czwartek, 10 marca 2016

Zaćmienie umysłu. I mazurek porzeczkowo-jogurtowy

Każdy, nawet geniusze (a przynajmniej taką mam nadzieję), a co dopiero zwykły, szary człowiek, miewa chwile totalnego zaćmienia umysłu. Łapię się na tym od czasu do czasu, i jest mi później niewypowiedzianie głupio. No bo jak tak można...? Przecież każdy normalny, rozsądny człowiek... 
A może wcale nie? Może on też by nagle stracił umiejętność racjonalnego myślenia i zrobił bubla?

Przez wilgotny, duński klimat skóra na wargach pęka mi na potęgę; wszyscy wiedzą, jakie to nieprzyjemne. Pomadki ochronne noszę więc w kieszeniach wszystkich płaszczy, kurtek i innych okryć wierzchnich. Kilka tygodni temu jedną udało mi się zgubić. Nie było tragedii - i tak niemal się kończyła. Oczywiście, najpierw sprawdziłam kieszenie i ewentualne w nich dziury (brak), a później doszłam do racjonalnego wniosku, że musiała mi wypaść na spacerze z psą, gdy wyciągałam woreczek na wiadomo co (swoją drogą, rzeczonych woreczków mam jeszcze więcej niż pomadek. Są wszędzie). Przeszłam nad tym niefortunnym drobiazgiem do porządku dziennego, wkładając do kieszeni następną sztukę. Gdy jednak i ta wyparowała niedługo po swej poprzedniczce, zaczęłam się zastanawiać. Obmacałam kieszenie, sprawdziłam w domu i pracy, pod fotelem w aucie - nic. Diabeł ogonem nakrył, jak mawia Babcia. Lekko już zdenerwowana (do tej pory pomadek bowiem nie gubiłam), zaplanowałam zakupy - jeśli będą nadal znikać w takim tempie, przyda mi się zapas.
Następnego dnia, ubrana w płaszcz, szalik i czapkę, sięgałam po klucze do tylnej kieszeni spodni. Poczułam, że w płaszczu jest z tyłu coś dziwnego. Po wejściu do mieszkania rozebrałam się, obmacałam rzeczony płaszcz, a tam - pomadki. Obie! 

Okazało się, że w kieszeni dziura jednak była; tak zakamuflowana, że jej nie wyczułam. Gdy zbyt gwałtownie w niej grzebałam (kieszeni, nie dziurze), pomadki wyślizgiwały się i lądowały pod podszewką.
Ot, tajemnica rozwiązana. 
A mi znów było niewypowiedzianie głupio...

Przejdźmy jednak do rzeczy przyjemnych.
Lubicie mazurki? Mi sporo czasu zajęło przekonanie się do nich. Gdy jednak odkryłam, że nie muszą być twardymi ulepkami smakującymi chyba tylko cukrem, na których można sobie zęby połamać, obdarzyłam je gwałtownym, acz szczerym uczuciem. W końcu trwa ono do dziś!
Tym razem mam więc dla Was cudownie kruche ciasto wypełnione delikatnym, lekko serowym kremem z czarnej porzeczki. Kwaskowe nadzienie świetnie komponuje się ze słodkimi bezami, a świeże jeżyny nie tylko dodają całości uroku, ale też świeżości.

I tak, wiem, mazurek to trochę oszukany... Ale dobra wiadomość jest taka, że w ciągu roku można taki upiec, nazywając po prostu tartą. I nikt nie prawa się przyczepić!

Mazurek porzeczkowo-jogurtowy


Składniki:
(na formę do tarty o wymiarach 34x9 cm)

spód:
  • 160 g mąki pszennej
  • 30 g cukru
  • 60 g zimnego masła
  • 1 jajko
masa jogurtowo-porzeczkowa:
  • 170g jogurtu greckiego
  • 170 g czarnych porzeczek ze słoika (lub 150 g porzeczek i 20 g cukru)
  • 45 g cukru
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
dodatkowo:
  • kilka bez
  • jeżyny
Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem. Dodać masło, posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Wbić jajko, zagnieść ciasto.
Uformować z niego kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30 minut.

Po tym czasie rozwałkować na prostokąć nieco większy niż forma. Wyłożyć formę, formując brzeg.
Schłodzić w lodówce kolejne 30 minut.

Ciasto przed pieczeniem nakłuć widelcem. Ułożyć na cieście papier do pieczenia, wysypać kamykami lub fasolą.

Piec w 180 st. C. przez 15 minut.
Po tym czasie zdjąć obciążenie i papier.

Piec kolejne 15 minut w 180 st. C.
Przestudzić.

Świeże lub mrożone porzeczki wsypać do garnka, zasypać 20 g cukru i podgrzewać, aż cukier się rozpuści, a owoce puszczą sok.
Ostudzić.

Porzeczki (ugotowane lub ze słoika razem z sokiem) zmiksować blenderem, a następnie przetrzeć przez sitko. Wymieszać trzepaczką z jogurtem, cukrem, jajkami, ekstraktem i mąką.
Masę wylać na przestudzony spód.

Piec w 150 st. C. przez 20 minut.
Przestudzić w piekarniku, następnie całkowicie ostudzić na kratce.

Schłodzić przez noc w lodówce.

Przed podaniem udekorować pokruszonymi bezami i jeżynami.

Smacznego!


A co z obiecanym, zielonym mazurkiem? - zapytacie.
Spokojnie, pracuję nad tym.

19 komentarzy:

  1. Wspaniały mazurek,zupełnie inny;)

    OdpowiedzUsuń
  2. zjadłabym ,,,ale obiecałam sobie,że słodkości to tylko raz w tygodniu,przynajmniej do świąt :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach te dziury w kieszeniach :), ja w swojej kurtce też nosiłam różne rzeczy pod podszewką.
    Jeżeli zaś chodzi o mazurki to je uwielbiam,nie wiem czy zdążę zrobić przed Wielkanocą choć jeden... mam chytry plan,że zrobię go po świętach i będę udawać,że jest świąteczny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś klucz mi się tak "zgubił" ale na szczęście szybko się odnalazł ;)
    A mazurek palce lizać! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. piękny kolor, świetna propozycja na Wielkanoc :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś z mazurkami u mnie krucho, co roku obiecuję sobie, że zrobię i jakoś nic, ale Twój bardzo mi się podoba, może mnie zmotywuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczny:) Kolor bajeczny:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudo nie mazurek :)
    Pychota!
    Słonka, by usta się zagoiły :)

    OdpowiedzUsuń
  9. I taka wersja mazurka czy tarty bardzo nam odpowiada :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak on się ładnie prezentuje!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem jednak za wersją iż w istocie diabeł ogonem nakrył (tak też mawiała i moja babcie), ale nakrył nie szminki tylko dziurę w kieszeni. Ot i wszystko nie powinnaś podejrzewać się o zaćmienie umysłu :) A mazurek niezwykle pomysłowy i cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mazurek bardzo interesujący. Tym bardziej, że dostałam od koleżanki czarne porzeczki w słoiku i myślę co z nimi zrobić. Pozdrawiam Cię serdecznie i cieszę się, że zguby się znalazły :)

    OdpowiedzUsuń
  13. mazurek z porzeczkami to nowość! musi świetnie smakować :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chcę taki :) Porzeczkowego jeszcze nie jadłam, a narobiłaś mi smaka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mazurek pierwsza klasa, akurat na Wielkanoc. To teraz będziesz mieć zapas pomadek na 5 kolejnych zim;).

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha, mi też zdarzają się takie historie. Tym bardziej, że mój Sz. bardzo lubi mi wkładać ręce do moich kieszeni, więc dziury niestety szybciej mi się przez to tworzą :D A mazurek cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tylko raz w życiu zrobiłam mazurka na Wielkanoc. Było to ciasto, które jaki pierwsze zniknęło ze stołu:-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten mazurek skradł moje serce. Też kiedyś nie uznawałam tego wypieku, ponieważ kojarzył mi się z dużą ilością ohydnej kandyzowanej skórki i morzem cukru. Tak, tak, jadłam tylko te wątpliwej jakości ze słabych cukierni. Aż w końcu zrobiłam taki z lemon curd. I przepadłam. I połowa mojej rodziny. A ten jest kolejny na liście do przepadnięcia.

    OdpowiedzUsuń