środa, 6 lipca 2016

Duńskie ciasto z rabarbarem i marcepanem. I kilka słów o niedogodnościach przeprowadzek

Przy przeprowadzce należy wykazać się sporą dozą otwartości i elastyczności. Owszem, dobrze jest wszystko sobie zaplanować - tego dnia to, tamtego - tamto; jednak nie należy zapominać, że zawsze, ale to zawsze, zdarzy się coś nieoczekiwanego.
Naszym największym problemem okazała się podłoga w sypialni - rażąco wręcz nierówna. Nowe łóżko, jakbyśmy się nie starali, stać na niej prosto i elegancko nie chciało. Tato C. musiał użyć wielu tajemnych kontaktów, aby już następnego dnia pojawił się na naszym progu podłogowy magik, który wylał w sypialni kilkadziesiąt kilogramów betonu, tworząc iście arystokratyczny podest na miejsce naszego nocnego spoczynku. Gdybym chciała jednopoziomową sypialnię, musiałabym pogodzić się z niemożliwością otwarcia drzwi, co stanowi jeszcze większą niedogodność niż nieoczekiwany stopień. 
Teraz tylko musimy znaleźć odpowiednią podłogę i obudować nią łóżko. Żaden problem!
Idąc za ciosem zresztą, postanowiliśmy zmienić podłogi w dwóch innych pomieszczeniach. Mam nadzieję, że pójdzie tak gładko, jak mi to naświetlił C.

W pakiecie z domem dostaliśmy również garaż. Już się rozmarzyłam wizją zimy bez odśnieżania auta - czy może być coś piękniejszego...? Niestety, okazało się, że rzeczony garaż jest za krótki (tudzież auto za długie), żebym mogła w nim zaparkować. 
Kilkanaście centymetrów robi różnicę... 
Trzeba więc będzie zburzyć ścianę. C. nie ma oporów - od kilku dni z upodobaniem bowiem pozbawia piwnicę ścian to z tej, to z tamtej strony. Końcowe efekty będą widoczne... Cóż, nie mam pojęcia, kiedy. Ale będą. Z pewnością.

Do kuchni musieliśmy wstawić komodę; mimo, że zdecydowanie większa od poprzedniej, to jednak ciągle za mała! Kiedyś ją wymienimy, i wtedy będę miała tyyyle szafek.
Kiedyś.

Stół w ogrodzie postawiliśmy, zanim się wprowadziliśmy na dobre. Krzesła do kompletu przyszły jakiś czas później. Okazało się, że po drodze miały drobny wypadek, a jego efektem są dokładnie obdrapane rogi. Wymiana nastąpiła już po pięciu dniach - tym razem pruły się od spodu. Trzecia próba nastąpiła w czwartek o godzinie dziesiątej wieczorem. Gdybym to ja miała je odebrać, zjadłabym żywcem Bogu ducha winnego posłańca (pamiętajcie, że wstaję teraz do pracy o zupełnie nieludzkich porach). Na szczęście C. stanął na wysokości zadania i spokojnie przyjął paczkę, dokładnie sprawdzając jej zawartość.
Krzesła stoją sobie teraz wokół stołu, a ja ciągle patrzę na nie z taką jakąś nieufnością...

W naszym nowym domu mieszkamy już ponad dwa tygodnie (prawie trzy). Mój kipiący optymizm nieco przygasł, w oczekiwaniu na kolejne niespodzianki. Ciągle jednak jestem zachwycona decyzją, którą podjęliśmy, i mam nadzieję spędzić tu resztę mojego życia.
Kto by się bowiem chciał znów narażać na piekło przeprowadzki...

Dzisiaj mam dla Was ciasto z rabarbarem. Ach, jak ja kocham to kwaśne warzywo! Takie niepozorne badyle, a tyle w nich smaku!
Tym razem połączyłam je z marcepanem - i był to strzał w dziesiątkę! Przepis znalazłam w gazecie Hjemmets bedste mad, nr 5/2016 i od razu stwierdziłam, że to słodko-kwaśne połączenie nie może się nie udać. Odrobinę obawiałam się zakalca - zupełnie jednak niepotrzebnie. Ciasto wychodzi mięciutkie i wilgotne, z soczystym rabarbarem i lekko chrupiącym cukrem na wierzchu. Bajecznie smakuje jeszcze ciepłe z gałką ulubionych lodów (choć na zimno lepiej się kroi). Naprawdę ciężko jest powstrzymać się przed kolejnym kawałkiem.
I jeszcze jednym...

Ciasto z rabarbarem i marcepanem


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 22 cm)
  • 4 jajka
  • 100 g cukru
  • 200 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200 g masła
  • 250 g marcepanu

dodatkowo:
  • 200 g rabarbaru
  • 1,5 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki cukru perłowego

Masło rozpuścić i przestudzić.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia.
Marcepan zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Jajka ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. Na zmianę dodawać mąkę i masło, miksując na najniższych obrotach miksera. Na końcu dodać marcepan, połączyć.

Masę wyłożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Rabarbar pokroić na kawałki grubości 1-1,5 cm. Wymieszać z mąką ziemniaczaną, wyłożyć na wierzch ciasta, delikatnie je w nie wciskając. Posypać cukrem perłowym.

Piec 2 180 st. C. przez 40 minut, do suchego patyczka.

Podawać lekko ciepłe z lodami lub ostudzone.

Smacznego!


Przepis oczywiście dorzucam do skandynawskiej akcji Ani. Znalazłam go w duńskiej gazecie, no i jest z marcepanem, za którym Skandynawowie wprost przepadają!

15 komentarzy:

  1. Ja mam za sobą 6 przeprowadzek,przede mną dwie. Chyba je polubiłam;)
    Ciasto wspaniałe, zjadłabym do herbaty w ten deszczowy dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sezon na rabarbar już trwa, więc przepis jak najbardziej na miejscu :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda bardzo smacznie i apetycznie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały placuszek! Uwielbiam takie ciasta, no i oczywiście rabarbar <3
    Oby w Waszym nowym domu żyło się Wam jak najlepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Idealne ciasto na usterkowe smutki :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie niespodzianki są najgorsze, myślisz, że wszystko już jest w porządku a tu nagle ciach! I wszystko zaczyna się od nowa...:)
    A ciasto wygląda na super wilgotne, czyli takie, jakie lubię najbardziej;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciasto wygląda naprawdę pięknie, ma w sobie lekkość ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Marzę o cieście z rabarbarem na samą myśl aż cieknie mi ślinka. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam okazje rozkoszować się smakiem rabarbaru! W Hiszpanii chyba nie rośnie, może że na północy. Ten kwaśny badyl zanurzony w cukrze to smak z mojego dzieciństwa <3 Twoje ciacho wygląda po prostu bajecznie <3!

    OdpowiedzUsuń
  9. Rabarbaru w towarzystwie marcepanu jeszcze nie jadałam, ciekawe połączenie

    OdpowiedzUsuń
  10. Rabarbaru nie jadłam już od kilkunastu lat. W dzieciństwie najlepiej smakował maczany w cukrze i w kruchym cieście z bezą. Mam nadzieję, że u mamy jeszcze zostanie kilka łodyg, tak bardzo chciałabym znów móc delektować się jego kwaśnym smakiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Istne niebo w gębie, uwielbiam takie połączenia. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń