piątek, 21 września 2012

Krótka wycieczka do Wenecji. Na 1000 dni w pięć godzin

Dziś, tak dla odmiany, opowiem o książce, którą ostatnio przeczytałam. Jakoś tak się składa, że nie mam zbyt dużo czasu na czytanie - do pracy jeżdżę samochodem (głównie dlatego, że o piątej rano autobusy jeszcze - nie wiedzieć dlaczego - nie kursują), a w domu czas spędzam głównie w kuchni, na spacerach z psem łapiąc ostatnie ciepłe chwile, sprzątając (wbrew pozorom też mi się czasem zdarza) i innych tego typu przyjemnych zajęciach. Poza tym sumiennie łapię nadgodziny w pracy, co mam nadzieję zaowocuje uśmiechem, gdy spojrzę na kwitek od wypłaty.
Nie o tym jednak...

Będąc w Polsce, w jednej z moich ulubionych tanich księgarni (której jeszcze nie zamknięto) nabyłam drogą kupna Tysiąc dni w Wenecji Marleny de Blasi. Książka malutka, niedroga, kiedyś coś mi się obiło o uszy, że warta uwagi, więc dlaczego nie...?
Okazało się, że było warto.

Młoda Marlena do Wenecji nastawiona jest niezbyt przychylnie. Kiedy dostaje zlecenie napisania o niej artykułów, wyrusza z niespokojnym sercem. W ostatniej chwili niemal zawraca (co zdarzało się jej już wcześniej), jednak zagryza zęby i rusza na spotkanie. Jak się okazuje, kiedy poznaje miasto, zakochuje się w nim bez pamięci. Co jakiś czas wraca, sama lub z przyjaciółmi, chcąc poznać Wenecję jak najlepiej. Kiedy na jej drodze staje nieśmiały Nieznajomy o jagodowych oczach, teraz już dojrzała, Marlena staje przed życiowym wyborem. Nie mogąc się jednak oprzeć jego urokowi, zgadza się w Wenecji zamieszkać.


Tysiąc dni w Wenecji to nie tylko opowieść o trudnej miłości dwojga dorosłych ludzi. Choć Marlenie czasami ciężko zaakceptować sposób na życie Nieznajomego, nie zraża się i stara się wpasować w życie, które wybrała. Spaceruje i pływa łodziami po najróżniejszych zakamarkach miasta, poznaje wenecjan, ich poglądy, prawa, jakimi rządzi się życie w tym przedziwnym miejscu.
Razem z Marleną poznamy fragmenty historii Wenecji, jej tajemnicze i ciekawe zakątki, a przy okazji delektować się będziemy wspaniała kuchnią, gdyż nasza bohaterka jest kucharką. Na końcu książki znajdziemy kilka ciekawych przepisów (niektóre z pewnością wypróbuję, chociażby, żeby zaimponować mojemu Nieznajomemu).

To typowo babskie czytadło, jednak bardzo wciągające, szybko się czytające, pełne smaków i zapachów Wenecji i kuchni Marleny. Polecam z czystym sumieniem.

Tysiąc dni w Wenecji
Marlena de Blasi
Wydawnictwo Literackie
Kraków, 2009

1 komentarz: