środa, 9 listopada 2016

Skandynawskie ciasto pachnące piernikiem

W poniedziałek w pracy zapachniało Świętami. Thomas zabrał się za pieczenie pierniczków - w ilości hurtowej. Ze swoimi czterema skrzatami zagniatał, wałkował, wykrawał i piekł chyba przez cały dzień. Zapach, który rozchodził się po piekarni sprawiał, że wszyscy nagle zaczęli się szerzej uśmiechać, oddychać głęboko i rozglądać się w okół z lekkim rozmarzeniem w oczach. 
A to przecież dopiero początek...

W niedzielę idziemy na pierwszy świąteczny jarmark. Okazuje się, że przeprowadziliśmy się do miejsca idealnego dla świątecznych maniaków (jakimi, nie bójmy się tego przyznać otwarcie, razem z C. jesteśmy). W pałacu i okolicach już od ponad tygodnia stoją choinki, a w zeszły weekend zjechało się całe mnóstwo ludzi. Z tego, co się zorientowałam, atrakcji jest sporo: można odwiedzić warsztat Mikołaja, obejrzeć, jak zapalają światełka na ogromnej choince, kupić skrzaty i inne świąteczne ozdoby, posłuchać chóru i zobaczyć występ Pyrusa - bohatera jednego z adwentowych kalendarzy. Jest ich całe mnóstwo - najróżniejsze historie w bożonarodzeniowych klimatach, podzielone na dwadzieścia cztery krótkie odcinki, wyświetlane codziennie przez cały grudzień, aż do Wigilii. Tego z Pyrusem jeszcze nie widziałam, ale jest to ukochana wersja sióstr C., zjedzie się więc cała rodzina, żeby go obejrzeć na żywo.
Ogromnie jestem podekscytowana - uwielbiam duńskie świąteczne jarmarki! Gløggæbleskiver i hygge; sami powiedzcie, czy można się temu oprzeć...?

W związku z tym, że atmosfera mimowolnie zaczyna się robić świąteczna, pierwszy z serii piernikowych przepisów. Znalazłam go w książce Signe Johansen Scandilicious baking, i po prostu nie mogłam się oprzeć. Ciasto nie jest lekkie i puszyste, ale też nie tak ciężkie, jak się spodziewałam. Lekko jakby kleista konsystencja i obłędnie intensywny aromat korzennych przypraw sprawiają, że nie można przejść obok niego obojętnie. Ani poprzestać na jednym kawałku - wciąga bowiem niesamowicie.
No i ten piękny, miodowo-złoty kolor, który wprost zachwyca...

Z braku świeżego imbiru użyłam mielonego, a zamiast maślanki - ylette. Smakuje troszkę delikatniej niż maślanka, i jest gęstszy - Duńczycy mają tyle wersji zakwaszonego mleka, że naprawdę ciężko je wszystkie ogarnąć... Użyjcie maślanki lub jogurtu naturalnego - wyjdzie tak czy inaczej.

Piernikowe ciasto z imbirem i melasą


Składniki:
(na keksówkę 30x11 cm)

  • 125 g masła
  • 175 g ciemnego cukru muscovado
  • 150 ml melasy
  • 250 ml maślanki (ylette)
  • 2 jajka
  • 175 g mąki orkiszowej
  • 75 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki soli
Formę wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Masło, cukier i melasę podgrzewać w garnuszku, aż wszystko się rozpuści i dobrze połączy. Przestudzić.
Jasną mąkę przesiać, wymieszać z pełnoziarnistą, sodą, proszkiem, przyprawami solą.
Jajka lekko ubić, dodać maślankę, połączyć. Wlać melasę, dokładnie wymieszać. W 2 partiach dodać mąkę, dobrze połączyć.

Gęste ciasto przełożyć do formy, wyrównać wierzch.

Piec w 170 st. C. przez 1 godzinę, 15 minut przed końcem pieczenia przykryć ciasto folią aluminiową, aby zbytnio nie ściemniało.
Przestudzić w formie 15 minut, następnie wyjąć na kratkę i zostawić do całkowitego ostudzenia.

Smacznego!

A ja już się zastanawiam, co upiec na niedzielę, żeby wprowadzić nas w odpowiedni klimat...

Ciacho dodaję do akcji skandynawskiej Mopsika, bo bardziej skandynawskie to już by być nie mogło.

12 komentarzy:

  1. o tej porze roku ciasta pachnące piernikiem to moje ulubione ciasta:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam korzenne zapachy ale i smak tego ciasta musi być wyjatkowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super ;) wygląda przepyszne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie wprowadzasz w świąteczny nastrój. Powolutku również zaczynam się cieszyć nadchodzącym czasem, najprzytulniejszym i najsłodszym.
    Szalenie zazdroszczę Ci tych ciepłych światełek na jarmarkach! Musi być pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż do mnie doleciał zapach Świąt;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łał! U Ciebie czuć już święta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu ale mi narobiłaś świątecznego apetytu tym duńskim klimatem no i ciastem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A w Oslo się jeszcze nie zaczęło, ale już ma się na dniach zacząć. Zdecydowanie muszę się wybrać i... upiec takei ciacho;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza niedziela adwentu w tym roku wypada wyjątkowo wcześnie, więc wszystko się trochę przesunęło... I już od początku listopada na dobre ruszyła machina świątecznego marketingu. I choć zawsze na to narzekam, w tym roku dałam się porwać ;)

      Usuń
  9. Lubię takie wilgotne i aromatyczne ciasta. Jeszcze kilka miesięcy i sobie odbiję ;)

    OdpowiedzUsuń