Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierniczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierniczki. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 grudnia 2017

Ciasteczka dla Mikołaja - lebkuchen

W tym roku nie mam czasu na przygotowywanie świątecznych smakołyków. W listopadzie tyle pracowałam, że po powrocie do domu nie miałam już siły. Teraz już półtora tygodnia jestem w szkole, a do domu wracam dopiero po południu dwudziestego drugiego grudnia; mam ogromną ochotę upiec pierniczki, jakieś pachnąc korzennymi przyprawami ciasto, czy choćby przygotować sernik na zimno z musem żurawinowym. Nic z tego; po prostu nie ma mnie w domu. A weekendy albo w pracy, albo w innym zabieganiu. Poprzedni spędziłam na zakupach (brakuje nam już tylko dwóch osób); z dwoma kartkami A4 i długopisem w dłoni metodycznie odwiedzaliśmy z góry upatrzone sklepy, i tylko z satysfakcją skreślałam kolejne pozycje w zaskakująco szybkim tempie. W niedzielę natomiast, zgodnie z tradycją, tuż po pracy, udaliśmy się do rodziców C. Udało nam się złapać ostatnich gości; piosenki został odśpiewane wcześniej, a świeczki wygaszone. Na szczęście gløgg da się łatwo podgrzać, a napęczniałe od wina rodzynki po każdym podgrzewaniu smakują lepiej.
W poniedziałek budzik zadzwonił o trzeciej trzydzieści; szybko wyłączyłam alarm i z powrotem wsunęłam się w rozgrzaną pościel. Pół godziny później nie miałam już niestety innej możliwości jak wstanie, umycie zębów i zjedzenie miski płatków z mlekiem, otrząśnięcie się z resztek snu i wyruszenie w kolejną podróż na Zelandię. A tutaj... Wielkanocne czekoladowe jajka i lody.
I ja naprawdę doskonale rozumiem, że taki jest program i że każdy musi, ale w grudniu...? Naprawdę...?!

Tak więc z kolędą na ustach i króliczkiem w głowie, przedstawiam Wam przepis na typowo świąteczny smakołyk: pierniczki. Ale nie takie klasyczne, puchate i mięciutkie, ale lekko klejące i rozpływające się w ustach, wprost od naszych zachodnich sąsiadów.
Lebkuchen, bo o nich mowa, są po prostu wspaniałe. Po kilku dniach leżakowania w puszce (lub na kratce na kuchennym blacie, jeśli klimat jest odpowiednio wilgotny; a bardziej wilgotny niż w Danii to już chyba być nie może) są absolutnie idealne. Korzenno-cytrusowe, z cienką warstwą chrupiącego lukru na wierzchu. Wystarczy tylko przymknąć oczy... I nic więcej do szczęścia nie trzeba.
Przepis z Moich wypieków.

A jeśli takie upieczecie dla Mikołaja, z pewnością zostawi Wam jakiś wspaniały prezent. Koniecznie też sprawdźcie, jakimi smakołykami postanowiły go skusić Malwina, ChanteZuzia i Ania.

Lebkuchen


Składniki:
(na 30 sztuk)
  • 280 g miodu
  • 85 g masła
  • 250 g mąki pszennej
  • 85 g mielonych migdałów
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 200 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • skórka otarta z 1 cytryny
lukier:
  • 340 g cukru pudru
  • sok z 1/2 cytryny
  • 3 łyżki ciepłej wody
Miód i masło podgrzać, przestudzić.
Skórkę pomarańczową drobno posiekać.
Mąkę przesiać z proszkiem i sodą, dodać przyprawę do piernika, cynamon i skórkę cytrynową, wymieszać.

Letnie masło z miodem wlać so suchych składników, dodać skórkę pomarańczową, dobrze wymieszać - najlepiej mikserem.
Odstawić do całkowitego ostygnięcia, a następnie schłodzić w lodówce przez 3-4 godziny.

Schłodzone ciasto podzielić na 30 równych części, z każdej uformować kulkę. Układać je, spłaszczając,  na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując spore odstępy. 

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Przestudzić przez 2-3 minuty na blasze, następnie przełożyć na kratkę do całkowitego ostudzenia.

Cukier puder przesiać, dodać sok z cytryny i wodę - po łyżce. Ukręcić lukier. Maczać w nim pierniczki, odstawić do zastygnięcia, a następnie przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

Smacznego!

Ja tymczasem poważnie muszę przemyśleć moją deserową kompozycję; okazało się bowiem, że mój buraczany sorbet nie we wszystkie gusta trafił...

czwartek, 30 listopada 2017

Brunkager, czyli brązowe ciasteczka pachnące świętami

Za każdym razem, gdy zaczynam szkołę, bardzo denerwuję się na myśl o nowej współlokatorce. Jestem już w tym wieku, że mam swoje przyzwyczajenia i dziwactwa, z których ciężko mi zrezygnować, chociaż wiem, że mogą być denerwujące. C. już dawno przywykł (a jeśli nie, to dobrze ten fakt przede mną ukrywa), a reszta świata... No właśnie - ze mną nie mieszka. A tu nagle nie dość, że mam dzielić pokoik trzy na dwa i pół metra z maleńką łazienką, to jeszcze z kimś zupełnie nieznanym - czyli, mówiąc wprost, może to być dosłownie każdy. No... Dziewczyna. Tudzież kobieta. W internacie nadal obowiązuje podział płci; chociaż toalety na korytarzach są unisex.
Każdorazowo wyobrażam sobie najgorsze - młode, rozwydrzone i niewychowane. Za pierwszym razem miałam niewyobrażalne szczęście, i moja przyszła niedoszła współlokatorka nigdy się nie pojawiła. Drugim razem przypadła mi miła dziewiętnastolatka, dość spokojna i przyjemna w obyciu, ale z którą nie miałam wielu tematów do rozmów. Tym razem... Może być zupełnie inaczej.
Już sam fakt, że ma na imię Josephine, powinien był mnie uspokoić (od dawna bowiem wiem, że jeśli w moim życiu pojawi się córeczka, tak właśnie zostanie nazwana). Jose jest bardzo żywiołowa i energiczna, ciągle uśmiechnięta i bardzo otwarta. Nasz pierwszy wspólny wieczór (i pół nocy też, jeśli mam być zupełnie szczera) przegadałyśmy nie wiedząc, kiedy uciekły nam te wszystkie godziny. Z pewnością pomogła butelka wina, którą wypiłyśmy do kolacji, ale muszę przyznać, że dogadałyśmy się wyśmienicie. I chyba pierwszy raz jestem zadowolona z przymusu mieszkania z kimś zupełnie obcym...
Okazuje się, że takie niespodzianki mogą być zaskakująco pozytywne.

Obie z Jose jesteśmy totalnie zakręcone na punkcie Bożego Narodzenia; po południu jedziemy kupić wieniec, który powiesimy na drzwiach pokoju, a po weekendowym pobycie w domu podejrzewam, że nasz pokój będzie przypominał hipermarket pięć minut przed pierwszą gwiazdką. Skarpety z reniferami mamy obie...
A żeby i Was choć trochę wprowadzić w ten świąteczny nastrój (w końcu to już niemal grudzień, najwyższa więc pora!), mam dla Was przepis na duńskie pierniczki.
Z naszymi polskimi niewiele mają wspólnego; są cieniutkie i chrupkie, ze sporą ilością migdałów i pistacji. Muszę przyznać, że skradły moje serce zaraz po przeprowadzce do Danii; są niesamowicie aromatyczne i... Takie inne. Pyszne! W dodatku robi się je bardzo łatwo i szybko, a pachną - zniewalająco! Czy można chcieć czegoś więcej...?
Ten przepis znalazłam w Julebag og knas, Familie Journal nr 49/2015, i już dawno miałam chęć, żeby go wypróbować. Jakoś nie zdołałam wcześniej... I teraz bardzo tego żałuję.

Brunkager z pistacjami i migdałami


Składniki:
(na około 135 ciasteczek)
  • 125 g masła
  • 60 g melasy
  • 125 g cukru
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 30 g słupków migdałowych
  • 30 g pistacji bez łupinek
  • 1 łyżeczka potażu
  • 1 łyżeczka wody
  • 250 g mąki pszennej

Masło, melasę i cukier umieścić w garnuszku. Podgrzewać aż do rozpuszczenia, często mieszając. Nie gotować.
Gdy cukier się rozpuści, dodać cynamon i goździki, słupki migdałowe i grubo posiekane pistacje. Wymieszać, odstawić do ostudzenia.
Potaż rozpuścić w wodzie, dodać do masy. Na końcu dodać mąkę, wymieszać.

Ciasto podzielić na pół, z każdej części uformować wałeczek o grubości 3,5-4 cm. Zawinąć je w folię spożywczą, schłodzić w lodówce przez noc.

Następnego dnia pokroić ciasto na plasterki grubości 1 mm, układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 175 st. C. przez 7 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Rzutem na taśmę dodaję ostatni przepis do akcji Ani:

poniedziałek, 20 listopada 2017

Przedświąteczne upojenie i pierwsze w tym roku pierniczki

W tym roku wyjątkowo wcześnie wpadłam w świąteczny nastrój. Zawsze oburzałam się na bożonarodzeniowe dekoracje już w październiku, ale tym razem sama na początku listopada zaczęłam piec pierniczki, a dom udekorowałam świątecznymi ozdobami. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka; nie to, żebym musiała się tłumaczyć, ale odczuwam potrzebę wyjaśnienia takiej nagłej zmiany.
Po pierwsze, od dwudziestego siódmego listopada aż do dwudziestego drugiego grudnia będę poza domem. Kiedy więc mam nacieszyć się moimi skrzatami, jeśli nie teraz...? Po drugie, świąteczne kiermasze rozpoczęły się w tym roku, mam wrażenie, wyjątkowo wcześnie. A kiedy człowiek spędzi cały dzień wśród bombek, choinek i światełek, w powietrzu przesyconym zapachem cynamonu i grzanego wina, nie ma ochoty wynurzać się z tej świątecznej atmosfery. Oplata ona niczym najgęściejsza mgła; mimo, że teoretycznie się z niej wyplątało, pasma pozostają na skórze, włosach i ubraniu. I nie dają o sobie zapomnieć. Po powrocie do domu przygotowałam więc kakao z bitą śmietaną i zajadając się cytrynowo-marcepanowymi ciasteczkami, snułam plany na kolejne dni. Pierniczki i bułeczki z kardamonem, trzy rodzaje grzańca i medista z ziemniakami na obiad. Do tego napalić w kominku, zawinąć się w wełniany koc i... Cieszyć się chwilą.
Przedświąteczne upojenie.

Dziś więc pierwszy przepis na pierniczki.
Znalazłam go w duńskim magazynie Julesmag 2016. I, muszę przyznać, już na wstępie miałam zagwozdkę. Honnigkage to, tłumacząc dosłownie, ciasteczka miodowe. Ale przecież w składnikach nie ma miodu! Zamiast więc tłumaczyć dosłownie, co sprawdza się, niestety, niezbyt często, należy przetłumaczyć bardziej intuicyjnie; będą to więc po prostu pierniczki na melasie.

Są pyszne! Potrzebują dwóch-trzech tygodni na zmięknięcie, ale gdy to już nastąpi, po prostu rozpływają się w buzi. Pięknie pachną, a smakują... Po prostu jak pierniczki. Świetnie nadają się do dekoracji lukrem królewskim, bo choć rosną, to pozostają w miarę płaskie. No i dobra wiadomość dla alergików - są bez jajek.
Więc jak - skusicie się...?

Pierniczki na melasie


Składniki:
(na 100-120 sztuk)
  • 1020 g mąki pszennej
  • 50 g masła
  • 440 g cukru
  • 200 ml melasy
  • 200 ml wody
  • 1 łyżka mielonego cynamonu
  • 1 łyżka mielonego imbiru
  • 1 łyżka mielonego kardamonu
  • 1 łyżka sody oczyszczonej
W garnuszku rozpuścić masło. Dodać cukier, melasę i wodę, podgrzewać aż do całkowitego rozpuszczenia cukru. Przelać mieszankę do dużej miski, dodać przyprawy i sodę, wymieszać. Partiami dodawać mąkę, cały czas mieszając.
Przykryć miskę z ciastem folią spożywczą, wstawić na noc do lodówki.

Następnego dnia wałkować ciasto na grubość 5 mm, wycinać foremkami dowolne kształty. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy.

Piec w 200 st. C. przez 6-10 minut.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

Smacznego!


Już za tydzień o tej porze będę znowu na Zelandii... Jak ten czas pędzi!

Przepis dołączam do akcji Ani:

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Poświąteczne pierniczki dla mających czas

Witajcie! 
Czy Wam ten świąteczny czas też tak szybko minął? Przygotowania w tym roku zaczęłam wyjątkowo wcześnie, bo już na początku listopada, a i tak nie zdążyłam ze wszystkim. Wigilia przyszła zdecydowanie zbyt wcześnie, żeby minąć niemal niepostrzeżenie. Niemniej, spędziłam te chwile bardzo przyjemnie.
W tym roku po raz pierwszy to my byliśmy gospodarzami w tym magicznym dniu. Wiąże się to z niemałym stresem: czy aby na pewno sprostamy wysoko ustawionej poprzeczce? Na szczęście, jedzenia nie zabrakło, a wszystko udało się wyśmienicie. Podczas tradycyjnych duńskich tańców wokół choinki drzewko się nie przewróciło, a migdał został znaleziony w wielkiej misce puddingu. Jednym słowem, wszystko poszło gładko, a goście byli zadowoleni, co udowodnili opuszczając nas o trzeciej nad ranem. 

Gdy w po wigilijną niedzielę wygrzebałam się w końcu spod kołdry, z lekkim smutkiem spojrzałam na choinkę. Niedługo trzeba ją będzie rozebrać. A taka jest przecież śliczna! 
Póki co - ciągle stoi. Nie mam serca zabrać się za ściąganie dekoracji. Wmawiam sobie i C., że tradycja nakazuje trzymać drzewko przynajmniej do szóstego stycznia. Niech i tak się stanie...

Okazało się też, że w minionym roku byłam wyjątkowo grzeczna. Mikołaj bowiem wręcz obsypał mnie prezentami! Poczynając od koszyka do wyrastania chleba i trzepaczki z termometrem, o której marzyłam, odkąd pierwszy raz ją zobaczyłam, poprzez książki kucharskie Clausa Meyera, który zyskuje coraz większą popularność nawet w Polsce, aż po ciepłe swetry, biżuterię i perfumy Diora, w których od razu się zakochałam. Mikołajowi dziękuję i obiecuję, że w nadchodzącym roku również nie dam mu powodów do zmarszczenia czoła. 

Tymczasem, ciągle jeszcze otulona zapachem korzennych przypraw, mam dla Was jeszcze jeden przepis na pierniczki. Znalazłam go na blogu Z cukrem pudrem, a skusił mnie obietnicą karmelowego posmaku. Musze przyznać, że pierniczki wyszły pyszne - pulchne, mięciutkie, choć nieco zbyt mało korzenne w smaku, jak na mój gust. Jednak proces ich przygotowania wydaje mi się zdecydowanie zbyt skomplikowany. Zazwyczaj bowiem rozpuszczam tylko masło z miodem lub melasą, dodaję do reszty składników, mieszam - i gotowe. Tu trzeba wszystko osobno ubijać, dodawać w odpowiedniej kolejności i uważać, żeby żadnego składnika nie pominąć. Moim zdaniem trochę za dużo zachodu... Niemniej, jeśli ktoś ma ochotę poświęcić im nieco więcej czasu, wprawiając się w świąteczny nastrój, warto po przepis sięgnąć.

Jeszcze jedna uwaga: autorce przepisu wyszło pierniczków ponad dwieście, mi - raptem osiemdziesiąt. Nie wiem, czym jest spowodowana ta różnica, bo foremek użyłam standardowych, niezbyt dużych. Miejcie jednak na uwadze, że ilość ciastek jest w tym przypadku bardzo orientacyjna.

Pulchne pierniczki z karmelem


Składniki:
(na 80 sztuk)
  • 800 g mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 110 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 180 g miodu
  • 125 g masła
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200 g kwaśnej śmietany
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 25 g przyprawy do piernika
karmel:
  • 45 g cukru
  • 2 łyżki wody
Miód z masłem rozpuścić, dodać przyprawę do piernika, wymieszać.
Cukier i wodę doprowadzić do wrzenia, a następnie skarmelizować. Gdy nabierze głębokiego, złoto-brązowego koloru, szybko przelać do miodu z masłem i dokładnie wymieszać. Masę przestudzić, co jakiś czas mieszając.

Mąkę przesiać z sodą i proszkiem, wymieszać z solą.
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę.
Białka ubić na sztywno.

Do mąki dodać miód z karmelem oraz ubite żółtka, na końcu dodać pianę z białek. Zagnieść gładkie ciasto. 
uformować z ciasta kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce od 12 do 48 godzin.

Ciasto wyjąć z lodówki 2-3 godziny przed wałkowaniem.
Ciasto wałkować na grubość 6 mm podsypując mąką, wycinać dowolne kształty. Układać pierniczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując spore odstępy (ciasteczka urosną).

Piec w 180 st. C. 10 minut.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

Smacznego!

A Wam jak minęły Święta?

wtorek, 20 grudnia 2016

Najaromatyczniejsze. Pierniczki

Sezon na świąteczne jarmarki zakończyliśmy wizytą w okolicach Billund (tak, tak, tam właśnie jest Legoland), gdzie, muszę przyznać, oczy mi się zaświeciły i myślałam, że nigdy spomiędzy tych wszystkich krasnali nie wyjdę.
Miejsce to zaskoczyło mnie o tyle, że cała atrakcja znajduje się w... Stodole. Starsze małżeństwo zamieniło budynek gospodarczy w przedświąteczny raj. Półki i stoły zapełnione są najróżniejszymi dekoracjami: od zupełnie maleńkich krasnali i domków, idealnych do stworzenia mikroskopijnej, mikołajkowej wioski, przez coraz większe porcelanowe i materiałowe figurki, aż do dekoracji choinkowych i świeczek. Muszę przyznać, że te ostatnie zaparły mi dech. Ręcznie malowane, po prostu dzieła sztuki. Na wieść, że pochodzą z Polski, poczułam niejaką dumę z rodaków. Zachwyceni, kupiliśmy dwie, które ozdobią nasz wigilijny stół. O ile C. przemoże się i pozwoli mi je zapalić...

Razem ze świeczkami do domu wróciły z nami dwa bałwanki, trochę bombek i urocza miseczka, która natychmiast została wypełniona pierniczkami. Szczerze mówiąc, trochę żałuję, że kupiłam tylko jedną...

A teraz już, niestety, pozostaje tylko czekać na kolejne jarmarki w przyszłym roku... 

W grudniu nie mogło się obyć bez wspólnego pieczenia świątecznych ciasteczek. Razem z Emilią, Mopsikiem, Mirabelką i Zuzią zabrałyśmy się więc ochoczo do pracy.
Ja znalazłam przepis w magazynie Mad og venner, nr 134/2015. Najpierw zachwyciło mnie zdjęcie trochę nieporadnych łosi, a gdy przeczytałam aromatyczną listę składników, po prostu nie mogłam się oprzeć. Gotowe pierniczki wręcz odurzają zapachem! Korzenne przyprawy mieszają się z cytrusami, tworząc wyjątkowo świąteczną i nastrojową fuzję. A ten smak... Cóż, to chyba najsmaczniejsze pierniczki, jakie udało mi się upiec! Są miękkie, odpowiednio słodkie, lekko karmelowe za sprawą melasy i... Po prostu idealne. 
Musicie je mieć!

Miodowo-cytrusowe łosie


Składniki:
(na około 60 ciastek)
  • 800 g mąki pszennej
  • 1 łyżka mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 250 g miękkiego masła
  • 150 g ciemnego cukru muscovado
  • 135 g miodu
  • 200 g melasy
  • 2 jajka
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • skórka otarta z 1 cytryny
Mąkę przesiać z proszkiem, dodać imbir, goździki i cynamon, wymieszać.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodać miód i melasę, zmiksować. Po jednym wbić jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Następnie dodać skórki z cytrusów, połączyć.
Na końcu partiami dodawać mąkę z przyprawami, miksując na najniższych obrotach miksera.

Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1 godzinę (można przez całą noc).

Schłodzone ciasto wałkować na grubość 6 mm, wycinać foremkami łosie (lub inne dowolne kształty). Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując niewielkie odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 8-10 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

Oczywiście, kształty można wykrawać dowolne. U mnie, poza reniferami, zagościły też inne zwierzątka: wiewiórki, jeże, lisy... Jeśli jednak użyjecie tylko dużych form, ciastek wyjdzie nieco mniej (około czterdziestu). 

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Pierniczki mojej Babci

Miniony weekend dał mi się we znaki. Dwa tygodnie dobrego, i człowiek łatwo odzwyczaja się od wstawania krótko po północy. Mimo zmęczenia, wieczorami nie mogłam zasnąć, co sprawiało, że budziłam się cała dzika. Dni zaczynające się w ten sposób z góry skazane są na klęskę. A przynajmniej nie zapowiadają niczego dobrego.
Gdy więc wczoraj po południu wybraliśmy się do brata C. z kartonem po brzegi wypchanym pierniczkami, woreczkami pełnymi kolorowego lukru i wszystkimi cukrowymi posypkami, które udało mi się wygrzebać z czeluści kuchennych szuflad, nie miałam zupełnie nastroju na zabawę. Snułam się po domu niczym cień, podjadając mandarynki i wlewając w siebie zastraszające ilości kawy z mlekiem, żeby gdzieś po prostu nie paść. Na szczęście reszta rodziny, zupełnie niezrażona moim malkontenctwem, bawiła się wyśmienicie, lukrując pierniczki i ich okolice. Cóż, moje nadal czekają na natchnienie... I chwilę czasu, którego brakuje mi permanentnie. A Wigilia przecież tuż, tuż!

Od jakiegoś czasu męczyłam Tatę, żeby wyciągnął od Babci przepis na pierniczki. W końcu dopięłam swego, i dostałam skany rodzinnych receptur. Zachwycona, zabrałam się do pracy. Jakież było moje rozczarowanie, gdy pierniczki wyszły nie do końca takie, jak je zapamiętałam! Znów więc zaczęłam wiercić Tacie dziurę w brzuchu, i w końcu okazało się, że w przepisie Babcia zapomniała wspomnieć o cukrze...
Na tę wieść C. popatrzył na mnie znacząco i przypomniał obrazek, który widzieliśmy w internecie. Była na nim uśmiechnięta starsza pani z tacą ciasteczek, a pod nią napis: Moja babcia, rozdając przepisy, zawsze pomija jeden składnik. Twierdzi, że dzięki temu u niej zawsze smakuje najlepiej...

Oczywiście, oburzona, wyrzuciłam C., że moja Babcia nigdy by tak nie zrobiła! A tu proszę... 

Po konsultacjach przystąpiłam do pieczenia po raz drugi. I tym razem wszystko poszło jak należy. Pierniczki wyszły dokładnie takie, jak pamiętam: twarde jak kamienie. Dopiero po leżakowaniu nabierają wilgoci i miękną, żeby rozpływać się w ustach.

Proszę, oto smak mojego dzieciństwa. 
Bez pułapek.

Pierniczki z bakaliami Babci Leny


Składniki:
(na 40-45 sztuk)
  • 340 g mąki pszennej
  • 165 g cukru
  • 1 jajko
  • 70 g miękkiego masła
  • 150 g miodu
  • 1 łyżka przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej

dodatkowo:
  • 1 jajko
  • 1 łyżka mleka
  • rodzynki
  • orzechy laskowe
  • słupki migdałowe

Mąkę przesiać z sodą, po środku zrobić dołek. Wlać gorący miód, dodać masło, przyprawę do piernika, cukier i jajko. Zagnieść gładkie ciasto.
Ciasto wałkować, podsypując mąką, na grubość 6 mm. Wykrawać foremkami dowolne kształty, układać pierniczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy.

Jajko roztrzepać z mlekiem, posmarować nim pierniczki. Udekorować je rodzynkami i orzechami, wciskając je dość mocno w ciasto.

Piec w 180 st. C. przez 10-15 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


Ja tymczasem rozważam powrót do łóżka. Popołudniowa drzemka wydaje się być zdecydowanie zbyt krótka...

czwartek, 15 grudnia 2016

Tysiąc i jeden. I skandynawsko-kawowa fuzja

Jak ten czas leci... I nie mam tu na myśli (zupełnie wyjątkowo!) zbliżających się wielkimi krokami Świąt Bożego Narodzenia. Moim oczom, zupełnie niespodziewanie, w statystykach bloga ukazała się liczba tysiąc. A po chwili tysiąc i jeden. Z wrażenia aż na moment zapomniałam, jak się na klawiaturze pisze. W pierwszej chwili chciałam liczyć na palcach, czy aby na pewno się zgadza, ale szybko się zorientowałam, że palców zabraknie mi na długo przed tym, zanim się tego tysiąca doliczę. Zdecydowałam się więc zaufać mądrzejszym ode mnie i wierzę, że na moim blogu naprawdę pojawiło się już tysiąc jeden postów (a za chwilkę, gdy będziecie to czytać, całe tysiąc dwa). 

Jestem zachwycona to liczbą. Sami musicie przyznać: wygląda to naprawdę imponująco. Z drugiej strony, nieco mnie to zbiło z tropu; bo czy aby na pewno dobrze zużywam mój wolny czas, na którego nadmiar nie mogę narzekać...? Najpierw w samochodzie i pod prysznicem obmyślam przepisy i układam kolejne zdania kolejnych wpisów, później pichcę jak nawiedzona, żeby na koniec godzinami stukać w klawiaturę. I co ja z tego właściwie mam...?

Ano, tysiąc postów (i jeden). I to już wystarczająca nagroda, bo mówi mi, jak potrafię być wytrwała. I mam Was, moich Czytelników. Jesteście niezastąpieni. 
Więc dalej będę piec, by później o tym dla Was pisać (bo tak naprawdę już dość dawno temu przestałam pisać tylko dla siebie). I będę się cieszyć każdym kolejnym postem; być może za kilka lat będziemy świętować tysiące dwa...?

Z tej niezwykle radosnej okazji mam dla Was bajecznie pyszne pierniczki. Są tak wyraziste w smaku i pachną tak obłędnie, że będziecie je musieli schować bardzo, bardzo głęboko, żeby dotrwały Świąt.

Przepis znalazłam już w zeszłym roku na blogu Cake Caprice, ale jak to bywa tuż przed Świętami, nie dałam  rady go wtedy wypróbować. Ciągle jednak chodził mi po głowie, bo połączenie kruchutkich, lekko pikantnych pepparkakor z kawą, której smak i zapach w wypiekach wprost ubóstwiam, nie mogło się nie udać.
Już gdy zagniotłam ciasto, jego aromat niemal zawrócił mi w głowie. Ten wydobywający się z piekarnika przyprawił mnie o szybsze bicie serca, a C. przyciągnął do kuchni. Usiedliśmy przy stole, i wgapieni w szybkę, czekaliśmy niecierpliwie. Pierwsze sztuki poparzyły nam palce i języki, ale było warto. Jakie one są dobre! Intensywne, kruchutkie, no po prostu idealne! 
Musicie je upiec. 
No naprawdę musicie!

Kawowe pepperkakor


Składniki:
(na około 110 sztuk)
  • 150 g melasy
  • 115 g masła
  • 100 g cukru
  • 350 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżeczka kawy mielonej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 2 łyżki ciemnego rumu

Melasę, masło, cukier i kawę rozpuszczalną rozpuścić, przestudzić.
Mąkę przesiać z sodą, wymieszać z kawą mieloną, cynamonem, imbirem, goździkami i przyprawą do piernika. Po środku zrobić wgłębienie, wlać melasę, ekstrakt i rum, wbić jajko. Ciasto dokładnie wymieszać na gładką, lepką masę. Miskę przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce 2-3 godziny.

Po tym czasie ciasto wałkować na grubość 2-3 mm, podsypując mąką. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując niewielkie odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 8-10 minut.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!


Oczywiście, można je udekorować lukrem. Właściwie świetnie się do tego nadają, bo trzymają kształt podczas pieczenia. Ja moje przygotowałam na rodzinne lukrowanie, które odbędzie się w niedzielę. Już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć, jakie to cuda wyjdą spod naszych rąk...

sobota, 26 listopada 2016

Duńskie orzeszki z różowym pieprzem

Uwierzycie, że już jutro pierwsza niedziela Adwentu? Mi ciągle jakoś ciężko przyjąć to do wiadomości. Owszem, był już pierwszy śnieg, i to całkiem obfity, zniknął jednak raptem po kilku dniach, zastąpiony najpierw listopadową, depresyjną szarością, a ostatnio niemal wiosennym słońcem i temperaturami zachęcającymi do pozostawienia czapki w domu. Poza tym kalendarz nie kłamie: do grudnia zostały jeszcze całe cztery dni. Wszystko to razem sprawia, że choć doskonale zdaję sobie sprawę z zaistniałej sytuacji, to jednak nie do końca ją ogarniam. 
Zakupy świąteczne ciągle jeszcze przed nami (próbujemy je zaplanować, ale co chwilę coś staje nam na drodze; mam już tylko nadzieję, że uda się przed dwudziestym czwartym grudnia), planu pracy nadal nie dostaliśmy, a przecież to pierwsza Wigilia, którą organizujemy z C.! I tak, wiem, że to on jest odpowiedzialny za przygotowanie jedzenia, ale mimo wszystko jest całe mnóstwo innych rzeczy, które muszę zrobić ja. 
Brzmi to, jakbym zaczynała lekko panikować, i w sumie nie jest to dalekie od prawdy. Tak więc: trzy głębokie wdechy, szeroki uśmiech, i już.
Będzie cudownie, prawda...?

Oczywiście, w tym roku ciasteczkowe szaleństwo też zaczęło się u mnie nieco wcześniej niż zwykle. W tej chwili produkcja jest w toku, a ja co chwilę wynajduję nowe przepisy, które koniecznie muszę wypróbować! C. twierdzi, że to, co już mamy, spokojnie wystarczy nam do Świąt Wielkiej Nocy, ale mu nie wierzcie... Dobrze wiem, że ciasteczka znikają zawsze najszybciej. Są takie niezobowiązujące; nie wymagają talerzyka ani łyżeczki, nie można się nimi pobrudzić, za to można je zjeść niemal w biegu. Wszyscy kochają ciasteczka; tak to już jest.

I choć słynne pieprzne orzeszki piekłam już nie raz, tym razem w Mad og bolig, nr 11/2016 znalazłam przepis, obok którego nie mogłam przejść obojętnie. Bez jajek i amoniaku; szczególnie to drugie przemawia na jego korzyść. Za to z dodatkiem pieprzu w optymistycznej, różowej barwie.
Tradycyjnie używa się pieprzu białego, najczęściej czarnego, więc taka odmiana bardzo mi się spodobała. W gotowych ciasteczkach można wyczuć bardzo delikatną nutę różowego pieprzu; każdy, kto go próbował, powinien wychwycić ten drobny niuans. Inaczej uzna, że to po prostu bardzo dobre orzeszki.

W przepisie podano, że wyjdzie dwieście pięćdziesiąt sztuk. Mi wyszło dwa razy więcej! Zrobiłam je malutkie, takie w sam raz na jeden kęs; oczywiście, możecie przygotować je nieco większe, w mniejszej ilości. Wybór pozostawiam Wam.

Orzeszki z różowym pieprzem


Składniki:
(na około 450 sztuk)

  • 250 g miękkiego masła
  • 250 g cukru
  • 100 ml śmietany kremówki (38%)
  • 500 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 1 łyżeczka różowego pieprzu
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Cały czas ucierając, powoli wlewać kremówkę.
Pieprz utrzeć w moździerzu. Mąkę przesiać z proszkiem i sodą, wymieszać z przyprawami. Partiami wsypywać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach miksera.

Gotowe ciasto podzielić na równe części, z każdej uformować wałeczek grubości małego palca. Pociąć je na kawałki długości 1 cm.

Ciasteczka układać pionowo na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, spłaszczając palcem.

Piec w 200 st. C. przez 7-8 minut.
Ostudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnej puszce.

Smacznego!

Przepis dodaję do akcji Mopsika:

środa, 20 stycznia 2016

Poświąteczne zaległości: duńskie orzeszki z pieprzem w wersji de luxe

Gdy wracałam do domu ostre, zimowe słońce świeciło mi prosto w oczy, a ośnieżone pola skrzyły się, niczym obsypane tysiącami najdrobniejszych diamentów. Dachy przykryte równą warstwą białego puchu, drzewa i krzewy zawinięte w zimowy całun. Zmrożony świat emanuje chłodnym pięknem, któremu nie potrafię się oprzeć. Zabrałam więc Ptysię na spacer, żeby nacieszyć się nim z bliska. Nasze oddechy zamieniały się w obłoczki pary, a jej łapki zostawiały małe ślady w świeżym śniegu. Gdy wróciłyśmy, było już niemal ciemno. 
Gdy brakuje słonecznego blasku, mroźny świat wydaje się być zdecydowanie mniej przyjazny...

W związku z tym, że pogoda iście bożonarodzeniowa, uznałam, że to odpowiedni moment na podzielenie się z Wami ostatnim świątecznym przepisem. 
Tradycyjne pebernødder już Wam pokazywałam; C. jednak domagał się ich uparcie, postanowiłam więc znaleźć nowy przepis. Akurat kupiłam najnowszy, grudniowy numer Hjemmets bedste mad, a tam orzeszki w zupełnie nowej odsłonie. Powiedziałabym, że to wersja de luxe: z cytrusowymi skórkami i pistacjami. Najbardziej mnie jednak wśród składników zaskoczył amoniak. Jeszcze się z tym nie spotkałam. Podchodziłam do tego pomysłu jak do przysłowiowego jeża; zapach amoniaku znam doskonale (piekarze uważają za doskonały dowcip podsuwanie pudełka pełnego tego cuda prosto pod nosy niczego nie spodziewających się praktykantów), i muszę przyznać, zupełnie mnie do niego nie ciągnie. Z drugiej strony, uwielbiam wszelkie eksperymenty w kuchni; amoniak podobno nadaje wypiekom charakterystyczną, chrupiącą skórkę i krucho-chrupiącą strukturę; jednym słowem: jest nie do zastąpienia. Zaryzykowałam więc.

Podczas pieczenia nie było źle. Do momentu otwarcia piekarnika. Wtedy w nos uderza bardzo intensywny i średnio przyjemny zapach (czego w zasadzie nikt nie chce, prawda...?). Wciągałam więc powietrze niczym przed nurkowaniem i starałam się jak najdłużej wstrzymywać oddech. Obiecywałam też sobie, że już nigdy więcej takiej głupoty nie zrobię, a w głębi serca bałam się straszliwie, że moje orzeszki będą smakować... No, wiadomo czym
Okazało się jednak, że warto było się poświęcić, nie trzeba było za to martwić się na zapas. Smak i zapach amoniaku ulatniają się całkowicie, a ciasteczka są mega chrupiące i pyszne. Na pierwszy plan wysuwa się smak i aromat cytrusów, a pistacje nadają niepowtarzalnego uroku. Może więc skusicie się na takie ciasteczka w karnawale...?

Oczywiście, zamiast amoniaku możecie użyć sody; z jej dodatkiem robiłam je poprzednim razem - też są pyszne!

Cytrusowe orzeszki z pieprzem i pistacjami


Składniki:
(na 200 sztuk)
  • 250 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka amoniaku
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 1 łyżeczka mielonego białego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 75 g zimnego masła
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 50 g niesolonych pistacji
  • 125 g cukru
  • 2 jajka
Mąkę przesiać, wymieszać z amoniakiem i przyprawami. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć między palcami. Dodać skórki cytrusów, pistacje i cukier, połączyć. Wbić jajka, zagnieść ciasto. 
Zawinąć ciasto w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez minimum 1 godzinę.

Schłodzone ciasto podzielić na 4 równe części. Z każdej uformować wałeczek grubości małego palca, a następnie pokroić na kawałki długości 1 cm. Z każdego kawałeczka uformować kuleczkę.
Kulki ciasta ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując niewielkie odstępy.

Piec w 200 st. C. 8-10 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


Muszę się Wam do czegoś przyznać... W poniedziałek zaliczyłam wpadkę: ugotowałam absolutnie niejadalną zupę. Pierwszy raz w życiu! Niby krem, a jednak grudkowaty; z dziwnym posmakiem zostającym na podniebieniu i paskudnymi chipsami. Uch... Bardzo byłam nieszczęśliwa.

Macie więc może jakieś sprawdzone przepisy na zimowe zupy...? Takie, żebym po ich ugotowaniu poczuła się ze sobą lepiej...?

sobota, 19 grudnia 2015

Jak zostałam elfem w fabryce Świętego Mikołaja. I pierniczki na osłodę

Jak już wiecie (w końcu piszę o tym nieustannie), rozpoczęłam praktyki w cukierni. Dzisiaj podpisałam kontrakt na dwa lata i sześć miesięcy (tyle trwa nauka); za ten czas (który pewnie zleci szybciej, niż bym sobie tego życzyła) zostanę profesjonalistą! Ogromnie jestem podekscytowana.

W każdym razie, od ponad miesiąca, piekarnika zamieniła się w małą fabrykę najróżniejszych świątecznych ciasteczek. Są tradycyjne duńskie pebernødder, brunkager i vaniljekranser, krojone ciasteczka z lukrecją, nugatem oraz czekoladą, oblane czekoladą pierniczkowe serca i krajanka miodowa. Do tego klejner i berliner - te pierwsze wyglądają jak chrust, tyle, że z ciasta drożdżowego z domieszką korzennych przypraw; a berlinki to po prostu pączki. W tygodniu przygotowujemy tysiące tych specjałów! I gdy tak układałam na blachach setki malutkich ciasteczek, nucąc sobie pod nosem świąteczne melodie, doszłam do wniosku, że czuję się jak elf przed świętami. Zapracowany, może trochę zmęczony; ale gdy tylko pomyśli, ile jego praca sprawi innym radości, od razu uśmiecha się od ucha do ucha, i z jeszcze większym zapałem wykonuje swoje zadanie.

Co nie zmienia faktu, że cieszę się, że jeszcze tylko trzy dni, a potem niemal dwa tygodnie błogiego, świątecznego lenistwa...

Przy takiej tematyce, mam dla Was, oczywiście, ciasteczka. Znalazłam je u Doroty, i od razu mi się spodobały. Bezproblemowe, a z nadzieniem! Musiałam spróbować.
Nadziałam je domowymi powidłami śliwkowymi, ale możecie użyć dowolnego gęstego dżemu. Należy nakładać niewielką jego ilość, żeby nie wypływał, ale jednak na tyle dużo, żeby wypełnił ciasteczka. Ja doszłam do wprawy po jakichś dziesięciu sztukach.
Lukier kawowy jest pyszny i świetnie tutaj pasuje, ale oczywiście możecie polać pierniczki zwykłym, białym lukrem bądź czekoladą. Nie nadają się jednak do misternych dekoracji lukrem królewskim.

Nam bardzo zasmakowały. Te z nadzieniem były już miękkie następnego dnia, ale w Danii jest dość wilgotny klimat. Jeśli chcecie się nimi cieszyć w Święta, proponuję zagnieść ciasto już dziś!

Pierniczki brukowce


Składniki:
(na 35 sztuk)
  • 500 g mąki pszennej
  • 85 ml wody
  • 200 g cukru
  • 100 g miodu
  • 1 jajko
  • 50 g miękkiego masła
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika

nadzienie:
  • 125 g gęstych powideł śliwkowych

lukier:
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 3-4 łyżki wrzątku
  • 170 g cukru pudru

2 łyżki cukru umieścić w garnku o grubym dnie. Podgrzewać, aż cukier nabierze głębokiej, złoto-brązowej barwy. Wlać wodę, gotować, aż karmel się rozpuści. Dodać pozostały cukier, miód i przyprawę do piernika. Zagotować; gotować, aż cukier się rozpuści.
Ostudzić.

Mąkę przesiać, wymieszać z sodą, jajkiem, masłem i masą karmelową. Dokładnie wyrobić, odstawić na 30 minut w temperaturze pokojowej.

Po tym czasie z ciasta lepić kulki nieco większe od orzecha włoskiego. Lekko je spłaszczać, nadziewać niewielką ilością powideł. Formować okrągłe kuleczki, układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach 1 cm. Podczas pieczenia pierniczki powinny się zrosnąć.

Piec w 180 st. C. przez 15-20 minut.
Ostudzić.

Kawę zalać wrzątkiem, wymieszać do jej rozpuszczenia. Dodać do przesianego cukru pudru, ukręcić gładki lukier. Udekorować pierniczki, pozostawić do całkowitego zastygnięcia lukru.
Przechowywać w szczelnej puszce.

Smacznego!


A teraz już wracam do kuchni; brakuje mi czasu na wszystko, a jeszcze tyle ciasteczek trzeba upiec!

wtorek, 15 grudnia 2015

Pepperkaker, czyli pierniczkowe zoo

Nie umiem (wcale zresztą nie próbuję...) się powstrzymać przed wyszukiwaniem nowych przepisów na pierniczki, a później ich wypróbowywaniem. Te maleńkie, korzenne ciasteczka mają niesamowitą właściwość - znikają z puszek szybciutko, w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach, a Rodzina i znajomi ciągle domagają się kolejnych porcji. Naprawdę ciężko jest uchować jakieś do Świąt... Trzeba je chować głęboko, gdzie nikt nie spodziewałby się ich znaleźć. Albo przygotowywać te, na których można sobie zęby połamać zaraz po upieczeniu. Wtedy jest szansa, że konsumenci, zrażeni i nieusatysfakcjonowani, dadzą im poleżeć i w spokoju doczekać Wigilii...

Cóż, pierniczki, które chcę Wam dzisiaj zaproponować, mają być chrupkie, więc zbyt długie leżakowanie im nie grozi. Przepis znalazłam w książce Scandilicious baking Signe Johansen i muszę uczciwie przyznać, że marzyłam o nich już od dawna. Kupiłam nawet specjalne foremki w Ikei! Ale tak jakoś... Lata mijały, a ja nadal jadłam tylko kupne pepperkaker. Jest to ich szwedzka nazwa; po polsku byłyby to po prostu pieprzne ciasteczka. Nazwa pochodzi z dawnych czasów, gdy czarny pieprz był ich nieodzownym składnikiem; dzisiaj wiele receptur go pomija, ale za Signe, postanowiłam z niego nie rezygnować. Dzięki temu ciasteczka mają charakter! 
Wbrew pozorom, nie są aż tak pikantne, ale pięknie pachną korzennymi przyprawami. Są chrupiące i nie przypominają za bardzo tradycyjnych polskich pierniczków. Są jednak pyszne, i zdecydowanie warto je sobie upiec!

Zabawa z ciastem może być nieco uciążliwa; jest ono dość miękkie i lepkie, bez podsypywania mąką się nie obejdzie. Najlepiej wałkować je już na blasze, inaczej ciężko może być przenieść cieniutkie ciasteczka z blatu. A im cieńsze, tym lepsze i bardziej chrupiące! Moja pierwsza partia wyszła zbyt pulchna, później opanowałam system i każda blaszka wyglądała lepiej. 
Pierniczki nieco rosną, należy więc zachować odstępy.
I jeszcze jedno - użyłam foremek z Ikei różnej wielkości: od malutkich ślimaczków, jeży i wiewiórek, przez średniej wielkości niedźwiadki i lisy, aż do całkiem pokaźnych łosi (tudzież reniferów). Nie wiem więc, ile pierniczków wyjdzie, jeśli - tak jak Signe - postawicie na bardziej tradycyjne kształty.

Pepperkaker


Składniki:
(na 60-65 sztuk)
  • 150 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 70 ml melasy
  • 50 ml złotego syropu
  • 75 ml mleka
  • 1 żółtko
  • 450 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 1/4 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
  • 1.2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
Utrzeć masło z cukrem na puszystą, jasną masę.
Melasę, syrop, mleko i żółtko dokładnie ze sobą wymieszać. Do drugiej miski przesiać 400 g mąki, dodać przyprawy, sól i sodę. Wymieszać. Na zmianę dodawać do masy maślanej, miksując na najniższych obrotach miksera. Jeśli ciasto będzie zbyt luźne, dodać pozostałą mąkę.

Ciasto podzielić na pół, z każdej części uformować kulę, a następnie spłaszczyć, formując dysk o średnicy 10 cm.
Zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez noc.

Ciasto wyjąć z lodówki 15-20 minut przed wałkowaniem.
Wałkować ciasto na grubość 2-3 mm (im cieniej, tym ciasteczka będą bardziej chrupiące), układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Najlepiej jednak wałkować od razu na papierze, wycinać kształty a następnie usunąć pozostałe ciasto spomiędzy ciastek. 

Piec w 170 st. C. przez 8-10 minut.
Ostudzić.

Smacznego!


Czy zdajecie sobie sprawę, że zostało raptem dziewięć dni do Wigilii...? 
Ach, już się nie mogę doczekać!

piątek, 13 listopada 2015

Piernik staropolski, część pierwsza

Nigdy jeszcze nie piekłam piernika staropolskiego. Jakoś tak... Zawsze wydawał mi się szalenie trudny. Sam fakt, że przygotowania należy rozpocząć niemal dwa miesiące przed Świętami sprawiał, że przepis odkładałam na bliżej nieokreślone kiedyś...
W tym roku jednak postawiłam go sobie za punkt honoru. W końcu jego smak jest absolutnie wyjątkowy, prawda...? A właśnie po takie najchętniej sięgamy w Święta.

Skąd przepis...? Znaleźć go można w wielu różnych miejscach: u Lucyny Ćwierczakiewiczowej, Tadeusza Żakieja (lepiej znanego pod swym pseudonimem: Maria Lemnis i Henryk Vitry; swoją drogą, zawsze mnie zastanawiało, dlaczego wybrał aż dwa nazwiska...?), na wielu blogach kulinarnych, a także... Wśród kulinarnych zapisków mojej Babci. Zrobiłam więc, jak oni nakazują; póki co, oczywiście, tylko zagniotłam ciasto. Nie zabiera to zbyt wiele czasu; miód z cukrem może być ciepławy, gdy będziemy go łączyć z jajkami. Potem wszystko razem zmiksować, przykryć miskę, odstawić do lodówki lub spiżarki (ta opcja dla szczęśliwców posiadających takową) i... Zapomnieć. Na całe, długie sześć tygodni. Choć podobno i dwa wystarczą, żeby piernik nabrał mocy. 

Swoje ciasto zagniotłam przedwczoraj, i codziennie zaglądam pod przykrywkę, żeby je powąchać. Użyłam własnoręcznie przygotowanej przyprawy piernikowej; jeśli użyjecie takiej ze sklepu, warto dodać odrobinę więcej. 

Jak potoczą się losy pierwszego piernika staropolskiego w moim domu...? Mam nadzieję, że jak najlepiej; jeśli wszystko się uda, powinien wykarmić wiele brzuszków (porcja jest bowiem raczej słuszna).
Mam nadzieję, że i Was, drodzy Czytelnicy, zmotywowałam do działania. Zadebiutujecie ze mną...? Czy może od dawna już pieczecie takie pierniki, i możecie służyć dobrą radą...? 

Piernik staropolski I


Składniki:
(na 3litrową miskę)
  • 500 g miodu
  • 250 g cukru
  • 250 g masła
  • 1 kg mąki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 30 g domowej przyprawy do piernika
  • 3 jajka
  • 3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 125 ml mleka
Miód, cukier i masło podgrzewać, aż cukier się rozpuści, a mieszanka zagotuje. Zdjąć z palnika, ostudzić.

Mąkę przesiać, wymieszać z solą i przyprawą do piernika. 
Sodę rozpuścić w mleku.
Do ostudzonego miodu wbić jajka, zmiksować. Następnie wlać mieszankę do mąki, dodać mleko z sodą i bardzo dokładnie zmiksować. 

Masę przelać do dużej miski, wstawić do lodówki na 4-6 tygodni.

Cdn...

Ciasto na piernik wprowadziło mnie w tak świąteczny nastrój, że chyba w wolną niedzielę upiekę coś z dodatkiem przypraw korzennych. Ledwo zaczął się listopad, a ja już poczułam magię Świąt...

Dopiero pisząc tego posta zauważyłam, że dziś piątek trzynastego... Nie dajcie się przesądom, piernik zagnieciony dzisiaj z pewnością uda się wyśmienicie!

czwartek, 22 stycznia 2015

Bezglutenowe i bezjajeczne prawie pierniczki

Dzisiaj, proszę Państwa, wielki dzień. W końcu, niemal miesiąc po terminie, przedstawiam Wam ostatni z serii przepisów bożonarodzeniowych. Nie, żebym czuła się jakoś specjalnie usprawiedliwiona... Po prostu z tym wszystkim nie nadążałam. Napiekłam ogromnie ilości ciastek, a przecież ile można o ciastkach i pisać, i czytać...? Stwierdziłam więc, że będę je i Wam, i sobie, racjonalnie dawkować. I oto, co z tego wyszło...

W tajemnicy się przyznam, że te akurat ciasteczka upiekłam po Świętach. Po prostu miałam na nie taką ochotę, że nie mogłam się powstrzymać. Wpadły mi w oko u Pomidorowej Ani, bo na zdjęciach wyglądają obłędnie, a gdy przeczytałam przepis wiedziałam, że też muszę takie mieć. Migdałowe, piernikowe, czekoladowe i w dodatku ciągnące...? Toż to musiał być hit!
I był. Ciasteczka wyszły niesamowicie aromatyczne, z wierzchu chrupiące, w środku delikatnie ciągnące (trzeba uważać, żeby ich nie przepiec, bo będą po prostu kruche - też pyszne, ale nie o to tutaj chodzi). Myśmy się nimi zajadali z największą rozkoszą, tak samo dzieci koleżanki - małe łapki co i rusz sięgały po kolejny. 

Jeśli więc jeszcze świąteczny, albo chociaż zimowy nastrój Was nie opuścił, nie znudziły się Wam korzenne aromaty, to serdecznie polecam te maleństwa nawet teraz. Jeśli jednak zużyliście już całą przyprawę do piernika i zamiast cynamonu wolicie w cieście mrożone maliny, zapiszcie sobie ten przepis na przyszłe Święta - gwarantuję, że się w nich zakochacie.

Piernikowe ciągutki z migdałami

Składniki:
(na 30-35 sztuk)
  • 120 g mielonych migdałów
  • 35 g mąki ziemniaczanej
  • 75 g cukru
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 25 g kakao
  • 30 g masła
  • 15 g ciemnej czekolady (70%)
  • 60 g melasy
  • 10 g świeżych drożdży

Mąkę i kakao przesiać, wymieszać z migdałami, cukrem, solą i przyprawą do piernika. 
Masło rozpuścić z melasą. Gdy połączą się w gładką masę, zdjąć garnuszek z palnika, dodać posiekaną czekoladę i mieszać do jej rozpuszczenia. Przestudzić.

Do suchych składników dodać mokre oraz drożdże, zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, odstawić w chłodne miejsce na minimum 2 godziny, a najlepiej na całą noc.

Ze schłodzonego ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego. Lekko spłaszczać, układać na blasze, zachowując odstępy.

Piec w 180 st. C. przez 6-8 minut.
Ostudzić.

Smacznego!

Wczoraj rano, tuptając do autka z przykrością stwierdziłam, że po wieczornej zimie nie został nawet ślad. Przynajmniej nie trzeba było szyb skrobać... Niemniej, poczułam się poważnie zawiedziona. 
Mgła, która próbowała wynagrodzić mi moje marzenia o zmianie pogody, nie zdała egzaminu.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Pierniczki z czekoladą

No i skończyło się rumakowanie...
Poniedziałek spadł na nas znienacka, choć teoretycznie powinniśmy się byli go spodziewać już niedzielnym popołudniem. Jednak rozleniwieni sylwestrowymi feriami nie potrafiliśmy się ogarnąć. Choinka nadal dumnie pręży się w rogu pokoju, choć C. odgrażał się, że w weekend zrobi z nią porządek. Cóż, ja mu nawet o tym nie przypominałam - im dłużej mogę się cieszyć moim migoczącym kolorowymi lampkami drzewkiem, tym lepiej. 

Dzisiaj mam dla Was pierwsze w tym roku pierniczki, a co! Jak szaleć, to szaleć. Kto powiedział, że pierniczkami rok można tylko kończyć...?
A tak na poważnie - te małe cudeńka przygotowałam już z półtora miesiąca temu, ale jakoś nie było okazji, żeby się z Wami podzielić przepisem. Upiekłam je z myślą o wspólnym dekorowaniu - te pierniczki nadają się do tego idealnie, bo wychodzą gładkie i równe. Świetnie rozprowadza się po nich lukier. Z tych, które zostały, przygotowałam dwa poświąteczne desery. Obłędne! Jeśli macie gdzieś zachomikowane jakiekolwiek pierniczki, koniecznie przetrzymajcie je w ukryciu jeszcze kilka dni. W następnym poście bowiem podam przepis na deser, który na kolana powali nawet największego miłośnika schabowych...

Ale do pierniczków teraz wróćmy. Te są troszkę inne, specjalne - bo z czekoladą. I lekką nutą pomarańczy; a jak wszyscy wiemy, te dwa smaki komponują się ze sobą doskonale. Pierniczki po upieczeniu są twarde, trzeba je zamknąć w puszcze, najlepiej na kilka tygodni. Choć bratankowi C. ich chrupkość zupełnie nie przeszkadzała, i wcinał je z apetytem. Według mnie najlepsze gdy nieco skruszeją - wtedy niemal rozpływają się na języku... Pycha!
Przepis od niezawodnej Doroty.

Czekoladowe pierniczki

Składniki:
(na 110-120 sztuk)
  • 570 g mąki orkiszowej
  • 65 g kakao
  • 75 g cukru pudru
  • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2,5 łyżki przyprawy do piernika
  • 180 g masła
  • 280 g melasy
  • 55 g ciemnej czekolady (70%)
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 1 jajko

Mąkę, kakao i cukier puder przesiać do dużej miski. Dodać sodę i przyprawę do piernika, wymieszać.
Masło i melasę umieścić w garnuszku, podgrzewać aż do połączenia składników. Zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Przestudzić.
Do przestudzonej mieszanki dodać skórkę z pomarańczy i jajko, dokładnie wymieszać.

Wlać płynne składniki do suchych, wymieszać łyżką, a następnie wyrobić ręką na gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez minimum 2 godziny (można przez całą noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 mm, ewetualnie lekko podsypując mąką. Wykrawać z ciasta foremkami pierniczki o dowolnych kształtach, układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w niewielkich odstępach.

Piec w 180 st. C. przez 10-12 minut.
Wystudzić na kratce.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce, ewentualnie polukrować.

Smacznego!

Ja zaczynam powoli wariować - nienawidzę czekania. A teraz już zupełnie nie mam czym głowy zająć, ciągle więc przeglądam strony w internecie, sprawdzam po kilka razy, czy mam wszystko, co potrzebne (muszę jeszcze kupić kłódkę i zamówić bluzę), i chyba jeszcze dzisiaj spakuję plecak... Czuję się jak pierwszoklasista! A ze względu na wiek, chyba nie powinnam...

sobota, 27 grudnia 2014

Choinki z piernika

Święta, Święta... I po Świętach. Jak mawia Tatuś. Tyle czekania, tyle pracy, a mijają tak szybko... I patrzę na moją choinkę, ciągle w pełni sił, i myślę o tym, że już zaraz trzeba ją będzie rozbierać. A ja się nią nawet nacieszyć nie zdążyłam! Na szczęście, w zgodzie z polską tradycją, mogę ją zatrzymać jeszcze przynajmniej przez tydzień. Uff...

Święta z rodziną C. były, jak zwykle, bardzo miłe. Gdy w domu są małe dzieci, wszystko nabiera innego wymiaru. Wszyscy nie tylko udają, że nie rozpoznają w Mikołaju męża siostry C.; wydaje mi się, że wiara tych małych smyków udziela się również dorosłym. Śpiewanie kolęd, rozpakowywanie prezentów, nawet jedzenie - skoro maluchy tak się nimi zachwycają, my też musimy dotrzymać im kroku. I wszystko jest jeszcze bardziej magiczne... Podoba mi się to.
Poza tym wygląda na to, że w tym roku byłam grzeczna - Mikołaj bowiem przyniósł mi trochę biżuterii, kupon na kosmetyki i gofrownicę. W sumie to dwie (jedna w przyszłym tygodniu zostanie wymieniona na foremki), ale, podobno, od przybytku głowa nie boli... Tak czy inaczej, cieszę się ogromnie, bo o gofrownicy marzyłam od dawna, i wczoraj, jak tylko zostałam sama w domu (C. musiał iść do pracy, biedak), zabrałam się za testy. Wyszło bosko! Chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku, podane z bitą śmietaną i karmelizowanymi figami... Niebo, mówię Wam! Przepis niebawem.

Póki co jednak, zostaniemy jeszcze w świątecznych klimatach - mam kilka zaległych przepisów na pierniczki i inne takie... Wiem, że teraz już nikomu się nie przydadzą, ale może za rok ktoś z nich skorzysta...? 
Tak więc mam dla Was zupełnie wyjątkowe, pierniczkowe choinki. Wyglądają cudnie, a ich przygotowanie jest zdecydowanie prostsze niż na przykład piernikowej chatki. Wystarczy upiec pierniczki w kształcie gwiazdek w kilku rozmiarach (u mnie pięć), posklejać lukrem królewskim, i gotowe. Nawt pięcioletni bratanek C. sobie poradził z tym zadaniem. Później zostaje już tylko dekoracja - mi najbardziej podobają się białe, jakby obsypane śniegiem. Choć puściłam też wodze fantazji, skorzystałam z zielonego lukru i udekorowała jedną z choinek cukrowymi płatkami śniegu. Ta zdecydowanie zdobyła uznanie wśród najmłodszych. 
Moje choinki są z pierniczków prawie gryczanych - zabrakło mi mąki gryczanej, i dosypałam nieco orkiszowej. Jednak można je przygotować bez tego dodatku, i wtedy będą bezglutenowe. Można też choinki zrobić z innego pierniczkowego ciasta, a ciasto gryczane powykrawać w dowolne kształty. Ja miałam ochotę wypróbować i jedno, i drugie, więc połączyłam to w całość.

Przepis na gryczane pierniczki znalazłam na blogu Na stole, zmodyfikowałam do swoich potrzeb.

Gryczane choinki piernikowe

Składniki:
(na 6-8 choinek)
  • 250 g mąki gryczanej
  • 50 g mąki orkiszowej
  • 1 łyżka kakao
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 100 g masła
  • 100 g melasy
  • 50 g cukru
  • 1 jajko

lukier królewski:
  • 50 g białek
  • 250 g cukru pudru
  • 1/3 łyżeczki soku z cytryny

Mąki i kakao przesiać, wymieszać z przyprawą do piernika i sodą.
Masło, melasę i cukier umieścić w rondelku, podgrzewać, aż wszystkie składniki się rozpuszczą i dobrze połączą. Ostudzić.
Do sotudzonej mieszanki wbić jajko, wymieszać. Wlać do suchych składników, wymieszać drewnianą łyżką, a następnie zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, schłodzić w lodówce minimum 1 godzinę (można przez noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3-4 mm. Wycinać z niego gwiazdki - na 1 choinkę potrzeba po 2 gwiazdki każdego rozmiaru. Układać ciasteczka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 10-15 minut.
Ostudzić.

Przygotować lukier królewski:
Białka przelać przez drobne sitko do większej miski, dodać cukier puder i sok z cytryny. Miksować na najniższych obrotach miksera, aż masa będzie gładka i gęsta. W razie potrzeby dosypać odrobinę cukru pudru lub dolać wody.

Gwiazdki sklejać ze sobą lukrem tworząc choinki. Odstawić do zastygnięcia.

Smacznego!

W tym roku Święta wypadły idealnie - szczęśliwcy mają duuużo wolnego. My, niestety, wyjątkowo szybko w tym roku wróciliśmy do rzeczywistości...

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Pierniczki nadziewane. Bez pszenicy

Czy jesteście już w świątecznym nastroju? Bo ja tak - mieszkanie wysprzątane na błysk, łącznie z najciemniejszymi i najtrudniej dostępnymi zakamarkami, choinka dumnie się pręży, ozdobiona mnóstwem lampek i kolorowych bombek i ozdóbek, krasnale zerkają radośnie niemal z każdego kąta, a świece adwentowe są już niemal całkowicie wypalone. 
Wczorajsza wizyta udała się znakomicie - zbiorowe dekorowanie pierniczków okazało się hitem! Od najmłodszych do najstarszych, wszyscy ubabrani kolorowym lukrem (łącznie z Ptysią), bawiliśmy się znakomicie. I choć, jak to stwierdziła siostra C., efekty naszych działań są raczej urocze niż eleganckie, to i tak nas zachwycają. Całe mnóstwo pierniczków zostało udekorowanych na różne sposoby; szczególnie prawie pięcioletni bratanek C. miał przy tym ogromną frajdę (choć większość swoich małych dzieł od razu pochłonął, niewiele więc było później do podziwiania). Na obiad zjedliśmy zupę z kasztanów z domowymi, pachnącymi bułeczkami, a na deser (o dziwo, większość gości jeszcze miała miejsce) ciasto z niespodzianką (o którym już niebawem, bo nada się nie tylko na Boże Narodzenie). Całe to słodkie zamieszanie wprowadziło iście świąteczny nastrój - w tle świąteczne piosenki, mimowolnie nucone pod nosem, wszyscy jacyś tacy radośni... Choć nadal ciężko mi uwierzyć, że Wigilia już pojutrze. Ten czas płynie tak szybko... Chyba się starzeję.

Zrobiłam też, na wyraźne życzenie C., pierniczki nie do dekoracji, a do jedzenia. Z nadzieniem z powideł śliwkowych - tak mu zasmakowały, tak je wszystkim wychwalał, że w końcu się poddałam. Tym razem skorzystałam z przepisu z bloga Na stole, nieco go zmieniając. Użyłam mąki orkiszowej (pszenna sprawdzi się znakomicie; ja chciałam sprawić przyjemność Connie, która jest uczulona na pszenicę), pominęłam ekstrakt z wanilii i dodałam nieco kakao dla koloru (bo lubię takie ciemniejsze pierniczki). Pierniczki przełożyłam domowymi powidłami śliwkowymi i oblałam czekoladą - dzięki temu po trzech dniach były już idealnie mięciutkie i pyszne, nawet rogi gwiazd. Wszystkim bardzo smakowały, choć w Danii się takich pierniczków nie jada. Być może wprowadzę nową tradycję do duńskich Świąt...?

Orkiszowe pierniczki z powidłami śliwkowymi

Składniki:
(na około 40 pierniczków)
  • 500 g mąki orkiszowej
  • 25 g kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 125 g masła
  • 100 g cukru
  • 150 g melasy
  • 1 jajko
nadzienie:
  • 225 g powideł śliwkowych
dodatkowo:
  • 200 g ciemnej czekolady (70%)
Mąkę przesiać z kakao, wymieszać z proszkiem i przyprawą do piernika. 
Masło, cukier i melasę umieścić w garnuszku. Podgrzewać, aż wszystkie składniki się rozpuszczą i połączą. Ostudzić.
Do ostudzonej masy maślanej wbić jajko, wymieszać. Wlać mokre składniki do suchych, wymieszać łyżką, a następnie zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce minimum 1 godzinę (można przez noc).

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 mm, wykrawać koła nieco większe od foremek. Na środek połowy kół nałożyć pół łyżeczki powideł, przykryć pozostałymi kołami, dociskając brzegi. Wyciąć gwiazdki (lub inne dowolne kształty), ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 175 st. C. przez 15 minut.
Ostudzić na kratce.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Zanurzać w niej pierniczki, odkładać na kratkę do wyschnięcia. Gdy czekolada całkowicie zastygnie, przełożyć do puszki.

Smacznego!

Przede mną już same przyjemności - pakowanie prezentów (uwielbiam!), być może jutro upiekę jeszcze jakieś ciasteczka... I to radosne oczekiwanie, które sprawia, że znów mam pięć lat i motylki w brzuchu...