czwartek, 8 stycznia 2015

Po co liczyć książki? I sorbet gruszkowy

W komentarzach do poprzedniego postu Sylwia napisała, że nie wpadłaby na to, żeby liczyć przeczytane książki. Zaczęło mnie to stwierdzenie nurtować, sama nie wiem, dlaczego. Sama przecież, jeszcze niedawno, też bym o tym nie pomyślała. A teraz nie wyobrażam sobie stycznia bez rozpoczęcia wyzwania na Good reads. Jak to się stało i o co właściwie z tym liczeniem chodzi...?

Pomysł podsunęła mi Maggie. Spodobał mi się od razu. Jestem bowiem typem, który potrzebuje motywacji do działania. Jeszcze kiedy pracowałam, czasem ciężko mi było znaleźć czas na czytanie, chociaż bardzo to lubię. Wracałam do domu zmęczona, a tu tyle rzeczy trzeba było zrobić - sprzątnąć, wyprać, ugotować... Efekt był taki, że wieczorem siadałam na kanapie, i nie chciało mi się już nic, nawet czytać. Skoro jednak podjęłam wyzwanie, i to publicznie, musiałam chociaż te kilkanaście stron przeczytać. Żeby się lepiej ze sobą czuć. A wiadomo, że najgorzej jest zacząć - jak już otwierałam książkę i czytałam, często nie mogłam się oderwać. Wystarczył więc ten mały impuls, który sprawiał, że po tę książkę sięgnęłam...
Jeszcze nie jest za późno - Wy też możecie podjąć wyzwanie. Nie muszą to być zaraz ilości zwalające z nóg; jeśli nie czytacie wcale, wystarczy pięć, trzy, albo chociaż dwie. Bo to zawsze więcej niż nic, prawda...?

Na osłodę odchodzącego już klimatu świątecznego (u mnie choinka nadal stoi!) mam dzisiaj dla Was lody. Bo co, jak nie lody właśnie, najlepiej poprawia humor i sprawia, że człowiek nie może się nie uśmiechnąć? W dodatku jest to sorbet, więc jest nieco lżejszy od tradycyjnych lodów na żółtkach i śmietanie. A pachnie piernikiem i gruszkami.

Zaczęło się od tego, że po cieście z całymi gruszkami zostało mi kilka owoców i pół garnka syropu. Poprzednim razem rzeczonym syropem słodziłam sobie herbatę (do kawy też pasuje świetnie), ale, o czym już pisałam, ostatnio herbatę pijam gorzką. Szkoda mi go było po prostu wylać, bo pachniał bajecznie. I wtedy mój wzrok padł na pozostałe gruszki... Szybko dokupiłam jeszcze kilka, ugotowałam w syropie, następnie go odparowałam, wszystko razem zmiksowałam blenderem na gładko i zamroziłam. Efekt - bajka! Sorbet jest gładki i dość kremowy (można dodać banana, żeby miał jeszcze lepszą konsystencję), pachnie piernikiem i smakuje gruszkami. Cudownie, słodko-orzeźwiający. Ja się w nim zakochałam.
Spróbujecie...?

Sorbet gruszkowo-korzenny

Składniki:
(na 1,5 l lodów)
  • 1,4 kg gruszek

syrop:
  • 200 g cukru
  • 750 ml wody
  • 1 cytryna
  • 6 ziaren kardamonu
  • 8 goździków
  • 2 gwiazdki anyżu
  • 1 laska cynamonu (o długości 6 cm)
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 6 ziaren czarnego pieprzu

Cukier, wodę i przyprawy umieścić w garnuszku. Gotować, aż cukier się rozpuści. 
Gruszki obrać, pokroić w ćwiartki, wyciąć gniazda nasienne. Gotować w syropie 10-20 minut, aż będą miękkie. Wyjąć z garnka, przełożyć do miski, przestudzić.
Pozostał syrop gotować bez przykrycia, aż odparuje i zgęstnieje (powinno zostać około 200 ml syropu).
Gruszki zmiksować blenderem na gładką masę, wlać 200 ml ciepłego syropu, dokładnie wymieszać. Ostudzić, a następnie schłodzić w lodówce.

Schłodzoną masę przelać do maszyny do lodów, a gry skończy pracę, przełożyć do pojemniczka i zamrozić.

Smacznego!

A teraz chyba pójdę poczytać... 

31 komentarzy:

  1. sorbecik pychotka chociaż zamiast cukru zastąpiłbym go czymś innym hmm

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie zjadłbym porcję takich lodów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na porcji by się nie skończyło :)

      Usuń
  3. Sorbet genialny ^^ Ps. ja swego czasu robiłem listę książek, które przeczytałem, przydatna była, gdy chciałem do czegoś wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jakbym czytała o sobie z tym padaniem na kanapie:) ale chwilką na parę stroniczek zawsze się znajdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. takie lody to nawet w zimie bym zjadła :)

    http://kredowemenu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj ale bym zjadła takie pyszne lody, narobiłaś mi smaku :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój mężczyzna byłby zachwycony, uwielbia gruszki w każdej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  8. to ja podpowiem Ci sposób na wykorzystanie takiego sorbetu ;) zalej go po prostu dobrym białym musującym winem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sorbet korzenny i gruszki? Cóż za smakowite połączenie.
    U mnie choinka stoi niemal do lutego rok w rok ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. No no bajecznie :) Fajne te wyzwania z czytaniem :) inspirujesz wielu ludzi, może i ja się zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mmm taki sorbecik zimową, wieczorową porą chętnie bym wsunęła:) Tym bardziej , że smaki takie "zimowe"-korzenne...

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj skusiłabym się na porcyjkę :) Też często potrzebuję bodźca do działania, a potem to już leci :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja, czytam dużo książek kulinarnych i poświęconych fotografii:D Sorbet jest rewelacyjny, muszę w końcu kupić maszynkę do lodów :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie liczę ile przeczytałam książek, ale jestem tak nauczona , że sięgam po nie w każdej wolnej chwili gdy np nie mogę dziergać, tak samo nauczyłam moje dziewczyny i ostatnio przyłapałam moją małą z ksiażką tam gdzie przy jedzeniu sie nie powinno mówić:D
    A sorbet zjadłabym z wielką chęcią :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jesteś bardzo zaradna i twórcza, zaś Twoja doba wydaje się być dłuższa niż moja. Pozdrawiam ps. kiedyś czytałam więcej teraz sporadycznie. Masz jednaj racje dwie książki to zawsze więcej niż nic :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja ostatnio bardzo się opuściłam w czytaniu i już od tygodnia nosi mnie strasznie, a gdy pomyślę o wszystkich książkach, które zostawiłam w Polsce, aż mi się żal robi. Pozostają mi tutejsze księgarnie, ale to nie to samo, gdy nie ma się dostępu do polskiej literatury. Cóż, lepsze to niż nic.
    Sorbet zapowiada się wspaniale. Wypróbuję z chęcią, bo akurat kupiłam masę gruszek i głowię się, co by tu z nimi zrobić :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę mieć polskie książki. Jak jadę do Polski, zawsze zamawiam kilka przed przyjazdem do Rodziców. I wtedy taka paczka pełna cudowności na mnie czeka... :)

      Usuń
  17. Sorbet musiał być pyszny, Ja uwielbiam czytać, ale do tej pory nie liczyłam ile ich przeczytała, a jest ich sporo :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja lubię czytać, ale muszę mieć do tego chęć. Najbardziej lubię kryminały i, kiedy mnie wciągnie potrafię ja przeczytać w jeden dzień. Poza tym moją słabością są książki kulinarne, ale nie kupuję wszystkich po kolei, tylko wybieram te, moim zdaniem, najlepsze; )
    A sorbet na pewno pyszny, uwielbiam gruszki, więc nie mam wątpliwości, że bardzo by mi smakował: )

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaintrygował mnie tytuł Twojego posta i mam teraz "zagwozdkę", bo jak tu wrócić pamięcią do już przeczytanych pozycji? A fajnie byłoby wiedzieć ile książek budowało moją wyobraźnię. Trzeba by mój twardy dysk, czyt.mózg - podzielić na partycje, a te na obszary pamięci flash, pojedynczych plików itd.oczywiście, to są wolne żarty lecz chyba zacznę liczyć przeczytane pozycje , bo to i fajna zabawa i satysfakcja wymierna w liczbach.
    Sorbet się pyszni pięknym zdjęciem, ale w zimie nikt mnie nie namówi na mrożenie żołądka.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Taki sorbecik to bym z chęcią zjadła popijając kawą, najlepiej waniliową... :)
    A co do czytania to lubię, ale niestety nie mam czasu... Jak już mam wolną chwilę (przy Dziecku) to wolę sobie po prostu leniwie posiedzieć lub poleżeć brzuchem do góry obok Męża :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Też liczę, choć u mnie to szybko ostatnio idzie .... straszny mam ciąg:). Co do sorbetu to jest genialny:). Zapisałam go sobie do spróbowania:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja żałuję nie tego, że nie wiem ile czytam, ale tytułów przeczytanych książek... Ostatnio wychodzi jedna na tydzień i widzą, że praca nie przeszkadza mi w tym wszystkim, bo czytanie to jakiś nałóg, z którym nie próbuję walczyć...

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja to mam problem raczej w druga stronę. Za dużo czytam. Czasem czytam np. 3 książki jedna po drugiej (a oczywiście dom zarasta w międzyczasie brudem) i potem muszę sobie robić zakaz czytania na jakiś czas:)))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czasem wpadam w ciąg ;) Jak robiłam prawo jazdy i musiałam dojeżdżać codziennie autobusem godzinę do szkoły, to czytałam po cztery na tydzień. Cóż to były za piękne czasy... :) Teraz jeżdżę autem (nie narzekam, broń Boże), a jak wiadomo, nie jest to najlepszy moment na zaczytywanie się ciekawą lekturą ;)

      Usuń