czwartek, 16 lipca 2015

Clafoutis: czyli skoro francuski, to nawet zakalec zrobi furorę

Kuchnia francuska ma w sobie coś takiego, że na samą myśl o niej prostujemy się przy stole, przyciągamy do siebie łokcie i dystyngowanie posługujemy się nożem i widelcem. Nawet o niej rozmawiać nie wypada, trzymając nogi na stole. Francja, a szczególnie Paryż, to miejsce nie tylko niezwykle romantyczne (która z nas choćby przez moment nie marzyła o oświadczynach na szczycie wieży Eiffela...?), ale również niemal onieśmielająco eleganckie. Obcować z artystami i sztuką można tam na każdym rogu, a kiedy myślimy o arystokracji, zaraz przychodzą nam do głowy Francuzi. Język francuski to nie tylko język miłości, ale też sfer wyższych. Czy można oprzeć się tej magii...? Nie sądzę.

Sama marzę o wyjeździe do Paryża i Prowansji, chciałabym obejrzeć zamki nad Loarą i przespacerować się ulicami w Arles, którymi chadzał van Gogh. Być może kiedyś moje marzenia się spełnią... Póki co, do Francji przenoszę się kulinarnie, gdyż takie podróże dostępne są dla każdego.

Tym razem sięgnęłam po clafoutis, czyli, mówiąc po polsku i dosadnie, zakalec najwyższej klasy. Tylko Francuzi potrafią przekuć coś takiego w danie narodowe, i w dodatku przekonać cały świat o jego wspaniałości. Dzisiaj clafoutis nie dziwi nikogo, wszyscy rozkoszują się tym oryginalnym smakiem, nie wymawiając jednak głośno słowa zakalec w obecności pani domu.

Sama miałam lekkie obawy przed przygotowaniem tego deseru, ale gdy padła propozycja wspólnego gotowania, gdzie główną rolę grałyby wiśnie, od razu pomyślałam o tym francuskim smakołyku. Z racji, że w Danii wiśnie są niedostępne, a szkoda mi otwierać słoików, gdy na straganach piętrzą się świeże, pachnące owoce, użyłam czereśni. Nie jest to aż tak duże odstępstwo od oryginału; większą zbrodnią wydaje się wydrylowanie owoców. Tradycyjnie bowiem wiśnie zapieka się z pestkami, co ma nadać ciastu przyjemnie migdałowego aromatu. Ze względu na bezpieczeństwo przy spożywaniu posiłku i zażyłość, jaką czuję ze swoim uzębieniem, czereśnie brutalnie pozbawiłam pestek, i w tej formie zalałam ciastem.
Muszę przyznać, że na efekty czekałam z duszą na ramieniu. Na szczęście okazało się, że Francuzi wiedzą, co robią, i to ciasto-deser smakuje naprawdę wybornie. Oszukałam lekko, dodając ekstrakt migdałowy, dzięki czemu pachnie wspaniale; poza tym aromat migdałowy doskonale komponuje się z czereśniami. Nie za słodkie, bardzo delikatne, oryginalne w strukturze - zdecydowanie zaspokajające głód na Francję.

Bazowałam na przepisie Blondynki, ale co nieco w nim zmieniłam.

Wiśniowe smakołyki przygotowały również Mirabelka, Mops i Panna Malwinna, koniecznie do nich zajrzyjcie!

Migdałowe clafoutis z czereśniami

Składniki:
(na formę o średnicy 20 cm)
  • 175 g mąki pszennej
  • 50 g cukru
  • 200 ml mleka
  • 100 ml śmietany kremówki (38%)
  • 1 łyżeczka ekstraktu z migdałów
  • 3 jajka
dodatkowo:
  • 500 g czereśni
  • 50 g cukru
  • 1 łyżka cukru pudru
Czereśnie wydrylować, przełożyć do miski, zasypać 50 g cukru i odstawić na 30 minut.

Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem.
Jajka roztrzepać z ekstraktem. Dodać do mąki, dokładnie wymieszać. Powoli wlewać kremówkę z mlekiem, dokładnie mieszając. Ciasto ma być jednolite, bez grudek.

Formę wysmarować masłem. Na dno wysypać czereśnie, polać powstałym sokiem. Na wierzch wylać ciasto.

Piec w 180 st. C. przez 40 minut.
Przestudzić.

Podawać letnie lub na zimno, przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

Przepis dodaję do akcji Mirabelki W wiśniowym sadzie.

W wiśniowym sadzie 2015

15 komentarzy:

  1. O jejku, ale bym zjadła całość, ale w sumie okruszkami też nie wzgardzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajna nazwa niezwykle trafna z tym zakalcem; ja kiedyś dawno też robiłam z tymże mi chyba za bardzo zakalcowate wyszło o ile może być jeszcze bardziej ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. o jaaaaaaaaaa ale pięknie wygląda to ciasto aż bałabym się zjeść że już go nie będzie :) na pewno zrobię pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam to ciacho a wieki go nie piekłam. Narobiłaś mi smaka :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko rozmarzyłam się czytając twój post o Francji :)
    Chętnie bym wybrała się z kawałkiem tego zacnego zakalca do Paryża! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ wyrósł. Ja też robiłam ostatnio clafouris, ale wyglądał nieco inaczej, nie urósł tak i był, z tego co widzę u Ciebie, większym zakalcem; D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie robiłem, ale mam wrażenie, że bardzo by mi posmakował więc chyba muszę się do niego zabrać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. wygląda idealnie :) coś pysznego!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jadłam, ale mi średni posmakowało, muszę przyznać jednak, że Twoje wygląda wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój pierwszy clafoutis był własnie z wiśniami,z przepisu Nigelli,to było pyszneee
    Podoba mi się Twoja wersja z czereśniami i ten kształt,viva la France :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie napisane! Faktycznie trochę tak jest, że skoro francuskie, to nawet zakalec przystoi. Co nie zmienia faktu, że clafoutis to pyszne i proste ciacho :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam jeszcze okazji jeść tego deseru ... ale skoro tak zachwalasz to może i u mnie się wkrótce pojawi:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pyszny clafoutis :) Taki oprószony cukrem pudrem wygląda genialnie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Clafoutis jeszcze nie robiłam, natomiast Twoja propozycja kusi mocno, tym bardziej, że czereśnie trzeba wykorzystywać, póki są dostępne na bazarkowych straganach :)

    OdpowiedzUsuń