niedziela, 31 lipca 2016

Siła wyższa i naleśnik. Z piekarnika

O włosach pisałam już nie raz. Pewnie dlatego, że są one ważnym elementem kobiecej urody i samopoczucia. Nieudana wizyta u fryzjera potrafi doprowadzić niejedną damę o słabych nerwach do histerii, za to idealny odcień kasztanowego - do ekstazy.
Sama plasuję się gdzieś po środku; od Taty nauczyłam się prostego podejścia: przecież odrosną. W związku z tym nieustraszenie eksperymentuję; z lepszym lub gorszym skutkiem. Od krótkich, na chłopaka, aż do takich za pas; z wszelkimi możliwymi długościami pomiędzy. Kolory też mi nie straszne: były brązy, czernie i czerwienie; od kilku lat wierna jestem rudym, choć nadal zmieniam odcienie jak rękawiczki.
Jakiś czas temu ciepłe jesienne barwy na głowie mnie znużyły; odezwała się dusza wiecznego poszukiwacza. Postanowiłam więc: blond! Do tej pory się lękałam; mam ciemną oprawę oczu i boję się, że nijak to pasować nie będzie... Niemniej, do odważnych świat należy; kupiłam więc blond farby i przystąpiłam do działania.
Z miodowego blondu wyszedł mi rudy. Ze złotego - kasztanowy. Który po kilku myciach sprał się do... Rudego.
Koniec świata!
Chyba zacznę wierzyć w przeznaczenie i siłę wyższą, która nie ma nic pilniejszego do roboty, niż pilnowanie odcienia moich włosów.

Znów kupiłam rudą farbę. 
Z pewnymi zjawiskami nie warto dyskutować...

Ostatnio wertowałam Scandilicious baking Signe Johansen. Wszystkie moje książki nadal leżą w kartonach (jeszcze nie kupiliśmy półek, bo nie mogę się zdecydować, czego tak naprawdę chcę); ta akurat leżała na wierzchu - to wzięłam. W oko wpadł mi przepis na pieczony naleśnik; od razu mi się przypomniało, że to temat wspólnego gotowania, więc wyciągnęłam składniki z lodówki i szafek, i przystąpiłam do działań.
Sprawa jest prosta: mokre składniki, suche składniki, wszystko razem mieszamy - i czekamy pół godziny. Następnie wylewamy ciasto do blaszki, pieczemy, czekamy chwilę, aż lekko przestygnie, i zajadamy się z rozkoszą. Naleśnik wyszedł delikatny, mocno owocowy i lekko słodki. Creme fraiche i słodki syrop klonowy to do niego idealne dodatki. I może jeszcze garść świeżych jagód...?
Spróbujecie zabarwić i Wasze języki na fioletowo...?

Skandynawskie naleśniki znajdziecie też dzisiaj u Mirabelki i Marty.

Fiński pieczony naleśnik z jagodami i maślanką


Składniki:
(na formę 22x30 cm)
  • 150 g mąki orkiszowej
  • 25 g płatków owsianych
  • 40 g cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 285 ml maślanki
  • 215 ml wody
  • 2 jajka
  • 25 g masła
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 200 g jagód lub borówek amerykańskich

dodatkowo:
  • 6 łyżek creme fraiche (18%)
  • syrop klonowy

Masło rozpuścić, przestudzić.
Mąkę przesiać, wymieszać z płatkami, cukrem, proszkiem, sodą i solą.
Maślankę dokładnie wymieszać z wodą.
Jajka roztrzepać, dodać maślanę, masło i ekstrakt, połączyć.
Wlać mokre składniki do suchuch, dokładnie wymieszać.
Odstawić na 30 minut.

Formę wysmarować masłem i oprószyć mąką. Na dno równomiernie wysypać jagody. Zalać ciastem.

Piec w 200 st. C. przez 25-30, pod koniec ewentualnie przykrywając folią, jeśli zbytnio się zrumieni.

Podawać na ciepło z creme fraiche i syropem klonowym.

Smacznego!

Dziś ostatni dzień akcji Ani. Jest to więc ostatni przepis, który dodaję.
Dziękuję za świetną zabawę i motywację do wyszukiwania przepisów na skandynawskie dania!

10 komentarzy:

  1. ale oryginalny ten naleśnik :)
    Ja tam pół życia mam tą samą fryzurę i kolor od urodzenia też ten sam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda super, ten kawałek jest taki ombre :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, już od dawna chcę kupić sobie tę książkę, polecasz?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam :) Jest naprawdę świetna, często z niej korzystam :)

      Usuń
  4. No tak, my kobiety często mamy problemy z włosami, zazwyczaj tez ich zmiana jest związana z jakimś "przełomowym" wydarzeniem w zyciu, wiec... Lepiej być przygotowanym na takie ewentualności :) Naleśnik wyglada przepysznie, nigdy nie próbowałam takiego przepisu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda bardzo apetycznie. Dziękuję za tak solidne wsparcie akcji. Właśnie robię jej podsumowanie, więc możesz się go spodziewać na blogu po południu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię pieczone naleśniki, muszę kiedyś zrobić taki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Skąd ja znam eksperymentowanie z włosami - miałam już wszystkie możliwe kolory, łącznie z różowym i niebieskim:) Fajny ten naleśnior!

    OdpowiedzUsuń