wtorek, 30 stycznia 2018

Wiem, że nic nie wiem, czyli siódme urodziny bloga

Im więcej się uczę, tym mnie wiem - a przynajmniej takie mam wrażenie. Ogrom wiedzy, której nigdy nie opanuję, mnie przeraża.
Ale może zacznę od początku...

Swoją przygodę z pieczeniem, a później z blogowaniem, zaczęłam z przypadku. W nowym miejscu, sama jak palec, nie bardzo wiedziałam, co ze sobą robić. Bo ile można czytać czy oglądać seriale...? Najpierw nieśmiało oglądałam inne blogi, piekłam jakieś plaskate cuda i byłam z nich nieziemsko dumna (mówię to ja - osoba, które w wieku lat dwudziestu potrafiła zrobić sobie herbatę i kanapkę. Szczytem inwencji było przyrządzenie zupy z proszku). Później, z jednym okiem zamkniętym z wrażenia, założyłam bloga i skakałam z radości przy każdym komentarzu. Ach, cóż to były za czasy...
Później (dużo później, jeśli mam być szczera), gdy zobaczyłam postępy, a pieczenie sprawiało mi coraz większą frajdę, zaczęłam szkołę cukierniczą. I wiecie co...? Te dwa lata otworzyły mi oczy i pokazały, jak niewiele wiem. Zauważyłam też, że są rzeczy, których człowiek, choćby nie wiem, jak się starał, w domu się nie nauczy. Dopiero praca w cukierni pokazała mi, co to naprawdę znaczy być cukiernikiem, a nie tylko się w cukiernika bawić. To ciężka praca - fizycznie, bo dwudziestopięciokilogramowe worki z cukrem same się nosić nie chcą, ale też umysłowo, bo, powiedzmy to sobie szczerze, klienci są różni, i nie zawsze jest to łatwa współpraca. Człowiek nieźle się musi nagłowić, żeby co niektórych zadowolić. Ale gdy później przychodzą z uśmiechem i podziękowaniami - bezcenne. Dla takich chwil warto się starać.

Już za cztery miesiące będę zdawać końcowe egzaminy. Strasznie się denerwuję, ale jednocześnie nie mogę się doczekać - bo znów zacznie się coś nowego. Jeszcze nie wiem co i jak, ale już się cieszę, bo z pewnością nudno nie będzie.
Tymczasem blog dryfuje sobie gdzieś obok mnie; nie mam dla niego tyle czasu, co kiedyś. Posty bywają zdecydowanie krótsze i piszę je rzadziej, ale staram się, jak mogę. Tym bardziej, że dziś Pożeraczka kończy siedem lat - warto więc chyba nad nią pracować, skoro mi ciągle chce się pisać, a Wam czytać.

Dziękuję, że nadal tu ze mną jesteście; bez Was już dawno bym się poddała. A jednak, mimo krótszych i dłuższych przerw, ciągle wracam. Bez motywacji, którą dla mnie jesteście, z pewnością by mi się nie udało.

Na te huczne urodziny mam... Tartę. Nie tort; niestety, ale nie miałam czasu na bardziej skomplikowane wypieki. Tarta jednak jest urocza i pyszna, więc w tym roku musi wystarczyć. Jeśli dotrwamy do urodzin dziesiątych, obiecuję tort prawdziwie wystrzałowy; no, ale do tego zostało jeszcze parę chwil.

Kruchy spód bez jajek jest niesamowicie kruchy i nie nasiąka wilgocią, co jest jego dużym plusem. Kisiel malinowo-hibiskusowy jest kwaskowy i wyrazisty, świetnie równoważy go delikatny i słodki krem z białej czekolady. Całość smakuje wybornie, połączenie smaków jest wyjątkowo harmonijne. Dekoracja to urocze mini makaroniki i świeże maliny - prosta, a jednocześnie efektowna.
Na C. zrobiła wrażenie; mam nadzieję, że i Wam się spodoba.

Tarta malinowo-hibiskusowa z kremem z białej czekolady


Składniki:
(na tortownicę o średnicy 20 cm)

kruche ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 65 g cukru
  • 150 g zimnego masła
  • 2-3 łyżki zimnej wody
kisiel malinowo-hibiskusowy:
  • 185 g malin
  • 1 łyżka suszonych kwiatów hibiskusa
  • 35 g cukru
  • 75 ml wody
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
krem z białej czekolady:
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 120 g białej czekolady
  • 2 listki żelatyny
dodatkowo:
Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Partiami dodawać wodę - ciasto powinno się ładnie połączyć, ale nie może się kleić.
Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30 minut.

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3-4 mm, wyłożyć nim formę, formując brzeg o wysokości około 3 cm.
Nakłuć ciasto widelcem, przykryć papierem do pieczenia i wysypać suchą fasolą lub kamykami do pieczenia.

Piec w 190 st. C. przez 12 minut.
Po tym czasie zdjąć obciążenie i papier.

Piec kolejne 12-15 minut w 190 st. C.
Ostudzić.

Maliny, hibiskus, cukier i 40 ml wody przełożyć do rondelka, zagotować. Gdy maliny się rozpadną, a cukier rozpuści, przetrzeć przez sitko. Przelać z powrotem do rondelka, dodać mąkę rozpuszczoną w pozostałej wodzie, zagotować.
Gorący kisiel przelać na spód tarty, ostudzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, czekoladę drobno posiekać. 100 ml kremówki zagotować, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Dodać czekoladę, wymieszać do jej rozpuszczenia. Przestudzić.
Pozostałą kremówkę ubić, dodać do czekolady w 3 turach, delikatnie mieszając łyżką.
Wylać krem na kisiel, schłodzić w lodówce.

Przed podaniem udekorować malinami, makaronikami, bezikami i suszonymi kwiatami hibiskusa.

Smacznego!


A co byście powiedzieli na taką tartę z okazji Walentynek...? W końcu czternasty lutego już za chwilkę!

15 komentarzy:

  1. Szalenie mi się podoba!
    Uwielbiam Twój blog, zawsze dzielisz się wspaniałymi przepisami, aż mi ślinka cieknie.
    Dalszej przyjemności z pisania i pieczenia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta tarta jest absolutnie piękna i wolę ją od tortu, zdecydowanie! :)
    Będę trzymać kciuki za egzaminy! Fajnie robić coś, co się kocha.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze z przyjemnoscia tu zagladam, czytam i korzystam z przepisow, oby jak najdluzej- sto lat!:) Pozdrawiam. Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro to urodziny - 100 lat cisnie sie na usta :-) Ale - na razie dotrwajmy do 10, tak jak napisalas :-) A z tym wypasionym tortem - trzymam za slowo :-) No i - powodzenia na egzaminach! Trzymam mocno kciuki!

    Serdecznosci

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  5. Tarta piękna. Jak najbardziej na stół urodzinowy:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje, to kawał czasu. I życzenia: w dryfowaniu dobrych prądów, a już wkrótce pomyślnych wiatrów! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że Jesteś! Uwielbiam tu zaglądać, czytać (najczęściej bez komentowania) i podziwiać Twoje prace i postępy!
    Powodzenia!
    A tartę bardzo lubię i na tort z chęcią poczekam! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  8. 7 lat to świetny wynik, jestem nieco krócej i może nie zawsze komentuję,za to czytam wszystkie wpisy jednym tchem, a przepisy podziwiam.
    kolejny 7-dzisięciu lat blogowania :) :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję serdecznie 7 urodzin bloga i życzę kolejnych udanych lat z blogowaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystkiego najlepszego na następne 107 lat!

    OdpowiedzUsuń
  11. Tarta wygląda piękniej niż niejeden tort. :)
    A co do tego co pisała na samym początku, to tak już jest, że ten, kto sporo się już na uczył, zdaje sobie sprawę, ile jeszcze musi się nauczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. wspaniała tarta, i gratulacje z okazji rocznicy

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratulacje :-) Samych Wspaniałości na Blogu i w Życiu Codziennym na Kolejne Lata ;*)

    OdpowiedzUsuń
  14. ale super, musi świetnie smakować! :)

    OdpowiedzUsuń