sobota, 13 czerwca 2015

Tarta z bzem i rabarbarem

Wczoraj był ostatni dzień szkoły. W przyszłym tygodniu jeszcze projekt, w następny poniedziałek egzamin, ale wczoraj po raz ostatni mieliśmy zajęcia w piekarni. Było ciasto duńskie i francuskie, birkes i croissanty, tarty z truskawkami i temperowanie czekolady. A potem siedzieliśmy na ławkach przed szkołą, piliśmy colę i rozmawialiśmy o planach na przyszłość. Na końcu opróżniłam szafkę, i tak jakoś mi się ckliwie zrobiło... Te dwadzieścia tygodni, bo tyle właśnie trwał mój grundforløb (jak mawia moja Siostra - blumblumblum), minęło błyskawicznie. Ani się obejrzałam, a z nic nie wiedzącego stworzenia, stałam się początkującym cukiernikiem. Wszystko, czego się tak bałam, zniknęło w jakiś magiczny sposób, zastąpione radością z podjętej decyzji. Trafiłam na świetnych nauczycieli, znalazłam nowych kolegów, a przede wszystkim zdobyłam mnóstwo przydatnej wiedzy. I choć wiem, że już za progiem czekają nowe, fantastyczne doświadczenia, pozwolę sobie na chwilę nostalgii... Bo to był naprawdę dobry czas.
Ile emocji w człowieku może wyzwolić zdjęcie jednej kłódki...

Na mój nostalgiczny nastrój, a także dla wszystkich romantyków, idealnie nada się poniższa tarta. Ma wyjątkowy, prostokątny kształt, i odpowiednio przycięty rabarbar wygląda tutaj po prostu pięknie. Podtrzymuje go puszysta chmura delikatnego kremu z białą czekoladą, a pod nią skrywa się warstwa konfitury z lilaka. Tej samej, o której niedawno pisałam, a która nas po prostu zachwyciła. Jej lekko gorzki smak świetnie komponuje się z kwaśnym rabarbarem i słodką czekoladą. Całość jest wyborna, C. całkowicie oszalał na jej punkcie i wyjadał, kiedy ja już dawno spałam. Polecam Wam ogromnie - to naprawdę wyjątkowe ciasto.

Tarta z rabarbarem, kremem z białej czekolady i konfiturą lilakową

Składniki:
(na formę do tarty 34x9 cm)

spód:
  • 160 g mąki pszennej
  • 30 g cukru pudru
  • 60 g zimnego masła
  • 1 jajko
krem:
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)
  • 80 g białej czekolady
  • 1 listek żelatyny
dodatkowo:
wierzch:
  • 400 g rabarbaru
  • 400 ml wody
  • sok z 1/2 cytryny
  • 50 g cukru
Mąkę przesiać z cukrem pudrem, posiekać z masłem, następnie rozetrzeć palcami. Wbić jajko, szybko zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1 godzinę. 

Schłodzone ciasto rozwałkować na prostokąt nieco większy od formy. Ułożyć ciasto w formie, formując brzegi. Gęsto nakłuć widelcem, przykryć papierem do pieczenia i wysypać kuleczkami do pieczenia.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Zdjąć obciążenie i papier.

Piec w 180 st. C. kolejne 15 minut. 
Wystudzić.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
75 ml kremówki zagotować. Zdjąć garnuszek z palnika, dodać odciśniętą żelatynę, wymieszać. Zalać gorącą kremówką posiekaną czekoladę, wymieszać, aż do jej całkowitego rozpuszczenia. Ostudzić.

Na wystudzony spód równomiernie wyłożyć konfiturę, na wierzch wylać krem. Schłodzić w lodówce 30-60 minut.

W tym czasie przygotować rabarbar: umyć, odciąć końcówki, pokroić na paski długości 9 cm.
Wodę zagotować z cukrem i sokiem z cytryny. Partiami obgotowywać rabarbar około 5 minut - ma zmięknąć, ale nie może się rozpadać.
Odłożyć na papierowy ręcznik.

Na schłodzonym kremie ułożyć całkowicie ostudzony rabarbar.

Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Jeśli nie macie konfitury z lilaka, być może jeszcze nie jest za późno, żeby ją przygotować...? Możecie ją jednak zastąpić konfiturą z róży lub, bardziej prozaicznie, dżemem rabarbarowym bądź truskawkowym. Też będzie pysznie!

czwartek, 11 czerwca 2015

Wyjątkowy sernik z rabarbarem i truskawkami

Chyba zacznę wierzyć w cuda, tudzież moc narzekania. Co post zrzędziłam, że pogoda paskudna, i jeszcze bezczelnie zazdrościłam Polakom upałów. I co? Słonko postanowiło pokazać, co potrafi. Cieplutko, przyjemnie, lekki wiaterek, no ideał! Znając życie, długo to nie potrwa, ale... Cieszę się ogromnie. Od razu chce się żyć!

W mojej kuchni aktualnie królują truskawki z rabarbarem. To chyba najpopularniejsze połączenie początku lata - kwaśne łodygi i słodkie, soczyste kuleczki... Nie można mu się oprzeć, i nawet ci, którzy za rabarbarem nie przepadają, w takim duecie zjadają go z ochotą. Tym razem tę magiczną parę zamknęłam w serniku - tego, co wyszło, nie da się opisać słowami... Ale spróbuję, żeby jeszcze bardziej Was zachęcić: chrupiący, ciasteczkowy spód, rozpływająca się w buzi, delikatna masa rabarbarowa, obłędnie kremowa warstwa sernikowa z tonką, a całość pod puszystym, intensywnie truskawkowym musem. Podawajcie koniecznie ze świeżymi truskawkami! Wygląda pięknie, a smakiem wprost zachwyca. C. nie mógł przestać jeść, a wiecie przecież dobrze, że dla niego serniki to tylko na zimno. Do pieczonych podchodzi ostrożnie, choć coraz częściej udaje mi się go do nich przekonać. Tym razem wystarczyła jedna łyżeczka, żeby przepadł. 

Jeśli nie macie tonki, możecie zastąpić ją wanilią. Taki zresztą był mój pierwotny plan, ale kiedy w oko wpadła mi tonka, nie mogłam się powstrzymać przed jej użyciem. Pasuje tutaj doskonale, ale wanilia jest przecież bardzo uniwersalna, i w tym cieście również sprawdzi się doskonale.

Sernik rabarbarowy z tonką i musem truskawkowym

Składniki:
(na formę o średnicy 20 cm)

spód:
  • 115 g ciastek digestive
  • 45 g masła

masa serowa:
  • 325 g serka mascarpone
  • 450 g serka kremowego
  • 155 g cukru
  • 4 jajka
  • 300 g rabarbaru
  • 1 ziarno tonki

mus:
  • 300 g truskawek
  • 300 ml śmietany kremówki (38%)
  • 3 łyżeczki żelatyny
  • 2 łyżki zimnej wody
  • 50 g cukru

dodatkowo:
  • 5 truskawek

Ciastka na spód pokruszyć, wymieszać z rozpuszczonym masłem. Dokładnie ugnieść na dnie tortownicy wyłożonym papierem do pieczenia.

Podpiec w 180 st. C. przez 12-15 minut.
Przestudzić.

Rabarbar pokroić, zagotować z cukrem. Gdy zacznie się rozpadać, zdjąć z palnika, zmiksować blenderem na gładką masę, ewentualnie przetrzeć przez sitko.

Serek kremowy, mascarpone, pozostały cukier i jajka zmiksować na gładką masę. Podzielić ją na pół. Do połowy dodać mus rabarbarowy, do drugiej części - startą tonkę. Wymieszać. 
Na spód wyłożyć masę rabarbarową, na wierzch tą z tonką.

Piec w 180 st. C. przez 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 140 st. C. i piec jeszcze 1 godzinę.

Wystudzić w piekarniku, a następnie schłodzić w lodówce.

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Truskawki odszypułkować, zmiksować blenderem na gładką masę. Połowę truskawek podgrzać, dodać żelatynę, wymieszać aż do jej rozpuszczenia. Wymieszać z pozostałymi truskawkami, ostudzić.
Kremówkę ubić na sztywno, delikatnie wymieszać z masą truskawkową.
Wyłożyć mus na wierzch ciasta, schłodzić w lodówce przez 2-3 godziny.

Udekorować połówkami truskawek.

Smacznego!

Bardzo spodobało mi się pieczenie serników owocowych. Do tej pory przygotowywałam tylko takie z całymi owocami, a okazuje się, że dodanie musu z owoców do masy serowej to naprawdę doskonały pomysł. Po rabarbarowym sezonie z pewnością sięgnę po kolejne dary lata...

środa, 10 czerwca 2015

Sernikobrownie z rabarbarem, i nagły przypływ sił

W poniedziałek dużo czasu spędziłam w kuchni. Nie dlatego, że robiłam wyjątkowo dużo różnych rzeczy. Skupiłam się na jednym - drożdżówce. Gdzieś w międzyczasie przygotowałam pyszny koktajl i szybką sałatkę na obiad, ale to właśnie ciasto drożdżowe pochłonęło całą moją uwagę. Zrelaksowało mnie niesamowicie, i sprawiło, że znów nabrałam chęci na blogowanie. Przez ostatni miesiąc pisałam bowiem raczej z przyzwyczajenia czy też niepisanego obowiązku. Moją głowę zaprzątają teraz zupełnie inne sprawy, choć większość z nich, w sposób pośredni lub nie, związana jest z jedzeniem. A tutaj nagle znalazłam te parę godzin na nacieszenie się przygotowaniami, na podziwianie tych wszystkich pięknych kolorów. Zielono-różowy rabarbar, soczystoczerwone truskawki, zarumienione, dojrzałe morele, intensywnie zielony szpinak, wiosenno-seledynowe szparagi... Coś pięknego. A w głowie same układały mi się zdania kolejnych postów, aż miałam ochotę pobiec do komputera i czym prędzej je zapisać, żeby móc sięgnąć do tych myśli, gdy natchnienia i chęci zabraknie.

Czasu, niestety, mi od tego nie przybędzie, ale myślę, że zorganizuję go sobie nieco lepiej, żeby mieć dla bloga więcej czasu. Bo przecież ja to po prostu lubię robić, prawda...?

Dzisiaj jednak nie o drożdżówce będzie mowa, a o cieście zupełnie innym, choć też z rabarbarem (no ba!). Połączyłam intensywnie czekoladowe brownie z delikatnym, waniliowym sernikiem i kwaskowym, dodającym całości charakteru, rabarbarem. Wyszło obłędnie! Ciacho zabrałam do koleżanki, i znikało w tempie błyskawicznym. C. wybłagał kawałek zanim wyszłam i stwierdził, że to jedne z najlepszych ciast, jakie ostatnio jadł. A ja się z nim w pełni zgadzam! Połączenie może i jest nieco zaskakujące, ale wszystkie warstwy idealnie się uzupełniają, a karmelizowany w czerwonym winie rabarbar to czysta poezja. Spróbujcie koniecznie, póki można jeszcze znaleźć te kwaśne łodygi na sklepowych półkach.

Sernikobrownie z rabarbarem

Składniki:
(na formę 25x22 cm)

brownie:
  • 100 g ciemnej czekolady (75%)
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 80 g cukru
  • 30 g kakao
  • 170 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

masa serowa:
  • 300 g serka kremowego
  • 100 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

dodatkowo:
  • 300 g rabarbaru
  • 80 g cukru
  • 50 ml czerwonego wina

Rabarbar pokroić na mniejsze kawałki. 
Cukier skarmelizować, dodać rabarbar, poddusić. Zalać winem, gotować 5-10 minut, aż rabarbar zacznie się rozpadać.
Ostudzić.

Masło rozpuścić, zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę. Wymieszać aż do jej rozpuszczenia, przestudzić.
Jajka ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać czekoladę, cały czas miksując. Na końcu partiami dodać przesianą z kakao i proszkiem mąkę.

Ciasto wyłożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Serek, mleko skondensowane, jajko, mąkę i ekstrakt zmiksować tylko do połączenia składników. Wyłożyć na masę czekoladową, lekko przemieszać.
Na wierzchu ułożyć rabarbar.

Piec w 180 st. C. przez 25-30 minut.
Wystudzić w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami.

Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

To było moje pierwsze serniko-brownie, ale będę do tego połączenia wracała, z innymi owocami, a może i zupełnie innymi dodatkami. Nie mogę przestać się nim zachwycać, choć czasu od konsumpcji minęło już sporo. To zdecydowanie o czymś świadczy, prawda...?

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Lody z pieczonym rabarbarem

Doszły mnie słuchy o polskich upałach. Że ponad trzydzieści stopni i wytrzymać nie idzie. Że nie ma czym oddychać, słońce świeci jak szalone, i w ogóle Hiszpania wysiada w przedbiegach. 
My mieliśmy jeden (jeden!) ładny dzień. Bez szaleństw, prawie dwadzieścia pięć stopni. I to tylko do godziny siedemnastej trzydzieści, potem zaczęło się chmurzyć, żeby na wieczór znów zalać nas deszczem. 
Dziwicie się, że zaczynam mieć wiosenną depresję? Pogoda nie zachęca do niczego, do czego w zasadzie w czerwcu zachęcać powinna. Zbieranie róż przekładam z dnia na dzień, licząc na odrobinę słońca (aż w końcu kwiaty przekwitną, i znów obejdę się smakiem...). W dodatku sama już nie wiem, co z tym robić, i jak walczyć z ogólnym zniechęceniem. Heh...

Mimo wszystko, kręcę lody (w zasadzie teraz mam przerwę, bo mój mikro zamrażalnik pęka w szwach), bo jak wiadomo, nic lepiej nastroju latem nie poprawi (zimą królują ciasta czekoladowe, ale o tym chyba wszyscy wiedzą). Tym razem na warsztat wzięłam truskawki w połączeniu z moim ukochanym rabarbarem. Owoce zapiekłam z dodatkiem cukru i czerwonego wina, w związku z czym odpowiednio odparowały, a alkohol z cukrem utworzył pyszny, gęsty sos. Wymieszałam to obłędnie pachnące cudo z klasycznymi lodami waniliowymi, tworząc efekt marmurka. Wygląda to pięknie, a smakuje jeszcze lepiej. Jakbym mogła, zjadłabym od razu wszystkie - są po prostu obłędne! 
Jeśli doskwierają Wam upały - musicie tego spróbować. Jeżeli tak jak ja, mieszkacie w strefie wiecznych chłodów - też spróbujcie. Rzeczywistość przestanie być tak przytłaczająca - gwarantuję.

Lody z pieczonymi w winie truskawkami i rabarbarem

Składniki:
(na 1,2 l lodów)
  • 350 g truskawek
  • 350 g rabarbaru
  • 55 g cukru
  • 50 ml wina

dodatkowo:
  • 4 żółtka
  • 300 ml mleka
  • 1 laska wanilii
  • 100 g cukru
  • 250 ml śmietany kremówki (38%)

Truskawki pokroić w ćwiartki, rabarbar w plasterki. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posypać cukrem, zalać winem.

Piec w 170 st. C. przez 40-50 minut, aż owoce będą miękkie, a z wina i cukru utworzy się dość gęsty sos.
Ostudzić.

Laskę wanilii rozkroić, wyskrobać ziarenka. Całość umieścić w garnuszku, zalać mlekiem, zagotować, przestudzić. Wyjąć laskę wanilii, mleko zagotować raz jeszcze. Żółtka ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. Powoli wlewać mleko, cały czas miksując. Przelać masę z powrotem do garnuszka, podgrzewać, aż nieco zgęstnieje (nie gotować). Ostudzić, schłodzić w lodówce.

Schłodzoną masę jajeczną wymieszać z kremówką. Przelać do maszyny do lodów. Gdy maszyna skończy pracę, przełożyć lody do plastikowego pojemnika, dodać upieczone owoce, delikatnie wymieszać, aby powstał efekt marmurka. Zamrozić.

Smacznego!

Tak się zastanawiam, czy można by w taki sposób przyrządzić inne lody. Na przykład z pieczonymi morelami... Co o tym myślicie?

piątek, 5 czerwca 2015

Kolorowy obiad

Wszystko zaczęło się zeszłej soboty, gdy postanowiliśmy udać się na zakupy do nowo otwartego przybytku. Reklamy zachęcały ogromnie, a że akurat było po drodze z pracy, skusiliśmy się. Przywitał nas dział warzywno-owocowy, i już tutaj utknęliśmy na dobre dwadzieścia minut. Wybór - ogromny! A wszystko naprawdę świeże i pięknie pachnące. To właśnie tutaj kupiłam najsmaczniejsze truskawki w tym roku. Gdy znaleźliśmy półkę z ziołami, oboje wpadliśmy w lekki szał. Wybieraliśmy, przeglądaliśmy, aż w końcu w koszyku wylądowało kilka doniczek, między innymi z szałwią, melisą cytrynową, miętą czekoladową, estragonem, rozmarynem i chilli oregano. Tak, tak - jest taka odmiana. Smakuje jak oregano z ostrą papryczką - rewelacja. C. zakochał się w nim bez pamięci. 
W koszyku wylądowała cała masa różności, również z innych działów. Zaopatrzyłam się więc w niezbędne do życia liofilizowane jagody, a także cukrową posypkę w kształcie dinozaurów, melasę winogronową i kilka innych ciekawostek. Nie chciało mi się stamtąd wychodzić... Okazało się jednak, że mamy prawdziwe szczęście - wygraliśmy bon na zakupy! W związku z tym w sobotę znów pojedziemy popatrzeć... 

C. wczoraj wracał późno, na mnie więc spadło przygotowanie obiadu. Na pytanie, czy woli tartę, czy makaron stwierdził, że mu obojętnie. Irytują mnie takie odpowiedzi, spojrzałam więc na niego, groźnie unosząc brew. Złapał w dłoń monetę, rzucił - wypadła tarta. Zaczęłam więc kombinować. W lodówce był kawałek sera pleśniowego, i to oregano kusiło mnie ogromnie. Do sklepu szłam z myślą o zakupieniu brokuła, do koszyczka wskoczyły też pięknie wyglądające szparagi. Na wierzch pomidorki, których słodkawy smak, uwalniający się po upieczeniu, wprost uwielbiam. Całość przyprawiona pikantnym oregano i odrobiną melisy cytrynowej. Wyszło bosko - lekko, ale sycącą, bardzo wiosennie i zielono-czerwono. Pycha! No i pięknie wygląda. Skusicie się...?

Tarta ze szparagami, brokułem i serem pleśniowym

Składniki:
(na formę do tarty o średnicy 28 cm)

spód:
  • 150 g mąki graham
  • 100 g mąki pszennej
  • 125 g zimnego masła
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 jajko

nadzienie:
  • 250 g zielonych szparagów
  • 1 mały brokuł
  • 75 g miękkiego sera z niebieską pleśnią
  • 100 ml śmietany kremówki (38%)
  • 200 g serka kremowego
  • 2 jajka
  • sól
  • pieprz
  • kilka listków melisy cytrynowej
  • kilka listków chilli oregano
  • 4 pomidory śliwkowe

dodatkowo:
  • 80 g żółtego sera

Mąki przesiać, wymieszać z solą. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Wbić jajko, szybko zagnieść gładkie ciasto. Uformować z niego kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1 godzinę. 
Po tym czasie rozwałkować na okrąg nieco większy od średnicy formy. Ułożyć ciasto w formie, formując brzegi.

Na ciasto wyłożyć papier do pieczenia, wysypać kuleczkami do pieczenia lub suchą fasolą. 

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.

W tym czasie zblanszować podzielonego na różyczki brokuła i pozbawione twardych końcówek szparagi przez 2-3 minuty w osolonym wrzątku. Odcedzić.
Pomidorki pokroić w ćwiartki. 

Zdjąć z tarty obciążenie i papier.
Piec w 180 st. C. przez 10 minut.

W tym czasie roztrzepać jajka, dodać serek kremowy i kremówkę, połączyć. Dodać sól i pieprz oraz drobno posiekane zioła, wymieszać.

Na podpieczonym spodzie ułożyć szparagi i brokuły, pokruszyć ser pleśniowy. Zalać całość masą jajeczną. Na wierzchu ułożyć pomidorki, posypać startym, żółtym serem. 

Piec w 180 st. C. przez 30-40 minut.

Podawać na ciepło.

Smacznego!

Oczywiście, można użyć zwykłego oregano, albo nawet suszonego. Tarta i tak będzie pyszna. 

czwartek, 4 czerwca 2015

Suszony rabarbar, czyli genialna prostota

Jeśli ktoś jeszcze jakimś cudem nie zauważył, oświadczam - kocham rabarbar. Dla mnie to po prostu ideał - po pierwsze, tradycyjnie dodajemy go do ciast i kompotów, a okazuje się, że jest warzywem. Samo to jest wystarczająco intrygujące, żeby sięgnąć po zielono-różowe łodygi na straganie. Jest piękny i dostojny, i kwaśny jak diabli. Zdecydowanie ma charakter. Nadaje się nie tylko do klasycznych połączeń, które znamy z dzieciństwa, jak na przykład najlepsza na świecie drożdżówka z rabarbarem i kruszonką, która Babcia częstowała, gdy wpadaliśmy zziajani do kuchni, opowiadając o najnowszym, wielkim odkryciu. Można go dodawać do dań wytrawnych, serwować w nieoczywistych kombinacjach, a nawet... Ususzyć! I wcale nie potrzeba do tego specjalnych, drogich urządzeń, choć podobno suszarka do grzybów/warzyw ułatwia sprawę. Ja takich cudów w mojej malutkiej kuchni nie mam, użyłam więc piekarnika, i efekt mnie absolutnie zachwycił. Zresztą, gdy tylko zobaczyłam suszony rabarbar na blogu Chilli bite wiedziałam, że to będzie to. Ususzyłam zaledwie kilogram, i już żałuję, bo znika podjadany w naprawdę szybkim tempie. Obłędnie kwaśny idealnie pasuje do słodkiej granoli (będzie przepis), można nim udekorować letnie ciasta, albo może dodać do mięsa...? Takie połączenie z pewnością zaskoczy gości.

Czas suszenia może nieco przerażać, ale po prostu włączamy piekarnik i zostawiamy całość samej sobie. Od czasu do czasu trzeba zamienić blachy miejscami i przemieszać rabarbar, ale to zajmuje raptem parę minut. A później można się oddać lekturze i wdychać ten niebiański zapach... 
Chyba czas zabrać się za suszenie kolejnej porcji!

Suszony rabarbar

Składniki:
(na 1 l słoik)
  • 1 kg rabarbaru

Rabarbar umyć, osuszyć. Pokroić na kawałki długości 5 cm, następnie wzdłuż na cieniutkie paseczki. Rozłożyć na dwóch blachach z piekarnika.

Suszyć w 70 st. C. przez około 4 godziny, co jakiś czas mieszając i zamieniając blachy miejscami.

Gotowy rabarbar powinien być bardzo suchy.
Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Smacznego!

Ja tymczasem zabieram się za bezy, bo niedługo zamrażarka w nich utonie...

wtorek, 2 czerwca 2015

Dżem truskawkowo-rabarbarowy z kwiatkiem

Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczął się czerwiec, a ja ciągle chodzę w kozakach (głównie dlatego, że to jedyne buty, poza kaloszami, które mi nie przemakają, a pada niemal ciągle). Dzisiaj, na przykład, deszczowe krople stukają o parapety odkąd tylko otworzyłam oczy (szósta trzydzieści; żeby nie było, że dopiero co postanowiłam wypełznąć z łóżka i już narzekam), i wcale nie zanosi się na to, żeby miały zamiar przestać. Taka pogoda zachęca tylko do jednego - zalegnięcia na kanapie i czytania. I w tym momencie rozpromieniam się radośnie, bo to przecież właśnie to, co Tygryski lubią najbardziej.

Z racji tego, że od wczoraj mamy truskawkowy miesiąc, mam dla Was przepis na jeden z najlepszych dżemów, jakie miałam okazję jeść. Słodko-kwaśne połączenie majowych łodyg rabarbaru i dorodnych, czerwcowych truskawek. Do garnka, za radą Bei, wpadły też suszone kwiaty hibiskusa, i tu właśnie zaczęła się magia. Ta trudna do sprecyzowania nuta nadaje dżemowi wyjątkowego charakteru i nie pozwala się wręcz oderwać od słoiczka. Zajadam go z przyjemnością na kanapkach, w naleśnikach, rewelacyjnie sprawdzi się jako dodatek do ciast, gdy truskawki będą już tylko wspomnieniem... Polecam Wam ogromnie!

Dżem truskawkowo-rabarbarowy z hibiskusem



Składniki:
(na 7 słoiczków)
  • 2 kg truskawek
  • 1,5 kg rabarbaru
  • 700 g cukru
  • sok z 1/2 cytryny
  • 50 g suszonych kwiatów hibiskusa

Truskawki odszypułkować, rabarbar pokroić na kawałki. Włożyć do garnka, dodać cukier i sok z cytryny. Kwiaty hibiskusa pokruszyć, dodać do garnka.
Gotować na małym ogniu kilka godzin, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji.
Gorący dżem przełożyć do słoiczków, zamknąć, ustawić do góry dnem aż ostygnie.
Ewentualnie zapasteryzować.

Smacznego!

A skoro już o truskawkach mowa, to w sobotę udało mi się kupić pierwsze prawdziwe, smakujące truskawkami owoce. Pycha! Nie mogłam się od nich oderwać, i z C. nie spoczęliśmy, póki nie zjedliśmy wszystkiego. Mam nadzieję, że pogoda się poprawi, inaczej nawet w czerwcu o naprawdę pyszne pyszne truskawki może być trudno...