poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Mój pierwszy spływ kajakowy. I muffinki dla alergików

Z wielkiej wyprawy kajakowej wróciłam cała, zdrowa i względnie sucha. I mimo, że mam zakwasy, a tyłek boli mnie niesamowicie, uważam to za jeden z ciekawszych dni tych wakacji. Podobało mi się dużo bardziej, niż oczekiwałam.

Oczywiście zwleczenie się z łóżka o wpół do siódmej nie było rzeczą łatwą. Ale skoro tata C. zarządził zbiórkę o dziewiątej, nie mieliśmy wyjścia. Co, jak co, ale jak pan V. oczekuje Was na konkretną godzinę, nie chcecie się spóźnić.
Zasady tej nie wyznaje jego najstarszy syn z małżonką, niemal za każdym razem doprowadzając swojego ojca rodzonego do rozpaczy. Tym razem wpadł do kuchni za piętnaście dziesiąta i werwą oświadczył: No, zbierajcie się, dlaczego ja zawsze muszę na was czekać...?
W efekcie dotarliśmy na miejsce nieco tylko spóźnieni. Wypchany do granic możliwości wan i jedno z aut zostało u celu podróży, my zapakowaliśmy się w pozostałe trzy i ruszyliśmy na start. Okazało się, że rzeczka jest malutka, u początków miała raptem półtora do dwóch metrów szerokości, za to nurt jest na tyle wartki, że wiosło służyło tylko do sterowania. Usiadłam z przodu, C. zajął miejsce z tyłu, i zaczęliśmy płynąć. Najpierw siedziałam nieco niepewnie, sztywno, oczekując w każdej chwili wywrócenia się kajaku. Jednak po jakimś czasie, nie widząc zagrożenia życia, zaczęłam się rozluźniać i chłonąć otoczenie. Najpierw płynęliśmy między polami - cichymi, tylko szum wiatru w trawach i zbożach. Gdzieniegdzie zamuczała krowa czy zabzyczała pszczoła. Najbardziej urzekły mnie miejsca, gdzie całe masy niezapominajek niemal wpadały do wody - wyglądało to naprawdę zachwycająco.
Od czasu do czasu zbieraliśmy wszystkie kajaki w grupę, piliśmy, jedliśmy i się śmialiśmy. Najbardziej ryzykowne były momenty, kiedy przepływaliśmy pod naprawdę niskimi mostkami - trzeba było położyć się zupełnie płasko na dnie kajaka i uważać, żeby nie przytrzeć nosem o drewniane belki. I w jednym miejscu trzeba było kajaki przenieść na drugą stronę tamy. Poza tym mogliśmy cieszyć się upajającą ciszą i spokojem.
Nie obyło się bez kąpieli, choć do tej pory podziwiam odważnych - woda była bowiem lodowato zimna. Właśnie przy okazji kąpieli odkryto, że klucze do auta, które miało posłużyć do zabrania pozostałych z drugiego końca, zostały właśnie na tym końcu w innym samochodzie zamknięte... Pan V. nie był zadowolony. Użył słowa idiota. Kilka razy.
Nie zepsuło to jednak naszych humorów, wręcz przeciwnie - nadąsana mina taty C. wywołała wybuchy radosnego śmiechu u młodszych uczestników spływu. Pan V. wkrótce się rozchmurzył, choć na winnego ciągle patrzył potrząsając głową z dezaprobatą.

Najbardziej podobało mi się parę ostatnich kilometrów, gdy płynęliśmy w lesie. Reczka rozlała się tutaj szerszym korytem, nad nami zielony baldachim, a spomiędzy liści oblewało nas zielonkawe, niemal czarodziejskie światło. W zadumie oglądaliśmy zachwycające widoki.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, kajaki został spakowane, a auta odebrane, urządziliśmy grilla. Mmm, po ponad sześciu godzinach na wodzie apetyty dopisywały! Były kiełbaski, karkówka, kurczak, polędwiczki, a nawet zaskakująco smaczne kurze serca. Była kukurydza i mocno pachnące czosnkiem domowe bułeczki. Było ognisko i pieczone na patykach pianki. A gdy zrobiło się chłodno, pojechaliśmy na kawę do rodziców C.

Jak już napisałam wyżej - podobało mi się ogromnie, i mam nadzieję, że za rok znów wybierzemy się na spływ. 

W ramach przepisu mam dzisiaj muffinki. Smakują inaczej - mąka ryżowa ma charakterystyczną strukturę; muffinki smakują jak z dodatkiem kaszy manny.
Przepis, z myślą o alergicznej siostrze C., znalazłam na opakowaniu mąki ryżowej. Smakowały.

Minimuffiny ryżowe z czekoladą

Składniki:
(na 24 sztuki)
  • 125 g miękkiej bezmlecznej margaryny
  • 100 g cukru
  • 2 jajka
  • 125 g mąki ryżowej
  • 125 mąki ziemniaczanej
  • 1/4 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 50 g ciemnej czekolady bez laktozy (75%)
Margarynę utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Po jednym wbijać jajka, dokładnie miksując po każdym dodaniu.
Mąki przesiać, wymieszać z proszkiem. Partiami dodawać do masy, miksując na najniższych obrotach miksera.
Na końcu dodać niezbyt drobno posiekaną czekoladę.

Masę równomiernie wyłożyć do formy na minimuffiny wyłożonej papilotkami.

Piec w 180 st. C. przez 15-20 minut, do suchego patyczka.
Ostudzić na kratce.

Smacznego!

A jutro idę do szkoły. Pierwszy raz po wakacjach. Szczerze - to już się trochę stęskniłam...

24 komentarze:

  1. muffinki na pewno pyszne, ale nie dla alergików (jaja, czekolada), jeno dla bezglutków - aż im zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla bezglutków i dla bezlaktozowców ;) Przynajmniej mój zjadł i nie narzekał na ból brzucha :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Spływy kajakowe są świetne! Można świetnie spędzić czas z najbliższymi: ))
    A przepis ciekawy, mąka ryżowa jest specyficzna, więc smak musiał być interesujący: ))

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow jaki super pomysł na muffinki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi się marzą kajaki, wokół mnie tego pełno, ale kurcze odwagi mi brak ;)
    Muffiny fajnie wyglądają, ja bym dała wszystko mleczne-ale akurat możemy jeść :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomysł na muffiny ciekawy.. nigdy takich nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę wyprawy, nie miałam okazji uczestniczyć w spływie, ale myślę, że to niesamowita przygoda :)

    Muffinki pyszne, z czekoladą...Mmm :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudownie to opisałaś, niemal poczułam się jakbym była z Wami na tym kajaku :D Spędziłaś fantastyczny dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  9. zazdroszczę tego spływu!! a muffinki to nasza ostatnia miłość, robię różne i z różnymi dodatkami, ale z mąki ryżowej zrezygnuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobry pomysł na mąkę ryżową, która właśnie zalega u mnie w szafce ;) Ale jako, że na laktozę nie jestem uczulona, produkty bezmleczne zamieniłabym na zdecydowanie mleczne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Babeczki pysznie się zapowiadają! Super udana wyprawa :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda, że nie wrzuciłaś zdjęć ze spływu!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawy skład, aż jestem ciekawa jak one smakowały ?!

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie taka kajakowa wyprawa czeka w najbliższy weekend. Nie moge się doczekać! :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Poczułam się jak na spływie :) muffinki wyglądają bajecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniale wyglądają te muffiny! ; )
    Rewelacyjny przepis!

    OdpowiedzUsuń
  17. Na szczęście nie mam w najbliższym otoczeniu alergików, choć z jednej strony gdybym miała, byłby to pretekst to wypróbowania muffinek, bo przepis na nie wydaje się być dość ciekawy :) Mam nadzieję, ze w szkole równie interesująco jak w kuchni po wakacjach też będzie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Fantastyczna wyprawa. Lubię takie duże spotkania wycieczkowe. Najważniejsze, żeby się dobrze bawić :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Byloby nam milo, gdybys zechcial go wpisac na Ptitchef.com, zeby mozna go bylo zaindeksowac.

    Ptitchef jest katalogiem, który pozycjonuje najlepsze kucharskie strony internetowe w sieci. Setki blogów juz sa na nim juz zapisane i korzystaja ze strony Ptitchef, zeby przedstawic swoje wlasne strony internetowe.

    Zeby zapisac sie na Ptitchef, wejdz na
    http://www.petitchef.pl/index.php?obj=myaccount_site&action=form

    lub na http://www.petitchef.pl i kliknij na « Dodaj swój blog-strone » w górnym pasku.

    Pozdrawiam

    Camelia
    Petitchef.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. Za kajakową wyprawę podziwiam, bo ja jeszcze nie miałam okazji :) Muffiny palce lizać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ha ha sytuacja z kluczami naprawdę musiała być zabawna! Ale fakt trzeba być idiotą, żeby zostawić kluczem w drugim aucie :D
    Grill, zawsze miło kojarzy mi się tego typu spędzanie czasu przy takich smakołykach.
    A muffinki lubię i ja!

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetne wyprawa i miłe wspomnienia :D A muffinki pierwsza klasa!

    OdpowiedzUsuń
  23. Zaciekawiła mnie ta mąka ryżowa. Muszę koniecznie wypróbować!

    OdpowiedzUsuń