czwartek, 19 maja 2016

Nowy członek rodziny. I sernik kawowo-bananowy

Uwielbiam dzieci. Myślę, że całkiem nieźle sprawdziłabym się w roli przedszkolanki, gdyby nie fakt, że każde zadrapanie czy choćby najmniejszy siniak malucha znajdującego się pod moją opieką, przyprawia mnie o palpitację serca. A brutalna prawda jest taka, że pewnych wypadków nie da się uniknąć. Dzieci, bawiąc się, upadają, uderzają, przewracają siebie i to, co nieopatrznie stanie na ich drodze. Nie wiem, czy o własne dzieci człowiek boi się mniej, czy może jeszcze bardziej; o cudze drżę niczym ostatni liść na drzewie w listopadowy poranek.

Moja ulubienicą jest córeczka Karoliny. Prawdopodobnie dlatego, że zdarzało mi się jej pilnować już kiedy miała zaledwie kilka miesięcy; obserwowałam jej rozwój z zapartym tchem przez trzy lata. Teraz tęsknię za nimi obiema; mam nadzieję, że nasza przyjaźń przetrwa próbę odległości.

Tymczasem na rodzinnym podwórku C. w środę miało miejsce wielkie wydarzenie - narodziny córeczki siostry C. Jej rodzice zdecydowali, że nie chcą znać płci dziecka przed narodzinami; ja w głębi serca trzymałam kciuki właśnie za dziewczynkę. W najbliższej rodzinie jest już dwóch rozkosznych chłopców, ale sami przyznajcie - nie ma to jak lalki i puzzle z Elsą albo księżniczkami. Już się nie mogę doczekać, kiedy poznam małą Astrid; tak, tak, właśnie na cześć Astrid Lindgren, matki Pippi i wszystkich dzieci z Bullerbyn.
Przeraża mnie nieco tylko fakt, że pewnie nigdy nie nauczę się wymawiać jej imienia z nienagannym duńskim akcentem...

Nie tylko na świętowanie narodzin, mam dla Was pyszny sernik. Może nie tak zupełnie letni, ale C. kupił banany, na które jakoś nikt nie miał ochoty (niech żyją truskawki!). Leżały więc sobie te żółte półksiężyce, tracąc swoją słoneczną barwę. W końcu stwierdziłam, że ich chwila nadeszła, i przerobiłam je na sernik na zimno - żeby chociaż trochę w letnim klimacie było.
Przepis znalazłam w gazetce Pieczenie jest proste, nr 2/2012, i nieco tylko zmieniłam. Zamiast bananowego syropu, dałam zmiksowane na gładko banany. No i udekorowałam po swojemu.
Sernik wyszedł pyszny; lekki i delikatny, z idealnie wyważonymi i uzupełniającymi się smakami bananów i kawy. Mimo, że bez typowo letnich owoców, świetnie nada się na ciepłe dni.
Spróbujecie...?

Sernik kawowo-bananowy (na zimno)


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 100 g podłużnych biszkoptów
  • 50 g masła
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej (proszek)

masa serowa:
  • 600 g serka kremowego
  • 300 g creme fraiche (18%)
  • 80 g cukru pudru
  • 100 ml mocnej, ostudzonej kawy
  • 4 banany
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 6 listków żelatyny

dodatkowo:
  • kakao
  • chipsy bananowe

Masło rozpuścić, przestudzić.
Biszkopty dokładnie pokruszyć, wymieszać z kawą i masłem. Masę ugnieść na dnie tortownicy, odstawić do lodówki.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Banany zmiksować blenderem na gładko, wymieszać z sokiem z cytryny.
Serek, creme fraiche, cukier puder i kawę zmiksować. Dodać banany, połączyć.
Żelatynę odcisnąć, rozpuścić. Dodać do niej 2-3 łyżki masy serowej, dokładnie wymieszać. Następnie wlać żelatynę do pozostałego kremu, dokładnie zmiksować, żeby nie było grudek.
Przelać masę na schłodzony spód, wstawić na noc do lodówki.

Przed podaniem udekorować kakao i chipsami bananowymi.

Smacznego!

Wczoraj, jakaś taka rozmemłana i niedospana, nie mogłam się zdobyć na nic poza bezrefleksyjnym przeglądaniem przepisów i długim spacerem z Ptysią, gdy wieczorny wiatr stał się cieplejszy i przyjemniejszy. Dzisiaj, mam nadzieję, po niemal pełnych ośmiu godzinach krzepiącego snu, pełna energii i ochoty na eksperymenty wszelakie, zrobię coś chociaż odrobinę pożytecznego. 

13 komentarzy:

  1. Astrid-urocze imię:)
    A sernik rewelacyjny, wygląda pysznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Serniczek wygląda pysznie, zdecydowanie moje smaki :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabieram Ci kawałek tego bananowego cuda<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowy członek rodziny to zawsze wielkie wydarzenie, czasem spore zamieszanie, a już na pewno duża zmiana w życiu najbliższych krewnych. Nie znam co prawda duńskiej wymowy, ale myślę sobie, że po polsku 'Astrid' też pięknie brzmi :)
    Co do sernika to mam mieszane uczucia, bo jakże to tak w sezonie truskawkowym banany faworyzować, a z drugiej strony wygląda tak apetycznie, że nie sposób czekać do jesieni i zimy ;)
    Pozdrawiam
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochamy banany i perspektywa jedzenia takiego sernika wprawia nas w zachwyt :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda obłędnie! Aż szkoda jeść ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje dla siostry:-) a ciasto pycha

    OdpowiedzUsuń
  8. po prostu obłęd! uwielbiam kawę, a połączenie kawy z bananem jest jeszcze lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. muszę przetestować :) cała nasza rodzina lubi serniki na zimno :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudnie wygląda i pewnie super smakuje! Uwielbiam ciasta na zimno

    OdpowiedzUsuń