poniedziałek, 20 marca 2017

O niechcianych psach, dobrych ludziach i zielonych lodach na pierwszy dzień wiosny. Pistacjowych

Uważny Czytelnik z pewnością zdążył zauważyć, że od jakiegoś czasu zamiast psa, piszę psy (i nie chodzi tu o formę gramatyczną dostosowaną do budowy zdania). Otóż nieco ponad dwa tygodnie temu staliśmy się dumnymi posiadaczami kolejnego czworonoga. Jak to się stało? Cóż, historia nie jest ani długa, ani romantyczna; raczej prozaiczna do bólu i tak powszechna, że aż się płakać chce.

Kiedy tylko zaczęliśmy rozmawiać o kolejnym psie, oświadczyłam C., że ma to być zwierzak, którego nikt nie chce. Z uwagi na Ptysiowy charakter wiedzieliśmy, że musimy adoptować szczeniaka - nie ma szans, żeby zaakceptowała innego dorosłego osobnika. A, jak ogólnie wiadomo, szczeniaki są chciane. Czasem nawet za bardzo.

Jedna z koleżanek, wiedząc, z jakim zamiarem się nosimy, bezzwłocznie poinformowała mnie więc o pewnej dość przykrej sytuacji zaistniałej w północno-wschodniej części naszego pięknego kraju. Otóż jej znajoma, wracając z pracy, zauważyła w przydrożnym rowie psa. Pies był zaniedbany, zagłodzony, pobity i skopany. Co robić...? Przecież nie zostawić... Zabrała więc psiaka do domu, wykąpała, nakarmiła, po czym zabrała do weterynarza, żeby skontrolować stan ogólny. A tam - niespodzianka. Lekarz z szerokim uśmiechem zaczął jej gratulować, gdyż sunia spodziewała się szczeniaków... Tym sposobem, Monika zamiast jednego, sprowadziła do domu sześć zwierzaków.
Chłopcy mieli wzięcie, w końcu została już tylko jedna, ostatnia z miotu, najmniejsza i najbardziej nieśmiała - Łatka. W sobotę, po szczepieniach i wystawieniu paszportu, ruszyliśmy na szaloną wyprawę do Szczecina w celu odebrania psiaka.
Gdy wzięłam ją na ręce, od razu się przytuliła. Skulona i wciśnięta w moje ramiona, trzęsła się aż do granicy. Później, powoli, się uspokoiła, a pod koniec podróży nawet  zaczęła obwąchiwać najbliższe okolice ciekawskim noskiem. 

Teraz siedzę na kanapie, przy jednym boku śpi Ptysia, wtulona w drugi - Mila (Łatka dla C. okazała się nie do przeskoczenia). Pączusia, póki co, sika w domu kiedy tylko spuszczę z niej wzrok, przestawia mi buty, gdy tylko zapomnę zamknąć drzwi do korytarza i zjada ostatni kawałek wykładziny, który się ostał (i tak mi się nie podobał; może ta systematyczna konsumpcja szybciej zmotywuje C. do położenia podłogi). Ale przez te dwa tygodnie zdobyła nasze serca swoją szczenięcą radością i energią, całusami i przytulasami, i najrozkoszniejszym podawaniem łapki, jakie widzieliście. 
I nawet Ptysia, która do innych psów z zasady nastawiona jest negatywnie, Milę polubiła i nawet się z nią bawi. Przyszłość widzę zdecydowanie w świetlanych barwach.

Dziś pierwszy dzień wiosny. Jutro też - taki trochę dzień świstaka. Niemniej, nie ma na co narzekać, tylko trzeba się cieszyć; przed nami już tylko słońce, wszechogarniająca zieleń i błogie ciepełko. Od jutra znaczy się, bo dzisiaj cały dzień leje i wieje niemal jak w Kansas. A ja, wbrew prognozom, serwuję Wam dzisiaj lody. W końcu nie ma bardziej wiosenno-letniego deseru, prawda...?

Lody pistacjowe chodziły za mną od dawna. Dlaczego nie przygotowałam ich wcześniej...? Nie pytajcie; nie wiem... Na Boże Narodzenie solidnie zaopatrzyłam szufladę bakaliowo-orzechową, między innymi w pistacje, które nadal czekały na swoją chwilę. Zdecydowałam, że chwila ta właśnie nadeszła.
Przejrzałam różne przepisy w sieci, wzięłam trochę stąd, a trochę stamtąd, i stworzyłam obłędnie pyszne, smakujące pistacjami lody. Kupne bowiem często mają sztuczny smak, który z pistacjami wiele wspólnego nie ma. Brrr! Domowe, choć nie mają tego oszałamiająco zielonego koloru, smakują obłędnie! Nie są idealnie kremowe (kto chce, może masę przetrzeć przez sitko, ale według mnie to czyste marnotrawstwo), ale tak pyszne, że nie ma to najmniejszego znaczenia. 

Lody można zrobić też z pistacji solonych. Należy je wtedy sparzyć, obrać ze skórek i uprażyć na suchej patelni, nie za długo, żeby nie straciły koloru. Do pasty pistacjowej można dodać nieco kremówki, jeśli, tak jak ja, nie dysponujecie obłędnie dobrym sprzętem. Dzięki temu będzie nieco gładsza, choć idealnie kremowej konsystencji uzyskać się nie da.

Lody pistacjowe


Składniki:
(na 750 ml lodów)
  • 100 g niesolonych pistacji bez łupinek
  • 30 g miodu
  • 250 ml mleka
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 żółtka
  • 80 g cukru

Pistacje zmiksować w malakserze z miodem na pastę. 
Mleko zagotować. W tym czasie utrzeć żółtka z cukrem na puszystą, jasną masę. Wrzące mleko wlewać powoli do żółtek, cały czas miksując. Przelać mieszankę z powrotem do garnuszka, podgrzewać, aż osiągnie temperaturę 82 st. C. Zdjąć z palnika, dodać pistacje, wymieszać. Ostudzić.
Dodać kremówkę, połączyć.
Schłodzić do temperatury lodówkowej, a następnie przelać do maszyny do lodów, postępując zgodnie z instrukcją.
Zamrozić.

Smacznego!


Mama Pączusi została u Moniki, gdzie zazna ciepła i spokoju. 
I miłości, która należy się każdemu z tych najwierniejszych czworonogów.

13 komentarzy:

  1. Wspaniały finał tej historii :)
    A lody rewelacyjne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To już lody zajadasz :) najwyższa pora wszak mamy pierwszy dzień wiosny. Lodami zaraz lato sprowadzisz do nas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pyszności! Takich lodów jeszcze nie jadłam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny finał! Strasznie się cieszę, że nadal można spotkać ludzi, którzy nie są obojętni na krzywdę zwierząt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniale, że pieski mają kochający właścicieli. A lody rozkoszne...chyba muszę w końcu nabyć to cudo do przygotowania lodów ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie Ci się trafiło z tym pieskiem :) U mnie w domu jakiś czas temu była niby inna, ale jednak - nieco podobna historia. Rodzice hodują psy. Te kosztują, więc zwykle biorą je ludzie zdecydowani, którzy zwierzakami dobrze się potem zajmują. Jedna z dziewczynek z jednego miotu poszła więc do domu wykształconej osoby i miała być pupilem dla dorastającej córki. W domu były dwa starsze psy, więc ludzie z jakimś doświadczeniem, niby wszystko gra... Okazało się, że nikt dla szczeniaka czasu nie miał, więc wróciła do nas. Miała już zostać w hodowli, gdy na jednej z wystaw pewne małżeństwo ją wypatrzyło. Zaczęliśmy rozmawiać, wysłuchali historii o niej... i okazało się, że pochowali innego psa, młoda bardzo im się spodobała, a fakt, że w ten sposób poczuli, że mogą ją "uratować" sprawił, że uznali, że oni ją po prostu chcą. Pies mieszka teraz w Wiedniu i niedługo wynosi się na obrzeża, bo właściciele z myślą o niej kupują tam domek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę :)
      Są jeszcze porządni ludzie na tym świecie :)

      Usuń
  7. Śwetne! Gratuluję wykonania :-) To idealnie trafia w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję nowego, czworonożnego członka rodziny! :) Ja w rodzinie mam Łatka - też bardzo rezolutnego znajdę :) A lody - cudo! Od razu kojarzą mi się z włoskimi gelato :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Słońca jak nie było tak nie ma a mi też chodzą po głowie lody, jak zobaczyłam Twoje to pomyślałam że ja też ukręcę... jagodowe na maślance 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to też jest myśl :) Jagodowych to bym sobie zjadła...

      Usuń
  10. Trafia mnie jak słyszę co ludziska robią z pieskami... jak tak można! Ja niestety dwa miesiące temu pożegnałam swoją kochaną sunię...była z nami od 3 roku zycia gdyż ... hodowcy postanowili się jej pozbyć bo nie mogła mieć szczeniąt. Przeżyła prawie 16 latek! Bardzo mi jej brakuje...
    Fajnie, że ten piesio znalazł u Was dom :) lody pycha!

    OdpowiedzUsuń