poniedziałek, 12 stycznia 2015

O zielonych pomarańczach i cieście z ich udziałem

Pomarańcze. Dla osób urodzonych w latach osiemdziesiątych lub wcześniej to niemal symbol Bożego Narodzenia. Były dostępne w sklepach tylko w tym okresie, często znajdowały się w paczkach od Świętego Mikołaja, razem z mandarynkami zresztą. Pamiętam, jak męczyłam Mamę o obieranie coraz to nowych sztuk, bo pochłaniałam je szybciej, niż ona dawała radę pozbawiać je skórki. Intensywnie pomarańczowe, pachniały nieziemsko, a sok ściekał po palcach. Prawdziwy rarytas.

Dzisiaj pomarańcze można kupić przez cały rok, choć z pewnością to właśnie te zimowe mają w sobie najwięcej smaku i aromatu. Mi już zawsze będą się kojarzyły ze Świętami; nie wyobrażam sobie tego okresu bez chociażby jednego z nimi ciasta. W tym roku w grudniu jakoś nam było nie po drodze (za to szaleńczo zajadałam się mandarynkami, których nie potrafię sobie odmówić); tym bardziej więc ucieszyłam się, gdy na styczniowe wspólne gotowanie zaproponowano właśnie deser lub ciasto z pomarańczami. Miałam nadzieję, że uda mi się dostać czerwone, które są naprawdę zupełnie wyjątkowe i które szczerze uwielbiam, jednak na bazarze nie mogłam ich znaleźć. Kupiłam więc zielone, których nigdy wcześniej nie próbowałam, a które poważnie mnie zaintrygowały.
Pierwszy raz się z takim cudem spotkałam. Nie mogłam się oprzeć, i kupiłam trzy sztuki. Dwie wylądowały w cieście, ostatnią zjedliśmy ot tak, żeby sprawdzić, jak smakuje. Moim zdaniem miała w sobie coś z grejpfruta, była jakby lekko gorzkawa... Ale to tylko delikatnie wyczuwalna nuta w tle, generalnie smakowała... No cóż, pomarańczowo.

Przepis na ciasto znalazłam u Oli, i nie potrafiłam się mu oprzeć. Karmel, na to cieniutkie plasterki pomarańczy, które podczas pieczenia cudownie się karmelizują. Jeśli nie lubicie kandyzowanej skórki pomarańczy, tej lekkiej goryczki, lepiej owoce obierzcie przed ułożeniem w tortownicy. Mi ten smak odpowiada, C. jednak zostawiał plasterki pomarańczy na talerzu.
Co ciekawe, podczas pieczenia skórka zmieniła kolor z zielonego na pomarańczowawo-żółty. Winna jest temu wysoka temperatura, która zabija chlorofil i pozwala na uwydatnienie się ukrytego w głębszych warstwach koloru.

Zamiast wanilii jako smaku uzupełniającego użyłam tonki, i muszę powiedzieć, że to był bardzo dobry pomysł. Jej delikatny, subtelny smak świetnie się zgrał z pomarańczami. Oczywiście, jeśli tonki nie macie, wanilia sprawdzi się znakomicie. 
Całość wyszła lekka, dość słodka, wilgotna. Taka jeszcze trochę, moim zdaniem, świąteczna. Spróbujecie...?

Ciasta i desery z pomarańczą przygotowały również JustinkaMirabelka i Mopsik. Koniecznie sprawdźcie, co za pyszności goszczą dzisiaj na ich stołach.

Odwracane ciasto z zielonymi pomarańczami i tonką


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

karmel:
  • 45 g masła
  • 160 g cukru
  • 1 łyżka glukozy w płynie
dodatkowo:
  • 1 zielona pomarańcza
ciasto:
  • 190 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki mielonej tonki
  • skórka otarta z 1 zielonej pomarańczy
  • 3 jajka
  • 100 g cukru
  • 125 ml soku z zielonych pomarańczy
  • 125 ml oleju
Masło, cukier i glukozę umieścić w garnuszku. Podgrzewać, aż cukier zacznie się karmelizować, a wszystkie składniki połączą się w jednolitą masę. Przelać karmel do formy, której dno wyłożone jest papierem do pieczenia. Formę dodatkowo można zabezpieczyć folią aluminiową, żeby podczas pieczenia karmel nie wypłynął.
Pomarańczę pokroić w cienkie plastry, ułożyć na karmelu, odstawić.

Mąkę przesieać, wymieszać z proszkiem, tonką i skórką z pomarańczy. 
Biała ubić na sztywno, pod koniec partiami dodając cukier. Następnie po jednym wbić żółtka, miksując dokładnie po każdym dodaniu. Następnie na zmianę dodawać suche składniki i olej wymieszany z sokiem, miksując na najniższych obrotach miksera.

Ciasto przełożyć na pomarańcze, wyrównać wierzch.

Piec w 180 st. C. przez 50-60 minut, do suchego patyczka.

Ciasto wyjąć z piekarnika, przestudzić w formie 10 minut. Następnie wyłożyć na paterę lub talerz, odwracając je do góry spodem.
Zostawić do ostudzenia.

Smacznego!

Ciasto można przygotować ze zwykłymi, pomarańczowymi pomarańczami, jak również z ich czerwoną odmianą. Wszystko zależy od tego, jakie akurat uda Wam się znaleźć.

29 komentarzy:

  1. Nie miałam okazji spotkać takiej odmiany... Tak czy siak, sezon zimowy to najlepszy czas dla cytrusów! Wtedy są najbardziej soczyste... Trzeba korzystać z tych dobroci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Należę do tych osób urodzonych przed 80 latami. Pamiętam banany i pomarańcze tylko na Boże Narodzenie, kiedy działo się gorzej dostępne były tylko właśnie zielone „kubańskie”pomarańcze i rzeczywiście w smaku przypominały grejpfruta, więc dla mnie dziecka w ogóle nie smakowały:( Jednak teraz chętnie spróbowałabym kawałeczek Twojego ciasta z zieloną pomarańczą:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowały mnie te zielone pomarańcze, nie wiedziałam, że jest taka odmiana. Mnie też te owoce kojarzą się ze Świętami. Ich zapach wprawia mnie w dobry, świąteczny nastrój. Dziękuję za wspólne pieczenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomarańcze trochę mnie lubią, często mnie uczulają, ale mając przed sobą takie ciasto powiedziałam alergii sio ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomarańczowy zawrót głowy trwa! Apetycznie wygląda i pewnie jeszcze lepiej smakuje!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie też święta=pomarańcze, nawet bardziej niż pierniczki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zabieram się za takie ciasto już od jakiegoś czasu Ciasta takie są mega wilgotne i smaczne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację pomarańcze zimą mają bardzo intensywny smak, a spotęgowałaś go wspomnieniami podobnymi do moich przeżyć z okresu , gdy tylko puste półki były w sklepach.
    Ciasto na wskroś pomarańczowe, musi być pyszne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też tak mam, że zapach mandarynek czy pomarańczy kojarzy mi się ze Świętami i Mikołajem:-) A ciasto świetne, muszę spróbować:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Doskonałe połączenie! Teraz jest najlepsza pora na takie ciacha!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie widziałam nigdzie zielonej odmiany pomarańczy. Ciasto prezentuje się pysznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciasto z karmelizowanymi pomarańczami bardzo do mnie przemawia. muszę spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zielone pomarańcze? Aż jestem ciekawa takiego ciasta :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciasto wygląda kusząco! Ja właśnie jako dziecko pomarańcze uwielbiałam, ale już w cieście były da mnie mocno dyskusyjne, szczególnie skórka. Chętnie przetestuję Twój przepis, jak zdobędę składniki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Święta zawsze kojarzą mi się z pomarańczami :) Ciasto musiało być smaczne :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Święta bez pomarańczy i mandarynek nie maja klimatu :D Ciasto musiało niebiańsko pachnieć podczas pieczenia, wygląda super :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie spotkałam się osobiście z taka odmianą, jednak szwagierka, która niedawno wróciła z Meksyku mówiła, ze tam pomarańcze są własnie zielone i że są po prostu mega slodkie .... a więc może to jakas inna odmiana od tych, które Ty kupiłas:) .... co do ciasta to jakoś nie mam odwagi zrobić takiego odwracanego:)

    OdpowiedzUsuń
  18. brzmi apetycznie :) zapisuję przepis!

    OdpowiedzUsuń
  19. Pomarańcze zawsze kojarzą mi się ze świętami... Pyszne ciasto, świetny pomysł na wykorzystanie pomarańczy... A o zielonych nie słyszałam wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jestem uzalezniona od pomarańczy i mandarynek, ale zielonych jeszcze nie widziałam.
    A na pomarańczowe ciasto mam ochotę od dawna...

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak ,Tak miałam 10 lat jak dostałam pierwszą pomarańczę w paczce od Mikołaja. Nie pamiętam smaku lecz pamiętam jej zapach, a pomarańcze musiałam między wszystkich członków rodziny. teraz mam je pod dostatkiem. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. No i klops, bo na pomarańcze jestem uczulona :( i gdzie tu sprawiedliwość?

    OdpowiedzUsuń
  23. Aaaa wygląda pysznie :) Szkoda że nie dałam rady z Wami upiec ciasta z pomarańczami :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. mmmm... pycha ;)
    a mnie zapach pomarańczy czy mandarynek kojarzy się z paczką od Mikołaja ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Za pierwszym razem, gdy przeczytałam o "tonce", zastanawiałam się, czy naprawdę mam dodać do ciasta czekoladowego ziarenko bobu :D Ja chyba jednak jestem z tych co Twój C - pomarańczową skórkę uwielbiam, ale w domu, pomimo zachowania wszystkich procedur, zawsze wychodzi mi gorzka i, dla mnie, niejadalna ;-)

    OdpowiedzUsuń