piątek, 31 sierpnia 2012

Kolacja samotnika

Plany miałam piękne - wrócić do domu, obejrzeć jakiś przyjemny film, trochę Pingwinów (na których punkcie mam ostatnio lekkiego fiołka, ale o tym może innym razem), poprzytulać się do C. i psy. Zupełnie niespodziewanie okazało się, że do tulenia została mi tylko Ptysia, Mężczyzna bowiem wybył z domu w celach zarobkowych. Cóż - jakoś przełknęłam tą wątpliwej jakości niespodziankę i stwierdziłam, że w takim razie dobrze wykorzystam ten czas - włączyłam laptopa i przez półtorej godziny przeglądałam zaległe przepisy na znajomych blogach. W okolicach osiemnastej żołądek zaczął wysyłać ostrzegawcze sygnały. Padło więc nieuniknione pytanie: co by tu zjeść...? W lodówce głównie światło i trochę alkoholu, co, nawet razem, nie daje zbyt świetlanych perspektyw na obiad. Do sklepu iść...? Eee, nie chce mi się... No więc: co by tu zjeść...?
I wtedy nagle mnie oświeciło. U Oli już dość dawno widziałam cudo, które nazwała volcano pancakes. Zamiast smażyć na patelni, piecze się toto w piekarniku. Nie za długo, bo mi zabrało to raptem kwadrans. Do tego mój ukochany złoty syrop, i obiad jak marzenie. Co prawda porcja jest średnio obiadowa, nawet dla jednej osoby (zrobiłam z jednej trzeciej porcji podanej przez Olę, bo miałam tylko jedno jajko, a jak już wspomniałam wcześniej, wyjście do sklepu nie wchodziło w grę), i musiałam to zajeść tostem, ale smak... Bajka! W dodatku cynamonowo-gałkomuszkatołowa (wątpię, żeby takie słowo istniało w jakimkolwiek języku, jednak świetnie oddaje charakter tego dania). Ciasto ma śmieszną konsystencję - środek mięciutki, lekko gąbczasty, brzegi cudownie chrupiące. Choć nie jest słodkie, polane syropem smakuje świetnie - zakochacie się, mówię Wam! Przepis jest łatwy i szybki, więc naprawdę, warto się skusić.

Ola twierdzi, że najlepiej przygotować je w formie z zaokrąglonymi brzegami, co też uczyniłam. Jak sprawdzi się inna - nie mam pojęcia. Brzegi foremki powinny też być dość wysokie - ciasto mocno rośnie. I tak jak Ola napisała - tylko micha z popcornem i można się zagapić, co też w tym piekarniku za cuda się wyczyniają... 

Volcano pancakes


Składniki:
(na formę o wymiarach 15x10 cm)
  • 30 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 45 ml mleka
  • 1 jajko
dodatkowo:
  • 20 g masła
Mąkę przesiać do miski, wymieszać z cynamonem, gałką i solą.
Jajko zmiksować z mlekiem na jednolitą masę, wsypać mąkę i wymieszać, żeby nie było grudek.

W czasie rozgrzewania piekarnika umieścić w środku formę z masłem (żeby się rozpuściło).
Do formy przelać masę.

Podpiec w 220 st. C. przez 10 minut.
Następnie zmiejszyć temperaturę do 190 st. C. i piec jeszcze 5-10 minut, do zrumienienia.
Podawać na ciepło ze złotym syropem, ulubionym dżemem lub posypane cukrem pudrem.

Smacznego!


A jutro... Jutro upiekę ciasto. Ze śliwkami i orzechami. W cudownym towarzystwie. Ach, jak się cieszę!

8 komentarzy:

  1. Wygląda bardzo interesująco:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam Ciebie do Versatile Blogger Award:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie urosło, dzięki za wypróbowanie i wspomnienie o mnie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja dziękuję za super przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie wyciągnęłam to z pieca i przyznaję, pyszne, aczkolwiek gumowe trochę :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że smakowało :)
    Dawno już tego nie jadłam...

    OdpowiedzUsuń