piątek, 8 kwietnia 2016

Meteopatia, czyli uzasadnienie złego humoru. I lody - na wpół zamrożone

Z przykrością stwierdzam, że chyba stałam się meteopatą. Zazwyczaj potrafię znaleźć dobre strony niemal w każdej pogodzie, ale ostatnio mam ochotę płakać razem z niebem. 
Kalendarzowa wiosna zaczęła się już jakiś czas temu, Wielkanoc dawno za nami, a aura nie zmieniła się ani odrobinę. Co prawda termometr pokazuje te kilka kresek powyżej zera i nie muszę co rano skrobać szyb w aucie, ale co z tego, skoro ciągle wieje i pada? Lodowate podmuchy przeszywają do kości (a przecież chodzę jeszcze w moim czerwonym, zimowym płaszczu), deszcz sieka prosto w twarz, a w istnienie słońca powoli przestaję wierzyć. To chyba jeden z tych cudownych mitów, jak Atlantyda na przykład...

Po krótkim spacerze z Ptysią idę pod gorący prysznic; dopiero jego szum zagłusza głośny stukot kropel o szyby. Piję gorącą herbatę, zawijam się w swetry i ciepłe koce, i marzę... Nie, nie o lecie i egzotycznych wakacjach. Raptem o kilku radosnych, ciepłych promykach, które podniosą mnie na duchu i dadzą nadzieję. Prognozy jednak szybko te myśli wybijają z mojej głowy; deszcz, wiatr i ogólnie jesień. Taka raczej listopadowa niż złota. 
Heh...

Jak już sobie pomarudziłam, to teraz osłodzę nam życie. Wam ideą, sobie wspomnieniami, bo tylko one po tych lodach zostały.
Semifreddo bowiem to rodzaj włoskich lodów; idealne dla tych, którzy nie mają maszynki (albo nie mają na nią miejsca w zamrażarce). Osobno ubija się żółtka, białka i kremówkę, a potem wszystko delikatnie łączy, dorzucając ulubione dodatki. Tym razem przepis znalazłam w duńskiej gazetce Hjemmets bedste mad, nr 4/2016, i postanowiłam przygotować go na przekór paskudnej pogodzie za oknami. Zamiast zwykłych pomarańczy użyłam ich czerwonych kuzynek; karmel nabiera dzięki nim ślicznej, różowo-czerwonej barwy. Chrupiące orzeszki w słodkim karmelu i waniliowe, cudownie kremowe lody. Idealny letni deser. Spróbujcie koniecznie!

Semifreddo z orzechami w pomarańczowym karmelu


Składniki:
(na formę silikonową do babki z kominem o pojemności 2,5 l)
  • 3 białka
  • 4 żółtka
  • 150 g cukru pudru
  • 2 łyżki ekstraktu z wanilii
  • 500 ml śmietany kremówki (38%)
orzechy w pomarańczowym karmelu:
  • 200 g orzechów laskowych
  • 100 g cukru
  • 100 ml soku z czerwonych pomarańczy
  • skórka otarta z 1 czerwonej pomarańczy
  • 1/6 łyżeczki soli

dodatkowo:
  • 4 czerwone pomarańcze

Orzechy rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w 200 st. przez 10 minut.

Gorące orzechy przełożyć na czystą ściereczkę i pocierać, aż zejdą z nich skórki. Orzechy grubo posiekać.

Cukier i sok umieścić w garnuszku z szerokim dnem. Podgrzewać, aż płyn odparuje i cukier zacznie się karmelizować. Dodać sól, orzechy i skórkę z pomarańczy. Wymieszać.
Karmel wylać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Odstawić do zastygnięcia.

Kremówkę ubić na pół-sztywno.
Białka ubić, pod koniec ubijania partiami dodając 75 g cukru pudru.
Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem pudrem na jasną masę. Dodać ekstrakt, zmiksować. W 2-3 partiach dodać kremówkę, delikatnie mieszając łyżką. Na koniec dodać bezę, delikatnie połączyć.

Na dno formy wyłożyć 1/4 orzechów. Pozostałe wmieszać do masy. 
Masę wyłożyć do formy, wyrównać wierzch. Zamrozić na minimum 3 godziny. 

Wyjąć z zamrażarki 15-20 minut przed podaniem. Udekorować obranymi ze skórki i pokrojonymi w plastry pomarańczami.

Smacznego!

Wyczytałam też, że meteopatom poleca się zimne prysznice i schładzanie stóp. 
Co za sadysta mógł coś takiego w ogóle wymyślić...? 
Moje stopy są same z siebie jak kawałki lodu przez większą część roku, a ciepło tracę w tempie ekspresowym. Po takim prysznicu przez tydzień bym chyba do siebie nie doszła...

17 komentarzy:

  1. Ja jestem okropną meteopatką po mamie. Żyję na tyle na ile pozwala mi pogoda:) Taki deser śmiało mógłby zastąpić te zimne kąpiele:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja od zawsze reaguję na pogodę - jak jest taka, jak ostatnio, to przysypiam na stojąco, a i humoru brakuje. Ale taki deser na pewno osłodziłby mi ten deszczowo-wietrzny początek kwietnia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda apetycznie!

    Zapraszam na konkurs, który jest na moim blogu! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne słowa i cudowny deser. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój mąż jest meteopatą. Gdy tylko się pogoda zmienia, to mi jęczy, że źle się czuje...W aptece widziałam jakieś tabletki dla meteopatów, ale nie wiem co w nich jest i jak działają więc nie będę polecać. Semifreddo the best!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham lody nawet gdy brzydka pogoda za oknem

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo, że nie jestem meteopatą to na deser i tak chętnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie semifreddo mi na pewno poprawiłoby nastrój :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co prawda nie jestem meteopatką raczej, ale ten ciągły brak słońca, też mnie dołuje. Życzę więc Tobie, wszystkim i innym i sobie dużo słońca. Co do deseru : pięknie się prezentuje!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak, lody w takiej odsłonie na pewno poprawiłyby nam teraz humor :D Jak one muszą cudownie smakować :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O to ja wpadam na deser :-) ja niestety jestem meteopatką :-( a ratuje się gotowaniem w kuchni jak mam zły nastrój :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj chodzi za mna ten deser już od dłuuugiego czasu! Twój wygląda obłędnie - jestem zachwycona! Przepis ląduje w przepisniku!
    Pozdrawiam serdecznie i wiosny w sercu zyczę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety od pewnego czasu sama jestem meteopatą. Pozostaje nam wierzyć że niebawem zaświeci słońce :) A semifreddo wygląda bosko :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochana to najcudowniejsze semifredo, jakie widziałam .... do twarzy mu w formie babki:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zakochałam się! :) Koniecznie muszę spróbować ah!

    OdpowiedzUsuń