wtorek, 11 sierpnia 2015

Pomidorowe serce. I historia z dreszczykiem

Jestem Wam winna historię. O zwariowanym Duńczyku, który w pewnym momencie naprawdę mnie przestraszył, tylko wspomniałam. A historia mrozi krew w żyłach! No dobrze, może nieco przesadzam... Ale w mojej duńskiej, bardzo spokojnej rzeczywistości, zdecydowanie wyróżnia się na tle codzienności.

Zacznę może od początku: jechaliśmy z C. na spotkanie. Żeby nie było zbyt prosto - dwoma autami. On bowiem później musiał udać się do pracy, ja z kolei wybierałam się na ploteczki do koleżanki (nie ma jak sprawiedliwy podział obowiązków). On jechał przodem, z nawigacją, ja za nim, lekko tym faktem zestresowana. Zawsze troszkę się boję, że go zgubię (choć jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło).
W pewnym momencie wyprzedziło mnie małe, białe autko, starałam się więc patrzeń niejako przez nie, żeby C. z oczu nie stracić. A tu kierowca nagle zaczyna mrugać wszystkimi możliwymi światłami, zjeżdża na pobocze, a gdy chciałam go szybciutko wyprzedzić, wychylił się z okna niemal do połowy (co nie jest aż tak imponujące, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że jechał Smartem) i zaczął szaleńczo machać rękami. Najpierw pomyślałam, że wariat. Później, że może coś mi od autka odpadło, a on się tym bardzo przejął. Na końcu, że może biedak umiera i w panice oczekuje pomocy. Na myślenie nie było dużo czasu; Smarcik był komunalny (w sensie - państwowy), więc doszłam do wniosku, że pan kierowca raczej mnie nie zamorduje (chwilę później wyrzucałam sobie taką lekkomyślność). Koniec końców - zatrzymałam się, C. odjechał w siną dal, a całkowicie obcy człowiek wpakował mi się bezceremonialnie na miejsce pasażera. Żebyście tylko widzieli moją minę! Zaczął mówić z prędkością światła, ciężko mi było go zrozumieć, bo ciśnienie podskoczyło mi z wrażenia do prawidłowego. Dopiero po kilku sekundach skupiłam się na tym, co on właściwie mówi. A on rozwodził się nad cudownością mojego auta! W pierwszej chwili byłam pewna, że z tych nerwów zupełnie zapomniałam duńskiego języka, okazało się jednak, że miałam rację - pan jest fanem starych mercedesów, a mój tak pięknie wygląda, że on chciałby wszystko o nim wiedzieć!
Z opresji wybawił mnie powracający na białym rumaku... Ups! W białym służbowym aucie, C. Ha! Jego mina, gdy zobaczył obcego mężczyznę siedzącego ze mną w samochodzie, była z pewnością jeszcze ciekawsza niż moja na początku tej przygody. Zatrzymał się, podszedł, i jak zaczęli rozprawiać... Pół godziny żeśmy tam stali! Aż się bałam, że spóźnimy się na umówione (wydawałoby się - w poprzednim życiu) spotkanie. Na szczęście zdążyliśmy.

I tutaj mała dygresja - C. również jest wielkim fanem swojego samochodu, ale jeszcze nigdy nie widziałam, żeby rzucał się na niczego nieświadomych, Bogu ducha winnych kierowców, i prawił im półgodzinne wywody. Z drugiej strony - nie przebywam z nim cały czas, więc kto wie... A on teraz przecież bardzo dużo jeździ...

Wszystko dobrze się skończyło, ale naprawdę, był moment, że się naprawdę zdenerowałam. Zdecydowanie muszę popracować nad zachowywaniem zimnej krwi w sytuacjach stresowych, zamiast wyrzucania sobie, że największy nóż leży bezużytecznie w domu.

Na uspokojnie skołatanych nerwów, albo po prostu gdy jest sezon na piękne, soczyste pomidory, polecam Wam wyjątkową tartę. Klasycznej tarty tatin nigdy nie piekłam, z uwagi na brak odpowiedniej patelni, którą by można włożyć do piekarnika. Tu jednak nie jest ona potrzeba, bo niczego się najpierw nie podsmaża. Pomidorki w zalewie octowo-klonowej najpierw godzinę pieczemy, żeby wydobyć ich cudownie słodki smak i aromat, a następnie przykrywamy kruchym ciastem. Efekt, muszę przyznać, niebanalny. Danie cudownie proste w przygotowaniu, a smak zupełnie wyjątkowy. Jedyne drobne ale, to, moim zdaniem, zbyt duża ilość octu (a i tak zmniejszyłam jego ilość w stosunku do oryginalnego przepisu). To jednak oczywiście moje osobiste preferencje. Poza tym tarta wyszła przepyszna - idealnie kruchutkie ciasto, cudownie słodkie pomidorki - nie można się jej oprzeć.
Jedna tylko uwaga na koniec jeszcze - tartę należy przygotować w całej formie - bez odpinanych brzegów lub wyjmowanego dna. Inaczej soki się wyleją, i bez mycia piekarnika się nie obejdzie...

Przepis znalazłam na blogu Drink eat live niemal rok temu i bardzo żałuję, że za jego wykonanie zabrałam się dopiero teraz...

Pomidorowa tarta tatin

Składniki:
(na formę do tarty o średnicy 20 cm)
  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 1/2 łyżeczki soli

dodatkowo:
  • 500 g pomidorków koktajlowych
  • 3 łyżki syropu klonowego
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka oliwy
  • 1 ząbek czosnku
  • Igiełki z 1 gałązki rozmarynu
  • 1 łyżeczka soli

Mąkę przesiać, wymieszać z solą. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Wbić jajko, szybko zagnieść gładkie ciasto.
Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić przez 1 godzinę w lodówce.

W tym czasie umyć i osuszyć pomidorki.
Na dno formy wlać syrop, ocet i oliwę, dodać sól i dokładnie wymieszać. Na tej mieszance ułożyć pomidorki, jeden przy drugim. Na wierzchu rozłożyć przeciśnięty przez praskę czosnek i drobniutko posiekany rozmaryn.

Piec w 150 st. C. przez 1 godzinę.

Po tym czasie rozwałkować ciasto na okrąg nieco większy od średnicy formy. Wyjąć tartę z piekarnika, na wierzchu ułożyć ciasto, zawijając jego brzegi do środka, pod pomidory.

Piec w 220 st. C. przez 2-30 minut, aż ciasto nabierze złoto-brązowego koloru.
Podawać na ciepło lub zimno.

Smacznego!

Słonko grzeje. Czyż to nie cudowne...? 
Bardzo miła odmiana po duńskim podobno lecie.

Przepis oczywiście dodaję do akcji Mopsika.

Warzywa psiankowate 2015

21 komentarzy:

  1. Nie wiem czy ja bym się zatrzymała. Niezła historia. Zapraszam oczywiście do dodania tego pomidorowego serduszka do mojej akcji psiankowatej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za serce, co za historia :) A upały lubię, nawet bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mnie ciekawi smak tej tarty :-) bo wygląda pysznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. o jaki pomysłowy kształ :)
    białego rumaka ci się zachciało? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pyszna tarta, wygląda smakowicie :) A historia, patrząc z boku, śmieszna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że był zachwycony autem, ja od razu pomyślałabym o najgorszym; D
    A tarta wygląda świetnie, z ogromną chęcią spróbowałabym kawałka; )

    OdpowiedzUsuń
  7. Masakra ja na twoim miejscu dostała bym wylewu :{ A tarta wygląda smacznie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha! ale historia! :D Jak zobaczyłam przepis z pomidorami, to na myśl mi przyszło, że to będzie krwawa historia :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż za serduszko, pewnie pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna tarta, mocno planuję przygotowanie takiej odwróconej i pomidorowej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Prześlicznie wygląda! :)
    Cudowny pomysł! *.*

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże ja nie wiem co bym zrobiła, jakby taki mi wskoczył do samochodu :D Ale masz co wspominać :D
    A pomysł na tartę cudowny! I wygląda przepysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. tarta wygląda smacznie :) za to historia niesamowicie ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zabawni ci Duńczycy. Myśliciele czasem o powrocie do Polski ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myślimy, szczerze mówiąc. C. jest Duńczykiem, ma pracę, ja mam szkołę... Jakoś tak już się tam poukładaliśmy i nam dobrze :)

      Usuń
  15. Jaka piękna tarta! Chętnie bym zjadła kawałek :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem wielbicielką wytrawnych tart, wszystko ostatnio przerabiam na tarty. A ta będzie następna:) Siedzę z komputerem w łóżku i jestem taka strasznie, strasznie głodna, kiedy patrzę na to zdjęcie:( Ale przecież nie zrobię tarty o północy? A może zrobię :)

    OdpowiedzUsuń