razem dziewczyny zaproponowały wspólne gotowanie z jabłkami; w końcu to najlepszy na nie czas. Nie wahałam się ani chwili; pierwszy raz w tym roku zebrałam jabłka z własnej jabłonki, i byłam z nich niezwykle dumna. Nie mogłam ich wszystkich ot tak, po prostu zjeść. Szarlotka była jedyną opcją.

Przepis na jabłecznik z marcepanem znalazłam u Gosi. Wprost nie mogłam się oprzeć temu połączeniu! Już kiedyś próbowałam jabłek z marcepanem i wiedziałam, że to doskonale zgrany duet. I tym razem się nie zawiodłam.
Mięciutkie, ucierane ciasto mocno pachnące cytryną świetnie współgra z soczystą warstwą miękkich jabłek i marcepanową, delikatną pianką. Nuta cynamonu nadaje ciastu jesiennego charakteru i sprawia, że całość staje się pełnoprawną szarlotką. A może jabłecznikiem...? Chyba nigdy nie rozwikłam tajemnicy nazewnictwa ciast z jabłkami.

Słodkości z jabłkami znajdziecie również u Ani i Mirabelki.

Jabłecznik z marcepanem


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 22 cm)
  • 200 g miękkiego masła
  • 200 g cukru
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 4 jajka
  • 300 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
warstwa marcepanowa:
  • 1 jajko
  • 2 łyżki cukru
  • 100 g marcepanu
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
dodatkowo:
  • 700 g jabłek
Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w ósemki.

Masło utrzeć z cukrem i sokiem z cytryny na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu.
Mąkę przesiać z proszkiem, wymieszać. Dodawać partiami do masy maślano-jajecznej, miksując na najniższych obrotach miksera.

Masę przełożyć do formy wysmarowanej masłem, wyrównać. Na wierzchu ułożyć jabłka.

Białko ubić, pod koniec dodając cukier i mąkę.
Marcepan zmiksować z żółtkiem i cynamonem. Partiami dodawać bezę, delikatnie mieszając łyżką.
Masę marcepanową wyłożyć równomiernie na jabłka.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut, pod koniec przykrywając wierzch folią, gdyby ciasto za bardzo się rumieniło.
Ostudzić.

Smacznego!

Jesień jesienią, a żyć trzeba. Jutro mam zamiar upiec w domu swój pierwszy chleb na zakwasie. Bardzo Was proszę: trzymajcie kciuki!

wtorek, 3 marca 2015

Praktyki w piekarni. I kojąca szarlotka

Uff... Pracowicie mi ostatnio czas mija. Praktyki, szkoła, praca... W domu najchętniej bym tylko spała. Na szczęście dzisiaj w końcu trafiło się wolne popołudnie, i zamiast na spanie, postanowiłam przeznaczyć je na napisanie zaległego posta. Wyśpię się po śmierci, czy jakoś tak...

Do rzeczy więc: na praktyki wybrałam niedużą piekarnię po drugiej stronie ulicy. Przyznam się bez bicia, że elementem decydującym była lokalizacja - nie wiedziałam, na którą będę miała chodzić, a nie uśmiechała mi się godzinna podróż w okolicach drugiej nad ranem... Na szczęście okazało się, że wpół do szóstej jest godziną satysfakcjonującą dla właściciela, co oznacza, że otwierać oczęta musiałam raptem chwilę przed piątą. Mam w tym niejakie doświadczenie, więc choć łatwo nie było, dałam radę.
Piekarnia nie jest duża - raptem trzech piekarzy przygotowujących chleb i ciasta do dwóch sklepów. W zeszłym roku Erik odkupił sklep, gdyż poprzednia właścicielka po trzydziestu latach postanowiła udać się na zasłużoną emeryturę. Piekarnia jest jednak jeszcze starsza - nie mogłam ustalić dokładniej daty otwarcia, ale nastąpiło to około pięćdziesięciu lat temu. Wtedy do kompletu była jeszcze mleczarnia, która niestety nie wytrzymała konkurencji z dużymi dostawcami i trzeba ją było zamknąć.

Pracowałam z Lone, która skończyła tę samą szkołę, w której ja się teraz uczę. Opowiadała mi trochę o nauczycielach, rozmawiałyśmy o tym, co się zmieniło. Co najważniejsze jednak, zrobiłyśmy razem całe mnóstwo ciast. 
Plan dnia wyglądał mniej więcej tak samo - najpierw przygotowanie ciast do sklepu - wyjęcie z lodówek tego, co zostało z dnia poprzedniego, ułożenie na nowych tacach, uzupełnienie ciastami z zamrażarki. Gdy butik kusił już wszelkiego rodzaju słodkościami, pomagałam przy robieniu chleba - nauczyłam się składać bochenki, formować bułeczki, układać je ekonomicznie na blachach. Na końcu przygotowywałyśmy ciasta na zapas, czyli na przykład biszkopt i kremy do dziewięćdziesięciu tortów Othello (duńska klasyka - dwa biszkopty przełożone bitą śmietaną i kremem budyniowym oraz obłożone marcepanem; w naszej wariacji występował jeszcze dżem malinowy i pokruszone ciasteczka amaretti oraz kawałki ananasa jako dekoracja), na które była przecena w piątek. 

Muszę przyznać, że moje praktyki oceniam bardzo pozytywnie. Owszem, to naprawdę ciężka praca, ale również bardzo satysfakcjonująca. Choć to nie do końca to, co najbardziej mnie kręci, to mam już jakiś przedsmak i wiem, gdzie powinnam szukać stałych praktyk. Tutaj zniechęciła mnie powtarzalność i klasyczność - nie ma miejsca na nic innego, nowego. Poza tym większość kremów i ciast przygotowuje się z gotowych miksów, i rezultat jest taki, że ciasta są słodkie, ale ciężko wyczuć w nich jakikolwiek smak... Nudne są po prostu, niestety. 
Ludzie natomiast są wspaniali - Lone i panie z butiku mnie rozpieszczały jak mogły, nikt mnie nie stresował, nie denerwował się, gdy zrobiłam coś nie tak. Chwalono za to za najmniejsze drobiazgi, więc codziennie szłam tam z dużą dawką optymizmu. Na koniec nawet dostałam małego, czerwonego Hoptymistę - ludzika na sprężynie, którego Duńczycy wprost uwielbiają. Aż mi się łezka w oku zakręciła ostatniego dnia. A to przecież był tylko tydzień!

W domu w tym czasie piekłam niewiele - za dużo smakołyków przynosiłam ze sobą. Chciałabym się jednak podzielić przepisem na wyjątkowo pyszną szarlotkę, która umilała nam popołudnia jeszcze przed moimi praktykami.
Połączyłam w niej słodkie, orzechowe ciasto z pyszną masą jabłkową z nutą mandarynki (można użyć soku z pomarańczy). Całość wyszła słodziutka i obłędnie pyszna, szczególnie podawana na ciepło z gałką ulubionych lodów. To taki idealny comfort food, gdy pogoda robi nas w balona, obiecując wiosnę, a za chwilę sypiąc gradem; gdy ciągle chce się spać, a tyle jest do zrobienia; albo po prostu gdy mamy ochotę na coś słodkiego i pachnącego domem. 

Bazę do przepisu znalazłam u Doroty, ale sporo tam zmieniłam.

Orzechowo-mandarynkowa szarlotka

Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 100 g mielonych orzechów laskowych
  • 130 g cukru trzcinowego
  • 230 g zimnego masła

masa jabłkowa:
  • 1 kg jabłek
  • 100 g cukru
  • 100 ml soku z mandarynek
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

dodatkowo:
  • 3 łyżki bułki tartej
  • 2 łyżki cukru pudru

Jabłka obrać, pokroić w ćwiartki, wyciąć gniazda nasienne. Pokroić kawałki jabłek w cienkie plasterki. Umieścić je w garnku z cukrem i połową soku z mandarynek. Podgrzewać, aż owoce zmiękną.
Mąkę rozrobić w pozostałym soku, dodać do jabłek, dobrze wymieszać, zagotować. Zdjąć z palnika, przestudzić.

Mąkę przesiać do miski, wymieszać z proszkiem, orzechami i cukrem. Dodać masło, posiekać nożem, a następnie szybko zagnieść. Podzielić ciasto na pół, każdą część rozwałkować na wielkość formy. Jeden z okręgów zawinąć w folię spożywczą i schować do lodówki, drugi wyłożyć na spód tortownicy wysmarowanej masłem.

Spód podpiec w 180 st. C. przez 20 minut.

Następnie posypać go bułką tartą, wyłożyć jabłka, a wierzch przykryć pozostałym ciastem.

Piec w 180 st. C. przez 40-45 minut.
Ostudzić.

Przed podanie posypać cukrem pudrem.

Smacznego!

Jeśli czegoś Wam w tym wpisie brakowało - koniecznie dajcie znać. Z przyjemnością uzupełnię informację i odpowiem na Wasze pytania.

niedziela, 2 listopada 2014

Drożdżówka z jabłkami. I o tych, których już z nami nie ma

Gdy byłam mała, co roku jeździliśmy na cmentarze. Na ten dobrze znajomy, który często odwiedzałam z Babcią, gdzie leży mój Pradziadek. Nigdy go nie poznałam, zmarł długo przez moim urodzeniem; słyszałam za to o nim mnóstwo zwariowanych historii. Myślę, że bardzo bym go polubiła.
Jeździliśmy też do Siostry Babci, którą pamiętam jak przez mgłę. Jej twarz kojarzę bardziej ze zdjęć, na których trzyma mnie w ramionach, gdy miałam zaledwie kilka miesięcy. 
Odwiedzaliśmy też Brata drugiej Babci, i jego rodzinę - razem z żoną i synem zginął w wypadku samochodowym. To chyba największa tragedia w mojej Rodzinie, gdzie zostało wylanych mnóstwo łez. 

Z czasem grobów do odwiedzania przybyło. Moi Pradziadkowie, których łączyło coś niesamowitego. Babcia zmarła, a Dziadek, choć podobno był całkiem zdrów, odszedł zupełnie niespodziewanie tydzień później. Uważamy, że po stracie ukochanej kobiety pękło mu serce...
Mój ukochany Dziadek też dołączył do tego grona. On był mi z nich wszystkich najbliższy, to za nim tęsknię i jego wspominam najczęściej i najdłużej, zawsze z ogromną żałością, że odszedł tak szybko.

Dzisiaj mieszkam w Danii. Tu nie ma tradycji odwiedzania grobów najbliższych, a przynajmniej nie pierwszego listopada. Zamiast tego są urodziny mamy C., jest więc rodzinne spotkanie, obiad, mnóstwo śmiechu. I tylko ja zawsze mam taką trochę niewyraźną minę... 

Dzisiaj mam dla Was drożdżówkę. Pachnącą, maślaną. Idealną po powrocie do domu, gdy człowiek jest zziębnięty i stara się rozgrzać ze wszystkich sił. Można wtedy zaparzyć kubek ulubionej herbaty, oderwać kawałek drożdżówki, usiąść w ulubionym fotelu i podumać... 

Przepis znalazłam na blogu Gotuję, bo lubię, i od razu mi się spodobał. Bo wygląda na cudownie miękki i puszysty, i dokładnie taki jest. Pachnie cynamonem, a plasterki jabłek ukryte w cieście świetnie się z tym smakiem komponują. Taka drożdżówka, szczególnie jeszcze ciepła, ukoi ciało, ale również i duszę. A przynajmniej ja w to głęboko wierzę...

Odrywany chlebek jabłkowy

Składniki:
(na keksówkę 11x23 cm)
  • 600 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 250 ml letniego mleka
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 80 g cukru

dodatkowo:
  • 2 jabłka
  • 50 g masła
  • 50 g cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu

wierzch:
  • 2 łyżki mleka

Mąkę przesiać do dużej miski, po środku zrobić wgłębienie. Wkruszyć drożdże, wsypać 1 łyżeczkę cukru i wlać 100 ml mleka. Odstawić na 15 minut.
Masło rozpuścić i przestudzić.

Do wyrośniętego zaczynu dodać resztę cukru i mleka, wlać masło i wbić jajka. Zagnieść gładkie, nieco lepiące się ciasto.
Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Jabłka pokroić w plastry, wyciąć gniazda nasienne.
Masło rozpuścić i przestudzić, a cukier wymieszać z cynamonem.

Wyrośnięte ciasto, rozwałkować na pasek o szerokości 11 cm i grubości 5-7 mm, podsypując mąką. Posmarować masłem, obsypać cukrem z cynamonem. Pokroić na niezbyt szerokie paski. Na blacie układać w wieżę na przemian ciasto i plasterki jabłek. Ułożyć poziomo w wyłożonej papiere do pieczenia keksówce.
Odstawić na 20-30 minut do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto posmarować mlekiem.

Piec w 180 st. C. przez 40 minut.
Ostudzić w formie.

Smacznego!

Po zabieganym weekendzie dzisiaj odpoczywamy. Będziemy oglądać zaległe seriale, wyjdziemy tylko z psem na spacer, bo pogoda bardzo się już daje we znaki. Jest przeraźliwie zimno, wiatr przeszywa niemal do kości. Poważnie rozważam wyciągnięcie z zakamarków szafy zimowego płaszcza... Czy to już wypada...?

środa, 1 października 2014

Jesienne finansjerki z jabłkami

I mamy październik. Wrzesień minął sama nie wiem kiedy, zleciał w tym roku wyjątkowo szybko. Tyle rzeczy się wydarzyło, ale czas oczekiwania pomiędzy nimi zlał się w jedno. Czas pędzi nieubłaganie, zbliżając nas do nieuchronnych zmian. Niby jeszcze tyle czasu przede mną, ale co, jeśli minie tak szybko, jak wrzesień? Nawet się nie obejrzę, a będzie Halloween, zimny, ponury listopad, pierwszy śnieg, Mikołajki, kupowanie świątecznych krasnali, a wreszcie Święta i Nowy Rok. A potem już tylko malutki kroczek będzie dzielił mnie od rozpoczęcia nowego etapu w życiu... Czy jestem gotowa? Sama nie wiem. Trochę się boję, ale bardziej jestem podekscytowana. Bo to przecież będzie fantastyczna przygoda, prawda...? 
Mam nadzieję.

Niedawno był Dzień Jabłka, o którym dowiedziałam się z zaprzyjaźnionych blogów. Mam więc dla Was spóźnione (ale tak naprawdę na jabłka nigdy nie jest za późno, prawda...?), ale niezwykle pyszne finansjerki. Robiłam je już jakiś czas temu, z rabarbarem, białą czekoladą i migdałami. Smakowały niebiańsko! Każdy, kto ich spróbował, nie mógł się nachwalić. Postanowiłam więc je przerobić, na nieco bardziej pasujące do jesiennej aury. Są więc jabłka, orzechy i rodzynki (które można namoczyć w rumie - będzie jeszcze pyszniej!), zamknięte w mięciutkim, pachnącym cieście. Palone masło nadaje dodatkowej orzechowej nuty, i całość smakuje naprawdę bajecznie. Ciężko się od nich oderwać.

Można finansjerki przygotować w zwykłej formie na muffiny, powinno wtedy wyjść 10-12 sztuk.

Orzechowe finansjerki z jabłkami i rodzynkami

Składniki:
(na 6 sztuk)
  • 180 g masła
  • 100 g cukru
  • 155 g mąki pszennej
  • 60 g mielonych orzechów laskowych
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 jabłka
  • 6 białek
  • 50 g rodzynek

Rodzynki zalać wrzątkiem, odstawić.
Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w kostkę.
Mąkę przesiać, wymieszać z orzechami, proszkiem i solą.
Masło włożyć do garnuszka, podgrzewać na średnim ogniu, aż zbrązowieje i nabierze lekko orzechowego zapachu. Gorące wlać do mąki, dokładnie wymieszać.
Białka lekko ubić, partiami dodawać do ciasta, delikatnie mieszając.
Rodzynki odcisnąć, razem z jabłkami dodać do ciasta, delikatnie połączyć.

Formę na 6 finansjerek wysmarować masłem i wysypać mąką. Przełożyć do niej ciasto.

Piec w 180 st. C. przez 25 minut, do suchego patyczka.
Przestudzić w formie, a następnie wyjąć na kratkę i pozostawić do całkowitego ostudzenia.

Smacznego!

Finansjerki przygotowujemy na samych białkach, więc jeśli znudziły się Wam bezy, albo po prostu nie macie na nie akurat ochoty, polecam Wam te urocze maleństwa. Obiecuję, że się nie zawiedziecie.

środa, 10 września 2014

O wszystkim i o niczym. I szarlotka

Do napisania tego posta (a właściwie to jakiegokolwiek) zbierałam się już kilka dni, ale ciągle jakoś mi nie szło. W najlepszym razie dochodziłam do otwarcia strony i gapienia się w biały, pusty ekran... A często nawet tam nie udało mi się znaleźć.

Najpierw piątek, kiedy pół dnia piekłam bułeczki i ciasteczka na sobotę, na wieczór panieński siostry C. Bezlaktozowa i bezglutenowa dieta Connie zawsze jest dla mnie dużym wyzwaniem, tym razem jednak poszło gładko, a efekt przeszedł moje oczekiwania - dawno już nie usłyszałam tylu komplementów, i to w dodatku na temat czegoś tak prostego! Opowiem Wam o tym w innym poście, razem z przepisem na pyszne, kruche, orzechowe ciasteczka.
W sobotę więc balowałam na całego - wyszłam z domu o siódmej rano, wróciłam o wpół do trzeciej w nocy - a wierzcie mi, takie sytuacje nie zdarzają się często (właściwie to chyba nigdy...). Zabawy i śmiechu było co niemiara - pierwszy dzień spędzony sam na sam z rodziną C. uważam za niezwykle udany.
O wieczorze panieńskim też Wam opowiem, bo według duńskiej tradycji to cały dzień zabawy i wygłupów.

W niedzielę, co jasne, musiałam odespać i wypocząć.
W poniedziałek jakoś nie mogłam się w sobie zebrać do napisania choćby jednego sensownego zdania, a wczoraj byłam w szkole, i później jakoś tak... Czasu mi zbrakło.

W związku z tym dzisiaj, na osłodę, mam dla Was cudownie jesienne, naprawdę pyszne ciasto. Najpierw przygotowałam mój ulubiony kruchy spód z przepisu Michela Roux, później obrałam i pokroiłam jabłka, na końcu przygotowałam kisielową pianę. Złożyłam wszystko w całość i upiekłam. Wyszło wspaniale - szarlotka pachniała obłędnie, jabłka, których wcześniej nie poddusiłam, zachowały swoją jabłkową konsystencję, a jednocześnie zrobiły się przyjemnie miękkie. Kisielowa pianka doskonale osłodziła całość, poza tym jej różowy kolor dodał ciastu niewątpliwego uroku.
Jedyną wadą tej szarlotki jest fakt, że troszkę się rozpada przy krojeniu - niemniej smak zdecydowanie to wynagradza.

Jeśli lubicie niezbyt słodkie ciasta (tylko dwie łyżki i jedna łyżeczka cukru); takie, w które można się wgryźć (dosłownie), to to jest zdecydowanie coś dla Was.

Szarlotka z kisielową pianką

Składniki:
(na formę o średnicy 20 cm)

ciasto kruche:
  • 250 g mąki pszennej
  • 125 g miękkiego masła
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 łyżeczki soli

kisielowa pianka:
  • 1/2 opakowania kisielu żurawinowego (proszek)
  • 2 białka
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżki cukru

dodatkowo:
  • 750 g jabłek

Mąkę przesiać, wymieszać z solą i cukrem. Dodać masło, posiekać, a następnie rozgnieść palcami na kruszonkę. Wbić jajko, szybko zagnieść gładkie ciasto.
Uformować z ciasta kulę, zawinąc w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30-60 minut.

Po tym czasie 2/3 ciasta cienko rozwałkować, wyłożyć nim spód tortownicy i brzegi na wysokość 4-5 cm.
Ciasto nakłuć widelcem, wyłożyć papierem do pieczenia i wysypać kulkami do pieczenia.

Piec w 200 st. C. przez 15 minut.
Wyjąć ciasto z piekarnika, wyjąć z formy z kulki i papier.

Piec w 200 st. C. przez 10 minut.
Przestudzić.

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić w cienkie półksiężyce. Wyłożyć na przestudzone ciasto.
Białko z solą ubić na sztywną masę, pod koniec partiami dodając cukier i kisiel. Pianę wyłożyć na jabłka, na wierzch zetrzeć resztę ciasta.

Piec w 180 st. C. przez 40-50 minut, aż ciasto nabierze złotego koloru.
Ostudzić w formie.

Smacznego!

A teraz niecierpliwie czekam na przesyłkę, która tym razem nie ma zupełnie nic wspólnego z kuchnią. C. powiedział, że może to potrwać do czternastu dni - nie mam pojęcia, jak ja to wytrzymam!

piątek, 29 sierpnia 2014

Cobbler - co to takiego?

Ja tutaj ciągle na jesień narzekam, a tak naprawdę kilka ostatnich dni zaskoczyło nas śliczną pogodą. Na porannym spacerze z Ptysią musiałam zdjąć bluzę, tak było ciepło. Wczoraj C. ubrał znów krótkie spodnie, i podobno wcale nie zmarzł. W sumie to mu wierzę - sama chodziłam w koszulce z krótkim rękawem i grzałam się w promieniach południowego słonka. Ach, żeby tak mogło to potrwać trochę dłużej...
Zachęceni nieoczekiwanymi temperaturami, wybraliśmy się na dłuższy spacer. Wybór kierunku powierzyliśmy Ptysi, sami rozkoszowaliśmy się otaczającą nas zielenią. Psa zdecydowała, że idziemy nad jezioro - siedzieliśmy więc sobie na ławeczce tuż nad wodą, podczas gdy Ptysia dokazywała rozochocona naokoło. Mówię Wam, nie chciało się wracać do domu!

W końcu jednak trzeba było; po drodze znaleźliśmy prawdziwe skarby - dwa nowe jeżynowe miejsca (przydadzą się, bo w naszym stałym robi się pustawo), śliwę (kusi mnie ogromnie, choć jeszcze nie wymyśliłam, jak dostać się do rosnących na niej owoców), kilka jabłoni i gruszę uginającą się od owoców. To właśnie to ostatnie drzewo planuję niedługo napaść, mam bowiem kilka ciekawych przepisów z gruszkami w roli głównej, i chciałabym wypróbować je w tym sezonie.

Dzisiaj jednak będzie jeszcze jeżynowo. I trochę jabłkowo.
Kiedy przeczytałam o propozycji na wspólne przygotowanie cobblera, od razu się zainteresowałam. Nazwa gdzieś mi się kiedyś o uszy obiła, ale nie byłam pewna, co to dokładnie jest. Po wnikliwych poszukiwaniach okazało się, że to niesamowicie prosty deser, pełen owoców przykrytych kruchym lub półkruchym ciastem. Często robię owoce zapiekane pod kruszonką - prosto, szybko, a smakuje obłędnie. Pomyślałam sobie, że cobbler to taka troszkę inna wersja jednego z naszych ulubionych deserów. I miałam rację. Przygotowanie zajmuje nieco więcej czasu, bo po zagnieceniu ciasta trzeba je jeszcze rozwałkować i powykrawać kółka (lub dowolne inne kształty). Efekt jednak jest warty każdej poświęconej minuty (których nie ma znowu aż tak dużo) - cudownie soczyste, lekko kwaskowate owoce, a na wierzchu chrupkie krążki pachnącego ciasta. Do tego gałka lodów waniliowych lub jeżynowego sorbetu, i można odpłynąć z rozkoszy...

Przepis znalazłam w Den store dessert og bagebog, którą bardzo lubię za proste, ale ciekawe receptury i apetyczne zdjęcia. Wersja jeżynowo-jabłkowa bardzo przypadła mi do gustu. Do ciasta dodaje się przyprawę do piernika, deser więc pachnie już trochę jesiennie i wspaniale rozgrzewa. Idealny comfort food

Razem ze mną cobbler przygotowały Lejdi i Mirabelka.

Cobbler jeżynowo-jabłkowy

Składniki:
(na formę 20x25 cm)

ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • 125 g zimnego masła
  • 60 g cukru trzcinowego
  • 50 ml mleka

wypełnienie:
  • 2 jabłka
  • 400 g jeżyn
  • sok z 1/2 cytryny
  • 60 g cukru

dodatkowo:
  • 25 g masła
  • 2 łyżki cukru trzcinowego

Mąkę przesiać do miski, wymieszać z proszkiem, cukrem i przyprawą do piernika. Dodać masło, posiekać, a następnie szybko zagnieść. Dolać mleko, zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30 minut.

Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę. Wymieszać z sokiem z cytryny. Dodać jeżyny i cukier, delikatnie wymieszać.
Przełożyć owoce do formy, przykryć folią aluminiową.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.

Masło rozpuścić i przestudzić.
W tym czasie rozwałkować ciasto na grubość 5-8 mm, wykrawać szklanką koła.

Wyjąć formę z piekarnika, ułożyć ciasto na owocach. Posmarować masłem, posypać cukrem.

Piec w 180 st. C. przez 25-30 minut, aż ciasto się zrumieni.
Wyjąć z piekarnika, przestudzić 10 minut.
Podawać ciepłe.

Smacznego!

Ja chyba trochę za cienko rozwałkowałam ciasto, bo wyszło mi za dużo krążków w stosunku do owoców. Można więc zwiększyć ilość jeżyn i jabłek, rozwałkować ciasto grubiej, lub, tak jak ja, upiec pozostałe ciasteczka na blasze. Znikają równie szybko, co cobbler.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Psia depresja i niemal dietetyczna szarlotka

Moja psa ma depresję i syndrom Klusi. A ja nie jestem psim psychologiem, i nie mam pojęcia, jak ją pocieszyć.
Pisałam ostatnio, że C. wrócił do pracy. Choć na początku było mi troszkę dziwnie, szybko się z tym pogodziłam i zagospodarowałam czas wolny - pisanie bloga, czytanie, ćwiczenia, pieczenie, miały być długie spacery z Ptysią w słoneczne dni... I tutaj zaczyna się problem. Moje puchate stworzenie spacerów dłuższych niż dwieście metrów odmawia (chyba boi się, że C. wróci w tym czasie do domu, a jej tam nie będzie), czas spędza albo na moich kolanach, a jak tylko wstaję, chowa się pod kanapą, i muszę się uciekać do naprawdę skomplikowanych podstępów, żeby ją stamtąd wyciągnąć.
W dodatku złapała syndrom Klusi, czyli robi wszystko w zwolnionym tempie. Kluseczka to psa moich Rodziców, bardzo ją kochamy, ale potrafi doprowadzić człowieka do rozpaczy. Ptysia w swoje spacerowe szelki wskakuje, Klusia, hmm... Podnosi jedną łapkę, pozwala sobie założyć połowę szelek. Myśli. Stawia łapkę na ziemi. Myśli nieco dłużej. Podnosi drugą łapkę, szelki są założone. Klusia myśli. Stawia łapkę, myśli jeszcze trochę, po czym statecznym krokiem rusza do drzwi. W tym czasie można z Ptysią załatwić cały spacer. 

Macie czworonogi? Jak radzicie sobie z ich tęsknotami?

A teraz przejdźmy już do jedzenia - Ptysi nie pomoże, ale mi owszem. 
Jest to pierwsze ciasto, które upiekłam w tym roku, na sam koniec stycznia. Miałam sporo jabłek, i ogromną chęć na coś słodkiego. Szukałam, szukałam, aż w gazetce Pieczenie jest proste, nr 2/2013, znalazłam.
I teraz uprzedzam - słowo niemal jest tutaj kluczowe. Bo szarlotka obiektywnie dietetyczna nie jest, ale stosunkowo jak najbardziej. W porównaniu do większości ciast na blogu, to jest niemal bezgrzeszne. A żeby jeszcze bardziej je odchudzić, można zamiast maki pszennej zwykłej użyć pełnoziarnistej, która zresztą była podana w oryginalnym przepisie, a której ja w domu nie miałam. Można też zrezygnować z marcepanu, czyli najbardziej kalorycznej części, ale jest tak pyszna, że akurat tego kroku nie polecam. Bardzo oryginalne kruche ciasto na miodzie, lekko karmelowe jabłka i wyjątkowo delikatna marcepanowa kratka - całość współgra ze sobą doskonale, i u nas zniknęła w tempie co najmniej niedietetycznym. Ale skoro spodnie zrobiły się jakby lekko luźniejsze, to nagroda się należy, prawda?

Szarlotka z marcepanem

Składniki:
(na formę 25x25 cm)

ciasto:
  • 185 g mąki pszennej
  • 100 g zimnego masła
  • 50 g miodu
  • 2 żółtka

masa jabłkowa:
  • 1 kg jabłek
  • 30 g masła
  • 30 g ciemnego brązowego cukru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu

kratka:
  • 2 białka 
  • 1 jajko
  • 200 g marcepanu

Mąkę przesiać do miski, posiekać z masłem. Dodać miód i żółtka, szybko zagnieść ciasto. Schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić w niezbyt cienkie półksiężyce.
W szerokim garnku rozgrzać masło, wsypać cukier i cynamon. Gdy cukier się rozpuści, dodać jabłka, dobrze wymieszać. Dusić pod przykryciem przez 10 minut. Przestudzić.

Ciasto wyjąć z lodówki, rozwałkować na kwadrat o boku 25 cm. Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia, na to wyłożyć ciasto. Nakłuć ciasto widelcem.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut. 
Przestudzić.

Marcepan utrzeć z jajkiem na gładką masę. 2 białka ubić na sztywno, wymieszać z masą marcepanową. Masę przełożyć do rękawa cukierniczego z dużą końcówką w kształcie gwiazdki.

Na przestudzony spód wyłożyć równomiernie jabłka, na wierzch wycinąć kratkę z masy marcepanowej.

Piec w 180 st. C. przez 20-25 minut, aż kratka nabierze złotego koloru.
Ostudzić.

Smacznego!

Moja kratka wyszła, niestety, troszkę nieforemna. Masa była odrobinę za rzadka - najwyraźniej użyłam zbyt dużych jajek. Polecam więc małe lub średnie, nie duże, wtedy kratka będzie prezentowała się znacznie zgrabniej.

piątek, 31 stycznia 2014

Happy birthday to You!

Mój blogu kochany!
Wczoraj, zaledwie trzydzieści pięć minut po północy, Pożeraczka skończyła trzy latka. Hmm... Ani dużo, ani mało, tak w sam raz. Chyba właśnie na tyle się czuje - jeszcze daleko jej do ideału, jeszcze nie znalazła swojej ostatecznej formy, dużo pracy przed nią, ale także mnóstwo radosnych chwil, cała masa odkryć i tych pierwszych razów. Ma już jednak odrobinę doświadczenia, wiec, co, jak i z czym, zna swoje miejsce, ale też ma swoje miejsce w blogosferze, z czego ogromnie się cieszę.
Nie będzie mnóstwa podsumowań i postanowień. Zamiast tego chciałabym podziękować czytelnikom Pożeraczki - za to, że są, szczególnie, kiedy mnie nie ma. To Wy trzymacie ją przy życiu, pomagacie się jej rozwijać, sprawiacie, że jest coraz lepsza, dojrzalsza.
Że ja lubię ją coraz bardziej.

Rok temu obiecałam tort - i jest. Moja wielka niespodzianka - zrobiony specjalnie z myślą o tych urodzinach. Zabójczo słodki, niesamowicie pyszny. Niezbyt trudny w przygotowaniu, choć dość czasochłonny. No i wygląda wspaniale - bardzo jestem zadowolona z dekoracji, wyszła dokładnie tak, jak sobie zamarzyłam.

Jest więc, tradycyjnie już, biszkopt rzucany, który udaje się zawsze. Mój tylko z trzech jajek, ale można zrobić z pięciu - łatwiej da się przekroić na trzy części. Jeśli jednak zrobicie taki malutki jak mój, można go przekroić tylko na pół, na spód dać masę jabłkową, na to krem, i przykryć drugą częścią.
Biszkopt nasączyłam alkoholem wymieszanym z sokiem z cytryny - żeby nieco wyostrzyć i przełamać słodki smak kremu. W środku bowiem znajduje się bajecznie pyszna masa kajmakowa na bazie ricotty - dużo lżejsza niż taka na mascarpone, choć nic nie stoi na przeszkodzie, żeby użyć właśnie tego serka. Delikatna, puszysta, słodka. Pycha!
Na to prażone jabłka, które wspaniale współgrają ze smakiem tortu, nieco go ożywiając. Na wierzch krem maślany na bazie bezy szwajcarskiej - lżejszy niż tradycyjny maślany, ale też dość czasochłonny. Robiłam go kiedyś bez Wally'ego, ciężka to była praca... Ale efekt wynagradza wszystko - idealny do zdobień, znakomicie trzyma formę swoją i ciasta.
Najbardziej jestem zadowolona z jabłek w karmelu. Miałam na takie ochotę od dawna, a małe jabłuszka prezentują się w tej formie zachwycająco! Nie można się do nich nie uśmiechnąć... Ich przygotowanie nie jest tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać, a efekt jest piorunujący. Przepis z Moich wypieków.

Tort polecam bardzo, na urodziny nie tylko blogowe - jest pyszny, a przez swoją słodycz bardzo podzielny - ja nie dałabym rady dokładce...

Tort kajmakowo-jabłkowy


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

biszkopt:
  • 3 jajka
  • 120 g cukru
  • 70 g mąki pszennej
  • 30 g mąki ziemniaczanej
krem kajmakowy:
  • 200 ml śmietany kremówki (38%)
  • 150 g sera ricotta
  • 160 g masy kajmakowej z puszki
  • 3 listki żelatyny
masa jabłkowa:
  • 700 g jabłek
  • sok z 1/2 cytryny
  • 65 g cukru
  • 3 listki żelatyny
poncz:
  • sok z 1/2 cytryny
  • 50 ml wódki karmelowej
krem maślano-kajmakowy na bezie szwajcarskiej:
  • 260 g miękkiego masła
  • 3 białka
  • 205 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 160 g masy kajmakowej z puszki
jabłka w karmelu:
  • 6 małych jabłuszek
  • 250 g cukru
  • 50 ml wody
  • 20 g miodu
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • odrobina czerwonego barwnika spożywczego w paście
Mąki przesiać, wymieszać.
W dużej misce ubić białka na sztywną pianę, pod koniec partiami dodając cukier. Po jednym wbijać żółtka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Na końcu po łyżce wsypywać mąkę, miksując na najniższych obrotach miksera.

Masę przełożyć do formy z dnem wyłożonym papierem do pieczenia. Wyrównać wierzch.

Piec w 160 st. C. przez 30-35 minut, aż do suchego patyczka.
Wystudzić w zamkniętym piekarniku.

Ostudzony biszkopt przekroić w poziomie na 3 części.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.

Ricottę zmiksować z kajmakiem na gładką masę. 3 listki żelatyny rozpuścić, wymieszać z masą kajmakową. Wstawić do lodówki na 10-15 minut do lekkiego stężenia.
Kremówkę ubić na sztywno, delikatnie wymieszać z masą kajmakową.

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę. 
W garnku skarmelizować cukier z sokiem z cytryny, dodać jabłka. Gotować pod przykryciem 15-20 minut, aż większość jabłek się rozpadnie, ale niektóre pozostaną w kawałkach. Dodać pozostałe 3 listki żelatyny, dobrze wymieszać, ostudzić.

Sok z cytryny wymieszać z wódką.

Na paterze ułożyć pierwszy blat biszkoptu, otoczyć obręczą tortownicy, nasączyć 1/3 ponczu. Wyłożyć krem karmelowy, przykryć drugim blatem, nasączyć 1/2 pozostałego ponczu. Na ciasto wyłożyć masę jabłkową, przykryć ostatni blatem, nasączyć pozostałym ponczem. Wstawić do lodówki do zastygnięcia - na około 30 minut.

W tym czasie przygotować krem maślany.
Białka z cukrem i solą umieścić w dużej misce. Miskę ustawić nad kąpielą wodną, mieszać białka trzepaczką, aż cukier się rozpuści. Jeśli mas zbytnio się zagrzeje, zestawić i przestudzić.
Gdy cukier całkowicie się rozpuści, ubijać białka na najwyższych obrotach miksera, aż staną się sztywne i lśniące, i całkowicie ostygną - około 10 minut. Po tym czasie po kawałeczku dodawać masło, cały czas miksując. Pod koniec masa będzie wyglądać na zważoną - tak ma być. Na końcu dodać kajmak, dobrze całość zmiksować.

Przygotować jabłka w karmelu.
Cukier, wodę, miód, ekstrakt i barwnik umieścić w garnuszku. Podgrzewać, aż karmel osiągnie temperaturę 137 st. C. Zdjąć z ognia, zanurzać w nim jabłuszka, odkładać do zastygnięcia na papier do pieczenia.
Gdyby karmel zbyt szybko zastygł, ponownie lekko podgrzać.

Tort obłożyć kremem, udekorować kremem i jabłuszkami w karmelu.

Smacznego!

Ostatni rok minął bardzo szybko, sama nie wiem kiedy... Ciekawe, o czym będę pisać w kolejne urodziny Pożeraczki...?

sobota, 23 listopada 2013

Czy to jeszcze sezon na jabłka...?

Bo ja już sama nie wiem... Choć doskonale zdaję sobie sprawę, że jabłka to jesienne owoce, w dzisiejszym świecie pełnym wybryków niekoniecznie natury są dostępne cały rok. Ba! Nie tylko dostępne, ale też pyszne. Sezon zszedł na dalszy plan, i niemal już nikt poza kulinarnymi blogerami i innym na punkcie jedzenia zafiksowanymi osobami, nim sobie głowy nie zawraca. Smutne to troszeczkę...

Jakiś czas temu dostałam spory worek jabłek od Brata C., z jego ogrodowej jabłonki. Trochę kwaśne, raczej twarde, nieco obite. Smaczne, ale bez większego zachwytu świeże. Do ciast - idealne. Właśnie one zmotywowały mnie do przygotowania tego wyjątkowego ciasta.
Jabłecznik ten u Oli znalazłam wieki temu (no dobra, ponad miesiąc. Ale w tempie, w jakim kolekcjonuję nowe przepisy, miesiąc wydaje się być niemal wiecznością, w której tak łatwo zgubić czy zapomnieć o niesamowitych pysznościach) i wiedziałam, że będę musiała go upiec. Pełen jabłek, które uwielbiam. Z budyniem cynamonowym, a takiego jeszcze nie jadłam. Wszystko zamknięte w dwukolorowym cieście, z którym nawet ja dałam sobie radę bez problemu.

C. stwierdził, że to ciasto jest zupełnie inne od tych, które zazwyczaj piekę. Na ciepło pochłonął dwa spore kawałki, i to tylko dlatego, że więcej nie pozwoliłam. Spróbujcie, u Was też zniknie błyskawicznie.

Jabłecznik z budyniem cynamonowym

Składniki:
(na formę 24x24 cm)
  • 4 jajka
  • 270 g mąki pszennej
  • 180 g masła
  • 150 g cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki mleka

nadzienie:
  • 3 jabłka
  • sok z 1/2 cytryny

budyń:
  • 2 opakowania budyniu waniliowego (każdy na 500 ml mleka)
  • 700 ml mleka
  • 25 g cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu

dodatkowo:
  • 2 łyżki cukru pudru

Przygotować budyń: 550 ml mleka zagotować, w reszcie dokładnie rozpuścić budyniowy proszek, wymieszać z cukrem i cynamonem. Powoli wlewać mieszankę do gotującego się mleka, cały czas mieszając. Gotować jeszcze chwilę, zdjąć z palnika, przestudzić.

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę. Skropić sokiem z cytryny.

Masło rozpuścić i przestudzić.
Jajka z cukrem i cukrem waniliowym ubić na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać masło, cały czas miksując. Partiami dodawać mąkę wymieszaną z proszkiem.

Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia, brzegi wysmarować masłem.

Wyłożyć do formy połowę ciasta. Na cieście równomiernie rozłożyć jabłka, na nich rozsmarować budyń. Do pozostałego ciasta dodać kakao i mleko, zmiksować. Ciasto kakaowe wyłożyć na budyń.

Piec w 180 st. C. przez 45-55 minut.
Ostudzić przed podaniem.

Smacznego!

Tak sobie myślę, że ta pozasezonowość jabłek jest jednak dobra. Tak bardzo je lubię, że straszliwie bym za nimi tęskniła. Chyba jeszcze bardziej niż za truskawkami i rabarbarem...

poniedziałek, 17 września 2012

Wspólne pieczenie - szarlotka i jej podobne twory

Dziś znów wspólne pieczenie. Jak już wielokrotnie wspominałam - bardzo to lubię i za każdym razem ogromnie się cieszę, kiedy mogę coś przygotować w tak wspaniałym towarzystwie. Tym razem z Lejdi, MaggieMirabelkąEmmą i Chantel zdecydowałyśmy się na szarlotkę, jako że sezon na jabłka w pełni.

Myślałam, że długo będę szukać przepisu, który mnie zainteresuje, ale kiedy otworzyłam na pierwszej stronie gazetkę Pieczenie jest proste, nr 5/2010, moim oczom ukazała się wspaniała tarta. Właściwie taki wzbogacony o orzechy apple pie, bo całość jest przykryta płatem kruchego ciasta. W oryginale byłą jeszcze warstwa makowa, ale jakoś tak... Nie było nam po drodze tym razem. Zrobiłam więc po swojemu.
Ciasto przygotowałam ze sprawdzonego wcześniej przepisu, bo chciałam upiec ciasto w mniejszej formie niż zalecana 26 cm. Ilości masy orzechowej jednak nie zmniejszyłam, a ilość jabłek tylko odrobinę - idealnie zmieściły się na powierzchni tarty. Całość współgra ze sobą doskonale - cynamonowe, soczyste jabłka, orzechowa, ale nieco inna za sprawą rumu masa jest przepyszna, a do tego kruche ciasto, którego pierwszy chyba raz w życiu nie podpiekłam przed pieczeniem, i w niczym mu to nie zaszkodziło - tak samo chrupkie jest na spodzie, jak i na wierzchu.
Najlepsze jeszcze ciepłe, z kulką lodów waniliowych.

Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co też dziewczyny przygotowały...

Tarta z jabłkami i orzechami


Składniki:
(na formę do tarty o średnicy 20 cm)

ciasto:
  • 130 g mąki pszennej
  • 40 g mąki ziemniaczanej
  • 25 g cukru
  • 85 g zimnego masła
  • 1 jajko

nadzienie orzechowe:
  • 125 g zmielonych orzechów laskowych
  • 100 ml mleka
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżka ciemnego rumu

nadzienie jabłkowe:
  • 500 g jabłek
  • 40 g cukru
  • 25 g rodzynek
  • 1/2 łyżeczki cynamonu

dodatkowo:
  • 1 łyżka cukru pudru

Mąki przesiać do miski, wymieszać z cukrem. Dodać masło, dokładnie posiekać. Wbić jajko, szybko zagnieść gładkie ciasto. Uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1-2 godziny.

Mleko zagotować, wsypać cukier i orzechy, wlać rum. Pogotwać jeszcze chwilę, cały czas mieszając. Ostudzić.
Jabłka obrać, pozbawić gniazd nasiennych, pokroić w ósemki. Włożyć do garnka z cukrem, rodzynkami i cynamonem, prażyć przez 5 minut. Wystudzić.

2/3 schłodzonego ciasta rozwałkować na kształt koła nieco większego od formy. Formę posmarować masłem, wyłożyć ciastem, formując brzegi. 
Na ciasto wyłożyć równomiernie masę orzechową, a na niej jabłka razem z sokiem, którym puściły przy gotowaniu.
Resztę ciasta rozwałkować, przykryć jabłka, dokładnie zlepiając brzegi ciasta.

Piec w 175 st. C. przez 50-60 minut.
Wierzch oprószyć cukrem pudrem.
Podawać ciepłe lub wystudzone.

Smacznego!

A dzisiaj... Dzisiaj, moi drodzy, przeprowadzam kuchenny eksperyment. Czy coś z tego wyjdzie jeszcze nie wiem, ale jeśli tak, już niedługo podzielę się efektami.

niedziela, 2 września 2012

Ciasto ze śliwkami...? Bez śliwek. Z jabłkami

Dziewczyny postanowiły upiec ciasto ze śliwkami i czekoladą. Kiedy przeczytałam przepis, wiedziałam, że to będzie coś pysznego. Kawałki soczystych owoców zanurzone w mięciutkim, aromatycznym cieście, do tego posiekana czekolada, rozpływająca się w ustach, kiedy ciasto jest jeszcze ciepłe... Ślinianki od razu zaczęły mi pracować intensywniej. Wczoraj przejrzałam zawartość szafek, i wybrałam się po zakupy w celu nabycia składnika najważniejszego - śliwek. Hmm... W jednym sklepie - nie ma. W kolejnym - też nie. Co to ma być? Przecież jesień za pasem, sezon na śliwki w pełni. Niepocieszona, nabyłam kilogram truskawek, i ruszyłam do domu zastanawiając się, co ja teraz biedna mam zrobić. Zrezygnować z pieczenia...? Ale przecież na stronie BBC Good Food wyglądało tak dobrze... Kiedy przekroczyłam próg mieszkania i zerknęłam na stolik w salonie nagle mnie natchnęło. Zielona miska pełna jabłek okazała się znakomitym rozwiązaniem. Czekolada, orzechy, jabłka zamiast śliwek...? Dlaczego nie? Będą przecież pasować idealnie.
I nie pomyliłam się. Ciasto wyszło cudowne - soczyste i wilgotne dzięki owocom, dość ciężkie, intensywnie kakaowe (od siebie dałam kakao do masy), z niesamowitym orzechowym aromatem. Ilość cukru w oryginale - 175 g - wydała mi się nieco przesadzona. Na szczęście zmniejszyłam ją niewiele - ciasto wcale nie jest słodkie, raczej wytrawnie czekoladowe. Nie ma przeciwwskazań, żeby cukru dosypać nieco więcej (szczególnie, jeśli jak ja, zdecydujecie się na dodatek gorzkiego kakao), lub upieczone już ciasto posypać cukrem pudrem. Ja swoje podałam z lodami orzechowymi, które jeszcze bardziej uwydatniły orzechowy smak. W każdej wersji będzie pyszne - mówię Wam!

Przepis znalazła Malwinna, na wspólne pieczenie dały się namówić jeszcze Maggie i Dobromiła
Na szczęście Dziewczyny są wyrozumiałe, zgodziły się zaakceptować moje zmiany. Od długiego już czasu z nimi piekłam, tym bardziej ucieszyła mnie ta możliwość. Uwielbiam ten rytuał - kiedy wszystkie pichcimy w swoich kuchniach to samo ciasto - lub jedynie zainspirowane jakimś przepisem czy składnikiem - myśląc o pozostałych, zastanawiając się, co też reszta wyjmie ze swoich piekarników. Niech żyje wspólne pieczenie!

Orzechowe ciasto z jabłkami i czekoladą


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)
  • 175 g miękkiego masła
  • 150 g jasnego brązowego cukru
  • 3 jajka
  • 175 g mąki pszennej
  • 175 g zmielonych orzechów laskowych
  • 25 g kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 4 jabłka
  • 50 g ciemnej czekolady (70%)
  • 15 g orzechów laskowych

Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu.
Mąkę przesiać z kakaem, wymieszać ze zmielonymi orzechami, proszkiem i sodą. Partiami dodawać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach miksera.
Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki, pozbawić gniazd nasiennych. 2,5 jabłka pokroić w kostkę. Pozostałe 6 ćwiartek naciąć w kratkę.
Czekoladę posiekać.

Do masy dodać pokrojone jabłka i czekoladę, dokładnie wymieszać łyżką.
Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia, brzegi posmarować masłem. Wyłożyć masę, na wierzchu ułożyć ćwiartki jabłek, posypać posiekanymi orzechami.

Piec w 180 st. C. przez 50-65 minut.
Wystudzić na kratce.

Smacznego!


Słodkie lenistwo na całego - trzy dni wolnego to czysta rozpusta. W związku z tym sporo czasu spędzam w kuchni - nie wiem, kiedy znów będę miała na to czas... Próbuję się więc napiec na zapas - nie wiem tylko, kto to wszystko zje...

czwartek, 15 grudnia 2011

Sposób na smętne jabłka

Miałam w domu jabłka. Na początku były jędrne i soczyście zielone - moje ulubione. Później powoli skórka zaczęła im się marszczyć, zmiękły i straciły nieco na chrupkości. Kolor im jakoś przybladł, i nikt już nie miał na nie ochoty. Mimo ostatnio permanentnego braku czasu (bynajmniej nie z powodu zabiegania przedświątecznego), sięgnęłam na półkę po pozycje o jabłkach traktujące. W końcu w gazetce Pieczenie jest proste nr 4/2008 znalazłam niezwykle interesujący przepis. Nie mam pojęcia, ile ma wspólnego z Hiszpanią, i czy jakakolwiek Hiszpanka piekła kiedyś ciasto według podobnego przepisu. 
Pokrojone w kostkę jabłka zanurzone w kakaowym cieście, z dodatkiem aromatycznego cynamonu i chrupiących orzechów, a całość zwieńczona odrobiną białej czekolady. Czyż nie brzmi kusząco...? Dla mnie zabrzmiało, więc czym prędzej ruszyłam do kuchni. Przygotowanie nie jest trudne, więc raz dwa ciasto było w piekarniku. Po 40 przepisowych minutach patyczek wbity w środek był suchy - dla pewności piekłam jeszcze 5. Smak ciasta przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Rum jest dość mocno wyczuwalny (całe 125 mililitrów!) i nadaje całości specyficznego aromatu. Niezwykle wilgotne dzięki ogromnej ilości jabłek - ledwo udało mi się je wymieszać z ciastem - ale nie zakalcowate. Wyborne! Smakowało wszystkim, i zniknęło w ciągu jednego popołudnia! Polecam - naprawdę warte spróbowania. A podczas pieczenia po domu rozchodzi się taki jakby świąteczny zapach...

Wczoraj też piekłam z Czarną biszkopt. Zazwyczaj, kiedy coś robię w kuchni, lubię być sama. Moi Panowie to szanują i nie wchodzą mi wtedy w drogę - nagradzani są efektami mojej pracy. Czarna jednak stwierdziła, że chce pobyć ze mną w kuchni - więc się zgodziłam. Choć wykazała się drobnymi lukami w wiedzy podstawowej (jak wsypiesz od razu całą mąkę, to opadnie; nie otwieraj piekarnika! Opadnie!), to i tak poszło nam całkiem nieźle, a biszkopt jest ogromny i puszysty. Po południu będziemy zmieniać go w tort - mam nadzieję, że z tak samo dobrymi efektami.

Póki co - szarlotka być może hiszpańska.

Szarlotka hiszpańska


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 26 cm)
  • 200 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 4 jajka
  • 200 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 4 jabłka
  • 125 ml ciemnego rumu
  • 80 g orzechów laskowych

dodatkowo:
  • 80 g białej czekolady
  • 2 łyżki śmietany kremówki (38%)

Mąkę przesiać do miski z proszkiem do pieczenia i kakao, wsypać cynamon i wymieszać.
Jabłka obrać, wykroić gniazda nasiennie i pokroić w kostkę. Zalać połową rumu.
Orzechy posiekać.

W większej misce utrzeć masło z cukrem na puszystą masę. Po jednym wbijać jajka, dokłądnie miksując po każdym dodaniu. Partiami wsypywać mąkę, ucierając na najniższych obrotach miksera. Wlać resztę rumu, połączyć. Wsypać orzechy i jabłka razem z rumem, w którym się moczyły. Dokłądnie wymieszać łyżką.

Masę przełożyć do tortownicy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Wyrównać powierzchnię łyżką.

Piec w 180 st. C. 40-45 minut, aż do suchego patyczka.
Ostudzić w formie.

Czekoladę z kremówką rozpuścić w kąpieli wodnej. Szprycą lub łyżeczką ozdobić wierzch ciasta.

Smacznego!

W poniedziałek i wtorek prąd robił nam psikusy - najpierw wysiadł na półtorej godziny, później na niecałe trzy. Na szczęście wczoraj, podczas pieczenia, wykazał się zrozumieniem i powagą, i pozwolił biszkoptowi ładnie urosnąć bez niespodzianek. 
Minusem braku prądu okazał się brak ciepłej wody, plusem - popołudniowa drzemka, bardzo przyjemna i relaksująca. Mimo wszystko mam nadzieję, że podobne sytuacje będą jak najrzadsze.